wtorek, 9 października 2018

Lekarz gazujący.

Niniejszym pragnę podziękować sprzedajnemu farmazonowi Smarzowskiemu, że pomógł mi poniekąd podjąć ważną jak sądzę życiową decyzję : od dłuższego czasu dojrzewałem by zostać niewierzącym praktykującym i oto w zeszłą niedzielę byłem na pierwszej niedzielnej mszy od wielu, wielu lat dzięki jego wszawemu dziełku sprokurowanemu według najlepszych goebbelsowsko-ubeckich wzorców [ nie odnoszę się do zawartości tego badziewu bo nie oglądałem ani zamierzam kiedykolwiek tego sobie robić, a jedynie samego przesłania opierając się w tym na jak najbardziej pochlebnych recenzjach i wypowiedziach twórcy ] wraz z towarzyszącą mu kampanią bezprzykładnej nienawiści, agresji na tle antyreligijnym o jakiej media w tym ''nasze'' jakoś nie trąbią, no chyba iż akurat zaatakowana zostanie także synagoga [ ale o tym, że ten sam psychol czy zapewne zwykły prowok wcześniej próbował zniszczyć kościół to już cicho sza ]. Nie jestem w tym zresztą odosobniony, ot jeden znajomy zaczął uczęszczać na msze w dość późnym wieku, gdy wściekł się przeczytawszy, iż obecnie w Europie jest więcej praktykujących muzułmanów niż chrześcijan, z kolei inna znajoma całkiem niedawno oznajmiła mi, że postanowiła ochrzcić kilkuletnie już dziecko etc., znaczy coś jest na rzeczy - zwyczajnie my Polacy, przynajmniej ta trzeźwiejsza część narodu, nie lubimy jak ktoś nam ordynarnie próbuje wciskać coś na siłę, wówczas budzi się w nas zdrowy instynkt samoobrony [ aczkolwiek obraz ten psuje przyznaję świadomość, że do kościoła chadza też regularnie naprawdę ''gorszy sort'' popierający PO a nawet SLD czy PSL, to fakt ]. Czas by się określić jakoś moi drodzy bo powolutku robi się u nas jak w Hiszpanii lat 30-ych a nie można siedzieć okrakiem na barykadzie, nie sposób też dyskutować z kimś kto wyznaje zasadę jaką pięknie ujął przewodniczący Mao, a trzeba przyznać miał dar do tego typu klarownych formuł : ''wy macie rację - ale my mamy karabiny'', na razie póki co ''gorszy sort'' ogranicza się do terroru mentalnego i kulturowego ale wiadomo, że od słów do czynów tylko krok i czekać tylko jak banda podjudzonych opętańców popełni mord rytualny na pierwszym księdzu jaki się nawinie, już teraz zresztą mamy do czynienia z regularnym demolowaniem kościołów i cmentarzy, o prawdziwej fali obrzydliwych memów z JP II nie wspominając [ skądinąd trzeba być naprawdę wyjątkowym kurwiem by szydzić ze starego, schorowanego człowieka cokolwiek o nim sądzimy, takowym śmieszkom życzę więc powolnej agonii na stwardnienie rozsiane i to w młodym wieku ]. Dlatego z góry zapowiadam, że jakby przyszło co do czego ponieważ nie jestem nie tylko katolikiem ale nawet chrześcijaninem [ o ile można nim nie być rodząc się i żyjąc w tak przenikniętej nadal ''łacińską wiarą'' kulturze jak polska, bo zdaję sobie sprawę z własnego uwarunkowania ] nie będę za was się modlił ani tym bardziej nadstawiał drugiego policzka, może nie zaraz przejdę do strzelania gdyż średnio raczej do tego się nadaję, natomiast z przyjemnością zostanę np. przewodniczącym trybunału kontrrewolucyjnego, takim ''bratem Michnika'' a rebours posyłającym pod ścianę masowo czerwoną hołotę wszelakich odcieni i asystującym osobiście przy wykonywaniu na niej słusznych, sprawiedliwych wyroków. Jestem przekonany iż nadchodzi czas by przywrócić pierwotny sens arcyrepublikańskiej i wolnościowej w istocie instytucji dyktatury jakże często mylonej dziś z jej zwyrodniałymi formami w postaci cezaryzmu i bonapartyzmu typu putinizm, erdoganizm itp. o totalitarnym komunizmie czy führerprinzip już nie wspominając, a potrzeba nowej Berezy, gdzie na równi będzie się pakować rodzimowierczych nazioli z neokomunistami i islamistami staje się wręcz paląca. I nie idzie tu o faktycznie zalatujące gówniażerią ślepe uwielbienie dla ''mocnych ludzi'', infantylne wyczekiwanie na kolejnego zbawcę na białym koniku czy tam kasztance, o chorej fascynacji przemocą już nie wspominając - to jak z Ortegą y Gassetem, żadnym tam hiszpańskim nacjonałem czy tym bardziej faszystą a zawołanym liberałem, który wpierw popierał republikę, ale przerażony wyczynami anarchokomunistycznego motłochu gwałcącego zakonnice, linczującego księży wprost na ulicach i profanującego ordynarnie zabytkowe świątynie w końcu stanął po stronie Franco bo dotarło doń, iż z rozbestwioną hołotą można dywagować kulturalnie jedynie za pomocą ołowiu i konopnego sznura, zresztą pal licho to bezmyślne bydło, najgorsza jest judząca je do zbrodniczych czynów i dopisująca dla nich intelektualne ''uzasadnienie'' uniwersytecka patostreamerka i jej sponsorzy, sztuką tych posłać na szafot - ach, rozmarzyłem się...

Przy tym jest mi o tyle łatwiej, że nie jestem skrępowany jako zdeklarowany niedowiarek jakimikolwiek doktrynalnymi więzami, stąd otwarcie mogę określić obecnego antypapieża mianem niewydarzonego pajaca, prawdopodobnie to też jakiś farmazon czego fartuszkowi ''bracia'' i ''siostry'' z lokalnej resortowej [ jak na Ubeków przystało ] loży rytu mieszanego niewstrząśniętego nawet specjalnie nie ukrywają - patrz komentarz pod wymownym zdjęciem : ''Papuszka [ sic!] robi swoje'' - cóż, już św. Augustyn pisał, że granica między ''Państwem Bożym'' a ''civitas diaboli'' przebiega w poprzek Kościoła a więc ''nihil novi...'' Nie mam też najmniejszego problemu z nazywaniem po imieniu prawdziwych degeneratów i ubeków w sutannach, zresztą wnioskując z entuzjastycznych podkreślam jeszcze raz recenzji filmu Smarzowskiemu niechcący zupełnie wyszedł obraz o potrzebie gruntownej lustracji w Kościele Katolickim bo ukazał resortowych cweli a nie duchownych, jakoweś ''Psy 3'', agenturę oddelegowaną na ''odcinek religijny'' na wzór ''żywej Cerkwi'' : w Rosji powszechnie wiadomo, że cała tamtejsza wyższa hierarchia prawosławna to kapusie bezpieki a sam patriarcha ma belki i jest mafiozą przemycającym hurtowo papierosy itp. - u nas może nie jest aż tak źle pod tym względem, ale nie oszukujmy się, sporo tego barachła także i tu się najdzie. Dlatego trzeba o tym mówić, tymczasem kościelna lustracja za rządów PiS stała się tematem tabu, co ciekawe także dla palikmiotów a przecież tyle tu smakowitych, kompromitujących ''czarnych'' historii - wystarczy sięgnąć choćby do donosów o. Efrema Osiadłego, ''honorowego obywatela'' świętokrzyskich Pionek - znamienne iż został nim, gdy już wyszła na jaw jego przeszłość jako kapusia : a to jeden zakonnik ma babę na boku, standard, drugi tak narzucał się z amorami innemu, że ten musiał mu wybić ząb by się od...czepił, wreszcie kolejny przyjmuje u siebie regularnie na noc ''pana Waldka'' i to gdzie - w jasnogórskim klasztorze ! W sumie jednak nie dziwi milczenie z tej akurat strony bo resortowe cwele narobiłyby sobie na łeb a wśród zdegenerowanej gówniażerii antykomunizm nie jest w modzie, jeśli już wręcz przeciwnie - jedni i drudzy musieliby przy okazji przyznać poniekąd, że system słusznie miniony za którym tak tęsknią za fasadą napuszonej humanistycznej retoryki promował w rzeczywistości najgorszą ludzką kanalię żerując na tym co w każdym z nas podłe, plugawe, jakże naturalne. Tak czy siak to szambo w końcu wybije stąd już dziś należy orać i to do spodu zamiast po staremu zamiatać brudy pod dywan bo od tego problem nie zniknie, wręcz przeciwnie, insza inszość, że nieliczni kościelni lustratorzy też na tym tle wyglądają raczej nieciekawie, zwłaszcza ks. Isakowicz-Zaleski, który poprzednie ''dzieło'' pana reżysera czyli ''Wołyń'' bardzo sobie chwalił, podobnie zresztą jak wielu narodowców - k..., czy naprawdę jesteście tak tępi by nie dostrzegać, że cokolwiek wysra ''Agora'' musi być antypolskie w istocie ? Michnikowi też wszystko wybaczycie jeśli jutro dokona patriotycznego ''coming-outu'' ?! Przecież zdarzyło mu się już wychwalać Dmowskiego za ''realizm'' w stosunku do Rosji, wprawdzie tylko w ruskiej gazecie ale jednak:).

No dobrze, ktoś może zapytać, skoro jestem świadomy wielu patologii trawiących kościelną hierarchię i to wydawałoby się immanentnie wręcz [ ''Księga Gomory'', dziełko autorstwa świętego Kościoła katolickiego Piotra Damianiego piętnujące plagę sodomii i innych zboczeń szerzącą się wśród kleru i w klasztorach powstało już poł. XI stulecia ! ] czemu w takim razie staję w jej obronie, czyż nie ma racji ''etyczka'' Środa wypominająca pedofilię tej ''żerującej na społeczeństwie'' wedle niej ''cholernie bogatej, aroganckiej i pozostającej poza jakąkolwiek kontrolą ekonomiczną, obyczajową i moralną'' instytucji ? [ skądinąd można by zapytać kto miałby w takim razie sprawować nad nią ''kontrolę'' bo jeśli oszołomy jej pokroju to strach się bać ]. Po pierwsze niech Środzina nim zacznie wyrzucać sąsiadom, że mają zasr... obejście sama posprząta na własnym podwórku bo tak się składa iż stoi po kolana w g... - łże jak bura suka przecząc bezczelnie jakoby feminizm ''nie miał cokolwiek wspólnego z pedofilią'', owszem, co trafnie wypunktował lewicowy jak najbardziej dziennikarz Jerzy Szygiel, jeszcze pod koniec lat 70-ych zaangażowane ''siostry'' na czele z głupią k... Simone de Beauvoir podpisywały apele nawołujące do legalizacji seksu z dziećmi a sekundował im w tym kwiat francuskiej ch...manistyki za przeproszeniem z takimi dętymi tuzami jak Barthes, Deleuze, Sartre czy lewacki pederasta Foucault, któremu poświęciłem niedawno wpis. Zanim z pedofilii uczyniono wygodny młot na katolicyzm postulaty depenalizacji ''międzypokoleniowej intymności'' cieszyły się na radykalnej lewicy dużym wzięciem jako poniekąd logiczne dopełnienie ''rewolucji obyczajowej'', naprawdę Cohn-Bendit łaskawie pozwalający ''zabawiać się'' własnymi genitaliami dzieciom w hipisowskim przedszkolu nie był wówczas jakimś kuriozalnym wyjątkiem, niech więc neokomuniści wpierw posypią głowy popiołem i zadośćuczynią ofiarom chuci zboczeńców za co ponoszą moralną co najmniej współodpowiedzialność a dopiero wtedy zyskają prawo do urządzania wrzaskliwych demonstracji pod kościołami jak to właśnie hipokryci czynią. Można też przypomnieć, że inne wyznania jak judaizm czy islam mają pod tym względem o wiele większy problem i trudno się dziwić, przecież podczas obrzędu chrztu ksiądz dotyka ledwie główki dziecka a nie muszę chyba mówić z jakim organem obcuje rabin czy mułła w trakcie obrzezania co stanowi wręcz wymarzoną fuchę dla pedofila, słusznie więc Islandia postanowiła zakazać tej barbarzyńskiej praktyki za co spadły na nią gromy jako rzekomy przejaw ''antysemityzmu'' - bzdura, wystarczy przywołać żydowską organizację ''Survivors for Justice'' tropiącą zboczonych cadyków czy rabina Nuchema Rosenberga na którego mafijny kahał rzucił klątwę za jego niezłomną walkę z patologią wśród wyznawców chasydyzmu, przytaczane przez nich dane dotyczące seksualnej przemocy w środowiskach żydowskich ortodoksów są zatrważające przekraczając daleko jej zakres w katolicyzmie a większość przestępców pozostaje bezkarna znajdując często schronienie w Izraelu czy innych siedzibach diaspory. Hollywood pełne jest pedofilów i wszelakich innych patoli a niemal nikt poza paroma oszołomskimi pastorami nie nawołuje by rozpędzić to całe zdegenerowane towarzycho w cholerę, a szkoda bo przydałoby się, grupą zawodową przodującą zdecydowanie w statystykach skazanych za molestowanie dzieci są nauczyciele szczególnie w-f a nie słyszałem jakoś by nawet anarchiści wyciągali stąd wniosek, iż należy zlikwidować państwowy system edukacji i podnosili to głośno w debacie publicznej itd. itd. argumentować można by długo ale właściwie po co skoro nie w tym rzecz - prawda wygląda tak, że gdyby Kościół Katolicki okazał się ''cacy'' dla globalistycznej mafii czyli oficjalnie uznał, iż aborcja, eutanazja i pedalskie ''małżeństwa'' są OK idę o zakład, że całe to medialne trąbienie o jego faktycznych i wydumanych grzechach poszłoby w niepamięć jak ręką odjął, co najwyżej pogrożono by od niechcenia hierarchom palcem, gdyby zanadto już przeginali i tyle.

