piątek, 13 lipca 2018

Fu-ko.

Ostatnio miałem okazję obaczyć wykład o myśli Foucaulta tłumacza jego prac na polski Michała Herera [ skądinąd ''antyfaszystowskiego'' zjeba, ale to osobny temat ] stąd postaram się z grubsza przynajmniej zreferować koncepty francuskiego post-filozofa tak jak je omówił rzeczony antyfiarz i insi badacze by nakreślić to co widzę w nich ciekawego i wartościowego ale też i dyskusyjnego co najmniej. Wiele wyjaśnił mi istotny szczegół jego biografii, otóż nie był to pierwszy lepszy goszysta z ulicy ale wychowanek a później wykładowca Ecole Normale Superieure, elitarnej uczelni kształcącej kadry administracyjne zarządzające Francją [ faktycznie bez jej ukończenia - i przynależności do loży masońskiej - nie ma szans na zaistnienie w tamtejszej polityce obojętnie czy tyczy to prawicy czy lewicy, więc ''równość'' na sztandarach to jedno, ale w praktyce ktoś musi trzymać ''motłoch'' za pysk:) ], a to dlatego, że można by określić jego ''doktrynę'' jako coś w rodzaju ''filozofii zbuntowanego biurokraty'' albo ''antysystemowego systemowca'' - szydzę rzecz jasna ale coś w tym jest analizując jego badania nad naturą władzy. Otóż ''przewrót kopernikański'' w rozpatrywaniu przezeń tego zagadnienia polega na tym, że władza nie jest dlań czymś narzuconym z zewnątrz społeczeństwu i stanowiącym je jednostkom ale oddolnym fenomenem, organicznym wręcz można rzec dany rząd zaś czy władca nie tyle nawet zwieńczeniem bo to by sugerowało hierarchiczną strukturę, ile ogniskową jakby rozproszonej sieci wszechobecnych stosunków panowania konstytuujących daną wspólnotę i składające się nań poszczególne podmioty. Szokująco brzmi ale jest logicznym wnioskiem w tej perspektywie rola przypisywana mechanizmowi kontroli państwowej i społecznej, który nie dławi tu bynajmniej indywidualności ale ją właśnie stanowi - Foucault tłumaczy to na przykładzie szpitali-przytułków, gdzie początkowo z racji niedoskonałych, mało wyrafinowanych narzędzi nadzoru osadzeni byli traktowani jako anonimowa ciżba, bezkształtna masa ale wraz z postępem cywilizacyjnym i rozwojem środków kontroli zaczęto indywidualnie podchodzić do pacjentów każdemu przydzielając w końcu kartę choroby, odpowiednio klasyfikując i wciągając do ewidencji nadając im ten sposób paradoksalnie podmiotowość [ no czyż nie jest to spojrzenie typowego biurokraty ? aczkolwiek przyznaję może zarazem służyć jako dobre narzędzie opisu obecnych ''społeczeństw kontroli'' wedle terminologii Deleuza, gdy instytucje właściwe poprzedniemu ''społeczeństwu dyscypliny'' czyli rodzina, Kościół, państwo czy fabryka przeżywają kryzys o ile wręcz nie rozpad co owocuje rozbuchanym indywidualizmem, frazesami o ''samorealizacji'' itd. a zarazem wszechobecne kamery niedługo będą zaglądać nam do tyłka ]. Igra przy tym ze słowami co typowe dla poststrukturalistów traktujących filozofię programowo jako literaturę wskazując, iż w wyrażeniu ''assujetissement''/''ujarzmienie'' kryje się ''podmiot'' - ''sujet'' [ podobnie w jęz. polskim jak widać ], który co ciekawe we francuskim oznacza także ''poddanego''... Skrajną postacią tego swoistego ''upodmiotowienia'' przez władzę w której manifestuje się ona najpełniej jest kara śmierci co nazywa ''logiką daniny'' i faktycznie takim się jawi w myśl przyjętych przezeń założeń jakby to paradoksalnie nie zabrzmiało - skoro podmiot jest tylko ''pustym miejscem'', ''fałdą rzeczywistości'', nikim mówiąc wprost [ bo jest nie-tożsamy z sobą, wytworzony przez stosunki władzy i czymś konstytuującym się na styku zewnętrznej i wewnętrznej rzeczywistości ] to spełnieniem jego nie-istnienia jest u-nicestwienie siebie czy innych, przy czym francuski badacz rezerwuje takową prerogatywę jedynie dla ''władzy suwerennej'' utożsamianej przezeń z absolutyzmem ''króla Słońce'', ale moim zdaniem fenomen ten towarzyszy w o wiele większym jeszcze stopniu narodzinom ''społeczeństwa dyscypliny'' podczas rewolucji francuskiej - dotąd jak pisze Foucault podmiotem był tylko monarcha, suweren i świecący jego światłem odbitym dworzanie zaś reszta li tylko anonimową masą poddanych, rewolucja obalając ten porządek upodmiotowiła lud ''deklaracją praw człowieka i obywatela'' tyle że zgodnie z krwawą ''logiką daniny'' zaprzęgła go tym samym do państwowej machiny powszechnym poborem do wojska i szkolnictwem [ także traktowanym wówczas jako forma jakobińskiego terroru i nie bez podstaw ] oraz odpowiednio poszerzając zakres przemocy najpełniej wyrażony w pierwszym nowożytnym ludobójstwie katolickich chłopów w Wandei. Różnicę i nie/ciągłość między obu systemami widać na przykładzie swoistych dla nich sposobów egzekucji - opisywaną przez Foucaulta wielogodzinną makabrę ćwiartowania żywcem, szarpania rozpalonymi obcęgami itp. kar wymierzanych buntownikom za monarchii co jednak z racji swej czasochłonności ograniczało zasięg stosowania takowych represji, zastąpiono wraz z nastaniem nowożytnej republiki demokratyzacją procesu poprzez uproszczenie procedur i usprawnienie narzędzi represji, rzecz jasna mowa o gilotynie ale też innych morderczych wynalazkach jakobińskich jak rozstrzeliwanie powstańców w Lyonie armatami na polach pod miastem czy topienie kontrrewolucjonistów hurtem wraz ze statkami, barkami etc. [ pomysł ten świadomie zaadoptował i rozwinął w Rosji Lenin ]. Słabością konceptów Foucaulta jest jego ewidentnie uwikłanie nazbyt we francuską historię i czerpane z niej przykłady co naturalne skądinąd, spójrzmy jednak jak upiornie jawi się dialektyka ''upodmiotowiającego uJArzmienia'' w kontekście nowożytnej historii naszej części Europy, zwłaszcza okupacji komunistycznej i nazistowskiej - gdyby ktoś pozwolił sobie u nas na konsekwentne rozwinięcie w duchu francuskiego filozofa rozważań o ''indywidualizującym charakterze mechanizmów kontroli'' w Gułagu a zwłaszcza Auschwitz musiałby liczyć się z bolesnymi konsekwencjami, jeszcze czyniąc to wobec Polaków pół biedy bo groziłoby mu co najwyżej oburzenie części opinii publicznej i tyle, natomiast stosując wobec Żydów miałby jak nic wizytę smutnych panów z rana, zarekwirowany komputer i sprawę w sądzie a może i nawet areszt wydobywczy, w rezultacie pozbawiony wsparcia i o słabym charakterze skończyłby jak Ratajczak zapity w samotności ku przestrodze. 

W moich oczach fundamentalny błąd obranej przez Foucaulta optyki polega na czym innym - skoro tożsamość, tak zbiorowa [ narodowa, klasowa etc. ] jak i jednostkowa jest czymś z natury rzeczy opresywnym, wytwarzanym przez władzę i nieodłącznie towarzyszące jej mechanizmy kontroli a nie tłumionym rzekomo przez nie, to logicznym jest iż proces emancypacji musi polegać na wyzwoleniu się z niej, stąd podtytuł [anty]Biblii gender autorstwa Judith Butler brzmi ''subversion of identity'' czyli ''podważenie/obalenie tożsamości'' a nie jakoweś ''uwikłanie w płeć'' jak stoi w fatalnym polskim przekładzie [ dlatego jako motto rodzimego instytutu dżenderyzmu stosowanego służy hasło ''nikt nie rodzi się sobą'':))) ] zaś obalenie tożsamości to nic innego jak obłęd bo schizofrenia nie polega jak głosi powszechny mit na ''rozdwojeniu jaźni'' lecz jej rozpadzie, formuła koordynująca nasze myśli i czyny odpowiadająca za poczucie ''ja'' ulega w chorobie destrukcji stąd niezborność wypowiedzi, bełkot szaleńca i jego niekontrolowane odruchy lub stupor, dlatego Deleuze wraz z Guattarim postulują w ''Anty-Edypie'' programową schizofrenizację społeczeństwa posługując się figurą ''schizola'' wedle ich określenia jako czymś pożądanym, symbolem wyzwolonego pragnienia, które obaliło ''edypalne super-ego'' na rzecz ''swobodnych przepływów'' tego co ''inne'' w człowieku, twórczego wg nich chaosu irracjonalnych popędów [ nie obchodzi mnie, że to metafora aktywizmu, której nie należy utożsamiać z klinicznym pacjentem - czystym skurwysyństwem typowym dla lewicy jest taka polityczna instrumentalizacja i kolonialne zawłaszczanie Innego jakiego arbitralnie rzecznikiem się czyni nie pytając czy aby sobie on tego w ogóle życzy ]. Tak się składa, że nie teoretyzowałem o tym a otarłem się mocno w pewnym okresie swego żywota i do końca mych dni będę nosił traumę z tego tytułu, dlatego każdy zachwalający to g... nieodpowiedzialny zjeb jakiejkolwiek płci, orientacji i narodowości by nie był jest moim osobistym wrogiem i będę go tępił póki starczy mi sił - jak powiedziała mi jedna schizofreniczka na oddziale zamkniętym ''zwracając wzrok do wewnątrz, zaglądając wgłąb duszy można się przerazić'' i nie idzie jedynie o to, że na dnie umysłu spoczywają takie nieczystości, iż najbardziej nawet odrażające, cuchnące wydzieliny ludzkiego ciała są przy tym niczym, rzecz przedstawia się znacznie gorzej : zieje tam otchłań bez dna, u spodu kryje się czarna dziura z której wszystko się poczęło i prawdopodobnie zasysa je w końcu... W każdym razie zaglądanie weń nie należy do przyjemnych zajęć oględnie zowiąc, przypomina zapuszczanie się w zatęchłą piwnicę pełną robali, szczurów, wszelakiego plugastwa z potwornością czyhającą na nas ''u kresu nocy''.

Oddajmy sprawiedliwość Foucaultowi, że sam nie głosił podobnych ''schizoemancypacyjnych'' bredni, choć się nimi entuzjazmował, jego wina polega na tym iż stworzył podwaliny dla programowego ''obalenia/wyzwolenia z tożsamości'', które podchwycili inni wyżej wymienieni, natomiast borykał się z inną aporią swojej metody - zakładana przezeń wszechobecność i anonimowość władzy nie tyle wykluczała praktycznie kontestację co paradoksalnie czyniła z niej wręcz warunek panowania, prowadząc w ten sposób do odtworzenia się go w innej konfiguracji np. zamianę reżimu dyskryminującego homoseksualistów na represjonujący ''homofobów'' jak to jest obecnie itp. bo przecież nie można obalić systemu od wewnątrz, nie tyle nawet siedząc w brzuchu Lewiatana co będąc jego integralną częścią, na-rządem [ już łapię Foucaultowską manierę:) ]. Dlatego w ostatnim etapie rozwoju swej myśli próbował wybrnąć z tego składając pryncypialną samokrytykę iż zbytnio położył nacisk na mechanizm wytwarzania podmiotu czyniąc go niejako biernym narzędziem władzy i począł głosić jego aktywną rolę jako samo-stwarzającego się w procesie swoistej auto-paidei, samowychowania jakby tyle że tym samym popadł w kolejną sprzeczność, gdyż w praktyce nie zmieniało to nic w układzie panowania jako takim interioryzując go jedynie bo tam, gdzie pan/pani tam i niewolnik/niewolnica, więc skoro pan-ujemy nad sobą to kto jest naszym niewolnikiem/niewolnicą ?... Nie mówiąc że takowy mechanizm wpisuje nas w system zarządzania sprawowany przez wzmiankowane wyżej ''społeczeństwo kontroli'', gdzie nie tyle tłumi się popędy i pragnienia co wręcz podsyca je umiejętnie przy tym kanalizując a sama ''wyzwolona'' rzekomo z pęt dyscypliny indywidualność staje się narzędziem niewidzialnej tyranii jak postulował już 300 lat temu Spinoza, w projektowanym przezeń systemie społecznej kontroli masy ludzkie trzyma w karbach ''wolność osobista'', dziś zaś odbywa się to dodatkowo w myśl hasła : ''bądź niezależny - weź kredyt !'' [ serio, nie wymyśliłem sobie, dokładnie w tym nieczystym duchu pierdolił w reklamie tv Marek ''beczka'' Kondrat vel ''bankier'' ]. Oczywiście Foucault był zbyt inteligentny aby nie dostrzec kolejnej aporii swych dociekań więc próbował rozwiązać ją ostatecznie postulatem ''permanentnie krytycznego podmiotu'', czegoś w rodzaju ''a-totalnej nie-tożsamości'', tyle że to figura beznadziejnie utopijna, od praktykowania czegoś podobnego szlag trafiłby każdego na miejscu najdalej po tygodniu jak sądzę, musielibyśmy wówczas rozważać i podważać zarazem każdy krok dosłownie, życie możliwym niestety czyni bezmyślność i bez-wiedność podstawowych procesów, jedziemy głównie na automatyzmach i odruchach w niewielkim stopniu będąc ''sobą'' i co najwyżej bywamy wolni, zakres dostępnej nam autonomii jest mocno ograniczony, ale też właśnie dlatego tym bardziej cenny i należy go pielęgnować wszakże pod warunkiem, że nie będziemy mu nadawać przesadnie wielkiego znaczenia bo wówczas grozi nam popadnięcie w prometejską ''hybris'' i wskutek tego paradoksalnie totalne zniewolenie tak jak to stało się udziałem wyrastającego z podobnych założeń marksizmu/socjalizmu/komunizmu.

