niedziela, 5 marca 2017

Policyjny gender czyli piękno zbawi świat.

Ponieważ w związku z głośną ostatnio reklamą manify oraz ''subwersyjną'', wywrotową działalnością żydolesby Peszkowej [ choć dla mnie jest typowym zakompleksionym a pełnym pretensji polskim burakiem jak wszyscy mniemani ''europejczycy'' płci obojnaczej ] nastał ci u nas sezon coming out'ów na obscena i wstydliwe do niedawna przypadłości więc i ja będę niezgorszy, przyznam się publicznie do pewnej perwersji - od jakiegoś czasu poczytuję protokoły mędrców Syj... to jest głupków Ubekowa jakim są Kielce, zapisy obrad lokalnej rady miasta a choć trudno wyobrazić sobie coś równie nudnego najgorsze, iż zaczyna mnie to wkręcać... [ ale ileż w końcu można oglądać pornole ? ]. Wśród wielu kuriozów jakie zawierają okraszonych sowicie przaśnymi facecjami Jasia Gierady wspomnianego w poprzednim poście natrafiłem tam z niejakim zdziwieniem na debatę pożal się o gender, istny polityczny kabaret - czy samorząd jest aby właściwym miejscem do roztrząsania takowych kwestii to osobny temat, natomiast histeria i pyszny ból żopy jaką wzbudziło u wyzwolonych z mózgu pań radnych PO i SLD z parytetowym udziałem kobioła z PSL godne są przytoczenia :

''Radny Mariusz Goraj

W imieniu Klubu Radnych Prawa i Sprawiedliwości chciałem zgłosić wniosek
o wprowadzenie do porządku obrad projektu Stanowiska Rady Miasta z dnia
10 kwietnia 2014 roku wobec działań zmierzających do wprowadzenia w Polsce
ideologii gender. Uzasadnienie mają państwo we wniosku przygotowanym
przez nas. Nie będę tu rozwijał tematu. Proszę o wprowadzenie tego do
porządku obrad. [...]

Przewodniczący Komisji Rodziny, Spraw Społecznych i Ochrony Zdrowia
pan Włodzimierz Wielgus

Ja również w sprawie Stanowiska przedstawionego przez Radnego Goraja.
Panie Przewodniczący, mam nadzieję, że pan Radny Goraj, lub pan, jako
prowadzący obrady, wyjaśnicie precyzyjnie Radnym co to jest ideologia gender,
o ile w ogóle taka ideologia jest, ponieważ ja o takiej ideologii nie słyszałem. [ - nie wiem, ale się wypowiem ] 
Chciałem między innymi usłyszeć odpowiedź na pytanie, czy jeżeli ja rano golę nogi to wyznaję ideologię gender, czy też nie. [ - ?! ] Wiele innych, tego typu pytań również mi się nasuwa. Żeby Radni byli świadomi głosowania za Stanowiskiem, bardzo proszę, żeby precyzyjnie zostało to wyjaśnione. [...]

Przewodnicząca Komisji Kultury, Turystyki i Promocji Miasta pani Alicja
Obara

Jeżeli podejmiemy to Stanowisko, jeżeli Rada Miasta podejmie to Stanowisko,
przepraszam ale jestem zdenerwowana. Nie przypuszczałam, że z taką durnością
spotkam się na Radzie Miasta w Kielcach. Przez szesnaście lat, to jest pierwsza
głupia rzecz, aż tak głupia, z którą się spotkałam i niestety nie mogę pohamować
emocji. Jeżeli podejmiemy to stanowisko, jeżeli Rada Miasta podejmie to
Stanowisko, to znaczy że podjęłam je również ja. Tak? To ja chciałabym, żeby
to zaprotokołowano, że ja takiego Stanowiska nie podejmuję, nawet jeżeli zrobi
to Rada Miasta. Otrzymaliśmy niedawno, ja będąc na Komisji otrzymałam takie
pismo: Solidarność Radia Maryja, ktoś tam jeszcze, i były podpisy
mieszkańców. Ja chciałam zwrócić uwagę, że tam prawie nie było kielczan. Byli
tam mieszkańcy z Leszczyn, Daleszyc z innych miejscowości podkieleckich. Ja
sobie nie życzę, żeby mieszkańcy z podkieleckich gmin decydowali o tym, jakie
rezolucje, stanowiska czy uchwały mają podejmować Radni Miejscy. Chciałam
powiedzieć, panie Przewodniczący, że pod tym Stanowiskiem pan się będzie
musiał podpisać. Współczuję panu, bez względu na to, jakie pan ma poglądy.
I czy goli nogi. [...]


''Radna Alicja Obara

Proszę Państwa, jeżeli my dziś przyjmiemy to Stanowisko, to wiedzcie
Państwo, że po pierwsze będą mieszkańcy naszego Miasta z nas się śmiać, po
drugie będą się z nas śmiać mieszkańcy innych miast i po trzecie będą mieć do
nas o to pretensje, zapewniam Państwa. W kwestii jednej chciałam jeszcze
zabrać głos, to Stanowisko zawiera błąd, bo Papież nie jest już błogosławiony,
tylko święty. Jeśli zostało to już wyjaśnione, to przepraszam, nie słyszałam.
Proszę Państwa, ja nie chcę zabierać głosu w sprawie ideologii, która nie
istnieje, która jest wydumana i na której temat Wicedyrektor Wydziału Edukacji
wypowiedziała się, że w programie szkolnym, w programie przedszkola nie są
wprowadzone żadne sprawy, które mówiłyby o tej ideologii. Chciałam
w imieniu własnym i swojego Klubu powiedzieć, że jeżeli przyjmiemy dzisiaj to
Stanowisko nasz Klub na najbliższej sesji, a może i tak wystąpi z takim
stanowiskiem, otóż nosimy się z zamiarem przygotowania stanowiska dla Rady
Miasta Kielce, które będzie z całą mocą przeciwstawiać się przemocy
w Kościele katolickim wobec dzieci, w tym przemocy seksualnej. Ideologia
gender nie istnieje, natomiast przemoc seksualna wobec dzieci w Kościele
katolickim jest udowodniona i wstydliwie przemilczana.

Radna Katarzyna Zapała

Szanowni Państwo, to co jest nauka gender, to wiemy i na ten temat
można czytać publikacje, dojść do profesorów, którzy się tym zajmują. To jest
formuła naukowa, część socjologii. Natomiast czym jest ideologia gender nie
ma takich pism, jedynie to sformułowanie jest używane na ambonach, tworzone
dla pewnej jakiejś dziwnej propagandy, czego nie wiem, w jakim celu nie wiem.
Jeżeli wnioskodawcy wiedzą w jakim celu ktoś stworzył takie puste 
sformułowanie, nie mające za sobą żadnego poparcia merytorycznego,
naukowego, to proszę żeby mi teraz to przedstawił. Jeżeli istnieją jakiekolwiek
opracowania, dokumenty o tzw. ideologii gender, o której wspominają tylko
i wyłącznie biskupi, księża, ludzie chyba nie do końca rozumiejący samo słowo
gender, to też proszę o przedstawienie takich dokumentów czy opracowań.
Zgadzam się z tym, że nie możemy przyjąć tego Stanowiska, a to właśnie
dlatego, że w jednym ze zdań czytamy: „Apelujemy o nieuleganie naciskom ze
strony środowisk, które pod pozorem walki o równouprawnienie kobiet
i mężczyzn, tworzą nową ideologię gender.” Tę ideologię gender tworzy
Kościół, tworzą ludzie, którzy nie rozumieją czym tak naprawdę jest nauka i do
czego ma doprowadzić walko o równouprawnienie. Proszę Państwa, wstyd mi
będzie jeżeli dzisiaj zostanie przyjęte takie Stanowisko, ponieważ nie ma ono
poparcia w żadnych naukowych publikacjach, w żadnych badaniach i odnosi się
do czegoś co została stworzone, z całym szacunkiem, po to żeby stworzyć
propagandę. Tylko nie wiem po co, w jakim celu?