Dlatego właśnie stoję po stronie KK przy całym moim sceptycyzmie, bo jawi się on wciąż jako główna zapora przed narastającą falą barbarzyństwa powracającego perfidnie pod osłoną ''[po]nowoczesności'', czegoś co zapoznany myśliciel Eric Voegelin nazywał uczenie ''immanentyzacją Eschatonu'' a co ludzkim językiem można określić za jednym znajomym jako ''generalną cofkę cywilizacyjną na pełnej kurwie'', mam tu na myśli nade wszystko globalny już proces zamiany człowieka w jakowegoś żywego robota, surowiec do obróbki biotechnologicznej czego objawy obserwujemy choćby w powszechnej wulgaryzacji obyczajów, schematyzacji zachowań, redukcji osobowości do najbardziej elementarnych odruchów, manii tatuowania się i coraz wymyślniejszych modyfikacjach cielesności na które pozwala współczesna technika itd. nie wspominając o renesansie okultyzmu, ezoterycznych stowarzyszeń z masonerią na czele czy popularności neognozy której przykładem ostro lansowane u nas tzw. ''rodzimowierstwo'', długo by wyliczać. Kryzys chrześcijaństwa i odchodzenie odeń wyznawców, które możemy obserwować także w Polsce nie oznacza bynajmniej przyrostu świadomości i indywidualnej swobody jak roją to sobie ''wolnomyśliciele'', faktycznie szybkie i sprawne kojarzenie faktów nie jest ich mocną stroną oględnie zowiąc skoro w swej tępocie nie dostrzegają, iż na to miejsce wkracza zwykle ordynarny zabobon - nie tak dawno ktoś pięknie zgasił bałwanów z lewackiego portalu ''strajk'' entuzjazmujących się informacją, że 3/4 młodych Islandczyków nie wierzy w Boga przytaczając w komentarzu odpowiednie dane, iż wedle tych samych badań mniej więcej tyle samo z nich pokłada wiarę w istnienie elfów... Podobnie co się tyczy Czech, obiektu westchnień oświeconych kołtunów pokroju Smarzowskiego : ''och, co za kraj, 90% ateistów ! w zapyziałej Polsce powinno być tak samo'' - problem w tym, iż przy bliższym zbadaniu okazuje się, że co najmniej 2/3 z tych rzekomych ''ateuszy'' wierzy za to w horoskopy, wpływ gwiazd na życie ludzi, magiczne piramidki zbierające jakoby energię z kosmosu, amulety chroniące przed złym urokiem itp. bzdury [ nie ma więc co się dziwić, że wyznawca gnostyckiego ścieku jakim jest kult Thelemy i kumpel od kielicha pana reżysera czyli Nergej stanowi przykład syndromu ''czechozy'' w klinicznej postaci ]. Rzekomy proces ''laicyzacji'' z jakim niewątpliwie mamy do czynienia i u nas także owocuje popularnością szarlatanów głoszących iż można żyć bez jedzenia żywiąc się jedynie energią słoneczną, wiedźm zdejmujących za opłatą sakramenty rzekomo blokujące czakramy i rozwój indywidualny czy ''pieczęć Kościoła'' w postaci chrztu, niebezpiecznych psychopatów takich jak niejaki Popko skromnie przyznający sobie, póki co, miejsce tuż za Chrystusem w skali posiadanej ''mocy'' i urządzającego jak na urągowisko w świętym mieście Częstochowie wypaśne kursy wahadełkowania za które liczni frajerzy gotowi są bulić ciężką kasę, wreszcie cierpiących na manię wielkości sekciarzy pokroju pastora Chujeckiego itp. - pomijam w tym zestawie mojego ''ulubieńca'' czyli samozwańczego imperatora wszechgalaktycznej Lechii Sanjayę-Jaraszka, szamana z resortowej rodziny utrzymującego, że ''Jezus to fikcja'' i demaskującego wszystkich poza nim samym w środowisku ezoterycznych oszołomów jako agentów ''ciemnej strony mocy'' bo gość jest tak zabawnie pokręcony, że trudno traktować go jako groźną postać choć i nie można całkiem lekceważyć sączonego przezeń ludziom do łbów syfu. Znamienne skądinąd są te ciągoty ubeckich cweli do okultyzmu, ot choćby ''polski Alex Jones'' czyli Zagórski z NTV był w latach 80-ych wojskowym politrukiem i animatorem na wrocławskiej uczelni niby-opozycyjnych organizacji w typie idiotycznego ''stowarzyszenia chińskich ręczników'' Owsiaka mających odwieść młodzież od realnie antysystemowego buntu, później zaczął specjalizować się jako dziennikarz w tematyce UFO min. na antenie pełnego WSIoków TVN i lansuje na swym tubowym kanale jakichś PRL-owskich trepów serio utrzymujących, że przeżyli ''kontakty III-go stopnia'' z kosmitami [ skądinąd cóż to za temat dla scenarzystów : komunizm jako inwazja ''czerwonych'' z kosmosu, Lenin łypiący gadzią źrenicą, walka między trockistami a stalinistami czyli starcie Reptilów z Plejadianami, mag Hitler szalejący z laserowym mieczem, Waffen SS ukazane w postaci ezoterycznego zakonu mrocznych rycerzy Jedi - pełne pole do popisu dla najdzikszych wyczynów nieokiełznanej fantazji, aż dziw, że jeszcze nikt bodaj z tak wyśmienitej okazji nie skorzystał ]. Dzieje się tak, ponieważ resortowi spece od ''cybernetyki społecznej'' i ''zarządzania refleksyjnego'' doskonale zdają sobie sprawę, iż natura zwłaszcza duchowa nie znosi próżni a sam proces rzekomej ''laicyzacji'' jest w istocie mitem - sekularyzacja tak naprawdę polegała na przejęciu roli Kościoła wraz z jego majątkiem przez państwo oraz zamianie duchownych w zwykłych funkcjonariuszy, biurokratów działających na polecenie władz. Nie wierzę w możliwość życia bez jakiejkolwiek religii tak w wymiarze jednostkowym a tym bardziej zbiorowym, ''świecka władza'' to oksymoron, sprzeczność sama w sobie, każda nie wiem nawet jak ''demokratyczna'' dąży do sakralizacji a im bardziej trąbi o swej ''laickości'' tym usilniej ustanawia własne urzędowe rytuały i kult w postaci ''prawoczłowieczyzmu'' czy omawianego w tym miejscu szeroko ''zrównoważonego rozwoju'' wraz ze ściśle sprzężonym z nim ''ekologizmem''. Nigdy w rzeczywistości nie było czegoś takiego jak ''odczarowanie świata'' : dawne religie z chrześcijaństwem na czele zostały jedynie zastąpione w czasach nowożytnych ich ideologiczno-politycznymi erzatzami czego najjaskrawszym przykładem oczywiście komunizm i nazizm, ale w równym niemal stopniu tyczy to także triumfującego nad nimi [neo]liberalizmu - co bardziej ogarnięci ''wolnościowcy'' przyznają, iż stojąca u jego podstaw teoria ''umowy społecznej'' jest najzwyklejszym mitem, nigdy takowa wspólnota ludzka nie zaistniała w historii ani powstać może, zaś wolnorynkowy ideał stanowi li tylko nieziszczalną utopię, dokładnie tak samo jak postulowana przez socjalistyczną konkurencję ''społeczna własność środków produkcji'' - tym bardziej jeśli idzie o modne obecnie ruchy wyzwolenia [ chyba z mózgu ] kobiet, pederastów czy zwierząt etc. [ skądinąd niezły zestaw:))) ], dlatego właśnie co bardziej zacietrzewione feministki przypominają ''świeckie misjonarki'', rozhisteryzowane dewotki, podobnie agresywne cioty LGTB czy sfanatyzowani ze szczętem rzekomi ''antyfaszyści'' [ o tępych naziolskich patolach zarażonych rodzimowierstwem szkoda nawet wspominać ]. Namiastką religii dla mas stała się obecnie szeroko rozumiana pop-kultura, graniczący z dewocją kult idoli [ dziś przybierający tak egzotyczne formy jak K-pop ], celebrytów i gwiazd kina, muzyki i sportu ochoczo wchodzących w rolę kapłanów koncertowych misteriów i stadionowych rytuałów, wreszcie technoszamanizm etc. Z polskiej perspektywy zaś fundamentalna dla tożsamości narodowej i w ogóle żywotności naszej wspólnoty jest rola Kościoła jako głównego depozytariusza łacińskiego dziedzictwa cywilizacji do której przynależymy, zgadzam się całkowicie z Markiem Cichockim z ''TP'' iż jesteśmy ''zromanizowanymi Słowianami i nigdy nikim innym nie będziemy'', aczkolwiek nie podzielam jego awersji do ''sarmatyzmu'' wraz z jednostronnym spojrzeniem na polskie doświadczenie Wschodu, który wedle jego słów ''w pewnym momencie omal nas nie zabił'' - a Zachód to niby co, dowodem los moich przodków, tzw. ''robotników przymusowych'', czy z tego tytułu mamy się odeń odwracać ? [ ale to temat na osobne rozważania ].

W tym iście lucyferycznym świetle na szczególną uwagę zasługuje otwarta deklaracja Smarzowskiego, iż jest masonem zaś symbolicznego wymiaru nabiera finalna scena ''Kleru'' samospalenia księdza, jakoś tak się dziwnie składa, że rozstępujący się wokół jego płonących szczątków tłum układa się w formę trójkąta... [ choć nie oglądałem ni zamierzam jak powiadam znam rzecz z omówień jak i relacji tych co na seansach widziadła byli ]. Wnioskuję stąd, że opętanym fartuszkowym skurwysynom marzy się rytualny mord na katolickim duchownym, jeśli zaś to tak dla śmichu stanowi objaw wyjątkowo nędznego, chujowego mówiąc wprost poczucia humoru, nie sądzę jednak i należy sprawę traktować poważnie. Pasuje tu jak ulał uwaga poczyniona przez obermasona na kraj Cegielskiego na marginesie rozważań o symbolice wolnomularskiej w muzyce Mozarta, konkretnie wyjaśnienie roli jaką odgrywają w niej liczne motywy egipskie : otóż znaczą one kastę kapłańską - uwaga - świadomą iż sprawowany przez nią kult jest jej własnym wytworem i wygodnym narzędziem psychospołecznej manipulacji [ to ostatnie dodaję już od siebie ]. Innymi słowy zaprzysięgły wróg papiestwa jakim jest sekta farmazonii dąży do zastąpienia jawnej kościelnej hierarchii jedynie własną tajną, ukrytą perfidnie pod płaszczykiem rzekomej ''demokracji'' i powszechnej ''równości'', napuszonej retoryki praw człowieka i obywatela za pomocą której otumania masy, zręby takowego systemu zniewolenia nakreślono jeszcze w poł. XVII stulecia w traktatach politycznych demonicznego kabalisty jakim w istocie był Baruch Spinoza, nic więc dziwnego, iż jego myśl przeżywa prawdziwy renesans w środowiskach nowej lewicy dzięki wspomnianemu wyżej Deleuze'owi, który przywrócił go opinii współczesnej oświeconej w swym mniemaniu kołtunerii. Wobec tak jawnego ataku zdeklarowanych wrogów Kościoła i chrześcijaństwa tylko skończony tuman może temu przeczyć pod pretekstem bredzenia o jakowychś ''teoriach spiskowych'', gdy fakty wręcz krzyczą o nadchodzącym nowym totalitaryzmie w otoczce ''wolności'' budowanym przez prawdziwych opętańców, którym od posiadanej przez się władzy i bogactw chyba całkiem odpierdoliło - owszem, nie ma co panikować bo skończy się jak zwykle czyli kolejną wieżą Babel jak wszystko co ludzką, śmiertelną ręką uczynione, problem w tym, że zanim do tego dojdzie możemy wraz z nimi zostać pogrzebani pod jej gruzami, stąd już teraz należy się temu przeciwstawiać na miarę posiadanych, niechby i bardzo skromnych możliwości, ot słowem choćby popierając przy tym każdą siłę stanowiącą kontrę do szykowanej nam przez mniemanych ''władców świata'' a w rzeczywistości zwykłą satanistyczną szurię cierpiącą na nadmiar środków małej, na historyczną miarę apokalipsy [ oczywiście pamiętając przy tym o licznych pułapkach czyhających po drodze takich jak islamizm, wykreowana od podstaw przez system i w gruncie rzeczy wygodna dlań jego rzekoma ''kontestacja'', tym bardziej tyczy to oczywiście radykalnego ekologizmu, feminizmu, anarchokomunistycznej antify itp. a nawet wydawałoby się najbardziej z nich wszystkich na cenzurowanym neonazizmu ]. Cierpnie aż skóra na samą myśl o szykowanym nam ''nowym wspaniałym świecie'', dlatego też nigdy nie groziło mi zostanie anarchistą czy libertarianinem bo ci wyznają typowe dla nich złudzenie jakoby brak jawnej hierarchii oznaczał więcej wolności, gdy w rzeczywistości zwykle jest na odwrót - przypomnijmy : władza nieformalna jest niczym nieograniczona a bez jasnego podziału kompetencji trudniej zidentyfikować zło i odpowiednio je ukarać, stąd w mętnej wodzie najlepiej czują się szemrane typy unikające w ten sposób odpowiedzialności a najbardziej opresyjne są te wyznania, gdzie struktura władzy i autorytetu jest pozornie rozmyta, zwłaszcza tyczy to islamu i ortodoksyjnego judaizmu ale też i protestanckich odmian chrześcijaństwa o ile można o nim w ogóle w ich wypadku mówić [ prawosławie z podporządkowaną całkiem władzy hierarchią nie stanowi tu wyjątku niestety ]. Praktycznie jedynie papiestwo z formalnie choćby niezależnym od rządów poszczególnych państw i ponadnarodowych organizacji ośrodkiem władzy wraz z jego kościelną hierarchiczną strukturą gwarantuje nawet przy swoim uwikłaniu dosłownie i w przenośni w interesy świata tego jakąś przeciwwagę dla nich stwarzając względną niechby przestrzeń wolności, bo też i smutna prawda wygląda tak, że dostępna jest ona dla zwykłych ludzi tylko w sferze ''pomiędzy'', przez ciśnienie rywalizujących ze sobą potencji, inaczej ''global goverment'' i już po nas, co najwyżej posłużymy za mięso armatnie rywalizujących w nim o prymat fakcji. Pytanie czy pod naciskiem potężnych grup interesu KK nie pójdzie na kompromis o ile już tego nie dokonał wpisując się jednak w logikę globalistycznego Molocha, dlatego tym bardziej należy tępić wewnętrzną dywersję weń czego przykładem zakon polskich dominikanów rojący się od mile widzianych w mediach głównego ścieku celebrytów, w rzeczywistości pedałów, kurwiarzy i zwykłych złodziei jak wynika z wstrząsających wyznań ich byłego już współbrata, ks. Adama Wyszyńskiego zgnojonego ordynarnie przez mafię kościelnych postępowców i ''liberałów'' obyczajowych [ przykre tylko, że dramat nieszczęsnego duchownego cynicznie wykorzystał Stonoga, ale cóż, jeśli był to jedyny sposób by poznać szokującą prawdę o skali deprawacji przedstawicieli kościoła ''otwartego'' niczym odbyt starej cioty dobre i to ]. Pasowałoby świetnie tłumacząc postawę głównej tu kanalii, zakłamanego do szpiku zboczonego skurwysyna o. Pawła Gużyńskiego słynącego z agresywnych ataków na PiS i narodowców [ faktycznie ''Kaczyński dyma cię w d...'', taki żarcik jak na postępowego zakonnika przystało ] czy aprobatę przez jego przełożonego adopcji dzieci przez homoseksualne pary i otwarte nazywanie takowych ''małżeństwem'', wreszcie egzaltowane zachwyty ich obu niczym dwóch podstarzałych pedziów obecnym antypapieżem, zwłaszcza pierwszego, który w swym kuriozalnym serwilizmie posunął się do nadania Franciszkowi miana... hipisa w sutannie:))) [ cóż, poziom apologetów godny obiektu uwielbienia ]. Podobnie jeśli idzie o kolejną informację podaną przez ks. Wyszyńskiego, że żarliwego stręczyciela nachodźców i obrońcę ks. Bonieckiego o. Macieja Biskupa widywano w gejowskich klubach, bodaj najbardziej jednak w tym wszystkim wstrząsnęło mną, iż dominikański apostata Tadeusz Bartoś, gdy był jeszcze w zakonie robiąc za gwiazdę polskiego ''kościoła otwartego'' nad drzwiami swojej klasztornej celi umieścił napis po łacinie następującej treści w tłumaczeniu : ''witajcie w cipce - oto jest brama do Królestwa Niebieskiego''...

