wtorek, 1 maja 2018

Rosyjoniści.

Wstrzymywałem się z oceną klątwy jaką rzucił na Polskę sanhedryn kapłanów mrocznego kultu hitlerowskiego ludobójstwa, pasożytów i wyzyskiwaczy czerpiących zeń profity na wzór faraońskiej kasty, do czasu aż sytuacja wyklaruje się na próżno jednak jak widzę wnioskując nie tylko po niedawnej auszwicowej chucpie w wykonaniu prezydĘta Izraela składającego hołdy żydowskim terrorystom i nazistowskim kolaborantom zarazem, ale i mocnym postanowieniu na dniach zdurniałych już do reszty Amerykanów by pchnąć nas w łapy Rosji oraz zblatowanych z nimi Niemiec [ i nie zaradzi temu desperackie odwracanie kota ogonem przez prawicowych syjonistycznych gawnojedów pokroju Ssakiewicza czy Terlikowskiego, że to wszystko ''wina Tuska'' a tak w ogóle to ''Polacy nic się nie staaaało'' ]. Pożytek z tego przynajmniej taki, że co bardziej rozgarnięci ale naiwni zwykle rodacy doznają ozdrowieńczego szoku a przydałyby się sole trzeźwiące zakompleksiałemu narodowi skłonnemu przez to brać za dobrą monetę gorące zapewnienia szemranych ''sojuszników'', zwykle cynicznych szulerów, może nabierze dzięki temu zdrowego sceptycyzmu do gromkich haseł nie popartych konkretami i przestanie tak ochoczo łykać serwowane przez tamtych ochłapy nauczywszy się za to wreszcie kalkulować na zimno jak należy. Niestety te niepobożne życzenia mąci uzasadnione całkiem podejrzenie, iż słuszne oburzenie Polaków, ich wkurw nie owijając w bawełnę zdyskontuje jak wspomniano Moskwa, stąd tym bardziej godzi się uwyraźnić w tym miejscu ów wielce kłopotliwy dla wyznawców rzekomego ''słowiańskiego katechona'' jak i ślepo zapatrzonych w Izrael rodzimych neokoszerwatystów fakt, iż ostatnimi działaniami jednoznacznie żydowskie państwo wraz z diasporą wpisały się w rosyjską politykę historyczną i nie tylko zresztą, ale dla porządku na tejże i jej punktach zbieżnych z izraelską skupimy się w niniejszym wpisie.

Niekrótki jak to zwykle bywa na tym blogu uprzedzam rys historyczny wypada zacząć od przypomnienia świeżej dość a jakoś mało eksponowanej w polskojęzycznych merdiach, szczególnie tych ''naszych'', informacji iż latem zeszłego roku Kneset ustanowił i to przez aklamację obchody rocznicy zakończenia II-ej wojny światowej naznaczając nie 8-go jak to dzieje się w cywilizowanym świecie a 9 maja jako Dzień Zwycięstwa w Izraelu, czy raczej wypadałoby rzec ''pabiedy'' tak jak to było właśnie w ZSRR i podporządkowanych mu demoludach a do dziś jest praktykowane w Rosji oraz innych postsowieckich respublikach - dobitna oznaka, że żydowskie państwo położone w Palestynie stanowi raczej jedną z nich a nie ''kolejny stan USA'' o co dotychczas było posądzane [ bodaj jedynie jawna agenda informacyjna Rosji portal ''Sputnik'' doniósł o tym haniebnym fakcie w triumfującym tonie, uprzedzając jednak wrzask ''konserwatywnych syjonistycznych gawnojedów'' parafrazując Targalskiego jakobym był ''pudłem rezonansowym Kremla'' [ j.w. ] odsyłam do anglojęzycznych wydań stricte żydowskich dzienników wskazujących na wielkie poparcie wśród tamtejszych Jewriejów dla takowych działań oraz na strony izraelskiego parlamentu, gdzie prawdziwość podanych informacji łatwo zweryfikować ze skutkiem pozytywnym, stąd morda w kubeł prawicowe szabes goje ]. Nie dziwota więc, że Putin omal nie popłakał się dziękując za to serdecznie Izraelczykom w telewizyjnym wywiadzie, taki zeń sentymentalny chłopina, zresztą jego zażyłe stosunki z władzami Żydolandu oraz obrzydliwe umizgi doń Netanjachuja wraz z prezydencką szumowiną, tą co to nam nawrzucała w Auszwicu ostatnio, są znane wszędzie tylko nie nad Wisłą bo nie w smak to zarówno tutejszym autentycznym ruskim trollom ślepo zapatrzonym w miraż ''słowiańskiego katechona'' jak i może przede wszystkim nawet zakamieniałym prosyjonistycznym tępakom na prawicy pokroju [p]osła Dziedziczaka dla których czas zatrzymał się na wojnie sześciodniowej i w okresie dawno już przebrzmiałego konfliktu Izraela z ZSRR na tle poparcia wówczas przez ten ostatni nie tych Semitów co trzeba czyli Arabów.

Ponieważ w naszej obrazkowej epoce jedno zdjęcie znaczy więcej niż tysiąc słów zanim przejdę do referowania dalszych nudnawych dla większości a jakże ważkich i mało znanych faktów z prehistorii Izraela i jego związków z komunizmem zapodam w tym miejscu krótką serię wymownych fot żydowskich weteranów krasnej armii dumnie prężących starcze cyce udekorowane oczojebnymi bateriami medali :


https://www.timesofisrael.com/israeli-red-army-veterans-show-off-their-medals-for-victory-day/

https://www.timesofisrael.com/the-forgotten-jews-of-the-red-army/

Jak widać izraelski parlament jedynie oficjalnie usankcjonował świeckie bałwochwalstwo odbywających się już od wielu lat żydowskich obchodów sowieckiej pabiedy :







Tel Awiw to czy Moskwa, chciałoby się rzec - i kto jeszcze śmie twierdzić, że żydokomuna to ''antysemicki wymysł'' ?! Jakbym się przeniósł do epoki słusznie minionej, wracają traumatyczne obrazy z dzieciństwa jak żywe niemal opatrzone w PRL-owskiej tv czasów tow. Breżniewa, Czernienki i Jarucwela, aż cierpnie skóra... I nie ma co pocieszać się w wątpliwy sposób, że czekać tylko jak te wszystkie gieroje wymrą a wraz nimi i pamięć o ich wyczynach skoro najwyraźniej izraelska gówniażeria ochoczo przyklaskuje radzieckiej chucpie a państwo ustanowiło jej kult wtłaczany już teraz oficjalnie kolejnym pokoleniom tresowanych po linii i bazie małych żydków. Znamienne, że ruscy czy raczej wypadałoby rzec radzieccy Żydzi łączą celebrację ''pabiedy'' z agresywnym szowinizmem o rasistowskim wręcz zabarwieniu, stąd stanowią podporę prawicowych [ ! ] koalicji rządowych [ choć jak widać liberalna opozycja w Izraelu wcale im pod tym względem nie ustępuje ], bo też i mit ''wojny ojczyźnianej'' jakby nie było jest integralnym stopem bolszewizmu z nacjonalizmem.

''Kropkę nad i'' jeśli idzie o prawdziwe motywy tak zaciekłego oporu Żydów wobec prawdy historycznej w obecnym konflikcie z Polską w jej wymiarze symbolicznym postawił szef ośrodka chucpiarza Wiesenthala, niejaki Efraim Zuroff zwany ''last nazi hunter'' [ skądinąd ciekawym ilu ich wyłapał:) ale przecież w tym geszefcie chodzi jedynie o to by gonić brunatnego króliczka... ] - otóż wprost oświadczył, że takie kraje jak nasz dążąc, słusznie skądinąd, do zrównania zbrodni komunistycznych z nazistowskimi wymuszają tym samym na Żydach konfrontację z tym oto niewygodnym dla nich faktem, że byli nie tylko ''narodem ofiar'' jak sami postrzegają się z sadomasochistycznym uwielbieniem, ale i katów ! Owszem, nie raz w historii podlegali brutalnym, ludobójczym wręcz represjom, niemniej bywało też często iż zamieniali się rolami ze swymi oprawcami mając wśród swych ziomków zbrodniarzy na miarę Hitlera takich jak Lew - a nie Lejba - Bronsztejn ''Trocki'', Gienrich Jagoda czy Jakow Swierdłow by wymienić najznaczniejszych wraz z legionem żydowskich czekistów i ubeków mających krew niewinnych na rękach, mnóstwo krwi. Na to zaś nigdy nie przystaną obecne władze Izraela jak i sekundująca jej w nikczemnych połajankach pod adresem tak poszkodowanej przez wojnę Polski tamtejsza opozycja, nie jest do tego gotowa również zdecydowana większość żydowskiej opinii publicznej w kraju jak i diasporze, stąd izraelska biurwa rzucająca onegdaj bezczelnie w kuriozalnej odpowiedzi na wniosek o ekstradycję sadystycznego oprawcy Solomona Morela uwagę iż ''Żyd nie może być zbrodniarzem wojennym'' wyraziła tylko zdanie ogółu obywateli jak i polityków ''syjonistycznego tworu''. Mało kto niestety jest wśród nich na tyle uczciwy by jak izraelski dziennikarz Sever Plocker przyznać to daremnie przy tym nawołując rodaków aby dokonali rozrachunku ze swą niechlubną komunistyczną przeszłością, zwłaszcza udziałem w zbrodniach popełnionych w imię obłędnej ideologii - w tym się różnimy i to zasadniczo bo choć i wśród Polaków nie brak czerwonej hołoty nie czcimy jednak oficjalnie naszych bolszewickich ludobójców z Dzierżyńskim na czele ani też prawie nikt tu serio nie próbuje wynosić na ołtarze kanalii poza skończonymi lewackimi głupkami, endekomuną lansująca oszukańczą tezę jakoby był on Wallenrodem biorącym pomstę na Rosjanach czy w najlepszym razie fantastami rojącymi o ''prometejskich spiskach'' [ przykro mi Fox ], my obaliliśmy dawno pomnik zbrodniarza i w końcu robimy wreszcie porządek z pozostałymi u nas ubeliskami oni zaś właśnie stawiają sobie nowe ! Jakże to wymowne : dopiero co, zaledwie 3 lata temu decyzją Sejmu Polska pozbyła się wreszcie reliktu sowieckiego kolonializmu jakim był dzień ''pabiedy'' bo przecież nie zwycięstwa dla nas obchodzony na radziecką modłę 9 maja, tymczasem Izrael niemal w tym samym czasie oficjalnie usankcjonował huczne obchody tejże świeckiej parodii święta grawitując kulturowo i politycznie ku statusowi postsowieckiej zony, jakowegoś kuriozalnego reliktu i parodii zarazem ZSRR na modłę bliskowschodniej Korei Północnej w wersji soft - mają przecież prawdziwy arsenał broni nuklearnej, którą podobnie jak tamci terroryzują drugą połowę Eurazji i całkiem niemal zmilitaryzowane społeczeństwo z wiodącą rolą tajnych służb, czekać więc tylko żydowskiego Kim Ir Sena...

Kończąc tę część rozważań przytoczmy w oryginale na dowód parę fragmentów wypowiedzi pomienionych wyżej postaci :

''Dr. Efraim Zuroff, Nazi-hunter and director of the Simon Wiesenthal Center’s Jerusalem office, said that “Holocaust distortion” has been a problem for over 25 years, and until now Israel has done little to combat it. Eastern European countries, Zuroff said, “have invested in trying to convince the world the Holocaust was only the work of Germany and maybe a few degenerates. “Since the Soviet Union crumbled, people have been trying to say communism is the same as Nazism... They want communism to be considered genocide and [some countries] criminalized denying it. And then, if communism is genocide, and there were Jewish communists, then Jews committed genocide. This is their way of undermining the Shoah and their participation in it,” Zuroff explained. The issue of Holocaust distortion exists “in practically every country in post-communist Eastern Europe,” he said. “Their new heroes are people who fought communists, some of whom killed Jews in the Shoah. They name streets and schools after them.” Still,Zuroff said he did not think that legislation is the right way for Israel to deal with the problem. Rather, Israel should use its influence in post-Soviet countries, many of which have defense ties with Israel, to convince the governments that “their behavior is unacceptable.”

They love Israel, but hate the Jews,” Zuroff said.''


- w kontrze do tych zatrważających bredni z którymi należy konfrontować choćby i musem wszystkie oczadziałe proizraelskim zaślepieniem zakute łby na polskiej prawicy, parę słów prawdy od żydowskiego publicysty, w dodatku jak widzę wypowiadającego się często na łamach ''GW'', tym bardziej :

''As opposed to Eastern European nations, the Russians did not settle the score with their Stalinist past. [...] Many Jews sold their soul to the devil of the Communist revolution and have blood on their hands for eternity. [...] The Jews active in official communist terror apparatuses (In the Soviet Union and abroad) and who at times led them, did not do this, obviously, as Jews, but rather, as Stalinists, communists, and "Soviet people." Therefore, we find it easy to ignore their origin and "play dumb": What do we have to do with them? But let's not forget them. My own view is different. I find it unacceptable that a person will be considered a member of the Jewish people when he does great things, but not considered part of our people when he does amazingly despicable things.