Radna Joanna Grzela

Ja chyba śnię! Nie byłam na ostatniej sesji i ze zdumieniem dowiedziałam
się, że nie pierwszy raz Państwo, czy my, tym się zajmujemy. Ja myślałam do
tej pory, że potworniak to jest jednostka chorobowa, ale okazuje się, że
niekoniecznie. Przychodzą mi do głowy słowa, których jako pracownik
naukowy Uniwersytetu i Radna od 20 lat, i kobieta powiedzieć nie mogę.
Natomiast zastanawiam się rzeczywiście co to jest takiego ideologia gender. Nie
rozumiem za bardzo w jakiej sprawie mamy zająć to Stanowisko. Mój Kolega
Mariusz Goraj coś przebąkuje o rozróżnieniu płci, to znaczy nie wiem, mamy
się teraz posługiwać obojnactwem żeby były zaspokojone niektóre środowiska.
Ja aktualnie piszę, Kasiu, artykuł na temat „Gender w krajach nordyckich” czyli
równouprawnienie w krajach nordyckich. Być może to o to chodzi Koledze
Mariuszowi? Nie mam bladego pojęcia. Matematyka jest bezwzględna
i pokazuje, że prawdopodobnie dziś na tej sali to Stanowisko zostanie podjęte.
Podpisuję się pod wnioskiem Koleżanki Ali Obary. Ja się zastanawiam czy nie
przygotować takiego Stanowiska w sprawie wyższości Świąt Bożego
Narodzenia nad Świętami Wielkiej Nocy, bo moc sprawcza tegoż będzie
dokładnie taka sama. [...]

Radna Agata Wojda

A mnie jest wstyd. I z racji tego, że jest mi bardzo, bardzo wstyd, że to
Stanowisko w ogóle znalazło się w porządku obrad, to deprecjonuje w ogóle
powagę tego organu, bo dyskutujemy i pewnie za chwile będziemy głosować
nad rzeczą, która faktycznie nie istnieje. Ja się obawiam, że za chwilę będziemy
głosować stanowisko przeciwko inwazji ufoludków, na przykład, na Miasto
Kielce, bo do tego to może doprowadzić. I w związku z tym, matematyka jest
bezlitosna i pewnie to Stanowisko przejdzie, natomiast zachęcam tych, którzy
uważają, że to jest kompletny idiotyzm, żeby po prostu nie głosować w sprawie
tego Stanowiska. Bo trudno głosować na temat wyimaginowanej rzeczy. [...]

Radna Katarzyna Zapała

Proszę państwa, żeby była jasność, ja nie tylko wyjmę kartę, ale i
opuszczę salę w czasie tego głosowania.''


- paradoksalnie reakcje tych kobietonów potwierdziły najgorsze seksistowskie stereotypy na temat płci nie wiedzieć czemu zwanej dotąd piękną, nawiasem i tym burżuazyjnym przeżytkiem trzeba będzie się zająć po ostatecznym rozwiązaniu kwestii równouprawnienia [ pomijam typową dla wsiowych chamów obcesowość Wielgusa aczkolwiek jego niepokojące wyznanie wskazywałoby, że gender zawędrował już pod strzechy:) ], aby nie było powołam się na opinię amerykańskiej strażniczki więziennej, którą usłyszałem kiedyś w dokumencie emitowanym na Planete i przez swą dobitność utkwiła mi mocno w głowie, że woli już pracować z mężczyznami bo facet zanim cię zaatakuje dwa razy pomyśli... Niewątpliwie na niezwykle emocjonalne, na pograniczu obłędu wręcz podejście do sprawy miało wpływ, że co najmniej trzy z czterech z nich reprezentują dobrze widzianą w tym sezonie orientację seksualno-polityczną i tylko proszę nie rozśmieszać mnie, że to niemożliwe bo niektóre mają mężów - a taki Iwaszkiewicz miał żonę a nawet dzieci i co z tego ? [ aby życie miało smaczek... raz robaczek - pocieszające, że choć jedna w międzyczasie straciła mandat radnej bo kobita zdecydowanie zbyt długo zasiedziała się w ławach miejscowego samorządu, dość już ]. Baby zachowały się jak fanatyczki, cóż to gender to jakieś wyznanie, dogmat którego nie można krytykować ? To nie żadna tam ''nauka'' a zwyczajny zabobon kwestionujący jakąkolwiek tożsamość, jak głosi hasło nie przypadkiem umieszczone na oficjalnej stronie lokalnego instytutu gender : ''nikt nie rodzi się sobą'' :


- koncept bez mała totalitarny bo jeśli człowiek jest tabula rasa to faktycznie można z nim zrobić wszystko, i dlatego tak właśnie głosiły najbardziej zbrodnicze ideologie, nie mówiąc już, że trudno o większą ''durnotę'' jak raczyła wyrazić się radna Obara [ czy konie mnie słyszą ? ]. Owszem, podważenie czy wręcz obalenie tożsamości jest jak najbardziej wykonalne tyle że oznacza to ni mniej ni więcej popadnięcie w obłęd, bo wbrew potocznym mniemaniom schizofrenia nie polega na jakowymś ''rozdwojeniu'' jaźni lecz jej rozpadzie : stan śmierci za życia jakiego nie życzę najgorszej kurwie stąd ile sił będę przeciwstawiał się i bezlitośnie smagał jak teraz tych co powodowani zwykłą głupotą, chorymi skłonnościami czy demonicznym wręcz zaślepieniem takową patologię szerzą. Poza tym na masochizm zakrawa histeryczna obrona przez kobiety pseudonaukowej teorii potępiającej w czambuł domenę logicznego myślenia jako ''fallocentryzm'', patriarchalną opresję, przecież na gruncie tej ideologii żeński matematyk czy fizyk to oksymoron co pozbawia je na starcie najlepszej możliwości realnej emancypacji [ wychodzi na to, że baby faktycznie nie potrafią myśleć a co więcej nawet nie powinny wszystko to zaś serwowane jeszcze w opakowaniu ''feminizmu'' ! ]. Czym się różni takowe podejście od jakichś pomylonych turbosłowiańskich prymitywów skoro tamte odrzucają Arystotelesa jako ''białą seksistowską świnię'' ci natomiast bo nie ''nasz'', jasne : porzućmy ''żydowską sektę'' chrześcijaństwa, grecką filozofię i rzymskie prawo i wróćmy do korzeni, dosłownie czyli wpierdzielania korzonków i robactwa oraz ziemianek z g... albo w unowocześnionej wersji domków kopułowych ze sklejki jak Kudliński:) Pomijam już jak niby głosić wyzwolenie wszelkich ''uciskanych'' mniejszości negując jedyną tego realną możliwość jaką jest ufundowanie w jakimś metafizycznym porządku moralnym i rządzących światem prawideł, ich brak oznacza ni mniej ni więcej, że jedynym kryterium pozostaje siła, przemoc symboliczna agitpropu ale też dosłowna piąchy, kastetu i karabinu, dlatego w praktyce niby szczytne hasełka przybierają tak agresywną i odrażającą postać zamieniając się w tyranię rzeczonych ''mniejszości'' i zamiast wyjścia poza przeklętą dialektykę pana i niewolnika oferując jedynie podmianę ról w obłędnym kole wyzysku. Nie przypadkiem Mussolini był jakby to paradoksalnie nie zabrzmiało autorytarnym relatywistą, owszem wbrew dorobionej mu gębie butnego prymitywa, na którą co prawda solidnie sobie zapracował, publikował on w elitarnym faszystowskim periodyku teksty filozofów głoszących takowe poglądy [ po szczegóły odsyłam do znakomitej pracy poświęconej tym zagadnieniom, szczególnie rozdziału o wymownym tytule : ''Relatywizm faszystowski'' ], z jeszcze większą iście morderczą konsekwencją woluntarystyczny program ''kto kogo ?'' realizował Lenin i jego następcy, ślicznie zaś wszystko podsumował przewodniczący Mao wyciągnąwszy logiczne ostatecznie a więc ''fallocentryczne'' wnioski z przyjętych założeń o braku metafizycznych podstaw i wynikającej stąd wolnej gry sił we świecie w klarownej formule : ''wy macie rację, ale my mamy karabiny'', tak jest. Kończąc te dość abstrakcyjne rozważania nie sposób jeszcze nie odnieść się do wyjątkowo nędznego zagrania radnych Wojdy czy Obary dowodzącego ich pożałowania godnego biedyzmu umysłowego o rzekomym ''obciachu'' i ''wstydzie'' jakim ma napawać sprzeciw wobec ideologii gender, obojętnie z jakich to przesłanek poczętym [ a niżej podpisanemu niezbyt po drodze a nawet wcale pod pewnymi względami z lokalnym PiS-em, który tu wystąpił z inicjatywą ], może zanim cipcie zaczną tokować przypomniałyby sobie nie tak odległe przecież czasy, gdy słuszna krytyka takiej nicości intelektualnej jak marksizm czy psychoanaliza z automatu narażała na głośne zarzuty, etykietę ''oszołoma'' a nawet ''faszysty'' i ''hitlerowca'' wręcz [ brzmi znajomo, nie ? ], każdy kto miał odwagę ją podjąć musiał liczyć się z co najmniej dotkliwym środowiskowym ostracyzmem a bywało, że i znacznie poważniejszymi konsekwencjami. Dziś tymczasem biografom Marksa pozostało już tylko podejmować desperacką próbę obrony jego ''dzieła'' jako rzekomej ''satyry na kapitalizm'', utworu stricte literackiego bo żadnej wartości poznawczej toto nie ma [ najlepszym dowodem iż nie ukończył ''Kapitału'' mimo iż miał na to wystarczająco czasu a niestety nie stało mu intelektualnej uczciwości by przyznać, że poległ na sprzecznościach własnego systemu ] co się zaś tyczy Freuda był on jedynie cwanym szarlatanem a głoszone przezeń teorematy obsesyjnymi wydzielinami jego przećpanego kokainą mózgu stąd nikt poważny w świecie nauki nie traktuje ich już serio, niestety siłą bezwładu wciąż krążą w świadomości potocznej i popkulturze choć niczym istotnie nie odbiegają poziomem od numerów Kaszpirowskiego, może dlatego. Feminizm będąc w istocie popłuczyną po ''białych, seksistowskich, homofobicznych martwych mężczyznach'' jakimi byli właśnie Marks, Freud i Nietzsche na dokładkę [ w dodatku dwóch pierwszych jeszcze Żydami przy tym ] dowodzi niesamodzielności umysłowej kobiet stanowiąc paradoksalnie potwierdzenie, że nie są one w stanie wyjść poza podszyte resentymentem odtwórstwo - chciałbym się mylić lecz podczas lektury wypocin ''filozofki'' Butler i adeptek ''genderologii'' takowy wniosek wręcz się narzuca.

