niedziela, 6 stycznia 2019

Naprzód ! po okręgu.

...czyli o sworzniowej istocie Rosji  - ponieważ ostatnio gadaliśmy o d... niestety bynajmniej Maryni dziś nieco poważniej by odczynić fekalne odory, choć niniejszy wpis należy traktować jedynie jako zbiór luźnych uwag, swobodnych rozważań i pytań raczej stawiających pewne kwestie pod publiczny namysł niż jednoznacznych wniosków do formułowania których nie posiadam ni niezbędnych kompetencji, powołania a nade wszystko ochoty ku temu [ kontynuujemy tym samym wątek podjęty w poście o ''magislamie'' turańsko-sarmackim ]. Niemniej zajęcie się nimi jest wręcz wymogiem chwili w dobie eskalacji globalnego konfliktu między mocarstwem Stanów Zjednoczonych Ameryki Płn. a Chinami tzw. ''Ludowymi'', gdzie kluczową rolę przysłowiowego ''języczka u wagi'' odgrywać będą kraje o ''sworzniowym'' statusie w tej geopolitycznej układance jak Indie, Japonia czy właśnie Rosja wraz z Azją Centralną co sama jej nazwa wskazuje. Nie łudźmy się więc, że nas ten problem nie dotyczy i ''nasza chata z kraja'', gdyż wystarczy zdać się jeśli idzie o nasz przyszły los na globalistyczną banksterkę jak mniema skurwiałe mentalnie polactwo np. wyborcy Czaskosky'ego czyli wszawa Warszawa, tym bardziej kiedy ''Europa jako osobny byt polityczny kończy żywot wchłaniana przez Eurazję'' jak oświadczył podczas jednego ze spotkań autorskich dr Bartosiak, co wprawdzie dla mnie i paru jeszcze znanych mi bezpośrednio lub z netu osób nie jest żadnym novum, bo takie rzeczy głosimy już od dobrych paru lat, ale skoro wypowiada je ktoś taki jak pan Jacek znaczy, iż nareszcie przebijają się z internetowej niszy do przestrzeni publicznej [ nie można tych kwestii odpuścić także dlatego, że niestety wygląda na to, iż w perspektywie ''nowego wspaniałego świata'' tzw. ''internetu wszechrzeczy'' czyt. masowej inwigilacji doświadczenie post-sowieckiej tajnej policji w duraczeniu i zastraszaniu mas będzie cenione i ma przyszłość ]. Stąd cieszy, że Polacy w ostatnich latach wreszcie zaczynają nadrabiać braki w trzeźwym rozpoznaniu rzeczywistości sylabizując póki co jeszcze z geopolitycznego elementarza, który stanowi podstawę polityki państw poważnych co oczywiście musi wywoływać wściekły ból dupy naszych dotychczasowych skundlonych mentalnie wielkorządców z cudzej łaski - najlepiej o ich nędzy świadczą pożal się zarzuty jakie geopolityce stawiają np. wykorzystania idei Haushofera w zbrodniczej polityce nazistów bo to jakby z faktu niewątpliwego uwikłania wielu naukowców, zwłaszcza biologów i lekarzy, po stronie totalitarnych reżimów wyprowadzać wniosek o gremialnym potępieniu nauki jako takiej, do podobnego numeru zdolne mogą być jedynie spierdoliny umysłowe bredzące o ''logo-'' czy wręcz ''fallocentryzmie'':). Nieco już poważniej brzmi wytknięcie nieuwzględniania przez geopolitykę narastającej roli czynników trans-narodowych i ponad-państwowych, konglomeratu globalistycznej szulerni formującej się na styku gremiów finansowych, korpo, części masońskich elitarnych mafii i bytów politycznych o niejasnym statusie i kompetencjach pokroju ONZ czy UE, tyle że dość łatwo go zbić przypomnieniem elementarnego faktu, że mondializm [ od łac. ''mundus'' i franc. ''monde'' - ''świat'' ] z zasady nie może abstrahować od geograficznych i lokalnych uwarunkowań jeśli dąży do skutecznej implementacji swych zamiarów. O nikczemnym poziomie umysłowym posiadających pretensje do przewodzenia Polakom najlepiej świadczy historia przytoczona niedawno przez prof. Andrzeja Nowaka na wspólnym spotkaniu z Bartosiakiem pochodząca sprzed paru lat, gdy podczas wręczania kolejnego doktoratu honoris causa ''Bolkowi'' jeden ze zgromadzonych intelektualistów zadał mu pytanie o katastrofalny stan demograficzny obecnej Polski, niestropiony tym Lechu palnął, iż ''Polaków wystarczy 20 mln do obsługiwania CPN-ów na linii Wschód-Zachód'' - sama z siebie ta kurwia tego nie wysrała, ktoś jej musiał to zasuflować, zapewne jeden z ustosunkowanych w dotychczasowym nadwiślańskim establiszmęcie ''doradców'', ot i cała nasza elyta w pigułce, dno i siedem warstw mułu. Podobnie co się tyczy bezczelnego pyszczenia Bartosiakowi przez Bartłomieja Sienkiewicza, że ''takie rzeczy to on wyczytał u Dugina'' - raczej należałoby wstydzić się, że na tle Rosjan jesteśmy karłami jeśli idzie o trafne rozpoznanie globalnych uwarunkowań obecnej polityki i za to skandaliczne zapóźnienie utrzymujące nas w stanie mentalnej podległości ponoszą odpowiedzialność właśnie takie kanalie jak Bartuś ''piroman''. Owszem, tak właśnie jest w rzeczy samej, rządzą nami ludzie o mentalności kundla - doskonałą ilustracją tego jest autentyczna historia, którą z kolei przytaczam za nie pomnę już dokładnie czy Radosławem Pyfflem lub Michałem Lubiną, w każdym razie którymś z nich na pewno, jak to przed paroma laty zawitał do naszego kraju na specjalnie dlań zorganizowane spotkanie z udziałem naszych pożal się elit politycznych George Friedman, który zaczął im z wdziękiem amerykańskiego komiwojażera żenić miraże rzekomo imperialnego statusu przyszłej Polski - bardzo dobrze, iż został grzecznie spuszczony na drzewo niestety jednak nie wskutek trzeźwego rozpoznania przyrodzonym nam ''chłopskim rozumem'', że to prawda ''bujać to my a nie nas, dej misiu poważną kasę na stół, broń i jakieś sensowne gwarancje byśmy znowu nie musieli spierdalać szosą na Zaleszczyki jak w '39, a jak nie szukaj se frajerów gdzie indziej'' oczywiście wyrażoną bardziej oględnym, dyplomatycznym językiem aby nie urazić szanownego gościa, bynajmniej : otóż Jan Krzysztof Bielecki, ówczesna szara eminencja rządu Tuska miał zdumionemu Amerykaninowi wprost oświadczyć ku aprobacie zgromadzonych na sali polskich oficjeli, iż ''nas interesuje tylko absorbowanie unijnych funduszy''... W takim właśnie horyzoncie operują te kurwie i dalej nie śmią wykraczać, nawet jeśli to efekt wojennej katastrofy państwa i narodu oraz blisko pół wieku sowieckiego kolonializmu zamienionego jedynie w nowszych czasach na globalistyczno-unijny w niczym nie stanowi usprawiedliwienia dla podobnie nędznego stanu rzeczy, nie łudźmy się także, że ''nasz naród jak lawa, z wierzchu [ tylko ] plugawa'' bowiem wspomniana patologia tyczy również całkiem sporej rzeszy post-Polaków, szczególnie wielu inteligentów za przeproszeniem, którzy nawet nie kryją się z tym, że donosicielstwo uznają za swój ''obywatelski obowiązek''. Nie znaczy to wszakże bezkrytycznego całkiem w kontrze spojrzenia na geopolitykę i ślepoty na realne ograniczenia metody i jej przedstawicieli np. Bartosiak podpadł mi mocno zadziwiającą admiracją dla elukubracji głupiego Jasia Sowy [ temat dobry na osobną rozprawę ] zaś Sykulski jeszcze niecałą dekadę temu bredził coś o ''trójkącie kaliningradzkim'' jawnie suflując nam współpracę z Rosją i Niemcami łudząc się, że kiedykolwiek będą nas one traktowały partnersko a nie co najwyżej jako przedmiot rozgrywki między sobą jak to zwykle w naszych dziejach bywało. Podstawowym jednak błędem geopolityki jako nauki z gruntu materialistycznej jest programowe nieuwzględnianie zasadniczej roli czynników ideologicznych i religijnych, gdy dla każdego tradycjonalisty trzeźwo rozpatrującego sprawy w przeciwieństwie do mitomańskich ''postępowców'' jasnym jest, że wszystkie problemy ekonomiczne i polityczne mają swe źródło w kwestiach cywilizacyjnych i kulturowych a te zaś religijnych, bowiem metafizyka to nie jakieś wydumane ''zaświaty'' jak powszechnie mniema się dziś w naszej cierpiącej na iluzję ''odczarowania świata'' epoce, lecz absolutnie podstawowy wymiar rzeczywistości wobec którego biologiczny, społeczny czy psychiczny są wtórne [ choć i tak nawet przy swoim płaskim materializmie lepsze to i o niebo bliższe rzeczywistości niż zatrute opary prawoczłowieczego ''liberałozamordyzmu'', które niemal do spodu przeżarły już tkankę społeczeństw Europy Zach. a i u nas poczynają siać spustoszenie ].

