czwartek, 28 maja 2020

Populares über alles!

Przygotowując się do wykazania, iż autorytarne formy rządów jak dyktatura są integralnym elementem łacińskiej tradycji wolnościowej republikanizmu wynikającym z jego militarnego charakteru, poczytuję sobie właśnie ''Historię Rzymu'' znakomitego starożytnika Adama Ziółkowskiego [ abstrahując całkiem od osobistych wyborów człowieka, a zwłaszcza jego córki z próbówki ]. Natrafiłem weń na fragmenta przywołujące mimo zupełnie odmiennego kontekstu dziejowego niepokojąco aktualne analogie a tyczące przyczyn ostrego konfliktu politycznego jaki rozdarł dosłownie na pół Rzeczpospolitą doprowadzając do jej upadku. Oto więc jak historyk opisuje czynniki natury społecznej i ekonomicznej, które legły u jego źródła [ umieszczone w poniższych cytatach uwagi i komentarze w nawiasach są mego autorstwa ]:

''Republikańska umowa społeczna miała rozbić się o to, że warstwy niższe, których pot i krew zdobyły dla republiki władzę nad światem, oraz warstwy wyższe w których rękach znalazły się owoce grabieży tegoż świata, potrzebowały żywotnie tegoż samego: ziemi, i to ziemi leżącej w Italii. Dla pierwszych jej asygnacje długo były praktycznie jedyną formą partycypacji w zyskach z imperium [ obok łupiestw wojennych dokonywanych podczas służby w legionach ]; dla drugich zaś była ona główną lokatą bogactw napływających w ich ręce. Zwłaszcza senatorzy - najbogatsi, prawnie odsunięci od handlu i kontraktów publicznych [ zmuszeni przez to do obchodzenia obostrzeń poprzez kompanie handlowe zakładane na ''słupów'' jak to uczynił za pomocą swego wyzwoleńca Katon, ów oficjalny wzorzec starorzymskich cnót ], a poza tym nie mogący posiadać majątku poza Italią - byli skazani na powiększanie swych majątków ziemskich. Polityka państwa zmierzała do pogodzenia interesów obu grup: po konfiskatach i aneksjach wskutek podbojów, które spowodowały olbrzymi wzrost ''ager Romanus'' [ ziemi znajdującej się w bezpośrednim władaniu Rzeczpospolitej ], Północ Italii przeznaczono na kolonizację [ dla drobnych właścicieli ], pozostawiając Południe użytkownikom ziemi publicznej. Akcja kolonizacyjna na Północy ustała w praktyce pod koniec lat 70-ych II wieku p.n.e. po wyczerpaniu tamtejszego ''ager publicus'' [ ziemi państwowej ]. W tym samym czasie inne obszary Półwyspu stały się widownią nowego zjawiska: opuszczania przez drobnych rolników ziemi, wchłanianej następnie przez wielką własność''

- znajdującą się we władaniu oligarchii dodajmy bazującej na olbrzymich majątkach opartych na pracy niewolniczej, co z jednej strony poprzez ekstensywne rolnictwo i nade wszystko hodowlę bydła i owiec pozwoliło niepomiernie zwiększyć produkcję żywności dla zaopatrzenia gwałtownie przyrastającej ludności Rzymu, którego liczba już wtedy przekroczyła dobre ponad pół miliona, a nawet eksportować wypracowane nadwyżki szczególnie w zachodniej części świata śródziemnomorskiego, na długo przed ich podbojem utwierdzając tam wpływy republiki. Zarazem jednak czyniło Południe Italii rejonem permanentnej destabilizacji społecznej, istną polityczną beczką prochu i areną okresowo wybuchających powstań niewolników z najgłośniejszym z nich Spartakusa na czele, oraz endemicznego wręcz bandytyzmu sianego tak przez grupy zbiegłych niewolników, jak i w służbie swych panów brutalnie wywłaszczających słabszych właścicieli ziemi, wreszcie ordynarnego piractwa dostarczającego na rynek ''żywego towaru'', ale i nie stroniącego okresowo od rabunków statków wiozących niezbędne dla stolicy towary jak posiadające strategiczne znaczenie zboże, czemu kres położył dopiero rywal Cezara w walce o władzę Pompejusz. Dlatego mimo iż zgromadzone wskutek tego w rękach rzymskiej oligarchii bogactwa pozwoliły sfinansować w decydującym stopniu nieprawdopodobny wysiłek zbrojny, istną ''totalen Krieg'' na starożytną skalę jaką było rozstrzygające starcie i pogrom Kartaginy, głównego rywala Rzymu w ówczesnym świecie śródziemnomorskim, przed co bardziej dalekowzrocznymi przedstawicielami elit władczych republiki stanęła konieczność radykalnych reform społecznych i politycznych dla dalszego trwania i rozwoju Rzeczpospolitej. Jak pisze Ziółkowski:

''Kryzys agrarny, którego objawem było porzucanie ziemi przez chłopów, stanowił zasadnicze przewartościowanie i zapaść systemu stworzonego przez politykę asygnowania kolonistom minimum ziemi zmuszającej ich do służby w legionach. System ten, obliczony na jedno - maksymalne zwiększanie liczby rolników-żołnierzy - pozwolił republice podbijać świat, po czym zbankrutował w obliczu nowych aspiracji konsumpcyjnych i majątkowych zrodzonych wskutek napływu bogactw z tegoż świata [ bowiem czynił atrakcyjniejszą alternatywą od uprawiania marnego spłachetka ziemi na własne potrzeby status miejskiego proletariatu w stolicy, lub otwierającą nowe możliwości poprawy bytu emigrację do świeżo podbitych przez Rzym pozaitalskich prowincji ]. Wreszcie największy problem: skoro ideologia ''Italii-ojczyzny Rzymian'' wykluczała kolonizację obszarów pozaitalskich, kontynuowanie polityki asygnowania ziemi obywatelom - istoty ''umowy społecznej'' będącej podstawą funkcjonowania średniej republiki - mogło na większą skalę odbywać się wyłącznie na Południu, kosztem tamtejszego ''ager publicus''. Ten zaś był okupowany przez warstwę rządzącą przynosząc jej wielkie zyski. Gdy więc próba akcji kolonizacyjnej została w końcu podjęta, opór nieprawnych użytkowników ziemi publicznej doprowadził do wybuchu, wobec którego zbladły wszystkie wcześniejsze konflikty i jaki po stuletnich konwulsjach doprowadził do upadku republiki. [...] Kryzys agrarny [ czyli w tamtych warunkach tak naprawdę własnościowy i tyczący stratyfikacji społecznej, narastających nierówności w tej mierze a wskutek tego rozpadu wspólnoty politycznej ], który zapoczątkował proces rozkładu republiki, narodził się wówczas, gdy państwo postanowiło odzyskać własne zasoby nad którymi przestało sprawować faktyczną kontrolę, a które aktualni użytkownicy nie posiadając do nich tytułu, przywykli od dawna traktować jako swoją własność.''

Jako się rzekło więc powodowana oliganthropią czyli obawą przed utratą ludzi, obywateli-żołnierzy stanowiących podstawę potęgi republiki wskutek opisanych wyżej procesów, grupa przedstawicieli jej elit na czele z prawdziwymi mężami stanu, braćmi Tyberiuszem i Gajuszem Grakchami, podjęła dzieło niezbędnych reform w celu zaspokojenia plebejskich rewindykacji koniecznych dla przywrócenia stabilności struktury społecznej i państwowej. Niestety spotkało się to ze wściekłym i ślepym oporem zdecydowanej większości ich stanu bojącym się utraty dotychczasowych przywilejów i bogactw w jakich posiadanie jego członkowie weszli niezgodnie z prawem [ aż chciałoby się rzec: ''żoliborskich inteligentów'' sprawujących dotąd hegemonię w sferze publicznej, oraz uwłaszczonych na państwowym majątku uboli... ], i to mimo kompromisowego w gruncie rzeczy charakteru wprowadzanych zmian, sankcjonującego w wielu wypadkach dotychczasowe złodziejstwo państwowej ziemi uprawiane przez senatorską oligarchię, a jedynie zmniejszających jego zakres na rzecz drobnych właścicieli. Dlatego odpowiedziała ona na to wpierw radykalną obstrukcją prawną republikańskiej sanacji [ wymagającej skądinąd przyznania nadzwyczajnych uprawnień dla przeprowadzających ją trybunów plebejskich ], a gdy niewiele tym wskórała posuwając się w końcu do bestialskiego linczu reformatorów. Insza inszość, że rzymscy populiści nie byli jedynie bierną stroną sporu, odpowiadając na ciosy w równie zdecydowany sposób: gdy Scypion Afrykański Młodszy, wsławiony ostatecznym pogromem Kartaginy, lecz nieodrodny syn swej ''nadzwyczajnej kasty'' senatorskiej zablokował faktycznie wspomnianą reformę agrarną, znaleziono go prędko martwego w łóżku - sprawie ukręcono po cichu łeb, mimo iż wszystko wskazywało na zabójstwo a poszlaki ewidentnie wiodły do jego małżonki Sempronii, tak się akurat składa siostry Grakchów... Zanim jednak doszło do ich mordu zdołali przeforsować wiele rozwiązań ustrojowych i w dziedzinie polityki społecznej, które mimo skrajnie odmiennego kontekstu dziejowego budzą jakże aktualne skojarzenia, np.:

''Kolejne ustawy wniesione przez Caiusa [ Gajusza Grakcha ] lub przezeń inspirowane, ukazują dokładne przeciwieństwo demagoga w przyjętym dziś znaczeniu słowa: męża stanu o niezmiernie szerokich horyzontach, którego zasadniczym celem było usprawnienie funkcjonowania republiki i jej imperium, z naciskiem na ochronę plebsu rzymskiego, sprzymierzeńców i poddanych przed wyzyskiem lub arbitralnością warstwy rządzącej, sprawowanie przez którą realnych rządów było dlań skądinąd oczywistością [ znowu chciałoby się rzec: zupełnie jak dla Kaczyńskich nie mogących niestety wyzbyć się swoich inteligenckich przesądów i uwarunkowań ]. Przykładem jest często określana przez starożytnych jak i nowożytnych jako ''otwarcie demagogiczna'' lex Sempronia frumentaria, ustanawiająca regulowaną przez ''aerarium'' [ budżet państwa ] miesięczną sprzedaż po niskiej cenie zboża ubogim obywatelom. Określenie minimalnego zapotrzebowania państwa na zboże dla mieszkańców Miasta, i stworzenie odpowiedniej infrastruktury do jego przechowywania [ ''horrea Semproniana'' czyli spichrze semproniańskie ] likwidowało największą bolączkę dotychczasowego systemu: brak zabezpieczenia przed periodycznymi niedoborami żywności, wystawiającymi ludność nie tylko na łaskę spekulantów, ale wraz z jej przyrostem do setek tysięcy zwyczajnie na głód. [...] Z późniejszej perspektywy za kluczowy element działalności Caiusa uchodziły i uchodzą leges iudiciariae czyli ''ustawy sądownicze'', które wykluczały senatorów z trybunału o zdzierstwa [ bez wątpienia lex repetundarum z 123 r. p.n.e. ] i innych stałych trybunałów [...]. Jakkolwiek dotkliwym ciosem była ta ustawa dla senatu, w chwili uchwalania nie wzbudziła kontrowersji większych, niż reszta ustawodawstwa gracchańskiego: trybunały senatorskie zanadto skompromitowały się w przeszłości skandalicznymi uwolnieniami notorycznych złodziei, nieuniknionymi zważywszy, że trybunały obsadzali ludzie, którzy albo już znaleźli się, lub mieli dopiero znaleźć w tej samej pozycji co oskarżeni. Leges iudiciariae stanowiły więc za to, iż oskarżeni nie będą sądzić się sami.''