W gruncie rzeczy z feministkami jest jak z narodowcami - tamci uznali arbitralnie, że reprezentują interesy narodu powinni więc mieć 100% niemal poparcia już na starcie a tymczasem wychodzi iż większość Polaków to jakoweś żydy czy inne parchy bo nie są w stanie przejść nawet progu wyborczego i aby wprowadzić swoich reprezentantów do parlamentu muszą podwieszać się pod jakieś Kukizy, tak i one najwidoczniej sądzą, że z samego faktu iż nadały sobie takie nie inne miano już to daje im legitymację do przedstawicielstwa wszystkich kobiet a później okazuje się, że zdecydowana większość ma je głęboko gdzieś i szydzi z nich bynajmniej z obawy przed ''patriarchalną opresją środowiskową'' a dlatego, że albo są obyczajowymi konserwatystkami albo prującymi się jak wszyscy diabli szlaufami tak czy siak dostrzegając oczywistą żenadę przedsięwzięcia skazującym je na los marginalnej sekty, o ile w ogóle mają o niej pojęcie. Co tu gadać, wystarczy wyobrazić sobie Kazię Szczukę w miejskim klubie albo jeszcze lepiej wsiowej dyskotece - ten neurotyczny zjeb wyglądałby na tle rasowych, wypindrzonych lachociągów równie głupio co Woody Allen na parteitagu Czarnych Panter:) A niechby tylko spróbowała oblać którą piwem powtarzając numer z Mellerem : sflekowałyby ją wycierając o podłogę w kiblu. Na tym polega bodaj mój największy zarzut wobec feminazistek, iż zaślepione durnym ideolo nie są w stanie dostrzec prawdy o kobietach i wściekle jej przeczą, że choćby i w przypadku triumfu ''równouprawnienia'' i obalenia wszelkich realnych i wydumanych ograniczeń w tym względzie i tak nawet jeśli mniejszość z nich to znacząca będzie woleć nie rękoma a tym bardziej głową a inną częścią ciała ''się realizować'', bynajmniej dlatego iż są ''nieuświadomione'' lub w inny sposób jakoś tam zniewolone a zwyczajnie głupie, leniwe czy zdemoralizowane. Jak ulał pasuje tu zasłyszana historia o Kalibabce, słynnym w późnym PRL-u uwodzicielu pożal się - otóż nie grzeszył on specjalnie urodą, w realu był zeń taki tłustawy kurdupel w typie Kwaśniewskiego, ani tym bardziej inteligencją skoro miał ponoć kłopoty nawet z podpisaniem się, natomiast kosił dupy zdobywając je dobrym na owe czasy ubiorem, szastając forsą po restauracjach a nade wszystko całkowitym brakiem zahamowań, jego technika podrywu nie należała do szczególnie subtelnych, zwyczajnie dosiadał się i pytał wprost : ''chcesz się pierdolić ?'' Na dziesięć przypadków w AŻ dwóch średnio brał w gębę ale w pozostałych ośmiu rzecz zwykle znajdowała pomyślny finał... stąd wypraszam sobie sugerowanie mi choćby jakowychś nazigejowskich uprzedzeń względem płci przeciwnej, że niby jestem prymitywem głoszącym cytując klasyka : ''w każdej kobiecie k... dwie trzecie a w każdej Polce trzy czarne bolce, taką opinią cieszą się w świecie'' - jak widać bynajmniej w KAŻDEJ ale wielu, nader wielu owszem i znowu, ostatni ze mnie by rzucać kamieniem natomiast idzie mi jedynie aby widzieć rzeczy jakimi są zamiast bawić się w kołtuńskie samooszustwo udrapowane jeszcze w ''postępowość'', pojmuję wprawdzie, że bez pewnej dozy hipokryzji nie da się żyć ale nawet w tym trza znać jakiś umiar. Powołam się także by odeprzeć ewentualne zarzuty o rzekomy ''seksizm'' na świadectwo pewnej znajomej, która opowiadała mi całkiem niedawno, że jedynym pomysłem na życie wielu jej koleżanek jest wyjazd do stolycy czy innego dużego miasta by tam zerwać jakiegoś bogatego frajera rozbiwszy jego małżeństwo i bawić się wesoło na jego koszt, ale że za niedługo znajdzie się młodsza i równie bezwzględna sucz jaka z kolei ją wysiuda i nawet kilo botoksu w ryju temu nie zapobiegnie to już tępa dzida nie pojmuje samiczym możdżkiem, tak to jest, gdy nie myśli się głową a innym organem - jeśli do kogoś nie dociera iż takowy stan jest nieuleczalny żadnym tam ''uświadamianiem'' i tego typu przedsięwzięciami znaczy jedynie, że reprezentuje pozbawioną jakichkolwiek szans na poprawę błędną ścieżkę ewolucji. Jednym słowem cały ten napuszony, podszyty prometejską pychą projekt ''wyzwolenia kobiet'' rozbija się jak zwykle o parszywą rzeczywistość i pal licho gdyby tylko bo można by podciągnąć go wtedy pod typowe ideo frajerstwo, sęk w tym, że to jedynie maska dla procederu nędznego oszustwa politycznego i szemranych operacji finansowych jak udowodniony aborterce Nowickiej sponsoring koncernów medycznych, wychodzi więc na to iż ''kobietyzm'' to strategia marketingowa opchnięcia idiotkom pigułek wczesnoporonnych. Z drugiej nie ma czemu specjalnie dziwić się, że co inteligentniejsze panny a nawet te głupie niespecjalnie garną się do feminizmu, skoro ma on im do zaproponowania dziś jak widać już tylko łażenie z cuchnącą zgniłą rybą piździochą, i tak oto ideał emancypacji sięgnął rynsztoku czy raczej niedomytego kapska.