Na koniec wracając do Smarzowskiego pragnę pochwalić się gratulując sobie iż oglądałem jedynie jego fabularny debiut z końca lat 90-ych jeszcze, ''Małżowinę'' z krakowskim nudziarzem i alkoholikiem Świetlickim i Maleńczukiem w epizodycznej roli, obraz już wtedy ponury, szary i do d... niczym trip po przeżenionej niemiłosiernie fecie choć niewinny na tle późniejszych tworów pana reżysera wnioskując z entuzjastycznych opinii i recenzji, którymi to kierując się unikałem tychże wysrywów Wojtka jak ognia, bo nadto wysiłku kosztowało mnie wyzwolenie się spod zatrutego uroku Szulkina, innego psychopaty wyrzygującego się widzom do głów i wystarczy. Zabawne jednak, że z sygnałów docierających do mnie pośrednio od ludzi na tyle nierozgarniętych, iż zafundowali sobie dobrowolnie seans jego ostatniego ''dzieła'' wynika, że wielu z tych tumanów było serio przekonanych, iż to jakowaś przaśna komedia o nażartych proboszczach ruchających po zakrystiach gosposie i przepijających z ministrantami forsę z kopert zebraną od frajerów po kolędzie, po czym wychodzili z kina z osowiałymi ryjami jakby dostali obuchem siekiery w łeb, tak ich srogo i zaprawdę sprawiedliwie pokarało za głupotę. Nachodzi mnie więc wątpliwość czy taką razą Smarzowski nie jest aby ''tajnym agentem Watykanu'' podobnie jak Krzyś Pieczyński ochujały już do reszty lub grający rolę życia, b. przekonująco w takim razie przyznaję, skoro działania ich obu są przeciwskuteczne w gruncie rzeczy wywołując nawet w tak sceptycznym jak niżej podpisany osobniku odruchową sympatię do katolicyzmu - ? Poszlaką może być tu realizowanie przezeń za sute budżety reklam dla banku, którego prezesem był wówczas obecny premier Morawiecki, tak tak ten sam... W każdym razie od hipokryzji Smarzowskiego rzygać się chce - ciekawym czy na wzór ''Kleru'' nakręci następny film ''Sędziowie'' albo jeszcze lepiej ''Żydzi'', już widzę jak ''Agora'' daje na to kasę:))). 

I na tym można by zakończyć ale należy pokrótce jeszcze rozprawić się ze świeckimi zabobonami typowymi dla [po]nowoczesnego kołtuna sadzonymi przez pana tfurcę w wywiadach promujących filmidło - pękłem że tak rzekę ze śmiechu czytając w jednym z nich jak pierdoli, iż ''religię w szkołach należy zastąpić wiedzą naukową'', nieuk i tuman odnosi się w ten sposób do anachronicznej oświeceniowo-pozytywistycznej wizji nauk przyrodniczych z którą już dawno nie mają one nic wspólnego jako czegoś pewnego, dostarczającego klucza do opanowania zjawisk i całej rzeczywistości, narzędzia ujarzmienia sił kryjących się w świecie etc. przeciwstawionego sztucznie ''ciemnocie'', tymczasem dziś osiągnęły one poziom takiej złożoności podobnie jak oparte na nich technologie iż niemożliwym staje się zagwarantowanie stopnia przewidywalności o jakim można było jeszcze roić na początku XX w. [ każdy kto miał do czynienia z ''analogowymi'' samochodami i miał możność porównać je z ich nowymi wersjami nafaszerowanymi elektroniką psującymi się co i rusz wie o czym mowa ]. Wskutek tegoż procesu nie sposób jak dotąd przetestować wiarygodnie w warunkach laboratoryjnych nowych odkryć ani tym samym uniknąć ich niepożądanych skutków takich jak np. powikłania poszczepienne itp., tym bardziej rozstrzygnąć bezdyskusyjnie palących dylematów epoki typu czy ''globalne ocieplenie'' w ogóle ma miejsce a jeśli w jakiej mierze jest efektem działalności człowieka lub czy zmodyfikowana genetycznie żywność jest dobrodziejstwem a może wręcz przeciwnie, doprowadzi do niebezpiecznych mutacji i groźnych dla środowiska i samych ludzi nieodwracalnych zmian, tak głęboki jest dziś zakres nauk przyrodniczych iż paradoksalnie czyni je skrajnie nieefektywnymi, tym bardziej na zaufanie nie zasługuje ich najbardziej progresywna gałąź jaką stanowi biotechnologia ze względu na swą podatność na korupcję i skomercjalizowanie jak i naciski politycznych lobbies opisane bynajmniej przez jakowegoś szarlatana pokroju inżyniera Zięby lecz uznanego i kompetentnego naukowca Sheldona Krimsky'ego w wydanej ponad dekadę temu u nas przez renomowaną oficynę PIW pracy. Oczywiście nie oznacza to zaraz uznania postmodernistycznego pierdololo iż np. jakoby ''wartość liczby π zależała od kontekstu kulturowego'' lub bredzenia współczesnych wyznawców łysenkizmu za jaki robi genderyzm stosowany, że ''nikt nie rodzi się sobą'', niemniej pewien zdrowy sceptycyzm wobec szantażu serwowanych nam dziś niejednokrotnie w oprawie ''naukowej'' zwykłych bzdur prokurowanych na zamówienie takich czy innych grup interesu jest wręcz pożądaną i jak najbardziej racjonalną postawą. Anachronizm postępowców i płytki poziom ich rzekomej naukowości dobrze widać po histerycznych reakcjach na każdą próbę krytyki darwinizmu klasyfikowaną irracjonalnie z góry jako ''oszołomstwo'' i ''kreacjonizm'', gdy podważanie go jest wręcz niezbędne, inaczej teoria Darwina nie podlegając falsyfikacji nie spełniałaby tym samym kryterium naukowości stając się zakamieniałym paradogmatem, problem jedynie w obranej metodzie i faktycznie powoływanie się przez protestantów i żydowskich ortodoksów na literalnie odczytywany Stary Testament/Torę nie jest najszczęśliwszym sposobem ku temu wiodącym. Tak więc dobrze by się stało, gdyby przemądrzałe pajace pokroju Smarzowskiego zanim otworzą gębę zafundowały sobie wpierw lekturę choćby modnego ostatnio w intelektualnych kręgach nie tylko nowej lewicy filozofa nauki Bruno Latoura to może nieco im się we łbach przejaśni i nabiorą trochę zdrowej nieufności do przestarzałego scjentyzmu, zniknie im z pysków ten nieznośny wyraz pyszałkowatej głupoty jaki się tam zwykle maluje. A gdyby jeszcze dotarło do pustej głowy coś o ''zwrocie postsekularnym'' jaki nastąpił w ostatnich latach w ześwieczczonej wydawałoby się ze szczętem [post]myśli Zachodu pod naciskiem faktów, oczywiście mowa o 11 września i ekspansji islamu choć nie tylko, ze zdumieniem odkryliby iż pogarda dla ''ciemnoty'' i ''religijnego zabobonu'' z którą się tak obnoszą czyni z nich ''europocentrycznych faszystów'' i ''imperialistów kulturowych'' wrogich wobec innych cywilizacji kształtowanych nadal przez religie, sługusów globalnego kapitalizmu niszczących wszelkie tradycyjne struktury stojące mu na drodze, ''white male pig'' skazaną do zajebania przez antifę pospołu z bojownikami trzecioświatowych ruchów antykolonialnych itp. - powinni złożyć solenną samokrytykę po czym zostać poddani solidnej reedukacji pouczeni przez tow. Michała Pospiszyla, wschodzącą gwiazdę nowej-nowej polskiej lewicy o islamskiej chuście jako ''linii ujścia'' opresyjnego systemu i wykuć to na blachę [ chętnie bym obaczył takie ''rekolekcje chanukowo-adwentowe'' w sam raz dla oświeconych jedynie w swym mniemaniu kołtunów, oj tak ]. Paniały jeden z drugim urbanowskie palikmioty ? No to kopa w tyłek na drogę i wypier... !

Pora wreszcie wyjaśnić skąd taki dziwny, pozornie niepasujący do treści tytuł posta - otóż podczas ''akcji T-4'' czyli nazistowskiego ludobójstwa upośledzonych umysłowo i kalek istniała kluczowa w procesie mordu funkcja tzw. Vergasungsärzte czyli dosłownie ''lekarza gazującego'' właśnie i z takową kanalią odkręcającą kurek z rzekomej troski dla ''życia niewartego życia'' Kościoła czy to dla kariery, zysku lub ideologicznego fanatyzmu a zapewne wszystkiego po trochu kojarzy mi się Smarzowski, jego dotychczasowe filmy jawią się jako mentalny odpowiednik cyklonu B i doprawdy nie pojmuję jak ktoś może dobrowolnie sobie coś takiego serwować jeszcze za to płacąc ! Dobrze więc będzie przytoczyć na finał wymowną historię bohaterskiego lekarza, dyrektora zakładu opiekuńczo-leczniczego dla głuchoniemych w Wilhemsdorfie p. Rawensburgiem, Heinricha Hermanna, który odmówił wzięcia udziału w zbrodniczym procederze uśmiercania niepełnosprawnych rozwścieczając uczonych morderców w kitlach nazywając po imieniu ''zabijaniem'' to co oni woleli określać eufemistycznie jako ''współodpowiedzialność za kwestię eutanazji''. W piśmie skierowanym do wywierających nań nacisk zwierzchników, którego fragment przytacza historyk Gotz Aly w pracy ''Obciążeni'', wyłożył takie oto znamienne argumenty :

''Jestem przekonany, że zabijając niektórych chorych władze łamią prawo. [...] Przykro mi, ale Boga należy słuchać bardziej niż ludzi. Jestem gotów ponieść konsekwencje swojego nieposłuszeństwa.''

[ - skądinąd na uwagę zasługuje, iż takowych odeń nie wyciągnięto i do końca wojny pełnił funkcję dyrektora placówki, za podobną niesubordynację w ZSRR groziłby mu co najmniej Gułag a najpewniej rozstrzał od razu ].

Jak napisał w iście proroczym liście pasterskim kard. Hlond : ''Państwo jest od Boga, ale nie jest Bogiema więc nie jest źródłem prawa obyczajowego, nie stwarza moralności ani nie ustanawia jej normy'' - ważne rozróżnienie o którym fetyszyści ''integracji europejskiej'' i unijnego ''superpaństwa'' a nawet jawnych już dążeń do ustanowienia ''rządu światowego'' notorycznie, programowo wręcz zapominają.

ps. na wstępie miałem wymienić nazwisko księdza na którego kazania zacząłem uczęszczać bowiem lokalna ''GW'' wraz z etatowymi anarchistami i neobolszewickimi złogami z ''Razem'' chciały dorobić mu gębę ''faszysty'' z racji jego zdecydowanych a prawilnych poglądów, daremnie na szczęście, gdyż zadziałało to czego zbrakło w sprawie Kelthuza, który chyba już beznadziejnie utknął w libertariańskiej piaskownicy czyli wsparcie instytucji, w tym wypadku oczywiście kościelnej. Poniewczasie jednak zorientowałem się, iż umieszczając je w tym kontekście mogę całkiem niechcący mu zaszkodzić - a nuż jakiś bolszewicki kapuś wykorzysta to do kolejnej próby zdyskredytowania duchownego, że to niby ''prawicowa ekstrema'' go ceni i nań się powołuje. O czymś to niestety świadczy, że sam poniekąd muszę się cenzurować, trudno w tej sytuacji mówić o faktycznej ''wolności słowa'', smutne i stanowi dowód terroru póki co kulturowego jakiemu podlegamy.

Polecam gorąco wysłuchać wściekłego tradsa słusznie pomstującego na mafię kościelnych modernistów i pederastów - okazuje się, że ''papież'' Franciszek bronił księdza pedofila jeszcze gdy był arcybiskupem w Argentynie [ koniecznie włączyć napisy ] :



czwartek, 13 września 2018

Tuman Tumański.