Oczywiście na uzasadnioną śmieszność narażałoby utożsamianie braci Kaczyńskich ze starożytnymi Grakchami, a i w obozie ich przeciwników brak postaci zdolnych mierzyć się z późniejszym o prawie stulecie od opisanych tu wypadków Cyceronem, początkowo ''homo novus'' z ówczesnego ''awansu społecznego'', któremu jednak nieprzezwyciężalny a straszliwy snobizm i kompleksy kazały w końcu stanąć po stronie republikańskiej oligarchii [ aczkolwiek marszałek Grodzki przemawia tak pompatycznie jakby drapował się w togę senatora i obrońcy rzymskiej ''praworządności'' a może nawet i samego cesarza, nic tylko ozdobić mu łeb wawrzynem, choć prędzej chyba pasowałaby zwykła lebioda:) ]. Niemniej trudno doprawdy oprzeć się narzucającym wręcz podobieństwom między zaprowadzoną w interesie plebejuszy ''frumentacją'' i sprawiedliwszą nieco partycypacją w majątku publicznym wśród obywateli, a 500+ oraz szerokim programem świadczeń społecznych wprowadzonym przez PiS, czyli rzekomym ''socjalistycznym rozdawnictwem'' w nomenklaturze libertariańskich, korwinowych spierdolin umysłowych i przegranych Januszexów byznesu. Tym bardziej tyczy to reform ustrojowych z kluczową sądownictwa na czele, wywołującą tu jak i tam z dość podobnych motywów wściekły opór dotychczasowej oligarchii Rzeczpospolitej i stosującą w tym celu do złudzenia bliźniaczą wprost obstrukcję w imię rzekomo zagrożonej ''praworządności'' przez ''populistyczną'' politykę braci Grakchów, ee chciałem rzec Kaczyńskich:). Wreszcie niepokojące analogie nasuwają działania przeciwników obozu reform, którzy w obliczu klęski jawnego występowania w obronie swych zagrożonych przywilejów pod hasłem ''żeby było tak jak było'', poczęli stosować perfidną i prostacką a skuteczną niestety do czasu demagogię [ niczym pierdolenie korwinowych stulejarzy o ''MADkach'' żerujących na socjalu ], by wreszcie posunąć się otwarcie do terroru czego przykładem choćby późniejsze proskrypcje sullańskie. Dlatego porównania reżimu zaprowadzonego przez Sullę z Piłsudskim są uzasadnione jedynie o tyle, gdy upatrujemy w tym drugim dyktatora występującego w imię przywrócenia republikańskiego ładu w państwie, jego ''sanacji'' właśnie, antycypującego wszakże w metodach wbrew deklarowanym celom cezaryzm, natomiast skala represji i ich skutek jakim w przypadku Rzymianina było nadanie statusu głównej instancji starożytnemu parlamentowi czyli senatowi - zupełnie jak to chciałby ustanowić marszałek Grodzki:) - są tu i tam niewspółmierne i wykluczają się wzajem. Przede wszystkim jednak ówczesny konflikt dał początek głębokiemu rozłamowi politycznemu i społecznemu, którego kategorie jako żywo pasują do opisu i obecnego rozdzierającego naszą Rzeczpospolitą:

''Poświęcenie bogini Concordii, personifikacji consensusu co do podstawowych zasad życia obywatelskiego, świątyni wzniesionej ze skonfiskowanych majątków pomordowanych gracchańczyków, było godną proklamacją końca tegoż consensusu. Lata 133-121 [ czyli początkowego okresu starć zwolenników i przeciwników reform ] wprowadziły nieodwracalne zmiany w rzymskim życiu politycznym: strony konfliktu, które objawiły się w tych latach istniały aż do końca republiki, nieustannie podsycane tak rozpamiętywaniem przeszłych wydarzeń, jak i bieżącymi doświadczeniami. Przed uczestnikami życia politycznego były odtąd otwarte tylko dwie drogi: via popularis [ ''ludowa'' ], uprzednio oznaczająca niekonwencjonalne robienie kariery z poparciem ludu [ i naruszeniem często obowiązującego prawa i obyczaju ], oraz ta jaką szli ''boni'' czyli ''dobrzy'', optimi [ ''najlepsi'' ] lub w terminologii Cicerona ''optimates''. Zwolennicy Gracchów i ich duchowi spadkobiercy, też nobile i senatorzy, bronili koncepcji ludowej ''libertas'' [ ''wolności'' ], w tym zasady, że wola ludu wyrażona na zgromadzeniu zwołanym przez jego reprezentanta, magistrata lub trybuna, dla rozstrzygnięcia kwestii przezeń postawionej, była ostateczna i niepodważalna. [...] Mordercy Gracchów i ci, którzy się z nimi solidaryzowali, wyznawali ideologię ''salus rei publicae'' [ ''dobra rzeczpospolitej'' ], pod którym wszakże rozumieli utrzymywanie wszelkimi sposobami korporacyjnej władzy elity, z jej prawem do eliminowania tych, co tej władzy zagrażali za pomocą samosądu lub pseudo-legalną uzurpacją ''senatusconsultum ultimum'' włącznie. W codziennym życiu politycznym oznaczało to stosowanie technik paraliżowania ''libertas'' ludu drogą doprowadzania do skrajności odpowiednich procedur politycznych i religijnych. [...] Jednocześnie optymaci siłą rzeczy dążyli do poszerzania zakresu kompetencji senatu, instytucji grupującej elitę i z zasady wrogiej politycznym indywidualistom, choć na otwartą próbę poddania kontroli senatu procesu legislacyjnego przyszło czekać czterdzieści lat, do jedynowładztwa Sulli. Z obiema drogami związane były konkretne opcje programowe: przystanie do popularów było opowiedzeniem się nie tylko za ''libertas'', ale i za ''leges agrariae'' [ czyli powszechnym uwłaszczeniem obywateli ] oraz ''frumentariae'' [ sprawiedliwszym podziałem majątku narodowego i programem opieki społecznej ze strony państwa ], natomiast dobry optymata winien był przeciwstawiać się wszystkim takim inicjatywom. Ta polaryzacja programowa nie dokonała się od razu: zwłaszcza kluczowe hasło asygnacji [ przyznania ] ziemi w następnym pokoleniu nie było jeszcze wyłączną bronią popularów. W końcu jednak demokratyczna formuła eksploatacji imperium została na płaszczyźnie ideologicznej zawłaszczona przez jedną stronę; druga zaś reprezentująca większość elity władzy świadomie ją odrzuciła, podpisując w ten sposób na siebie wyrok śmierci.''

Dosłownie, bowiem populistyczne rewindykacje były nazbyt daleko posunięte, a nade wszystko uzasadnione realnymi potrzebami ludu i samego państwa, aby mógł im położyć kres nawet tak wściekły terror jak ten rozpętany przez Sullę w imię obrony interesów oligarchii, którą reprezentował. W efekcie zaślepione nienawiścią i pogardą wobec ''roszczeniowego motłochu'' stronnictwo optymatów, niezdolne do ustąpienia w porę wobec dość skromnych początkowo żądań popularów, co zagwarantowałoby mu zachowanie przynajmniej części nabytych dotąd przywilejów i majątków, zostało po blisko stuletnich konwulsjach wewnętrznych walk w końcu zmiecione przez militarną rewoltę plebejuszy jaką poniekąd w swej głupocie wywołało, która doprowadziła do ustanowienia de facto populistycznej wojskowej tyranii kolejnych cezarów. Jak ciekawie, a przenikliwie opisuje finał tych zmagań Ziółkowski:

''Wojny domowe po śmierci Cezara były nie tylko ostatecznym starciem między cezarianami a obrońcami republiki, ale też największą bitwą warstw nieposiadających o udział w zyskach z imperium. Zgodnie z tendencją sięgającą czasów Mariusa [ wybitny wódz republikański i populistyczny dyktator, choć niestety chwiejny politycznie ] i Saturninusa [ trybun plebejski znany z wprowadzenia pomysłowej metody radzenia sobie z ordynarną obstrukcją optymatów za pomocą kamieni miotanych pod ich adresem przez jego zwolenników podczas ludowych zgromadzeń - przyp. mój jak wszystkie wyżej ], jedynymi jacy odnieśli z niej korzyść byli żołnierze zwycięskiej strony, rekompensowani co prawda na modłę nie Cezara a Sulli: grabieżą współobywateli. Wobec spadkobierców Cezara, nie posiadających jego autorytetu, ich żołnierze występowali jako potężna grupa nacisku, świadoma swej wartości i każąca niezwykle drogo płacić za swe usługi. [...] Po [ decydującym boju pod ] Philippi żołnierze triumwirów występowali z solidarnością i bezwzględnością nowoczesnego związku zawodowego, z jednej strony nie pozwalając, by ambicje wodzów zmuszały ich do przelewania krwi towarzyszy broni, z drugiej zaś bez skrupułów dając się użyć do eliminacji wszystkich, którzy stanowili zagrożenie dla przyobiecanej im zdobyczy. [...] Żołnierze, z pochodzenia w ogromnej większości drobni rolnicy, pilnie baczyli przy tym, by oszczędzano ziemię ich krewnych, poległych towarzyszy, a nawet weteranów wcześniej obdzielonych nadaniami; doszło nawet do tego, że wskutek ich protestów młody Cezar zrezygnował z konfiskowania majątków mniejszych niż te, które przyznawano żołnierzom, całkowicie wyłączając tym samym poletka prawdziwie małorolnych. Za awans społeczny i ekonomiczny ogromnej rzeszy zorganizowanych w legiony nieposiadających zapłacili zamożni mieszkańcy municypiów.''

- czyżbyśmy więc obserwowali u nas początki procesu, który doprowadzi do ustanowienia ''Wielkiego Ludowego Imperium Lechickiego''?:))). Mówiąc zaś serio prędzej skończy się kolejnym dziejowym łomotem jak to zazwyczaj niestety w naszej historii najnowszej, stąd aby go uniknąć koniecznym jest przeforsowanie wielu zmian i radykalne przeformułowanie paradygmatu ustrojowego a nawet wręcz narodowego, o czym zresztą już pisałem. W każdym razie skoro w obliczu ślepego uporu dotychczasowej oligarchii Rzeczpospolitej oraz słabości i niedomagań reformatorów nie sposób dokonać tego legalnie, życzyłbym sobie ustanowienia takowego dyktatu popularów i zmilitaryzowanego związku zawodowego plebejuszy jaki byłby w stanie zgnieść na miejscu rządy rozbestwionej patointeligencji, jak i broniące je ślepo kurwinowe frajerstwo, niechby i wbrew swoim intencjom. Durnemu prawactwu pierdolącemu o rzekomo ''lewicowych'' ze swej natury związkach zawodowych zaordynowałbym przymusową lekturę programowego ''Co robić?'' Lenina, pełną jadowitych wielkopańskich połajanek tego obszarnika pod adresem leniwych w jego opinii proli, którym nie chce się w komunizm - tępe kuce nie zdają sobie nawet sprawy, że cwany Ozjasz śmieje im się w twarz powtarzając niemal słowo w słowo antyzwiązkową bolszewicką retorykę przyszłego ''wodza rewolucji'' nadając jej tylko niby ''antysocjalistyczny'' charakter, a te spierdoliny jeszcze za nim bezmyślnie klepią sądząc w swej głupocie, że jakoby zwalczają ''lewactwo'':). Bezlitośnie dobiłbym ich merytorycznie dwiema solidnymi cegłami ''Efektu domina'' Zyzaka z których jednoznacznie wynika, iż największymi orędownikami współpracy ekonomicznej i politycznej z ZSRR w USA były tamtejszy wielki kapitał i finansjera, zaś twardy pryncypialny antykomunizm reprezentowały uparcie główne amerykańskie centrale związkowe, wspierające min. ''Solidarność'' - i po to właśnie ubectwo wylansowało Kurwina z jego bredzeniem ''wszystkie związki na Powiązki'', to również tłumaczy fenomen wolnorynkowych tajniaków i resortowych hrabiów jak Jędrzej Zdzisław Stefan ''Odbyteusz'' Jabłoński wedle trafnego określenia Foxa:).

niedziela, 24 maja 2020

Dykta-tura.