Do ad remu więc jako ojcowie powiedali : Cezary Wodziński, zmarły przed paru laty polski filozof, badacz min. myśli rosyjskiej, tłumacz Szestowa i autor nowego przekładu ''Braci Karamazow'', którą to powieść całkiem słusznie brał za traktat filozoficzny prozą, szczególnie wiele namysłu poświęcił problemowi tzw. raskoła czyli ''schizmy w schizmie'', rozłamu w rosyjskim prawosławiu, kwestii mało u nas raczej znanej a o niesłychanie ważnych implikacjach cywilizacyjnych i politycznych wręcz dla dziejów najnowszych Rosji. Jeśli nie uświadomimy sobie tego oto faktu, że dla szerokich rzesz Rosjan [ nawet jeśli dane, z konieczności szacunkowe przy braku wiarygodnych statystyk, podawane przez niektórych badaczy mówiące o blisko połowie ludności są przesadzone to z całą pewnością nie mamy do czynienia w kontrze z jakimiś marginalnymi sekciarzami ] wskutek niezwykle okrutnych represji godnych moskiewskiej satrapii carat stał się uosobieniem konkretnego władztwa Antychrysta na tym padole, zaś jego obalenie drogą do ustanowienia Królestwa Bożego, nie pojmiemy obojętności, często wręcz entuzjazmu z jakim spotkało się w tychże masach zniszczenie samodzierżawia a nawet mord popełniony przez bolszewików na carze i jego rodzinie, przyjęty za wyraz sprawiedliwości dziejowej przez co radykalniejszych raskolników [ do rangi symbolu urasta tu złożenie abdykacji Mikołaja II na ręce A.I. Guczkowa, starowiera z tzw. Cerkwi Białokrynickiej ]. Na podkreślenie zasługuje iż nieproporcjonalna do rzeczywistej liczebności rola jaką odgrywali heretycy prawosławia w społeczeństwie brała się stąd oto, że rekrutowały się spośród nich najbardziej aktywne, przedsiębiorcze warstwy ludności, powodowało to ich nadreprezentację wśród robotników a zwłaszcza kapitalistów - szacuje się, że blisko 60% stricte rosyjskich fabrykantów i finansistów na pocz. XX w. stanowili starowiercy co tłumaczy choćby fenomen Sawwy Morozowa, raskolnika a jakże, jednego z głównym sponsorów partii Lenina przed wybuchem I-ej wojny światowej, sekciarze zapewniali także kolportaż bolszewickiej ''Iskry'' i to o wiele skuteczniejszy, mniej podatny na infiltrację ze strony carskiej ''Ochrany'' niż socjalistyczna konspiracja, bo prowadzony przez bardziej zdeterminowane jednostki napędzane sięgającą znacznie dalej, poza horyzont doczesności, eschatologiczną nadzieją. Istotne iż raskolnictwo stanowiło niezbędne iunctim między głośnymi lecz marginalnymi w stosunku do ogółu radykałami politycznymi a niemałą rzeszą cierpiących prześladowania ze strony caratu Rosjan, stąd wielu z nich szukało porozumienia i inspiracji wśród starowierców by wymienić choćby czołowego konspiratora terrorystycznej ''Narodnej Woli'' A.D. Michajłowa czy Dymitra Mereżkowskiego, który wprost napisał, że ''dotarcie do ludu będzie prostsze, bardziej naturalne - poprzez sekciarzy''. Obojętny na to nie mógł pozostać także przyszły przywódca bolszewików, który już zimą 1889/90 r. prowadził z nimi długie razgawory, co przywiodło go do wniosku, że nie warto mimo wyznawanego przez się fanatycznie prostackiego materializmu poświęcać dla niego wpływów wśród staroobrzędowców i możliwości politycznego wyzyskania ich nienawiści do carskiego reżimu, pogłębiło zasadność tegoż taktycznego rozpoznania, jakiego co tu kryć Leninowi raczej nie brakło, opadanie ''fali rewolucyjnej'' po stłumieniu buntu 1905 r. - rzecz jasna większość raskolników nie dała się nabrać i dość szybko rozpoznała w nim biesa, równie a nawet bardziej potwornego co car, niemniej faktem jest, iż niemała grupa ''anabaptystycznych'' wręcz w swym radykalizmie religijnych wywrotowców otoczyła bałwochwalczym niemal kultem ''wodza rewolucji'' [ być może tu też tkwi źródło przedziwnego na gruncie programowo, zaciekle ateistycznego komunizmu ''świeckiego ceremoniału'', iście chocholego tańca wokół jego mumii i mauzoleum godnego nowego faraona ]. Biorąc to wszystko ''zusammen do kupy'' jak raczył wyrazić się ''rozgrzany'' sędzia Czyżewski na procesie Kelthuza, powyższe zasadnym czyni jednak mówienie o ''rewolucji rosyjskiej'', przynajmniej w istotnym jej aspekcie, której nie da się przez to sprowadzić mimo potężnego, sprawczego wręcz udziału mniejszości etnicznych represjonowanych przez carat, li tylko do machinacji Żydów, masonów i obcych agentur, jakie owszem miały miejsce, niemniej żadna nie wiem nawet jak misterna prowokacja nie uda się jeśli nie padnie na podatny grunt, ten zaś zapewniły obok realnych problemów społecznych i politycznych także prześladowania na tle religijnym i to nie tylko wyznawców innych konfesji typu islam czy buddyzm - czynnik skądinąd niebagatelny a niestety zwykle marginalizowany w popularnych analizach bolszewickiego przewrotu - co śmiem twierdzić w decydującym stopniu heretyków samego prawosławia. W ten sposób można także zasadnie wytłumaczyć fenomen ''narodowego bolszewizmu'', faktycznie oddolnego, anarchicznego buntu mas jaki miał wówczas w Rosji miejsce obok i równolegle do przeprowadzanej z zimną krwią sekcji na żywym organizmie narodu przez międzynarodówkę rewolucyjnych prowokatorów, agentów i zwykłych szubrawców, potwornego zaprawdę przebudzenia nowego Stieńki Razina i Pugaczowa w jednym, eurazjatyckiego, ''scytyjskiego'' chama, które swój poetycki wyraz znalazło w późnej twórczości Błoka, Jesienina a zwłaszcza starowiera Klujewa, ''chłopopedała'' co swoje gorzkie żale poniewczasie nad zagładą rosyjskiej wsi podczas kolektywizacji przypłacił egzekucją za Wielkiego Terroru lat 30-ych - tu właśnie tkwi źródło popularnego do dziś wśród moskali konceptu ''ludowej rewolucji'' zdradzonej i zawłaszczonej jakoby przez ''jewriejów'', Niemców, Polaków, kaukaskich ''czornożopców'' etc.

Roztrząsanie genezy samego ''raskoła'' wykracza daleko poza obraną w niniejszym wpisie tematykę, dość jedynie powiedzieć, iż wbrew popularnej egzegezie nie chodziło bynajmniej ''tylko'' lecz aż o kwestie rytualne ściśle powiązane z ortodoksyjną chrystologią, najlepszym dowodem na poparcie takowej tezy jest, iż czołowy przeciwnik reformy cerkiewnej przedsiębranej przez patriarchę Nikona protopop Awwakum, który przypłacił to w końcu męczeńską śmiercią na stosie jak zresztą wielu starowierców, nie był żadnym ''ciemnym popem'' lecz subtelnym znawcą niuansów teologii wschodniego chrześcijaństwa i autorem traktujących o tym opasłych dzieł. Nas będzie interesować filozoficzny aspekt ''schizmatyckiej schizmy'' jakim zajął się zgodnie ze swą profesją Wodziński - otóż ta herezja w obrębie prawosławia była dlań najpełniejszym wyrazem ''transowej istoty Rosji'', opętanego wiru ''różnicy aksjologicznej'' między Dobrem a Złem [ centralne zagadnienie jego refleksji ] w jakie wprawiała je ''aporia'', tu pojęcie kluczowe, nieznośne i nierozstrzygalne zarazem napięcie między tymiż przeciwieństwami, podobnie jak między Bytem a Nicością organizujące całość ''naszego codziennego postrzegania i pojmowania świata, stanowiąc zarazem dla nas jego metafizyczny fundament'' jak pisze Piotr Augustyniak w poświęconym polskiemu myślicielowi artykule pod znamiennym, wstrząsającym wręcz tytułem ''Dobro zabija''. Bo też i wnioski stąd płynące w inspirowanych mroczną refleksją Szestowa rozważaniach Wodzińskiego są iście otchłanne - nierozstrzygalność sprzeczności powoduje ich przechodzenie wzajem w siebie i niemożność ustalenia co jest słuszne lub nie, gdzie dupa a twarz itd. od takiego pomieszania zaś niedaleko już oczywiście do obłędu, stąd emblematyczną figurą staje się tu jurodiwy, prawosławny ''boży szaleniec'', którego analizie fenomenu poświęcił pracę ''św. Idiota'' [ czytelne nawiązanie do znanego arcydzieła rosyjskiej literatury ] a może jeszcze bardziej następną o wymowniejszym tytule ''Dostojewski czyli o filozofowaniu siekierą'' lub jakoś tak. Tamże na marginesie poczynił niezwykle trafne jak sądzę rozpoznanie omawianej tu ambiwalencji kryjącej się również w samej idei samodzierżawia - otóż jego fundator, pierwszy Car Wszechrusi z Bożej Łaski i obrońca prawosławnej ortodoksji okazuje się paradoksalnie zarazem pierwszym buntownikiem i herezjarchą obalającym carat dokonawszy aktu swoistej auto-detronizacji i odprawiając wraz ze swym dziwacznym, upiornym zakonem opryczników bluźniercze, satanistyczne wręcz rytuały, w rezultacie Iwan Groźny bo o nim tu oczywiście mowa przez swój rozpasany obłędny terror, krwawe bachanalia niszczy niebagatelne osiągnięcia początkowych lat własnych rządów staczając kraj w otchłań politycznej smuty, wykorzystanej jedynie przez obcych najeźdźców z Polakami na czele za wywołanie której nie ponoszą oni żadnej odpowiedzialności. Dodać należy, że obserwację tę można spokojnie rozciągnąć na ogół Rosjan wobec których próby narzucenia jarzma z zewnątrz okazują się zwykle nieskuteczne a nade wszystko niepotrzebne bo nikt tak jak oni nie potrafi sam się zajebać, dobrowolnie poddawać się potwornym przeciążeniom, torturom wręcz ciała i umysłu, wikłać bezsensownie w nierozwiązywalne sprzeczności miotawszy niczym pijany u płota - doprawdy nie wiem czy jest druga taka nacja o monstrualnie rozwiniętym, niemal do szaleńczego paroksyzmu, ''genie autodestrukcji'', gdzie ''różnica aksjologiczna'' między katem a ofiarą jest równie znikoma i tak łatwo dochodzi tu do zamiany ról, co wprawdzie dotyczy właściwie każdej jednostki bez wyjątku ale chyba nigdzie na podobną skalę [ niektórzy nazywają to ''duszą rosyjską'' aczkolwiek Iwan Bunin w spisywanych na dnie historycznej otchłani rozpaczy podczas apogeum rewolucji i wojny domowej refleksjach określił to mniej poetycko ''zbiorową neurozą'' ]. Uczenie zwie się to prawem enancjodromii sformułowanym po raz pierwszy przez Heraklita podług którego wszystko przechodzi we własne przeciwieństwo i doń uporczywie dąży, choć wbrew sobie paradoksalnie gnane li tylko ślepą koniecznością, by znaleźć w tym zaprzeczne spełnienie, a co jawi się w świetle powyższego arcyrosyjską zasadą bytu państwowego i narodowego [ można także sformułować to banalniej jako istotną prawdę człowieczej egzystencji, iż każdy z nas dostaje od losu to czego chce, ale naprawdę nie zaś tylko jakim mu się wydaje, a więc marzy np. o szczęściu, pieniądzach, karierze, zdrowej kopulacji i co tam ludziska sobie jeszcze roją a w rzeczywistości jego nieuświadomionym celem jest to życie sobie jedynie koncertowo spier...ć ].