Even if we deny it, we cannot escape the Jewishness of "our hangmen," who served the Red Terror with loyalty and dedication from its establishment. After all, others will always remind us of their origin.''


Osobliwe meandry patrząc z naszej perspektywy żydowskiej polityki historycznej wyjaśnia nieco fakt szefowania zawiadującej nią w głównym stopniu instytucji jaką jest Jad Waszem przez rzekomych gierojów a tak naprawdę bolszewicką swołocz dokonującą podczas wojny gwałtów i rabunków na polskich chłopach - mowa tu o takich postaciach, raczej siedzieć niż postać mówiąc klasykiem, jak były politruk Shmuel Krakowski czy zwłaszcza regularny czekista Icchak Arad : nie może więc dziwić, że jak pisze izraelski historyk Tom Segev w zakończeniu swej znakomitej pracy ''Siódmy milion'' wśród ochroniarzy tejże placówki częściej można usłyszeć rosyjski niż hebrajski... Problem ma jednak bardziej zasadniczy charakter, jego źródło tkwi u samego zarania żydowskiej państwowości i nie chodzi jedynie o to iż była ona dziełem przeważnie lewicowych nacjonalistów odpowiedzialnych w głównym stopniu za popełnione przy tym zbrodnie z ludobójczą czystką etniczną na czele [ masakra w Dajr Jasin dokonana przez koszernych faszystów na których zwalono całą winę blednie przy ówczesnych krwawych wyczynach narodowosocjalistycznej Hagany ] - otóż faktycznym ''ojcem założycielem'' Izraela był nie kto inny jak tow. Stalin bo to dzięki dostawom ciężkiej broni z przejętych przez Sowietów czeskich fabryk zbrojeniowych idących przez niezniszczony wówczas port w Szczecinie oraz podążającym prawdopodobnie w ślad za nimi sowieckim ''doradcom wojskowym'' [ na co wskazywały tajne raporty armii USA ] Żydzi przetrwali najtrudniejsze pierwsze rozstrzygające miesiące i lata walk z Arabami by wziąć w końcu nad nimi górę, sowiecka pomoc była tu może nawet bardziej kluczowa od amerykańskiej : mówiąc wprost nowoczesnej żydowskiej niepodległości patronował komunistyczny ludobójcana tym właśnie polegał ów ''mord założycielski'' obecnego Izraela, jego mroczny, wstydliwy sekret. Na pewno sowieci szkolili żydowskich terrorystów albo bojowników jak kto woli z Hagany, przyszłą elitę izraelskiej armii w obozie położonym w Bolkowie na Dolnym Śląsku a więc tuż pod nosem razwiedki - zagadnieniu temu poświęciła artykuł dr Bożena Szaynok opublikowany pod koniec lat 90-ych w miesięczniku ''Odra'', niestety nie jest on dostępny w sieci możemy więc jedynie przywołać zeń w tym miejscu co smakowitsze fragmenty zaczerpnięte z gazetowych i blogerskich tekstów referujących jej oraz innych badaczy ustalenia w tej materii :

''Kiedy w maju 1948 r. powstał Izrael, został on niemal natychmiast - zaraz po USA - uznany także przez ZSRR, który z miejsca rozpoczął też grę na rzecz umocnienia swych więzi z państwem żydowskim. Pionkami w tej grze zostały oczywiście europejskie satelity Kremla - Czechosłowacja i Polska. Z polecenia Moskwy rząd czeski podjął decyzję o sprzedaży broni państwu żydowskiemu, w obu państwach powstały obozy ochotników do Hagany. Zaraz po oficjalnym uznaniu Izraela przez państwa bloku komunistycznego, także w Polsce przystąpiono do organizowania dlań pomocy. „W Polsce w tym czasie przebywali już wysłannicy Hagany z Palestyny. Jedną z osób koordynujących akcję pomocy był Wacław Komar” [ Mendel Kossoj ]. Grzegorz Smolar - żydowski komunista z PPR, odbył w tym czasie rozmowę z kierownikiem wydziału spraw zagranicznych KC PPR - Ostapem Dłuskim [ Adolf Langer ], który poinformował go o „konieczności zorganizowania pomocy dla państwa Izrael”. Następnie Smolar spotkał się ze wspomnianym Wacławem Komarem.  Ten, jak wspomina Smolar „powiedział, że do Polski przyjechał wysłannik (...) człowiek specjalnej misji”. Człowiekiem tym był Icchak Palgin (Polakiewicz) oraz (...) instruktor wojskowy o pseudonimie „Jakub”. To z nim Smolar jako „przedstawiciel PPR w rozmowach ze stroną izraelską” miał omawiać sprawę stworzenia w okupowanej przez bolszewików Polsce obozów wojskowych dla Żydów. [...] Jednak, jak się okazuje, pertraktacje komunistów z syjonistami w sprawie tajnych obozu (ów) szkoleniowych w Polsce rozpoczęły się jeszcze przed powstaniem Izraela, co dowodzi dużego stopnia zainteresowania Kremla we wzmocnieniu militarnego potencjału syjonistów. Rozmowy trwały, bowiem już w okresie koniec 1947 - początki 1948 r.''

http://www.eioba.pl/a/460x/psychopatyczna-armie-izraela-tworzono-w-polsce

''Jeszcze zanim w maju 1948 roku proklamowano powstanie państwa Izrael, komuniści nawiązali cichy kontakt z Haganą - syjonistyczną formacją wojskową, która od lat dwudziestych ochraniała żydowskich osadników w Palestynie. Na polecenie Moskwy w większych polskich miastach powstały punkty werbunkowe. Młodym, głównie dwudziestokilkuletnim, ludziom pochodzenia żydowskiego oferowano szybkie przeszkolenie oraz wyjazd na Bliski Wschód, gdzie mieli się osiedlić i walczyć z Arabami o nową ojczyznę. A w Bolkowie - na ukrytych wśród lasów, odgrodzonych płotem zboczach Góry Ryszarda - rozpoczął działalność obóz wojskowy Hagany. Polscy historycy datują jego powstanie na jesień 1947 roku, izraelskie źródła precyzują: we wrześniu. [...] Na szkolenie Hagany zgłaszali się głównie działacze organizacji syjonistycznych, rekomendowani przez ich władze. Akcja była ściśle kontrolowana przez Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego, które zatwierdzało listy ochotników i dbało o odpowiedni światopogląd emigrantów. Członków Polskiej Partii Robotniczej szantażowano. Dla nich warunkiem zgody na wyjazd było podjęcie współpracy z bezpieką. Mieli donosić o nastrojach podczas szkolenia i pozostać agentami służb na Bliskim Wschodzie. [...] Poza ideowcami, śniącymi o wolnym Izraelu, zgłaszali się także bogaci spryciarze, którzy w zorganizowanym przez komunistów naborze ujrzeli szansę wywiezienia swego majątku przez pilnie strzeżone granice Polski. Czasem udawało im się zwieść czujność bezpieki: po drodze do Palestyny odłączali się od grupy i znikali razem z przemyconym potajemnie złotem czy pieniędzmi. Dezercja nie mogła być rzadkim przypadkiem, skoro Franciszek Kuchta, inspektor Ochrony Skarbowej, ubolewał w piśmie do zwierzchników, że wraz z haganowcami ubywa kosztowności. Próżne żale, bo zarówno o powstaniu obozu, jak i jego likwidacji we wrześniu 1948 r., przesądziła polityka. Haganowców wspierał generał Michał Komar [ Mendel Kossoj ] z wywiadu wojskowego Oddziału II Sztabu Generalnego Wojska Polskiego i władze Polskiej Partii Robotniczej. Trudno sobie wyobrazić, by tego rodzaju działalność była możliwa bez akceptacji (lub wręcz inspiracji) Związku Radzieckiego. Według dr Bożeny Szaynok, która opisała działalność obozu w Bolkowie, najemników szkolili wysłannicy Hagany oraz wysocy oficerowie Armii Czerwonej i Wojska Polskiego. Wykorzystywano do tego poniemiecką strzelnicę na Górze Ryszarda. [...] Przyszli bojownicy nosili zielone, amerykańskie mundury z demobilu, przesyłane ze Stanów Zjednoczonych do Polski przez działaczy Joint (American Jewish Joint Distribution Committee). Broń dostarczali komuniści z Polskiej Partii Robotniczej. [...] Dr Bożena Szaynok podkreśla, że istnienie obozów Hagany w Polsce i Czechosłowacji owiane było tajemnicą. - ZSRR nie chciał się afiszować z tego rodzaju pomocą dla Żydów ze względu na różne ograniczenia dotyczące dostaw broni do Palestyny w tym czasie, ale także z powodu relacji z Wielką Brytanią, która wciąż jeszcze, jesienią 1947 r., sprawowała mandat nad Palestyną - mówi. - Brytyjczycy wciąż jeszcze byli decydentami w tamtym regionie. Dlatego tego rodzaju pomoc udzielana była dość dyskretnie. Ale jak opowiadali mi bolkowianie, Żydzi nie kryli swojej obecności. W 1948 roku wzięli udział w pochodzie majowym. Obnosili się po Bolkowie zarówno z przywiązaniem do syjonizmu, jak i komunizmu. Dr Bożena Szaynok przytacza relację Grzegorza Smolara, który z ramienia frakcji żydowskiej PPR nadzorował szkolenie. W czerwcu 1948 roku pisał : ''[...] W tym samym dniu, kiedy byłem w obozie, wróciła z dwudniowego pochodu grupa (około 50 osób). Do obozu, przez ulice miasteczka, grupa przeszła śpiewając piosenkę sowiecką w języku rosyjskim". W innym miejscu Smolar wspomina, że ludność przychodziła żegnać pociągi z uchodźcami na stacje. Były kwiaty i transparenty. Bo w końcu wyszkoleni w Bolkowie bojownicy Hagany dostawali dokumenty podróży, a Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego sporządzało imienne listy na podstawie których mogli opuścić kraj. Z Bolkowa pociąg zabierał ich do Katowic. Trasa przerzutowa wiodła przez Pragę i Paryż do Marsylii, skąd Żydzi statkiem odpływali do Palestyny, by dołączyć do oddziałów Hagany.'' 

http://www.gazetawroclawska.pl/artykul/76896,izraelskich-bojownikow-szkolono-na-dolnym-slasku,id,t.html

Jeśli dla kogoś te zaczerpnięte z drugiej ręki rewelacje nie brzmią zbyt wiarygodnie - dlatego nie cytowałem przywoływanego w ostatnim artykule niejakiego Bojkę skompromitowanego jak dla mnie nagłośnieniem dętej afery ze ''złotym pociągiem'' - może sięgnąć do pracy magisterskiej działaczki gminy żydowskiej we Wrocławiu i wykładowcy akademickiego Tamary Włodarczyk, gdzie poczyniła nader lakoniczną wzmiankę o bolkowskim ośrodku, konkretnie na str. 36 [ 15 pdf ] :

http://www.bibliotekacyfrowa.pl/Content/37156/004.pdf

http://www.bibliotekacyfrowa.pl/Content/37153/001.pdf

- lub stricte żydowskich portali na których nie czyni się z tego tajemnicy :

https://sztetl.org.pl/pl/miejscowosci/b/1744-bolkow/101-organizacje-i-stowarzyszenia/80234-oboz-szkoleniowy-hagany-w-bolkowie-1947-1948

Wspomina o tym również historyk Paweł Wieczorek w wydanej staraniem wrocławskiego oddziału IPN pracy pt. ''Żydzi w Wałbrzychu... 1945-68.'', gdzie na str. 86-87 możemy przeczytać :

''Wielu młodych Żydów z Wałbrzycha udało się na obóz szkoleniowy Hagany do Bolkowa, by potem wyjechać do Palestyny/Izraela. Chętni składali podanie o paszport. Od Komitetu Żydowskiego otrzymywali zaświadczenie potwierdzające narodowość i obywatelstwo polskie. Najważniejszy jednak był dokument Komisji Gijusowej [ od hebrajskiego ''gius'' oznaczającego ''mobilizację'' ] o zdolności do służby wojskowej. Wydawała go specjalnie powołana komisja lekarska, mieszcząca się w Komitecie Żydowskim w Wałbrzychu. W jej skład wchodzili przedstawiciele partii syjonistycznych oraz Frakcji [ żydowskiej ] PPR. Badania prowadził lekarz z wałbrzyskiego ośrodka TOZ, dr Konrad Szpilman. Instruktorami, którzy prowadzili szkolenia w Bolkowie, byli między innymi Moniek Jarkowski (po zlikwidowaniu obozu zamieszkał w Mieroszowie) i Hersz Beck (żołnierz Hagany, który przybył z Palestyny; po zlikwidowaniu obozu przez kilka miesięcy mieszkał w Wałbrzychu i nawet pracował w jednej z wałbrzyskich spółdzielni; w połowie 1950 r. powrócił do Izraela).'' [ - dopiero ! ] 

W świetle przytoczonych faktów nie dziwi osobliwa relacja przytoczona przez wspomnianego badacza na str. 34 :

''Goszcząca w tym okresie [ wiosna-lato ' 46 ] w Wałbrzychu Zofia Machejkowa z Ministerstwa Informacji i Propagandy, deklarując przychylny stosunek do społeczeństwa żydowskiego, negatywnie oceniała udział Żydów w pierwszomajowym pochodzie: „Stała się rzecz, która źle wpłynęła na nastrój ludności. Żydzi wystąpili tłumnie. [...] Wszyscy ze sztandarami i transparentami w języku polskim i żydowskim. Poza tym nikt inny, tylko Żydzi nieśli transparenty z napisami «Niech żyje tow. Stalin». [...] Nikogo prócz nich nie słychać było wznoszących okrzyki w tejże materii”. Przy okazji wyraziła raczej trafną uwagę, że dla postronnych obserwatorów tego typu zachowanie mogło być dowodem istnienia „żydokomuny”.'' 