Świeża gównoburza z lichym, nędznym jak skurwysyn kawałkiem Kazika obudziła stare demony pożal się dyskursu publicznego III RP, czyli zwyczajowe pierdolenie o rzekomej ''dyktaturze'' i ''autorytarnych zapędach'' PiS i samego Kaczyńskiego. Tymczasem jest ona żywym dowodem czegoś dokładnie przeciwnego: słabości i postępującego w katastrofalnym tempie niedołęstwa obecnej ekipy rządzącej zaliczającej fakap za fakapem. Doprawdy trzeba być wyjątkową spierdoliną, aby dać okazję do wykreowania się na ''męczennika wolności słowa'' byłemu funkcjonariuszowi reżimowej propagandy, który zaczynał karierę w czasie stanu wojennego, esbeckiemu kapusiowi a do tego sprzedajnej medialnej dziwce lansującej kawałki muzyczne za gruby hajs, byle nachlać się Sauvignon Blanc w nowozelandzkiej winnicy [ skądinąd szanuję za gust, serio bo to jeden z moich ulubionych szczepów ]. Przy czym nie można by mieć za to specjalnych pretensji do MC ''Bera'', gdyby robił to w prywatnym medium, choć pryncypialny moralista mógłby zżymać się, że facet wychodzi na niewiarygodnego śmiecia puszczając gówno w które nie wierzy, aby tylko się nachapać. Nu ale piniondz i to poważny był potrzebny panu redaktorowi na takowe fanaberie jak wyżej pomieniona, sęk jedynie w tym iż Niedźwiecki zawdzięczał swoją pozycję publicznemu, stąd de facto państwowemu radiu i za pracy głównie w nim miał trwać rzeczony proceder, to zaś czyni go urzędnikiem, biurokratą biorącym łapówy za załatwianie spraw na lewo, a więc zwykłą kurwą i złodziejem na etacie [ koszmarem państwowców i mokrym snem libertariańskich stuleji ]. Co się zaś tyczy sprawy samego cenzurowania to abstrahując całkiem czy faktycznie doń doszło lub nie, albo robisz to poważnie zaprowadzając ścisły zamordyzm, lub też nie posiadając odpowiedniej ku temu siły zamiast ośmieszać się żałosnymi napinkami załatwiasz przeciwnika jego własną bronią. Konkretnie należało puszczać zapętlony kawałek Kazika w reżimowym radiu aż do urzygu, tak by wszyscy mieli go dość włącznie z samym artystą-prostytutą, i przyszło mi to na myśl zanim podobny koncept zarzucił na tłiterze Otokieł, bowiem przypominało historię zasłyszaną onegdaj od Kelthuza zanim pochłonął go panmiodkowy Golem. Otóż przed laty jego kumple z kapeli zorganizowali zamkniętą imprezę na której leciał non stop jeden tylko kawałek ''Wonderful life'', skądinąd ulubiony smęt Niedźwieckiego, zaś w barze można było dostać wyłącznie czystą - nie wiem jak oni to wytrzymali, bo ja po godzinie-dwóch najdalej czegoś takiego obwiesiłbym się w knajpianej toalecie, no ale to metaluchy som, wiadomo: zakute łby:). Jedyne co więc pozostało nieudacznym PiSowskim paraautorytarystom to tweeterowe wojenki i ośmieszanie na profilu ''Dekonstrukcja mitu'' szmaciarza Jasia Pińskiego i jego kamandy cweli zabawiającej się ordynarnymi wrzutkami typu rzekome porno Dudexa, albo obleśne sugestie jakoby żona Ziobry była mafijną dziwką. W reżimie z prawdziwego zdarzenia żaden nie śmiałby pisnąć nawet, bo groziłby mu za to conocny pogrom kielecki dupska pod celą tak, że odbyt płonąłby niczym stodoła w Jedwabnem, o ile nie wprost posłużenie za kompost, przemiana w ''nekropersonę''. Nie przemawia bynajmniej przeze mnie jakowyś sadysta czy infantylny kuc masturbujący się wizją polskiego pinoczetyzmu, lub tęskniący za jaruzelskim zamordyzmem komuch, a jedynie trzeźwo rozpatrujący sprawy obserwator: niech mi która z demoliberalnych obsranych cipek wyjaśni jakim cudem uporać się ''praworządnie'' z regularną mafią w sędziowskich togach, kanaliami i pedofilami przechwalającymi wesoło w prywatnych rozmowach rżnięciem 13-letnich Tajek ''dla zdrowotności''?! Na pewno nie dokumentami ciecia Latkowskiego, dlatego obsobaczać PiS należy nie za łamanie nieporządku konstytucyjnego bezprawia, lecz że robi to nieudolnie i niekonsekwentnie uprawiając politykę ''wstawania z kolan poprzez padanie na twarz'' jak trafnie podsumował Targalski. Tak więc pan prezes wraz z ekipą mogą co najwyżej zaprowadzić tytułową dykta-turę, pierwszy bodaj w dziejach paździerzowy ''totalitaryzm'' i nawet zakatowanie kogoś na komisariacie czy co nie daj uliczna masakra przy narastającej fali społecznych protestów niczego by tu nie zmieniły, będąc objawem słabości pozbawionej autorytetu władzy, stąd skłonnej do kompensowania sobie tego nadużywaniem broni niewspółmiernie do realnego zagrożenia.

Skądinąd zastanawiająca jest ta wspomniana seria fakapów ze strony rządzących ostatnio, i ze względu na niepodmiotowy charakter III RP jej przyczyn upatrywałbym nie tylko w ambicjach polityków coraz bardziej ''rozjednoczonej'' prawicy walczących zaciekle o schedę po Kaczyńskim. Sądzę iż ma to związek z zaostrzającą się także na terytorium Polski rywalizacją między USA a Chinami, czego pokłosiem tłiterowa nawalanka między ambasadorami tych krajów jaka miała miejsce niedawno oraz wyraźna demonstracja, którą stanowił ostentacyjny, odpowiednio głośny przelot nad stolicą kraju amerykańskiego bombowca jako odpowiedź na przysłanie przez Pekin ładunku maseczek gigantycznym, posowieckim transportowcem. W tym kontekście należy też rozpatrywać publikację ''Wybiórczej'' jakoby ich dostawa była gie warta - na dwoje babka wróżyła, bo rzeczone medium to bardzo oględnie niezbyt wiarygodne źródło informacji, robiące w dodatku teraz już jawnie za tubę Sorosa, ten zaś ma doświadczenie w atakach spekulacyjnych na dalekowschodnie ekonomie, a też nienawidzi Chin z innych wszakże powodów niż Trump, reprezentując najprawdopodobniej frakcję globalistów obawiającą się utracić zainwestowane w CHRL aktywa, a nade wszystko tego, że dotychczasowy azjatycki niewolnik ma dość utrzymywania tych pasożytów zapierdalając za przysłowiową miskę ryżu. W każdym razie obecny rząd mimo oficjalnych peanów pod adresem USA prowadzi, zapewne z poduszczenia Berlina jakiego reprezentantem interesów wygląda na to jest sam premier, kunktatorską politykę wydając po cichu Huawei zgodę na finalizowaną właśnie budowę infrastruktury 5G co musi wściekle drażnić delikatnie mówiąc Amerykanów, być może więc postanowili wymienić dotychczasową ekipę na lepszy model, lub co najmniej dokooptować jej bardziej ''wolnorynkowego'' czyli spolegliwego wobec ekspansji jankeskich koncernów nad Wisłą koalicjanta. Sądzę, że wszyscy co uwierzyli w pierdolenie PiSowców o rzekomych ''ruskich onucach'' z Konfideracji, i to na plus autentycznych miłośników Putina lub przynajmniej pożytecznych idiotów Rosji może czekać przykre rozczarowanie - jeden Janusz jeżdżący na Krym i do Kadyrowa wiosny nie czyni, bo jest tam już całkiem ubezwłasnowolniony i nie był nawet w stanie spieprzyć sprawy swoim zwyczajem co dowodnie okazała chryja podczas prawyborów, stąd pozostało mu żałosne pajacowanie w hiphopowych ciuszkach ku uciesze i zachwytom korwinowych stulejarzy. Jak dodamy do tego oficera prowadzącego z JP Morgan zainstalowanego przy peezelaku Kosiniaku, co może najprawdopodobniej mieć związek z czekającymi nas gruntownymi dosłownie przekształceniami własności ziemi w kraju, wizja lewackiej lub kolibowej koalicji pobłogosławionej przez Waszyngton nie wydaje się niestety tak nieprawdopodobna - skoro towarzysze Miller i Kwachu przetarli już sobie drogę do jankeskiego tyłka czemuż by więc nie czekający w kolejce Zandberg wraz z Biedroniem? [ Czarzasty jako typowy cwany komuch umie liczyć kasę, i jeśli tylko uzna, że mu się to opłaca w każdym możliwym tego sensie pozbędzie się raz dwa dotychczasowych obiekcji ]. Wyjaśniałoby to również pielgrzymki wolnorynkowych liderów Konfederacji do saloniku pani Monisi reprezentującej zapewne konkurencyjną frakcję w zabieganiu o względy takich czy innych hegemonów światowych, w każdym razie perspektywy dla nas nie wyglądają przy takowym obrocie spraw za wesoło.

Nie trzeba doprawdy proroczych zdolności, by dostrzegać wyraźnie, że narastająca rywalizacja między Stanami a CHRL ''rozbuja'' świat, przydałaby się więc na czekający nas dziejowy sztorm jaka porządna państwowa nawa ze sprawną ekipą u steru, a nie przeciekająca, rozpadająca się krypa pełna nachlanych w sztok, okładających się zaciekle marynarzy, wraz z obłąkanym kucowskim majtkiem drącym ryja z masztu, że jedyny ratunek stanowi zatopienie całkiem łajby. Brakuje na miejscu kogoś takiego jak Walter Walker, brytyjski wojskowy, który dzięki obranej przez się rozsądnej taktyce rozgromił komunistyczną maoistowską irredentę na Borneo w latach 60-ych, unikając przy tym wszystkich błędów popełnionych przez wojska USA podczas interwencji w Wietnamie. Zdawał sobie sprawę, że użycie regularnych sił, w tym wypadku najemników spośród Gurkhów w służbie JKM, starczy jedynie do zdławienia rebelii w miastach, kluczowe jednak dla rozstrzygnięcia konfliktu było zapanowanie nad dżunglą, tego zaś nie sposób dokonać bez przekonania do siebie znających ją jak własną kieszeń lokalsów. Zamiast więc napierdalać ich napalmem jak w owym czasie czynili durni Amerykanie, co rzecz jasna tylko przysparzało poparcia Wietkongowi, sformował z miejscowych Dajaków, Malajów i dywersantów z chińskiej diaspory na której głównie opierała się komunistyczna partyzantka lotne brygady do jej zwalczania, złożone ze zdeterminowanych bojowników gotowych dosłownie tygodniami czyhać w ukrytych w ostępach leśnych i bagnach zasadzkach na tamtejszych bolszewików, by ich wymordować. W ten sposób pozbawiali komunistów głównej broni partyzantki jaką jest doskonała orientacja w terenie, atak z zaskoczenia, osaczanie regularnych wojsk w bazach i nękanie atakami terrorystycznymi w miastach, czyli tego wszystkiego co z takim powodzeniem stosował właśnie wobec Amerykanów Wietkong. Wtapiając się w tło, dosłownie dżungli jak i społeczne podcinali terroryzm u korzenia, jeśli dodamy do tego sprawną strukturę dowodzenia, z jednej zdecentralizowaną, bazującą na dużej samodzielności operujących w terenie niewielkich, mobilnych przez to zgrupowań, a zarazem kompleksową podporządkowującą sztabowi wojskowemu policję jak i administrację cywilną zgodnie współpracujące w dziele zniszczenia dywersantów w czym dużą rolę odgrywała komunikacja, przy ówczesnych poziomie technologicznym głównie drogą radiową, jasnym staje się sukces obranej przez Walkera strategii. Pozwalało to stosunkowo niewielkim kosztem przerzucać w miarę potrzeby do rozsianych w interiorze lotnisk sprzęt zaopatrując walczących na miejscu żołnierzy helikopterami czy lekkimi samolotami a nawet nękać maoistowskich komuchów w ich bazach po drugiej stronie granicy, bez efektownych lecz przeciwskutecznych w gruncie rzeczy nalotów dywanowych ciężkimi bombowcami - nauczeni przykrym doświadczeniem z walk w Wietnamie Jankesi wykorzystali dopiero później tą taktykę organizując oddziały ''contras'' do zwalczania komunistycznego reżimu sandinistów w Nikaragui czy wspierając stingerami afgańskich mudżahedinów, skutecznie tym samym przyprawiając bolszewię o potężny ból tyłka. Przydałaby się więc i u nas jaka porządna republikańska, łacińska z ducha dyktatura na opisaną tu ''sieciocentyczną'' modłę dostosowaną do obecnych czasów, czemu już dałem wyraz w ''eurazjatyckim'' wpisie, na pohybel rozwolnościowcom jak i komuchom. Co tu gadać zresztą: ewolucja globalnego systemu jednoznacznie wskazuje, że jedynym sensownym sposobem opanowania narastającego chaosu społecznego, politycznego i ekonomicznego jest jakaś forma autorytaryzmu, stąd zgadzam się z resortowym masonem Sokałą, że wyjdzie zwycięsko z obecnego zamieszania ten, kto do minimum ograniczy wpływ mas na decyzje podejmowane przez decydentów. Kwestią otwartą pozostaje jedynie czy stanie się to w interesie pozapaństwowych, ''dyskretnych'' struktur jak reprezentowany przezeń ryt mieszany nie wstrząśniety, czy też doprowadzi do ukonstytuowania regularnej dyktatury co stanowi zdecydowanie uczciwsze rozwiązanie, bowiem tu rząd jest widzialny, hierarchia jawna zaś obywatele dysponują ograniczonym wprawdzie, za to realnym zasobem swobód. Niestety obawiam się, że bardziej prawdopodobnym może okazać się pierwszy wariant, gdyż ludzie generalnie zdurnieli już ze szczętem i uwielbiają wprost być oszukiwani, stąd łykną każdy zamordyzm byle w ''wolnościowym'' opakowaniu, ot i wytłumaczenie fenomenu resortowych libertarian jak pomieniony doktor-mason.

Odkłamaniem jednak pojęcia dyktatury i przywróceniem jej pierwotnego sensu jako w istocie wolnościowej, arcyrepublikańskiej instytucji zajmiemy się następnym razem ze względu na zaprowadzone na blogspotowej platformie ograniczenia rozmiarów tekstu uniemożliwiające mi rozwinięcie wątku, może to i dobrze bo zapobiegnie płodzeniu po staremu monstrualnych elaboratów wpływając na klarowność narracji:). No więc tyle póki co z mej strony słowa na niedzielę.

niedziela, 17 maja 2020

Mises ssie.