Z kolei wybitny krytyk i teoretyk sztuki współczesnej Boris Groys w znakomitym eseju pomieszczonym w nr 3 z 2015 r. pisma ''Kronos'' traktującym o ''postkomunistycznym Innym'' celnie wytknął zachodnim estetom ignorancję, brak zrozumienia i niemal jawnie neokolonialną pogardę mimo deklarowanej ''postępowości'' dla procesów zachodzących w najnowszych dziejach Rosji, ale też całej post-sowieckiej zony. Otóż dlatego, że restytucja kapitalizmu w krajach byłego ZSRR i całej reszty poddanej jego władztwu była właśnie powrotem do zapoznanego już doświadczenia zamieszkujących je narodów odbyły one tym samym podróż w czasie i to wielce paradoksalną bo z przyszłości do przeszłości, także w dziedzinie obyczajowej : rewolucja seksualna, parady pederastów, powszechne zażywanie narkotyków itp. to wszystko miało już miejsce w Rosji lat rewolucji bolszewickiej i drugiej dekady zeszłego stulecia, stalinowski socrealizm wbrew do dziś utrzymującym się postępowym przesądom wcale nie stanowił aż tak radykalnego zaprzeczenia tegoż a raczej zgodnie z przyjętą przez marksistów dialektyczną triadą wypełnienie jej na wyższym poziomie co Groys wykazał rozprawiając się z drogim lewicy mitem rzekomo niewinnej politycznie awangardy w przełomowym, rozbudowanym eseju ''Stalin jako totalne dzieło sztuki''. Towarzyszyć temu odwróconemu biegowi dziejów musiał swoisty ''postępowy regres'' w sferze estetyki uosobiony odbudową zniszczonej z woli komunistycznego satrapy gargantuicznej cerkwi Chrystusa Zbawiciela i faktycznie często koszmarnie kiczowatych monumentów fundowanych w Moskwie przez mera Łużkowa, których odpowiednikiem u nas była wówczas rozbuchana architektoniczna kwaśniewszczyzna epoki ''golenia ruchomego''. W kontekście poruszanej przez nas problematyki istotna jest wszakże inna refleksja poczyniona przez Groysa w pomienionym eseju - wedle niego dla stalinowskiego komunisty zupełnie wbrew ''ortodoksyjnie marksistowskiemu'' diamatowi przejętemu jakoby od Hegla sprzeczność zachodząca między tezą i antytezą wcale nie znajdowała spełnienia w jakowejś wyższej syntezie, lecz stanowiła właśnie pewną magiczną zaiste ''unię przeciwieństw'' [ pozwalało mu na to swoiste zawieszenie czasu, spełnienie dziejów w budującym doczesne Nowe Jeruzalem ''najlepszego ustroju na świecie'' ZSRR - nie bez powodu kominternowcy określali między sobą Moskwę mianem ''Mekki'':) ]. Na marginesie zupełnie pozostawiamy kwestię czy aby takowy schemat w ogóle występował u Hegla czemu zdecydowanie przeczą rodzimi [wy]znawcy jenajskiego filozofa jak tłumacz jego pism, astrolog Światosław czy Katarzyna Guczalska [ ten pierwszy wprost oświadcza iż mowa o antycypującym kabalistyczne spekulacje opisie relacji zachodzących w obrębie samego Absolutu zaczerpniętym od neoplatonika Proklosa, a co jak co, ale czarownik na okultystycznych sofizmatach zjadł zęby, dosłownie:) ], dla nas ważne jest tylko, iż wspomniana ''wirówka nonsensu'' w postaci równoważności wykluczających się wzajem twierdzeń pozwalała staliniście wbrew wszelkiej logice z równą żarliwością głosić coś co jeszcze wczoraj tak samo gorliwie potępiał i na odwrót, nazywało się toto w oficjalnej nomenklaturze ''mądrością etapu''. Niebagatelną, zasadniczą wręcz rolę w tym procesie maceracji myśli odgrywał wszechobecny terror na bezprecedensową skalę wraz z upadlającym rytuałem składania publicznych ''samokrytyk'', wyciągania sobie wzajem wstydliwych przypadłości przez członków kompartii o sekowanych ''wrogach ludu'' już nie wspominając typu alkoholizm, zdrady małżeńskie, zboczenia seksualne etc., całe to bolszewickie kołtuństwo, które poszło niestety w zapomnienie a szkoda, przydałoby się zafundowanie sobie takowego seansu nienawiści zwłaszcza przedstawicielom obecnego lewicowego ''kulturkampfu'' nad Wisłą i nie tylko, niósłby on przynajmniej dla części terapeutyczne, ozdrowieńcze skutki.

I tu wreszcie przechodzimy do clou naszych rozważań : czy wszystkie analizowane wcześniej paradoksy Rosji nie są aby duchowym wyrazem jej ''sworzniowego'' statusu polegającym na tym oto, iż kraj ten będąc zarazem Europą i Azją nie jest do końca ani tym ani tym, co prowadzi do iście ''aporycznego twierdzenia'' [ by nie rzecz ''stuporu refleksyjnego'' malującego się na twarzach sióstr Godlewskich ], że jego tożsamość stanowi właśnie dzieląca je różnica, nieustanne napięcie między jedną a drugą - ? [ oboma krańcami kontynentu, nie wspomnianym rodzeństwem:) ]. Oznacza to ni mniej ni więcej, że to co zwie się ''postmodernizmem'' jest naturalnym rosyjskim stanem, i było takim na długo zanim komukolwiek przyszło do głowy podobne miano, to również powoduje iż tamtejsza sztuka tego okresu, zwłaszcza literatura, jest tak zajebista - [de]''Generacja P'' Wiktora Pielewina to najlepsza powieść znakomicie, w brawurowym stylu nieznanym niestety obecnym polskim pisarzom opisująca cały chaos ''transformacji'' jaką znam, przy niej taki Shuty to nędza uskarżającego się płaczliwie na swój los nieudacznego alkoholika-onanisty, to samo tyczy twórczości znajdującego się na antypodach ideologicznych Zachara Prilepina i wielu innych literatów współczesnej Rosji [ przynajmniej tak kojarzę z czasów, gdy jeszcze interesowała mnie beletrystyka ]. Niewątpliwie rozmachu myśli i konceptów przydaje im doświadczenie tamtejszych przestrzeni niepojęte kompletnie dla tkwiących w euro-grajdole - wszędzie sprawowanie władzy polega z grubsza na wyważeniu sprzecznych tendencji i jakimś ich zbalansowaniu, ale bodaj nigdzie nie jest ona poddana równie dużym przeciążeniom mierząc się w podobnym stopniu z tak nieproporcjonalnie rozmieszczonymi zasobami surowcowymi i ludnością, stąd każdy rosyjski reżim jest podatny na destabilizację i zmuszony przez to uciekać się do mniej lub bardziej drastycznych rozwiązań aby zachować jako taką choćby równowagę. Znajomy, który dobrych parę lat spędził w Rosji opowiadał mi, że dopiero tam pojął amerykańskie ''kino drogi'' - autentycznie cieszył się widząc światła nadjeżdżającego samochodu, zwyczajna wydawałoby się w naszych warunkach podróż nim od miasta do miasta w tych szerokościach stawała się hipnotycznym doświadczeniem, dotarło też doń z całą mocą, że w przypadku awarii na środku stepu czy syberyjskiej głuszy w takowych pustkowiach jeśli nie będzie miał w bagażniku siekiery, bańki nafty i czegoś na rozpałkę realnie grozi mu niemal pewna śmierć, przyjdzie ''miszka'' i go wpierdoli zajebując pierwej łapą, o ile wcześniej nie zamieni się już w zlodowaciały kloc mięsa [ posłać tam wszystkich co pieprzą o ''globalnym ociepleniu'' i zwłaszcza sprawstwie w nim człowieka, niech poczują na własnej skórze dosłownie potęgę żywiołów natury by obaczyli się taacy mali w ich obliczu, -50 stopni C i gorący oddech na karku polarnego niedźwiedzia uleczyłby zafajdanych mieszczuchów wychowanych w cieplarnianych pieleszach, którym można przez to ożenić najbardziej ordynarny kit ]. Wiele też wskazuje, że przy wszystkich zasadniczych różnicach podobne postrzeganie może być udziałem mieszkańców Stanów Zjednoczonych zajmujących wprawdzie niemal dwukrotnie mniejszy obszar, ale również rozciągających się na ogromnych połaciach przestrzeni - widać to choćby w naznaczonej piętnem tymczasowości tamtejszej architekturze, ''kiczowatej'' i ''tandetnej'' wedle europejskiego gustu, mocno przy tym eklektycznej będącej wypadkową najróżniejszych stylów nacji zamieszkałych tam od wieków, endemicznych jak i pochodnych kolonializmu hiszpańskiego czy francuskiego oraz przywiezionych na kontynent przez emigrantów świeższej daty z Europy, znacznej liczbie ''ghost-town'', porzuconych przez mieszkańców ''miast-widm'' i przyzwyczajonej raczej do ''nomadycznego'' trybu życia ludności przemierzającej cały kraj za pracą, ogólnie w otwartym charakterze państwa ''in statu nascendi'', ogromnego eksperymentu politycznego i społecznego wciąż jak wiele na to wskazuje niezakończonego. Artur Międzyrzecki tak oto opisywał tę swoistą ''ahistoryczność'' Ameryki Płn. boleśnie ją przy tym jako Europejczyk doświadczając :

''w Polsce zbawia nas ekran historyczny […] i boleść i rozpacz jest obywatelska, wpisana w historię. Tutaj – nie. Ginie się bez odwołań do czegokolwiek – i nie patrzy współczujące oko dziejów. Wskutek czego czepiają się natury. […] Mój Boże, przecież to jest tampon naiwnych.''