Należy jednak dodać, że ten entuzjastyczny kult bolszewickiego ludojada i sowietów był uwarunkowany ich poparciem dla postulatów żydowskiego szowinizmu narodowego - komuniści z ''internacjonalistycznej'' Frakcji Żydowskiej PPR, ''jedynej tego typu organizacji'' w partii, działającej wyłącznie w środowisku żydowskim jak głosi poświęcone jej hasło na stronie Jewish Historical Institute, nigdy nie zdobyliby w nim dominacji, gdyby nie brutalne wsparcie władz i gwałtowne ubywanie syjonistycznej konkurencji politycznej wskutek represji nade wszystko zaś emigracji. A właśnie - dobrze będzie przywołać w tym kontekście inną pracę naukową wydaną przez IPN pt. ''Kraj bez wyjścia ? Migracje z Polski 1949–1989.'' autorstwa Dariusza Stoli [ tak tak, tego samego od ''Polinu'' ], gdzie rozdział poświęcony żydowskiemu uchodźstwu powojennemu zaczyna wymownym zdaniem : ''Późniejsze wydarzenia, zwłaszcza te z 1968 r., przesłaniają przychylność jaką w pierwszych latach swego istnienia Polska Ludowa okazywała syjonistom.'' - konkretnie mowa tu przyzwoleniu na swobodną działalność organizacji takich jak reprezentujący Agencję Żydowską Pal-Amt czy amerykański Joint, nade wszystko zaś bezprecedensowej tolerancji na którą nie mogła liczyć żadna inna ''obca'' nacja czy państwo o samych Polakach już nie wspominając jaką ze strony komunistycznej bezpieki cieszyła się nielegalna emigracja Żydów na Zachód czy do Palestyny. Jak pisze Stola : 

''Już w 1944 r. grupa działaczy syjonistycznych zorganizowała tajną siatkę przerzutową o kryptonimie ''Bricha'' [...] Twórcy siatki nie mieli wątpliwości, że bez milczącego przyzwolenia władz ich nielegalna działalność zostałaby szybko rozbita [ co potwierdzają obecnie dokumenty MBP ]. [...] Również Rumunia i inne kraje, które znalazły się w sowieckiej strefie wpływów przychylnie traktowały emigrację do Palestyny; można przypuszczać, że miały na to przyzwolenie Moskwy.''

- oględnie zowiąc:) [ ale skrępowany wymogami warsztatu naukowego historyk na więcej nie może sobie pozwolić dopóki czekistowskie archiwa pozostają zamknięte ]. Kulminacja tej polityki nastąpiła latem '46, gdy po sprokurowanej przez Sowietów bolszewickiej zbrodni zwanej do dziś kłamliwie ''pogromem kieleckim'', w ciągu zaledwie 3-ch miesięcy wyjechało ponad 70 tys. Żydów ! Co najciekawsze działo się to na mocy nieformalnej jak pisze Stola umowy między dowództwem Wojsk Ochrony Pogranicza a działaczami syjonistycznymi, którzy ze swej strony gwarantowali iż nie dopuszczą do wyjazdu ''niepowołanych'' a więc nieżydowskich emigrantów - trudno o lepszy dowód kolaboracji żydowskich narodowców z komunistami bo tylko skończony tuman albo Joanna Tokarska-Bakir co na jedno wychodzi może serio twierdzić iż akcja o takiej skali była w stanie zajść bez przyzwolenia podległych bezpośrednio Kremlowi ówczesnych władz, decydujący był tu ponoć lobbing Adolfa Bermana [ zbieżność nazwisk z bolszewickim zbrodniarzem nieprzypadkowa ], który jak głosi biogram na stronie ''wirtualnego sztetla'', cytuję : ''Latem 1946 r. uczestniczył w rozmowach z Ministerstwem Bezpieczeństwa Publicznego, Ministerstwem Sił Zbrojnych i Ministerstwem Obrony Narodowej, które doprowadziły do czasowego otwarcia granic Polski dla masowej emigracji Żydów.'' [ ale każdy kto z tego tytułu domyśla się ręki Moskwy i jej pachołków zblatowanych wówczas jak widać z syjonistami w urządzeniu ''pogromu'' jest rzecz jasna ''oszołomem'' od ''teorii spiskowych'' - przecież wspomniana ''antropolożka'' już nam wytłumaczyła niedawno iż słynący z wrażliwości, neurotyczni krasnoarmiejcy bali się antysemickiego tłumu i ''nie chcieli wtrącać się w polskie sprawy'', tak tak ].

Okazuje się jednak, iż wbrew powszechnej opinii na ten temat oficjalny zwrot w polityce Stalina wobec ''kwestii żydowskiej'' i gwałtowne ochłodzenie stosunków ZSRR z Izraelem pod koniec lat 40-ych bynajmniej nie zahamowały współpracy komunosyjonistycznej - prawdziwą rewelacją dla mnie było w pracy obecnego szefa ''Polinu'' [ inaczej tego czegoś nie będę nazywał, tym bardziej, że nawet dla części Żydów staje się jasnym iż nie jest to żadne muzeum poświęcone ich historii a jej instrumentalne traktowanie w celu szkalowania Polaków jawi się jako jedyne uzasadnienie istnienia tej wrażej instytucji, mówiąc wprost to przysłowiowy ''wrzód na d...'' i nic poza tym stąd trudno znaleźć nań eleganckie miano ] było omówienie umowy handlowej jaką Izrael zawarł z komunistycznymi władzami w maju 1949 r., a więc w okresie, gdy przystąpiły one już do otwartej stalinizacji Polski, zwłaszcza jej tajnego aneksu na którego istnienie wskazują izraelskie źródła na mocy którego w zamian za zgodę na wypuszczenie żydowskich emigrantów bolszewiccy uzurpatorzy z Bierutem i Bermanem na czele gwarantowali sobie wedle korzystnego dla nich przelicznika dopływ tak potrzebnej im twardej gotówki w zachodniej walucie. Konkretnie dzięki nadwyżce handlowej - eksport wartości 16 mln dol. przy imporcie z Izraela jedynie o sumie ok. 3 mln dol., pozostała część w większości w ''zielonych banknotach'' i brytyjskich funtach - żydowskie państwo de facto płaciło za głowę każdego ''wyeksportowanego'' przez komunistów rodaka, przy czym zapobiegliwi jak przystało na ''wyznanie handlowe'' syjoniści zagwarantowali sobie rezerwę w postaci tajemniczego transferu w złotówkach wyliczonego na 17% tejże nadwyżki na wypadek, gdyby co komuchom strzeliło do łba czyt. błogosławiący to wszystko zapewne Kreml rozmyślił się jednak przywołując do porządku swoich nadwiślańskich rabów, co w praktyce oznaczałoby rezygnację przez nich z tej części należności i o taką wartość obniżenie w tym wypadku cen towarów. ''Innymi słowy'' - jak pisze Stola - ''to nie Izrael płacił władzom w Warszawie za emigrantów, ale Warszawa gotowa była przyznać Izraelowi ''premię eksportową'', gdyby porozumienie o emigracji nie zostało zrealizowane.'' [ ! ] Na skoordynowaną akcję w sprawie wskazuje, iż ''niemal dokładnie w tym samym czasie kwestia emigracji z Izraela stanęła na posiedzeniu sekretariatu KC partii rumuńskiej'', gdzie główną rolę grała żydowska fanatyczna stalinistka Ana Pauker [ nawet śmierć męża w partyjnej czystce lat 30-ych nie zachwiała jej miłością do kaukaskiego tyrana podobnie jak to się stało w przypadku Wandzi Wasilewskiej - ach te żelazne bolszewickie wdowy:) ] a więc jak widać handlu Żydami na jeszcze większą skalę niż u nas z jakiego zasłynęły tamtejsze władze nie zainicjował bynajmniej ''geniusz Karpat'', w tej sytuacji jeśli ktoś sądzi, że proceder ten prowadzony w ówczesnych satelitach Moskwy mógł zachodzić co najmniej bez przyzwolenia jeśli nie wprost na jej rozkaz, musi w takim razie posiadać inteligencję godną ''antropolożki'', przykro mi. Wymiana Żydów za kurczaki płatne w twardej walucie [ przynajmniej wówczas na tle komuszej mizerii finansowej ] trwała do końca 1950 r., w praktyce prawie rok dłużej przez biurokratyczne procedury, znamienne przy tym iż sprawowanie kontroli nad nią stalinowska bezpieka dzieliła z syjonistycznymi organizacjami bowiem niemało uchodźców próbowało prysnąć z transportów po drodze w Austrii czy Włoszech, co obsadzone przez żydowskich lewicowych narodowców załogi pociągów skutecznie wybijały im z głowy pilnie nadzorując dostawę świeżego ''mięsa armatniego'' aż do Izraela [ trudno im się dziwić zresztą skoro wykładali za ''towar'' niemałą kasę ]. Jednak ''antysyjonistyczna'' kampania, która być może kosztowała Stalina życie, nad Wisłą werbalna raczej bowiem faktyczną władzę nadal sprawował tu kahał triumwirów Berman-Minc-Zambrowski [ Roman - do '39 Rachmil ] z sowiecką pacynką Bierutem dla niepoznaki, przystopowała tylko nieco jakże owocną współpracę komunistów z Izraelem jaka ze zdwojoną siłą wybuchła po śmierci Koby w okolicach październikowej ''odwilży''. Wówczas wyjechało z PRL znacznie więcej Żydów niż podczas dętej ''emigracji pomarcowej'', ponad 50 tys. do początku lat 60-ych co zyskało jej nawet miano ''gomułkowskiej aliji'', i znowu jak poprzednio najciekawsze są tu mało znane okoliczności - konkretnie mowa o towarzyszących temu jak wiele na to wskazuje zakulisowych negocjacjach o sensacyjnym wręcz charakterze, co tłumaczyłoby gorliwość władz, które zgodziły się na emigrację do Izraela pod pretekstem ''łączenia rodzin'' zaznaczając otwarcie przy tym, że kraj mogą opuszczać także ci co nie wykażą posiadania jakichkolwiek krewnych w syjonistycznym państwie ! Ponownie powołam się na ''polinowego'' szefuńcia, który pisze :

''Znając okoliczności otwarcia emigracji do Izraela w 1949 r. można podejrzewać, że za radykalną liberalizacją z lata 1956 r. także stała jakaś tajna umowa. Śladem takiego porozumienia łączącego handel z emigracją wydają się dokumenty MSZ o kuszących ofertach współpracy składanych przez Izraelczyków wiosną '56, w tym pytaniach o zakup w Polsce samolotów myśliwskich. Zgoła sensacyjny jest zapis w szyfrogramie z poselstwa PRL w Tel Awiwie z 15 maja o rozmowie charge d'affaires Jana Słowikowskiego z dyr. depart. Eur. Wsch. w izraelskim MSZ. Zachęcając do poprawy wzajemnych stosunków miał on oferować Polsce izraelskie pośrednictwo w zakupie min. ''wynalazków amerykańskich, które zna Izrael a które dla nas są niedostępne [...] i ''towarów, które figurują na liście jako ''strategiczne'' - czyli obchodzenie zachodnich ograniczeń sprzedaży takich towarów za żelazną kurtynę. Informacje te, przesyłane do Warszawy jako ściśle tajne, były natychmiast doręczane członkom najwyższych władz PRL, w tym Franciszkowi Mazurowi, który odegrał kluczową rolę w historii ''opcji izraelskiej'' w 1949 r.''

- a właśnie, wspomniany działacz komunistyczny, Ukrainiec z pochodzenia [ naprawdę nazywał się Horodenko - k..., w tym towarzystwie niemal wszyscy kogoś udawali ], prawdziwy ''człowiek z cienia'', zanim jako agent Kominternu zaczął od pocz. lat 30-ych nadzorować polskich komunistów dochrapał się wpierw funkcji prezesa Sądu Najwyższego USRR co jednoznacznie wskazuje, iż obie wyżej omówione operacje emigracyjne za jego pośrednictwem kontrolowała Moskwa i to ona miała tu decydujący głos, zaś nadwiślańskie Płatne Pachołki Radzieckie władne były jedynie wykonywać jej dyrektywy w tej materii, nawet jeśli o pewnym zakresie przyznanej im ''swobody''.