Zanim przejdę do rzeczy tytułem wstępu należy poczynić parę uwag gwoli objaśnienia, iż moja wściekła irytacja by nie powiedzieć wprost potężny wkurw na rozwolnościowców i wolnorynkowców [ istotne rozróżnienie, bo wbrew pozorom to nie to samo co będzie jeszcze do okazania ] nie wziął się znikąd, tak aby nie powstało fałszywe wrażenie, że zakrawa to już na jakąś niezdrową obsesję, szczerze chciałbym nawet aby tak było, ale niestety ma on swe racjonalne uzasadnienie. Dłuuugo mógłbym wyliczać powody mej antylibertariańskiej abominacji, ale jeden zwłaszcza wysuwa się obecnie na czoło monstrualnej rozmiarowo listy zarzutów: przez to, że pozbawili mnie sensownej politycznej alternatywy zmuszony jestem popierać wbrew mej woli całkiem już niemal zjebany PiS!!! Fakty mają się tak, że skurwiesyny ordynarnie przywłaszczyły sobie miano radykalnej prawicy, drą ryja iż PiS to nie prawica a oni to niby co?! Powtarzam: niech mi ktoś pokaże drugi taki kraj, gdzie z zasady antypaństwowy i antynarodowy libertarianizm uchodzi za ''prawicę'' i to w wersji ''hard trU'', bardzo byłbym rad bo oznaczałoby to, iż nie jesteśmy pod tym względem kuriozum na skalę światową jakim póki co jawimy się. Będę wołał głośno ile tylko starczy mi sił, że liberałowie i socjaliści jedne polityczne kurwy po tym samym ideologicznym chuju, a nawet ci pierwsi są gorsi o tyle, iż lewactwo przynajmniej nie ukrywa, że jest bandą antypolskich gówien: otwarcie już gardzi swą narodowością, pali polskie flagi wymachując za to unijnymi czy ''tęczawymi'' lub czarno-czerwonymi sztandarami anarchii i bredzi o rzekomo ''przestarzałej wierze w państwo narodowe'' postulując głośno zastąpienie go bezpaństwową globalną komuną albo ''rządem światowym'', bo niestety tenże nie jest jakowąś ''teorią spiskową'' szurów od NWO. Natomiast libertariańskie mendy zgodnie z zalecaną jeszcze przez Rothbarda taktyką infiltrowania ruchów antysystemowych podszyły się pod radykalną prawicę w obecnej Polsce, żerując perfidnie na słusznym często wkurwie i frustracji wielu społecznych środowisk. Dlatego należy ich tępić ze szczególną zaciekłością jako zamaskowanych dla niepoznaki ukrytych wrogów we własnym obozie politycznym, dokładnie na tej samej zasadzie jak bojówki przedwojennej PPS flekowały bezlitośnie komunistów wpierdzielających im się na 1-majowe demonstracje. Na szczęście nie tylko ja tak sądzę, i świadomość ta przebija się z wolna do środowisk głównonurtowych narodowców czego świadectwem niedawny artykuł Karola Kaźmierczaka. Wprawdzie rugałem go tutaj ostatnio srogo za kocopoły o jakowymś ''powrocie do jungerowskiej sfery elementarnej'' wskutek nadchodzącego kryzysu, facet ewidentnie nie docenia konsumeryzmu jako niesłychanie użytecznego w rękach rządzących narzędzia nie tyle nawet ekonomicznej co nade wszystko politycznej kontroli mas, błędnie upatrując w kontrkulturowej rewolcie li tylko ''fanaberię dekadentów''. Pomijając to jednak trafnie przyznaję wytyka liderom Konfederacji brnięcie w jałowe rezonatorstwo i polityczną szurię, nie ukrywam cieszy mnie, iż wreszcie przebija się do opinii choćby wciąż planktonu politycznego, że wolnorynkowy ekstremizm nie ma nic wspólnego z prawicą a podszywająca się pod nią kuceria tylko ją kompromituje torując lewicy drogę do władzy bredzeniem o rzekomym ''socjalistycznym rozdawnictwie''. Piszę przecież w podobnym duchu już od jakiegoś czasu, ale na niszowym blogu o z konieczności ograniczonym zasięgu oddziaływania, zaś fakt iż wspomniany tekst lansują Wszechpolacy na swym profilu zdaje się świadczyć, że wśród narodowców dojrzewa wreszcie potrzeba zerwania zabójczego dla nich na dłuższą metę politycznego mariażu z kolibami, oby - radują mnie wielce zwłaszcza takowe uwagi Kaźmierczaka:

''Dyskurs prawicowy jest u nas całkowicie zdominowany przez koliberalizm przechodzący w libertarianizm i jako taki zupełnie dysfunkcyjny. A ponieważ partia Konfederacja opiera się na bazie społecznej uformowanej całkowicie przez ten dyskurs gra w ramach wyznaczonych przez ten anarchizm, spiskologię, ignorancję. Nie ma drogi na skróty - najpierw trzeba znaleźć i uformować bazę społeczną bez tego żadnej konstruktywnej narodowej siły politycznej nie będzie. [...] Coraz bardziej mieszczańska i stateczna Konfederacja może szybko wypalić się w warunkach ekonomicznego kryzysu i pauperyzacji mas. Głównym sprawcami dysfunkcji partii są krzykliwi, a jednocześnie całkowicie nieodnajdujący się w warunkach obecnego kryzysu koliberałowie. Duże możliwości otwierają się natomiast przed radykalnymi lewicowcami z Razem, którzy po raz pierwszy mogą wyjść z własnej bańki wielkomiejskiej inteligencji i wolnych zawodów. Po raz pierwszy radykalne postulaty ekonomiczne mają bowiem szansę na masowe poparcie. W przeciwieństwie do „antysystemowej prawicy”, w środowisku lewicowym całe programy polityki finansowej, gospodarczej czy społecznej na czas kryzysu są już gotowe. [...]''

- i konkluzja:

''Jeśli kryzys przybierze ostre formy, nałoży się na niego inny funkcjonalny podział: na konserwatystów w potocznym tego słowa znaczeniu, kurczowo trzymających się starych instytucji, stylu życia, koncepcji i dyskursów, oraz na radykałów, dla których kryzys jest lekcją, jaka musi za sobą pociągnąć gruntowne zmiany. W światku dotychczasowej polskiej „antysystemowej prawicy” zaludnionej tak licznie przez socjopatycznych liberałów, pryncypialnych anarchistów, cynicznych demagogów czy rozwijających teorie spiskowe infantylnych ignorantów trudno znaleźć na razie kogoś kto zaproponuje koncepcję zakresu takiej zmiany i środków jakie są konieczne do jej przeprowadzenia.''

- w punkt, od siebie dodam, że jak podają autorzy opracowania ''Oblicza buntu społecznego'' traktującego o protestach czasu Wielkiego Kryzysu w przedwojennej Polsce, za większość ówczesnych zadym wcale nie odpowiadała lewica jakby mogło się wydawać, ale właśnie narodowcy! Na to jednak należy pozbyć się wolnorynkowej szurii, wszystkim kolibom powiedzieć ''won!'' i przypomnieć sobie wreszcie o źródłowo nacjonalistycznym solidaryzmie narodowym także w ekonomii, który nie ma nic ale to nic wspólnego z jakowymś ''narodowym socjalizmem''. Wprawdzie jak pisałem tu niedawno sam narodowcem nie jestem, bo gdy patrzę jak prezentuje się ta nasza ''przyszłość narodu'' złożona głównie jak nie z bezmózgiego lewactwa to infantylnych kucerzy dochodzę do przykrego wniosku, iż koncept wymiany populacji nad Wisłą nie jest znowu taki zły... Niemniej popieram z powodów pragmatycznych program stricte nacjonalistyczny jako najlepszy w mojej opinii na teraz, zresztą widać jak na dłoni tak że bardziej już chyba nie można nieodzowność posiadania własnego państwa narodowego, niechby nawet tak lichego jak te które mamy i przez to zmuszonego pokrywać własną słabość groteskowym zamordyzmem i napinkami mobilizacyjnymi. I akurat właśnie teraz libertariańskie spierdoliny umysłowe uparły się drzeć głośno ryja rothbardiańskie kocopoły, że ''państwo to złodzieje, a podatki kradzież!'', ''wolny rynek uber alles!!!'' - nie mam słów ani pytań, powtórzę jedynie: zjebanie historycznej szansy ever. Gdyby rządzący obecnie faktycznie byli ''grupą rekonstrukcyjną sanacji'', a niestety nie są nawet jej parodią cokolwiek by o tym sami nie myśleli, to zamiast wsadzać tę hołotę na równi z ''tęczawą'' neobolszewią do jakowejś nowej Berezy powinni idąc z duchem czasu zapakować jednych i drugich w samoloty i posłać w diabły do Konga, gdzie miejscowi kacykowie już by wiedzieli jak za drobną opłatą zająć się nimi. Zaiste sprawiedliwością dziejową byłoby aby wszystkie białe burżuje z ''Razem'' o rączkach nieskalanych przeważnie ciężką pracą [ w żadnym bodaj innym ugrupowaniu obecnie na krajowej scenie politycznej nie ma tylu absolwentów elitarnych liceów i uczelni z towrzyszem mikroprzedsiębiorcą na czele ], jakże ubolewające nad losem murzyniątek zmuszanych do nędznie opłacanej harówki ponad siły w tamtejszych kopalniach kobaltu, co nie przeszkadza im wszakże kupować ''ajfony'' bazujące na surowcach wydartych ziemi przez tychże biednych czarnych ludków, odciążyły ich nieco w robocie. Podobnie i kuceria zaznałaby na własnej skórze co to znaczy, iż ''kto nie pracuje ten nie je'' jak lubi powtarzać ślepo za swym zjebanym guru, wykazując się przedsiębiorczością zapierdalając w afrykańskich bieda-szybach za przysłowiową miskę wodnistej brei, na pewno żadne tam ''socjalistyczne'' związki zawodowe nie stałyby im ku temu już na przeszkodzie. Pierwej jednak należy dać im szansę wytłumaczenia Murzynom, iż rasa nie ma znaczenia dla praw rządzących rozwojem ekonomicznym jak utrzymują ''austriacy'', podobnie co i inne okoliczności dziejowe oraz geopolityczne czy kontekst kulturowy itd. zaś transmisje z tego powinny iść mym zdaniem na żywo we wszelkich stacjach telewizyjnych tu na miejscu i platformach społecznościowych czy na publicznych telebimach, jestem pewien że byłaby przy tym kupa śmiechu i ubaw co niemiara. Cały ten ''preriowy libertarianizm'' a la Ceyrowsky to podobnie jak LGBT czy insze gendery rodzaj kultu cargo dla białych Papuasów, który żenią dającym się na to nabrać frajerom cwani Jankesi - jeśli już brać za wzór USA to jego realną postać z silnymi instytucjami, zwłaszcza armią i takimiż służbami oraz de facto kapitalizmem państwowym, zamiast traktować śmiertelnie serio wolnorynkowe kity jakimi Stany Zjednoczone maskują swoją hegemonię, co tak gorliwie czyni poza tym zazwyczaj nienawidząca wprost patologicznie Amerykanów kuceria.

Pieprzyć więc tych przegrywów na własne życzenie, polityczną zbrodnią byłoby poprzez związek z nimi zmarnować perspektywę stworzenia nowej siły autentycznej tym razem polskiej prawicy, niezbędnej wręcz w obliczu postępującej dekompozycji i zniedołężnienia PiS. Jakby na to nie patrzeć politycy tego ugrupowania skompromitowali się niemal całkiem popisem nieudolności w sprawie wyborów, i nic nawet nadzwyczajne okoliczności ich nie usprawiedliwiają - w Korei POŁUDNIOWEJ można było jakoś przeprowadzić wybory w obliczu pandemii czy jak kto woli ''plandemii'', a w Polsce nie [ to także ku uwadze gorących zwolenników tak rozplenionego niestety nad Wisłą ohydnego ''orientalizmu'' od prawa do lewa, dla których Azja to tylko ''turańska dzicz'', ruska kacapia i tyrania Kimów: i co, nie łyso wam tumany i ignoranci, jak my na tle tych rzekomych ''barbarzyńców'' teraz wyglądamy? ]. Będę powtarzał to do znudzenia aż w końcu dotrze: rugać PiS trzeba nie za rzekomy ''autorytaryzm'' a właśnie za niemożność jego ustanowienia - dramat Kaczyńskiego a przez to i rządzonej przezeń Polski polega na tym, że może on i by chciał być nowym Piłsudskim, niestety okrutna ironia losu sprawiła, iż bardziej przypomina znienawidzonego przezeń Dmowskiego, nie poglądami rzecz jasna, lecz charakterem bo podobnie jak tamten stary kawaler zeń, a nade wszystko polityk gabinetowy, tu zaś potrzebna jest ''skrajnie prawicowa, krwawa dyktatura, ''operacja Bielik'', rozpocznie się Dzień Sznura'' że przywołam ''klasyka'', a kto niby ją ma teraz nad Wisłą zaprowadzić - Jabłonowski?! Dlatego tak wkurwia mnie to powszechne pierdolenie o prezesie jako rzekomym ''Naczelniku'', puścił ten mem Ziemkiewicz i teraz wszyscy po nim bezmyślnie klepią - gdyby tak było leberał Gówin skończyłby jak gen. Zagórski wrzucony do wora przez grupę oficerów a wór do jeziora, co by mu się należało zresztą choćby za załatwienie wywczasów w buskim uzdrowisku na stanowisku jego prezesa skompromitowanemu byłemu włodarzowi Kielc, jakiego nie chciał już nawet miejscowy aktyw PiS i protestująca przeciwko niemu lokalna ''Solidarność''. Nie wiem jak ślepym trzeba być, aby nie dostrzegać, że jedyne co pozostało Kaczyńskiemu to lawirowanie i coraz trudniejsza mediacja między zaciekle walczącymi o władzę buldogami w jego własnej formacji, rola superarbitra co najwyżej i jeśli go zbraknie wszystko szlag trafi na miejscu. I akurat gdy w obliczu nadchodzących wyzwań spowodowanych kryzysem ekonomicznym i globalną walką mocarstw, w celu zapobieżeniu śmiertelnej dla państwa groźby destabilizacji porządku narzuca się wprost dziejowa konieczność silnego przywództwa o prerogatywach republikańskiego dyktatora nawet jeśli trzeba, obóz rządzący pogrąża się w wewnętrznych swarach zaliczając przy tym co rusz kompromitujące wpadki, zaś potencjalna konkurencja z prawa opiera głównie na psychopatycznym gówniarstwie sadzącym anarchistyczne farmazony...