- dodać należy, iż autor tych słów miał realne widoki na karierę dobrze znając język a nade wszystko stosunki panujące wśród elit opiniotwórczych USA, więc nie są to zabarwione resentymentem uwagi typowego ''polskiego nieudacznika'', jakąś prawdę stąd być może zawierają, rzecz do rozpatrzenia. W każdym razie sami Rosjanie doskonale zdają sobie sprawę z ''obrotowego'' charakteru swojej ojczyzny co najbardziej klarowny znany mi wyraz znalazło w dziele jednego z najwybitniejszych twórców post-sowieckiego postmodernizmu [ coś dużo tych post-ów:) ] Eryka Bułatowa genialnie wyrażającym prawdziwy obłęd ''postępu'', gdzie gigantyczne litery układające się w rosyjskie słowo ''вперёд'' czyli ''naprzód !'' tworzą okrąg... I tak oto maszerujemy wiecznie w rytm ''lewa ! lewa !'' kręcąc się w błędnym kole niczym jakiejś cholernej historycznej Samsarze łudzeni wciąż ''progresywnym'' mirażem, co zresztą nie odbiega od uniwersalnej kondycji współczesnego człowieka, lecz w Rosji widać to bardziej i dogłębniej, pewnie dlatego, że rozmach tamtejszych przestrzeni i panujące w nich surowe warunki wyostrzają percepcję zmuszając przy tym do zwiększonej czujności, pomylony krok tutaj kosztuje więcej i ma bardziej katastrofalne skutki niż pod niejedną, znaczniej szczęsną szerokością geograficzną.

poniedziałek, 31 grudnia 2018

Jak hartowała się d...

...na przykładzie pewnego scwelonego ubola i gwiazdy jutubka znanej jako ''Artur pedał'', który mógłby robić za wzorzec obleśnej cioty. Szczerze powiedziawszy opierałem się przed zajęciem tematyką bowiem zajeżdża mi od niej gówniarską zgrywą z której wyrosłem i przeruchanym, nie trzymającym już zwieraczy odbytem, jest wybitnie niesmaczna choć zależy dla kogo - Artur jest akurat smakoszem spermy co się zowie jak sam wszem głosi. Do zmiany podejścia przekonały mnie jednak pewne fakty na które zwrócił mi uwagę znajomy [ dzięki ! ] niemal równo rok temu, które pozwalają inaczej spojrzeć na to z pozoru głupawe zagadnienie, a więc skoro nie udało się wtedy poruszyć sprawy obecna karnawałowa atmosfera daje wyśmienitą okazję by nadrobić zaległości. Nie zaprzątając sobie głowy zbędnymi wstępami bo nie ma nad kim się rozwodzić przejdźmy od razu do rzeczy - na początek cytat z komentarza na pewnym forum naprowadzający na to kim tak naprawdę jest wzmiankowany zwyrol [ pis. oryg. ] :

''Dla bardziej wtajemniczonych. Dzwoniłem do tego Arturka, jak sie okazało jest to ten pedał z youtube, wystarczy wpisać na youtube "Artur pedał z jeleniej góry" i jest tam pełno jego rozmów. Tak na prawde nazywa sie on Marian Arasimowicz, ma lat 67-68, miał restauracje Galery w Jeleniej Górze.''


- faktycznie, MIAŁ restaurację a tak naprawdę bodaj czy nie pierwszy ''gej-club'' w Polsce :



- rzecz posiadałaby czysto anegdotyczny, durnawy wręcz jak mówię charakter i stąd nie warto by poświęcać jej czasu, gdyby nie pewna istotna jak sądzę informacja podana w komentarzu pod ostatnim zalinkowanym powyżej tekstem, która zwróciła mą uwagę :

''w programie "Rozrywki i sensacje ZOOM" pokazywano w reportażu jego lokal "Zajazd Galery". Jeden z pierwszych lokali dla gejów w Polsce otwarty w 1982 r. Mówił, że homoseksualista to nie zwyrodnialec ani przestępca, tylko normalny zwykły człowiek: pracuje, stoi w kolejce po zakupy, sprząta itd. Ukazał się duży artykuł z jego zdjęciem "Chłop z chłopem" w Wieczorze Wrocławia-2001 r. [...]  Znał wiele pięknych historii z czasów PRL-u, zabrał je ze sobą.''

- no nie do końca tak całkiem przepadły te wszystkie ''piękne historie'' zapamiętane przez dziadka pedała o czym wystarczy przekonać się wklepując w wyszukiwarkę ''Marian Arasimowicz'' by dowiedzieć się co zeń za patol, i teraz dopiero robi się naprawdę ciekawie... :


...jeśli to ten sam człowiek, a wszystko wskazuje na to, iż owszem [ wiek i miejsce z grubsza pasują ] nasz Arturek okazał się esbeckim kapusiem o pseudonimie ''Bell'' czyli ''dzwon'' - znając jego upodobania najprawdopodobniej jest to aluzja do żołędzia penisa, ewentualnie męska, ''genderowa'' wersja ''Belli'', rzeczywiście odpowiednia dla cioty. Zrekapitulujmy więc fakty na które bodaj nikt poza nami w sieci nie zwrócił uwagi : współpracownik SB otwiera jawnie niemal pedalski klub w epicentrum stanu wojennego i to gdzie - czerwonej jak zryta dupa starego cwela Jeleniej Górze ! Toż to najbardziej chyba skomuszałe miejsce na i tak przeżartym do dziś bolszewią Dolnym Śląsku, skąd min. kosmiczną karierę w końcówce PRL zrobił tow. Ciosek, ewidentnie człowiek ''razwiedki'' ustalający w Magdalence i przy ''okrągłym stole'' warunki miękkiego lądowania dla partyjnych towarzyszy i agentów w ''nowej rzeczywistości'' za co mocodawca nagrodził go lukratywnym i długoletnim ambasadorowaniem aż do II-ej poł. lat 90-ych w Moskwie. No proszę, a tu nieopodal sowieckich koszar w Legnicy w samym środku jaruzelskiej beznadziejnej chujni kwitnie ''wolna miłość'' i wykuwają się zręby ruchu LGTB jeszcze w PRL ! - wskazywałoby to, że już wtedy podobnie jak to było z opisanymi przeze mnie TK i ''niezależną'' adwokaturą oraz sędziami kładziono podwaliny przyszłych porządków III RP testując rozwiązania także w dziedzinie obyczajów jak widać. Komuś to było potrzebne... a jakie miejsce lepiej nadawałoby się na ich wypróbowanie niż takie ''czerwone laboratorium'' jak Jelenia Góra ? [ gdy zaś pedalstwo ślicznie rozkwitło nad Wisłą można było zwinąć niepotrzebną już na obecnym etapie ''rewolucji seksualnej'' tancbudę Arturka wraz z nim samym, zapoznanym weteranem ''tęczyzmu'', dziś tylko zabiedzonym starym cwelem ]. Więcej na temat tego zadupia dosłownie stanowiącego iście ''spec-jalną strefę ekonomiczną'' :

''Złotego pociągu też nie znajdziemy w Okolicach Jeleniej Góry. To nie Wałbrzych. Tutaj wszystko wywieziono po wejściu do UE. Pod pozorem wydobywania złota, uranu i ratowania nietoperzy. Komu się to opłacało? Dwóm firmom z Australii (ciekawe są bawarskie persony ich prezesów) i ornitologom Angeli Merkel, która na sprawach ochrony środowiska i bezpieczeństwa reaktorów atomowych zna się najlepiej w historii wszystkich dotychczasowych kanclerzy (było się ministrem zielonych i atomowych).

2. Bo to czerwona dolina

Ze stwierdzeniem "czerwona dolina" jest jak z "polskimi obozami...". Jest wymierzone w; "Bogu Ducha winnych", mieszkańców miasta. Stwierdzenie powstało na początku lat 80 kiedy przez Polskę przelewały się fale strajków, a w Jeleniej Górze strajkowała tylko Akademia Ekonomiczna z dość marnym przełożeniem na ekonomię socjalistyczną ponieważ uczono tam "bzdurnej ekonomii światowej". Uznano nas za łamistrajków nie wiedząc, że wokół Jeleniej Góry ciężej było organizować działalność opozycyjną niż gdziekolwiek w kraju. Porównywalnym regionem pod kątem marnego przemysłu, nagromadzenia służb specjalnych i mordowania żołnierzy AK na masową skalę, są tylko Mazury gdzie willa Jaruzelskiego i Kiszczaka nie blokuje rozwoju turystyki.

Na podstawie samych tytułów teczek, które przetrwały we wrocławskim IPN (na temat byłego województwa jeleniogórskiego) widać jak sprawnie manipulowano życiem w najmniejszych zakładach pracy. Tu nie ma mowy o inwigilacji, lecz o infiltracji. Do tego dochodzą relacje krewnych o brutalności jeleniogórskiej SB. To już nie są plotki tylko smutne oskarżenia biednych rodzin. Ludzie tracili tutaj życie za przewinienia które zagrożone były spałowaniem, lub krótkim aresztem.

Jelenia Góra rzeczywiście była czerwona ale tylko w resortach siłowych, (tradycją sięgających rozmnożonych katowni jeleniogórskich z lat powojennych). We władzach partyjnych, miejskich i wojewódzkich była zawsze postępowa. Np. Grupa Cioska, która:
- Nie wykonywała dyrektyw KC jako jedyne województwo w Polsce. - Wg. dumnych słów samego Cioska wypowiedzianych w pałacu prezydenckim, (za czasów Kwaśniewskiego) w kierunku jeleniogórskiego laureata (dostał medal za wkład naukowy).
- Naprawdę? - Zapytał zdziwiony naukowiec.
- Tak. Tworzyliśmy tam enklawę. - Dodał Ciosek.