Nie chciałbym jednak aby powyższe zabrzmiało jako potępienie w czambuł i kompletna dyskredytacja, bynajmniej, o przydatności metody Foucaulta do opisu naszych zniewalających konsumpcją i opartym na niej długiem ''społeczeństw kontroli'' z ich tak wszechobecnym, że niewidzialnym cyfrowym szpiegostwem i ''sieciową, rozproszoną strukturą władzy'' już pisałem, nikt nie musi mnie też przekonywać o pozorności istnienia podmiotu i jego nie-tożsamości po tym co przeżyłem, podoba mi się także jako zdeklarowanemu reakcjoniście demaskowanie rzekomej oczywistości ''dziejowego postępu'' i tym podobnych oświeceniowych przesądów, niemniej w mej optyce na francuskim post-filozofie ciążą poważne błędy podważające wręcz cały głoszony przezeń projekt. Najcenniejszym poznawczo wszakże jawi się tu paradoksalny status buntu jako warunku wszelkiej władzy, dzieje się tak bowiem ta ostatnia nie jest  utożsamiana przez Foucaulta z jej spetryfikowanymi, hierarchicznymi formami obalanymi przez rewolty itp., a - przypomnijmy - istnieje jako sieć anonimowych w dużej mierze, rozproszonych relacji konstytuujących społeczeństwo wobec której to ''stosunek dominacji i zwalczającego go oporu to zjawisko wtórne, efekt prowizorycznego ustalenia się relacji sił'' na wzór homeostazy całego układu, tym samym kontestacja nadaje systemowi życiodajnej dynamiki pozwalając odtwarzać się potencjalnie w nieskończoność. Tłumaczy to dziwną z pozoru zażyłość między komunistami a kapitalistami omawianą w poprzednim wpisie i nie idzie tu jedynie o prostą zbieżność interesów czy naturalne poniekąd wchodzenie przez panów rewolucjonerów [ i panie ] w buty burżujów jak to miało miejsce w ZSRR, gdy po zniesieniu prywatnej własności bolszewickie państwo i zarządzająca nim kasta partyjniaków stając się właścicielem środków produkcji i samych robotników chcąc nie chcąc zaczęła prowadzić działalność gospodarczą w ramach kapitalistycznej buchalterii zysków i strat wraz z nieodzownie towarzyszącym jej systemem bankowym, emisją pieniądza, kredytem etc. nawet jeśli charakteryzowała się ona w ich wykonaniu gigantycznymi kosztami, makabrycznym wręcz marnotrawstwem sił ludzkich i materiałowych oraz stopniem imbecylizmu decyzyjnego na który nigdy nie mogłoby sobie pozwolić żadne prywatne przedsiębiorstwo nie wiem nawet jak znaczne. Sedno sprawy w tym, iż lewacy świadomie lub nie torują drogę kapitalizmowi, są jego narzędziem de facto właśnie poprzez swoją strategię oporu wobec niego, w tym sensie Marks miał słuszną intuicję, że w samym systemie tkwi jakaś wewnętrzna sprzeczność całkiem opacznie jednak wyprowadził stąd wniosek, że stanowi to warunek jego zniesienia, bynajmniej - w tym jego siła, an-archia ta nadaje mu witalności pozwalając odtwarzać się wciąż w nowych formach. Na tym polega mój podstawowy zarzut wobec kapitalizmu - że jego głównym produktem rynkowym są komuniści, przecież socjalizm nigdy nie był tak naprawdę ''ruchem robotniczym'' a dziełem właśnie burżujów i wyzyskiwaczy [ Marks i Engels ], arystokratów [ Saint-Simon ] etc. o czym zresztą otwarcie pisał w swej sztandarowej pracy ''Co robić'' obszarnik Lenin. Wprawdzie można zarzucić takowemu podejściu, że to jakby oskarżać papiestwo iż generuje heretyków, tyle że system kapitału nie ma swoich dogmatów, jako taki doskonale obywa się bez oficjalnej hierarchii a swych domniemanych kapłanów traktuje z buta jako bandę nadwornych klaunów potrzebnych co najwyżej do szerzenia ''freemarketowej'' ściemy dla doraźnych korzyści, no i aby ciężko opłacani czerpiącą z [wy]zysku i spekulacji grantozą hołubieni lewacy mieli kogo flekować poprawiając sobie i tak już nazbyt dobre samopoczucie. Z tego płynie jakże ironiczny wniosek iż miłość wszelkich liberałów/libertarian do kapitalizmu była nieodwzajemniona i od początku skazana na porażkę bowiem oparta na fatalnym ''wolnorynkowym'' złudzeniu, tymczasem obiekt ich adoracji okazał się zwykłą suczą, która najwięcej satysfakcji, czerpiąc przy tym całkiem realny zysk, ma z tymi co ją źle traktują a nie jakimiś żałosnymi beta-orbiterami o spoconych łapskach nie wiedzącymi nawet jak zabrać się do rzeczy:) Bo też i większość z nich teoretyzuje jedynie a nie uprawia realnej działalności gospodarczej na wzór erotomanów-gawędziarzy czy netowych stulei, przeważnie to cwani naciągacze pokroju Michalkiewicza czy Janusza Koran-Mekki albo w najlepszym wypadku naiwni idealiści jak Marcin Chmielowski albo Sośnierz, przy całym szacunku należnym ostatnim z wymienionych. W każdym razie strategia ''afirmatywnego oporu'' jest bardzo poręcznym ideologicznym uzasadnieniem dla postawy nowolewicowych pasożytów sprowadzając się do tego jak zarobić a się nie narobić, korzystać w pełni z możliwości i owoców zaawansowanego kapitalizmu zarazem głośno nań psiocząc - przewrotne to, chamskie i bezczelne ale skuteczne niestety.

W uzupełnieniu wywodu załączam omówienie sporu Focaulta z Chomskym, pracę doktorską referującą myśl francuskiego post-filozofa, krytykę jego kontestacji ''totalizujących dyskursów'' opartej o totalizujący dyskurs ''wszechobecności władzy'' czy błędne upatrywanie przezeń w poprzednich systemach filozoficznych li tylko ''logocentrycznych'' ciągot a przecież choćby największy ze scholastyków Tomasz z Akwinu był w pełni świadom wymykającej się całościowemu racjonalizującemu ujęciu ''ślepej plamki'' Trójcy Św., niepokalanego poczęcia, zmartwychwstania etc., dalej parę istotnych w tym kontekście tekstów, wreszcie na koniec sam wykład Herera :

''W ramach postfoucaultowskich badań nad dyskursem rzeczywistość społeczna, a także konstytuujące ją relacje władzy, jest na tyle złożona, iż jakiekolwiek proste jej kategoryzowanie nie jest w ogóle możliwe. Z tej perspektywy wyłania się konieczność ciągłego poszukiwania nowych metod krytyki społecznej, będących w stanie wyprowadzić na światło dzienne symptomy panowania ukryte w miejscach najmniej oczekiwanych. Bez względu jednak na sposoby prowadzenia krytyki, jedynym jej efektem może być wyłącznie zmiana pewnych arbitralnych relacji władzy na inne, przy czym żadnym z nich nie przysługuje uniwersalna wartość. W tej optyce przejawów panowania sprawowanego mocą środków dyskursowych i pozadyskursowych należy szukać również tam, gdzie dominującą pozycję zajmują postulaty autonomizacji i emancypacji dyskursów i grup dotąd podległych. Z kolei przypisywanie im takiej wartości, co może być zarzutem wobec perspektywy Chomsky’ego formułowanym na gruncie postfoucaultowskim, nadaje tylko dynamikę zmianom relacji władzy, ale ich w sposób ostateczny nie uzasadnia. W ramach antyesencjalistycznej perspektywy inspirowanej Foucault jest sprawą oczywistą, iż obrona wartości traktowanych jako uniwersalne odbywa się zawsze na gruncie partykularnych warunków historycznych, których produktem są przekonania aksjologiczne. Jednocześnie, nie sama zmienność warunków oraz brak ponadczasowych podstaw filozoficznych jest barierą na drodze do uzyskania trwałych, teoretycznych podstaw dla społecznej emancypacji, ale właśnie natura relacji władzy. Nawet najbardziej inkluzywna wizja porządku społecznego jest w ujęciu Foucault zawsze ograniczająca, ponieważ jej realizacja oznacza marginalizację innych możliwych porządków. Stąd już domaganie się uznania modelu społeczeństwa, dla którego naczelną własnością miałby być szacunek dla właściwości natury ludzkiej, oznacza homogenizację różnorodności działań w ramach takiego społeczeństwa oraz ekskluzję innych modeli, a to już przejaw władzy, zalążek nowych mechanizmów kontroli. Przykładem mogą tu być wszelkiego typu „prawa do” traktowane jako rdzeń współczesnego społeczeństwa liberalnego. „Dyskurs praw” miałby w tym ujęciu implikować powrót do władzy suwerennej ograniczającej tożsamość podmiotów do treści, które te prawa powołują do życia i na których w konsekwencji bazują. Ta zasada dotyczy także prawa do jednostkowej autonomii i nieskrępowanej twórczej ekspresji. W tym sensie Chomsky niezamierzenie miałby mylić pojęcie sprawiedliwości (choć potencjalnie również takie, warte społecznego zaangażowania, pojęcia jak: szacunek, godność, równość) z mechanizmami panowania. Tak zarysowane spojrzenie zmusza do traktowania badań nad dyskursowymi nośnikami władzy w sposób dość przewrotny, a przy tym kłopotliwy, bowiem miałyby one prowadzić do odbierania badaczowi oręża, przy użyciu którego chce on krytykować i stawiać opór władzy. W świetle stanowiska wyrażanego w debacie przez Chomsky’ego oznacza to ciągłe poruszanie się po niepewnym gruncie i przewlekłą niezdolność do rozwiązywania palących problemów społecznych wynikających z presji władzy. Foucault permanentnie dąży do ujawnienia zakamuflowanych mechanizmów dominacji, co sprawia, iż krytyce prowadzonej na mocy innych założeń teoretyczno-badawczych stale grozi zarzut o ożywianie władzy, której miała się ona sprzeciwiać. Jako rekompensatę „niepraktyczności”, perspektywa Foucault oferuje zyski poznawcze wynikające z niemal narzucającego się wymogu przyjęcia postawy zdystansowanej, której podstawą miałyby być nieufność wobec jakichkolwiek koncepcji porządku społecznego oraz podejrzenie maskowania arbitralności reguł nadających temu porządkowi kształt.''