Fenomen ''pomarcowego sieroctwa'' podsumowałem dość uprzednio, powtórzę więc jedynie opinię Stoli, któremu ''antysemityzmu'' zarzucić tu nie sposób [ a może ? byłoby zabawnie i sprawiedliwie nade wszystko, gdyby wylądowało mu rykoszetem na buzi to czym sam tak niefrasobliwie szafuje wobec innych ] iż ''w żadnej fali emigracji z PRL nie było tak znacznego udziału byłych członków aparatu władzy i establishmentu'' [ dlatego mówiono o niej, że ''wyjechała nie tyle z Polski, co z ulicy Rakowieckiej'', gdzie mieściła się siedziba MSW ].

Wracając na koniec [ wreszcie ! ale przykro mi, tematyka na tyle poważna, że trza orać do spodu ] do rosyjskich baranów : w kontekście miażdżących dowodów jakie tu przytoczono na serdeczną współpracę i sympatię łączącą Moskwę z Żydami mimo gorących zatargów jak to w rodzinie i między przyjaciółmi bywa, tylko osobnik cierpiący na zanik płatów czołowych może jeszcze liczyć serio na jej pomoc w konflikcie z nimi. Dla porządku jednak wykażemy pokrótce choćby na paru dobitnych za to przykładach, iż lobby żydowskie w Rosji jest równie jeśli nie bardziej wpływowe co w USA. Wyliczankę zacząć należy od Michaiła Fradkowa, który prawie dekadę pełnił funkcję żydowskiego szefa rosyjskiego odpowiednika CIA, wywiadu zagranicznego SWR a więc Putin musiał darzyć go szczególnym zaufaniem inaczej nie powierzyłby mu tak kluczowego dla bezpieczeństwa jego reżimu stanowiska [ skądinąd ciekawe, że jakoś rzadko jest nam dane usłyszeć ten skrót a przecież instytucja owa winna cieszyć się o wiele większym zainteresowaniem w Polsce niż FSB o którym tyle się trąbi bo te ostatnie jako kontrwywiad tyczy głównie spraw wewnątrzrosyjskich nawet jeśli w polu jego działania znajdują się ponoć także byłe radzieckie republiki, z kolei nieco bardziej znane GRU czyli ''wojskówka'' w czasie pokoju póki co nie stanowi tak wielkiego zagrożenia poza kwestiami militariów niż wspomniane cywilne szpiegostwo ]. Natomiast nadal potomek żydowskiego czekisty Siergiej Kirijenko [ nie znajdziecie tej informacji w jego polskim biogramie na wiki ] stoi na czele Rosatomu, jednej z kluczowych obok Rosnieftu i Gazpromu agend rosyjskiego imperializmu gospodarczego, zaś inny żydowski oligarcha Oleg Deripaska [ o którym nieoceniona polska Wikipedia pisze iż ''jest z pochodzenia Białorusinem'':))) choć nawet się w tym kraju, wówczas ''republice'', nie urodził a Dzierżynsku - tfu ! - w centralnej Rosji ] zblatowany skądinąd z Rotszyldami, trzyma łapę na strategicznych złożach niklu, Norylsk praktycznie należy do niego - powiązania z potężnymi figurami finansów i przemysłu w świecie Zachodu wymusiły na Amerykanach złagodzenie niedawno nałożonych sankcji na aluminium uderzających bezpośrednio w jego interesy. W tym kontekście nie może zabraknąć kontrolowanej przez żydoruskich oligarchów potężnej ''grupy Alfa'' - ''największego w Rosji prywatnego imperium biznesowego'', korporacji zarządzającej ''kilkoma sieciami supermarketów, firmami telekomunikacyjnymi i potężnym Alfa Bankiem penetrującym też sektor high-tech, łącznie z nano- i biotechnologią'' o wartości majątku szacowanego na ponad 80 mld dol. jak pisze Newsweek; by nie zarzucono mi ''antysemityzmu'' powołam się tutaj na artykuł z izraelskiego lewicowego ''Haaretza'' :

''...the relationship between Russian President Vladimir Putin and the Alfa Group, the largest financial and industrial investment group in Russia. The company is headed by three Russian Jewish billionaires with ties to Israeli Prime Minister Benjamin Netanyahu and Jewish Agency head Natan Sharansky: Mikhail Fridman, Pyotr Aven and German Khan.

Khan and Fridman, whose wealth Forbes estimates to be over $13 billion, both hold Israeli citizenship, and Alfa has a corporate presence in Israel which appears to be mainly focused on real estate investments and media. [...] The three billionaires are active and generous Jewish philanthropists. Fridman co-founded the Russian Jewish Congress. The trio is best-known for co-founding the high-profile Genesis Philanthropy Group, which supports Russian-speaking Jewish communities around the world as well as the Genesis Prize, branded as "the Jewish Nobel. "The $1 million prize to “honor those people who attribute their success to Jewish values” has for past three years held a glitzy ceremony in Jerusalem. Its recipients so far have been former New York mayor Michael Bloomberg, Hollywood actor-director Michael Douglas and Israeli-American violin virtuoso Itzhak Perlman. [...] Alfa Bank is the largest private commercial bank in Russia and is primarily owned and controlled by Fridman.''


- zakładam, że większość czytelników dysponuje znajomością angielskiego w stopniu podstawowym wystarczającym do przyswojenia wyżej przywołanych informacji, dla pewności jednak powtórzę : władztwo nad najpotężniejszą w Rosji grupą kapitałową dzierży triumwirat żydoruskich oligarchów zblatowanych z obecnym premierem Izraela, co nie powinno dziwić skoro dwóch z nich jest zarazem obywatelami tego kraju... Najznaczniejszy w tym gronie, główny udziałowiec czyli Michaił Fridman jest właścicielem największego rosyjskiego prywatnego banku, Piotr Awen z kolei to także bankster, w przeszłości zajmował min. stanowisko ministra ds. ''międzynarodowych stosunków gospodarczych'' w rządzie ichniego liberała-aferała Jegora Gajdara, stąd napisał o nim hagiograficzne dziełko dostępne w języku polskim [ co ciekawe współautor tegoż Alfred Koch był współpracownikiem mera Sankt Petersburga Anatolija Sobczaka u którego również terminował jako jego zastępca ''katechon'' ]. Barwną postacią na tym tle jawi się trzeci z nich German Chan, ukraiński Żyd o manierach typowego ruskiego gangola obnoszący się z chromowanym pistoletem i urządzający balety z paroma kurwami na raz, zrozumiałe więc, że wedle przecieków Wikileaks obrał ''Ojca Chrzestnego'' za życiową Biblię:) Bynajmniej nie przeczy to, że jest bardzo pobożny na judejską modłę oczywiście - wespół z Fridmanem i grupą innych żydoruskich oligarchów udał się parę lat temu na pielgrzymkę po pustyni Synaj śladem Mojżesza...


https://www.wprost.pl/swiat/392604/rosyjscy-miliarderzy-beda-nasladowac-mojzesza.html

http://newslanc.com/passover-pilgrimage-of-russian-billionaires/

Panowie są filantropami jakże by inaczej wspierając poprzez swoją ''Genesis Group'' wspólnoty rosyjskojęzycznych Żydów na całym świecie a nade wszystko współfundatorami ''żydowskiego Nobla'', nagrody Genesis Prize o którą poszła ostatnio afera z hollywoodzką gwiazdeczką Natalie Portman wiadomego pochodzenia, która odmówiła jej przyjęcia nie chcąc występować na jednej scenie z Netanjachujem [ kolejne świadectwo ścisłego związku, zblatowania wręcz władz Izraela z Rosją ]. Nie chce mi się już kontynuować tej monotonnej wyliczanki przytaczając kolejnych żydoruskich oligarchów takich jak magnat przemysłowy Wiktor Wekselberg czy stojący na czele jako główny udziałowiec drugiego po państwowym Gazpromie prywatnego koncernu gazowego Novatek Leonid Michelson, wg rankingu ''Forbesa'' najbogatszy obecnie przedsiębiorca w Rosji z majątkiem szacowanym na co najmniej 15 mld dol. [ wspomniany wyżej Fridman jest tuż za nim, w pierwszej dziesiątce nie mogło zabraknąć także bezczelnego chucpiarza Chana ] itd. itd. bo zgromadzonego materiału aż nadto by wyrobić sobie zdanie. Co tu gadać - wedle opublikowanej w sieci analizy 1/4 rosyjskich oligarchów to Żydzi a wbrew mitom o rzekomej ''suwerenności gospodarczej'' Rosji większość jej bogactwa znajduje się w nierosyjskich rękach [ także Ukraińców, Tatarów, Ormian czy przedstawicieli ludów kaukaskich takich jak Ingusze czy Czeczeńcy itp. ], nie ma więc co się dziwić, iż żydowski doradca Putina, dziennikarz i historyk Nikołaj Swanidze nadał tym rewelacjom miano ''nazi report'' [ choć przyznajmy gościowi, że grzebiąc w archiwach wykazał, iż samozwańczy fuhrer wielkorosyjskich szowinistów Żyrinowski po ojcu nazywa się tak naprawdę Eidelsztejn:))) ], natomiast co ciekawe przewodniczący rosyjskiego Kongresu Żydowskiego Jurij Kanner bronił publikacji, skądinąd radzę obaczyć jego buźkę, istny postsowiecki mordechaj !

Tak więc jak widać jeden Chodorkowski wiosny nie czyni, krzywda zresztą specjalnie mu się nie stała zaś mało kto u nas wie, że przez pewien czas siedział w jednej celi z innym ''więźniem sumienia'' reżimu, ichnim czarnosecińcem i neofaszystą płk. GRU Władimirem Kwaczkowem, który odgrażał się, że zrobi porządek z żydowskim oligarchą i złodziejem Anatolijem Czubajsem a ponieważ jako ''afganiec'' nie rzucał słów na wiatr, więc zapuszkowano go pod byle pretekstem - bo też i w putinowskiej Rosji represjonowani są nie tylko neoliberałowie ale i neokomuniści i naziole tacy jak ten skin co tylko za to, że wszedł z nożem do synagogi dostał kilkanaście lat kolonii karnej, a to iż urządzają sobie regularne marsze w biały dzień po Moskwie o niczym nie świadczy bo to samo ich ideologiczni pobratymcy czynią w Europie Zach. z Niemcami na czele czy w USA, no i co z tego ? [ wiadomym jest, że tego typu organizacje są zinfiltrowane przez tamtejsze służby, trudno więc aby nie tyczyło to tym bardziej stojącej oprycznikami postsowieckiej zony ]. Jako podsumowanie tematu polecam świetny tekst Kuby Benedyczaka, gdzie stawia przysłowiową ''kropkę nad i'' tym oto jakże trafnym spostrzeżeniem : 

''[...] polskie media tabuizują fakt rozwijających się relacji między Izraelem i Rosją. Tabuizacja wynika z tego, że gryzą się dwie obowiązujące w naszym kraju narracje: z jednej strony - sympatia dla Izraela i wyzwalanie się z czarnych plam antysemityzmu, z drugiej- krytyka agresji rosyjskiej na Ukrainie i dociskanie opozycji przez Kreml. [...] Przy czym jest jedna rzecz, która mało komu przejdzie w Polsce przez gardło - Putin lubi Żydów a oni jego.''

http://www.new.org.pl/2344-dlaczego-zydzi-lubia-putina

Nie czyni go to rzecz jasna zaraz ''chazarską marionetką'' jak z kolei bredzą niektórzy, żydowskie lobby w Rosji jest jednym z kilku co najmniej podobnie jak w USA, niemniej na tyle znacznym, że żaden liczący się polityk tu jak i tam nie może go lekceważyć, tak więc bajeczki o ''słowiańskim katechonie'' co to odwinął się kułakiem swym żydowskim mocodawcom serwowane u nas przez Michalkiewicza można wsadzić w wiadomy otwór, podobnie jak histeryczny bełkot Rękasa, który najwidoczniej sądzi iż ''zażydzona'' w tym stopniu Rosja będzie pomocna w zniszczeniu Izraela. Prędzej już przejmie od słabnącego USA rolę patrona tego kraju co wbrew pozorom całkiem prawdopodobne, Ameryka jako mocarstwo morskie nie posiada przecież wystarczających sił lądowych [ nie przypadkiem ich najmocniejszą część stanowią marines czyli piechota morska ] by utrzymywać stałą obecność w trwającym będzie prawie już dekadę konflikcie na Bliskim Wschodzie i szykując się do przyszłej konfrontacji z Chinami zmuszona jest skoncentrować się na Pacyfiku, stąd potrzebuje kogoś kto ją wyręczy w roli żandarma na drugim końcu Eurazji a któż do tego nadaje się lepiej jak Moskale właśnie ? Jako były hegemon lądowy mają odpowiednie tradycje bojowe a obecną słabość kompensują sobie w sporym stopniu rozwijaniem technologii wojskowych bo co jak co, wszystko mogło się tam walić ale resorty siłowe zawsze były ostoją Rosji [ to min. dzięki części dawnych kadr carskiej armii i tajnej policji, które przeszły na stronę bolszewików oraz ich nienaruszonym strukturom organizacyjnym Lenin&s-ka wzięli górę nad kontrrewolucjonistami podczas rosyjskiej wojny domowej ] i nawet podczas ''jelcynowskiej smuty'' nie zaprzestano prac nad nowymi broniami, tak więc tylko kompletny idiota może ich lekceważyć nawet mimo poważnych problemów jakie przeżywają, przekonali się o tym boleśnie dopiero co Ukraińcy. Spektakularny ostrzał rakietowy, fajerwerk urządzony ostatnio przez mocarstwa zachodnie wygląda na pokazówkę podobnie jak cuchnąca faktoidem medialnym domniemana rzeź rosyjskich najemników robiąc prawdopodobnie za dymną zasłonę dla jakowegoś zakulisowego dilu - w tym kontekście należy widzieć przepchniętą gładko przez Kongres wymierzoną w nasze żywotne interesy ustawę nr. 447 i ewidentnie skoordynowany z wizytą izraelskiego przywódcy w Moskwie atak amb. Aznari, sowieckiej Żydówki skądinąd. Nie potwierdza to bynajmniej bredni jakoby Trump był ''ruskim agentem'', prędzej widziałbym tu ''koncyliacyjną'' rolę środowisk żydowskich właśnie tak w USA jak i Rosji z Izraelem jako zwornikiem nowego geopolitycznego układu w regionie, cóż obaczymy, w każdym razie nie wygląda to za wesoło z polskiej perspektywy, bo jak wszystko na to wskazuje ustanowiony on zostanie głównie naszym kosztem, ale potraktujmy to jako bolesną lecz konieczną nauczkę realpolitik, potrzebną zwłaszcza tutejszym łże-elitom marnym w większości jak ch... Podgotowką pod to mogły być obrady tajemniczego żydoruskiego sanhedrynu o powiązaniach za oceanem jakie miały miejsce niedawno w priwislanskim kraju :