Przypomnę tylko że dumna enklawa Cioska pozwoliła utrzymywać w Jeleniej Górze fabrykę celulozy, która doprowadziła do katastrofy ekologicznej, której skutki dopiero dzisiaj przestają być zauważalne. Kiedy Rakowski (jako ostatni komunistyczny premier) likwidował największego truciciela w całej Europie, (nie licząc fabryki w Rumuni), Ciosek organizował ogólnopolskie porozumienie z Episkopatem i Solidarnością jako kumpel Kiszczaka. Rozciągając ten wątek musielibyśmy przejść do innej odpowiedzi na temat braku turystyki.

3. Jelenia Góra nie ma szczęścia do władz

Trudno się nie zgodzić, z tą najpowszechniejszą opinią, obserwując sam wygląd jeleniogórskich włodarzy. PZPN ze swoimi leśnymi dziadkami przy naszych samorządowcach to naprawdę światowa klasa. Ale nie poznasz ptaszka po piórkach. Nasze leśne dziadki są bardziej udolne niż wszystkie ekipy które się przewaliły przez dwa ustroje w powojennej Polsce. Po pierwsze: utrzymują władzę bez przerw. Po drugie: wykorzystują świetnie fundusze unijne.''


''Od 1 czerwca 1975 do 26 listopada 1980 był I sekretarzem Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Jeleniej Górze, pełniąc jednocześnie funkcję przewodniczącego tamtejszej Wojewódzkiej Rady Narodowej.''


- a przecież początek lat 80-ych to także czas tworzenia zrębów gospodarki ''wolnorynkowej'' miedzy Odrą a Bugiem, prawdziwego rozkwitu tzw. spółek polonijnych z udziałem kapitału radzieckiego, przełomowa pod tym względem była ustawa z 6 lipca 1982 r. - znowu ta data, o roku ów ! - przyznająca im istotne koncesje formalnie komunistycznych jeszcze władz, uchwalona przez fasadowy Sejm pod urzędową tytulaturą : ''o zasadach prowadzenia na terytorium Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej działalności gospodarczej w zakresie drobnej wytwórczości przez zagraniczne osoby prawne i fizyczne'' [ to dlatego JKM wraz z resztą domorosłych polskich misesologów broni Jaruzela bardziej niż niepodległości - dość rzec, iż oficerem prowadzącym jednego z przyszłych ''wizjonerów biznesu'' Rudolfa Skowrońskiego znanego z afery ''talibów w Klewkach'' był Vincent Severski o którym nieco więcej skrobnąłem przy okazji sokałowej LiSB.tv ]. I tak oto jasnym staje się, że geneza przemian ustrojowych i ekonomicznych a nawet obyczajowych III RP sięga stanu wojennego, nie dopiero zaś rozmów w Magdalence i przy ''okrągłym stole'' jak zwykle się dotąd utrzymuje, to tam już tkwią korzenie przyszłych fortun ubeckich kapitalistów jak i ''wolnych sądów'' wraz z ich ''obroną konstytucyjnych porządków'', wiele też na to wskazuje, iż także programowej demoralizacji, przecwelenia narodu, czy raczej tego co zeń POzostało... bo inaczej jakim cudem można było otworzyć pedalską mordownię, istny ''tęczowy młyn'' dupska, w sowieckiej enklawie na polskiej ziemi w sąsiedztwie bazy wojsk ZSRR i to jeszcze podczas apogeum reżimowego zamordyzmu wojny polsko-jaruzelskiej ? To już nawet nie tyle zbiór zbioru co prawdziwy tajfun ''przypadków'', prawdopodobieństwo równe temu, że siostry Godlewskie nauczą się śpiewać albo ostały się dziewicami [ zresztą są tak pozszywane, iż może być, że przy okazji rzutem na taśmę wykonano im po recyklingu kapska, ale nawet gdyby byłoby to niepokalanie wtórne, z odzysku właśnie, więc się nie liczy ]. Jeśli ktoś nie chce poprzestać na tej niezamierzenie smutnej, lecz narzucającej się wręcz konstatacji być może poprawi sobie humor odsłuchaniem obleśnych elukubracji by nie rzec wprost oralnych wytrysków Artura pedała z Jeleniej Góry, co do mnie nie zamierzam zafajdać sobie nimi bloga, ale jeśli tylko taka wola cóż prostszego samemu wpisać powyższe dane w tubową wyszukiwarkę, uprzedzam jedynie by nie robić tego z pełnym żołądkiem bo może się przy tym wywrócić na lewą stronę, chyba że sami jesteście koneserami męskiego nasienia jak ten ubek z zoranym tyłkiem, wedle gustu. Cóż, jak to ujął pewien znajomy znajomej pytany przez nią czy aby nie obawia się on podłapać jakieś ciężkie paskudztwo skoro obciąga na potęgę obcym zupełnie facetom po darkroomach - ''e nie, bo ja wypluwam a nie połykam''.


sobota, 22 grudnia 2018

Wesołej Chanuki !

Parę tygodni temu przetoczyła się przez prawicowe internety fala oburzenia z racji faktycznie skandalicznego świętowania w polskim parlamencie żydowskiego święta jakbyśmy już żyli w jakowejś ''judeopolonii'' [ zapewne nasi decydenci wzięli tu przykład z włodarza Kremla regularnie składającego życzenia postsowieckim jewriejom z okazji Chanuki, trzeba zresztą przyznać, że warszawskie obchody tego święta prezentują się nader skromnie na tle moskiewskich odbywających się z iście bizantyjską pompą ], niestety jak zwykle wśród narodowców, którym jedyne chyba co dobrze wychodzi to maszerowanie, podobnie zresztą jak ich adwersarzom z [anty]polskiej lewicy tylko z innych okazji, wszystko poprzestało na kompletnie jałowym shitstormie. Nie chcąc więc dołączać do tych politycznych stulejarzy postanowiłem odreagować humorem orząc przeciwnika jego własną bronią jak należy, stąd popełniłem w duchu ''multikulti'' i wszechobejmującego aż do urzygu ''tolerancjonizmu'' niniejszy apel do marszałka, kancelarii Sejmu i komisji ds. mniejszości na który oczywiście do dziś nie doczekałem się odpowiedzi, niemniej lepsze to niż niepotrzebne żołądkowanie się co może prowadzić jedynie do wrzodów :

''W związku z uroczystymi obchodami żydowskiego święta w Sejmie, mimo iż w ostatnim spisie powszechnym zaledwie bodaj 4000 obywateli polskich zadeklarowało jako swoje wyznanie judaizm, oczekuję dowartościowania równie huczną celebrą innych mniejszości religijnych i etnicznych zamieszkujących nasz kraj, bywa że bardziej licznych, a więc chciałbym dowiedzieć się od Państwa kiedy uczcicie w polskim parlamencie muzułmanów nadając oficjalną rangę obchodom Kurban Bajram [ aczkolwiek mogłoby to podpadać pod przepisy o uboju rytualnym, rzecz do rozważenia ], hinduistów ich Diwali, buddystów świętem Wesak na cześć Gautamy, Chińczyków celebrowaniem ich Nowego Roku małpy, świni czy szczura [ co prawda trudno tu chyba mówić o aspekcie stricte religijnym, ale na pewno mieści się w duchu ''multikulti'', problem tylko w tym, iż gdyby pokryło się co nie daj z muzułmańskim czy żydowskim świętem groziłby nam co najmniej dyplomatyczny skandal ], o innych niż katolicka denominacjach chrześcijańskich już nie wspominając, czy takich, które nawet trudno zaklasyfikować pokroju jehowitów czy mormonów. Skoro zaś tak wiele uwagi poświęcamy egzotycznym dla nas kultom nie sposób też pominąć rodzimowierców - Jare Gody w Sejmie byłyby sądzę znakomitym pomysłem, zadrużanie nie musieliby się już przez to chować z płonącymi swastami po lasach nocą, mogliby je uroczyście zapalić w obecności Pana Marszałka czy innych państwowych dostojników, jakże by nas to wszystko ślicznie ''ubogaciło kulturowo'' tworząc zaiste przecudną harmonię : na zimę zapalalibyśmy chanukowe świece a z nadejściem wiosny prasłowiańską swastykę [ święty symbol także buddystów i hinduistów ]. Co prawda ateiści i deiści mogliby poczuć się tutaj wykluczeni, ale i tych można przecież uczcić świętem Rozumu, kultem Najwyższej Istoty czy Wielkiego Architekta, wedle uznania. W każdym razie na skandaliczną dyskryminację zakrawa dowartościowywanie kosztem wyżej pomienionych mniejszości akurat tej jednej, żydowskiej, jest to kompletnie niezrozumiałe bo nie mieści mi się w głowie aby na pocz. XXI w. szczególnie w tak doświadczonym przez historię zbrodniczymi totalitaryzmami kraju jak Polska jego władze hołdowały rasistowskiemu obłędowi rzekomego ''narodu wybranego'', nie może to być, czyż nie - ?! W obliczu tak kwitnącej przyjaźni polsko-izraelskiej należy również oczekiwać wzajemności ze strony Tel Awiwu, wdzięcznym więc byłbym za informacje czy aby Kneset urządza np. spotkania opłatkowe z udziałem tamtejszych polityków, obchody Bożego Narodzenia, albo chociaż uroczyste zapalanie lampek na choince, bo nic mi o tym nie wiadomo. Cóż, pozostaje więc tylko na koniec w imię szlachetnej idei ''multikulti'' zacytować klasyka : ''niech rozkwita sto kwiatów ! niech rywalizuje sto szkół !''

Z Poważaniem'' itd.