''Jednak przemiany w przedmiocie i metodach badań historycznych są tylko echem przemian społecznych, politycznych i gospodarczych. Głos słabych i uciskanych jest słyszalny tylko dlatego, że nabierają oni siły i wyzwalają się. Słabi nie mają prawa głosu, nie mają prawa do swojej historii i do swoich racji. Tylko silni mogą stale i skutecznie głosić swoje idee i wcielać je w życie (istnienie silnych implikuje istnienie słabych). Siła (wynikająca z liczebności, metod działań, dostępnych środków) przeradza się we władzę, która potrzebuje legitymizacji, by trwać i w tym celu tworzy historię oficjalną. Nie zachodzi współistnienie „nowych” i „starych” historii, ale ich starcie, w którym musi dojść do rozstrzygnięcia – powrotu do starego systemu lub zamiany ról – zwycięzcy stają się zwyciężonymi, zwyciężeni zwycięzcami. Precyzuje to Ewa Domańska słowami: ''niekonwencjonalne przeciw-historie stają się po pewnym czasie konwencjonalnymi Historiami legalizującymi nową władzę''. Stosunek rządzących do rządzonych nie zanika, władza jedynie przechodzi z jednych na drugich, umożliwiając tworzenie nowych dyskursów i modyfikowanie już istniejących. Władza rozumiana może być jako przewaga fizyczna (w wymiarze jednostkowym), ilościowa, instytucjonalna, ekonomiczna (i wynikająca z niej materialna), kulturowa, polityczna. Czynniki te są ze sobą skorelowane, choć nie musi zachodzić między nimi stosunek wynikania. Nasuwa się wniosek, że historia zawsze będzie wersją zwycięzców, czyli grupy mającej większe wpływy i/lub większe zasoby. Demokracja liberalna tylko pozornie stwarza warunki do wyrażania swojego zdania, opowiedzenia swojej historii. Mimo braku instytucjonalnych barier (wyłączając nieliczne zapisy w prawodawstwie) informacja i sposoby jej przekazywania są kontrolowane przez media, których działanie determinowane jest przez siły ekonomiczne lub polityczne. Wydaje się więc, że instytucja państwa zawsze będzie tworzyła ramy, w których nie wszyscy się mieszczą, i pozostawiała pewne grupy czy jednostki na marginesie. Klasyfikując i hierarchizując, wytwarza dość sztywną strukturę, której trwałości ma bronić system prawny. Państwo, by istnieć, musi nakładać ograniczenia – także w sferze ideologicznej, co skutkuje m.in. narzucaniem określonej wizji przeszłości i dyskryminowaniem bądź prześladowaniem innych koncepcji (współcześnie np. propagowanie faszyzmu zagrożone karą więzienia). Funkcje historii pozostają więc niezmienne (aktualny wydaje się zaproponowany przez Foucaulta podział na genealogiczną i upamiętniającą), mimo że ona sama przybiera różne formy i zostaje nasycona różnoraką treścią.''


''Sam Foucault zresztą konstatuje, że być może zbyt jednostronnie podchodził do zagadnienia i nie doceniał roli, jaką może odgrywać władza nad samym sobą rozumiana jako kształtowanie siebie, samorealizacja, praca nad sobą, pisząc :

„Być może kładłem zbyt duży nacisk na techniki dominacji i władzy. Teraz jednak coraz bardziej interesuje mnie interakcja między >>mną<< a innymi oraz techniki indywidualnej dominacji, historia tego, jak jednostka oddziałuje sama na siebie poprzez technikę siebie”.

Te „techniki siebie” (które nazywa też innymi określeniami: „zabiegi koło siebie”, „sztuki życia”, „estetyki istnienia”, „techniki samorealizacji”) to nic innego jak praktyki, dzięki którym ludzie mogą przekształcać samych siebie, pracować nad sobą, samorealizować się, wreszcie „uczynić z własnego życia dzieło”. W tekście Techniki siebie z kolei pisze, że są to praktyki pozwalające „jednostkom dokonywać, za pomocą własnych środków bądź przy pomocy innych, pewnych operacji na własnych ciałach oraz duszach, myślach, zachowaniu, sposobie bycia, operacji, których celem jest przekształcenie siebie tak, by osiągnąć pewien stan szczęścia, czystości, mądrości, doskonałości czy nieśmiertelności.” Zwrot, jaki się dokonał w późnej twórczości Foucaulta, Bartłomiej Błesznowski nazywa przejściem od podmiotu opanowanego do podmiotu panującego. Kreśli zatem Foucault starożytnych Greków „zabiegi wokół siebie”, ich „troskę o siebie”, przeciwstawiając je chrześcijańskim sposobom „poznania siebie”.''

[ str. 156-7 ] :



''Ludźmi trzeba kierować tak, aby im się wydawało, że nie kieruje się nimi, lecz że żyją według swego własnego usposobienia i swojej wolnej woli, a zatem tak, aby trzymały ich w karbach umiłowania wolności, dążenie do pomnożenia dóbr i nadzieja pozyskania godności państwowych”. 

''Antonina: – Wojtek i Ben często podkreślali równość wszystkich członków kolektywu. Dlatego trudno było dostrzec, kto rzeczywiście ma władzę. Gdyby hierarchia była oficjalna, byłoby jasne, skąd się biorą pewne decyzje i jak reagować. Władza niejawna jest nieograniczona.''



wtorek, 26 czerwca 2018

''Zrównoważony rozwój'' jako polityczna neognoza.

Omijałem dotąd szerokim łukiem tematykę globalistycznych projektów jak wymieniony w tytule ''zrównoważony rozwój'' czy Agenda 21/30, polityka ekologiczna itp. uznając je za rojenia oderwanych od rzeczywistości światowych elit bez większego wpływu na życie zdecydowanej większości mieszkańców planety. Zmieniłem jednak zdanie pod naciskiem faktów, przede wszystkim coraz bardziej nachalnej i dotykającej wręcz osobiście propagandy proimigranckiej, prawdziwej inwazji nachodźców której żadną miarą nie sposób wytłumaczyć pozostając na poziomie polityki państw narodowych, podawane w tej mierze argumenty brzmią niepoważnie i przy bliższym przyjrzeniu nie trzymają się kupy np. sprowadzanie taniej siły roboczej dla niemieckiego przemysłu - tak się składa, że postępująca gwałtownie jego automatyzacja czyni pracę ludzi niemal zbędną w procesie produkcji wyśrubowując zarazem wymagania wobec nadzorujących go póki co jeszcze specjalistów a zdecydowana większość nachodźców nie ma ku temu żadnych kwalifikacji, co więcej nawet wobec tych co takimi się legitymują trudno je zweryfikować skoro wiele uczelni z krajów ich pochodzenia wraz z posiadanymi przez nie archiwami uległo zniszczeniu wskutek działań wojennych, nie mówiąc o tym, że Niemcy musieliby zgłupieć już do reszty dopuszczając do swych tajemnic technologicznych o strategicznym znaczeniu ludzi z krajów tak niepewnych i przepełnionych obecnie agenturami z połowy świata jak Syria. No chyba że idzie o proste ''przynieś/podaj'', odbiór gotowego produktu wytworzonego przez maszynę, tyle że nachodźcy w swej masie nie garną się nawet do prostych prac polowych, stąd wyrzekania niemieckich hodowców szparagów, że rozbestwione ''pińcset'' polacken nie chcą już harować za bezdurno u bauera jak dawniej, od znajomego pracującego na budowach w Niemczech słyszałem też, że robotą zajmują się głównie słowiańscy pracownicy z Polski właśnie czy Ukrainy a jeśli już pochodzą skądinąd to prędzej Dalekiego Wschodu bo i takich jest tam podobno całkiem sporo np. Filipin czy Wietnamu, natomiast Turasy dajmy na to gorliwe są jedynie do pilnowania czy aby nie palisz w godzinach pracy, rola kapo i nadzorców niewolników tradycyjnie najbardziej im wychodzi. Nieco inaczej rzecz przedstawia się we Francji, gdzie część Murzynów i muzułmańskich imigrantów z Maghrebu faktycznie wykonuje niewdzięczne i niskopłatne jak na tamte warunki zajęcia do których nie zniżą się cieszący opieką związków zawodowych i rozlicznymi wciąż przywilejami socjalnymi francuscy robotnicy, tyle że cała reszta nachodźców i ich potomków jest związana mniej lub bardziej z przestępczym podziemiem tworzącym tam prawdziwe państwo w państwie, quasi-kalifaty czy bantustany do których nie ma wstępu nie tylko francuska policja ale i inne służby jak straż pożarna, pogotowie czy poczta nawet do których to potrafią oni walić z kałacha, stąd rządzona przez konkurencyjną mafię polityczną masońska republika rozpadłaby się gdyby nie permanentny stan wyjątkowy jaki niedawno wprawdzie formalnie zniósł ale w rzeczywistości usankcjonował odpowiednią ustawą Macron, skądinąd mapet globalistów i gej z wyraźnym kompleksem Edypa. 

Dopiero perspektywa globalizmu pozwala ujrzeć powiązania między tak z pozoru odległymi i sprzecznymi wydawałoby się na chłopski rozum zjawiskami jak faworyzowanie muzułmańskich imigrantów i zwalczanie ''islamofobii'' a zarazem nachalna promocja feminizmu, LGTB, gender czy nawet ekologizmu, bowiem inwazja nachodźców umożliwia tworzenie globalnej agendy do kontrolowania tego procesu wymuszając prymat umów międzynarodowych kosztem miejscowego prawa opornych krajów o czym wprost mówi tzw. ''deklaracja nowojorska'', której popieraniem otwarcie puszyła się dopiero co ''bufetowa'' HG Waltz, to samo tyczy ingerowania przez ponadnarodowe gremia w obronie rzekomo zagrożonych praw kobiet, homoseksualistów, wszelakich mniejszości czy nawet zwierząt i ogólnie środowiska o czym mieliśmy okazję przekonać się podczas sporu o wycinkę w Puszczy Białowieskiej [ i to całkiem abstrahując kto miał tu rację bo akurat Szyszko nie jest człowiekiem z mej bajki zastrzegam ]. W świetle planetarnego procesu przemieszczania się ludności do miast i powziętego w związku z tym globalistycznego projektu ich ''usieciowienia'', coś jakby transnarodowej ''struktury poziomej'' na skalę całej Ziemi [ temu służą organizacje o tak groteskowych ze zdroworozsądkowego punktu widzenia nazwach jak Międzynarodowa Rada na rzecz Lokalnych Inicjatyw Środowiskowych - w skrócie ICLEI - kładąca ''szczególny nacisk'', cóż za zaskoczenie, na ekologię ] zrozumiałym staje się także arogancja, prawdziwe rozwydrzenie i co gorsza bezkarność polskich samorządowców, wielu burmistrzów i prezydentów miast uprawiających jawną frondę, bojkot oficjalnej polityki obecnego rządu samowolnie przyjmując nachodźców jak mason i nieudaczny aferzysta Adamowicz czy Majchrowski albo wręcz ich ''dyskryminując pozytywnie'' kosztem Polaków jak stary komuch Ferenc, z którego inicjatywy głosami radnych jego klubu i miejscowego PO zafundowano studentom z Ukrainy i innych obcych krajów bezpłatne przejazdy obok innych przywilejów, którymi nie mogą cieszyć się polscy uczniowie o zwykłych mieszkańcach Rzeszowa już nie wspominając - i to wszystko ma miejsce w Polsce !!! [ co niestety czyni aktualnym niepoprawne politycznie hasło ''Polska dla Polaków'' stwarzając żer dla posługujących się nim organizacji ]. Skądinąd nadaje to zbliżającym się wyborom samorządowym globalnego wymiaru jakby to kuriozalnie nie brzmiało i nie ma w tym jak widać za grosz przesady, warto mieć to na uwadze podczas głosowania jesienią i koniecznie ruszyć wtedy tyłek cokolwiek sądzimy o lokalnej scenie politycznej i samym PiS a mam sporo obiekcji, oj mam. Wreszcie polityka ''potępiania i wykorzeniania'' nietolerancji wobec kobiet, muzułmanów i wszelakich ''uciskanych'' mniejszości, zwalczanie globalnego terroryzmu oraz ochrona zagrożonego rzekomo ''działalnością człowieka'' środowiska pozwala na oswajanie społeczeństw i narodów z narastającym gwałtownie zamordyzmem i ingerencją w codzienne życie agencji państwowych posłusznie wypełniających globalistyczne dyrektywy na równi z żerującymi na grantozie ''organizacjami pozarządowymi'' monitorującymi zachowanie obywateli czyt. donoszącymi na nich jawnie, dostarcza wątpliwej legitymizacji dla stosowania cenzury prewencyjnej i militaryzmu, bramek już nie tylko na lotniskach ale nawet dworcach kolejowych i autobusowych oraz innych miejscach publicznych i obecności w nich uzbrojonych po zęby z bronią gotową do strzału policjantów i żołnierzy regularnych wojsk, o wszechobecnych szpiclach i tajniakach już nie mówiąc - emblematycznym jest tu usankcjonowanie homomałżeństw i ustanowienie internetowej cenzury podczas tej samej sesji Bundestagu. Przy okazji założenie o ''światowym integryzmie'' pozwala także obalić brednie ruskiej propagandy rozpoznając trafnie w Putinie kolejnego globalistycznego mapeta odgrywającego posłusznie wyznaczoną mu rolę ''czarnego luda'' dla entuzjastów planetarnej wspólnoty z całym towarzyszącym jej ''tęczowym'' sztafażem a zarazem perfidną pułapkę zastawioną na jej konserwatywnych przeciwników upatrujących w nim jakowegoś ''katechona'', wyjaśnia jego niewytłumaczalną na gruncie interesów państwowych Rosji decyzję wprowadzenia prezydenckim dekretem umowy FATCA oznaczającej podporządkowanie rosyjskich instytucji finansowych dyktatowi USA czy raczej używającej Stanów do swej gry frakcji globalnej finansjery, i to kiedy - latem 2014 w apogeum walk na Ukrainie, zerwanych przez Amerykanów jednostronnie rozmów i nałożonych przez nich sankcji, gdy wydawało się, że obu krajom grozi otwarty konflikt !