''...w piątek, 13 kwietnia 2018 roku, w Warszawie, odbyła się sesja organizacji Limmud FSU dotycząca kryzysu Polaków ze społecznością żydowską. [...] Konferencja, w której uczestniczyli Rosjanie pochodzenia żydowskiego z dziewięciu miejsc, dąży do wspierania żydowskiej edukacji wśród Żydów z byłego Związku Radzieckiego.''


''Limmud FSU was founded by Chaim Chesler (Israel), Sandra Cahn (USA) and Mikhail Chlenov (Russia) in 2006. [...] We are happy to have had the opportunity to develop and implement Limmud conferences in Russia, Ukraine, Moldova, and Belarus, as well as in Israel, the USA and Canada.''


Dla mnie jako potomka polskich, słowiańskich ofiar nazizmu [ znamienne, iż jedynym bodaj, który poświęcił cieniutką zresztą książeczkę antyslawizmowi Hitlera był syn TEGO Borejszy ] szczególnie bolesnym jest, iż zdurniałe żydostwo napędzi koniunkturę autentycznym tym razem rasistom czyniąc nas dopiero wtórnie na mocy ''samospełniającego się proroctwa'' narodem antysemitów, pierwsze tego objawy można już obserwować - otóż miałem niedawno okazję pogadać z pewnym NS-em, co ciekawe bardziej jeszcze niż po Żydach jechał po banderowcach, choć to przecież bliźniacza organizacja [ konkurencja do serca Adiego ? ] i ogólnie Ukraińcach mimo iż nie posiadał żadnych krewnych z Wołynia, natomiast Cimoszewicz był dlań ''patriotą'' i ''wybitnym politykiem'', nie cierpiał za to ''wyklętych'' jako rasowy narodowy socjalista pogardzając nimi jako ''paniczykami z dworu'' no i podziwem darzył Putina, żadne zdziwko. Co mnie jednak zaintrygowało, że wedle jego słów ''centrala'' podziemnego świata miejscowych nazioli znajduje się na Śląsku, tam jest ich matecznik a wiadomo iż - z całym szacunkiem dla zwykłych Ślązaków - ten region to gniazdo postsowieckich służb, przede wszystkim wojskowych [ ''banda na bandzie'' jak trafnie spostrzegła pani ''ale jaja'' ]. Wszędzie zresztą na świecie tego typu organizacje, podobnie jak neokomusze, są ''monitorowane'' a wręcz tworzone od podstaw przez bezpiekę - może to zbyt słaba przesłanka ale nader znamienny był widok trepów zdążających na koncert kultowej w tym środowisku skinowskiej kapeli ''Honor'' na pocz. lat 90-ych, który kiedyś widziałem na tubie, niestety znikł obecnie a przynajmniej nie mogę go znaleźć. W każdym razie to podludzkie ścierwo zapewne wypłynie ze swej niszy a stanie się to powtarzam dzięki żydowskim gangom wyłudzaczy kasy i suflującym im z durnoty i za pieniądze neokomunistom, ''antyfaszystowskie'' represje będą jedynie podsycać patologię dorabiając jej niezasłużonej ''męczeńskiej'' legendy dopóki nie usunie się samych przyczyn, na to wszakże póki co nie ma co liczyć.

poniedziałek, 26 marca 2018

Radziecki marzec '68.

Od kociej muzyki marcowego wycia propagandowego z okazji wiadomej rocznicy bebech wywraca się na lewą stronę, dosłownie - mamy uwierzyć w ordynarną chucpę kreowania zgrai koszernych komunistów i ubeckich bękartów na rzkomo bojowników o ''wolność i demokrację'', nieledwie ''polskich patriotów''. Przypomnę więc, że Kuroń z Modzelewskim, cadycy chazarskiej sekty ''komandosów'' pokroju sztetlowego głupka Blumsztajna, zaledwie parę lat wcześniej gromko potępiali partię komunistyczną w liście otwartym za odejście od ''ideałów'' postulując w nim militaryzację proletariuszy przy zgodzie na walkę frakcyjną między nimi co skończyłoby się masowymi rzeziami jakie miały miejsce mniej więcej w tym samym czasie w maoistowskich Chinach podczas ''rewolucji kulturalnej'', gdzie rekrutujący się spośród studentów właśnie i robotników sfanatyzowani hunwejbini szybko podzielili się na zaciekle zwalczające się stronnictwa na początku za pomocą pięści, noży i kamieni, potem przyszło do karabinów a skończyło regularnymi niemal starciami z użyciem dział przeciwpancernych, czołgów a nawet samolotów i okrętów wojennych ponoć bo taką skalę to przybrało [ dlatego należy zgodzić się z Kisielewskim, bynajmniej pałającym jak wiadomo sympatią do powojennego ustroju, rządów komunistów i samego Gomułki, który akurat wyjątkowo pochwalił go w zapiskach za przyskrzynienie tych idiotów i gówniarskich rewolucjonerów ]. Sama inscenizacja ''Dziadów'' zaś o którą niby poszło a tak naprawdę stała się jedynie pretekstem i to mocno naciąganym, miała ''uczcić'' rocznicę bolszewickiego przewrotu zwanego potocznie ''rewolucją październikową'', kreujący w nim główną rolę Gustawa/Konrada Holoubek debiutował na dużym ekranie rolą ludobójcy Dzierżyńskiego w socrealistycznym gniocie ''Żołnierz zwycięstwa'' na cześć innego komunistycznego zbrodniarza, nieudolnego dowódcy przy tym, którego pijaństwo kosztowało życie wielu żołnierzy, gen. Świerczewskiego, wreszcie twórca spektaklu Dejmek był partyjnym politrukiem zaczynającym karierę w stalinowskich awangardowych kolektywach teatralnych - z jaką kanalią mieliśmy do czynienia w jego wypadku wystarczy przypomnieć, że 2 lata wcześniej na tysiąclecie chrztu Polski wyreżyserował równie prowokatorskie przedstawienie, które wywołało protesty Episkopatu z kolei bowiem jawnie zarzucało klerowi katolickiemu bierność w obliczu ludobójstwa Żydów o ile nie współudział wręcz, rzecz bardzo na czasie pokazująca iż obecni reżyserzy -rki teatralni, którzy uczynili ze ''świątyni sztuki'' kloakę posiadali już wówczas swych prekursorów. Owszem, większość uczestników zajść marcowych nie miała z czerwoną swołoczą nic wspólnego, wspomnimy o tym pokrótce choć w podsumowaniu, niestety nie oni jednak wykreowali narrację na temat ówczesnych wydarzeń z którą należy się do dziś liczyć - skądinąd stanowi to pouczający przykład jak niewielka lecz faworyzowana w gruncie rzeczy mimo pewnych represji przez władze jak i nade wszystko opiniotwórcze kręgi poza obozem komunistycznym grupa powiązana rodzinnie, towarzysko i, ehm, etnicznie zdolna jest dokonać ''wrogiego przejęcia'' masowego ruchu społecznego pozbawionego wszakże tych wpływów, amorficznego jak wszystkie oddolne inicjatywy stąd i bez organizacyjnej kontynuacji do której brak mu warunków powodzenia.

W tym kontekście sensacyjnie wręcz brzmi oświadczenie jednego z marcowych emigrantów, żydowskiego ubeka i późniejszego ''autoryteta moralnego'' lewicy :

''Niektórzy emigranci, np. Zygmunt Bauman, starali się przedstawiać szerszą panoramę wydarzeń i oddzielać politykę władz od nastrojów społecznych. W izraelskim dzienniku „Maariw” Bauman pisał: „Polscy robotnicy nie są antysemitami, również inteligencja jest daleka od tego. Reżym opiera się wyłącznie na antysemityzmie nowej burżuazji, którą stanowią oficerowie wojska, urzędnicy rządowi i partyjni. Naród jest w przeważającej większości dobry i zdrowy”.''

[ przyp. 30 na str 7 ] :


- I CO TERAS antypolskie kurwie ?!

Mały a jakże znamienny przykład jak w praktyce wyglądały rzekome ''antysemickie'' czystki :

''Według danych SB, w 1968 r. z Krakowa i innych miejscowości województwa krakowskiego wyemigrowało 58, a do końca 1970 r. łącznie 306 Żydów. Emigrowali do Izraela, Danii, Szwecji, Austrii i innych państw. Zgodę na wyjazd otrzymywali po zrzeczeniu się polskiego obywatelstwa.''


- ''porażające'' wręcz liczby, pomijam już, że zdecydowana większość z pozostałych w kraju gojów mogła wówczas jedynie pomarzyć o paszporcie.

A zresztą co tu gadać - przywołajmy świadectwo nie byle kogo bo oberpolitruka PRL Adama Schaffa, któremu z racji pochodzenia i poglądów marcowa swołocz, znaczy weterani ruchu komunistycznego przeflancowani na ''diermokratów'' zarzucić ''antysemityzmu'' nie mogą, tego co ''dyskutował z Bierutem, przekomarzał się z Gomułką, rozmawiał o fundamentalnych sprawach tego świata z Janem Pawłem II, pertraktował z rządem USA o możliwości finlandyzacji Polski w imieniu dyktatury Jaruzelskiego...'' :

''Dlaczego twierdzę, że w Marcu szło o "zbrodnię na zamówienie", jak w powieściach Agathy Christie? Gdyż przyczyną główną tej niesłychanej sprawy była potrzeba stworzenia w Polsce atmosfery takiego zamętu, który, w ramach wymuszonej emigracji ludności pochodzenia żydowskiego, pozwalał na szmuglowanie za granicę - Izrael stanowił tylko etap podróży w takich wypadkach, jeśli nie była możliwa emigracja wprost do kraju docelowego na Zachodzie - nowych rezydentów radzieckiej siatki szpiegowskiej, co było konieczne dla Związku Radzieckiego wobec "spalenia się" jego starej siatki. To była główna przyczyna tego tornado.''

http://www.racjonalista.pl/ks.php/k,1569

- na to wskazuje charakter pomarcowej emigracji :

''Liczną i godną uwagi grupę emigrantów stanowiło ponad 520 byłych urzędników centralnej administracji państwowej. Wśród nich było 176 byłych pracowników Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, w tym 12 zajmowało w przeszłości stanowiska dyrektorów departamentów lub Wojewódzkich Urzędów Bezpieczeństwa. 28 emigrantów zajmowało wcześniej odpowiedzialne stanowiska w MSZ. Spośród 998 emigrantów-rencistów aż 204 otrzymywało przed wyjazdem renty specjalne za szczególne zasługi dla PRL. W żadnej fali emigracji z PRL nie było tak znacznego udziału byłych członków aparatu władzy i establishmentu.''


''O trzeciej fali, z lat 1968–1969, mówiono, że wyjechała nie tyle z Polski, co z ulicy Rakowieckiej (siedziba MSW). [...] Większość trafiła do USA i krajów skandynawskich.''