...z mojej strony zaś mogę jedynie życzyć mniej szczęsnym ''gojom'' Zdrowych, Spokojnych Świąt BOŻEGO NARODZENIA, a nie żadnej tam ''grudniowej celebry'' jak wedle nowej ''świeckiej tradycji'' chcieliby ateiści w pierwszym pokoleniu z Wilanowa. Na koniec zamiast zwyczajowej już na tym blogu czarnej... ''Mikołajki'' tym razem coś mimowolnie zabawnego jak sądzę, nie powinno mi być to poczytane za bluźnierstwo bowiem tekst typowej feminazistki o którym tu mowa przedstawiający Jezusa jako ''dziecko gwałtu'' może wzbudzać jedynie śmiech i wzgardę kumatych osób, babsztyl bredząc jakoby Maryja była ofiarą ''patriarchalnej opresji'' żyjącą w ''męskim świecie'', zgwałconą przez męża, rzymskiego żołnierza lub inszego ''sex-drapieżcę'', który w biblijnej narracji spisanej a jakże przez mężczyzn został przedstawiony jako Bóg, powtarza tylko w politpoprawnej wersji standardowe żydowskie kalumnie wymierzone w Chrystusa i Jego Matkę Zawsze Dziewicę zaczerpnięte z ohydnego paszkwilu ''Toledot Jeszu'' za które o ile mi wiadomo żaden autorytet judaizmu do dziś nie przeprosił chrześcijan. Tak więc :

''The Christian war on women, sexual and gender minorities, democracy, and the planet makes perfect sense when we understand the true meaning of Christmas in the Trump era.''

https://medium.com/@artscisarah/jesus-was-a-rape-baby-98e652f2d8f8

ps. ...a jednak doszedłem do wniosku, iż Święta nie mogą obyć się bez afro-baby, brak im wówczas pełni w całym tego słowa znaczeniu, no i potrzeba jakiejś pozytywnej kontry do przytoczonej wyżej białej lewackiej pindy, tym razem więc dość niewinnie jak na standardy tego bloga - oto chędoga wielce czarna gospodyni o DUŻYM sercu i jej przepis odpowiedni może nie na Wigilię, ale samo Boże Narodzenie czemuż by nie :



- wprost oczu oderwać nie mogę, I'm speechless... Słusznie ktoś to ujął w internetach, iż ''real woman are rubenesque'', należy jednak dodać, że pani jest także utalentowaną wokalistką kenijskiego tria ''Elani'', stąd całkiem już w klimacie klasyczna kolęda w ich wykonaniu pełną piersią dosłownie :



wtorek, 9 października 2018

Lekarz gazujący.

Niniejszym pragnę podziękować sprzedajnemu farmazonowi Smarzowskiemu, że pomógł mi poniekąd podjąć ważną jak sądzę życiową decyzję : od dłuższego czasu dojrzewałem by zostać niewierzącym praktykującym i oto w zeszłą niedzielę byłem na pierwszej niedzielnej mszy od wielu, wielu lat dzięki jego wszawemu dziełku sprokurowanemu według najlepszych goebbelsowsko-ubeckich wzorców [ nie odnoszę się do zawartości tego badziewu bo nie oglądałem ani zamierzam kiedykolwiek tego sobie robić, a jedynie samego przesłania opierając się w tym na jak najbardziej pochlebnych recenzjach i wypowiedziach twórcy ] wraz z towarzyszącą mu kampanią bezprzykładnej nienawiści, agresji na tle antyreligijnym o jakiej media w tym ''nasze'' jakoś nie trąbią, no chyba iż akurat zaatakowana zostanie także synagoga [ ale o tym, że ten sam psychol czy zapewne zwykły prowok wcześniej próbował zniszczyć kościół to już cicho sza ]. Nie jestem w tym zresztą odosobniony, ot jeden znajomy zaczął uczęszczać na msze w dość późnym wieku, gdy wściekł się przeczytawszy, iż obecnie w Europie jest więcej praktykujących muzułmanów niż chrześcijan, z kolei inna znajoma całkiem niedawno oznajmiła mi, że postanowiła ochrzcić kilkuletnie już dziecko etc., znaczy coś jest na rzeczy - zwyczajnie my Polacy, przynajmniej ta trzeźwiejsza część narodu, nie lubimy jak ktoś nam ordynarnie próbuje wciskać coś na siłę, wówczas budzi się w nas zdrowy instynkt samoobrony [ aczkolwiek obraz ten psuje przyznaję świadomość, że do kościoła chadza też regularnie naprawdę ''gorszy sort'' popierający PO a nawet SLD czy PSL, to fakt ]. Czas by się określić jakoś moi drodzy bo powolutku robi się u nas jak w Hiszpanii lat 30-ych a nie można siedzieć okrakiem na barykadzie, nie sposób też dyskutować z kimś kto wyznaje zasadę jaką pięknie ujął przewodniczący Mao, a trzeba przyznać miał dar do tego typu klarownych formuł : ''wy macie rację - ale my mamy karabiny'', na razie póki co ''gorszy sort'' ogranicza się do terroru mentalnego i kulturowego ale wiadomo, że od słów do czynów tylko krok i czekać tylko jak banda podjudzonych opętańców popełni mord rytualny na pierwszym księdzu jaki się nawinie, już teraz zresztą mamy do czynienia z regularnym demolowaniem kościołów i cmentarzy, o prawdziwej fali obrzydliwych memów z JP II nie wspominając [ skądinąd trzeba być naprawdę wyjątkowym kurwiem by szydzić ze starego, schorowanego człowieka cokolwiek o nim sądzimy, takowym śmieszkom życzę więc powolnej agonii na stwardnienie rozsiane i to w młodym wieku ]. Dlatego z góry zapowiadam, że jakby przyszło co do czego ponieważ nie jestem nie tylko katolikiem ale nawet chrześcijaninem [ o ile można nim nie być rodząc się i żyjąc w tak przenikniętej nadal ''łacińską wiarą'' kulturze jak polska, bo zdaję sobie sprawę z własnego uwarunkowania ] nie będę za was się modlił ani tym bardziej nadstawiał drugiego policzka, może nie zaraz przejdę do strzelania gdyż średnio raczej do tego się nadaję, natomiast z przyjemnością zostanę np. przewodniczącym trybunału kontrrewolucyjnego, takim ''bratem Michnika'' a rebours posyłającym pod ścianę masowo czerwoną hołotę wszelakich odcieni i asystującym osobiście przy wykonywaniu na niej słusznych, sprawiedliwych wyroków. Jestem przekonany iż nadchodzi czas by przywrócić pierwotny sens arcyrepublikańskiej i wolnościowej w istocie instytucji dyktatury jakże często mylonej dziś z jej zwyrodniałymi formami w postaci cezaryzmu i bonapartyzmu typu putinizm, erdoganizm itp. o totalitarnym komunizmie czy führerprinzip już nie wspominając, a potrzeba nowej Berezy, gdzie na równi będzie się pakować rodzimowierczych nazioli z neokomunistami i islamistami staje się wręcz paląca. I nie idzie tu o faktycznie zalatujące gówniażerią ślepe uwielbienie dla ''mocnych ludzi'', infantylne wyczekiwanie na kolejnego zbawcę na białym koniku czy tam kasztance, o chorej fascynacji przemocą już nie wspominając - to jak z Ortegą y Gassetem, żadnym tam hiszpańskim nacjonałem czy tym bardziej faszystą a zawołanym liberałem, który wpierw popierał republikę, ale przerażony wyczynami anarchokomunistycznego motłochu gwałcącego zakonnice, linczującego księży wprost na ulicach i profanującego ordynarnie zabytkowe świątynie w końcu stanął po stronie Franco bo dotarło doń, iż z rozbestwioną hołotą można dywagować kulturalnie jedynie za pomocą ołowiu i konopnego sznura, zresztą pal licho to bezmyślne bydło, najgorsza jest judząca je do zbrodniczych czynów i dopisująca dla nich intelektualne ''uzasadnienie'' uniwersytecka patostreamerka i jej sponsorzy, sztuką tych posłać na szafot - ach, rozmarzyłem się...

Przy tym jest mi o tyle łatwiej, że nie jestem skrępowany jako zdeklarowany niedowiarek jakimikolwiek doktrynalnymi więzami, stąd otwarcie mogę określić obecnego antypapieża mianem niewydarzonego pajaca, prawdopodobnie to też jakiś farmazon czego fartuszkowi ''bracia'' i ''siostry'' z lokalnej resortowej [ jak na Ubeków przystało ] loży rytu mieszanego niewstrząśniętego nawet specjalnie nie ukrywają - patrz komentarz pod wymownym zdjęciem : ''Papuszka [ sic!] robi swoje'' - cóż, już św. Augustyn pisał, że granica między ''Państwem Bożym'' a ''civitas diaboli'' przebiega w poprzek Kościoła a więc ''nihil novi...'' Nie mam też najmniejszego problemu z nazywaniem po imieniu prawdziwych degeneratów i ubeków w sutannach, zresztą wnioskując z entuzjastycznych podkreślam jeszcze raz recenzji filmu Smarzowskiemu niechcący zupełnie wyszedł obraz o potrzebie gruntownej lustracji w Kościele Katolickim bo ukazał resortowych cweli a nie duchownych, jakoweś ''Psy 3'', agenturę oddelegowaną na ''odcinek religijny'' na wzór ''żywej Cerkwi'' : w Rosji powszechnie wiadomo, że cała tamtejsza wyższa hierarchia prawosławna to kapusie bezpieki a sam patriarcha ma belki i jest mafiozą przemycającym hurtowo papierosy itp. - u nas może nie jest aż tak źle pod tym względem, ale nie oszukujmy się, sporo tego barachła także i tu się najdzie. Dlatego trzeba o tym mówić, tymczasem kościelna lustracja za rządów PiS stała się tematem tabu, co ciekawe także dla palikmiotów a przecież tyle tu smakowitych, kompromitujących ''czarnych'' historii - wystarczy sięgnąć choćby do donosów o. Efrema Osiadłego, ''honorowego obywatela'' świętokrzyskich Pionek - znamienne iż został nim, gdy już wyszła na jaw jego przeszłość jako kapusia : a to jeden zakonnik ma babę na boku, standard, drugi tak narzucał się z amorami innemu, że ten musiał mu wybić ząb by się od...czepił, wreszcie kolejny przyjmuje u siebie regularnie na noc ''pana Waldka'' i to gdzie - w jasnogórskim klasztorze ! W sumie jednak nie dziwi milczenie z tej akurat strony bo resortowe cwele narobiłyby sobie na łeb a wśród zdegenerowanej gówniażerii antykomunizm nie jest w modzie, jeśli już wręcz przeciwnie - jedni i drudzy musieliby przy okazji przyznać poniekąd, że system słusznie miniony za którym tak tęsknią za fasadą napuszonej humanistycznej retoryki promował w rzeczywistości najgorszą ludzką kanalię żerując na tym co w każdym z nas podłe, plugawe, jakże naturalne. Tak czy siak to szambo w końcu wybije stąd już dziś należy orać i to do spodu zamiast po staremu zamiatać brudy pod dywan bo od tego problem nie zniknie, wręcz przeciwnie, insza inszość, że nieliczni kościelni lustratorzy też na tym tle wyglądają raczej nieciekawie, zwłaszcza ks. Isakowicz-Zaleski, który poprzednie ''dzieło'' pana reżysera czyli ''Wołyń'' bardzo sobie chwalił, podobnie zresztą jak wielu narodowców - k..., czy naprawdę jesteście tak tępi by nie dostrzegać, że cokolwiek wysra ''Agora'' musi być antypolskie w istocie ? Michnikowi też wszystko wybaczycie jeśli jutro dokona patriotycznego ''coming-outu'' ?! Przecież zdarzyło mu się już wychwalać Dmowskiego za ''realizm'' w stosunku do Rosji, wprawdzie tylko w ruskiej gazecie ale jednak:).