...czyli ''antypolskie gówno'' - ostrzegam hardkor ale sądzę iż należy się zaznajomić choć szczerze mówiąc sam pod koniec wymiękłem, nie dałem rady lecz mamy tu podaną w stanie klinicznym pewną patologię trawiącą nasze życie społeczne i umysłowe, nie należy się łudzić co do części naszych ''rodaków'' a mieć odwagę stawić czoła faktom z jakim pretensjonalnym ścierwem musimy się męczyć, i tu nie idzie tyle o odmienne poglądy co formę w jakiej są okazywane i do jakiego zdziczenia one prowadzą [ nie wklejam całości dając, póki jeszcze można, odsyłacz bo nie zamierzam zapaskudzać sobie tym bloga ] :

https://www.youtube.com/watch?v=TU2YmWSHdmU

- i co jam mam z taką kanalią wspólnego, cóż z tego iż jesteśmy tej samej rasy a nawet niby jednej narodowości i mówimy tym samym językiem skoro nijak się nie dogadamy, już prędzej znalazłbym porozumienie z konserwatywnym Murzynem jak kard. Sarah czy nawet muslimem niż takim białym gównem. Pojmujesz chyba czytelniku, że musiałem im pocisnąć na pełnej kurwie w komentarzu, tym bardziej, że nie krępuje mnie żadna ''miłość bliźniego'', oto więc i on :

''Ja pierdolę, nie wierzę własnym oczom - ordynarne, gówniarskie podśmiechujki starych capów tuż pod obrazem ofiary Auschwitz, prawdziwego bohatera jakim był o. Kolbe - cienkie to jak wargi sromowe Oliwii Njuton Dżon i spierdolone niczym łeb Tymańskiego. Abyśmy się dobrze zrozumieli : jestem zdeklarowanym agnostykiem, i właśnie dlatego z czystym sumieniem, którego nie mam życzę obu skurwysynom aby zdechli na raka jąder z przerzutami do odbytu topiąc się we własnym łajnie. Doprawdy, jakim chujem złamanym trzeba być aby coś takiego odpierdalać, mogę jeszcze w ostateczności zrozumieć gówniażerię ale dziadów, którym z dupy zaczyna już wystawać wieko od trumny ? Mam przykrą wiadomość dla tego cwela Betlejewskiego, pierwsze zresztą słyszę o typie : nadal kurwa jesteś idiotą, i nie rokujesz beznadziejny przypadku, żywy dowodzie na nieprawdziwość teorii ''doboru naturalnego'' Darwina, najlepiej więc zrób przysługę ludzkości i uwolnij nas od swojej męczącej obecności zjebie [ niestety muszę przyznać, że aborcja eugeniczna może przynajmniej w niektórych specyficznych przypadkach mieć sens, tego typu spierdolin jak ci powyżej na pewno ]. Bełkotu Tymańskiego nie da się spokojnie słuchać, wymiękłem pod koniec : ''przyszedłem wyzwolić was od Polski'' - a kim ty kurwa jesteś, arogancki chuju ?! Kolejny pseudobuddysta pokroju Kiniora, który zamiast dążyć do wyzwolenia od swojego ''ja'' trzyma dystans do wszystkich innych ego poza własnym wynosząc się ponad tamte, pierdolony narcyz, dupek. Prorok się znalazł, kacapski mesjasz, fuhrer mentalny - jakim prawem będziesz decydował za mnie wyzwalając na siłę od polskości czy czegokolwiek ? I co ci każe mniemać, że masz w ogóle cokolwiek interesującego do przekazania ? Tumanie skończony, przeciętny katolik dzięki istnieniu instytucjonalnego kościoła dysponuje takim zasobem swobody o której protestant może tylko marzyć, o muzułmaninie czy ortodoksyjnym żydzie już nie wspominając, bo wskutek istnienia hierarchii i ścisłego podziału kompetencji łatwiej zidentyfikować zło, tymczasem WŁADZA NIEFORMALNA WŁAŚNIE DLATEGO JEST NICZYM NIEOGRANICZONA, żadnymi krępującymi ją strukturami, prawami etc., dlatego jeśli już współczesnemu KK prędzej można zarzucić, że przypomina rozsypujący się, miotany falami statek bez sternika, gdyż cierpi na kryzys przywództwa i wynikający stąd paraliż decyzyjny, przerost biurokracji i demokratyzmu bo tam, gdzie kucharek sześć... Poza tym wolę kult mający jakie takie choćby pozory racjonalności w postaci tak potępianej scholastyki, która była próbą dostosowania dziedzictwa grecko-rzymskiego do chrześcijaństwa i jego ocalenia w ten sposób, niż słodkie panteistycznie pierdolenie serwowane przez obu panów-chamów bo kończy się to natchnionymi pojebami w typie Krzysia Pieczyńskiego, szamanerką, sabatami wiedźm i carami Wielkiej Lechii, jednym słowem ordynarnym zabobonem. Jeśli ktoś nadal wątpi w to jak wielkim dobrodziejstwem było zwycięstwo kontrreformacji w Rzeczpospolitej i ocalenie w niej instytucjonalnego kościoła niech obaczy pastora Chujeckiego, dzięki temu u nas to margines a w USA podobne apokaliptyczne kanalie modlące się o wojnę nuklearną, bo to rzekomo ma przybliżyć nadejście mesjasza, zbierają całe stadiony ! Co do samej świątyni trudno właściwie nazywać ją kościołem bo bardziej przypomina zmodernizowaną wersję gigantycznej loży masońskiej, która miała stanąć tam jeszcze za ''króla-brata'' co udaremniły rozbiory, więc powinna raczej nosić miano ''Opaczności'' a za ''betonowy silos'' należy mieć pretensję do farmazonów pokroju Cegielskiego, którzy regularnie tam pielgrzymują. Opychaniu ludziom nowego totalitaryzmu w oprawie ''wyzwolenia'' służy duraczenie ''demokracją'', ''prawami człowieka'', ''Bogiem w sercu'' itp. bzdetami a wy podstarzałe durnie bierzecie w tym procederze udział,  na własną zgubę zresztą czego wam serdecznie życzę. Chuj z tym nieudacznikiem Rafałem Pedalskim czy jak mu tam ale Tymański to jednak przykre rozczarowanie, mimo wszystko miałem doń sentyment i poważanie za ''Miłość'' i jeszcze parę innych projektów muzycznych a tu taka kaszana, żenada normalnie, dno i kilka warstw mułu niczym okładka ''Fucktu'' po śmierci syna Millera - chociaż powtarzam jestem zdeklarowanym niedowiarkiem patrząc na takowe skurwysyństwo zaczynam tęsknić za trybunałem inkwizycyjnym, obu gnojom zdecydowanie przydałaby się ''kuracja ogniowa'' a przynajmniej ośla czapka, oj tak. Użyźnijcie więc glebę albo nakarmcie sobą ryby jak tego pragniecie i to jak najprędzej, bo tego waszego pierdolenia kocopołów nie sposób wytrzymać. A póki co radzę Tymańskiemu by robił to co mu wychodzi najlepiej tzn. grał, komponował itd. - i nie odzywał się przy tym ani słowem dla własnego i reszty ludzkości dobra, morda w kubeł bucu, paniał ?!''

Do powyższego mogę jedynie dodać, że z tego typu postludzkimi formami istnienia, a jest tu takowych pełno i to z tendencją wzrostową, Polskę czeka raczej mocno niewesoła przyszłość - ale o tym inną razą.

niedziela, 5 sierpnia 2018

Kielce to brzmi dumnie.

...przynajmniej czasem, nie tylko sowieckie pogromy mają miejsce w tym Ubekowie, ale bywa wydarzenia przy których wizyta Ginsberga przejazdem to śmiem twierdzić mały chu. Sięgamy do archiwalnego numeru lokalnej gadzinówki ''Echo Dna'' z poniedziałku 27 kwietnia 1981 roku pamiętnego, pomijamy wypierdzielony na dwie pierwsze strony sążnisty artykuł o wyborze towrzysza Jaskierni na przewodniczącego komunojugend i od razu skaczemy na przedostatnią 7-mą stronę, gdzie tuż przed wiadomościami sportowymi wśród informacji o ''zmianach w systemie sprzedaży mięsa i wędlin'', rozważań czy aby ''kurczak będzie na kartki ?'', wreszcie szalenie ważnej kwestii jacy laureaci zakładowego konkursu w Radomiu pojadą decyzją jury na festiwal pieśni radzieckiej w Zielonej Górze [ bynajmniej Kayah, to jeszcze nie ten czas ], wciśnięto w prawy dolny róg takie oto lakoniczne nader powiadomienie w niepozornej rubryce ''Komunikaty ''Solidarności'' :

''W ubiegły piątek i sobotę gościliśmy trzech przedstawicieli największej amerykańskiej centrali związkowej A.F.L.C.I.O. Panowie Bayard Rustin, Charles Bloomstein i Adrian Karatnycky przyjechali do Polski na zaproszenie naszej organizacji regionalnej, przesłane jeszcze w grudniu ub.r. Głównym punktem wizyty - poza rozmowami w Zarządzie Regionu - było spotkanie z przewodniczącymi komisji zakładowych w Polmo-SHL". Całe spotkanie było nagrywane i niebawem pełny jego zapis wydrukujemy w specjalnym wydawnictwie. Trudno w kilku zdaniach oddać wiernie atmosferę tego niecodziennego zdarzenia; było bardzo spontaniczne - p. Rustin zaśpiewał nawet song jaki od trzystu lat śpiewali w Stanach jego czarni przodkowie, były improwizowane przemówienia i wiele, wiele pytań i odpowiedzi z obu stron. Goście mówili dużo o olbrzymim zainteresowaniu na Zachodzie naszym ruchem, o swoim zaskoczeniu, że w Polsce jest tak spokojnie mimo całego dramatyzmu sytuacji, że "Solidarność" otwiera przed związkami zachodnimi nowe perspektywy działania, zdobywa dla wszystkich ludzi pracy na całym świecie nowe doświadczenia, budząc wszędzie podziw dla naszej walki. Było to serdeczne i podniosłe spotkanie.''

http://sbc.wbp.kielce.pl/Content/39860/Echo_Dnia_1981_nr_81ocr.pdf

Bardziej szczegółowo okoliczności tego zaiste niezwykłego wydarzenia omówiono w monumentalnej, godnej polecenia pracy Pawła Zyzaka pt. ''Efekt domina'' traktującej o wsparciu antykomunistycznych amerykańskich związkowców dla ''Solidarności'' :

''W maju 1981 r. do Polski wyprawiła się delegacja A. Philip Randolph Educational Fund [ Fundusz Edukacyjny im. A. Philipa Randolpha ]. Wyprawa miała pomóc AFL-CIO w rozeznaniu sytuacji w Polsce. W delegacji znalazł się czarnoskóry bojownik o prawa obywatelskie Bayard Rustin, któremu towarzyszyli sekretarz Charles Bloomstein oraz Research Director [ dyr. działu badawczego ] Adrian Karatnycky. Największe zainteresowanie wzbudzała sylwetka Rustina, postaci już wówczas historycznej. Amerykanie skorzystali z zaproszenia Mirosława Domińczyka, szefa MKZ Regionu Świętokrzyskiego. Jak widać wystosowała je do AFL-CIO lokalna placówka ''Solidarności'', nie zaś krajowa centrala. Wynikało to ze splotu wydarzeń i zbiegów okoliczności, lecz przeważyło wymykające się przyjętym konwencjom postępowanie Domińczyka. Szef kieleckiej ''Solidarności'' nie miał kompleksów ani względem władz PRL, ani tym bardziej wobec przywództwa ''Solidarności''. O tym, że to akurat Domińczyk wystosował zaproszenie do AFL-CIO zadecydowała wewnątrzzwiązkowa rywalizacja, ale bynajmniej nie o względy amerykańskiej centrali. Więcej o kulisach tej wewnątrzzwiązkowej gry mówi sam Domińczyk :

''Gdańsk łapał maszyny.'' - wspomina - ''Mieli swoje kontakty. Warszawa, Bujak i Kuroń mieli francuskie związki. Kielce się nie liczyły. [...] Ale oni [ Warszawa, Gdańsk - P.Z. ] mieli związki francuskie, szwedzkie, włoskie. Wszystkie socjalistyczne. My nie mieliśmy takich kontaktów. Dowiedziałem się, że związki amerykańskie bardzo chcą wspierać ''Solidarność'' i są do wzięcia. Zrobiłem zebranie i zapytałem czy ktoś ma kogoś w AFL-CIO. Zgłosił się do nas Stanisław Żak, późniejszy senator. On miał kontakt z [ Waldemarem ] Włodarczykiem, działaczem związkowym z Chicago [ i członkiem grupy ''POMOST'' - P.Z. ]. Przez tego Włodarczyka nawiązaliśmy kontakt z AFL-CIO. Nastąpiła wymiana listów i w końcu poszło nasze zaproszenie. Przyjechali do Kielc : Bayard Rustin, asystent Rustina i Adrian Karatnycky, który znał język polski ale i rosyjski [ myślał, że my wszyscy mówimy też po rosyjsku ]. Najpierw więc przyjechali do Kielc. W Kielcach podpisaliśmy umowę, że jako Region Świętokrzyski współpracujemy z AFL-CIO. Byłem demokratą, więc myślę sobie : niech Warszawa skorzysta, bo to duży region [ -:))) ].''

Ale zanim Amerykanie pojechali do stolicy Rustin zabawił jeszcze przez jakiś czas w Kielcach. Wystąpił z prelekcją w Wyższej Szkole Pedagogicznej. Wykład przyciągnął rzeszę młodych ludzi. Rustin wyjaśniał studentom paralele między tym co się dzieje aktualnie w Polsce a walką amerykańskich Murzynów o równouprawnienie. Studenci wypytywali go o Martina Luthera Kinga z którym gość się przyjaźnił. Dowiedzieli się odeń także, że 24-krotnie siedział w więzieniu. [...] Rozmowa musiała zejść na współczesne problemy Amerykanów, na ''konik'' reżimowej propagandy czyli kwestie bezrobocia oraz inne problemy natury ekonomicznej. Młodzi Polacy - przyznał potem w rozmowach z Ireną Lasotą Rustin - byli znakomicie poinformowani o wszystkim co się działo aktualnie na świecie. Wyjawili mu skąd to wiedzieli - z RWE oraz Voice of America. [...] Rustin spotkał się także z przedstawicielami ''Solidarności'' rolniczej. Był ''wstrząśnięty wysoką świadomością'' polskich chłopów. Nie omieszkał zaznaczyć, że wszędzie gdzie się pojawił traktowano go po ''królewsku''. Uwagę gości z USA przykuła - jak podaje raport, który po sobie zostawili - determinacja, brak strachu i cicha pewność siebie polskich związkowców. Otwarcie krytykowali oni system komunistyczny oraz ZSRR. Grupa Rustina próbowała zgłębić fenomen polskiego buntu. Wyliczyli cztery, zgodne ich zdaniem z polską tradycją, wyznane przez związkowców zasady : chrześcijaństwo, demokrację, socjalizm, egalitaryzm. Działacze ''Solidarności'' również zrobili na nich pozytywne wrażenie. Okazali głód informacji o strukturze i sposobie funkcjonowania AFL-CIO. Interesowały ich różne formy strajków i inne formy wywierania nacisku na władzę. Źródłem nieprzekłamanych informacji dla polskiego społeczeństwa - wnioskowali Amerykanie - jest Radio Wolna Europa, które pozwoliło fali strajkowej w sierpniu i wrześniu 1980 r. rozlać się na cały kraj. Stało się to niejako wbrew intencjom właściciela RWE. Jak wiemy, ówczesne władze USA starały się raczej zatamować z pomocą rozgłośni strajkowy pożar... W raporcie znalazło się wiele ciekawych spostrzeżeń. Wizyta papieża w 1979 r. podniosła poczucie dumy i osłabiła poczucie izolacji. [...] Autorzy raportu podkreślili, że ''nie odnotowali uczuć antysemickich w szeregach związku'' a przyjazny stosunek do Rustina był dowodem braku jakichkolwiek uprzedzeń rasowych. Amerykanie skonfrontowali własne obserwacje ze stale podnoszonymi przez propagandę sowiecką i lewicową, jak też część środowisk liberalnych i żydowskich w USA sugestiami, jakoby Polacy cierpieli na przypadłość ''antysemityzmu'' [ tak w oryg. - przyp. mój ]. ''Karnawał ''Solidarności" generalnie stworzył Polakom okazję do przezwyciężenia tego, utkanego między innymi przez sowiecką propagandę, stereotypu. [...] Do Gdańska delegację zawiózł Mirosław Domińczyk. Jak wspomina po latach, Wałęsa i jego współpracownicy, głównie ''doradcy'' [ z Geremkiem i Mazowieckim na czele - przyp. mój ], słysząc hasło współpracy z Amerykanami zareagowali alergicznie. [...] Pierwszorzędne znaczenie, podobnie jak w dyplomacji, miały kontakty bilateralne. W tym wypadku jednak otoczenie Wałęsy konsekwentnie stawiało na dystans, kierując przywództwo AFL-CIO do... kieleckiego regionu Domińczyka. Mirosław Domińczyk nie miał nic przeciwko. [...] Nie żałował, że ma być pośrednikiem, ale czy AFL-CIO chciała być dalekim kuzynem, którego należy się wstydzić ? W każdym razie podtrzymała swe relacje z Regionem Świętokrzyskim.