Na dowód, że nie wyciągam bynajmniej pochopnych wniosków sztucznie wiążąc ze sobą odległe fenomeny w imię jakowejś ''teorii spiskowej'' odwołam się głównie do oficjalnych jak najbardziej, wytworzonych przez samych globalistów oświadczeń oraz opracowań autorstwa entuzjastów ''zrównoważonego rozwoju'', pominę zaś za jednym czy dwoma najwyżej wyjątkami źródła i strony ''klimatosceptyków'' często gęsto mieszające fakty z bredniami o UFO i ''jaszczurach z kosmosu'', stulejarską pogardą wobec kobiet, postulatami eksterminacji pederastów i lesbijek czy jawnymi hołdami pod adresem nazistowskich i komunistycznych zbrodniarzy a to wszystko celowo zapewne by w ramach dezinformacyjnej strategii skompromitować krytykę nowego, planetarnego bolszewizmu budowanego o ironio przy udziale banksterów, bo żaden z wynaturzonych konceptów ideologów chorych ''na globusa'' nie miałby szans realizacji bez ich finansów. Dlatego powzięto je w imię interesów tychże, inaczej trudno wytłumaczyć czemu drapieżne rekiny biznesu pokroju Gatesa czy Sorosa bez skrupułów potrafiące rujnować całe kraje ładują tyle kasy w promocję ''praw reprodukcyjnych'' kobiet czy zapewnienie nadzwyczajnego statusu ''osób LGTB'', co serduszko ich nagle zabolało, że tak się przejęli losem ''uciśnionych'' ? Najwidoczniej muszą mieć w tym jakiś interes, narzędziem w ich ręku są też umowy o światowym ''wolnym handlu'' w gruncie rzeczy kładące mu kres kryjące się pod nic nie mówiącymi ogółowi skrótami TTIP, CETA czy FATCA właśnie, która ma równać grunt pod obejmujący całą planetę system podatkowy GATCA itp., jak wszystko na to wskazuje światowy kapitalizm zdiagnozowany już blisko 100 lat temu przez Lenina wkracza właśnie w nową fazę, parafrazując tytuł jego artykułu a wbrew intencjom bolszewickiego ludobójcy można rzec iż kreowany na naszych oczach globalny komunizm jest najwyższym stadium kapitalizmu - kuriozalnie brzmi to jedynie dla lewicowych jak i liberalnych ignorantów, którzy na równi hołdują fałszywemu obrazowi systemu kapitalistycznego utożsamiając go z ''wolnym rynkiem'' z którym to nigdy nie miał on nic wspólnego, nawet w mitycznym XIX wieku. Wyciągając stąd odmienne wnioski socjaliści upatrują środków zaradczych wobec ''anarchii rynkowej'' w kontroli demokratycznego państwa czy ''oddolnych'' kolektywów zaś wolnorynkowi entuzjaści za całe zło obwiniają z kolei ingerencję rządu bez której to kwitłby niczym nieskrępowany swobodny handel i ludzka inicjatywa. Niestety jedni i drudzy jakoś ślepi są na fakt, że w interesie naprawdę wielkich przedsiębiorców nigdy nie leży konkurencja a jej bezwzględne wytępienie zaś najlepszym do tego środkiem są dzierżące monopol na środki przymusu elity państwowe a dziś coraz częściej między- i ponadnarodowe... 

Zagadnienie to jednak wykracza poza tematykę wpisu, przejdźmy więc do rzeczy - na początek odwołam się do szokującego wręcz w swej szczerości fragmentu opracowania autorstwa lewicowego socjologa i ''ekozofa'' Leszka Gawora pod pompatycznym, jakże znamiennym tytułem ''Proekologiczna metanoia współczesnego człowieka jako warunek przetrwania cywilizacji ludzkiej'' :

''Nowy proekologiczny ład gospodarczy ma mieć sojusznika w polityce wewnętrznej i międzynarodowej, które winny przewartościować swoje dotychczasowe cele. Priorytet interesu partyjnego, narodowego czy państwowego winien być zastąpiony wspólnym ekocentrycznym interesem ludzkości i środowiska naturalnego. Uwzględnianie takiej nieantagonistycznej perspektywy politycznych decyzji ma być gwarancją powszechnego pokoju, godności ludzkiej i prawa do osobistej pomyślności z jednej strony i rewerencji dla przyrody z drugiej. Zmiana tradycyjnych celów polityki oznacza także zmiany w społecznej organizacji ludzkiego życia. [...] Nie wyklucza się też na płaszczyźnie politycznej możliwości przeprowadzenia swoistej rewolucji ekologicznej (albo zapanowanie ekoterroryzmu), jako sposobu realizacji proekologicznych postulatów. Rozważa się także zaistnienie ogólnoświatowego gremium, które miałoby realizować globalny plan ekologiczny, pomyślany na wzór koncepcji Alberta Gore’a.'' [ !!! ]


- na finał przywołam jeszcze obszerne ustępy niniejszego artykułu tłumaczące ideologiczne źródła globalizmu i wyjaśnię o co chodzi z tytułową ''gnozą'', póki co jednak dla porządku wywodu skupmy się na pragmatycznych przejawach planetarnego bolszewizmu dotyczącego tak odległych, nie powiązanych ze sobą wydawałoby się spraw jak wspomniany ekoterroryzm i kwestia imigrancka :

''Autorzy raportu wzywają społeczność międzynarodową do działania podczas następnego szczytu klimatycznego, który odbędzie się 23 września w Nowym Jorku. Rządy muszą zabiegać o to, by narodowe plany redukcji zagrożenia katastrofami naturalnymi oraz przystosowania do zmian klimatycznych, brały pod uwagę zagrożenie i wpływ masowych przesiedleńNależy ułatwiać przemieszczanie się i przewidywać mieszkania zastępcze w sposób szanujący bezbronne społeczeństwa. Wysoki Komisarz ONZ do spraw uchodźców szacuje, że w 2050 roku na świecie będzie 250 milionów uchodźców ekologicznych. Konferencja klimatyczna, która odbędzie się w 2015 roku w Paryżu powinna otworzyć proces oficjalnego uznania statusu uchodźcy ekologicznego.''


''Ostatnio burzliwa dyskusja toczy się nad tym, czy i na ile działalność człowieka, w tym produkcja CO2, ma wpływ na zachodzące zmiany klimatyczne, które obserwujemy wokół. Jest jednak pewne, że produkcja energii ze źródeł nieodnawialnych wywołuje emisję gazów, które kumulują się w atmosferze: ok. 190 bilionów ton CO2 jest co roku emitowanych i absorbowanych przez lądowe i wodne ekosystemy Ziemi, ale dla 3,2 biliona ton pochodzących z działalności człowieka brak możliwości absorpcji, do czego przyczynia się narastające wylesianie lądów. W przyrodzie jednak nic nie ginie.''


- sk...ny same przyznają, że generowany przez działalność człowieka CO2 jest znikomy w porównaniu z wytwarzanym przez naturę ale utrzymują przy tym bezczelnie iż wobec tego pierwszego rzekomo ''brak możliwości absorpcji'' bo jest ''nienaturalny'' - !!! Wniosek : usunąć człowieka a przynajmniej drastycznie ograniczyć populację ''szkodliwego dla planety'' gatunku poprzez globalną politykę antynatalistyczną - promocję aborcji, eutanazji, pederastii, feminizmu etc. Jeśli ktoś uważa, że przesadzam i już całkiem straciłem kontrolę nad własną paranoją niechże sięgnie po oficjalne deklaracje tych kanalii, wprawdzie polskie tłumaczenie 500-stronicowej ''Agendy 21'' jest niedostępne w sieci [ skądinąd jak to się ma do zadekretowanej ''planetarnej demokracji'' i ''otwartości'' ], ale i od tego co można tam znaleźć jeży się włos na głowie, ot choćby fundamentalne zasady ''zrównoważonego rozwoju'' ustanowione podczas szczytu klimatycznego w Rio z 1992 r., co lepsze zeń mniody :

''Zasada 6
Wyjątkowa sytuacja i potrzeby krajów rozwijających się, szczególnie tych najmniej rozwiniętych oraz najbardziej podatnych na zagrożenia środowiskowe, powinny otrzymać specjalne przywileje. [...]

Zasada 8
Aby osiągnąć zrównoważony rozwój i wyższą jakość życia dla wszystkich ludzi, państwa powinny zredukować bądź wyeliminować nie zrównoważone systemy produkcji lub konsumpcji oraz promować odpowiednią politykę demograficzną

Zasada 15
Wszystkie państwa powinny szeroko zastosować zapobiegawcze podejście w celu ochrony środowiska, mając na uwadze ich własne możliwości. Tam gdzie występują zagrożenia poważnymi lub nieodwracalnymi zmianami, brak całkowitej naukowej pewności nie może być powodem opóźniania efektywnych działań, których realizacja prowadziłaby do degradacji środowiska

Zasada 20
Kobiety odgrywają żywotną rolę w zarządzaniu środowiskiem i rozwoju. Stąd też ich pełny udział jest ważnym aspektem dla osiągnięcia zrównoważonego rozwoju.

Zasada 21
Twórczość, ideały i odwaga młodych świata powinny zostać zmobilizowane w celu rozwijania światowego partnerstwa, które pomoże osiągnąć zrównoważony rozwój i zapewnić lepszą przyszłość dla wszystkich

Zasada 23
Chronione powinno być środowisko i zasoby naturalne należące do ludzi uciskanych, znajdujących się pod jakąkolwiek dominacją bądź okupacją.

Zasada 24
Działania wojenne nieodłącznie związane są z niszczeniem zrównoważonego rozwoju. Dlatego też państwa powinny respektować międzynarodowe prawo, które zapewnia ochronę środowiska w czasie zbrojnego konfliktu, oraz powinny współpracować przy jego dalszym rozwoju, tam gdzie to jest konieczne.''


- k... mać, jakbym czytał komuszy agitprop spisany drętwą nowomową epoki wydawałoby się słusznie minionej. Co za kurwie - ludzie mogą ginąć, grunt by zwierzątkom i przyrodzie jako takiej nic się nie stało, zwłaszcza drogocennym wilkom [ na pewno będą miały okazję posilić się trupami poległych podczas walk zapewniając tym samym równowagę ekosystemu ]. A propos przywołanego wyżej numeru 15 tłumaczonego jako ''zasada przezorności'' :

''Istotą zasady przezorności jest to, że dostarcza ona legitymacji dla działań (w tym wprowadzania środków ograniczających wspólnotowe swobody, np. swobodę prowadzenia działalności gospodarczej, swobodę przepływu towarów) podejmowanych w celu przeciwdziałania potencjalnemu ryzyku dla środowiska lub zdrowia ludzkiego w sytuacji naukowej niepewności, tj. mimo braku wystarczających dowodów naukowych. Podjęcie takich działań bez zasady przezorności, kładącej nacisk na konieczność uwzględniania w procesie podejmowania decyzji niepewności naukowej, byłoby pozbawione uzasadnienia.''


Oto zaś zasady powzięte przez inną obok wymienionej na wstępie ICLEI planetarno-lokalną ''strukturę poziomą'' - Zjednoczone Miasta i Samorządy Lokalne [ owszem istnieje takowe biurwokratyczne monstrum - w oryginale zwie się toto United Cities and Local Governments, w skrócie UCLG, proszę sprawdzić jak kto nie wierzy ], konkretnie jego Komitet ds. kultury, który przyjął, jakże by inaczej, Agendę 21 za swój oficjalny program, przytoczmy kilka z nich :

''6. Konieczność tworzenia warunków sprzyjających pokojowi musi iść ramię w ramię ze strategiami rozwoju kulturowego. Wojna, terroryzm, ucisk oraz dyskryminacja są przejawami nietolerancji, które należy potępiać i wykorzeniać.

9. Dziedzictwo kulturowe, zarówno to namacalne jak i nienamacalne [ ? ] świadczy o ludzkiej kreatywności oraz tworzy fundamenty tożsamości człowieka. W pojęciu życia kulturalnego zawiera się zarówno umiejętność doceniania oraz pielęgnowania tradycji wszystkich narodów jak również umiejętność wspierania procesu tworzenia oraz innowacji endogenicznych form kulturalnych. Powyższe cechy wykluczają narzucanie sztywnych modeli kulturowych.