Jakby tego było mało obecnie urzędujący prezydent postanowił zbłaźnić się jakimiś żenującymi rapsami zapominając najwidoczniej, iż żelazny target infantylnych zjebów jest już obstawiony pół na pół przez lewactwo i kucerię zachwyconą popisami starego pajaca Qrwę, bezkonkurencyjnego trzeba przyznać jeśli idzie o tego typu polityczne wygłupy [ znać absolwenta starej szkoły ubeckiej ''cybernetyki społecznej'' ]. Natomiast elektorat PiS to jednak zazwyczaj ludzie poważnie traktujący kategorie państwa i narodu, stąd wątpię aby podobało im się, że niechby formalny przywódca tychże zniża się do poziomu Ozjasza czy inszego Bodnara, dno! Od jakiegoś już czasu diagnozuję na blogu nieuchronną skądinąd degenerację formacji rządzącej w partię trzymającą za władzę, gnilny ten proces przyspieszył ostatnio wskutek przejęcia elektoratu i częściowo aktywu PSL z całym złodziejstwem inwentarza, co umocniło obecną tam już jak w każdym zresztą krajowym ugrupowaniu frakcję butnych a pazernych chamów i cwaniaczków pokroju myster ''jenota''. Zresztą jeszcze przed powrotem do władzy PiS utraciłem doń jakiekolwiek większe złudzenia o czym łacno przekonać się rzucając choćby okiem na post ''Praktyka małego podsrywu'' sprzed dobrych 5 lat już będzie, stanowiący sążnistą orkę merytoryczną czołowych ówczesnych propagandzistów tegoż obozu politycznego. Nie znam ani jednego zdeklarowanego, fanatycznego jego zwolennika, wszyscy popierający go włącznie z niżej podpisanym czynią to jedynie na zasadzie ''na bezrybiu i rak ryba'' obrzydzeni nędzą i kurewstwem politycznym pożal się opozycji. Gdyby więc ktoś nam zaproponował jaką sensowną alternatywę - czuję się w prawie użyć liczby mnogiej bom przegadał z nimi na ten temat wiele godzin - nie wahalibyśmy się pewnie ani sekundy, i właśnie gdy otwiera się na to szansa ugrupowanie pretendujące do tej roli stoi nawet nie choćby uładzonymi systemowo narodowcami pokroju Winnickiego, tylko wolnorynkowymi stulejarzami skazanymi na III aksjomat: ''nie zaruchasz kucu!'' wyżywającymi się w bredzeniu o ''MADkach'' i ''roszczeniowej hołocie''!!! Brawo wy, skurwysyny, tępe dzidy, frustraci seksualni i przegrywy życiowe na własne życzenie, brak mi słów patrząc na ten ludzki ściek, istną polityczną kloakę w jaką zamieniła się rzekoma ''antysystemowa prawica''. Mogę więc jedynie powtórzyć co odpowiedział mi jeden lewak, gdy szydziłem zeń jak on, pryncypialny socjalista tak ''czerwony'', że aż ''brunatny'' może popierać neoliberalnego cwela Bidronia, który chce zamykać ''nieekologiczne'' kopalnie węgla pozbawiając źródeł utrzymania tysiące polskich górników i ich rodzin, oraz wzoruje się na Baal-cerowiczu i Macronie, socjaliście z banku Rotszylda rozpierdalającym francuskie państwo opiekuńcze i każącym strzelać policji do protestujących na ulicach robotników? On zaś przygwożdżony nieodpartymi argumentami bezradnie rozkładając ręce wydukał jedynie: ''bo nie mam na kogo innego głosować''... Jestem stąd wściekły na post-korwinową hołotę, iż przez nią łykając gorzkie upokorzenie muszę teraz wyznać publicznie dokładnie to samo, dlatego ideologiczną liberalną mętownię będę tępił na ile tylko starczy mi sił i możliwości zalecając to samo wszystkim, co pojmują konieczność stworzenia realnie prawicowej alternatywy dla PiS rozdzieranego coraz bardziej zaciekłymi walkami wewnątrzpartyjnych frakcji, a to właśnie rozwolnościowcy wszelkich odcieni stanowią bodaj główną ku temu przeszkodę.

I tu należałoby po przydługim acz koniecznym wstępie przejść wreszcie do merytorycznej orki ''austriackiego gadania'' ilustrując przykładami niemożliwość jego uzgodnienia ze stricte narodowym programem politycznym, ale ponieważ jak zwykle rozrósł mi się on do rozmiarów osobnego wpisu, a też wykazanie ''błędów i wypaczeń'' misesizmu wymaga sporo zachodu, i nie da się tego załatwić w dwóch-trzech zdaniach, stąd zajmiemy się tym w następnych częściach, a na razie to tyle z mojej strony by nie przeciągać ponad miarę.

sobota, 25 kwietnia 2020

Mundurowi wolnościowcy czyli bezpieczny cyberseks w czasach zarazy.

Do niniejszego wpisu asumpt dały kocopoły Tradera21 na którego już od jakiegoś czasu zagiąłem parol, konkretnie tyczy to jego wizji wyłaniającego na naszych oczach świata ''nowej normalności'', gdzie nie tylko Janusze byznesu, ale wszyscy poczujemy się ''zaopiekowani'' przez transpłciowego Wielkiego Brata i Siostrę w jednym [ coś jak zmultiplikowani Wachowscy 2.0 czego fioletowe dredy Piotra UOP Niemczyka stanowią widomą antycypację ]. Wprawdzie wygląda na to, że facet ma sporo racji przyznajmy, dobiło mnie jednak powołanie się przezeń w finale na wątpliwy autorytet anarchokomunisty Chomsky'ego, owszem mi także zdarza się przywoływać świadectwo ludzi fundamentalnie poza tym obcych ideowo, ale nigdy nie napisałbym jak on, że ich ''cenię'' i to ''bardzo'' [ co innego wybitny artysta, którego muzykę lub obrazy mogę podziwiać mając go zarazem za skończonego politycznego durnia ]. Czy naprawdę nikogo z tych rozwolnościowych tumanów nie dziwi jakim to cudem tak radykalny ''antysystemowiec'' może mieć lukratywną fuchę na jednej z najbardziej prestiżowych i strategicznych zwłaszcza teraz uczelni świata jaką jest słynny M.I.T. - ?! [ o tym jak traktuje się w USA ''wolność badań naukowych'' i ''swobodę opinii'' przekonał się na własnej skórze choćby Norman Finkelstein ]. Jak wielką pustkę we łbie trzeba mieć i być zaślepionym aby nie dostrzegać, iż to kolejna resortowa pacynka, kapłan wykreowanej od podstaw przez tajniaków ''free zony''? Skoro taki zeń rewolucyoner jakże może ścierpieć towarzystwo, a wręcz wdawać się w przyjacielskie publiczne pogawędki z globalistami pokroju Howarda Gardnera, twórcy pokupnej ściemy jaką stanowi koncept ''inteligencji wielorakiej'' - skądinąd facet zawitał dekadę temu prawie będzie do Kielcowa, tak to u nas w Świętokrzyskiem porobiło się ''światowo''. Oto mała próbka zaledwie bredni autorytetu Tradera21, typowych dlań elukubracji:

''“The ‘crisis of democracy’ was that in the 1960s there was too much democracy,” Chomsky said. Groups in the United States seeking “liberation” — such as African-Americans, women, Latinos, and gays — “needed to be subdued,” he said.''

https://news.harvard.edu/gazette/story/2013/05/subversive-education/ 

Po zastanowieniu jednak aż tak to nie szokuje: od jakiegoś już czasu żywię podejrzenie graniczące z pewnością, że całe to libertariańskie pieprzenie stanowi perfidnie zamaskowany bolszewizm w ''wolnościowym'' przebraniu, najlepiej widać to po ślepym kulcie Ayn Rand w wykonaniu ''obdżektywistów'', ale i u H.H.Hoppego, który nie wyleczył się wbrew pozorom całkiem z młodzieńczych fascynacji neomarksizmem. Powyższe tłumaczy czemuż to zadeklarowany ''wolnościowiec'' Trader21 popiera bolszewickich katalońskich szowinistów i tak ceni anarchokomunistę Chomsky'ego, tak to już jest z tymi libertarianami i na poparcie tezy nie trzeba mi daleko szukać dowodów - ot ''ekspert ds. bezpieczeństwa'' z lokalnej ubeckiej, to jest chciałem napisać kieleckiej uczelni, doktor-mason Witek Sokała jawnie już obnosi się ze swoim radykalnym wolnorynkowym zboczeniem paradując na pejsiku w koszulce z libertariańskim logo [ z dumą więc donoszę - jak to brzmi w tym kontekście! - iż rekomendował on tam poświęcony swej osobie i jego mundurowych kolegów wpis z mego drugiego bloga szydząc wprawdzie lekko przy tym, znaczy jednak że cios był celny i zabolał nieco, gut ]. Jakże aktualnie w obecnych okolicznościach wygląda wypowiedź pana Witolda sprzed ponad roku będzie podczas konferencji zorganizowanej przez środowisko ''Nowej Konfederacji'', gdzie otwartym tekstem oznajmił iż przewagę w globalnej przepychance o dominację osiągnie ten, kto do minimum ograniczy wpływ mas na procesy decyzyjne, a ponieważ facet niespecjalnie ukrywa swe związki z sadomasonami jak i tajniakami, zresztą to jedno i to samo towarzystwo, więc chyba wie co mówi:



- ''prorok'' jakowyś czy co? A może zwyczajnie dobrze poinformowany... Intrygująco także prezentuje się poczyniona przezeń na końcu wzmianka o wiodącej roli ''podmiotów niepaństwowych'' w tym kształtującym się właśnie nowym wspaniałym świecie, gdyż aktualny kryzys dowodnie okazał, że podejmowanie kluczowych decyzji politycznych i gospodarczych na skalę globalną nie ma nic ale to nic wspólnego z demokracją i tak wysławianą w dyskursie publicznym ''transparentnością'', sprawowana jest stąd de facto przez struktury niejawne. Czyżby więc miał tu na myśli takie ''dyskretne'' organizacje jak ryt mieszany niewstrząśnięty ''Le Droit Human'', którego jest ''oficerem lożowym''? Oznacza to ni mniej ni więcej konieczność zaprowadzenia wolnościowego zamordyzmu w imię ''praw człowieka'' ze szczególnym uwzględnieniem mniejszości seksualnych i rasowych, ''zrównoważonego niedorozwoju'' oraz swobody reglamentowanego handlu, nad wszystkim zaś najwidoczniej czuwać mają bracia i siostry ''świeckiego zakonu'' z najróżniejszych lóż, mafii i służb a wszystko ku chwale Wielkiego Architekta, ''zegarmistrza światła purpurowego''. Strach się bać tych resortowych wolnościowców i szykowanej nam przez nich ''nowej normalności'' - co do mnie serio traktuję możliwość, że wpakują mnie w końcu do psychuszki boć przecie takie pyskate mądrale jak niżej podpisany wyśmienicie do urządzenia jakiej pokazówki się nadają, tym bardziej skoro na mym grzbiecie spoczęło czujne oko ''przyjaciela wolności'' z fartuszkowej bezpieki, mam więc chyba przerąbane [ zresztą od dawna powtarzam, że i tak w końcu wszyscy spotkamy się na tym samym korytarzu:) ].

Wracając do nieszczęsnego trajdera tłenty łon zanim się całkiem zesram - miary kompromitacji dopełniają jego peany pod adresem Kopaczowej co to rzekomo bohatersko oparła się globalistycznej mafii szczepionkowej nie ulegając histerii wokół ''ptasiej grypy'' sprzed dekady prawie będzie - a jak to było naprawdę:

''Polska rzeczywiście, jako jedyny kraj w Europie, nie kupiła szczepionek przeciwko nowemu wirusowi [...] Tyle że jednocześnie Polska, jako jedyny kraj na świecie, na podstawie decyzji Ewy Kopacz kupiła i na masową skalę zastosowała szczepionki przeciwko zwykłej grypie sezonowej – kompletnie nieskuteczne wobec wirusa świńskiego, który wyparł wówczas inne wirusy grypy.''

https://niezalezna.pl/60083-setki-ofiar-klamstw-ewy-kopacz 

- zwyczajnie ówczesna ekipa nierządu spier... sprawę i zbrakło jej hajsu, więc opchnięto frajerom tańszy i kompletnie przeciwskuteczny, szkodliwy wręcz towar wykręcając przy tym propagandowo kota ogonem, skutecznie jak widać po durnych lemingach jak i kucerii powtarzającej te brednie do dziś. Tępy babsztyl żadną miarą nie nadaje się na ikonę ruchu ''antyszczepiennego'':

https://www.tokfm.pl/Tokfm/7,130517,24005115,ewa-kopacz-wracacie-do-czasow-gdy-leczylo-sie-pijawkami-i.html 

Absolutnie nie neguję tym samym kompetencji Tradera21 w dziedzinie finansów, niech on jednak zajmie się tym na czym się wyznaje [ chyba ] zamiast błaźnić się pieprzeniem na tematy o których nie ma bladego nawet pojęcia.