W kontrze warto zapoznać się z miażdżącą krytyką pozbawionego jakichkolwiek naukowych podstaw genderowego zabobonu w wykonaniu profesjonalnego logika Marka Rosiaka :


- lub jeśli nie ma czasu ni ochoty na lekturę choćby z jego tubowym wykładem na temat :


A skąd tytuł niniejszego posta ? A stąd :

''Do pracy Policji włącza się wrażliwość na płeć społeczno‑kulturową (gender), która ma prowadzić do lepszego zrozumienia i rozwiązywania różnych potrzeb bezpieczeństwa w całej populacji (w tym mężczyzn, kobiet, chłopców i dziewcząt, z różnych środowisk), oraz tworzenia niedyskryminujących i reprezentatywnych jednostek policyjnych. Punktem wyjścia jest włączenie kwestii płci społeczno‑kulturowej do wszelkich aspektów funkcjonowania Policji (w tym również spojrzenie przez ten pryzmat na przestępczość, na sprawców i ofiary; włączenie perspektywy gender do szkoleń i procedur). Jest to proces podnoszenia skuteczności działań Policji oraz przestrzegania praw człowieka we wszystkich obszarach jej funkcjonowania, uwzględniający potrzeby całego społeczeństwa. [...] Równość kobiet i mężczyzn jest jedną z wartości Unii Europejskiej. Obecnie Europol realizuje projekt dotyczący równowagi płci w zakresie egzekwowania prawa (The femalefactor. Genderbalance in law enforcement), który zakłada, że klucz do pomyślnej przyszłości każdej instytucji leży w jej zdolności do przyciągania, rozwijania i zatrzymywania najlepszych talentów. Projekt ten ma na celu podniesienie świadomości w zakresie równości płci jako integralnej części służby. Przeprowadzono wywiady z delegatami europejskich policji, jednym z podstawowych pytań było: dlaczego jest tak mało kobiet w policyjnej kadrze w porównaniu z innymi zawodami? Przyczyną okazało się założenie, że w celu podjęcia służby w policji potrzebna jest siła fizyczna. W Europie uznano, że jest to błąd, zwłaszcza dlatego, że w policji inteligencja jest czynnikiem niezbędnym do prowadzenia działań operacyjnych i dochodzeń. Struktura policji powinna być lustrem społeczeństwa pod kątem równowagi płci, a kluczowe i decydujące znaczenie może mieć to, czy jesteśmy w stanie stworzyć zróżnicowaną organizację, która odzwierciedli różnorodny świat. Więcej kobiet w zespołach skutkuje wprowadzaniem nowych umiejętności i perspektyw.''



- już nie wiem co gorsze, zastrachany policjant słabeusz niezdolny do podjęcia siłowej interwencji czy też perspektywa spałowania przez gardzącą mężczyznami niewyżytą lesbę w mundurze, oczywiście przy zachowaniu wszystkich prawoczłowieczych standardów, się wie. A to prawdziwy cymes, niemal lałem rzewne ślozy podczas lektury :

''Od 1 do 5 czerwca w Moskwie kobiety w mundurach z 28 krajów, takich jak: Polska, Rosja, Cypr, Grecja, Rumunia, Niemcy, Estonia, Austria, Izrael... wzięły udział w wydarzeniach organizowanych pod auspicjami Międzynarodowego Stowarzyszenia Policji IPA Sekcja Rosyjska przy wsparciu Moskiewskiego Stowarzyszenia Kobiet w Policji oraz Rosyjskiej Rady Weteranów Organów Spraw Wewnętrznych i Wojska. [...] Prawie dwustu funkcjonariuszy policji z całego świata, głównie kobiet, spotkało się w hotelu Kosmos w Moskwie celem zacieśnienia współpracy zawodowej, wymiany doświadczeń, oraz omówienia problemów powstających w służbie. Celem spotkania było również ukazanie wysokich walorów moralnych i etycznych poszczególnych formacji policyjnych oraz ugruntowanie pozytywnego wizerunku policji w społeczeństwie. [...] Drugiego dnia konferencji odbył się Festiwal Umiejętności Kreatywnych, w trakcie którego uczestniczki miały okazję rywalizować w konkurencji strzeleckiej oraz wykonywaniu manewrów oznakowanym radiowozem na czas. Zmagania poprzedziły pokazy ekstremalnej jazdy samochodów służbowych oraz motocykli przygotowane przez kolegów policjantów z Rosji. Pierwszy etap festiwalu odbył się w Centrum Szkoleniowym Ruchu Drogowego w Moskwie. Po zakończeniu rywalizacji sportowych uczestniczki udały się do Centrum Kulturalnego moskiewskich policjantów, gdzie odbył się drugi etap festiwalu polegający na ujawnieniu poza służbowych talentów wokalnych i tanecznych uczestniczek, które demonstrowane były w strojach narodowych. „W niektórych aspektach służby w Policji lepsze rezultaty uzyskują kobiety. Nie należy jednak jedynie skupiać się na pościgach i zatrzymywaniu przestępców w wielkich miastach. Wiele aspektów działalności policji opiera się na profesjonalizmie pięknych policjantek. Jak mówią, piękno zbawi świat” – powiedział szef Dyrekcji Policji Ruchu Drogowego MOI Rosji w Moskwie płk Victor Kovalenko podczas otwarcia festiwalu. Festiwal nosił tytuł: „Kobiety w Policji – posłańcami pokoju, dobroci i sprawiedliwości „.


- cudowne, zachwycające i powalające normalnie:))) No to dalszych natarczywych urojeń na jawie głupie gender gąski !

ps. zawsze ceniłem zjebów z ''Lewica bez cenzury'', że nie opierdalali się waląc prosto między oczy z iście ubecką dezynwolturą o co idzie w ich czerwonym biznesie, stąd trudno nie przytoczyć w tym kontekście uwag syna aborterki Nowickiej, gimbostalinista w formie :