13. Dostęp do kulturalnego oraz symbolicznego wszechświata [ ?! ] na wszystkich etapach życia począwszy od dzieciństwa i skończywszy na starości jest fundamentalnym elementem w kształtowaniu wrażliwości, ekspresyjności oraz umiejętności współżycia, jak również w budowaniu społeczeństwa obywatelskiego. Tożsamość kulturalna każdej jednostki ma charakter dynamiczny.''

http://www.agenda21culture.net/sites/default/files/files/documents/multi/c21_for_culture_polish.pdf 

- a więc celem tak rozumianej ''polityki kulturalnej'' przedsięwziętej przez globalną wspólnotę burmistrzów, którzy rzekomo mają ''zbawić świat'' jak buńczucznie bredzi za Benjaminem Barberem ''Wybiórcza'', jest ukształtowanie niedyskryminującego nikogo osobnika o ''płynnej tożsamości'' mówiąc Baumanem, jaki z tego tytułu będzie podatny na manipulację i da mu się wcisnąć każdą ciemnotę, byle w tęczowej oprawie ''jasnogrodu''. Niestety światowy trend temu sprzyja, wszelkie dewiacje i patologie krzewią się i cieszą poparciem w metropoliach, dotyczy to także polskich czego dowodem autentyczna popularność takich kreatur jak Majchrowski czy Gie-Waltz oraz wyniki wyborcze jakie notują w nich skompromitowane wydawałoby się całkiem formacje typu PO, Nowoczesna, eurokomuniści z Razem itp. Czy może więc dziwić, że ''zrównoważone miasto'' to:

1. Miasto bez dyskryminacji ze względu na płeć, wiek, zdrowie, dochód, narodowość, pochodzenie etniczne, status migranta lub uchodźcy, poglądy polityczne i religijne lub orientacja seksualna;
2. Inkluzyjne miasto, w którym wszyscy mieszkańcy, stali i tymczasowi, są uznawani za obywateli i korzystają z równych praw; [...]
5. Miasto realizujące funkcje społeczne, tzn. zapewniające równy dostęp do schronienia, dóbr, usług i możliwości, zwłaszcza dla kobiet i innych zmarginalizowanych grup;
6. Miasto równouprawnienia płci, które podejmuje wszystkie działania niezbędne dla walki z dyskryminacją kobiet, mężczyzn, osób LGBT w zakresie życia politycznego, społecznego, ekonomicznego i kulturalnego. Takie miasto ma dążyć do zapewnienia pełnego rozwoju kobiet oraz równego korzystania z praw człowieka i prowadzenia życia bez przemocy;
7. Miasto kulturowej różnorodności, które szanuje, chroni i promuje różnorodne sposoby życia, obyczaje, wspomnienia, tożsamości, ekspresje i społeczno-kulturalne formy aktywności mieszkańców;''


- ale już bynajmniej nie chroni życia, oczywiście w imię ''obrony praw reprodukcyjnych'' kobiet :


Co k... magistrat ma do tego ?! Ano ma, bowiem :

''I choć do „triumfu miast” jeszcze daleko, konferencja doskonale pokazała coraz intensywniejszy proces sieciowania się miast w wymiarze globalnym. Miasta stają się coraz bardziej złożonymi organizmami, w nich koncentruje się już ponad połowa mieszkańców Ziemi i udział ten będzie rósł. O ile legitymacja państw narodowych ulega erozji na skutek procesów wielowymiarowej globalizacji (i nie zmienia tego trendu fala nacjonalistycznej nostalgii rozlewająca się po całym świecie, przeciwnie – jest rozpaczliwą próbą przeciwstawienia się procesom, na które politycy szczebla narodowego mają coraz mniejszy wpływ), o tyle miastom o wiele łatwiej znaleźć własne, oryginalne modele rozwoju. Nowa Agenda Miejska została przyjęta w ciekawym czasie paradoksalnego rozjeżdżania się dwóch trajektorii rozwojowych. O ile na poziomie państw narodowych narastają tendencje populistyczne i autorytarne, o tyle miasta na całym świecie coraz odważniej eksperymentują z nowymi formami miejskiej demokracji polegającymi na współrządzeniu i partycypacji. Jaka tendencja zwycięży? Czy kolejne autorytarne rządy będą podporządkowywać miasta państwu czy też bakcyla demokracji hodowanego w miastach nie da się już zniszczyć? To pytanie brzmi szczególnie aktualnie w Polsce. I można być pewnym, że obecna władza państwowa zrobi wiele, by podporządkować sobie zwłaszcza duże metropolie, których mieszkańcy w swej masie nie należą do elektoratu PiS.''


''Gospodarzem spotkania, zorganizowanego przez Związek Miast Polskich we współpracy z Sekretariatem Habitat III, był BGK – bank, który już obecnie oferuje dziesięć instrumentów finansowych, wspierających rozwój terytorialny, w tym zwłaszcza miejski. W spotkaniu uczestniczyli m.in.: wiceminister rozwoju, Paweł Chorąży, przedstawiciel Ministerstwa Infrastruktury i Budownictwa, europoseł Jan Olbrycht, władze BGK, reprezentanci środowisk naukowo-badawczych (w tym Prezes Towarzystwa Urbanistów Polskich), a także prezes ZMP, Zygmunt Frankiewicz oraz wiceprezes Związku, Marcin Pluta. Spotkanie moderował dyrektor Biura ZMP, Andrzej Porawski. Sekretariat Habitat III reprezentował Kumaresh Misra, zastępca sekretarza generalnego Habitat III, oficer łącznikowy Habitatu na Europę, Thibaut Nguyen oraz przedstawiciel DG Regio & Urban w Komisji Europejskiej, Nicolas Gharbi.''



Tłumaczy to także oszałamiającą karierę prezydęta Słupska-dupska Biedronia [ typowanego na kandydata lewicy w ogólnokrajowych wyborach prezydenckich ] i deszcz nagród dlań od międzynarodowych gremiów czy faworyzowanie przez nie Adamowicza gorliwie wypełniającego globalistyczne dyrektywy by zaskarbić sobie ich sympatię, wyrabiającego 300% normy obłędu imigranckiego, prawdziwego przodownika budownictwa internacjonalistycznego choć jego miasto cierpi poważniejsze, bardziej przyziemne i zdatne dla samorządowca niż polityka na planetarną skalę problemy jak choćby zalewająca je nomen omen fala g... :

''Gdański model to ogólny program, którego zadaniem jest wsparcie migrantów i uchodźców w procesie integracji. Pomysł polega na tym, by we wszystkie dziedziny – od edukacji i kultury po rynek pracy i opiekę zdrowotną – aktywnie włączać uchodźców. W dostrzeganiu ich problemów prezydentowi ma pomagać 13-osobowa Rada Imigrantów i Imigrantek, w skład której wchodzi dwoje uchodźców. 460-tysięczny Gdańsk jest domem dla 25 tysięcy cudzoziemców. Większość z nich przyjechała z terenów byłego Związku Radzieckiego – jak na przykład Czeczeni czy Ukraińcy, ale mieszkają tu także uchodźcy z Rwandy czy Syrii. Zubidat Surchajew z Czeczenii i jej 14-letni syn Mehdi właśnie wprowadzają się do nowego mieszkania, załatwionego dzięki wsparciu miasta. „To będzie mój pokój”, mówi Mehdi z dumą. „Na ścianie powieszę gitarę, wstawię biurko i kilka regałów na książki”.''


- buu, omal nie popłakałem się wzruszony losem czeczeńskiego ''murzynka Bambo'', jako żywo przed oczyma stanęły mi propagandowe obrazy z radzieckich książeczek, którymi katowano mnie w dzieciństwie z trzymającymi się za ręce maluchami wszelkich ras i narodowości tańcującymi zgodnie i radośnie na ziemskim globie, aż łza się w oku kręci... Tak, zażarta walka o pokój trwa a ponieważ wróg czuwa należy tępić bezlitośnie wszelką gadzinę, reakcjonistów i inszych szkodników, którzy brużdżą szlachetnej sprawie przyszłej planetarnej wspólnoty ! Nie do śmiechu mi jednak podczas lektury czegoś takiego :

''Deklaracja Nowojorska podkreśla siłę różnorodności i zawiera zobowiązanie do zapewnienia zrównoważonego rozwoju z korzyścią dla wszystkich ludzi na świecie. Wraz z przyjęciem Agendy na Rzecz Zrównoważonego Rozwoju 2030, światowi przywódcy zadeklarowali, że nikt nie zostanie pominięty. Teraz należy nasilić prace nad problemami, które dotyczą najbardziej potrzebujących ludzi.

Zobowiązania Deklaracji Nowojorskiej:

- Ochrona praw człowieka wszystkich migrantów i uchodźców, niezależnie od ich statusu społecznego, w tym ochrona praw kobiet i dziewcząt;  promowanie pełnego, równego i znaczącego uczestnictwa migrantów i uchodźców w rozwiązywaniu problemów.
- Zapewnienie wszystkim dzieciom migrantów i uchodźców dostępu do edukacji w ciągu kilku miesięcy od przybycia do nowego kraju.
-  Zapobieganie i reagowanie na przemoc o podłożu seksualnym lub płciowym.
-  Wspieranie  państw, które ratują i przyjmują dużą liczbę migrantów i uchodźców. [...]
- Stanowcze potępianie ksenofobii wobec uchodźców i migrantów oraz wspieranie globalnej kampanii zwalczającej zachowania ksenofobiczne.
 - Podkreślanie pozytywnego wkładu, jaki wnoszą migranci do rozwoju ekonomicznego i społecznego w państwie przyjmującym.  [ czyt. nachalny agitprop wbrew faktom ]
- Znalezienie nowych domów dla wszystkich uchodźców wskazanych przez UNHCR i spełniających kryteria przesiedlenia. Zwiększanie możliwości relokacji uchodźców do innych państw, w tym w ramach mobilności pracowników oraz programów edukacyjnych.
- Wzmocnienie globalnego zarządzania migracjami poprzez włączenie Międzynarodowej Organizacji ds. Migracji do systemu Narodów Zjednoczonych.
Deklaracja Nowojorska zawiera również konkretne plany wdrażania jej zobowiązań:
- Rozpoczęcie negocjacji prowadzących do międzynarodowej konferencji w 2018 roku oraz przyjęcie globalnego porozumienia dotyczącego bezpiecznej, uporządkowanej i przewidywalnej migracji. Porozumienie państw członkowskich w sprawie stworzenia kompleksowego planu działań jest krokiem przełomowym. To oznacza, że migracja, tak jak inne dziedziny stosunków międzynarodowych, będzie regulowana poprzez zbiór powszechnych zasad [ - a więc uznanie ich nadrzędnego statusu w tej kwestii nad prawem krajowym ! ]
- Opracowanie wytycznych dla postępowania wobec migrantów w sytuacjach wrażliwych. Będą one szczególnie ważne w sytuacji wzrastającej liczby przemieszczających się osób oraz dzieci pozostawionych bez opieki.
- Przyjęcie globalnego porozumienia w sprawie uchodźców w 2018 roku, które ma zapewnić sprawiedliwy podział obciążeń i ponoszenia odpowiedzialności za przyjmowanie i wspieranie uchodźców.''


https://eur-lex.europa.eu/legal-content/pl/TXT/?uri=CELEX:52017DC0211

Dlatego kanclerzyca niedawno pochwaliła tow. bankiera za to, że ''przyjmujemy sporo uchodźców'', gut polacken :

http://dakowski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=23226&Itemid=63


Oczywiście nie jest też tak, że w ''nowym zglobalizowanym świecie'' całkiem od razu zanikają interesy narodowe i wciąż niektórym wolno więcej nawet w ramach światowej agendy :

''Realizując ambitne cele polityki klimatycznej Niemcy realizują równocześnie cele swojej polityki zagranicznej i gospodarczej. Wsparcie finansowe dla najbiedniejszych państw świata w połączeniu z przyjęciem roli lidera w globalnych negocjacjach klimatycznych skutkuje pozytywnym wizerunkiem Berlina na świecie i ułatwia stosunki z państwami rozwijającymi się, które najsilniej odczuwają skutki globalnego ocieplenia. Od 2009 roku organizowana jest w RFN coroczna konferencja pod nazwą Petersberski Dialog Klimatyczny, która ma na celu przyspieszenie pracy corocznych szczytów klimatycznych IPCC. Równocześnie Niemcy znalazły w walce z globalnym ociepleniem drogę do promocji nowoczesnych technologii. W tym zakresie blisko współpracują ze sobą Ministerstwo Gospodarki i Technologii (BMWi), Ministerstwo Środowiska (BMU), Ministerstwo Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (BMZ) i Ministerstwo Spraw Zagranicznych.''