Jednoznacznie demaskuje w moich oczach marzec '68 jako ustawkę o nie tylko lokalnym zasięgu potwierdzając słowa Schaffa ów szokujący w panujących wówczas okolicznościach fakt, iż bodaj największe poza stolicą zamieszki miały miejsce w... Legnicy, ''radzieckich Salonikach'' z takim rozrzewnieniem do dziś wspominanych przez poczętego tamże niekoronowanego władcę Judeopolonii Lejba Fogelmana. Mamy uwierzyć więc, że trwająca 3 dni antykomunistyczna rozpierducha do stłumienia której trzeba było ściągać posiłki milicjantów z innych miast wydarzyła się tuż pod nosem kilkudziesięciu tysięcy stacjonujących tam krasnoarmiejców, nieopodal kwatery głównej powziętej wtedy właśnie inwazji jaka za niecałe pół roku miała spaść na Czechosłowację ?! [ ktoś tu chyba ma nas za stado głupich gojów... ] : 

''Przygotowania do interwencji podjęto w sztabie generalnym Armii Radzieckiej na pewno przed naradą w Dreźnie. Stwierdzono wówczas, że w kierownictwie KPCz są już na tyle silne rozdźwięki, że frakcja prawdziwych komunistów może przegrać. Już podczas tego spotkania, które miało miejsce 23 marca, na pytanie wicepremiera rządu CSRS, Odrzicha Czernika, co oznacza obecność radzieckiej generalicji, Breżniew odpowiedział: „obecność tych dowódców może oznaczać także i to, że jeżeli będziecie potrzebować pomocy w rozwiązywaniu waszych problemów, może być ona natychmiast udzielona”. Na początku kwietnia do sztabów generalnych armii Układu Warszawskiego (oprócz Rumunii i Czechosłowacji) wpłynęły dyrektywy zawierające informacje o tym, jakie zadania miały realizować wydzielone kontyngenty tych wojsk...''

[ ''ZA WASZĄ I NASZĄ NIEWOLĘ. O INTERWENCJI WOJSK UKŁADU WARSZAWSKIEGO W CZECHOSŁOWACJI W 1968 r. str. 18 pdf ] :


- a jeszcze w lutym tegoż samego roku Gomuła ostro zrugał podczas osobistego spotkania Dubczeka, którego nazwisko wymawiał i pisał nie inaczej jak przez ''p'', za rzekome tolerowanie ''kontrrewolucji'' cisnąc na inwazję bodaj bardziej niż Breżniew, posunął się nawet przy tym do wygrażania, iż gdyby co PRL w przypadku wahania sowietów jest gotowy dokonać jej w pojedynkę - czy aby jego postawa była podyktowana jedynie ideologicznym zaślepieniem tępego komunisty i tak całkiem pozbawiona geopolitycznych podstaw o tem potem. Wracajmy do zajść w Legnicy - podczas nich głoszono intrygujące w kontekście późniejszych o parę lat wydarzeń hasła... :

''Zarówno w trakcie demonstracji, jak i w następnych dniach w Legnicy licznie pojawiały się ulotki. Głosiły one m.in. „Precz z Gomułką”, „Solidaryzujemy się ze studentami warszawskimi”, „Precz z Moczarem i Gomułką”, „Gomułka kłamie, precz z jego dyktaturą, chcemy Edwarda Gierka za I Sekretarza PZPR, milicja gestapo [...]”.


- podobne okrzyki miały miejsce w gorącej atmosferze podczas niesłynnego przemówienia tow. Wiesława w Sali Kongresowej co wskazywałoby na podgotowkę pod zamach stanu jakim był w rzeczywistości grudzień '70 z kolei i towarzyszące mu tym razem brutalne masakry zbuntowanych robotników - kontrastuje to z ówczesnymi przemówieniami samego Gierka, stalinowskimi niemal w wymowie, gdzie jak Cyrankiewicz w '56 groził uczestnikom marcowych zajść odrąbaniem rąk podniesionych na ''ludową'' władzę. Dziwów nie koniec przy tym :

''Około godziny 17:00 na placu Wilsona zaczęli gromadzić się ludzie, głównie młodzież. Nie brakowało również gapiów. Gdzieś około godziny 18:00 uformował się pochód, który ulicą Witelona ruszył w stronę Placu Słowiańskiego. [...] Obserwujące całą tą sytuacje oddziały milicji na razie nie interweniowały. Zabezpieczony został jednak Pomnik Przyjaźni Polsko-Radzieckiej na Placu Słowiańskim. [...] Rankiem 16 marca do Legnicy skierowano posiłki ze Słupska – pięćdziesięciu funkcjonariuszy z tamtejszej Szkoły Podoficerskiej Milicji Obywatelskiej. Jednocześnie do miasta wróciło dwudziestu milicjantów wysłanych wcześniej do Wrocławia. [...] Pierwsi manifestanci pojawili się na Placu Wilsona około godziny 16:00. Większość z nich stanowiła młodzież w wieku od 12 do 18 lat. Wśród nich był Krzysztof Kosierb, wówczas uczeń ósmej klasy szkoły podstawowej, który jak wspomina przybył na plac niesiony zwykłą ciekawością. Jak dodaje, takich „gapiów” było o wiele więcej [...] Gdzieś około godziny 18:00 na placu zebrało się już około trzech lub nawet czterech tysiące osób. Wznoszono „wrogie okrzyki”. Milicja wzywała zgromadzonych ludzi do rozejścia się. Bezskutecznie. [...] Drugi dzień z rzędu doszło na ulicach Legnicy do walk. Przeciwko manifestującym został wysłany 120-osobowy oddział MO. W ruch poszły pałki. Broniący się ludzie odpowiedzieli kamieniami, butelkami, słoikami czy nawet żelaznymi prętami. Z okien pobliskich domów rzucano czym popadnie, np. cegłami czy doniczkami. W niektórych miejscach doszło do budowy barykad z kubłów na śmieci. Jednakże demonstrujący dosyć szybko zostali rozproszeni – największa grupa, licząca około 500 osób, przeszła w rejon ulicy Rosenbergów (obecnie ul. Najświętszej Marii Panny). Mniejsze grupki ludzi szukały schronienia w bramach kamienic. Dalszy opór był jednak daremny. O godzinie 20:20 komenda MO w Legnicy poinformowała o opanowaniu sytuacji w mieście. W celu utrzymania porządku po mieście krążyły wzmożone patrole MO i ORMO. Do milicyjnego aresztu trafiły trzy osoby. [ - tylko ?! ] Noc z 16 na 17 marca 1968 roku nie należała do najspokojniejszych. Miasto znajdowało się pod ścisłą kontrolą funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa. Pojawiły się jednak kolejne ulotki wzywające do manifestacji. [ - to jakaż to ''ścisła kontrola'', psiakrew ]. Jednocześnie, lokalne komórki PZPR pracowały nad uspokojeniem nastrojów wśród swoich członków, starając się przywołać ich do porządku – jak się bowiem okazało, niejednokrotnie dochodziło do sytuacji, w których dzieci osób należących do PZPR miały brać udział w manifestacjach. [...] Brak czujności ze strony lokalnych władz pozwolił na powstanie następnego zgromadzenia, które około godziny 19:00 zablokowało ruch samochodowy na Placu Wilsona. Większość przybyłych stanowili gapie – aktywny udział w manifestacjach miało brać około czterystu osób. Doszło do kolejnych aktów wandalizmu: wybito szybę wystawową w sklepie tekstylnym „Adaś i Ewunia” i zdemolowano drogowskaz na środku placu. Na jezdnię wyrzucono dużą ilość kamieni, a w wyniesionych z podwórek śmietnikach wzniecono ogień. Obrzucano przejeżdżające samochody – autobus PKS-u, samochód należący do wojsk radzieckich oraz samochód sekretarza KP PZPR w Legnicy. Do akcji skierowano 120-osobowy oddział milicji. Manifestantów dosyć szybko rozpędzono. [...] Brak jednolitych danych, ile osób zostało łącznie zatrzymanych w związku z manifestacjami marcowymi w Legnicy. Wedle danych komendanta powiatowego MO w Legnicy z 18 marca 1968 roku, było ich 133 w tym cztery kobiety, 84 małoletnich oraz 45 osób powyżej 21 roku życia. Inne dane podają wysłannicy Komendy Głównej MO w Warszawie, którzy w notatce z 21 marca 1968 roku odnotowali, że zatrzymano 168 osób, w tym 107 osadzono w areszcie.

Kwestią priorytetową było dla władz miasta jak najszybsze pociągnięcie do odpowiedzialności aresztowanych manifestantów. Miał zostać zastosowany wobec nich tzw. tryb przyśpieszony. [...] Jednakże większość zatrzymanych dosyć szybko opuściła areszt. W sumie zarzuty prokuratorskie usłyszało jedenaście osób.''


- zaledwie ! Spośród blisko 200 zatrzymanych uczestników zajść w de facto radzieckim miasteczku wojskowym jakim wówczas była Legnica stanowiąca zarazem kwaterę główną powziętej wtedy właśnie powtarzam w marcu '68 inwazji na Czechosłowację - jakąż w obliczu tych niesłychanych faktów zadziwiającą łagodność wykazała w rezultacie mimo gromkich pohukiwań tow. Gierka władza ''ludowa'', która przecież niejednokrotnie wcześniej ale i później dowiodła, że potrafi do kontrrewolucji strzelać, gdy taka potrzeba. Robią sobie z nas ordynarne jaja i tyle - warto jednak rozpatrzeć rzecz nie tylko w lokalnym kontekście i nie mówię tu o zwykle przy tej okazji wymienianym konflikcie między Żydami a Arabami, gdzie komuniści tym razem opowiedzieli się po stronie nie tych Semitów co trzeba [ a dotąd przeważnie obstawiali pierwszych ] lecz bliższej nam i śmiem twierdzić stokroć ważniejszej z polskiej perspektywy ''praskiej wiośnie''. Pozwolę sobie postawić heretycką tezę iż stanowiła ona poprzedniczkę prokurowanych przez zachodnie służby ''kolorowych rewolucji'' jak i nade wszystko może monitowanej od podstaw przez KGB z kolei ''pierestrojki'' do której wykazuje wiele uderzających wręcz podobieństw, tym bardziej że badacze owych wydarzeń podkreślają wewnątrzpartyjny, odgórny charakter powziętych w Czechosłowacji reform i rozgrywek w obozie władzy, także na tle narodowościowym - nie bez znaczenia pozostawał fakt iż Dubcek był Słowakiem. Czyż więc obawy Gomuły wobec podsycania ''praskiej kontrrewolty'' na bazie realnych problemów przez czynniki zewnętrzne nie były jednak dość uzasadnione, co nie przeczy bynajmniej wewnętrznym konfliktom tu i tam wykorzystywanym jednak przez obce potencje tak na Wschodzie jak i Zachodzie ? :

''Warto jeszcze dodać, że w zdławieniu "czechosłowackiej zarazy" Gomułka widział też własny interes. Wszelkie rewizjonistyczne siły wspierane przez Zachód, wg niego, miałyby inspirować niektóre siły w Polsce, aby znowu wystąpiły przeciwko władzy. [...] W dniach 19-23 kwietnia w Warszawie przebywał marsz. Iwan Jakubowski. Prowadził on rozmowy z przedstawicielami Węgier, Polski i NRD na temat udziału armii tych państw w ćwiczeniach wojskowych na terenie CSRS w maju 1968 r. Znów głos zabrał Gomułka, który podkreślał niebezpieczeństwo, jakie stwarza sytuacja w Czechosłowacji, przekonując zebranych, że naprawdę doszło tam do kontrrewolucji: Jeśli rozumieć kontrrewolucję jako wychodzenie z bronią na ulice, napadanie na lokale partyjne itp. - w tym sensie nie ma tam kontrrewolucji. Nie jesteśmy jednak dziećmi, lecz politykami, i wiemy, że imperialistyczne ośrodki wywiadowcze w żadnym z krajów socjalistycznych nie będą się uciekały do takich środków (...) Kontrrewolucja działa pod szyldem socjalizmu, rozszerzania demokracji socjalistycznej. [...] Po zakończeniu ćwiczeń "Szumawa", w dniach 11-17 lipca w północnej części Oceanu Atlantyckiego oraz na Morzach Bałtyckim, Norweskim i Barentsa odbyły się wspólne ćwiczenia flot ZSRR, NRD i Polski pod kryptonimem "Północ". Ich celem było sprawdzenie możliwości morskiej osłony interwencji. [ ?! ] Ostatnią próbą kompromisu z Czechosłowacją były rozmowy rozpoczęte 29 lipca w Czernej nad Cisą. Gomułka stale informowany o przebiegu obrad, miał podobno stwierdzić, iż jeśli nie będzie interwencji, to on nie wie jak potoczą się sprawy w Polsce. [...] W ćwiczeniu brało udział kilkuset wojskowych z kontrwywiadu, którzy mieli za zadanie sprawdzić polityczno-moralną postawę żołnierzy biorących udział w operacji. Rozpoznawali oni także sytuację polityczną i wewnętrzną w przygranicznym pasie Czechosłowacji. Organa WSW odpowiedzialne były za prowadzenie punktów izolacyjnych w Kłodzku i Prudniku, na zasadzie obozów jenieckich dla obywateli CSRS. Zarząd II rozpoczął akcję rozpoznawczo-wywiadowczą, z uwagi na palącą potrzebę uzyskania danych o sytuacji polityczno-wojskowej. Oficerowie wywiadu przebywający w Czechosłowacji jako "turyści" rozpoczęli penetrację, uzyskując dane o nastrojach społeczeństwa i lokalizacji jednostek CzAL. [...] Pozostałe Siły Zbrojne PRL niebiorące udziału w operacji zostały postawione w stan najwyższej gotowości. Marynarka wojenna wraz z Flotą Bałtycką ZSRR i Ludową Marynarką NRD patrolowały codziennie Cieśniny Duńskie.''