''Sprawa stanęła na Krajowej Komisji Porozumiewawczej - wspomina Domińczyk - Uchwalono, że skoro mam już nawiązane kontakty z AFL-CIO będę odpowiadał za nie w imieniu całej ''Solidarności''. Potem Amerykanie przyjechali jeszcze trzy albo cztery razy. [...] Nie przyjeżdżali jako AFL-CIO, więc wysyłali organizacje np. walczące o prawa Murzynów.'' [ - poniekąd słusznie, bo polscy robole, szczególnie ci z kieleckiego, byli i są ''białymi czarnuchami'', tak są traktowani - przyp. mój ] 

[...] Mirosław Domińczyk próbuje jednak zrozumieć wewnątrzzwiązkowy opór, który napotkał w ''Solidarności''. Utrzymywał swe kontakty z AFL-CIO, ale wbrew silnym trendom panującym na szczytach polskiego związku. Opór ten, jak twierdzi, narastał. Krótko po wspomnianej uchwale KKP dotyczącej współpracy z amerykańską centralą związkową, Wałęsa został wezwany do MSZ.

''Wziął mnie Wałęsa ze sobą na ten ''dywanik'' do ministerstwa'' - wspomina Domińczyk - ''Józef Wiejacz, pracownik MSZ, pytał dlaczego ''Solidarność'' współpracuje z takim strasznym związkiem jak AFL-CIO. Wałęsa się wyparł. Powiedział, że ja nawiązałem kontakty i ja odpowiadam za tę uchwałę.
''Jak to towarzyszu - powiedział do mnie minister - przecież oni z CIA współpracują ? To są nasi wrogowie.''
''Sam pan sobie odpowiedział, dlaczego współpracujemy. Skoro to są wasi wrogowie, to nasi przyjaciele. I tyle.''

Wałęsa na te słowa ponoć osłupiał. Nie wystąpił jednak otwarcie przeciw Domińczykowi, tym bardziej, że przed chwilą zrzucił na niego odpowiedzialność za współpracę z amerykańskimi związkowcami.''

[ wybór cytatów ze stron 295-302 t. I ]

- nie dziwota więc, że na jednej z podkieleckich wsi, uroczej skądinąd, gdzie obecnie pomieszkuje Domińczyk mieszkańcy nazywają go ''Mirek Amerykaniec'':)))

W uzupełnieniu informacji sięgnijmy jeszcze do niemal równie sążnistej pracy historyka Patryka Pleskota ''Za naszą i waszą Solidarność. Inicjatywy solidarnościowe z udziałem Polonii podejmowane na świecie (1980–1989)'' t. 2 :

''Trudno rozstrzygnąć, czyja pomoc i zaangażowanie były ważniejsze, czy ta dla samego ruchu „Solidarność”, czy ta dla wzmocnienia widoczności w USA działań podejmowanych przez środowiska polonijne. Zdaniem autora o sukcesie niektórych przedsięwzięć, w szczególności protestów i manifestacji oraz zbiórek pieniędzy, zadecydowała przede wszystkim pomoc amerykańskich związkowców. Ruch „Solidarność” cieszył się poparciem wielu przywódców AFL-CIO, wśród których kluczową rolę odegrali m.in.: Lane Kirkland, Tom Kahn, Tom Donahue, Albert Shanker. Wszyscy oni nie tylko przemawiali podczas wieców czy innych solidarnościowych manifestacji (których najczęściej byli zresztą współorganizatorami), lecz także dbali o to, by nadać akcjom pomocy dla „Solidarności” odpowiednie ramy organizacyjne i instytucjonalne. 4 września 1980 r. jednomyślną decyzją kierownictwa AFL-CIO powołano do życia Polish Workers Aid Fund (Fundusz Pomocy dla Polskich Robotników, PWAF) o kapitale wyjściowym 25 tys. dolarów. O powstaniu tego typu funduszu marzył już w 1970 r. (po tragedii grudniowej) redaktor Jerzy Giedroyć. Na początku 1981 r. na koncie funduszu było już ponad 160 tys. dolarów. Środki te pochodziły z wpłat dokonanych przez poszczególne organizacje związkowe, ze zbiórek oraz ze sprzedaży koszulek i innych solidarnościowych gadżetów. W tym samym okresie pomoc materialna ze strony zachodnioeuropejskich związkowców była zdecydowanie mniejsza. W przekazywanie pieniędzy dla „Solidarności” od samego początku zaangażował się A. Philip Randolph Institute, którego przedstawiciel rozmawiał w połowie września 1980 r. z Lechem Wałęsą i Jackiem Kuroniem. Kierujący Instytutem Bayard Rustin odwiedził Polskę po raz pierwszy jeszcze pod koniec lat siedemdziesiątych. Kolejny raz przyleciał do Polski wiosną 1981 r., kiedy podczas dziesięciodniowej wizyty rozmawiał z wieloma osobami, w tym także z Lechem Wałęsą. Zaplanowana początkowo na 15 minut rozmowa przeciągnęła się na kolejną godzinę podczas wspólnego obiadu. Po 13 grudnia 1981 r. charyzmatyczny, czarnoskóry Bayard Rustin (kiedyś prawa ręka Martina Luthera Kinga) wielokrotnie przemawiał na prosolidarnościowych manifestacjach w miastach na Wschodnim Wybrzeżu. Po ogłoszeniu stanu wojennego, 21 grudnia 1981 r., przy sekretariacie AFL-CIO po-wołano „Grupę Roboczą ds. Polski” (Task Force Poland), w której skład weszli nie tylko związkowcy, ale również: Jan Nowak-Jeziorański, Zdzisław Dziekoński, przedstawiciele działających w Waszyngtonie organizacji Poland Watch i Towarzystwa Przyjaciół „Solidarności”. Całością prac kierował wspomniany Tom Kahn.''

[ str. 159-60 ]

- aby nie było tak słodko przytoczmy informacje zawarte parę stron dalej :

''Z czasem wsparcie ze strony AFL-CIO stało się mniej widoczne. Do naturalnego procesu zmęczenia i „zużycia materiału” dochodził także problem natury politycznej i ideologicznej. Amerykańskie związki zawodowe w naturalny sposób walczyły z (często anty-związkową) polityką prowadzoną przez administrację Ronalda Reagana. Tymczasem dla wielu działaczy polonijnych, ale przede wszystkim dla wielu działaczy „Solidarności”,którzy po 13 grudnia 1981 r. przyjechali do USA jako „polityczni uchodźcy”, prezydent USA był symbolem zdecydowanej antykomunistycznej postawy. Na tym tle zaczęło dochodzić coraz częściej do nieporozumień. Ich wymownym przykładem był incydent podczas manifestacji związkowej z okazji Labour Day (Dnia Pracy) 3 maja 1984 r. w Nowym Jorku: „Brian McLauglin z Federacji Związków Zawodowych w Nowym Jorku, który przyjął zgłoszenie Polaków do udziału w defiladzie, zapewnił ich, że treść transparentów nie będzie cenzurowana. W istocie nie była. Ale stało się o wiele gorzej, niż gdyby była. Polacy biorący udział w pochodzie w koszulkach z napisem »Solidarność«, niosący transparent wyrażający wdzięczność nie tylko związkom zawodowym Stanów ale również i prezydentowi Reaganowi, zostali zaatakowani przez tzw. milicję porządkową AFL-CIO. Transparent został zniszczony, a kilku polskich uczestników pochodu zostało tak pobitych, że wymagali pomocy ambulatoryjnej''. Podobny incydent powtórzył się dwa lata później, podczas manifestacji 1 maja 1986 r.: „byli internowani, członkowie »Solidarności« włączyli się do parady. […] Przygotowane przez nich plansze, tworzące napis »Dziękujemy Ronaldowi Reaganowi i AFL-CIO za ich pomoc dla »Solidarności« i narodu polskiego«,zostały im odebrane siłą przez amerykańskch działaczy związkowych. Znów doszło do rękoczynów”. Pomimo tych nieporozumień centrala AFL-CIO (za pośrednictwem AFL--CIO Free Trade Union Institute) nadal pośredniczyła w przekazywaniu przyznawanych co roku przez NED dotacji dla Biura Koordynacyjnego NSZZ „Solidarność” za Granicą w Brukseli (300 tys. dolarów w 1984 r., 540 tys. – w 1985 r., 304 tys. – w 1986 r., 412 tys. – w 1987 r.,375 tys. – w 1988 r.), a także w wielu innych działaniach na rzecz ruchu „Solidarność”.''

[ str. 162-3 ]

http://www.academia.edu/36920918/29._P._Pleskot_red._Za_nasz%C4%85_i_wasz%C4%85_Solidarno%C5%9B%C4%87._Inicjatywy_solidarno%C5%9Bciowe_z_udzia%C5%82em_Polonii_podejmowane_na_%C5%9Bwiecie_1980_1989_t._2_Pa%C5%84stwa_europejskie_Warszawa_2018_ss._784

''Kolorytem'' całej sprawy jest, iż wspomniany Rustin i Tom Kahn byli homoseksualistami tworząc przez pewien czas nawet parę... A więc tak : z inicjatywy działaczy lokalnej ''S'' z Mirosławem Domińczykiem na czele zupełnie niezależnie od wałęsowo-geremkowo-kuroniowej ''centrali'' zjeżdża zza oceanu do Kielc i zapyziałej komuny dwóch żydowskich związkowców i czarny bojownik o równouprawnienie ''Afroamerykanów'' a nie dość, że Murzyn to jeszcze pedał przy tym, wygłasza on żarliwą mowę ubarwioną wykonaniem ''negro spirituals'' na miejscowej ubeckiej de facto uczelni dla nastawionych antysowiecko słuchaczy i wszędzie jest wraz z resztą delegacji serdecznie przez nich goszczony - czyż to nie piękne ? Endokomuna zapewne znajdzie w tym potwierdzenie swoich mokrych fantazji na temat genezy ''Solidarności'' w żydo-trockistowskiej i homoseksualnej międzynarodówce, z kolei dla lewaków jest to bardzo kłopotliwy raczej kamień do zgryzienia - jakże to tak, lewicowi geje przeciw komunie, jeden w dodatku ''afroafrykanin'' z otoczenia samego Kinga, wspierający pogardzanych białych roboli, polskich wąsatych dżanusów ? Niemożebne - a jednak, i satysfakcji z całego obrotu spraw nie psuje mi nawet fakt, iż pośrednik dzięki któremu nawiązano z Kielc kontakt z centralą związkową w USA czyli Stanisław Żak był kapusiem miejscowej komendy MO oraz SB o ksywie ''Piotr'' [ cytuję za Zyzakiem ] a więc cała rzecz przebiegała pod kontrolą wiadomych służb, bo też i w ówczesnej rzeczywistości ustrojowej raczej nie mogło być inaczej. Niemniej i tak bomba jak dla mnie bowiem rozpierdala schematy w obie strony, zadaje kłam rzekomemu monopolowi lewactwa na reprezentowanie tak praw robotników jak i wszelkich ''uciskanych mniejszości'', tu z murzyńską i homoseksualną włącznie, z kolei dostaje się też kurwinowej kucerii głoszącej bezmyślnie za Dżanusem jakoby związki zawodowe i walka o godne warunki pracy oznaczały z automatu ''socjalizm'' i prokomunistyczne ciągoty - taki ch... pani Jolu. Owszem, to właśnie wielki biznes amerykański i finansjera z Wall Street umoczona w kredytowanie komunistycznych reżimów, a nawet wielu przedstawicieli tamtejszej klasy średniej i small businessu kręcących z czerwonymi interesiki było z tej racji bardziej skłonnych zajmować koncyliacyjną, ''odprężeniową'' postawę w toczącej się wówczas ''zimnej wojnie'' niż nieprzejednanie antysowiecka od początku większość amerykańskich związkowców, choć i w tamtejszym ruchu robotniczym mieliśmy rzecz jasna do czynienia z komunistyczną infiltracją, tyle że problem ten równie o ile nie większym stopniu dotyczył także stricte wolnorynkowych liberałów i prawicy, stąd żadną miarą nie należy utożsamiać walki o poprawę warunków pracy z filosowietyzmem, wręcz agenturalnością na rzecz ZSRR czy maoistowskich Chin - dowodem najpotężniejsza wtedy centrala związkowa w USA, wspomniana AFL-CIO czy nasza ''Solidarność'' [ po szczegóły odsyłam do monumentalnej jako się rzekło książki ''Efekt domina'' Zyzaka, któremu wprawdzie ostatnio przytrafia się wygadywać niemożebne farmazony na temat rzekomej ''ruskiej agenturalności'' Trumpa - być może niebagatelny wpływ na kolportowanie przezeń bzdetów sfrustrowanych neokoszerwatystów ma fakt, iż jego małżonka ma na imię Estera:))) - niemniej należy mu się szacunek za ogrom pracy jaki wykonał przy kompilacji materiału, żmudnej kwerendy niezbędnej dla rzetelności badań na których oparł swe ustalenia, dlatego warto przebrnąć przez oba tomiszcza ]. I jeszcze ten obsrany Wałęsa oraz popłoch jego ówczesnych dworaków z Geremkiem na czele przerażonych niezależną inicjatywą kieleckich ''solidarnościowców'', którzy pokazali im wała nawiązując samodzielnie kontakty z wrażymi imperialistami zza oceanu - wyborne ! A jeśli przyjmiemy nawet, że operacja ta nie tylko była kontrolowana przez komunistyczną bezpiekę co wręcz stanowiła jej inicjatywę znaczy jedynie, że ubecki grajdół jakim jawią się Kielce, robiący obecnie wraz z całym regionem Świętokrzyskiego za rezerwuar białych Murzynów na budowy Krakowa i połowy Europy, odgrywa o wiele ważniejszą rolę na nieformalnej mapie kraju niż by się na pierwszy rzut oka zdawało...