Powyższe wyjaśniałoby też dziwny z pozoru fenomen pielgrzymujących po kolei do salonu Monisi Jaruzelskiej konfederackich liderów, a ostatnio nawet Bartosiaka i Karonia - przewidywałem dobry ponad rok temu w tekście traktującym o mocno nieortodoksyjnych znajomych Grzegorza Brauna jak na tradsa jakim się kreuje, że w obliczu narastającej kompromitacji PiS idzie na nowe polityczne rozdanie, gdzie dla towarzyszki panienki umyślano najwidoczniej rolę hetmanki, która poprowadzić ma do marszu po władzę ''ułanów rakowieckich'' w wersji 2.0, hufce kucerzy i PRLowskich trepów co ''pedałów nie lubio'', i co najważniejsze przy cichym poparciu zamorskiego hegemona. Stany Zjednoczone jak każde porządne imperium stosują politykę ''dziel i rządź'', do nich przecież należy jedyna tak naprawdę obecnie antypisowska opozycja serio jaką jest TVN, gdzie jest więc powiedziane, że nie mogą wymienić Dudę i sam PiS na nowy lepszy model, a przynajmniej sprawić im bardziej ''wolnorynkowego'' czyli spolegliwego wobec ekspansji ekonomicznej amerykańskich koncernów koalicjanta? Przecież Sommer z NCzasu otwarcie chwalił na swym profilu tweeterowym jankeskiego wiceprezydenta Pence'a za wymuszenie na obecnie rządzących rezygnacji z ''podatku cyfrowego'', który uderzyłby głównie w korporacje zza wielkiej wody - obaczymy, nie mam szklanej kuli ni zamierzam pozować na pajaca Jackowskiego, coś mi jedynie mówi, że jak tak dalej pójdzie zarówno naiwnie proamerykańscy PiSowcy jak i zajadle antyjankescy kucerze i narole mogą się wkrótce bardzo ale to bardzo zdziwić rozwojem wypadków. Póki co Monisia zaliczyła polityczny falstart, bo ją zawistny towarzysz mikroprzedsiębiorca czyli Zandberg uwalił, więc konkurencyjna w obozie neobolszewii wobec reprezentowanych przez nią mundurowych frakcja ''tęczystów'' górą, ale nie wiadomo jak będzie w obliczu obecnego srogiego tąpnięcia - gdy ludzie masowo potracą pracę i dochody głupoty typu ''adopcja dzieci przez pary homoseksualne'' czy ''walka ze smogiem'' [ tłumaczenie obecności tego ostatniego mimo zamarcia praktycznie ruchu aut w miastach rzekomo ''pyłami nawianymi znad Karakorum'' świadczy o srogim pożarze tyłka ] zejdą na dalszy plan o ile nie zanikną w ogóle, bo ważniejsze będzie elementarne ''co do gara włożyć''. Otwiera to szansę powrotu do łask dla ''frakcji ludowo-narodowej'' w PZPR, wprawdzie przeszkadza temu nieco jej mariaż z gimbazą o zrytej wolnorynkizmem mózgownicy, ale nieuchronna pauperyzacja bieda-kapitalistów aspirujących do statusu pożal się ''klasy średniej'' wymusi zapewne przynajmniej na części z nich większą niż dotąd spolegliwość wobec haseł lewicowych - i tak oto proletarJanusze wejdą w buty znienawidzonych jeszcze niedawno ''socjalistów'', a wtedy hetmanka Monisia Jarucwelska poszarżuje triumfalnie na kucach po urząd prezydenta ''wolnej Polski''... Straszna wizja i oby pozostała groteskowym koszmarem, inaczej stanowiłoby to widomą oznakę, iż Finis Poloniae - tak czy siak radzę wolnościowcom przebranżowić się, bo idą takie czasy, że będą żreć gruz, dosłownie, i bynajmniej pozamyka ich w więzieniach ''opresyjna władza'' jakiej się tak obawiają [ zupełnie niepotrzebnie, bo grozi nam co najwyżej paździerzowy totalitaryzm ], za to linczować przy najmniejszej wzmiance o ''wolnym rynku'' zaczną zwykli ludzie, konsumenci i zbiedniali wskutek obcej agresji ekonomicznej byli przedsiębiorcy w pierwszej kolejności.

Uprawdopodabnia karkołomną z pozoru hipotezę niemożliwego wydawałoby się socjalno-libertariańskiego mariażu ideologicznego w krajowym wydaniu prawdziwy chaos ekonomiczny panujący zwłaszcza w głowach młodych Polaków i Polek podatnych zarówno na lewacką jak i wolnorynkową indoktrynację. Otóż jak wynika z ostatnich badań przeprowadzonych na reprezentatywnej grupie skazanego na prekariat ''straconego pokolenia'' jej przedstawiciele pragną obniżenia a jakże i tak niskich w skali Europy podatków, likwidacji znienawidzonego słusznie skądinąd ZUS-u i w ogóle przymusu ubezpieczeń społecznych, oraz prywatyzacji służby zdrowia, boć przecie wszystko co państwowe i publiczne śmierdzi, jest nieefektywne a lekarstwem na wszelkie zło mityczny ''wolny rynek''. Niech im będzie skoro uparli się ostać sam na sam z własnym gównem, byle byliby w tym konsekwentni, sęk jednak w tym, że ta nie waham się rzec banda tumanów chciałaby jednocześnie aby postulowana przez nich sprywatyzowana całkiem opieka zdrowotna była bezpłatna... Najwidoczniej nie dotarła do ich zakutych łbów mantra korwinistów, że ''nie ma darmowych obiadów'', do tego jeszcze znienawidzony tak, uciskający przecież przedsiębiorców rząd, opresyjne państwo-bestia ma w ich opinii dofinansowywać im zakładanie własnych firm [ !!! ] - z czego się kurwa pytam, skoro ''podatki to kradzież''?! Nie może więc dziwić, iż prawie 90% respondentów sławiących głośno pozostawanie na ''swoim'', oraz pomstujących na rządowy fiskalizm marzy zarazem o ciepłej posadzie na państwowym etacie zamiast nieuchronnie związanym z ryzykiem losie przedsiębiorcy. Dostanie mi się za to, ale patrząc na spierdolenie mentalne nie tylko młodego pokolenia dochodzę do wniosku, że ci ludzie zasługują na bycie prekariuszami zapierdalającymi do końca życia jako telemarketerzy za niecałe dwa koła na rękę, przykro mi, ale w świetle powyższego nie czeka nas nic ponad bycie białymi niewolnikami ''turańskiej dziczy'' i to na własne życzenie poniekąd. Pojmuję jednak skąd się to bierze, bowiem typowe wolnościowe pierdolenie że nie potrzebujemy nawisu administracyjnego ''bestii'' i sami sobie poradzimy jako jednostki, gdyż każdy jest ''kowalem własnego losu'' itd. jest w gruncie rzeczy bardzo wygodne dla rządzących zwalniając ich z odpowiedzialności za dbanie o dobro ogółu i zapewnienie jako takiego choćby porządku publicznego, stąd po cichu temu sprzyjają kładąc młodym jak i starym już, siwym kucom do łba, skutecznie niestety co widać. Wprawę w tym posiada bezpieka zamorskiego hegemona, pisałem już o tym lecz nie zaszkodzi powtórzyć, że największe widoki na nominację kandydata na prezydenta amerykańskiej Partii Libertariańskiej ma absolwent czołowych tamtejszych wojskowych uczelni i wieloletni żołnierz U.S. Army Reserve jak głosi jego oficjalny biogram, co nie przeszkadza mu głośno wyrzekać na agresywny imperializm rządu Stanów Zjednoczonych jak przystało na resortowego wolnościowca. Nie on jeden bynajmniej w gronie libertariańskich kandydatów wywodzi się z wojska, by wymienić odpowiednio byłego ''NATO base commander'' czy weterana wojny w Iraku ''nawróconego'' na pacyfizm, jeśli do tego dodamy faceta łażącego z gumiakiem na łbie, oraz niewiele ustępującego mu w pajacowaniu innego z kolei w groteskowym cylindrze z napisem, a jakże: ''podatki to kradzież'' mamy już pełen zestaw typowy dla kreatur ''głębokiego państwa'', czyli mundurowi wolnościowcy + resortowe szury pokroju Podleckiego. Widać stąd, że nie są oni wynalazkiem komunistycznej ubecji, a zapewne ukradła ona jak wszystko patent na nich kapitalistycznej konkurencji, dlatego zmuszony jestem przyznać, iż zupełnie niepotrzebnie żołądkowałem się, że kumpel Sokały a może i ''lożowy brat'' ubek Severski mieni się być libertarianinem, faktycznie w świetle powyższego resortowy wolnościowiec zeń pełną gębą a nawet rzekłbym całym ryjem, i nie może dziwić, że prowadzona przez tegoż absolwenta esbeckiej szkoły wywiadu w Starych Kiejkutach rocznik '82 fundacja PO.INT cieszy się współpracą z CIA...

Dlatego wyrażoną przed chwilą przepowiednię co do nieszczęsnego losu libertarian należy uściślić, iż czeka on jedynie frajerów traktujących serio rozwolnościowe kity, natomiast jestem spokojny o liberalizm jako taki w świecie ''nowej normalności'' która lada moment nastanie, mowa rzecz jasna o tym realnym wymuszającym posłuch dla zasad ''wolnego handlu'' i swobód jednostkowych ze szczególnym uwzględnieniem praw homoseksualistów, kobiet i przedstawicieli preferowanych przez system grup rasowych i religijnych za pomocą nalotów dywanowych, bomb z białym fosforem wyżerającym żywcem mięso do kości i ''higienicznego'' ostrzału z dronów. Spełni się zapewne liberalny sen o ''ograniczonym rządzie'' do enklaw całkiem już ubezwłasnowolnionych korpoludków, których nie trzeba będzie nawet specjalnie przymuszać do dyscypliny, bo sami skutecznie trzymać się będą wzajem za twarz przerażeni perspektywą stoczenia do otaczającego zamieszkane przez nich wyspy cywilizacji interioru pełnego neobarbarzyńców, dzikusów z iphone'ami pędzących nędzny żywot niczym z jakowejś ''archeofuturystycznej'' dystopii. Jak ulał pasuje tu koncept ''konwergencji katastrof'' głoszony przez niedawno zmarłego przedstawiciela francuskiej ''nowej prawicy'' Guillaume'a Faye'a, bo to nie kryzys a rezultat: wieszczył on, że upadek Europy nie nastąpi bynajmniej wskutek ''islamizacji'' jaką nas straszą, owszem potworzyły się tu jak przewidywał semi-państwowe nowotwory quasi-kalifatów i bantustanów rządzące się swoimi prawami, ale decydujący wedle niego będzie upadek klasy średniej i jej gwałtowna pauperyzacja jaka właśnie ma miejsce. Nam to akurat nie grozi w kraju, gdzie za ''middle class'' robią ludzie, których pułapem aspiracji jest zarabiać 4 kafle jak trafnie zauważył świeży wiceminister finansów, i nie pojmuję skąd to oburzenie, chłopina jedynie stwierdził fakt - miarą nędzy naszego bieda-kapitalizmu są ''sukcesy'' polskich przewoźników, wmawia się nam, iż stanowimy przez to wręcz ''europejską potęgę'' i nikomu jakoś nie przyjdzie do łba, że to my powinniśmy eksportować swoje produkty oparte na naszych technologiach, a nie robić dla innych za tragarzy! W każdym razie wygląda na to, iż zdemolowanie dotychczasowej ekonomii paniką wywołaną koronawirusem i podział wskutek tego gospodarki światowej na bloki kontynentalne poszczególnych krajów zgrupowane wokół hegemonów jakim są podporządkowane, prowadzi najwyraźniej do ustanowienia czegoś w rodzaju ''cyfrowego grossraumu'', gdzie nowe technologie będą służyć ścisłej reglamentacji ludzkiej działalności, a nie jak to nam wmawiano jeszcze niedawno budowaniu planetarnej ponadnarodowej sieci połączeń [ nie jest więc przypadkiem obserwowalny już od jakiegoś czasu renesans myśli Carla Schmitta, czołowego teoretyka idei ''wielkiej przestrzeni'' gospodarczej, którego wszystkie bodaj główne prace doczekały się polskich tłumaczeń ]. Zarazem kuceria nie ma co płakać, gdyż spełnią się jej onanistyczne fantazje o ''tysiącu Liechtensteinów'', aczkolwiek nie w takiej formie o jakiej roiła, lecz jako wentyli bezpieczeństwa systemu, swoistych wolnorynkowych rezerwatach gdzie będzie można pohulać i wyżyć się do woli także w interesach poza kontrolą możnych tego świata wszakże w dopuszczonych przez nich granicach, spekulując swobodnie wycofaną z oficjalnego obiegu papierową walutą czy niby-crypto. Najprawdopodobniej więc świat rodzącej się właśnie na naszych oczach nowej postaci globalnej ekonomii będzie rozpięty między autarkią i marazmem ''zamkniętego państwa handlowego'' o jakim niedawno pisałem, a szaleństwem i rozpustą ''tymczasowych stref autonomicznych'' stanowiących skrzyżowanie kasyna z burdelem, a okresowo i krwawą jatką, o statusie przypominającym Dzikie Pola dawnej Rzeczpospolitej, albo pirackie republiki na Karaibach i opartych na takichże płynnych i niepisanych regułach. Dlatego kształt ustrojowy tych bandyckich parapaństwowych tworów będzie zapewne przybierał najbardziej pomylone i hybrydalne formy, od faszystowskiego libertarianizmu po rasistowski anarchokomunizm, może też dojść do paradoksalnego odwrócenia relacji: przyszłe neoimperialne struktury z racji swej zachowawczości i rozmiarów mogą być mniej agresywne i skłonne do wszczynania wojen zaborczych niż takowe ''wolnościowe enklawy''. Wszystkim libertarianom i anarchistom rojącym o ''ładzie bezpaństwowym'' rzekomo gwarantującym pokój i ogólny dobrobyt polecam lekturę ''Wojny Peloponeskiej'' Tukidydesa z którego to dzieła płynie wyraźna nauka, iż najazd perski nie poczynił takich spustoszeń w Helladzie co morderczy konflikt wśród samych Greków toczony między blokami luźnych konfederacji i siecią drobnych ''polis'', nie tyle mikropaństewek co samorządnych ''społeczności obywatelskich'' w pełnym tego słowa znaczeniu, popełniających na sobie wszelkie możliwe zbrodnie wojenne, gwałty i okrucieństwa z ludobójstwem włącznie, sankcjonowanym bywało nader często w powszechnym głosowaniu przez ''demokracje oddolne'' równych i wolnych obywateli [ wiadomo, że historia nigdy nie powtarza się 1/1, niemniej reguły rządzące ludzkimi społecznościami są niezmienne, nie ma żadnego postępu w dziejach a jedynie rozwój, stąd nie da się wyrugować polityki ekonomią jak majaczą rozwolnościowcy pokroju wyłysiałego kuca Bożydara Wiśniewskiego ]. Zarazem należy zaznaczyć, iż powrót na scenę dziejów narodowego suwerencjonizmu jak i ''ponadpaństwowych'' wszakże skupionych wokół jednego hegemona ''gospodarek wielkiej przestrzeni'' nie oznacza końca globalizmu jako takiego, a odwrót od jego ''multilateralnej'' postaci skupionej na kładzeniu podwalin pod uniwersalistyczny ład światowy [ bo niestety NWO nie jest wymysłem pomylonych ''konspiracjonistów'' ], gdyż wszystkie te duże i pomniejsze podmioty walczyć będą o prymat w skali planety. I stąd pożar w tyłku dzierżących dotąd monopol na to środowisk, czego widomym świadectwem ich histeryczne wrzaski o rzekomo ''przestarzałej wierze w państwo narodowe'', pochwały pod adresem skompromitowanego całkiem WHO i jawne już nawoływania do ustanowienia ''rządu światowego''.