- zapewne poszło tu o ''czeski dostęp do morza'':)))

[ Poniewczasie bloger Fox/dziennikarz Hubert Kozieł zwrócił mi trafnie uwagę, że stłumienie kabaretowej czeskiej rewolty mogło być pretekstem do wprowadzenia dużego zgrupowania sowieckich wojsk na teren Czechosłowacji ze względu na jej strategiczne położenie wbijające się klinem w RFN pozwalające wyprowadzić uderzenie oskrzydlające stacjonujące tam na pierwszej linii potencjalnego konfliktu armie NATO, taką wersję miał przedstawić jeden z radzieckich pułkowników zbiegłemu na Zachód ambasadorowi PRL Zdzisławowi Rurarzowi - brzmi całkiem sensownie, tym bardziej że to był czas marszałka Grieczki prącego do starcia by wykorzystać ostatni moment przewagi zwłaszcza jeśli idzie o miażdżącą wręcz dysproporcję w broni pancernej jaką dysponował wtedy Układ Warszawski oraz intensyfikacji terrorystycznej polityki Kremla na globalną skalę wspierającej wszelkie antyamerykańskie reżimy i partyzantki w myśl taktyki rozpalenia ''tysiąca Wietnamów'', której hasło rzucił Che Gównovara ale prawdziwym twórcą był generał KGB Sacharowski. Z kolei Spiskolog, którego blog również polecam, naprowadził mnie na ''kwasowy'' trop w sprawie godny pociągnięcia przez jakiego specjalistę w tej dziedzinie, idzie o zarzucanie Zachodu produkowanym w hurtowych ilościach na terenie Czechosłowacji LSD, za operacją na podobną skalę rzecz jasna musiała stać ichnia bezpieka a więc tym bardziej i sowiecka - ''czeskim łącznikiem'' jest tu Stanislaw Grof zalegendowany zidiociałym lewakom jako ''Timothy Leary bloku wschodniego'' i tamtejszy ''dysydent polityczny'', w rzeczywistości szkodnik podrzucony jako kukułcze jajo podobnie jak wypromowana w równie podejrzanych okolicznościach dęta sława Milosz Forman : to już taki Karel Gott był uczciwszy bo jawnie dawał de na dwa baty Niemcom jak i Sowietom nie dorabiając sobie do tego ideologii ani drapując jeszcze przy tym bezczelnie na ''autoryteta moralnego'' za przeproszeniem jak co poniektórzy opozycjoniści z tamtych lat, często gęsto kapusie jak się później okazuje ].

Do tego dochodził osławiony ''rewizjonizm niemiecki'', uzasadniona jak najbardziej obsesja Gomułki mimo towarzyszącego jej propagandowego zadęcia skoro dziś już wiadomo, że czechosłowackie władze powzięły pierwsze kroki ku zbliżeniu z RFN jeszcze przed Dubcekiem a i ZSRR od czasu Berii zaczął wykazywać daleko idącą spolegliwość w tej materii zagrażając śmiertelnie geopolitycznym warunkom bytu Polski, niechby i ''Ludowej'' :

''U podstaw aktywizacji polityki PRL w kwestii niemieckiej w drugiej połowie lat 60. leżała przede wszystkim obawa przed możliwością złagodzenia konfliktu między ZSRR i RFN, a także NRD i RFN. Obawiano się, że stanie się to bez wcześniejszego uzyskania przez PRL gwarancji w sprawie ostatecznego charakteru jej zachodniej granicy. Za niepokojące uznała Warszawa
wypowiedzi Aleksieja Adżubeja, zięcia Chruszczowa, który w lipcu 1962 r. odwiedził RFN. W 1964 r. ambasador ZSRR w Bonn, Andriej Smirnow, podjął rozmowy z Ludwikiem Erhardem, które miały doprowadzić do spotkania kanclerza z Chruszczowem. Józef Węc sugeruje, że Polska nie mogła wykluczyć „zdrady ZSRR", gdyby ten zdecydował się na politykę ruchu w stosunkach z RFN i w zamian gotów byłby porzucić dotychczasowe stanowisko w kwestiach terytorialnych w Europie Środkowej. Także podpisanie w 1964 r. układu o przyjaźni między ZSRR i NRD, w którym o ewentualnym zjednoczeniu Niemiec wspominano nie jako o akcie jednorazowym, lecz raczej procesie historycznym, przez część ówczesnych analityków było traktowane jako rezygnacja ZSRR z podpisania separatystycznego traktatu pokojowego z NRD oraz zaznaczenie gotowości do prowadzenia aktywniejszej polityki wobec RFN. [...] Wiele obaw strony polskiej budziła polityka Czechosłowacji. Wprawdzie w czasie rozmów delegacji partyjno-rządowych w Wiśle w styczniu 1966 r. Antonin Novotny, I sekretarz Komitetu Centralnego partii czechosłowackiej, podkreślał konieczność podjęcia wspólnych ustaleń wobec problemu niemieckiego, ale gdy rozmowy takie podjęto, okazało się, że różnice są dość znaczne. Niepokoje pojawiły się już w marcu 1966 r., gdy w bloku wschodnim przeprowadzono konsultacje w związku z koniecznością udzielenia odpowiedzi na notę RFN w sprawie rozbrojenia i zapewnienia pokoju. Także informacje przekazane przez polskich korespondentów prasowych Zdzisława Szymańskiego i Karola Szyndzielorza, którzy 26 maja 1966 r. odbyli w Pradze rozmowę z dyrektorem departamentu niemieckiego Rudolfem Rezkiem, potwierdzały obawy. Rezek powiedział, że strona czechosłowacka pragnie zmusić RFN do aktywnej koegzystencji i myśli o nawiązaniu stosunków dyplomatycznych. Na pytanie o to, na jakich warunkach stosunki takie mogłyby być nawiązane, Rezek odpowiedział, że „Czechosłowacja nie stawia żadnych warunków sine qua non. Zadeklarowanie przez RFN, że układy monachijskie nigdy nie miały ważności, zupełnie by wystarczyło”. Poinformował też, że Praga prowadziła już w tej sprawie rokowania z Bonn. Gdy redaktorzy przypomnieli, że rząd PRL jako warunek wstępny nawiązania stosunków wysuwa uznanie granicy na Odrze i Nysie oraz wyrzeczenie się broni atomowej, dyrektor Rezek odpowiedział, że w stanowiskach PRL i Czechosłowacji istotnie jest pewna różnica. Dodał też, że prowadzone są z RFN rozmowy gospodarcze. Redaktor Szymański zwrócił uwagę, że jest to polityka, która daje RFN wszystko, nic w zamian nie otrzymując, podobna nieco do taktyki monachijskiej. Odpowiedź brzmiała, że między Warszawą i Pragą istnieje różnica „w podejmowaniu taktyki pierwszych kroków”.''

http://bazhum.muzhp.pl/media//files/Dzieje_Najnowsze_kwartalnik_poswiecony_historii_XX_wieku_/Dzieje_Najnowsze_kwartalnik_poswiecony_historii_XX_wieku_-r2005-t37-n3/Dzieje_Najnowsze_kwartalnik_poswiecony_historii_XX_wieku_-r2005-t37-n3-s19-45/Dzieje_Najnowsze_kwartalnik_poswiecony_historii_XX_wieku_-r2005-t37-n3-s19-45.pdf

Nacisk ówczesnych władz PRL na interwencję byłby więc podyktowany realnym zagrożeniem zbliżenia między ZSRR a RFN śmiertelnym dla naszych zachodnich granic i spacyfikowaniem go w rezultacie kosztem Pragi wyraźnie zerkającej ku zachodnim Niemcom by poratować swoją upadłą ekonomię, tak jak z kolei sprokurowany przez służby ''marzec '68'' stanowił uprzedzającą kontrę wobec możliwości wewnętrznej irredenty na wzór czechosłowackiej, oczywiście na ile pozwalał polityczny i militarny dyktat Moskwy w ramach którego musiał poruszać się Gomułka wraz ze współpracownikami bo do ówczesnego hegemona należało tu ostatnie słowo, ryzykowną taktykę uwieńczył zaś przemyślny zwrot w polityce niemieckiej i porozumienie z nowym kanclerzem Brandtem, które jednak przypieczętowało w końcu los I sekretarza - póki co wszakże tym sposobem zażegnał frondę w partii bo legnicką zadymą ''ludzie radzieccy'' dali mu zapewne do zrozumienia, że nie jest znowu z niego taki cud i mają już na jego miejsce śląskiego następcę a tak odsunął widmo utraty łaski imperatora, wyczesał konkurencję awansując na pierwszego przydup... wasala w obozie załatwiając przy tym geopolityczne interesy PRL. Nawet CIA w tajnym raporcie oceniała, że ''gdyby nie wydarzenia w Czechosłowacji i gorliwy udział w inwazji byłby skończony'' już w owym roku więc tow. Wiesław wcale nie był takim tumanem jakim się prezentował a całkiem cwanym chłopkiem-roztropkiem przyznajmy przy całym dystansie doń należnym komuszemu zbrodniarzowi [ choć ceną za to było pewnie sprzedanie na zlecenie ZSRR zidiociałemu Zachodowi żydowskich ubeków i ich pomiot jako ''bojowników o wolność i demokrację'' a przy tym ofiary rzekomego ''antysemityzmu'' co do reszty zszargało i tak już kiepską opinię o Polsce na świecie, przekreśla go to jako ''patriotę'', którego gębę usilnie niektórzy próbują mu dorobić, więc równie dobrze można uznać, że g... miał do gadania posłusznie wykonując prikaz kremlowskiego politbiura co najwyżej próbując ugrać coś przy okazji na boku ] :

''Przyjmuje się, iż z inicjatywą podpisania umowy w RFN wystąpił Władysław Gomułka w przemówieniu wygłoszonym 17 maja 1969 w Warszawie. Impuls dla tego przyjętego z zakłopotaniem w obozie państw socjalistycznych „wyjścia przed szereg” stworzyły jednak sygnały płynące niemal półtora roku wcześniej [ a więc wiosną 68 właśnie ! ] poufnymi kanałami dyplomatycznymi z Niemiec, w których Egon Bahr informował o założeniach nowej polityki wschodniej tworzonej pod kierunkiem Willi Brandta. Na czele rządu w Bonn stał jeszcze wówczas chadecki kanclerz Kurt Georg Kiesinger, a wchodzący w skład rządu przywódca CSU Franz Joseph Strauss oskarżany był przez Gomułkę w tym samym przemówieniu o pragnienie „zaprzęgnięcia całej Europy Zachodniej do bońskiego wozu, by ciągnąć go mocniej traktem do odwetu”. Retoryka zarzucająca Niemcom destrukcyjne zamiary zmierzała do wniosku, że „dla Polski nie ma problemu granic. Istnieje tylko problem pokoju, który dotyczy całej Europy”. Wybory nad Renem jesienią 1969 roku przyniosły zmianę koalicji i wyniosły na fotel kanclerza Willego Brandta, którego Gomułka zaliczał do grona realistów na scenie politycznej RFN. Negocjacje przygotowujące układ między PRL a RFN o podstawach normalizacji ich wzajemnych stosunków trwały od 5 lutego 1970; układ został parafowany przez szefów dyplomacji w Bonn 18 listopada i podpisany 7 grudnia 1970 w Warszawie przez prezesa Rady Ministrów Józefa Cyrankiewicza i ministra spraw zagranicznych Stefana Jędrychowskiego oraz kanclerza Willego Brandta i ministra spraw zagranicznych Waltera Scheela. W sferze polityki zewnętrznej był bez wątpienia najważniejszym osiągnięciem Gomułki i jego ekipy. [...] Sprawa uznania granicy traktowana była tak dalece priorytetowo, iż instrukcjach negocjacyjnych zalecane było nieobciążanie rozmów innymi kwestiami, takimi jak odszkodowania czy sytuacja mniejszości niemieckiej w Polsce. [...]  Wbrew bezwarunkowym sformułowaniom zawartym w korpusie układu, kontrowersje związane z uznawaniem granicy przetrwały aż do 1991 roku. Doktryna państwowa RFN uformowana m.in. przez rezolucję Bundestagu z 17 maja 1972 towarzyszącą debacie ratyfikacyjnej oraz późniejsze orzeczenia Federalnego Trybunału Konstytucyjnego wiązały ostateczne uznanie granic z przyszłym traktatem pokojowym, a jako podmiot kompetentny do wyrażenia takiego uznania wskazywała zjednoczone Niemcy. Stąd umowy zawarte przez RFN w sprawach granic traktowano jako prowizorium na czas istnienia republiki bońskiej w jej kształcie z 1949 roku. Takie, diametralnie różne od polskiego, podejście do oceny zawartego układu oraz jego konsekwencji dla stanowiska prawnego Niemiec odbierane było w Polsce w kategoriach politycznych, co pozwalało nadal wykorzystywać czynnik niemieckiego zagrożenia w propagandzie wewnętrznej oraz w stosunkach sojuszniczych z państwami członkowskimi Układu Warszawskiego. Układ o podstawach normalizacji stosunków z RFN oceniany jest często w kontekście schyłku epoki Władysława Gomułki i towarzyszących mu wstrząsów politycznych, aż po tragiczne wydarzenia na Wybrzeżu. Próba spojrzenia na to przełomowe w relacjach polsko-niemieckich wydarzenie oraz jego oceny pochodzące nie tylko z kręgów ówczesnego establishmentu pozwala ocenić zawarcie układu jako rzadki przykład niemal suwerennego kroku władz PRL. Sam architekt układu zdołał jeszcze ocenić go podczas VI Plenum KC PZPR w swym ostatnim przemówieniu jako formalnoprawne uznanie przez RFN granicy na Odrze i Nysie, które ostatecznie zamyka kwestię nieodwracalności i nienaruszalności linii wyznaczonej w umowie poczdamskiej. Niemieckie interpretacje, poczynając od wykładni opublikowanej w biuletynie rządowym dzień po podpisaniu umowy, wskazywały nadal na brak kompetencji RFN do reprezentowania całych Niemiec, a także konieczność uregulowań traktatem pokojowym, którego układ nie wyprzedzał ani nie zastępował, choć Willy Brand przypominał, że „układ nie oddaje niczego, co nie zostało już przegrane”.
Oczywiście dla negocjującego ze zjednoczonymi już Niemcami traktat graniczny Skubiego nie było problemu, ale pieprzyć tego pedała [ co jo godom, co jo godom:) ] :