Przy czym mój entuzjazm nie jest podyktowany specjalną admiracją dla ''walki o prawa pracownicze'' a uznaniem dla samej strategii zwalczania podobnego podobnym - nie było lepszego sposobu ugodzenia w samo serce i obnażenia hipokryzji reżimów roszczących sobie pretensje do sprawowania ''dyktatury proletariatu'' niż wykorzystanie mającego realne podstawy buntu robotników wobec swych komunistycznych nadzorców i wyzyskiwaczy. Podobnie dziś, gdy o ironio środki rzekomej ''emancypacji'' okazują się narzędziami realnej ''reakcji'' - ''tęczowi'' geje homofaszystami, ''wyzwolone'' kobiety mniej lub bardziej dobrowolnymi niewolnicami [ kapitału, mężczyzn, innych kobiet ] a ubóstwiany Inny, którego rzecznikiem samowolnie mianowała się lewica rasistą, seksistą, ''homofobem'', fanatykiem religijnym etc. z czego trafne wnioski wyciągnęła tzw. ''alt-prawica'', ale o tym może inną razą.

sobota, 21 lipca 2018

Nekropersona czyli człowiek-kompost.

Jeśli ostatnie wpisy mogły wydać się nazbyt ''ezoteryczne'', hermetyczne w swej tematyce i podejmowanych zagadnieniach, dziś dla równowagi zstąpimy wgłąb materii, istne anus mundi... Zanim jednak przystąpimy do penetracji od-bytu Natury parę słów wyjaśnienia by uniknąć nieporozumień : nie należy mylić sprzeciwu wobec globalizmu z służącymi mu za pretekst do narzucenia hegemonii kwestiami, którymi cynicznie posługują się jego aktywiści np. nie ma niczego złego we właściwie pojętej ochronie środowiska, przechadzka po okolicznych lasach i widok walających się tam ''dzikich'' wysypisk, opon, butelek i wszelakiego śmiecia w rzekach i strumieniach etc. wystarczy by przekonać się, że rodakom przydałaby się solidna edukacja a jak trzeba i srogie kary, żeby wreszcie przestali robić wokół siebie syf sr...ąc de facto na swoją głowę. To samo tyczy obecnego renesansu ''ludowizny'', która dzięki zasadzie ''myśl globalnie - działaj lokalnie'' przestała być obciachem a stała się wręcz modna wśród stołecznej hipsterki zjeżdżającej na potańcówki u nas do Sędka czy urządzającej je u siebie, terminującej u ostatnich mistrzów gry na harmonii czy wiejskich skrzypcach odkrywając zarazem dizajnerski potencjał pasiaków łowickich itp. Wszystko fajne pięknie i naprawdę bardzo mnie to cieszy, problem w tym, że ktoś tu nam przy okazji próbuje ożenić kilo szitu czego przykładem choćby skłamany od początku do końca zespół R.U.T.A. zjeba Szajkowskiego rzekomo bazujący na ''autentycznych nieznanych tekstach przyśpiewek'' a w rzeczywistości stalinowskim agitpropie Przybosia i radzieckich politruków z lat 50-ych jak ujawnił to Jacek Podsiadło, ich były ''kierownik literacki'', który pożarł się o coś z nimi, pewnie o ''pryncypia'' czyli kasę jak to zwykle u komuchów bywa [ feministyczną mutacją tej a-kulturowej patologii są takie projekty jak ''Pochwalone'' czy ''Same Suki'', adekwatna nazwa skądinąd ]. Podobnie z niejedzeniem mięsa, weganami, frutarianami etc. co wcale nie musi zaraz oznaczać, choć może niestety całkiem już oszalałego z nienawiści obrońcę zwierzątek, prawdziwego eko-terrorystę gotowego zaszczuwać rzeźników publikując ich zdjęcia wraz z danymi na stronach w necie czy rozlepiając szkalujące plakaty w miejscu zamieszkania a w końcu atakować fizycznie, członków rodzin włącznie z dziećmi nie oszczędzając tak jak miało to miejsce choćby we Francji.

No, tośmy se wytłumaczyli co i jak można więc przejść do zasadniczego tematu niniejszego posta to jest zreferowania konceptów kolejnej po przywoływanym tu Heńku Skolimowskim rodzimej ''ekozofki'' p. Ewy Domańskiej w ramach głoszonej przez badacz-kę ''post-humanistycznej eko-nekrofilii''... Zasadnicze jej tezy zostały wyłożone w pracy pt. ''Nekros. Wprowadzenie do ontologii martwego ciała'' wydanej w tym roku przez PWN, więc nie byle jaką instytucję, to jakby kto zastanawiał się z jakiej dooopy wyciągnąłem podobne bzdury, czytelnik drapiący się w głowę podczas lektury czy aby już do reszty mi nie odjebało i przeginam totalnie robiąc sobie ordynarne jaja ze śmierci będzie mógł przekonać się, że bynajmniej niestety bo na dowód przytoczę na koniec linki do artykułów i pism autorki oraz entuzjastycznych niemal w tonie ich recenzji. Warto przy tym mieć na uwadze iż poszło na to prawie 130 000 PLN z grantu Narodowego Centrum Nauki za rządów PO-PSL, to wprawdzie nic przy milionach na brednie Środziny czy Engelking-Boni z tego samego źródła, ale mimo wszystko pożyteczniej byłoby już dać tę kasę byle żulowi na przepicie [ to też pod adresem klnących szpetnie na beneficjentów ''pińcset'' ]. W pełni podzielam opinię wyrażoną kiedyś przez jednego z blogerów na coryllusowej ''Szkole Nawigatorów'', że prawdziwi patostreamerzy działają nie przed kamerkami w swoim domu, ale na uczelnianych katedrach, mowa tu o kreaturach pokroju Janion : ''Biorcy jej patostreamu, wszyscy doktoranci i studenci, mają przeświadczenie, niczym właściwie już dzisiaj nie poparte, że oto stoją na ramionach olbrzyma, a prawda jest taka, że chyboczą się jedynie próbując złapać równowagę na głowie pigmejki'' - jak ulał pasuje to w tym kontekście co będzie do okazania. Błędem byłoby jednak typowo prawackie śmieszkowanie z durnych lewaczek bowiem baba jest nie byle kim, to stypendystka Fulbrighta w Berkeley obecnie wykładająca jako ''visiting professor'' na uniwersytecie Stanforda, jednej z najbardziej prestiżowych uczelni na świecie przodującej min. w biotechnologii, stąd można traktować lansowaną przez panią badacz ''nekroutopię'' jako swoisty pas transmisyjny przeszczepiający na nasz grunt tzw. California Ideology - konglomerat technokratycznych wizji, cybernetyki i post- lub transhumanizmu ukonstytuowany na zachodnim, ''progresywnym'' wybrzeżu USA w latach 90-ych, dlatego warto przyjrzeć się co w globalnej trawie piszczy czy raczej przedagonalnie rzęzi. Znamienne zresztą iż w niedawnych prawyborach na gubernatora Kalifornii po raz pierwszy wystartował kandydat jawnie głoszący transhumanistyczny program polityczny, można się z tego śmiać ale biopolityka staje się chcemy tego czy nie kluczową bodaj kwestią naszych czasów na równi z tradycyjną rywalizacją o zasoby ludzkie, kapitałowe i surowcowe nadając jej nowy charakter i coraz częściej musimy mierzyć się z bezprecedensowymi w dziejach problemami jak makabrycznie brzmiące ''pośmiertne poczęcie'' tj. czy dziecko powstałe wskutek ''pozaustrojowego zapłodnienia'' z zamrożonej spermy ojca już po jego śmierci może dziedziczyć na równi z urodzonymi za życia potomkami a jeśli tak to na jakich zasadach [ w USA rzecz jest ustalana na poziomie stanów i zdecydowana większość z nich posiada już odpowiednie regulacje w tym względzie, zwykle dość liberalne ], pomijam status takowego nasienia i skoro jak mówią niektóre prawnicze analizy można je traktować jako ''współ-własność'' małżonków lub partnerów to czy rezerwując je tylko do zapłodnienia żony albo konkubentki nie ingerujemy zanadto w prawo dysponowania nią, sądzę że wielu ''wolnorynkowcom'' pożądanym rozwiązaniem wydałoby się powołanie swoistej ''giełdy spermy'' na której można by obracać ''materiałami pochodnymi'' od ludzkich samców traktowanych jako ''byki rozpłodowe'':) Groteskowy koncept, ale już nie takie bzdury doczekały się realizacji, skoro można handlować powietrzem spekulując ''limitami CO2'' a nawet wskutek porachunków prawdziwej mafii klimatycznej parę osób we Francji nie przeżyło spotkania z ''seryjnym samobójcą'', to w sumie why not ?

Żarty żartami przejdźmy jednak wreszcie po tym niezbędnym wstępie do sedna czyli programu konceptualnej ''eko-nekrofilii'' Domańskiej - otóż w obranej przez nią naturalistycznej optyce cmentarze i pomniki ''eksterminują'' krajobraz, są niedopuszczalną ludzką ingerencją weń i przejawem śmiesznych ''edypalnych'' pretensji do uwiecznienia jednostki daremnie próbując przerwać cykl ''swobodnych przepływów'', obieg pierwiastków w przyrodzie zapewniany przez gnicie, drugi po fotosyntezie z zasadniczych procesów odtwarzającej się tym sposobem natury. Dlatego postuluje ich likwidację lub przynajmniej zastąpienie tradycyjnych epitafiów suchymi informacjami o aktualnym stanie rozkładu zwłok zaś lastrykowych nagrobków i nieekologicznych trumien wykonanych z drewna biodegradowalnymi urnami zawierającymi sadzonki drzew coby drogi zmarły na co się przydał po śmierci służąc za kompost [ zresztą polscy rzemieślnicy już od dawna ponoć takowe robią z wikliny póki co eksportując je na Zachód, głównie do Wlk. Brytanii ale czekać tylko jak wraz z postępami sekularyzacji i upowszechnianiem się eko pierdolca, mody na weganizm itp. postaw również u nas stanie się to popularne ] - jednym słowem grozę śmierci powinna nam osładzać radosna dla każdego ekologicznego kołtuna perspektywa stania się pokarmem dla robali i nawozem. Nie może więc dziwić, że pani transhumanistka jest radykalną przeciwniczką dokończenia ekshumacji w Jedwabnem poświęcając cały rozdział omawianej pracy krytyce przedsięwzięcia jako ''patologii sprawiedliwości tranzytowej'' i przejawu ''polskiego cmentarnego patriotyzmu'' [ ''pols/kość'' jak określa go Domańska w językowej manierze poststrukturalistów ] bowiem wedle niej ''naruszyłoby to równowagę w przyrodzie'' zaburzając naturalny ''proces powstawania nekropersony'', serio kurwa. Konsekwentnie neguje też formy upamiętnienia ofiar ludobójstwa takie jak muzeum w Oświęcimiu, bynajmniej nie oburza jej bezczelne zawłaszczenie przez Żydów na wyłączność Zagłady i zbijanie na niej kapitału politycznego i finansowego, ale w ogóle kwestionuje samą potrzebę oddawania im w ten sposób czci bez względu na ich przynależność narodową, rasową, wyznaniową etc. jako rzekomo ''uprzedmiotawiającego'' trupa, w kontrze rozpatrując pozytywnie fakt rozproszenia szczątków pomordowanych w anonimowych mogiłach co pozwala dostrzegać ich obecność w rosnących tamże drzewach, kwiatach czy stojących na miejscu pochówku domach w myśl postulowanego przez nią ''nowego animizmu'', pan-witalistycznej wizji świata wszechobejmującej przyrody, gdzie każda śmierć jest tylko niezbędnym momentem w kontinuum życia.

Mógłbym długo jeszcze referować kocopoły ''ekolożki'', ale tego co tu przytoczyłem chyba aż nadto, wnioski zaś jakie stąd płyną są upiorne, iście otchłanne - stwarza to choćby, cóż z tego że wbrew intencjom autorki, podstawę dla zalegalizowania zoofilii czy nekrofilii bo za tabuizacją takowych ''aktywności seksualnych'' [ czyt. ohydnych zboczeń, póki co... ] stoi przecież antropocentryczny ''szowinizm gatunkowy'', mocne przeświadczenie o nienaruszalności granic między ludźmi a zwierzętami i szacunek dla zwłok tych pierwszych służy potwierdzeniu wyróżnionej pozycji w świecie natury, gdy więc w post-humanistycznej perspektywie podobne ostre rozgraniczenia zanikają zastępowane neutralnym statusem ''persony'' jaki równie dobrze może określać żywego człowieka co i trupa, zwierzę a nawet kamień to dlaczegóż by nie ? Skoro jak pisze Domańska ''podstawę humanistyki ekologicznej stanowi ontologia związków promująca zarówno ludzkie relacje międzykulturowe, jak i związki międzygatunkowe'' to czy można sobie wyobrazić dosadniejszą ich formę jak seks, w imię czego bronić wszelkim istotom spełnienia ? To samo jeśli idzie o kopulację z trupami czy kanibalizm - ''oszalały pracownik prosektorium'' podniecony ludzkim rozkładem, którego opiewała onegdaj kultowa formacja ''Necrophil'' nomen omen staje się figurą wyzwolonego z pęt szowinizmu gatunkowego post-człowieka, nie ma też powodu by nie wpierdolić póki jeszcze ciepły nieboszczyka skoro i tak ma użyźnić glebę, po co czekać aż mozolnie przejdzie w życiodajne soki roślin, lepiej od razu zabrać się do rzeczy. Idąc za tym całkiem realną staje się możliwość powołania burdelu ze zwłokami albo ludźmi w stanie śpiączki farmakologicznej - dr Willard Gayllin, jeden z pierwszych i czołowych amerykańskich ''bioetyków'', noszący to miano chyba na urągowisko, entuzjasta manipulacji genetycznych i transhumanizmu zajmujący się tymi zagadnieniami już od późnych lat 60-ych, mówi wprost z aprobatą o traktowaniu człowieka jako rezerwuaru organów, ''części zamiennych'' wedle jego określenia i surowca dla doświadczeń medycznych, w takowym ''użytkowym'' podejściu nie widać więc przeciwwskazań co do postępowania z nimi w równie nikczemny sposób. Na marginesie : ''przeszczep serca'' czy innego narządu jest podobnie jak ''operacyjna zmiana płci'' semantycznym oszustwem - człowiek to nie silnik z którego można dowolnie wyjąć jakąś część by wmontować go w innym, organizm zawsze odrzuca rzekomy ''przeszczep'' stąd niezbędnym jest przy tym podawanie specjalnych leków, które opóźniają jedynie nieuchronne, ''pobrane'' organy zaś muszą być ukrwione a więc serce ''dawcy'' bić, dlatego niby ''trupom'' jakim się je de facto wydziera serwowane są środki znieczulające, tak przynajmniej dzieje się w Niemczech bo już w Polsce, ''krainie pavulonu'', ponoć nie... Radzę więc zachować dystans wobec propagandy ''przeszczepowego'' nekrobiznesu jeśli nie chcesz drogi czytelniku, by krojono cię na żywca po tzw. ''śmierci mózgowej'' dla kasy i w imię chorej biotechnologicznej ideologii. Zawsze jednak można próbować samemu tak jak wspomniani przez Domańską w wykładzie jaki przytoczę na końcu przedstawiciele subkultury ''transableism'' dobrowolnie dokonujący amputacji zdrowych kończyn by zastąpić je bionicznymi protezami... choć ci akurat raczej chcą stać się cyborgami, ale tak czy siak mamy do czynienia z dążeniem do przekroczenia ludzkiej kondycji, ruchem transgresji ku maszynie, zwierzęciu, materii nieożywionej, w praktyce rozpuszczeniem się człowieka w kompoście [ już teraz działają firmy takie jak szwedzka a jakże ''Promessa Organic Burial'' oferująca przemianę ''drogiego zmarłego'' w ekologiczny nawóz, choć na szczęście w świetle prasowych doniesień przedsięwzięcie okazało się chyba zbyt ''progresywne'', w Norwegii zaś jak podaje w jednym z przypisów badaczka powszechną praktyką jest wpuszczanie wapna do grobów, nazywa się toto ''rehabilitacją cmentarzy'' ]. 