''Temat aborcji powrócił i gdzieś tam na marginesie pojawił się Stalin. Demokratyczna lewica, a nawet komuniści trockistowskiego chowu są w stanie Stalinowi wiele wybaczyć. Poznałem więc i takich co pod wpływem alkoholu piło na cześć Katynia. Nawet czystki partyjne są w stanie przełknąć, ale jest jedna kwestia, której nie wybaczą nigdy, to zakaz aborcji. O dziwo, dotyczy to też komunistów, którzy o Stalinie wypowiadają się z uznaniem. „Stalin był wielkim rewolucjonistą”, ale w sprawie aborcji popełnił błąd. Front obyczajowy jest dla radykalnej lewicy, od dawna głównym polem walki i popieranie demonstracji feministycznych jest czymś tak bardzo naturalnym, jak popieranie robotniczych strajków czy studiowanie marksizmu. Od jakiegoś czasu, jest to część rewolucyjnego abecadła i nic dziwnego, że w tym kontekście, zakaz aborcji w ZSRR jest przemilczany. A jak już temat wypłynie, to tchórzliwie składane są samokrytyki i błaganie o wybaczenie za stalinowskie błędy. Demokratyczna lewico, wybaczcie naszemu wodzowi, że zbłądził w sprawie aborcji i pozwólcie nam demonstrować na waszych demonstracjach z flagą ZSRR. [...] Zacznę więc może od stwierdzenia faktu, że stosunek komunisty do wielu ważnych kwestii jest dialektyczny. Wszystko zależy od tego w jakim ustroju żyjemy i kto jest u władzy. Weźmy więc kwestię kary śmierci. W kapitalizmie, gdy u władzy są nasi wrogowie, należy być przeciwko karze śmierci. Jest to sprawa czysto taktyczna. Im większe uprawnienia dla naszych wrogów, tym gorzej dla nas. Przed rewolucją jestem więc stuprocentowym przeciwnikiem kary śmierci. Co nie zmienia faktu, że podczas rewolucji i budowania nowego społeczeństwa, kara śmierci na pewno się nam wtedy przyda. Małe umysły często tego nie rozumieją i zarzucają mi brak konsekwencji. „Mówisz jak zwykły polityk i ciągle zmieniasz zdanie.” Jak można być przeciwko karze śmierci i równocześnie usprawiedliwiać rewolucyjny terror? Jak widać można. Trzeba tylko chcieć zrozumieć.
W sprawie aborcji mamy wiele podobieństw. Inaczej należy patrzeć na aborcję w społeczeństwie kapitalistycznym, a inaczej w społeczeństwie komunistycznym. W społeczeństwie kapitalistycznym sprawa jest prosta. Należy popierać prawo kobiet do walki o bezpłatną aborcję na żądanie. Stalin zakazując aborcji żył w zupełnie innych realiach. Próba rewolucyjnej zmiany społeczeństwa, którą podjęto w ZSRR dotyczyła zmiany nie tylko stosunków ekonomicznych. Wbrew trockistowskim kłamstwom, zakaz aborcji nie wynikał z faktu, że Stalin uczęszczał do cerkiewnej szkoły i przesiąknął religijnymi bzdurami. Stalin i jego towarzysze, podjęli największą w historii próbę zmiany społecznej i tylko rozumiejąc tą zmianę, możemy to wszystko zrozumieć.
Próba zaklasyfikowania komunistów do szufladki prolife czy pro choice nie ma tutaj sensu. Zresztą słowo PROLAFJER jest w środowiskach demokratycznej lewicy największą obelgą. Jak już musicie, to czemu nie. Stalin na pewno by się uśmiał, że trockiści wyzywają go od prolajferów. [...] „Moje ciało, mój wybór” to hasło, które najpełniej oddaje burżuazyjny charakter ruchu feministycznego. Kapitalizm, ze swoim przywiązaniem do własności prywatnej, wszystko sprowadza do kwestii posiadania i własności. [...] Komuniści, choć bezwarunkowo popierają zawsze walki klasowe robotników, diametralnie różnią się od liderów związkowych. Dla komunistów nie chodzi tylko o to, by robotnicy mieli więcej. Tego typu zboczenie w historii ruchu robotniczego było nazwane ekonomizmem. Walka o wyzwolenie robotników jest walką o zmianę człowieka. Bardzo rzadko się o tym mówi i pisze. Jest to temat tak odległy i tak abstrakcyjny, że wspominanie o nim, nawet wśród marksistów wywołuje zdziwienie, albo nawet śmiech. A to bardzo nie dobrze. Bo tracąc z perspektywy nasz odległy cel, tracimy bardzo wiele. [...] Likwidując własność prywatną, komunizm zmieni też stosunki rodzinne. Zlikwidujemy różnicę między dziećmi z bogatych i biednych rodzin, gdyż wszystkie rodziny będą równe. Są to oczywiście sprawy dyskusyjne, jak zorganizujemy nowe społeczeństwo. Każdy może zabrać głos w dyskusji. Jedno jest jednak pewne. Dziecko będzie należało przede wszystkim do państwa, a dopiero później do rodziców. Skończy się wolnorynkowe traktowanie dzieci. „To jest moje dziecko i mogę je wychowywać jak chce.” Otóż nie. Dziecko jest własnością państwa. Skończy się raz na zawsze zmuszanie wiejskich dzieci do pracy w polu. Skończy się raz na zawsze podział na uprzywilejowane dzieci z dobrych szkół i dzieci posyłane do fabryk. Wychowanie wszystkich dzieci będzie takie same. Skończy się też religijne zniewolenie dzieci. Jestem katolikiem, muzułmaninem, czy chuj wie kim, to mogę wychowywać moje dziecko w mojej wierze. Raz na zawsze się to skończy. Koniec z chrzczeniem noworodków, koniec obrzezywania, koniec małżeństw nastoletnich dziewcząt. Niezależnie od szerokości geograficznej, wszystkie dzieci będą wychowywane w nowej komunistycznej egalitarnej tradycji. Szkoły będą otwarte zarówno dla chłopców, jak i dla dziewczynek.
Z punktu widzenia rewolucji i budowy nowego społeczeństwa, dzieci są dla nas znacznie ważniejsze niż rodzice. Rodzice urodzeni w kapitalizmie, są i będą do końca życia przesiąknięci kapitalistyczną mentalnością. A dzieci możemy już wychować my. [...] Dla współczesnych kobiet próbujących robić karierę zawodową, dziecko jest przeszkodą. Ambitna kobieta, która całkowicie poświęca się swojej korporacji na dziecko po prostu nie ma czasu. Tak samo zresztą jak na związek. Potrzeby seksualne realizuje więc na szybko, dzięki kolejnym portalom randkowym. Praca, praca, praca, w piątek pierwsza randka, w sobotę seks, w niedziele aborcja, a w poniedziałek znowu do pracy.
Ciąża, poza wieloma innymi kłopotami, to także brutalna ingerencja w ciało, które w kapitalizmie, tak jak wszystko inne jest towarem. Awans zawodowy zależy od szczupłej wysportowanej sylwetki, a ciąża jak wiadomo temu nie służy. Nie po to kobiety wydają ogromne pieniądze na fitnesy, trenerów osobistych i chirurgię plastyczną, by to wszystko popsuć jakąś ciążą. Dlatego burżuazyjny feminizm, wpisujące się w dyskurs kapitalistów, broniących wolności inwestowania w swoją własność. W mojej fabryce jestem panem i nie chce by państwo narzucało mi podwyżkę płacy minimalnej czy zakaz pracy w nocy/niedziele. Z moim ciałem robię co chce.''

http://walka-robotnicza.blogspot.com/2016/10/aborcja-w-zsrr-czyli-stalin-obronca.html

- ale żeby nie było zaskakująco szczere wyznanie feministki na finał :

''Chciałabym mieć męża. 11 lat spędziłam u boku mężczyzn niegotowych. Zastanawiających się. Spędzających ze mną miło czas, ale opowiadających mi o priorytecie wolności w swoim życiu, nie chcących nawet poruszać innych tematów. A ja miałam 23 lata i wydawało mi się, że to trochę nieważne czego ja chcę, że prawdziwa fajna laska powinna być wyluzowana, nie chcieć stałego związku, zgadzać się na wszystko co zaproponuje jej partner w łóżku, chodzić na striptiz i umieć nie narzekać, czyli zająć się sobą, kiedy on mówi "w życiu mężczyzny jest taki moment, kiedy należy wyruszyć w samodzielny rejs". Cicho w głowie pisałam "chcę mieć dom". Chciałam razem robić remont i kupować choinkę. Po 11 latach zostałam sama w pustym domu z refleksją, że przecież kurwa mać, moi znajomi biorą śluby i to ci których znałam przez ten czas. Patrzyłam w ciemny sufit i myślałam sobie "o co ci kurwa chodzi".
I zrozumiałam.
Chodzi mi o bycie z kimś, kto się nie boi.
Kiedy mówię "chcę męża" to mówię "z puli wszystkich mężczyzn wybieram nie tych, którzy boją się związku tylko tych, którzy doceniają to kim jestem i mówią nie szukam dalej, a kiedy będzie źle, to usiądę z tobą, a jak będzie trzeba wybulę 180 zeta na terapię par i będę w tym z tobą". To nie jest romantyczna wizja. Wiem, że nie każdy chce ją spełniać, tylko ja o tym nie mówiłam. Bo się bałam. Bo nie wypada. Bo w ogóle nie wypada, żeby kobieta chciała wziąć ślub i mówiła o tym wprost, bo to jest biała sukienka, wesele i zdjecia. Oczywiście ja najchętniej wzięłabym ślub w dwie osoby w urzędzie stanu cywilnego, bo nie ma za mną tęsknoty za ceremonią, jest tęsknota za partnerem który wybiera mnie tak jak ja wybieram jego.
Po 11 latach zdałam sobie sprawę z tego, że chcę kogoś, kto chce ze mną robić remont, mimo że ja bardzo tego remontu nie chcę, kto stwierdza "nie szukam dalej, jesteś najzabawniejsza i mila w dotyku". [...] Widzę to jako wzajemny kontrakt dwóch osób, które lubią się ze sobą śmiać, lubią się dotykać, wiedzą że będą się kłocić, ale ta kłótnia to nie bitwa o Iwo jimę, tylko regulacja przez kryzys. Ale na samym końcu musi być pewność. Obydwie strony muszą chcieć tego. "Mam tę obrączkę bo chcę wszystkim powiedzieć, że już nie szukam. Tak długo aż obydwojgu nam będzie zależało na nas i obydwie strony będą chciały pertaktować szczerze o tym co się dzieje, tak długo jesteśmy mężem i żoną. Tak długo jak będę chciała czuć smak jego spermy na języku, tak długo jak po wyjeździe nie będę mogła przestać go słuchać kiedy opowiada, tak długo kiedy będzie moim przyjacielem. Odpowiedzialni osobno za coś co jest nami razem".
Ponieważ 4 lata temu zdałam sobie sprawę z tego, że mimo że bardzo źle znoszę mieszkanie z kimś [...] mimo że czasem naprawdę tak myślę, niech mnie nikt nie dotyka, jestem Mechaniczną Małgorzatą, proszę przestać, nic mnie nie boli i nigdy mi na nikim nie zazależy. Więc te 4 lata temu zdałam sobie sprawę z tego, że to kłamstwo. Że chcę mieć ulubioną osobę i razem z nią poznawać świat. Iść obok niej, a ona niech obok mnie idzie. Jako oddzielne osoby, które idą obok i razem, które są na tyle dorosłe, że potrafią szczerze ze sobą rozmawiać o rzeczach najtrudniejszych do przyznania się. I chcę mówić o niej "mój mąż", ponieważ wierzę że ten termin można zastąpić czymś innym, że "żona" może być osobą rysującą na asfalcie, a mąż może nie myśleć poważnie o nieruchomościach tylko rysować komiksy.
Jak Bóg mi miły, nie ustanę w tym.
Śmieją się ze mnie kiedy to mówię, a potem słyszę inne kobiety, które też tego chcą.''

https://www.facebook.com/halberster/posts/10154178884054054

niedziela, 19 lutego 2017

Łowiec ubecki.