No dobrze, ktoś może zapytać, skoro jestem świadomy wielu patologii trawiących kościelną hierarchię i to wydawałoby się immanentnie wręcz [ ''Księga Gomory'', dziełko autorstwa świętego Kościoła katolickiego Piotra Damianiego piętnujące plagę sodomii i innych zboczeń szerzącą się wśród kleru i w klasztorach powstało już poł. XI stulecia ! ] czemu w takim razie staję w jej obronie, czyż nie ma racji ''etyczka'' Środa wypominająca pedofilię tej ''żerującej na społeczeństwie'' wedle niej ''cholernie bogatej, aroganckiej i pozostającej poza jakąkolwiek kontrolą ekonomiczną, obyczajową i moralną'' instytucji ? [ skądinąd można by zapytać kto miałby w takim razie sprawować nad nią ''kontrolę'' bo jeśli oszołomy jej pokroju to strach się bać ]. Po pierwsze niech Środzina nim zacznie wyrzucać sąsiadom, że mają zasr... obejście sama posprząta na własnym podwórku bo tak się składa iż stoi po kolana w g... - łże jak bura suka przecząc bezczelnie jakoby feminizm ''nie miał cokolwiek wspólnego z pedofilią'', owszem, co trafnie wypunktował lewicowy jak najbardziej dziennikarz Jerzy Szygiel, jeszcze pod koniec lat 70-ych zaangażowane ''siostry'' na czele z głupią k... Simone de Beauvoir podpisywały apele nawołujące do legalizacji seksu z dziećmi a sekundował im w tym kwiat francuskiej ch...manistyki za przeproszeniem z takimi dętymi tuzami jak Barthes, Deleuze, Sartre czy lewacki pederasta Foucault, któremu poświęciłem niedawno wpis. Zanim z pedofilii uczyniono wygodny młot na katolicyzm postulaty depenalizacji ''międzypokoleniowej intymności'' cieszyły się na radykalnej lewicy dużym wzięciem jako poniekąd logiczne dopełnienie ''rewolucji obyczajowej'', naprawdę Cohn-Bendit łaskawie pozwalający ''zabawiać się'' własnymi genitaliami dzieciom w hipisowskim przedszkolu nie był wówczas jakimś kuriozalnym wyjątkiem, niech więc neokomuniści wpierw posypią głowy popiołem i zadośćuczynią ofiarom chuci zboczeńców za co ponoszą moralną co najmniej współodpowiedzialność a dopiero wtedy zyskają prawo do urządzania wrzaskliwych demonstracji pod kościołami jak to właśnie hipokryci czynią. Można też przypomnieć, że inne wyznania jak judaizm czy islam mają pod tym względem o wiele większy problem i trudno się dziwić, przecież podczas obrzędu chrztu ksiądz dotyka ledwie główki dziecka a nie muszę chyba mówić z jakim organem obcuje rabin czy mułła w trakcie obrzezania co stanowi wręcz wymarzoną fuchę dla pedofila, słusznie więc Islandia postanowiła zakazać tej barbarzyńskiej praktyki za co spadły na nią gromy jako rzekomy przejaw ''antysemityzmu'' - bzdura, wystarczy przywołać żydowską organizację ''Survivors for Justice'' tropiącą zboczonych cadyków czy rabina Nuchema Rosenberga na którego mafijny kahał rzucił klątwę za jego niezłomną walkę z patologią wśród wyznawców chasydyzmu, przytaczane przez nich dane dotyczące seksualnej przemocy w środowiskach żydowskich ortodoksów są zatrważające przekraczając daleko jej zakres w katolicyzmie a większość przestępców pozostaje bezkarna znajdując często schronienie w Izraelu czy innych siedzibach diaspory. Hollywood pełne jest pedofilów i wszelakich innych patoli a niemal nikt poza paroma oszołomskimi pastorami nie nawołuje by rozpędzić to całe zdegenerowane towarzycho w cholerę, a szkoda bo przydałoby się, grupą zawodową przodującą zdecydowanie w statystykach skazanych za molestowanie dzieci są nauczyciele szczególnie w-f a nie słyszałem jakoś by nawet anarchiści wyciągali stąd wniosek, iż należy zlikwidować państwowy system edukacji i podnosili to głośno w debacie publicznej itd. itd. argumentować można by długo ale właściwie po co skoro nie w tym rzecz - prawda wygląda tak, że gdyby Kościół Katolicki okazał się ''cacy'' dla globalistycznej mafii czyli oficjalnie uznał, iż aborcja, eutanazja i pedalskie ''małżeństwa'' są OK idę o zakład, że całe to medialne trąbienie o jego faktycznych i wydumanych grzechach poszłoby w niepamięć jak ręką odjął, co najwyżej pogrożono by od niechcenia hierarchom palcem, gdyby zanadto już przeginali i tyle.