''Dla Niemiec układy poczdamskie w sprawie granicy i wysiedleń stały się wiążące, mimo że nie noszą podpisu niemieckiego. Wobec całkowitej – faktycznej i prawnej – zależności Niemiec od mocarstw okupacyjnych, wobec braku rządu niemieckiego, podpis taki nie wchodził w ogóle w rachubę i nie był potrzebny, aby zobowiązać Niemcy do tego, co w Poczdamie postanowiono. W 1945 r. Niemcy były legalnie przedmiotem władzy sojuszników, nie zaś kontahentem i partnerem wspólnie zawieranych traktatów. Oficjalny pogląd RFN wyrażony wkrótce po jej powstaniu, wypowiadany także przez różnych polityków i prawników zachodnioniemieckich, jakoby układy poczdamskie były dla Republiki Federalnej bez znaczenia prawnego i jakoby nie wynikały z nich żadne skutki prawne dla Niemiec (res inter alios gesta), nie wytrzymuje krytyki. Pogląd ten bowiem ignoruje położenie Niemiec w roku 1945, również na płaszczyźnie prawa międzynarodowego.''


Dlaczego jednak Moskwa zdecydowała się w końcu na zwinięcie testowej wersji pierestrojki i to w tak obcesowy sposób godzący w jej wizerunek u zachodniej lewicy ? Ano by pokazać kombinującym na boku wasalom jak i próbującemu wykorzystać okazję Zachodowi kto tu rządzi - tego akurat nie pojął chyba sprytnie dotąd lawirujący tow. Wiesław ''wychodząc przed szereg'' tym razem swoim porozumieniem z RFN za co rychło zapłacił obalony de facto przez posłusznego rozkazom ZSRR Jaruzelskiego [ poza tym chodziło o uwiarygodnienie w oczach Zachodu rezydentury wywiadu jako ''represjonowanych przez sowiecki reżym dysydentów'' i ''ofiary antysemityzmu'' co ochoczo kupili nie tylko zidiociali lewacy ale i lansujące politykę ''odprężenia'' w imię budowy NWO Rockefellery, Fordy i ich przydupasy w typie Brzezińskiego, wreszcie rzecz odegrała swą rolę jako się rzekło robiąc za pretekst do wyprowadzenia armii czerwonej na przedpola NATO ]. Jak pisze przywołana w umieszczonym na wstępie artykule badacz PRL-owskiej dyplomacji Wanda Jarząbek :

''W konsekwencji takiego rozumowania można pokusić się o wskazanie kilku grupowych adresatów wystąpienia Breżniewa. Byli nimi przywódcy bloku wschodniego, którym przypomniano o tym, że nie są samodzielni. Niektórzy, niezainteresowani daleko idącymi reformami systemu w swoich krajach, chcieli np. prowadzić bardziej samodzielną politykę zagraniczną, jak Rumunia i Polska. Adresatami wystąpienia Breżniewa mogły być potencjalne siły reformatorskie wewnątrz bloku wschodniego — Kreml dał im do zrozumienia, że bez Moskwy nie mają szans na realizowanie swoich planów. Wskazanie to dotyczyło zresztą też przywódców bę­dących u władzy. Adresatami mogły być też państwa zachodnie, szczególnie ci politycy, którzy chcieli prowadzić politykę rozluźniania spoistości bloku wschodniego, w tym jego podstaw ideologicznych, oraz środowiska intelektualne na Zachodzie. Pokazywano im, jak duża odpowiedzialność na nich spoczywa, gdy starają się wspierać siły odśrodkowe w bloku. Nie należy lekceważyć adresata wewnętrznego. Pozycja Breżniewa nie była zbyt silna, miał on oponentów i w partii, i w armii. Decyzja o interwencji w Czechosłowacji być może miała pokazać, że jest prawdziwym przywódcą — silnym, niebojącym się ryzyka i potrafiącym walczyć.''

- ''reformatorzy'' odebrali lekcję i ich następcy dwie dekady później posłusznie już realizowali program ''zmian'' pod dyktando Kremla [ za wyjątkiem nadal wierzgającego tym razem z pozycji ''reakcyjnych'' Ceausescu, którego trzeba było w końcu dla przykładu odstrzelić ], nade wszystko jednak autorka trafnie podkreśliła wagę ostatniego czynnika, choćby dlatego, że wówczas Ukrainą władał ''narodowy komunista'' do pozycji którego aspirował u nas Moczar, bez powodzenia w rezultacie jak wiadomo :

''Petro Juchymowycz Szełest jako I sekretarz KC KPU był zwolennikiem szybkiego wzrostu liczebnego partii i zwiększenia procentowego udziału Ukraińców wśród członków KPU. Podjął nieudaną próbę wprowadzenia ukraińskiego jako obowiązkowego języka wykładowego we wszystkich szkołach wyższych w Ukraińskiej SRR. Poza tym bronił bogactw naturalnych, jego zdaniem nadmiernie eksploatowanych przez centralne władze ZSRR. W 1966, gdy wystąpił na V Kongresie Związku Pisarzy Ukraińskich wsparł starania mające na celu odrodzenie języka narodowego, a 1970 wydał książkę "Nasza Ukraino radziecka", w której m.in. ocenił pozytywnie kozacką przeszłość Ukraińców i sprzeciwił się nadmiernemu wychwalaniu roli odegranej przez Rosjan w historii Ukrainy, za co centralne władze ZSRR w Moskwie surowo go skrytykowały, a w maju 1972 odsunęły od pełnionych stanowisk; po jego odejściu w Ukraińskiej SRR nasilono rusyfikację.''


- znamienne iż on także cisnął na interwencję w Czechosłowacji zapewne z podobnych motywów co Gomułka na co wskazuje i to, że popłynął niedługo po nim :

''28 lipca do Czernej nad Cisą, miejscowości położonej tuż przy granicy z ZSRR, przybyła delegacja czechosłowacka, w której znajdowali się m.in. Dubček, prezydent Svoboda, premier Černík oraz Smrkovský i Bil’ak . Ten ostatni, jako przeciwnik reform, był sojusznikiem ZSRR. Na spotkanie ostatniej szansy przybyli m.in. Breżniew, Kosygin oraz sekretarz partii na Ukrainie Piotr Szelest, jeden z radzieckich „jastrzębi”. Od 29 lipca toczyły się ciężkie, pełne napięcia rozmowy pomiędzy obiema partiami. Ostatecznie towarzysze radzieccy zdecydowali, że dadzą Dubčekowi ostatnią szansę. [...] 3 sierpnia w Bratysławie zwołano naradę na szczycie partii bloku socjalistycznego: ZSRR, Czechosłowacji, Polski, NRD, Węgier i Bułgarii. Rozmowy były nadal ciężkie, ale sprawiały wrażenie zażegnywania sporu. [...] Nie wiedziano o tym, że to podczas narady bratysławskiej Vasil Bil’ak przekazał konspiracyjnie (w toalecie) Piotrowi Szelestowi list do towarzyszy radzieckich z prośbą o „bratnią pomoc”.''


Z powyższego płynie bardzo niepoprawny w świetle obowiązującej wykładni wniosek, że mimo wszystko nasz udział w interwencji w Czechosłowacji w '68 podobnie jak ten 30 lat wcześniej były uzasadnione polską racją stanu nawet jeśli odbywało się to pod auspicjami ZSRR albo III Rzeszy i mam gdzieś, że może wywołać to ból d... patologicznych czechofilów oraz obrońców prawoczłowieczyzmu podtrzymujących histeryczny mit ''praskiej wiosny'' - to nie kwestia czy to nam przynosi chlubę czy też bynajmniej, bowiem w realnej polityce nie ma miejsca na sentymenty a wszystkie szlachetne hasełka obojętnie internacjonalistycznej lub narodowowyzwoleńczej proweniencji robią w niej jedynie za użyteczny sztafaż dla rozgrywających nimi cynicznie swą partię uczestników, ile są warte przekonaliśmy się podczas ostatniej wojny i wystarczy. Nie obchodzą mnie też idiotyczne zarzuty o rzekome ''podtrzymywanie tez komunistycznej propagandy'' - geopolityczne uwarunkowania dyktowały wręcz rządzącym Polską pewne rozwiązania niezależnie od wyznawanej przez nich ideologii, nawet podległym Moskwie komunistom jeśli chcieli utrzymać władzę i stan posiadania, należy to uznać stając twardo na ziemi przy całym dystansie podkreślam jeszcze raz wobec mającego na koncie wiele zbrodni i antypolskich bredni Gomułki wraz z towarzyszami. Zresztą w świetle przytoczonych faktów widać wyraźnie co kryło się za gromkimi hasłami o ''internacjonalizmie'' i ''przyjaźni w obozie socjalistycznym'' - wszyscy tu byli realnie nacjonalistami włącznie z Żydami i próbowali wzajem ograć się w imię swych narodowych interesów przywoływani jedynie do porządku brutalnie przez imperialny po staremu Kreml [ oczywiście ''narodowy komunizm'' czy sprzeciw wobec Moskwy nie stanowią żadnej taryfy ulgowej - Tito czy zwłaszcza Mao byli takimi samymi zbrodniarzami co Lenin, Trocki i Stalin, ''Wielki Sternik'' nawet przewyższył radzieckich mistrzów w ludobójczym fachu ].

Nie przekreśla to świadectwa antykomunistycznych uczestników zajść marca '68, a tych była zdecydowana większość, którzy dali się sprowokować w wewnątrzpartyjnej i geopolitycznej ustawce bowiem ich motywacje w przeciwieństwie do ''komandosów'' były czyste a młody wiek i brak dostępu do prawdziwych informacji usprawiedliwia naiwność jaką wówczas okazali. Na ich postawę miały zapewne wpływ też podwyżki cen żywności wprowadzone pod koniec '67 i wcześniejsza antykościelna kampania władz podczas Millenium Chrztu Polski, zresztą znakomicie opisał to Bohdan Urbankowski w jednym z przywołanych na początku tekstów prezentując ówczesne wydarzenia w innej, mniej znanej niż ''ubecko-komandoska'' perspektywie.

ps. pisząc niniejszy post nie miałem pojęcia iż :

''Już w maju 1965 r. Gierek wyrósł do roli pośrednika między zwalczającymi się frakcjami w PZPR i był uważany przez sowiecką ambasadę za „jedynego ewentualnego pretendenta na stanowisko pierwszego sekretarza KC PZPR”. Na taką pozycję i opinię w Moskwie Gierek pracował niewątpliwie przez wiele lat. Pierwsze kontakty z „towarzyszami radzieckimi” nawiązał przypuszczalnie podczas swojej działalności w Belgii w latach czterdziestych. Po objęciu w 1954 r. pierwszego samodzielnego stanowiska w aparacie partyjnym PZPR, tj. kierownika Wydziału Przemysłu Ciężkiego KC, spotykał się regularnie z sowieckimi dyplomatami w Polsce. Był to jeden z czynników, który przyczyniły się do jego awansu na sekretarza KC w marcu 1956 r. Z notatki sporządzonej po rozmowach Chruszczowa z kierownictwem PZPR w Warszawie 19 października 1956 r. wynika, że już wtedy był uważany (obok Konstantego Rokossowskiego, Franciszka Jóźwiaka i Zenona Nowaka) za jednego najważniejszych „przyjaciół Związku Sowieckiego” w Polsce. W następnych latach Gierek stał na czele najsilniejszej organizacji wojewódzkiej PZPR w Katowicach, a od marca 1959 r. zasiadał także w Biurze Politycznym KC PZPR. Biesiadując z sowieckimi konsulami w Krakowie i jeżdżąc z przyjacielskimi wizytami na wschód (głównie do Zagłębia Donieckiego), konsekwentnie umacniał swoje notowania na Kremlu.''


- czyli po raz kolejny potwierdziły się moje paranoiczne intuicje:)))