''Co się stało wczoraj? Oto ludzie, którzy wyłożyli część pieniędzy na film Holland, dali jej nagrodę, ponieważ chcą podkreślić propagandową wagę tego filmu. Co z tego faktu rozumie Holland? Ona myśli, że jak umrze Kaczyński, a PiS straci władzę, to jej córka będzie miała tę samą pozycję w polskim kinie co ona. [ ... ] Co sobie myśli taki Wiktor Zborowski, który publicznie opowiada, że przejdzie na wegetarianizm, nawet nie chcę myśleć. [ ... ] Ani Zborowski, ani Holland nie przejdą na dietę bezmięsną z powodu berlińskiej nagrody. Dalej będą żreć żeberka i sznycle, podobnie jak ci co im tę nagrodę dali. I o tym musimy zawsze pamiętać kiedy przyjdzie nam się z nimi spotkać. Po filmie Pokot trzeba uważnie patrzeć na talerze pani Holland, jej córki i całej reszty. Co miłośnicy zwierzyny płowej wtroili dziś na obiadek…. [ ... ] Jak Agnieszka Holland, kręcąc od pięciu lat ten cały Pokot mogła jednocześnie popierać Bronisława Komorowskiego, myśliwego zawołanego, członka kół łowieckich i innych zbrodniczych organizacji? Jak mogła w ogóle wpaść na taki pomysł, żeby koło niego stanąć w świetle fleszy? To są rzeczy dla ludzi prostodusznych nie do pojęcia, ale oni też przez tę swoją prostoduszność łatwo to akceptują, bo mówią sobie – widocznie oni wiedzą lepiej, albo – widocznie tak musi być… I idą na ten oszalały film. Ludziom tym za nic nie da się wytłumaczyć, że Tokarczukowa to nie jest żadna pisarka, że to oszustka, która powinna siedzieć za wyłudzenia. Za nic nie można ich przekonać, że Agnieszka Holland nie jest artystką, ale propagandystką, w dodatku propagandy wymierzonej wprost w tych biedaków co jej wierzą.''

http://coryllus.pl/kiedy-komorowski-przejdzie-na-weganizm/

''„W dniu 6 stycznia 2008, prezes Koła Łowieckiego nr 18 „Ponowa” Ryszard Mączyński (…) poinformował zebranych, że był organizatorem zbiorowego polowania, w którym udział wziął Marszałek Sejmu Bronisław Komorowski wraz z synem. Odstrzelono dwa dziki…(…) Informacji o tym, że psy podkładał leśniczy Piotr Łukaszuk nie udało się zweryfikować. Polowanie to także odbywało się poza planem, nie powiadomiono nadleśniczego oraz wójtów gmin Łomazy oraz Tuczno, na terenie których polowanie to miało miejsce. Ryszard Mączyński tłumaczył, że ze względu na "bezpieczeństwo państwa" nie poinformowano pozostałych członków koła o tym polowaniu.„
Można by z  tego tłumaczenia wywnioskować, że ilekroć  Bronisław Komorowski polował za wiedzą lokalnych władz i członków koła, czyli legalnie, fakt ten stanowił zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa. [...] „Koło Łowieckie nr 18 „Ponowa” noszące szczytną nazwę Bialskie Towarzystwo Łowieckie dało się poznać szerszej nie tylko łowieckiej publiczności za sprawą bezkarnego, jak dotychczas, Stefana Karasińskiego strzelającego lisa w sezonie ochronnym, prezesa Ryszarda Mączyńskiego, który posługując się szantażem wymusił podpisanie rezygnacji z członkostwa w kole przez dwu myśliwych, a także za sprawą organizowanego w tym właśnie kole nielegalnego polowania zbiorowego z podkładaczem psów dla Marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego.”
W tym miejscu należy wyjaśnić, że w terminologii łowieckiej „polowanie zbiorowe”, to polowanie, w którym bierze udział co najmniej dwóch myśliwych , zaś podkładacz - to myśliwy lub jego pomocnik, który wchodzi z psami do miotu i naprowadza je na trop zwierzyny. Tak więc autor tych tekstów zarzuca organizatorowi polowania, że naruszył prawo łowieckie. [...] „W środowisku twierdzi się, że Ryszard Mączyński za ten szantaż odpowiadał nie będzie, gdyż pozostaje w zażyłych stosunkach z Marszałkiem Sejmu, który na jego zaproszenia chętnie korzysta z polowań specjalnie dla siebie organizowanych, bez udziału pozostałych członków koła. [... ] Strzelał, czy nie strzelał,  z  tych relacji wynika, że Bronisław Komorowski w nielegalnych polowaniach uczestniczył. Ciekawe tylko, co stało się ze wspomnianymi dwoma dzikami, które wówczas odstrzelono? Czmychnęły z powrotem do lasu?''

http://pejzaz.blogspot.com/2015/05/o-tym-jak-niegdys-bronisaw-komorowski.html

''„Tego typu polowania, które urządzał Bronisław Komorowski z dawną sztuką myśliwską miały niewiele wspólnego. Ustaliliśmy m.in., że ponieważ Komorowski jest ślepy jak kret i nie strzela dobrze, żeby mógł sobie zastrzelić zwierzynę jest taka metoda polowania, która jest prawem co prawda dopuszczalna (nie wolno np. polować na zwierzynę przy paśnikach, to jest rzecz która jest zabroniona), ale jest coś co jest odpowiednikiem paśnika, tyle tylko, że jedzenia dla zwierzyny nie wyrzuca się do paśników, tylko się rozkłada je na ziemi. Zawsze kiedy się zbliżało polowanie z udziałem Komorowskiego to widocznym śladem, że Komorowski będzie polował, były traktory ciągnące przyczepy, na których były spady z sadów jabłkowych, gruszkowych, śliwkowych, i te spady były po prostu rozrzucane w jednym miejscu na polanie leśnej. To się nazywa nęcisko i, jak nam mówili myśliwi, z którymi rozmawialiśmy, przy sprzęcie myśliwskim, jakim dysponuje Bronisław Komorowski, nie trafienie na zwierzynę, która przychodzi dokładnie o określonej porze, gdy te spady są zrzucane z przyczep, przy optyce jaką ma dzisiejsza broń myśliwska, to tak naprawdę nie jest żadne myślistwo, to nie jest żaden sport, to jest po prostu egzekucja, taka sama jaką wykonują rzeźnicy w rzeźni, którzy mają tzw. pistolety trzpieniowe, które przytykają do czaszki zwierzęcia i strzelają. Dokładnie zwierzę ma takie same szanse na przeżycie na nęcisku, jak w rzeźni, więc żadne. [...] Gmyz odniósł się też do książki Bronisława Komorowskiego „Zwykły polski los”, w której Bronisław Komorowski ujawnia, że polował już w latach siedemdziesiątych. „Z tej książki dowiedziałem się, że pozwolenie na broń miał od połowy lat siedemdziesiątych. Człowiek, który w PRL-u był przetrzymywany w więzieniu za swoją postawę antykomunistyczną, dostał jednocześnie pozwolenie na broń myśliwską. Państwo zapewne pamiętają, do dzisiaj uzyskanie pozwolenia na broń jest rzeczą bardzo ciężką, a w latach PRL-u kto miał pozwolenie na broń to państwo sobie łatwo mogą to dośpiewać.”