Najpoważniejszy zarzut wobec wizji ''eko-nekro'' Domańskiej stanowi, iż nie tylko nie sposób na jej gruncie rzetelnie potępić ludobójstwa ale wręcz wygląda ono w tym kontekście na pożyteczny fenomen użyźniając zwłokami pomordowanych glebę, wzmagając proces ''humifikacji'' na którego cześć pieje peany autorka i przyśpieszając cyrkulację pierwiastków w przyrodzie, dostarczywszy jej obficie życiodajny węgiel wskutek gnicia trupów stających się domem i pokarmem mnóstwa żyjątek, grzybów, bakterii oraz czerpiących z nich soki drzew i innych roślin porastających zbiorowe mogiły. Nie ma więc żadnej przesady w tym, by nadać tytuł ''wielkich ekologów'' i ''dobroczyńców natury'' Leninowi-Hitlerowi-Stalinowi-Mao czy Pol Potowi, szczególnie temu ostatniemu bowiem preferował ''przyjazne planecie'' metody eksterminacji zastępując trudno biodegradowalną kulę ołowiu ''czystym'' ciosem motyki w potylicę a zamiast produktów przemysłu typu trujący gaz stosując tradycyjne zaharowywanie na śmierć przy pracach polowych ponad siły, morzenie głodem itd., słynne ''pola śmierci'' zaś jawią się tu jako gigantyczne kompostowniki... Oczywiście Domańska żywi na tyle resztek przyzwoitości, a może zwyczajnej obawy przed naruszeniem politpoprawnych tabu by posunąć się do czegoś takiego, tyle że potępiając ludo- a nawet ''ekobójstwa'' posługuje się całkowicie nieuzasadnionymi dychotomiami na gruncie obranego przez nią holistycznego, pan-witalistycznego obrazu rzeczywistości, na tym zresztą polega zasadnicza aporia ekologizmu w ogóle, który traktuje ludzkość jako część przyrody o nie wyróżniającym się niczym istotnym statusie gatunkowym a zarazem posądza ją o ingerencję w świat natury - nie ma ''ingerencji'' od wewnątrz, no chyba że mowa o auto-agresji, ale nawet wówczas mielibyśmy do czynienia z naturalnym jak najbardziej procesem, więc w czym problem ? Tak czy siak w tej optyce działalność przemysłową człowieka na równi z popełnianymi przezeń masowymi zbrodniami należy rozpatrywać jako coś podobnego przemianom geologicznym wręcz, przedłużenie i intensyfikację co najwyżej przyrodniczych fenomenów, zwłaszcza sumujące te aktywności ''fabryki śmierci'' takie jak Kołyma czy Auschwitz. Domańska dla podkreślenia rzekomej dystynkcji jaka wg niej ma tu zachodzić odwołuje się do mieszczańskiej, infantylnej wizji natury jako przestrzeni współ-zależności i zgodnych działań wszelkiej żywiny ignorując potężną dozę przemocy jaką świat przyrody zawiera [ choć rzecz jasna nie można go doń redukować, ale i przeczyć temu jak to czyni ] - przecież pojawienie się zwłok w środowisku jest zwykle skutkiem agresji czy to innych zwierząt czy chorobotwórczych bakterii i wirusów, niektóre pasożyty potrafią jak dziś już wiemy nawet wpływać na zachowanie swoich żywicieli osłabiając ich instynkt samozachowawczy np. zarażone owce podchodzą do drapieżników, nie uciekają przed nimi co w rezultacie zapewnia wewnętrznym agresorom przejście do innego organizmu, sam trup także staje się przedmiotem zaciekłej rywalizacji padlinożerców, choćby niedźwiedzi z wilkami, tych z kolei z ptakami a ich wszystkich między sobą, wyrastające na ścierwie rośliny również w niczym im pod tym względem nie ustępują walcząc o dostęp do Słońca etc. etc. Dlaczego więc potępiać ludobójstwo, na jakiej to podstawie skoro tu jak i tam mamy do czynienia z analogicznymi procesami mordu i rozkładu zapewniającymi witalny obieg materii w przyrodzie a jego człowieczy sprawca nie dysponuje wyróżnioną pozycją w post-humanistycznej wizji świata, jest rzeczą jak ptak, ryba czy kamień podległym jednako prawom natury - tylko dlatego, że uzupełnione o ludzki komponent racjonalnej selekcji i kontroli oraz specyficzne dla homo sapiens perfidne formy okrucieństwa ? Żadne to kryterium, przecież tak czy siak wszystko jedno i to samo w myśl ''nowego animizmu'':) Skoro ekologiczną wrażliwość p. Domańskiej tak rażą ''eksterminujące krajobraz'' cmentarze i pomniki powinno przypaść jej do gustu rosyjskie podejście do miejsc zagłady, komunistycznej eksterminacji zwane przez mniej uświadomionych, nie tak otwartych i postępowych jak ona ''barbarzyństwem'' bo obywające się zwykle bez zbędnych ingerencji w świat przyrody za pomocą upamiętniających ofiary monumentów czy ''naruszających równowagę natury'' ekshumacji, pozwalające rozpadać się w syberyjskiej głuszy i zarastać ostatnim pozostałościom Gułagu a walającym się wszędzie szczątkom niepogrzebanych należycie przemieniać w życiodajny humus lub stawiać na miejscu zbiorowych mogił bloki, boiska osiedlowe, fabryki, wysypiska śmieci czy sadzić drzewa i klomby, o zwłaszcza to ostatnie jakże ''eko-nekro'' ! [ patrz wstrząsający dla ''zacofanych'' cykl fotografii Tomasza Kiznego pt. ''Topografia terroru'' ]. Nie mówiąc już, że w kontekście śmierci rozpatrywanej jako niezbędny element jedynie w kontinuum życia niespodziewanej witalności nabiera nie tylko żerująca dosłownie na Zagładzie ''religia holocaustu'' ale i tak potępiany przez nią ''cmentarny patriotyzm'' Polaków, owa ''pols/kość'' wedle jej określenia - to już nie forma tanatycznego, nekrofilnego wręcz opętania jak dla innej mądrali Bielik-Robson a życiodajny kult w takim razie czerpiący energię z ziemi i grobów naszych męczenników do kurwy nędzy ! No i co w takim razie z abortowanymi płodami, nawet jeśli uznamy je za ''przedludzi'' i tak w post-humanistycznej optyce są stworzeniami żywymi tak czy siak zasługującymi na szacunek, stąd niedopuszczalnym jawi się z ekologicznego punktu widzenia traktowanie ich jako surowiec dla produkcji przemysłowej jak to się dzieje choćby z ''ludzkimi liniami komórkowymi'' w niektórych szczepionkach pozyskiwanymi z żyjących człowieczych embrionów.

Dobra, pora z wolna ''eutanazować'' ten wpis nomen omen - na plus Domańskiej należy policzyć podjęcie próby ogarnięcia nadchodzącego biotechnologicznego ''neobarbarzyństwa'', postępującej zapaści cywilizacyjnej wskutek paradoksalnie postępu naukowego [ koresponduje z tym ''nowym totemizmem'' wspomniany przez nią w wyżej pomienionym wystąpieniu napływ pozaeuropejskich migrantów przynoszących ze sobą dawno zapomniane na naszym kontynencie pierwotne formy religijności ], tyle że wnioski które wyciąga z tej sytuacji są totalną porażką co zostało okazane. Należy przy tym dodać, iż nie jest to zjawisko nowe - jak pisze Tadeusz Nasierowski w znakomitej dla odmiany pracy ''Z czarta kuźni rodem...'' traktującej o stanie rosyjskiej nauki w pierwszych dekadach sprawowania władzy przez bolszewików ze szczególnym uwzględnieniem tamtejszej psychofizjologii :

''Spośród nauk przyrodniczych biologia okazała się być najbardziej podatna na wpływy aparatu partyjno-administracyjnego, zaś tzw. biologia miczurinowska i pawłowizm stanowiły koronne przykłady posługiwania się nauką do celów ideologicznych i politycznych. [...] Wynikało to z faktu szczególnego upodobania ideologów sowieckich do biologii, którą mieli w zwyczaju traktować jako podstawowe pole walki światopoglądowej. [...] Co ciekawe dążenia te znalazły pozytywny odzew wśród biologów, którzy bardzo chętnie posługiwali się frazeologią marksistowską w interpretowaniu wyników prowadzonych przez siebie badań. [...] Wśród ideologów sowieckich istniała duża skłonność do wyjaśniania zjawisk społecznych przy pomocy terminologii zapożyczonej od nauk biologicznych. Wyrażało się to w utożsamianiu prawidłowości rozwoju społecznego z prawami biologicznymi [ darwinizm społeczny ], w poszukiwaniu sposobów skutecznego oddziaływania na zachowania społeczne [ refleksologia społeczna ], w wypracowywaniu metod wykorzystania genetyki do ''udoskonalania'' człowieka [ eugenika ] oraz w wyznaczaniu granic wykorzystania uogólnień wynikających z teorii Freuda w ideologii marksistowskiej.''

- a więc już blisko 100 lat temu w ''najbardziej przodującym kraju świata'' miała miejsce ideologiczna instrumentalizacja nauk biologicznych spotykająca się, podkreślmy to z całym naciskiem, z pozytywnym odzewem wśród uczonych, nawet tak jawnie krytycznych początkowo wobec komunistów jak Pawłow, godzili się jednak na to a wręcz chętnie brali udział w procederze w zamian za status pupilów reżimu, płynące stąd apanaże i deszcz orderów, możność robienia międzynarodowej kariery dla najlepszych wspieranej autorytetem państwa a nade wszystko prowadzenia dzięki temu kosztownych badań, utrzymania laboratoriów i zespołów naukowców. Warto pamiętać, że ''uczony też człowiek'' nie pozbawiony typowo ludzkich słabości jak pycha, nadmierne ambicje, małostkowa zawiść itp. bo o tym banale wydawałoby się zwykle przeciętniacy zapominają traktując często intelektualistów niczym herosów, nadludzi niemal wyposażonych w ''boską'' moc a tak kurwa nie jest ! Dlatego podobne procesy zachodzą obecnie również w ''wolnym świecie'', gdzie kontrola nad nauką nie jest tak ścisła jak w ZSRR, ale zwykła potrzeba funduszy czy omerta środowiskowa działa często skuteczniej niż państwowa cenzura i terror.  

Tym bardziej więc należy przypomnieć iż zarówno komunistyczne jak i nazistowskie obozy koncentracyjne będące gigantycznymi laboratoriami makabrycznych eksperymentów na człowieczej duszy i ciele, poddawania ludzi ekstremalnym próbom na tle których rażenie prądem szczurów czy małp jawi się niczym niewinne igraszki, wykazały dobitnie iż powrót do natury nie jest nam dany bowiem jesteśmy zwierzętami nienaturalnymi jakby to paradoksalnie nie zabrzmiało - człowiek sprowadzony do swych animalnych, wegetatywnych wprost poziomów egzystencji obumiera w duchu stając się ''muzułmanem-dochodiagą'' i jeśli proces ten nie zostanie powstrzymany wkrótce idzie za tym już śmierć dosłowna jak najbardziej, fizjologiczna zapaść i koniec. Zadziwiające, że Domańska poświęcając temu granicznemu doświadczeniu sporo miejsca w swej pracy zdaje się być kompletnie ślepa na płynące stąd konsekwencje - dlatego na koniec powtórzę jeszcze raz z całym naciskiem na jaki mnie stać bo chciałbym aby wybrzmiało to na tyle mocno by każdy pojął wagę poruszanego tu zagadnienia, iż na gruncie ideologii ''eko-nekro'', holistycznej, panwitalistycznej wizji kosmosu, gdzie śmierć jest niezbędnym elementem w kontinuum życia, każdy mord czy masowa zbrodnia jest li tylko katastrofą naturalną, ożywczym dla całego układu wstrząsem na wzór erupcji wulkanu czy pożaru sawanny pozwalającym regenerować się systemowi niemal w nieskończoność niczym wiecznie pożerającej się otchłani. Symbolem takiego świata jest Uroboros a jego panem Aryman, nie ma więc ''etyki immanencji'', warunkiem moralnego stosunku do rzeczywistości i władzy sądzenia jest przyjęcie istnienia jakiegoś transcendentnego, pozaświatowego punktu odniesienia - czy to Bóg w Trójcy Jedyny lub nie religii ''abrahamowych'' czy też Nirvana/Nibbana ''dharmicznych'', konkretnie jednej z nich : buddyzmu [ i jak niby potępić ludo-bójstwo, gdy w post-humanistycznej perspektywie w ogóle zanika człowiek ?! ]. No, chyba że za Aleisterem ''Bestią'' Crowleyem będziemy twierdzić, że ''prawo silnych'' jest naczelną zasadą świata, stąd są oni ''władni zabić tych, którzy ograniczają ich swobodę'' zaś ''niewolnicy istnieją po to by im służyć'', taka to ''miłość'' - podług WOLI [ mocy ].