Na planie politycznym oznaczać to powinno odchodzenie od i tak gwałtownie korodującej fasady ''demokracji liberalnej'', bo niby jak urządzać powszechne głosowanie w czasach zarazy? Skończenie z farsą publicznych mityngów, puszenia się przed opłaconą publiką marionetkowych kandydatów i świeckim rytuałem oddawania głosów należy ocenić jednoznacznie pozytywnie, choć oczywiście ''show must go on'' więc wymogi ''społeczeństwa spektaklu'' dyktują przeniesienie wszystkiego w sferę wirtualnej rzeczywistości i transmisji on-line jak to miało miejsce podczas ''beta-testowej'', prekursorskiej konwencji Bosaka co trzeba przyznać całkiem porządnie wyszło [ brawo za śmiały nie tylko na naszym gruncie koncept i odwagę jego realizacji, serio, oznaka to iż jakowaś ''niewidzialna ręka'' sprawnie prowadzi ten typowo postmodernistyczny projekt polityczny jakim jest Konfidencja, i bynajmniej nie mam przez to na myśli mitycznej już ''ruskiej agentury'' ]. Widzę w tym znamię ewolucji systemu władzy pod wpływem wdrażania nowych technologii w rodzaj ''cyber-autorytaryzmu'' jak pisałem uprzednio, z zachowaną fasadą już czysto wirtualnej dosłownie parlamentarnej demokracji - jeśli doprowadziłoby to do usprawnienia kulejącego dotąd mocno nad Wisłą aparatu zarządzania zapewniając mu tak konieczną dla uzyskania podmiotowości decyzyjność i ''rządność'' byłby to proces jak najbardziej pozytywny. Natomiast gdyby spełnił się czarny scenariusz ustanowienia rządu okupacyjnego nowego typu w interesie obcych mocarstw i globalnej finansjery alternatywą na pewno nie byłyby żadne poronione ''oddolne ruchy'' i gówniany z zasady ''antysystem'', lecz współczesna wersja  ''państwa podziemnego'' dostosowanego rzecz jasna do obecnych realiów i z pełną świadomością bolesnej lekcji z wtopą aresztowania Grota-Roweckiego i prowokacji V-ej komendy WiN.
Powtórzę jeszcze raz z całą mocą, że jeśli płynie jaka nauka z obecnego dziejowego zawirowania to ta oto, iż widać jak na dłoni, że tryb podejmowania kluczowych decyzji w dziedzinie polityki jak i ekonomii nie ma nic, ale to nic wspólnego z demokracją. Nie pojmuję stąd całej histerii, że zaraz zaprowadzą globalny totalitaryzm, poszczepią nas musem i zaczipują, odbiorą ostatnie ''prawa obywatelskie'' itede - ocknij się bando durnych panikarzy, naprawdę jesteście aż tak ślepi, iż nie widzicie, że nawet gdyby wasze fatalne proroctwa miały się spełnić niczego w rzeczywistości nie stracimy? Przecież demoliberalizm wraz z jego ''prawoczłowieczyzmem'' i wolnorynkowymi kocopołami od początku miał fasadowy jedynie charakter: już Edzio Bernays wraz z kumplem Walterkiem Lippmannem doszli dawno do wniosku, że lepiej oduraczyć niewolnika wmawiając mu, iż jego kajdany oznaczają dlań swobodę, niż utrzymywać kosztowny i mało w gruncie rzeczy efektywny aparat terroru by zaganiał go do roboty batem. Realna demokracja więc to nie żadne tam ''rządy ludu'', a rządzenie ludźmi tak, by wydawało im się, że sami sobą rządzą i posłusznie wykonywali to czego od nich chcemy wierząc przy tym, iż robią to z własnej woli i dla siebie, boć przecież są ''kowalami własnego losu'' ble ble. Jedna znajoma, ogarnięta poza tym kobita ale niestety przy tym feministka - cóż, każdy cierpi na jakąś przypadłość - oburzyła się onegdaj wielce, gdym w mejlowej korespondencji pozwolił sobie na krytyczne uwagi pod adresem jej ulubionej opcji ideologicznej, stąd zapytałem z pewną taką nieśmiałością skąd tak przesadna reakcja, boć przecie użyłem argumentów bardziej wyrafinowanych od bredni ubeka Sklepowicza o ''brzydkich niedorżniętych''. Na to odpisała, że dzięki feministkom ma ''prawo głosu'' - omal nie oplułem monitora, i szczerze odpisałem, iż czytając to parsknąłem śmiechem, bowiem jeśli idzie o moje bez żalu zeń zrezygnuję: od dawna chodzę na wybory z pełną świadomością, iż uczestniczę w świeckim rytuale, a czynię tak, bo nie stać mnie na uprawianie fikcji ''antysystemowości'', gdy jestem czy mi się to podoba lub nie od niego zależny i bez reszty w nim zanurzony. To jak z anarchizmem, który kończy się przy kupnie flaszki od której odprowadzasz ''państwowej bestii'' haracz, a byłoby tak nawet gdybyś robił to ''na lewo'' bo przemyt nie jest możliwy bez sutych łapówek dla celników, strażników granicznych etc, pokątne pędzenie także nie stanowi żadnego wyjścia wbrew pozorom, a co najwyżej nędzną partyzantkę, podobnie abstynencja skoro mechanizm ten tyczy także innych, jeszcze bardziej niezbędnych do życia produktów.

Ewidentnie widać, że komuś zamieszanie z koronawirusową pandemią posłużyło za pretekst do wywalenia stolika i poskładania globalnych klocków na nowo - jednym z tego efektów jest przyspieszenie nieuchronnego i tak w perspektywie postępującej ''cyfrozy'' procesu odchodzenia od papierowego pieniądza jako wybitnie ''niehigienicznego'' środka płatności, z drugiej sygnały tego typu płynące ze strony globalnej finansjery jak i rządów poszczególnych państw mają zapewne na celu zapobiec runowi na banki, panicznemu wycofywaniu depozytów przez ich klientelę czemu zresztą wirtualizacja waluty położyłaby skutecznie kres, bo wtedy co niby można wypłacić z konta by schować w portfelu czy przysłowiowej skarpecie - elektroniczne impulsy? Jeśli kryzys przedłuży się wymagać będzie zastosowania tak w planie globalnym jak i na poziomie poszczególnych państw jakiejś formy centralnego zarządzania gospodarką, oczywiście nie w tak toporny sposób jak to miało miejsce w krajach realnego socjalizmu, lecz z wykorzystaniem najbardziej zaawansowanych technologicznie metod jakimi dysponuje współczesny świat, niemniej. Wolnościowcy już bóldupią z tego powodu, ale sprawa nie wygląda tak jednoznacznie i nie musi owocować zaraz totalitarną kontrolą - z jednej owszem może oznaczać konieczność ograniczenia fetyszyzowanej przez libertarian prywatnej inicjatywy jednostek i wdrożenia jakichś form reglamentacji działalności ekonomicznej, z drugiej wszakże niezbędne urealnienie anachronicznych już całkiem systemów ubezpieczeń społecznych i znaczące obniżenie ponoszonych na ich rzecz uciążliwych opłat: perspektywa dziadowskich emerytur lub w ogóle ich braku dla prekariuszy wręcz to wymusza. Zarazem jak by to okrutnie nie zabrzmiało jeśli prawdą jest, że wirus kosi głównie starców oraz ludzi cierpiących na przewlekłe schorzenia i faktycznie mamy do czynienia z epidemią będzie to stanowić niewątpliwie pewną ulgę dla tychże aparatur administracyjnych przeciążonych wypłatami świadczeń i emerytur... Niektórzy już z tego tytułu wpadają w amok jak choćby narol Kaźmierczak sikający wprost po kostkach od wizji powrotu wskutek załamania się dotychczasowego porządku do ''jungerowskiej sfery elementarnej, gdzie nie wystarczą już przemyślane narracje, chwytliwe spiny'' lecz liczy się skuteczność ''mas ludzi w walce z wrogiem'', która ''wymaga mobilizacji czy to do działań, czy to do okopania się i rezygnacji z zaspokajania wielu potrzeb wykształconych w toku naszego dotychczasowego konsumpcjonistycznego życia'' np. picia osławionego sojowego latte. Cóż, tak to jest gdy komuś wolność jebie się z samowolą, ratunku szuka więc w skoszarowanym nacjonal-komunizmie: tylko ktoś nie mający pojęcia co się wyprawia w koszarach może upatrywać w powszechnym militaryzmie ascezy, i nie idzie tylko o powszechnie znany fakt, że ''za mundurem kurwy sznurem'', ale rozliczne patologie seksualne jakie rodzi koncentracja w jednym miejscu i dłuższe przebywanie ze sobą ogromnej liczby młodych, w pełni sił mężczyzn lub kobiet jeśli i je obejmie obowiązek służby wojskowej. Nie mam nic przeciwko powrotowi doń, ale miejmyż świadomość, iż w takowych warunkach jeśli nie zachowa się odpowiedniej dyscypliny pedalstwo szerzy się niczym pożar, nie od dziś wiadomo, że szkoły kadetów były wylęgarnią homoseksualnej pedofilii, więc mylenie hipermaskulinistycznych zazwyczaj pederastów ze zniewieściałymi ciotami może srogo zemścić się na niejednym naiwnym w swej ''homofobii'' rekrucie, gdy poczuje w ustach władczą knagę dowódcy:))). Kaźmierczak zaś na osiłka mi nie wygląda, raczej typowego zabiedzonego inteligenta kompensującego sobie najwidoczniej wizją społecznej ''totale Mobilmachung'' własne niedostatki, a może właśnie chodzi o ledwo skrywane gejowskie napinki, wizję ''twardego pedała'' w czarnej skórze i z pejczem, kto wie?