http://blogpress.pl/node/21119

''W pierwszej połowie lat siedemdziesiątych Bronisław Komorowski był bardzo zajętym studentem historii Uniwersytetu Warszawskiego. [...] W 1976 r. oprócz nauki poświęcał się również pracy społecznej w Studenckim Kole Naukowym, Socjalistycznym Związku Studentów Polskich, Klubie Inteligencji Katolickiej, stażowi w „Słowie Powszechnym”. Już wtedy łowiectwo było jego hobby. W tym roku rozwinął działalność uznaną przez SB za wywrotową. [...] W kwietniu 1977 r. dzielnicowy Nowicki zameldował, że Komorowski z żoną mieszka u teściów i posiada zezwolenie na strzelbę. Polkowski, trzymając się podręcznikowego schematu, zamierzał wezwać Komorowskiego do Komendy pod pretekstem rozmowy o strzelbie, a w rzeczywistości, aby ustalić, skąd ma nielegalne wydawnictwa i czy może donosić na Kawalca, Ajznera i Zdziarskiego. Zgodę na przeprowadzenie rozmowy Polkowski otrzymał dopiero po pół roku i wypełnieniu drugiego wniosku (biurokracja SB) [ - taa, jasne : przyp. mój ]. Komorowskiego wezwano do sekcji zezwoleń na broń Wydziału Ogólnego KSMO, gdzie czekał na niego Polkowski. [...] Zgodnie z przewidywaniami Polkowski załatwił Komorowskiemu zastrzeżenie wyjazdów za granicę i cofnięcia pozwolenia na posiadanie broni. Wymyślił także, aby wcielić go do zasadniczej służby wojskowej i tam ponownie werbować. Tę metodę stosowano najczęściej w stosunku do kleryków. Nie sprawdziła się, ponieważ Komorowski cierpiał na trwałą wadę wzroku. [ - to jakim cudem, i to jeszcze jako ''opozycjonista'' dostał pozwolenie na broń ?! oj, ta nieudolna ubecka biurokracja... : przyp. mój ] :

http://archiwum.gf24.pl/donosy-i-podsuch-czyli-wsypa-w-mieszkaniu-komorowskiego-materiay-operacyjne-suby-bezpeczestwa/

Ciekawe że Hollandowa i Tokarczuk kierują agresję związaną z polowaniami w stronę PiS, Kościoła i ogólnie prawicy a przecież środowiska myśliwych to - z całym szacunkiem dla tych z nich jacy nie mają nic wspólnego z omawianą patologią - skansen komuny, ubecy i PRL-owskie trepy raczej - nie trzeba daleko sięgać, z fuhrera związku łowczych niezłe ziółko :

''Bez większych problemów Lech Bloch przeprowadził ciechanowską organizację łowiecką przez stan wojenny, a po jego zakończeniu, postanowił nie ograniczać się tylko do spraw zawodowych, ale zrobić również coś dla ludowego państwa polskiego. W grudniu 1983 roku podpisał zobowiązanie do tajnej współpracy ze służbami bezpieczeństwa PRL i pod pseudonimem "Kazimierz" został zarejestrowany pod numerem 4092 w ewidencji Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Ciechanowie. Tak ma marginesie, jak na tak małe województwo, tak wysoki numer ewidencyjny wskazywał, jak głęboka była penetracja Służby Bezpieczeństwa w społeczeństwie. TW "Kazimierz" prawdopodobnie nie wiedział, że w Zarządzie Wojewódzkim PZŁ w Ciechanowie nie był jedynym tajnym współpracownikiem SB, co świadczyło jak szczególnie penetrowane było środowisko myśliwych i jak wyselekcjonowane przez te służby było kierownictwo Związku w tamtym czasie.''



''Bronisław Komorowski jest członkiem Polskiego Związku Łowieckiego, w którym szefem Naczelnej Rady Łowieckiej jest Andrzej Gdula, były wiceszef MSW w PRL, ściągnięty do resortu przez generała Czesława Kiszczaka.

Prezes zarządu PZŁ dr Lech Bloch był zarejestrowany jako wieloletni tajny współpracownik Służby Bezpieczeństwa "Kazimierz". W Instytucie Pamięci Narodowej zachowało się własnoręcznie podpisane przez niego zobowiązanie do współpracy. Do związku należy wielu VIP-ów: polityków, ministrów, aktorów, celebrytów – pisała w czerwcu w artykule pt. Noc myśliwego "Rzeczpospolita". Przynależność do PZŁ daje określone profity –  m.in. tylko członkowie związku mogą legalnie polować w Lasach Państwowych należących do Skarbu Państwa. [...] Bronisław Komorowski należy  Polskiego Związku Łowieckiego. Obecny prezydent najczęściej polował z myśliwymi z Ponowa - Kołem Łowieckim nr 18 w Białej Podlaskiej. Dlatego lokalnych dziennikarzy nie zdziwiło przyznanie przez Komorowskiego odznaczenia wójtowi gminy Terespol Krzysztofowi Iwaniukowi, który w katalogach IPN widnieje jako tajny współpracownik komunistycznej SB o pseudonimie "Janek".''


''A. Gdula robi wielką karierę jako dworzanin 'prezia",był prezydenckim ministrem przy Aleksandrze Kwaśniewskim, szefem rady nadzorczej PGNiG, pracował w słynnej spółce EuropolGaz i w końcu odziedziczył po szefie Informacji Wojskowej gen. bryg. Tadeuszu Pietrzaku stanowisko przewodniczącego Naczelnej Rady Łowieckiej.''




''Patronat honorowy nad obchodami Święta Myśliwych okręgu gdańskiego objęli: Mieczysław Struk  - Marszałek Województwa Pomorskiego, Arcybiskup Sławoj Leszek Głódź - Metropolita Gdański, Andrzej Gdula - Prezes Naczelnej Rady Łowieckiej, Lech Bloch - Przewodniczący Zarządu Głównego PZŁ - Łowczy Krajowy oraz Zbigniew Kaczmarczyk -  Dyrektor Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Gdańsku.''


''Myśliwi to bardzo poważna i liczna grupa w Polsce. Jest ich w Polsce ponad 100 tysięcy, są dobrze zorganizowani i wspierani wielowiekową tradycją. Ze znanych osób, w tym gronie jest m.in prezydent Bronisław Komorowski (obecnie nie poluje) [ - poluje ale nie strzela:) : przyp. mój ], Janusz Palikot, Stanisław Żelichowski, Waldemar Pawlak, Radosław Sikorski, Jan Kulczyk, arcybiskup Sławoj Leszek Głódź.''


- a to iż święcą sztandary w kościele o niczym jeszcze nie świadczy, gdzie napisano, że ksiądz nie może być ubekiem ? :

''Mszy świętej przewodniczył Jego Ekselencja Metropolita Gdański Arcybiskup Sławoj Leszek Głódź. W ciekawej homilii Arcybiskup wypowiedział ważkie słowa „Nie strój,nie kapelusz z piórkiem ani nawet strzelba czyni myśliwego. Myśliwego czyni umiłowanie przyrody ,etyczny stosunek  do kolegów , zwierzyny, zainteresowanie kulturą łowiecką .piastowanie tradycji i zwyczajów łowieckich ,ochrona zwierząt dziko żyjących, zagospodarowanie łowisk, dbałość o środowisko. Przyjazny stosunek do ludności zamieszkującej miejsca , gdzie gospodarujemy.” W trakcie mszy Arcybiskup również myśliwy członek naszego związku stworzył wspaniałą „swojską” atmosferę.''