- ale :

''Niemiecka minister środowiska Svenja Schulze podczas konferencji w Berlinie w ramach tzw. Petersberskiego Dialogu Klimatycznego (coroczna konferencja na szczeblu ministerialnym, której celem jest przygotowanie agendy szczytu klimatycznego ONZ) oficjalnie potwierdziła, że jej kraj pozostanie uzależniony od węgla brunatnego, a tym samym nie dotrzyma celów klimatycznych na 2020 rok, które wcześniej sam sobie wyznaczył. [...] Dlaczego emisje CO2 naszych zachodnich sąsiadów są na tak wysokim poziomie? Otóż Niemcy to wciąż światowy lider wydobycia węgla brunatnego. Produkują go więcej niż USA z Chinami razem wzięte, a używają przede wszystkim do opalania własnych elektrowni, z których aż siedem wchodzi w skład listy dziesięciu najbardziej trujących elektrowni w EuropieAby przykryć wszystkie te niewygodne fakty (największe na świecie wydobycie węgla brunatnego, najwięcej silnie trujących elektrowni węglowych, największe suma emisji CO2) oraz odwrócić uwagę od mało realnych założeń "Energiewende" (ograniczenie emisji tylko nieznacznie lepsze od Polski) wymyślono i rozpropagowano narracje, zgodnie z którą to polska gospodarka jest największym trucicielem i ma największy negatywny wpływ na klimat w Europie.''

http://biznesalert.pl/niemcy-emisje-co2-2020-40-procent-nie-uda-sie/

Co wolno wojewodzie... :

​''Górnicy, hutnicy i pracownicy cementowni będą tracić miejsca pracy. Wszyscy natomiast odczują wzrost kosztów energii, ponieważ orzeczenie Trybunału jest kluczowe dla polityki dotyczącej polskiego miksu energetycznego. Po raz kolejny instytucje unijne zmieniły – mimo wcześniejszych ustaleń – przepisy w trakcie okresu rozliczeniowego, po to tylko, by przyjąć środki, które doprowadzą do realizacji celów redukcji emisji bardziej zaawansowanych niż wynika to z międzynarodowych zobowiązań Unii Europejskiej i niż wymaga tego dyrektywa 2003/87. Wszystko po to, by przyspieszyć realizację niezwykle kosztownej ideologicznej Agendy Zrównoważonego Rozwoju 2030Rzeczpospolita Polska w kwestii fundamentalnej została pozbawiona prawa weta i jak podkreśliła przed Trybunałem, odbije się to na jej bezpieczeństwie energetycznym, stabilności dostaw energii i konkurencyjności polskich przedsiębiorstw. Unijne instytucje – wskutek orzeczenia Trybunału – będą mogły podejmować decyzje niekorzystne dla polskiej energetyki w zwykłej procedurze ustawodawczej i do ich zablokowania potrzebne będzie budowanie koalicji. Co nas czeka? Szybka dekarbonizacja albo nieustanne spory z instytucjami UE i kary oraz szybko rosnące koszty energii.''


- dlatego przeciwstawianie się obłędowi globalnej agendy jest kwestią być lub nie być dla Polski bowiem wskutek jej realizacji czeka nas prawdziwa zapaść cywilizacyjna !

Nie może zabraknąć w tej upiornej wyliczance śmieszkowatych działaczy ''ruchów LGTB'', których roli w budowie planetarnego totalitaryzmu bynajmniej nie należy lekceważyć, oddajmy głos w tej kwestii Markowi Chodakiewiczowi - wprawdzie jako konserwatysta może jawić się na uprzedzonego ale z racji wykładania na specyficznej amerykańskiej uczelni, gdzie jak przyznał podczas jednego ze spotkań w Kielcach jest bodaj jedynym nie posiadającym certyfikatu bezpieczeństwa wie co mówi, skoro na co dzień obraca się wśród ''dobrze poinformowanych'' osób z wojskowych i cywilnych służb światowego mocarstwa o czym zresztą pisze otwarcie :

''Niedawno na jednym z naszych seminariów dyskutowaliśmy o mechanizmach wymuszania na zwykłych ludziach zgody na sprawy sprzeczne z ich sumieniem i z wolą większości. Jeden z naszych studentów, oficer służb wewnętrznych, podał jako przykład śluby gejowskie i sprawy związane z uzyskiwaniem aprobaty dla wszystkiego, co one implikują. Bynajmniej nie jest to załatwiane tylko przez sądy. Idzie w ruch propaganda, otumanianie, operacje specjalne, potężne pieniądze, a w końcu głębokie państwo (Deep State). Dynamem tego są aktywiści wesołkowaci (gay). Żartobliwie nazywamy ich Hominternem – od Kominternu: Międzynarodówki Komunistycznej. [...] O jej celu strategicznym otwarcie pisze na przykład Jacques Attali w swojej książce „A Brief History of the Future”. W przyszłości świat ma być podzielony na kilkadziesiąt megametropolii zamieszkanych przez dziesiątki milionów ludzi. Należy im się rozrywka, a najtańsza jest seksualna. Stąd ludzkość należy wychować na zatomizowane jednostki biseksualne i transseksualne. Należy pobudzać ich zmysły – głównie grami elektronicznymi, internetem, filmami, ale również wyrafinowanym jedzeniem i ciągle zmieniającymi się partnerami seksualnymi, no i naturalnie narkotykami. Każdy zatomizowany transeks będzie mieszkać w pojedynczym pokoiku, gdzie może załatwiać swoje potrzeby. [...] Jak to ujął mój student ze służb specjalnych: „W tych ramach manipulacja seksualna i rewolucja stają się głównymi narzędziami kontroli politycznej i gospodarczej”.''


Zastrzec więc należy, że globalny neobolszewizm posługuje się bardziej perfidnymi niż ten znany z historii metodami opresji, bowiem jego prekursor i prawdziwy ideowy patron Baruch Spinoza już w poł. XVII w. trafnie zauważył z diabelską przenikliwością iż :

''Ludźmi trzeba kierować tak, aby im się wydawało, że nie kieruje się nimi, lecz że żyją według swego własnego usposobienia i swojej wolnej woli, a zatem tak, aby trzymały ich w karbach umiłowania wolności, dążenie do pomnożenia dóbr i nadzieja pozyskania godności państwowych”. 


Jest to więc forma nieokreślonego i przez to znacznie trudniejszego do zwalczania totalitaryzmu niż poprzednie takowe systemy, stąd łatwiej też o dyskredytację jego przeciwników tym bardziej gdy ma on o wiele więcej do zaoferowania w porównaniu z bolszewią czy III Rzeszą i nie ucieka się, przynajmniej póki co, do tak drastycznych rozwiązań jak tamte - pewna feministka ujęła nieświadomie istotę tego ustroju czyniąc na marginesie demaskacji kolejnego psychopatycznego feministy, tym razem z anarchokomunistycznej i ''antyfaszystowskiej'' bojówki na UW, następującą uwagę :

''Antonina: – Wojtek i Ben często podkreślali równość wszystkich członków kolektywu. Dlatego trudno było dostrzec, kto rzeczywiście ma władzę. Gdyby hierarchia była oficjalna, byłoby jasne, skąd się biorą pewne decyzje i jak reagować. Władza niejawna jest nieograniczona.''


Długo można by jeszcze wymieniać przykłady globalistycznych bzdur jak niedawno zakończony w Polsce ''kongres sieci miast kreatywnych'' pod patronatem UNESCO z jego bełkotliwą nowomową, tymi wszystkimi ''centrami innowacji'', ''międzykulturowymi połączeniami'', ''komitetami sterującymi miast'' i prawdziwą zgniłą wisienką na zarzyganym torcie - ''kreatywnym skrzyżowaniem'':))) [ nie dziwota więc, że brylował tam stary komuch, mason i aferzysta Majchrowski, zapewne z rozrzewnieniem przypominało mu czasy poprzedniego ustroju, gdy godzinami można było pieprzyć podobne farmazony z trybuny ]. Jednak tego co tu przytoczyliśmy aż nadto by wyrobić sobie zdanie, pora więc przejść do ideowych źródeł panświatowego syfu stąd jako się rzekło musimy wrócić do wymienionego jako pierwsze źródło artykułu naukowego lewicowego podkreślam jeszcze raz ''ekozofa'' Leszka Gawora, zanim zacytuję zeń obszerne ustępy uprzedzam, że to koszmarny bełkot ale przebrnięcie przez te bzdury jest niestety konieczne jeśli chcemy poznać ideologiczną ''nadbudowę'' globalizmu i skąd poczęła się specyficzna dlań nowomowa :

''Jeden z naczelnych dezyderatów zrównoważonego rozwoju, sformułowany w Deklaracji z Johannesburga, na afrykańskim Szczycie Ziemi, głosi, że „[…] będziemy działać razem, gdyż łączy nas wspólna zdecydowana wola ocalenia naszej planety, przyczyniania się do rozwoju ludzkości oraz osiągnięcia powszechnej pomyślności pokoju”. Wyłania się stąd obraz wspólnoty ludzkiej, który nie jest fundowany wyłącznie na podstawie biologicznej (gatunkowej) [ ?! ]. Wspólnota ludzka opiera się – w świetle przytoczonego cytatu – przede wszystkim na koncepcji uniwersalnego, zbiorowego podmiotu rozwoju (dziejów), jakim jest ludzkość zamieszkująca Ziemię. To cała ludzkość jest aktywnym dysponentem miejsca w kosmosie, które zajmuje; to od całej ludzkości uzależnione są losy planety; to w gestii ludzkości znajduje się klucz do zaprowadzenia w społecznym świecie powszechnej pomyślności. Z tego punktu widzenia mniej istotne stają się inne możliwe, partykularne wobec ludzkości, tradycyjne wspólnoty człowieka, jak dla przykładu wspólnota rasowa (jak u Gobineau), etniczna, narodowa, wyznaniowa, cywilizacyjna (jak u Huntingtona), społeczna (jak w komunitaryzmie) czy obywatelska (jak w idei greckiego polis). Wspólnota ludzka, zakładana na gruncie idei zrównoważonego rozwoju, jest pod względem zasięgu wspólnotą o największej z możliwych pojemności, stąd może być określana mianem „wspólnoty ludzkości”. [...] Ujęcie wspólnoty ludzkiej jako jedynego podmiotu procesu historycznego jednoznacznie odsyła do myśli jeszcze oświeceniowej, hołdującej idei jedności ludzkiego gatunku. Idea ta była ideą przewodnią nie tylko u Condorceta, Herdera, Kanta czy Fichtego, ale pełniła rolę wiodącą również w refleksji Comte’a i Marksa. Uległa ona swoistej dyskredytacji w wieku XX, gdzie dominującym nastawieniem w naukach społecznych stał się ogląd świata człowieka podzielonego pomiędzy zasadniczo różniące się odłamy, zwane kulturami czy cywilizacjami (Spengler, Sorokin,Toynbee, Huntington). Współcześnie restytucja idei ludzkości, jako powszechnego podmiotu dziejów, została zapoczątkowana właśnie przez koncepcję zrównoważonego rozwoju. Idea zrównoważonego rozwoju, jako projekt zmiany dotychczasowego kierunku rozwoju dziejowego człowieka, stara się ukazać przede wszystkim takie atrybuty wspólnoty ludzkości, dzięki którym możliwe będzie zbudowanie nowej cywilizacji. Podstawowe z nich to racjonalność i świadomość ekologiczna. Koncepcja zrównoważonego rozwoju przejmuje atrybut ludzkiej racjonalności od oświeceniowej filozofii społecznej. Myśl oświeceniowa – w wersji francuskiej i niemieckiej – z przekonania o wrodzonej ludzkiej rozumności uczyniła podwalinę konstrukcji idei postępu. Postęp, pojmowany jako kumulacja wiedzy lub jako proces doskonalenia ludzkości pod względem moralnym, był miarą realizacji tkwiącej w człowieku racjonalności i zdolności do celowego działania. Brak postępu oznaczał jedynie rozumowe pobłądzenie człowieka, chwilowe jego odstąpienie od własnej natury. Nie inaczej ujmuje ludzką racjonalność koncepcja sustainable development. Właściwością rodzaju ludzkiego jest rozumność, dzięki której człowiek, co prawda, przez rozwój nauki i techniki sprowadził zagrożenie na swój świat, ale jest także w stanie rozpoznać sytuację zagrożenia swego istnienia gatunkowego w świecie oraz w sposób świadomy i przemyślany dokonać modyfikacji dotychczasowego kierunku rozwoju. Jeśli tego nie uczyni, narazi swe istnienie na niebezpieczeństwo unicestwienia, co będzie oznaką zagubienia swych racjonalnych zdolności. W owej racjonalności zawarty jest de facto optymizm antropologiczny i historiozoficzny. Najistotniejszą cechą definiującą wspólnotę ludzkości stanowi - według koncepcji zrównoważonego rozwoju - świadomość ekologiczna. Jest to istotne novum w opisie kondycji współczesnego człowieka. Co prawda, kategoria „świadomości ekologicznej” na gruncie ekofilozofii nie została jednoznacznie określona, ale nie przeszkadza to w jej dyskursywnym stosowaniu [ ! ] [...] Normatywna świadomość ekologiczna jest konstruowana wokół zasady ekocentryzmu (biocentryzmu). W najogólniejszej perspektywie zasada ta wprowadza nowy paradygmat lokacji człowieka w świecie. Tradycyjny antropocentryzm zostaje tu zastąpiony przeświadczeniem, że człowiek nie egzystuje „wbrew”, „ponad” czy obok” przyrody. Z jednej strony, człowiek i natura są jednością w tym sensie, że socjosfera jest szczególnym przypadkiem biosfery; stąd nie można tych dwóch elementów rzeczywistości rozpatrywać opozycyjnie. Z drugiej zaś strony, środowisko naturalne jest tu ujmowane bardzo szeroko. Składa się ono nie tylko z biosfery, lecz także z wszystkich innych elementów przyrody nieożywionej. To nowe spojrzenie na relację „człowiek – przyroda” nakazuje stosowanie holistycznego podejścia do rzeczywistości, w którym przyroda i świat człowieka – odwrotnie niż w tradycji chrześcijańskiej („czyńcie sobie Ziemię poddaną”) oraz scjentyzmie (z utylitarystyczną aksjologią) – są traktowane jako integralna całość o kosmicznej naturze. [...]