Wtóruje mu w tym wolnorynkowy z kolei tuman Cezary Graf, naganiacz na bitcoiny robiący ostatnio za Wernyhorę kryzysu, a może nawet i Pytię w jednym - dobił mnie autorytatywnym stwierdzeniem, że nie będzie już popytu na laski z instagrama, te wiecie szczujące cycem. Akurat o ich los jestem spokojny, najwyżej się przebranżowią, bowiem gdyby pan Czarek zamiast się wymądrzać odrobił lekcję historii wiedziałby, że czasy poprzedniego Wielkiego Kryzysu były okresem złotych żniw dla filmowych producentów Hollywood. Ludziska walili wtedy drzwiami i oknami do kin na komedie muzyczne i taneczne rewie kręcone z iście bizantyjskim przepychem, o pretekstowej fabule byle pokazać wesoło machające nogami girlsy czy święcący wówczas swoje największe triumfy stepujący duet Ginger i Fred, a wszystko po to, by choć na chwilę zapomnieć o parszywej rzeczywistości i biedzie w jakiej tkwili widzowie. Dlaczegoż więc teraz niby miało być inaczej, i to przy niepomiernie rozwiniętych od tamtej epoki technologicznie formach konsumpcji czego widomą oznaką, iż tąpnięcie na giełdach bodaj w najmniejszym stopniu tyczyło akcji firm produkujących gry komputerowe, tym bardziej że cyfrowe strzelanki idealnie współgrają z powszechną militaryzacją wyrabiając u graczy mentalne dyspozycje przydatne później na realnym polu walki. Wróżę również prosperity pornobiznesowi oferującemu idealnie ''higieniczną'' postać cyber-seksu, jak znalazł na czasy pandemii, z drugiej ponieważ człowiek w samej rzeczy jest irracjonalną istotą miotaną sprzecznymi impulsami, na przemian pożądaniem i strachem w jednym co histeria wokół koronawirusa dowodnie okazuje, więc może wzrosnąć także wskutek tego popyt na usługi prostytutek, bowiem gdy jedni powodowani paranoiczną obawą przed zakażeniem będą nawet gruchę walić w rękawiczkach przed kompem w samotności, innych za to podnieci właśnie ryzyko załapania choróbska bezpośrednim kontaktem z niedomytym kapskiem byle kurwiszcza. Konsumeryzm jest zbyt wygodnym narzędziem kontroli społecznej by rządzący tak łatwo zeń zrezygnowali, kwestie gospodarcze choć istotne rzecz jasna są tu drugorzędne i nie one odegrają decydującą rolę, czeka nas więc raczej ostre przeformatowanie dotychczasowego modelu socjo-ekonomicznego, niż jego fundamentalne załamanie - za wiele sił czerpie zeń wymierny zysk finansowy, i nade wszystko polityczny. Jakby tego było mało pajac duraczy leszczy gotowych płacić mu dwa koła za godzinę ''konsultacji'' typową dla wolnorynkowych zjebów socjaldarwinowską gadką a la Korwin, że przetrwają najsilniejsi, ci co zabezpieczyli się odpowiednio inwestując a jakże w krypto czy złoto, reszta zaś głupców bez oszczędności zginie, i dokładając na końcu rytualne: ''myślcie mądrze o swoich pieniądzach'' - jakich k... ''swoich''?! Biedny człowieku, serio wierzysz, że posiadasz realnie jakąś gotówkę odłożoną na koncie, która czeka tylko by poratować cię na ''czarną godzinę'' - a coś o ''rezerwie cząstkowej'' czy pieniądzu jako długu aby słyszał, a? Jeśli tych pieniędzy, pomijam już że w większości wirtualnych, będzie potrzebował twój bank by odsunąć widmo swego bankructwa, to je sobie zwyczajnie przywłaszczy i nic na to nie poradzisz nawet dysponując bronią - co najwyżej odjebiesz Bogu ducha winne kasjerki przy okienkach, bo raczej marne szanse abyś przedarł się do samego dyrektora skrytego za uzbrojoną po zęby ochroną i pancernymi drzwiami gabinetu. A nawet gdyby jakimś trafem wkurwionej klienteli udało się zlinczować tego czy owego bankstera istoty systemu nie zmieni to ani na jotę, bo gdy naprawdę przyjdzie grube tąpnięcie nie ostaną się nawet raje podatkowe na Kajmanach, więc tylko jakiś tuman sądzić może, iż dzięki ulokowanym tam zasobom będzie mógł popijać sobie drinki pod palmą śmiejąc się z masy niezapobiegliwych przegrywów. Znaczy to jedynie, iż nie tyle dawno pożegnał się z rozumem co właściwie nigdy go nie posiadał: jak nie ograbią go zawiadujący całym tym biznesem to zarżnie miejscowa dzicz, rozjuszeni kryzysem kanibale przy których nasze proletarJanusze to jowialne bydlątka. Realnie pieniądz posiadają jedynie ci co sami go kreują dzierżąc nań monopol, czyli światowa finansjera i co potężniejsze mocarstwa wymuszające swą potęgą militarną i ekonomiczną respekt dla własnej waluty, cała reszta zaś wisi na ich łasce zależna od rzucanych przez tamtych ochłapów. Do tego w gruncie rzeczy sprowadza się możliwa całkiem perspektywa wprowadzenia ''dochodu gwarantowanego'', który wbrew pieprzeniu kucerii nie ma nic wspólnego z socjalizmem bo ten oznaczać ma przynajmniej w teorii ''społeczną własność środków produkcji'' czyli masowe uwłaszczenie i utopijne kolektywne zarządzanie majątkiem, a nie wegetację na dziadowiźnie od banksterów.

Nie zaradzą temu zachwalane tak przez Grafa kryptowaluty - pieprzenie podobnych mu naganiaczy przypomina jako żywo gadki o ''infoanarchizmie'' jakie pamiętam z lat 90-ych, wtedy też ''rozproszona sieć'' miała uwolnić nas spod dyktatu monopoli rządów i korporacji, patrząc z obecnej perspektywy człeka ogarnia już tylko pusty śmiech na wspomnienie tych bredni. Jeden z czołowych w kraju propagatorów bitcoina Lech Wilczyński właściwie zdemaskował się oznajmiając na pytanie ''wapniaka'' czy aby to nie twór jakich tajnych agencji otwartym tekstem, że ''nie ma to żadnego znaczenia'' [ !!! ]. Jasne, to nic że jakowaś bezpieka stworzyła ci frajerze kontrolowaną przez się ''freezonę'' dając do ręki dużym chłopcom nową zabawkę do przetestowania zanim zdecyduje się wprowadzić ją do powszechnego obiegu, a też wykreować wentyl bezpieczeństwa dla coraz bardziej zamykającego się, reglamentowanego rynku kapitałowego, finansowy odpowiednik również penetrowanego przez różnorakie służby ''dark netu'' by ukryć przed opinią publiczną przeprowadzane tamże szemrane operacje i przelewy. Owszem, z tego powodu bitcoin i inne kryptowaluty faktycznie mogą mieć przyszłość, ale przestańcie pierdolić, że ma to coś wspólnego z rzeczywiście ''wolnym'' obiegiem finansowym, bo to jedynie odwrotna strona oficjalnego systemu, i jego niezbędne uzupełnienie dla równowagi. Poza tym Wilczyński uczciwie trzeba mu oddać zastrzegł, że jeśli ktoś ''nie umie w cyfrę'' i to na poważnie a nie, iż sobie poklika tylko na pejsiku czy tik toku, to niech lepiej nie zabiera się za spekulację elektroniczną walutą, bo się srogo sparzy. Nawet w przypadku zaprowadzenia obrotu bezgotówkowego zdecydowana większość pozostanie tak jak to ma miejsce z tradycyjnym pieniądzem fiducjarnym jej biernymi użytkownikami, bez głębszej wiedzy niezbędnej do przeprowadzania nań bardziej złożonych operacji, i żywić z tego tytułu do nich pogardę to jak pomiatać wszystkimi co nie zapierdalają jak Usain Bolt, skaczą niczym Małysz, mają chuja po kolana i zaliczyli tyle cipek co John Holmes itd. rzecz godna wyjątkowo ciężkiego chama. Wycofanie depozytu i żywa gotówka w ręku także nie daje gwarancji, bowiem jeśli dojdzie do hiperinflacji ostanie z tego kupa bezwartościowego już papieru zdatnego jedynie do skręcania zeń blantów lub oczyszczania odbytu z resztek kału. Poza tym nie wiem jak zapobiegliwa dywersyfikacja oszczędności, trzymanie hajsu obojętnie w złocie czy bitcoinach, a nawet strzeżone przez uzbrojone po zęby prywatne agencje ochrony domy-twierdze kryjące prawdziwe arsenały nie ocalą bogaczy, gdy dojdzie do pauperyzacji mas i zdesperowani osobnicy zaczną grupować się w bandy gotowe na wszystko by dorwać byle ochłap, a zwłaszcza kiedy wskutek tego do władzy dojdą neobolszewickie ruchy terrorystyczne dążące do wywłaszczenia domniemanych ''wyzyskiwaczy'' - skończą wtedy jak carska arystokracja z kulą we łbie lub jako nędzarze na emigracji. Przywołanie komunistycznej rewolucji w Rosji będzie jak znalazł, skoro już Graf straszy powrotem historycznych apokalips, bo dobrze okazuje ile warte są jego rady co do zabezpieczenia się w obliczu tego typu dziejowych katastrof: był to okres gigantycznej jumy usankcjonowanej leninowskim ''grab nagrabione'', co znakomicie opisał historyk Sean McMeekin w pracy pod znamiennym tytułem ''Największa grabież w historii: jak bolszewicy złupili Rosję''. Ogromnych bywało depozytów poukrywanych w bankach nie ochroniły przed zawłaszczeniem obstrukcja zarządzeń nowej uzurpatorskiej władzy i strajk bankowców - środki na pierwszy budżet Rosji sowieckiej zdobyto iście bandyckim rajdem kronsztadzkich marynarzy, którzy na rozkaz Lenina zwyczajnie sterroryzowali bronią kasjerów, po czym napchawszy zrabowanymi pieniędzmi przywiezione walizki, kufry i tym co pozostało swe kieszenie wrócili raźno jak gdyby nigdy nic na Kreml. Bolszewicy zatrudnili też profesjonalnych kasiarzy, którym płacili prowizję od rozprutych sejfów i skrytek bankowych, nie wspominając już o zawłaszczonych przez nich gigantycznych na owe czasy ilościach carskiego złota w czego upłynnieniu na rynkach pomogła światowa finansjera. Z kolei ci rosyjscy kapitaliści jakim udało się w porę wycofać pieniądze z rodzimego systemu finansowego i w ten sposób uchronić choć resztki dawnego majątku lokowali je w zachodnich bankach, a przecież to ich właściciele i zarządcy byli głównymi sponsorami bolszewickiej rewolucji obok Niemców, którzy tym nasrali sobie swym zwyczajem na głowę w dalszej perspektywie, więc przypominało to ucieczkę wprost w paszczę lwa. Owszem, dziś to sytuacja nie do powtórzenia, gdyż były to czasy standardu złota i fiducjarnej wprawdzie, lecz przeważnie cieszącej się solidnymi państwowymi gwarancjami waluty, a nie czysto wirtualnego szmelcu robiącego teraz za pieniądz, niemniej i obecnie nie brak neobolszewickich informatyków [ i informatorów ] gotowych czyścić do goła elektroniczne konta w czym najbardziej przemyślne ''blokczejny'' im nie straszne. Sam mogę przytoczyć na dowód dwóch takich z lokalnego Ubekowa o których mi wiadomo, jednemu nadaliśmy wraz ze znajomym ksywę ''szyfrant'' bo przechwala się na stronie swej kancelarii prawnej stosowaniem ''najwyższych standardów bezpieczeństwa'' polegających na szyfrowaniu danych i ich przesyłaniu poprzez wyłącznie prywatne [ sic! ] systemy informatyczne, w wolnej chwili zaś ''monitoruje'' czyli zbiera haki na miejscowych ''faszystów'' tak realnych jak i domniemanych przez się. Jego towarzysz natomiast, mimo jowialnej powierzchowności wściekła czerwona świnia, która wyrosnąć może na drugiego brata Michnika, za dnia robi min. jako ekspert od ''smart city'' a po nocach pisze płomienne manifesty jak tu wywłaszczyć ''wyzyskiwaczy'' i ucinać ręce ''homofobom''. Prawda wygląda tak więc, że dopóty grasz na cudzych warunkach cokolwiek poczniesz będziesz miał przeje..., dopiero radykalne zakwestionowanie samych reguł stanowi wyjście, ale jak to niby zrobić gdy jesteś drobnym, a niechby i znacznym ciułaczem czy przeciętnym inwestorem na rynku i to nie ty wyznaczasz rządzące nim prawidła? Jeśli jednak chcesz marnować cenne zwłaszcza teraz ograniczone zasoby na doradztwo finansowe, by dać zarobić panu ekspertowi wolna wola - przecież to są ''twoje'' pieniądze.

Jednym słowem wygląda na to, że nie ma jak uciec o własnych siłach przed światem ''nowej wspaniałej normalności'' szykowanej nam przez resortowych wolnościowców pokroju Sokały, czas więc chyba szykować sobie kaftan... I doń się przyzwyczajać - jedyne co mnie pociesza, iż nic co ręką ludzką uczynione doskonałym być nie może, stąd globalną wieżę Babel nieuchronnie czeka los jej biblijnego pierwowzoru, oby.