''Pierwsze wiadomości o niejasnościach w życiorysie generała Głodzia powziąłem z lektury teczki personalnej oficera wywiadu wojskowego PRL. Zdecydowaną większość okresu służby pracował jako oficer pod przykryciem – w skrócie opp. W jego przypadku instytucją przykrycia był Orbis, Zarząd Lotnictwa Cywilnego, PLL LOT, a w latach 80-tych przedstawicielstwo LOT w Rzymie. Aby nie budzić niezdrowej sensacji i nie prowokować Doroty Kani do plagiatu (sprawa Mariusza Waltera), nie podam danych tego oficera. Dalej w tekście będę go opisywał jako płk Opp. [...] W połowie 1983 r. w Centrali podsumowano pracę płka Opp, który złożył 8 materiałów, z czego 1 cenny, 4 wartościowe i 3 przydatne. W tym samym czasie nazwiska księży znikają z dokumentów płka Opp, a zastąpione je kryptonimami. Świadczy to o dalekim zaawansowaniu spraw infiltracji polskich księży w Watykanie przez płka Opp. Jednocześnie w przypadku dwóch księży płk Opp zaczął raportować do „Sowy”. „Sowa” to kryptonim Oddziału „Y” pop. Zespół „N” – pionu wywiadu wojskowego zajmującego się aparatem nielegalnym. Jednym z tych dwóch księży był Głódź. Zainteresowanie Oddziału „Y” świadczy, że miał być komunistyczną wtyką w Watykanie jak Turowski. Z tą różnicą, że Turowski pracował dla wywiadu SB, a Głódź miałby dla wywiadu wojskowego. [...] Zmuszony byłem więc do posiłkowania się relacją uczestnika wydarzeń – płka Opp. Zaprosił mnie do domu i zrelacjonował swoją służbę ze szczególnym naciskiem na kierunek watykański i arcybpa Głodzia (o innych księżach trochę też, ale w ich sprawie zarezerwowałem sobie następne terminy). Według opowieści płka Opp znajomość z Głodziem rozpoczęła się od „konieczności” lotu Głodzia do Kanady. W gestii Opp znajdowały się bilety na loty w cenie krajowej. Lotów bezpośrednich do USA wówczas nie było z powodu embarga za stan wojenny. Wszyscy podróżujący (tanio) do USA lecieli Lotem do Kanady, a już stamtąd mieli niedaleko. Problem w tym, że miejsca w samolotach Lot do Kanady wykupiono blisko rok naprzód, a siostry biednego księdza czekały w Chicago. Tylko pamiętający gospodarkę niedoboru zrozumieją, jak wielką władzą dysponował Opp. Dla człowieka współczesnego nie ma nic trudnego, jak kupić bilet innego przewoźnika. Tak, ale obywatel PRL u innego przewoźnika płacił walutą tj. wielokrotnie więcej niż u przewoźnika krajowego, stąd kolejki. Opp po konsultacji z Centralą (Centralą Lotu) otrzymał miejsce do Kanady dla Głodzia, pewnie kogoś przesunięto. Tak zadzierzgnięta znajomość Głodzia i Opp kontynuowana była przez obydwu Panów do końca pobytu Opp w Rzymie w rytmie 1-2 spotkania w miesiącu. Opp charakteryzował Głodzia jako czujnego i pilnującego się tzn. zdawał sobie sprawę z tego, że może rozmawiać pracownikiem na „drugim etacie”. Mimo to Głodziowi wypsnęło się coś, co dało palmę pierwszeństwa polskiemu GRU w wyścigu z polskim KGB. Powiedział, że mimo ustaleń Watykanu z reżimem Jaruzelskiego, JPII spotka się z Wałęsą, ale nie w Gdańsku, tylko w górach (gdzie Wałęsa będzie udawał turystę – autor). Według Opp tą informacją SB już dysponowała, tylko dzięki zaniedbaniu rezydentury, wojskowi byli pierwsi.

Drugie fundamentalne stwierdzenie Opp jest takie, że księża, tym bardziej Głódź, absolutnie nie byli świadomi, z kim rozmawiają, jego „drugiego etatu”. Być może jest to prawdą w przypadku Głodzia, jednak Opp wypytywany o pozostałych księży, również stwierdzał, że byli oni informatorami nieświadomymi. Opp nie pasuje do portretu typowego komunistycznego wywiadowcy, jest spokojnym starszym człowiekiem. Myślę, że boi się zrobić komuś (z księży watykańskich) przykrość i spośród nich któryś był na pewno świadomym informatorem. Nawiasem mówiąc w aktach wojskowego wywiadu namnożyło się informatorów nieświadomych, którzy brali bądź chcieli wziąć pieniądze! Ten wątek będzie ciekawy w tekście o Francesco Bigazzim (już niedługo).

Trzecie cenne stwierdzenie Opp dot. nadużywania alkoholu przez Głodzia. Wówczas Głódź nie pił nic mocniejszego, mimo setek okazji – Opp pracował w Rzymie 01.1982- 08.1987 r.; z Głodziem poznali się w marcu 1982 r.; spotykali się 1-2 w miesiącu, razem wychodzi ok. 60- 120 spotkań, prawie wszystkie w restauracjach. Zachowały się rachunki z tych rzymskich restauracji, rzeczywiście zamawiano wino. Domyślać się należy, że alkoholowy problem Głodzia powstał dopiero jego powrocie do kraju, a zwłaszcza po objęciu stanowiska w (L)WP. Politrucy! to wy (jakże wam bliski zaimek) jesteście winni chorobie Arcybiskupa.''


- ale przyznaję, że takie cuś to jednak przegina podpadająca już pod ''rodzimowierstwo'' :


''Carewicz Włodzimierz'' czyli Cimoszko, TW ''Carex'', syn agenta NKWD i funkcjonariusza niesłynnej Informacji Wojskowej przy ''pracy'' :


- tymczasem u nas w regionie za świetny przykład wspomnianej patologii robi wieloletni radny i działacz SLD/PSL [ obecnie ''bezpartyjny'' ] Gierada Jan i jego koło myśliwców pod jakże wdzięcznym mianem ''Rosomak'' :



''Nie wszystkim radnym Kielc spodobał się pomysł budowy Muzeum Łowiectwa, który chce zrealizować Koło Łowieckie Rosomak i należący do niego radny Jan Gierada. [...] Koło Łowieckie Rosomak wystąpiło o przekazanie mu miejskiej działki przy ulicy Wojska Polskiego, na której chce zrealizować inwestycję. - Będę głosować przeciw- zadeklarowała radna Platformy Obywatelskiej, Joanna Winiarska.- Byłabym za, gdyby koło Rosomak polowało za pomocą obiektywu aparatu fotograficznego, ale tak nie jest. - Na działce, która ma kilkaset metrów nie będzie polowań, ale muzeum, dla pani, pani dzieci i wnuków. Będziemy pokazywać głuszce, cietrzewie, inne gatunki, które są na wyginięciu i w naturze pani dzieci ich nie zobaczą. W naszym województwie nie ma takiego obiektu. Mam prawdziwych sponsorów – deklarował Jan Gierada. Nie przekonał jednak radnej. - Wiem, że nie będzie tam polowań, ale będą trofea z polowań i zdjęcia rodzin z martwymi zwierzętami. Wolę, żeby moje dzieci oglądały fotografie z naturą i żywymi zwierzętami - dodała radna. [...] - Cieszę się, że moje argumenty trafiły do części radnych i nie zagłosowali "za". Promocja miasta przez martwe zwierzęta to nie jest dobry pomysł - dodała radna Winiarska.''


- władze takiej metropolii jak Berlin, by daleko nie sięgać, uważają najwidoczniej inaczej lansując się na gigantycznej trupiarni jaką stanowi Museum für Naturkunde pełne wypchanych zwierząt i tego typu makabrycznych eksponatów, nawet tak mocarni za Odrą ''zieloni'' nie byli w stanie tej placówki zmóc, stąd wszystkie kobioły, histeryzujący mniemani ''Europejczycy'' pokroju radnej PO Winiarskiej powinni ciupasem udać się tam by obejrzeć niniejszą wystawę a może dotrze do nich w końcu jak bardzo ich ''nowoczesność'' podszyta jest wieśniackimi kompleksami :




''Myśliwi to przyjaciele przyrody'' - tako rzecze Jarubas marszałek z PSL :


Przechuje :

''Grupa myśliwych polowała na bażanty, na łąkach w pobliżu biblioteki uniwersyteckiej. Według bibliotekarzy, polujący podeszli zbyt blisko do budynków i stwarzali zagrożenie. Innego zdania jest policja i łowczy wojewódzki.

Nowoczesny budynek i nowoczesny kampus; niestety, dzisiejszy spokój biblioteki głównej Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach zakłóciły strzały. Kulka śrutu wpadła przez okno ...  Początkowo nikt nie wiedział, co się dzieje, strach, szok i niedowierzanie. – Kto przy zdrowych zmysłach polowałby w takim bliskim sąsiedztwie uczelni – pytali bibliotekarze. Trwa sesja egzaminacyjna, biblioteka jest pełna studentów, o wypadek nie trudno – dodają.''


''4.309 kłusujących kotów''



Nasz region zaś reprezentuje Mazur Janusz [ nr. 35 ] :



- na miłość boską, kto dziecku daje na imię Sylwana ?! Biorąc jednak pod uwagę pasję papy w sumie trudno się dziwić :


- studio Rewanż to ci od baletowego ''auschwitz soft porno'' :



- zdaję sobie sprawę, że to grube i mocno nadużywane zagranie ale w tym kontekście nie sposób jednak pominąć najsłynniejszego jarosza i wielkiego miłośnika zwierząt :


''Der Führer als tierfreund''


- ale by nie powstało fałszywe wrażenie należy na koniec wspomnieć o pasji Wielkiego Łowczego III Rzeszy Hermanna G. :

http://joemonster.org/art/33928