Nadanie ekologicznego znaczenia pierwotnie teologicznemu pojęciu metanoi, oznaczającemu, najogólniej mówiąc, przemianę duchową, przypisuje się Leszkowi Kołakowskiemu. W 1994 roku Kołakowski zaproponował, by terminem metanoia nazywać gruntowny proces przekształcenia świadomości współczesnego człowieka, zmieniającej zasadniczo jego stosunek do natury, do jego własnego życia, do otaczającego go środowiska przyrodniczego i społecznego, a w rezultacie do otoczenia psychicznego, etycznego, zawodowego, edukacyjnego, technicznego, naukowego itd. Efektem takiej zmiany mentalności ma być, między innymi, dobrowolna zgoda ludzi na ograniczenia wielu potrzeb, odejście od konsumpcyjnego nastawienia do życia i zadowolenie się skromniejszymi dobrami materialnymi. Taka postawa ma być nie tylko lepsza dla środowiska, ale też, w konsekwencji, ma być też korzystna dla ludzi. O ile proponowane przez Kołakowskiego ujęcie metanoi ma charakter apelu, to inni ekofilozofowie podkreślają niezbędność tej kategorii dla praktyki współczesnego człowieka. Zwraca na to uwagę szczególnie Wiesław Sztumski w koncepcji tzw. „enwironmentologii”: „Niemal wszyscy są zgodni co do tego, że przy pomocy ludzi o mentalności i poglądach ukształtowanych przez racjonalizm scjentystyczny, walkę konkurencyjną i zasadę opłacalności nie da się urzeczywistnić najlepszych pomysłów ani programów ekologicznych. Dlatego cała uwaga i nadzieja na przyszłość skupia się na działaniach ukierunkowanych na reorientację świadomości” metanoię właśnie. Bez niej człowiek nie potrafi wyzwolić się z okowów antropocentrycznego myślenia i działania. Najbardziej jednakże zdecydowany w swoim dążeniu do mentalnej transformacji współczesnego człowieka jest Henryk Skolimowski. W jego ujęciu, przemiana mentalna nie może dotyczy jedynie świadomości ludzkiej, musi ona „przeorać” całość wielowymiarowej egzystencji człowieka: „W tym sensie ekologia i filozofia ekologiczna są przedsięwzięciami radykalnymi, jako że nawołują do metanoi, do radykalnej zmiany od podstaw: do zmiany świadomości, całego sposobu myślenia, zmiany praktyk, jak również racjonalności uzasadniania tego, co dobre, pożyteczne, konieczne, ważne. Co więcej, nasza metanoia oznacza również zmianę podstawowych założeń dotyczącej samej struktury świata, jego wizerunku, jego natury”. [...] Mając to na uwadze, z inicjatywy ONZ zostały podjęte jeszcze w latach dziewięćdziesiątych działania, celem których było jak najszersze spopularyzowanie świadomości ekologicznej. W 1992 roku, w opublikowanym przez ONZ dokumencie Agenda 21, został zawarty punkt mówiący o „promowaniu nauczania, kształtowania świadomości w zakresie zrównoważonego rozwoju i ochrony środowiska”. Celem tych zamierzeń miało być ułatwienie ludziom zdobycia umiejętności uwzględniania w praktycznych działaniach idei zrównoważonego rozwoju i ochrony środowiska. Deklaracji tej została w 2005 roku nadana organizacyjna forma „Dekady Edukacji na temat Zrównoważonego Rozwoju (2005–2014)”. Wyznaczono w jej ramach wartości, które mają być szczególnie preferowane w trakcie realizacji tej Dekady – tj. szacunek dla innych, szczególnie dla przyszłych pokoleń, poszanowanie odmienności i różnorodności, stosowane nie tylko w obrębie socjosfery, ale i całej biosfery oraz estyma dla środowiska i zasobów Ziemi. Określono także charakter tej edukacji, która winna uwzględniać interdyscyplinarny charakter nauk o środowisku przyrodniczym i społecznym, holistyczne traktowanie rzeczywistości, proekologiczną aksjologię oraz rolę środowisk lokalnych dla praktykowania postulatów zrównoważonego rozwoju. [...] Jednym z głównych, zakładanych rezultatów takiej aktywności ma być właśnie powszechna metanoia. Metanoja, owocująca wrażliwością ekologiczną i imperatywnym nakazem jej praktykowania, oznacza ostateczne opuszczenie przez człowieka pozycji antropocentrycznych i wstąpienie na poziom poczucia holistycznej jedności z naturą, otwierającym przed człowiekiem nowy sposób percepcji świata. Dają temu wyraz, w kontekście koncepcji „trzeciej fali”, A. i R. Tofflerowie: „Na naszych oczach, w naszym życiu rodzi się nowa cywilizacja [...]. Ta cywilizacja niesie ze sobą nowy styl życia rodzinnego, zmiany w sposobie pracy, odnoszenie się do siebie i do życia, nowy kształt życia gospodarczego, nowe konflikty polityczne, a przede wszystkim: nową świadomość. Ludzkość [...] stanęła w obliczu najgłębszego w swoich dziejach przewrotu społecznego i najśmielszej twórczej przebudowy [...]”. Żyjemy zatem w czasie przełomu, w którym metanoia jest jednym z najważniejszych elementów. Stanowi ona w tym procesie zasadniczą dźwignię rozwoju, pozwalającą współczesnemu człowiekowi wspiąć się na wyższy szczebel gatunkowej ewolucji.'' Rezultatem ekologicznej metanoi ma być pojawienie się nowego typu człowieka homo ecologicus. Ma on stać się zupełnie inną istotą, jakościowo lepszą od aktualnie jeszcze dominującego homo sapiens. Jego wyróżnikiem ma być świadomość nakazująca rozpatrywanie wszelkiej ludzkiej aktywności w perspektywie nierozerwalnego związku człowieka z naturą. Ze zdobywcy i bezwzględnego eksploatatora przyrody ma stać się „ogrodnikiem” czy „opiekunem” tego świata, co zresztą – by przetrwać jako gatunek – leży w jego najbardziej żywotnym interesie. Takie proekologiczne nastawienie ma mieć charakter głównie moralny; kwestię tę podnoszą zwłaszcza reprezentanci „etyki środowiskowej”. Przykładowo, Paul W. Taylor, w ramach „etyki biocentrycznej”, głosi etykę szacunku dla natury, zakładając podmiotowość moralną wszelkich przejawów życia; takie stanowisko prezentuje również „ekologia głęboka” Naessa. Jeszcze inni, jak np. Leopold, postulują ogarnięcie moralną kuratelą wszelkich ekosystemów, nawet całą planetę Ziemię (to etyka „ekosystemowa”). Holistyczne traktowanie więzi „człowiek – natura” bywa też niekiedy ujmowane w kategoriach wręcz sakralnych. O tym w istocie mówi wysuwana przez Skolimowskiego koncepcja świata jako „sanktuarium” oraz wynikająca z niej postawa rewerencji wobec przyrody. Idea homo ecologicus znajduje się u podstaw modelowanej przyszłej, nadchodzącej formy organizacji społecznej człowieka, określanej zazwyczaj jako „społeczeństwo ekologiczne”, „nowe społeczeństwo” czy „zielona kultura”. W sferze aksjologicznej ten projekt nowej cywilizacji jest wyznaczany przez zestaw proekologicznie zinterpretowanych wartości, takich jak: pacyfizm, wolność, godność, egalitaryzm, sprawiedliwość, życie, odpowiedzialność czy umiar, których nośnikiem ma być człowiek ekologiczny. Wartości te służą do postulatywnego określenia nowych reguł w zakresie życia gospodarczego, politycznego i kulturowego. W sferze ekonomicznej nacisk kładzie się na taką ludzką działalność, która przy zaspokojeniu niezbędnych potrzeb ludzkich ma nade wszystko chronić środowisko naturalne. Stąd akcentuje się ekologiczne technologie produkcji, „nową gospodarkę wodną”, poszukiwanie odnawialnych i alternatywnych źródeł energii, recykling czy ekologiczne rolnictwo, jako przykłady działań gospodarczych respektujących zasadę biocentryzmu i wartości odpowiedzialności oraz konsumpcyjnej powściągliwości. Natomiast globalizacja ekonomiczna – główne źródło obecnego kryzysu cywilizacyjnego – ma być w perspektywie nowego społeczeństwa zastąpiona koncepcją bioregionów, tj. obszarów, które są w miarę samowystarczalne gospodarczo, korzystają ze swych właściwości i dóbr naturalnych, a zarazem o nie dbają. Najbardziej spektakularnych przemian w nowej cywilizacji oczekuje się na płaszczyźnie kulturowej. Powszechna edukacja proekologiczna ma zdecydowanie odmienić antropocentryczną orientację natury ludzkiej. Stąd wyłania się nadzieja, że egoizm gatunkowy zostanie zastąpiony poczuciem mistycznej jedności z kosmosem, obrazującym najszerszy krąg różnorodnych form życia i jego rozwoju. Człowiek, dzięki świadomości ekologicznej, ma stać się czynnym i odpowiedzialnym uczestnikiem wszechkosmicznej ewolucji. Takie nastawienie sprzyja poczuciu transcendencji. W związku z tym przewiduje się, że nowa cywilizacja przyszłości będzie miała zdecydowanie duchowy charakter w odróżnieniu od materialistycznie zorientowanej cywilizacji współczesnej. W sferze myśli, w postulowanej cywilizacji zrównoważonego rozwoju ma dominować światopogląd ekologiczny, oznaczający radykalne odrzucenie ideologii zysku i „rozpasanego” konsumpcjonizmu, lansowanych przez neoliberalizm. Światopogląd ekologiczny ma radykalnie zmienić styl życia człowieka przyszłości, jego sposób myślenia o świecie oraz określić na nowo hierarchię wartości wyznaczających sens ludzkiej egzystencji.''