Przypisy :

''U podstaw idei Nekrosu stoi teoria nekro-witalizmu, tj. powstawania życia z materii martwej. Zakłada ona, że istniejące obecnie różne formy Nekrosu/nekrosu, a zwłaszcza te organo-technologiczne oraz krystaliczne, stanowią prefigurację przyszłych form życia opartego na węglu lub innej substancji podstawowej. [...] Zamiast alienującej nekrofobii proponuję zatem przyjęcie postawy uruchomianej przez etyczny impuls nekro-philii, którą rozumiem tutaj jako rodzaj akceptacji i przyjaznej relacji z tym, co uznawane za martwe. [...] Dyskusje na temat ekshumacji w Jedwabnem stanowią temat rozdziału czwartego (Prawda forensyczna: przypadek ekshumacji w Jedwabnem). [...] W rozdziale przedstawiam różne punkty widzenia i argumenty za przeprowadzeniem pełnej ekshumacji i przeciw niemu. W efekcie w centrum zainteresowania stają nie ofiary, ale ich zdepersonalizowane szczątki traktowane jako dowód materialny. Ruch ekshumacyjny, który widoczny jest nie tylko w Polsce, przedstawiam jako patologię sprawiedliwości tranzytowej, element przetargowy w konflikcie różnych pamięci i aspekt znanego z polskiej tradycji romantycznej „cmentarnego patriotyzmu” (pols/kość).'' 

http://ewadomanska.pl/wp-content/uploads/2011/03/Domanska-Nekros-spis-tresci-abstrakty-rozdzialow.pdf 

''W książce Domańskiej silnie akcentowane jest stanowisko nienaruszalności miejsc pochówku, a tym samym sprzeciw wobec ekshumacji rozumianych przez nią nie tylko jako wyjęcie z grobu, ale przede wszystkim – zgodnie z łacińskim terminem exhumatio (ex-humus) – jako wydobycie z humusu, specyficznego składnika gleby. Wiąże się to z zakłóceniem, zachodzącego w wyniku humifikacji i mineralizacji, procesu powstawania nekropersony.''

[ str. 4 pdf ] :


''Ludzkie pozostałości stały się więc z braku możliwości ekshumacji mieszkańców warszawskiej Woli, Muranowa i Drezna komponentem organicznym nowego, zmodernizowanego krajobrazu. [...] Szafowanie życiem zagarnia też sferę eschatologii, w ramach której praktyki ludobójcze przeczą celowości użycia względem eksterminowanych określenia „ludzkie szczątki”, ich status pozostaje chwiejny, lecz, paradoksalnie, sprzyja to nekrowitalnej dehumanizacji i depersonalizacji (terminy te stosuje Domańska dla podkreślenia rozpadu ludzkiej powłoki i uczestnictwa tego, co pozostało, w obiegu przyrody). W tym właśnie miejscu pojawia się możliwość snucia dywagacji na temat niekonwencjonalnych form pochówku, które zapewniają jakościową poprawę środowiska (dzięki ograniczeniu zużycia chemicznych środków konserwujących tradycyjne nagrobki) i wspierają regenerację przestrzeni niezalesionych lub konstytuują nowe przestrzenie, tzw. „ogrody pamięci”. Pola popiołów konotujące los ofiar Treblinki lub Drezna i wpisaną w ten obraz wizualnie efektowną wizję destrukcji ujawniają swój rewers, który, dzięki pracy metafory, objawia Jerzy Ficowski w „Odczytaniu popiołów”: „Pola pod zasiew spadających gwiazd”; przywołana fraza, dzięki kontaminacji obrazu spadającej gwiazdy (który, według Juana Eduardo Cirlota, pozostaje najbardziej znanym symbolem ludzkiej egzystencji, znaczonej piętnem przejściowości: exitus i reditus) oraz pola emanującego życiodajną mocą popiołu rewaloryzuje moment spopielenia, który nabiera symbolicznego powrotu do łona Matki-Ziemi (Genitrix). [...] Ofiary Holokaustu krążą w powietrzu, wodzie i glebie, zasilają uprawy, stają się niezbywalną częścią krajobrazu: „Ważne jest, jak sądzę, by przekonać się do tego, że pojmowanie szczątków ludzkich w kategoriach ich naturalnego mieszania się (organic commingling) z innymi elementami ekosystemu (ich dehumanizacja związana z zamianą w humus) nie oznacza degradacji czy/i redukcji człowieczeństwa osoby zmarłej, ale potwierdza jej potencjalne (biologiczne) istnienie. W takiej perspektywie przestrzenie grzebalne, które często rozpatruje się w kategoriach separacji, gettoizacji i wykluczania zmarłych, stają się miejscami inkluzji, łączenia z innymi formami życia i symbiotycznego trwania. Przestrzenie Zagłady widziane zaś w perspektywie długiego trwania (eko-nekro) stają się figurą możliwej przyszłości i możliwej formy wspólnotowości, symbiotyczną diasporą – ekumeną różnych form życia” (s. 206).''


O, a nad tym należy się na chwilę zatrzymać bo to prawdziwa perła gówna posadzona na cześć książki Domańskiej przez ''antropolożkę'' kulturową Annę E. Kubiak - zgroza bierze, że podobne brednie wypisuje tak utytułowana ''naukowczyni'', profesor nadzwyczajny w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN, choć sprowadza na ziemię wiele zarazem tłumacząc ów fakt, iż shabilitowała się pracą entuzjastycznie traktującą o fenomenie New Age [ sfinansowaną z sorosowych grantów, jakże by inaczej ], tak tak, stopień doktora nauk można dziś uzyskać lansowaniem zabobonów, nie dziwi więc, że wydał toto Santorski, ''czarny mag'' i kołcz tuskowy, miejmy to wszystko na uwadze podczas lektury niniejszych elukubracji, uwaga, zapiąć pasy, psorka lewituje ! :

''Domańska krytycznie opisuje ‘nekropolitykę historyczną’, którym to pojęciem określa: „możliwości władzy decydowania o tym, którzy zmarli aktorzy historyczni mają być ekshumowani i umieszczeni w panteonie politycznych i kulturowych przodków przodków/bohaterów, a których należy z niego usunąć lub przesunąć na niższą pozycję w hierarchii ważności”. Nieznośne i kosztowne odkomunizowywanie Polski w postaci burzenia pomników i zmieniania nazw ulic jest manipulacja polityczną i historyczną. Kradnie też część naszych biografii. W swoim oporze wobec przemocy władzy zawsze mówię, że dzieciństwo spędziłam przy ulicy Marchlewskiego i obecnie nazywam ją „Jana Pawła Marchlewskiego”. [ czerwona szmato, czy ty wiesz co to prawdziwy opór wobec komunistycznej władzy, której pamięci bronisz i ile realnie on kosztował ? - przyp. mój ]

Osobiście –  podobnie jak autorka - zachwycam się formułą pogrzebu w rodzaju ''zrób to sam'', która pozwalałaby obcować ze zmarłym (umyć, ubrać lub tylko owinąć w całun i wywieźć na teren ''zielonego cmentarza oraz w trosce o środowisko zwrócić ciało ziemi (po wyjęciu przez specjalistę metali w rodzaju rozrusznika) by stało się elementem naturalnego środowiska i nie zanieczyszczało go przez lastrykowe grobowce, o które nikt wkrótce nie będzie dbał. Nie widzę potrzeby jakiegokolwiek oznaczania miejsca. Wystarczy pamiętać ten las, tę łąkę czy to bagnisko. Tymczasem w Polsce nie można nawet legalnie rozsypać prochów, nie wolno nie mieć kwatery na cmentarzu, nie jest respektowane prawo do bezgrobia, o którym pisze autorka. W tej rewolucji silny opór powstanie w branży funeralnej i Kościele katolickim zbijającym kabzę na pochówkach. Zachwyca mnie, iż autorka z triady: przodkowie, ziemia i naród, wybiera ziemię wraz z nie -ludzkimi przodkami (roślinami, zwierzętami, mikroorganizmami i minerałami), jako priorytet, o który powinniśmy się troszczyć. [...] Swój pogrzeb – gdyby prawo w Polsce na to zezwalało –  zaplanowałabym w formie sky burial  tybetańskiego zwyczaju nacinania, a nawet porąbania ciała zmarłego, zostawionego na skale, a następnie zjedzonego przez padlinożerne ptaki. Taka formuła dysponowania zwłokami jest najzdrowsza dla środowiska, gdyż nie zanieczyszcza ani ziemi (inhumacja) ani powietrza (kremacja). [ no właśnie, ile przy tym CO2 idzie do atmosfery, doprawdy jak postępowe kołtuny nowocześni ludzie mogą preferować tak nieekologiczną formę pochówku:) - pomijam, że nawet przy obecnych technologiach nie tak łatwo całkiem spopielić zwłoki i to co zostaje a jest tego sporo, praktycznie cały szkielet i duża część organów, mieli się w odpowiednich niszczarkach tak więc w urnach pogrzebowych zawierają się nie tyle prochy zmarłego co mielonka zeń - przyp. mój ]. Promesja i resomacja zużywają dużo energii. Nie wiem czy przy masowym zatapianiu zmarłych w morzu chciałabym jeszcze w nim pływać. Biourny będące jednocześnie sadzonkami drzew wydają się w każdym razie lepszym pomysłem niż metalowe urny wkładane do murowanych grobowców. Zauważony przez autorkę brak symbolu kobiety na biournie jest dla mnie zrozumiały w odczytaniu sadzenia, jako aktu seksualnego: zapładniania Ziemi. Oczywiście i tutaj można by spodziewać się protestów środowisk LGBT. [ oczywiście:))) - przyp. mój ] Zmiany w ustawie o cmentarzach wymagałyby rewolucji w świadomości Polaków, narodu jednego z najmniej ekologicznych [ o dzięki Ci Panie ! i oby tak zostało jak najdłużej potrzeby czego w świetle tych monstrualnych bredni chyba tłumaczyć nie muszę - przyp. mój ] obok Amerykanów (gdzie jednak dokonują się duże zmiany spowalniane przez korporacje funeralne promujące balsamację, nieekologiczne trumny i grobowce), w kontekście pogrzebów. Pozytywne przykłady amerykańskiego podejścia do pochówku w NEKROSIE są niereprezentatywne, bowiem autorka czerpie je z badań terenowych w Kalifornii, oświeconej pod wieloma względami. Cenne są dla mnie refleksje na temat przestrzeni śmiertelnych, deathscapes, w ramach rozwijającego się nurtu badań krajobrazów w naukach humanistycznych. W duchu eko-nekro autorka odwołuje się do biohumanistycznych podejść oraz przykładów projektów‘ przeciw-pomników’, które również podobnie jak ''zielone cmentarze'' nie prowadzą do„eksterminacji krajobrazu. Gorąco popieram takie projekty, zwłaszcza w kraju gdzie natręctwo monstrualnych pomników
(paradoksalnie pozwalających zapomnieć) służy władzy śmierci nad życiem. Koszty budowy tych „martyrologicznych kiczów” można by spożytkować do tworzenia terenów zielonych, miejsc rekreacji, edukacji, czy po prostu zamieszkiwania przez żywych.'' 

- ejże, w takim razie obalanie ''ubelisków'' przez obecną władzę powinno być działalnością proekologiczną jak najbardziej ! No ale logika jest ''fallocentryczna'' i towarzyszki ''antropolożki'' jak i ''ekozofki'' nie są z nią za pan brat czy raczej wielka mać siostra. Jedźmy dalej, nie mam litości dla czytelnika, ale to jest tak cudne w swej upiornej głupocie, że nie mogę powstrzymać się przed zacytowaniem jeszcze tego :

''Skoro wszyscy żyjemy na cmentarzu (owe sto miliardów szczątków), to niepokoimy je wciąż rozbudowując miasta czy uprawiając ogródki. Myśląc o przyszłości, sądzę, że obok znakomitych rozwiązań w rodzaju ‘zielonych cmentarzy’, prawa do bezgrobia’, delegalizacji balsamacji ciał, tanatokosmetyki oraz części przemysłu pogrzebowego związanego z produkcją trumien z metalowymi okuciami i lakierami szkodliwymi dla środowiska (zamiast tego całuny), trzeba będzie likwidować cmentarze (może poza cmentarzami historycznymi), na których zaczyna brakować miejsc, i stworzyć ''humusy'' zbiorowych mogił. Sprzeciw, jaki może budzić ten pomysł wynika z wartości, jaką kultura zachodnia przypisała indywidualizmowi w postaci idei persony. [...] Szczątki już nie są człowiekiem tylko elementem większej całości – jak pisze Domańska – meta persony, ''nekrobionta''. Myślę, że nie unikniemy w przyszłości kolejnych ekshumacji. Dużo większym problemem nekro-eko są rosnące i pływające stosy śmieci – materiałów wolno lub w ogóle nie biodegradowalnych i produkcja smogu, a więc globalne zanieczyszczenie ziemi, wody i powietrza. Stąd moje zdziwienie budzi bijący z pracy optymizm, gdy można raczej spodziewać się nieuniknionej katastrofy ekologicznej bądź atomowej. Być może jednak zniknięcie rodzaju ludzkiego z galaktyki będzie miało zbawienne skutki dla wszechświata.''

- itd. od podobnych zgniłych wykwitów zabagnionego umysłu aż się roi w niniejszej recenzji, czy muszę dodawać, że zepsowana doktorka od ''ded sajens'' jest entuzjastką eutanazji ? Jednak nie ma co śmieszkować bowiem problem istnieje :

''Uczestnicząc w dwóch konferencjach prawników miałam okazję zobaczyć, jak różne formy życia nie-całkiem ludzkiego: zarodków i spermy osób zmarłych, stanowią nowe wyzwania legislacyjne. Również biotechnologia wraz z eksperymentowaniem z komórkami macierzystymi, materiałem genetycznym i tkankami, stanowi wyzwanie nie tylko etyczne, ale i legislacyjne i kulturowe. Oczywiście można by tę problematykę rozciągać na sztuczną inteligencję, boty, które mogą posiadać elementy organiczne. Np. ktoś w żałobie może zamówić sobie bota wzorowanego na zmarłej osobie, z użyciem jej włosów, skóry itd.''


Jeśli ktoś po tym wszystkim ma wciąż ochotę katować się wykładem Domańskiej proszę bardzo :