- jak widać wszystkie te utopijne frazesy służą za wygodne narzędzie globalnych elit do perfidnego wymuszenia na ludzkich masach przyzwolenia na ich materialne i duchowe ubóstwo, swoistego uzasadnienia dla powszechnego biedyzmu, nędznej kondycji w imię ''czystej planety'' i ''zrównoważonego rozwoju'' kompensowanego erzatzami religii w postaci kultu ''mistycznej jedności z naturą'' i całym wszechświatem, narkotyzowania się prometejskimi wizjami ''czynnego uczestnictwa w kosmicznej ewolucji'' itp. bredniami maskującymi zatrważającą nędzę [ faktycznie ''opium ludu'' ]. W głębszej zaś perspektywie oznaczają sprowadzenie okaleczonego w ten sposób ''halbermenscha'', pół-człowieka do statusu hodowlanego bydła, przekształcenie go w biorobota, jeszcze jeden przyrodniczy artefakt nieledwie różniący się od materii nieożywionej i form wegetatywnych, wreszcie surowiec do obróbki biotechnologicznej dostarczany już zresztą przemysłowi aborcyjnemu przez idiotki opętane ideologią ''wolnego wyboru'' i ''wyzwolenia seksualnego'', bowiem idzie o to by zwierzęta same się pasły i dobrowolnie szły na rzeź, w zamian przecież zawsze można dosypać im karmy. Jak szatański w istocie zamysł kryje się za globalistycznym projektem bodaj najpełniej wyraził przywołany wyżej ''ekomistyk'' Henryk Skolimowski - znajdujemy u niego typowy dla starożytnej gnozy lucyferyczny motyw człowieka jako nosiciela wewnętrznego i zarazem zgodnie z holistyczną wizją kosmicznego światła, które jest on władny uwolnić wskutek procesu ''oświecenia'', choć w przeciwieństwie do mistrzów klasycznego gnostycyzmu świat nie jest tu już grobem dla uwięzionej w materii duszy lecz jej ''sanktuarium'', które poprzez samozbawienie ludzkości doznać ma swego uświęcenia i spełnienia w ''doczesnej wieczności'', stąd bardziej odpowiednie dla tak osobliwego zestawu poglądów jest tytułowe miano ''neognozy''. Towarzyszy jej a jakże nieodłączna u takowych doktryn odraza wobec ''instytucjonalnych religii'' z największą z nich, katolicką na czele rzekomo krępujących swymi rytuałami ''wewnętrzne światło'', stąd należy zerwać nałożone przez ich kapłanów umysłowe kajdany na wzór pleniących się niczym szczury współczesnych wróżek i szamanów co to za drobną opłatą zdejmą sakramentalne pieczęcie z czakramów i uwolnią twój potencjał blokowany przez nie, że aż wyjebie cię pod sufit i staniesz się kurwa nieśmiertelny. Wszystko zaś w oprawie także typowego dla gnozy patchworkowatego synkretyzmu z powierzchownie potraktowanych i nie przetrawionych należycie umysłowo motywów religii Dalekiego Wschodu pomieszanych na postmodernistyczną, ''njuejdżową'' modłę z pseudoscjentystycznym i neomarksistowskim natchnionym bełkotem - ponownie oddajmy głos już tylko na chwilę admiratorowi i wyznawcy chyba polskiego ''ekognostyka'' Leszkowi Gaworowi, który w innym opracowaniu wykłada rzecz wprost nie pozostawiając żadnych złudzeń co do ostatecznego przesłania Skolimowskiego :

''...w swojej ostatniej książce ''Geniusz Światła a Świętość Życia'', roztacza on panteistyczny obraz Wszechświata przenikniętego Logosem, który wyznacza swoistą ewolucję Kosmosu; stąd pisze o Bogu – Kosmosie czy o Bogu Ewolucyjnym. Specyficzną postacią owej transcendencji jest Światło, które według Skolimowskiego jest siłą generującą w kosmosie zjawisko życia i zarazem dla tego życia pokarmem. Światło w kosmosie występuje w sposób dynamiczny, przybierając zasadnicze formy: fotosyntezy, logosyntezy i teosyntezy. Ich rezultatem są cztery etapy kształtowania się istnienia: materia, życie, twórczość życia oraz boskość życia. Formy te zasadniczo wpływają na procesy ewolucyjne gatunku ludzkiego. Wyznaczają one odpowiednio: powstanie ludzkiego życia, rozwój umysłowości człowieka i w końcu, w trzeciej formie, pojawienie się świadomości ekologicznej. W niej to geniusz światła przybiera ostatecznie kształt bytu sakralnego a tradycyjny człowiek przekształca się w homo ecologicus. [...] Ten aspekt koncepcji homo ecologicus eksponuje Skolimowski, rozpościerając perspektywę wyższego szczebla ludzkiego rozwoju, na którym człowiek, w pełni świadom swoich możliwości i ograniczeń, staje się współtwórcą własnej, holistycznie pojmowanej rzeczywistości. Ten wyższy etap jest określany przezeń mianem kosmokracji. Kosmokracja to, z jednej strony, model idealnego przyszłego ustroju społeczno-politycznego, realizujący w praktyce demokrację ekologiczną. Polega on na wprowadzeniu w praktykę ludzkiego życia wartości proekologicznych, ale nader wszystko uniwersalnej sprawiedliwości, ogarniającej swoją kuratelą wszelkie obszary Kosmosu. Z drugiej strony, idea kosmokracji stanowi projekt czynnego zaangażowania się człowieka zarówno w samorealizacji, jak i uczestnictwa w kosmicznej kreacji. Postulowany człowiek przyszłości Skolimowskiego to nie tylko homo ecologicus ale i homo creator, który wypełniony świadomością ekologiczną, samodoskonali się oraz uczestniczy w procesach rozwojowych na skalę kosmiczną. Tym samym odcina się on jednoznacznie od rozwoju interpretowanego ewolucjonistycznie, dyktowanego okolicznościami zewnętrznymi. Na tym wyższym szczeblu dominującym elementem rozwoju gatunku ludzkiego będzie autonomiczna jego samokreacja, wyznaczona regułami proekologicznej i pankosmicznej aksjologii. Dzięki temu homo ecologicus w sposób planowy, racjonalny i moralnie odpowiedzialny ma partycypować w fenomenie bytu. U podstaw tego przekonania znajduje się, lansowana przez Skolimowskiego, idea Participatory Universe, według której ''wszechświat nie znajduje się na zewnątrz nas, to my nieuchronnie i aktywnie wywołujemy wszelkie jego zaistniałe i przyszłe zjawiska''. Idea kosmokratyzmu jest prospektywnym zwieńczeniem historiozoficznej refleksji Skolimowskiego.''



I tak oto u źródeł globalizacji odkrywamy prometejską wizję Człowieka-Boga czyli czysty lucyferyzm... Mimo iż zdeklarowany nie[do]wiarek ze mnie skojarzenia z apokaliptyczną Bestią narzucają się wręcz nieodparcie, bo jeśli ktoś głosi i czynnie wciela w życie program zakładający, że człowiek jako istota śmiertelna z wszystkimi tego konsekwencjami, naszą małostkowością, przyrodzonymi podłościami itede jest w stanie posiąść boską czy nadludzką moc a nie wykazuje przy tym żadnych objawów choroby psychicznej przykro mi, ale inaczej jak opętaniem nie jestem w stanie tego wytłumaczyć - czyż może być lepszy dowód na to, że ZŁO JEST ? Natomiast sceptykom twierdzącym, że to jedynie rojenia oderwanych od rzeczywistości ideologów bez wpływu na jej kształt i wydarzenia radzę przyjrzeć się ściśle z tym związanemu ''transhumanizmowi'', projektowi przekształcenia człowieka, postulowanej tu właśnie jego radykalnej metanoi za pomocą manipulacji biotechnologicznych na żywym organizmie - dobrze wyczuwający skąd wieje planetarny wiatr Kulczyk junior osobiście zaangażował się w przeszczepienie na rodzimy grunt promującego tę ideę Singularity University, a jeśli spadkobierca jednego z czołowych ubeckich oligarchów i aferzystów III RP inwestuje w ''postczłowieczy'' biznes coś musi być na rzeczy.

Niepokojąco w tym kontekście jawi się obchodzony niedawno po raz pierwszy pod patronatem UNESCO a ustanowiony wskutek inicjatywy min. Rosji ''Międzynarodowy Dzień Światła''... ale by nie kończyć tak pesymistycznie przypomnę jedynie, że wielu korzyło się już przed komunizmem paraliżowanych rzekomo ''obiektywnymi'' prawami historii i nieodpartą wydawało się ekspansywną siłą tego systemu a jak wiadomo wszystko skończyło żałosnym blamażem politycznym i ideowym, podobnie będzie z każdym nowym projektem Wieży Babel, aczkolwiek świadomość ta nie może działać demobilizująco bo zanim macherzy bliżej nierozpoznanej globalistycznej mafii polegną pod gruzami budowanej przez się utopii zdążą poczynić nieodwracalne szkody przyczyniając do niezliczonych ludzkich tragedii, stąd należy bruździć im jak to tylko możliwe choćby nawet w tak skromnym wymiarze jak ten wpis na niszowym blogu bowiem suma podobnych drobnych ukłuć może razem stworzyć pewną wartość dodatnią dając ostatecznie potężnego kopa nowemu totalitaryzmowi, przynajmniej w wymiarze mentalnym, śmiem twierdzić, że kluczowym jeśli o niego idzie, zdemaskowanie ideologicznej ''nadbudowy'' i jej ekologicznych frazesów musi w końcu doprowadzić do erozji całego systemu tak jak to się stało z opartym na niej bolszewizmem, czystą nagą przemocą nie sposób rządzić w dłuższej perspektywie. Przede wszystkim jednak nadzieję pokładam w trzeźwej obserwacji, że nic co uczynione ludzką ręką nie może być doskonałe, stworzona przezeń maszyna czy prawdziwy cyborg również, poza tym nawet gdy powstanie jakowyś ''rząd światowy'' i tak stanie się on areną walk różnych frakcji, to jest właśnie słaby punkt wszelkich ''teorii spiskowych'' zakładających zgodne, solidarne współdziałanie różnych elitarnych organizacji i społeczności i to nawet nie na przestrzeni dekad a bywa całych stuleci - ?! W nic takiego nie wierzę, przyrodzone ludzkiej naturze słabości, ambicje, egoizmy, sprzeczne z zamiarami innych jednostek interesy osobiste etc. zwykle zawsze biorą górę nad żarliwymi frazesami o ''solidarności'', ''braterstwie ogólnoludzkim'' itp. - o ironio to co często czyni ten padół ''mało gustowną imitacją piekła'' ocali zarazem ludzkość przed całkowitym urzeczywistnieniem koszmarnej wizji wszechświatowego komunokapitalizmu. Wiele zresztą wskazuje, że z tym właśnie mamy obecnie do czynienia i stanowi oś głównego konfliktu przebiegającego nie tyle pomiędzy co w poprzek państw, nie tylko USA, Francji czy Wlk. Brytanii ale i Rosji lub Chin nawet - z jednej część globalistów nadal z uporem maniaka prze a wręcz zintensyfikowało jeszcze swe działania w celu realizacji opisanej wyżej patologicznej utopii, inni zaś zdaje się chcą oprzeć nowy konstrukt planetarnego ładu, czegoś w rodzaju globalnego Układu Westfalskiego, na państwach narodowych z prymarną rolą Stanów Zjednoczonych a ich głównym eksponentem wynajętym do wykonania zadania jawi się Trump, którego doktrynę ujęto zgrabnym hasłem ''We're America, bitch !'':) Kwestią otwartą pozostaje pytanie który z trendów jest dla nas Polaków bardziej i czy w ogóle korzystny - przecież obecny prezydent USA podpisał haniebną, wymierzoną w nasze żywotne interesy i nie waham się rzecz rasistowską wręcz ustawę, z drugiej pamiętajmy, że taki mapet banksterów jak Clintonowa tym bardziej nie miałaby tu żadnych wahań i już dawno wykonywała posłusznie podobne pomruki pod naszym adresem, zaś sam nikczemny akt prawny był ponadpartyjną inicjatywą innej pacynki globalistów i żydowskiego lobby, konkurenta Trumpa w republikańskich prawyborach Marca Rubio, oraz kongresmenki Demokratów i zagorzałej lesby Tammy jakiejś tam [ a ch... z nią, poszukajcie se sami jej danych jeśli wam się chce, bo mi już nie, i tego co tu przytoczyłem aż nadto ]. Poza tym obecny gospodarz Białego Domu rozwalając ''pakiet klimatyczny'' itp. totalitarne projekty globalistów robi dobrą robotę poniekąd i dla naszej gospodarki opartej na węglu z największymi bodaj w Europie zasobami tego surowca i to znacznie lepszej jakości niż np. w Rosji [ na skandal skądinąd zakrawa i stanowi dowód naszej neokolonialnej podległości, że Polska nie wykorzystuje jak należy tego potencjału ], to samo tyczy polityki względem nachodźców i paru jeszcze innych spraw w których jawi się jako nasz sojusznik. Cóż, gra toczy się dobrych parę pięter wyżej ponad naszymi głowami stąd nie będę sadził się na jakiekolwiek diagnozy i proroctwa, czas pokaże, obaczymy.

ps. zdaję sobie sprawę, że gargantuiczne nawet jak na standardy tego bloga  rozmiary niniejszego wpisu wystawiają cierpliwość czytelników, o ile takowi dotąd zabrnęli, na próbę ale tematyka zbyt poważna by nie orać do spodu, i tak zresztą pominąłem wiele istotnych wątków np. ostatnie referendum aborcyjne w Irlandii, gdzie ''miękkimi'' metodami finansowanej przez globalistów rewolucji kulturalnej i obyczajowej wykończono powszechny dotąd tam katolicyzm w ciągu zaledwie jednego-dwóch pokoleń i paru dekad, czego nie dokonała krwawa, ludobójcza opresja protestancka trwająca przez kilkaset lat na tle której apartheid wygląda na bardzo liberalny, wolnościowy system. Inne zaś z konieczności potraktowałem pobieżnie, kwestia samych umów TTIP, CETA czy projektowanego globalnego podatku GATCA podwoiłaby objętość i tak rozrośniętego ponad miarę posta. Jeśli kogoś zainspiruje on do własnych poszukiwań i wskutek tego poczyni swoje ustalenia uzupełniające a choćby i odmienne od moich będę w pełni usatysfakcjonowany, byle był jaki szum w tej kluczowej, niezmiernie żywotnej dla naszej epoki sprawie wobec której nie sposób przejść obojętnie jeśli nie chcemy skazać się na los idioty.