Dlatego właśnie stoję po stronie KK przy całym moim sceptycyzmie, bo jawi się on wciąż jako główna zapora przed narastającą falą barbarzyństwa powracającego perfidnie pod osłoną ''[po]nowoczesności'', czegoś co zapoznany myśliciel Eric Voegelin nazywał uczenie ''immanentyzacją Eschatonu'' a co ludzkim językiem można określić za jednym znajomym jako ''generalną cofkę cywilizacyjną na pełnej kurwie'', mam tu na myśli nade wszystko globalny już proces zamiany człowieka w jakowegoś żywego robota, surowiec do obróbki biotechnologicznej czego objawy obserwujemy choćby w powszechnej wulgaryzacji obyczajów, schematyzacji zachowań, redukcji osobowości do najbardziej elementarnych odruchów, manii tatuowania się i coraz wymyślniejszych modyfikacjach cielesności na które pozwala współczesna technika itd. nie wspominając o renesansie okultyzmu, ezoterycznych stowarzyszeń z masonerią na czele czy popularności neognozy której przykładem ostro lansowane u nas tzw. ''rodzimowierstwo'', długo by wyliczać. Kryzys chrześcijaństwa i odchodzenie odeń wyznawców, które możemy obserwować także w Polsce nie oznacza bynajmniej przyrostu świadomości i indywidualnej swobody jak roją to sobie ''wolnomyśliciele'', faktycznie szybkie i sprawne kojarzenie faktów nie jest ich mocną stroną oględnie zowiąc skoro w swej tępocie nie dostrzegają, iż na to miejsce wkracza zwykle ordynarny zabobon - nie tak dawno ktoś pięknie zgasił bałwanów z lewackiego portalu ''strajk'' entuzjazmujących się informacją, że 3/4 młodych Islandczyków nie wierzy w Boga przytaczając w komentarzu odpowiednie dane, iż wedle tych samych badań mniej więcej tyle samo z nich pokłada wiarę w istnienie elfów... Podobnie co się tyczy Czech, obiektu westchnień oświeconych kołtunów pokroju Smarzowskiego : ''och, co za kraj, 90% ateistów ! w zapyziałej Polsce powinno być tak samo'' - problem w tym, iż przy bliższym zbadaniu okazuje się, że co najmniej 2/3 z tych rzekomych ''ateuszy'' wierzy za to w horoskopy, wpływ gwiazd na życie ludzi, magiczne piramidki zbierające jakoby energię z kosmosu, amulety chroniące przed złym urokiem itp. bzdury [ nie ma więc co się dziwić, że wyznawca gnostyckiego ścieku jakim jest kult Thelemy i kumpel od kielicha pana reżysera czyli Nergej stanowi przykład syndromu ''czechozy'' w klinicznej postaci ]. Rzekomy proces ''laicyzacji'' z jakim niewątpliwie mamy do czynienia i u nas także owocuje popularnością szarlatanów głoszących iż można żyć bez jedzenia żywiąc się jedynie energią słoneczną, wiedźm zdejmujących za opłatą sakramenty rzekomo blokujące czakramy i rozwój indywidualny czy ''pieczęć Kościoła'' w postaci chrztu, niebezpiecznych psychopatów takich jak niejaki Popko skromnie przyznający sobie, póki co, miejsce tuż za Chrystusem w skali posiadanej ''mocy'' i urządzającego jak na urągowisko w świętym mieście Częstochowie wypaśne kursy wahadełkowania za które liczni frajerzy gotowi są bulić ciężką kasę, wreszcie cierpiących na manię wielkości sekciarzy pokroju pastora Chujeckiego itp. - pomijam w tym zestawie mojego ''ulubieńca'' czyli samozwańczego imperatora wszechgalaktycznej Lechii Sanjayę-Jaraszka, szamana z resortowej rodziny utrzymującego, że ''Jezus to fikcja'' i demaskującego wszystkich poza nim samym w środowisku ezoterycznych oszołomów jako agentów ''ciemnej strony mocy'' bo gość jest tak zabawnie pokręcony, że trudno traktować go jako groźną postać choć i nie można całkiem lekceważyć sączonego przezeń ludziom do łbów syfu. Znamienne skądinąd są te ciągoty ubeckich cweli do okultyzmu, ot choćby ''polski Alex Jones'' czyli Zagórski z NTV był w latach 80-ych wojskowym politrukiem i animatorem na wrocławskiej uczelni niby-opozycyjnych organizacji w typie idiotycznego ''stowarzyszenia chińskich ręczników'' Owsiaka mających odwieść młodzież od realnie antysystemowego buntu, później zaczął specjalizować się jako dziennikarz w tematyce UFO min. na antenie pełnego WSIoków TVN i lansuje na swym tubowym kanale jakichś PRL-owskich trepów serio utrzymujących, że przeżyli ''kontakty III-go stopnia'' z kosmitami [ skądinąd cóż to za temat dla scenarzystów : komunizm jako inwazja ''czerwonych'' z kosmosu, Lenin łypiący gadzią źrenicą, walka między trockistami a stalinistami czyli starcie Reptilów z Plejadianami, mag Hitler szalejący z laserowym mieczem, Waffen SS ukazane w postaci ezoterycznego zakonu mrocznych rycerzy Jedi - pełne pole do popisu dla najdzikszych wyczynów nieokiełznanej fantazji, aż dziw, że jeszcze nikt bodaj z tak wyśmienitej okazji nie skorzystał ]. Dzieje się tak, ponieważ resortowi spece od ''cybernetyki społecznej'' i ''zarządzania refleksyjnego'' doskonale zdają sobie sprawę, iż natura zwłaszcza duchowa nie znosi próżni a sam proces rzekomej ''laicyzacji'' jest w istocie mitem - sekularyzacja tak naprawdę polegała na przejęciu roli Kościoła wraz z jego majątkiem przez państwo oraz zamianie duchownych w zwykłych funkcjonariuszy, biurokratów działających na polecenie władz. Nie wierzę w możliwość życia bez jakiejkolwiek religii tak w wymiarze jednostkowym a tym bardziej zbiorowym, ''świecka władza'' to oksymoron, sprzeczność sama w sobie, każda nie wiem nawet jak ''demokratyczna'' dąży do sakralizacji a im bardziej trąbi o swej ''laickości'' tym usilniej ustanawia własne urzędowe rytuały i kult w postaci ''prawoczłowieczyzmu'' czy omawianego w tym miejscu szeroko ''zrównoważonego rozwoju'' wraz ze ściśle sprzężonym z nim ''ekologizmem''. Nigdy w rzeczywistości nie było czegoś takiego jak ''odczarowanie świata'' : dawne religie z chrześcijaństwem na czele zostały jedynie zastąpione w czasach nowożytnych ich ideologiczno-politycznymi erzatzami czego najjaskrawszym przykładem oczywiście komunizm i nazizm, ale w równym niemal stopniu tyczy to także triumfującego nad nimi [neo]liberalizmu - co bardziej ogarnięci ''wolnościowcy'' przyznają, iż stojąca u jego podstaw teoria ''umowy społecznej'' jest najzwyklejszym mitem, nigdy takowa wspólnota ludzka nie zaistniała w historii ani powstać może, zaś wolnorynkowy ideał stanowi li tylko nieziszczalną utopię, dokładnie tak samo jak postulowana przez socjalistyczną konkurencję ''społeczna własność środków produkcji'' - tym bardziej jeśli idzie o modne obecnie ruchy wyzwolenia [ chyba z mózgu ] kobiet, pederastów czy zwierząt etc. [ skądinąd niezły zestaw:))) ], dlatego właśnie co bardziej zacietrzewione feministki przypominają ''świeckie misjonarki'', rozhisteryzowane dewotki, podobnie agresywne cioty LGTB czy sfanatyzowani ze szczętem rzekomi ''antyfaszyści'' [ o tępych naziolskich patolach zarażonych rodzimowierstwem szkoda nawet wspominać ]. Namiastką religii dla mas stała się obecnie szeroko rozumiana pop-kultura, graniczący z dewocją kult idoli [ dziś przybierający tak egzotyczne formy jak K-pop ], celebrytów i gwiazd kina, muzyki i sportu ochoczo wchodzących w rolę kapłanów koncertowych misteriów i stadionowych rytuałów, wreszcie technoszamanizm etc. Z polskiej perspektywy zaś fundamentalna dla tożsamości narodowej i w ogóle żywotności naszej wspólnoty jest rola Kościoła jako głównego depozytariusza łacińskiego dziedzictwa cywilizacji do której przynależymy, zgadzam się całkowicie z Markiem Cichockim z ''TP'' iż jesteśmy ''zromanizowanymi Słowianami i nigdy nikim innym nie będziemy'', aczkolwiek nie podzielam jego awersji do ''sarmatyzmu'' wraz z jednostronnym spojrzeniem na polskie doświadczenie Wschodu, który wedle jego słów ''w pewnym momencie omal nas nie zabił'' - a Zachód to niby co, dowodem los moich przodków, tzw. ''robotników przymusowych'', czy z tego tytułu mamy się odeń odwracać ? [ ale to temat na osobne rozważania ].

W tym iście lucyferycznym świetle na szczególną uwagę zasługuje otwarta deklaracja Smarzowskiego, iż jest masonem zaś symbolicznego wymiaru nabiera finalna scena ''Kleru'' samospalenia księdza, jakoś tak się dziwnie składa, że rozstępujący się wokół jego płonących szczątków tłum układa się w formę trójkąta... [ choć nie oglądałem ni zamierzam jak powiadam znam rzecz z omówień jak i relacji tych co na seansach widziadła byli ]. Wnioskuję stąd, że opętanym fartuszkowym skurwysynom marzy się rytualny mord na katolickim duchownym, jeśli zaś to tak dla śmichu stanowi objaw wyjątkowo nędznego, chujowego mówiąc wprost poczucia humoru, nie sądzę jednak i należy sprawę traktować poważnie. Pasuje tu jak ulał uwaga poczyniona przez obermasona na kraj Cegielskiego na marginesie rozważań o symbolice wolnomularskiej w muzyce Mozarta, konkretnie wyjaśnienie roli jaką odgrywają w niej liczne motywy egipskie : otóż znaczą one kastę kapłańską - uwaga - świadomą iż sprawowany przez nią kult jest jej własnym wytworem i wygodnym narzędziem psychospołecznej manipulacji [ to ostatnie dodaję już od siebie ]. Innymi słowy zaprzysięgły wróg papiestwa jakim jest sekta farmazonii dąży do zastąpienia jawnej kościelnej hierarchii jedynie własną tajną, ukrytą perfidnie pod płaszczykiem rzekomej ''demokracji'' i powszechnej ''równości'', napuszonej retoryki praw człowieka i obywatela za pomocą której otumania masy, zręby takowego systemu zniewolenia nakreślono jeszcze w poł. XVII stulecia w traktatach politycznych demonicznego kabalisty jakim w istocie był Baruch Spinoza, nic więc dziwnego, iż jego myśl przeżywa prawdziwy renesans w środowiskach nowej lewicy dzięki wspomnianemu wyżej Deleuze'owi, który przywrócił go opinii współczesnej oświeconej w swym mniemaniu kołtunerii. Wobec tak jawnego ataku zdeklarowanych wrogów Kościoła i chrześcijaństwa tylko skończony tuman może temu przeczyć pod pretekstem bredzenia o jakowychś ''teoriach spiskowych'', gdy fakty wręcz krzyczą o nadchodzącym nowym totalitaryzmie w otoczce ''wolności'' budowanym przez prawdziwych opętańców, którym od posiadanej przez się władzy i bogactw chyba całkiem odpierdoliło - owszem, nie ma co panikować bo skończy się jak zwykle czyli kolejną wieżą Babel jak wszystko co ludzką, śmiertelną ręką uczynione, problem w tym, że zanim do tego dojdzie możemy wraz z nimi zostać pogrzebani pod jej gruzami, stąd już teraz należy się temu przeciwstawiać na miarę posiadanych, niechby i bardzo skromnych możliwości, ot słowem choćby popierając przy tym każdą siłę stanowiącą kontrę do szykowanej nam przez mniemanych ''władców świata'' a w rzeczywistości zwykłą satanistyczną szurię cierpiącą na nadmiar środków małej, na historyczną miarę apokalipsy [ oczywiście pamiętając przy tym o licznych pułapkach czyhających po drodze takich jak islamizm, wykreowana od podstaw przez system i w gruncie rzeczy wygodna dlań jego rzekoma ''kontestacja'', tym bardziej tyczy to oczywiście radykalnego ekologizmu, feminizmu, anarchokomunistycznej antify itp. a nawet wydawałoby się najbardziej z nich wszystkich na cenzurowanym neonazizmu ]. Cierpnie aż skóra na samą myśl o szykowanym nam ''nowym wspaniałym świecie'', dlatego też nigdy nie groziło mi zostanie anarchistą czy libertarianinem bo ci wyznają typowe dla nich złudzenie jakoby brak jawnej hierarchii oznaczał więcej wolności, gdy w rzeczywistości zwykle jest na odwrót - przypomnijmy : władza nieformalna jest niczym nieograniczona a bez jasnego podziału kompetencji trudniej zidentyfikować zło i odpowiednio je ukarać, stąd w mętnej wodzie najlepiej czują się szemrane typy unikające w ten sposób odpowiedzialności a najbardziej opresyjne są te wyznania, gdzie struktura władzy i autorytetu jest pozornie rozmyta, zwłaszcza tyczy to islamu i ortodoksyjnego judaizmu ale też i protestanckich odmian chrześcijaństwa o ile można o nim w ogóle w ich wypadku mówić [ prawosławie z podporządkowaną całkiem władzy hierarchią nie stanowi tu wyjątku niestety ]. Praktycznie jedynie papiestwo z formalnie choćby niezależnym od rządów poszczególnych państw i ponadnarodowych organizacji ośrodkiem władzy wraz z jego kościelną hierarchiczną strukturą gwarantuje nawet przy swoim uwikłaniu dosłownie i w przenośni w interesy świata tego jakąś przeciwwagę dla nich stwarzając względną niechby przestrzeń wolności, bo też i smutna prawda wygląda tak, że dostępna jest ona dla zwykłych ludzi tylko w sferze ''pomiędzy'', przez ciśnienie rywalizujących ze sobą potencji, inaczej ''global goverment'' i już po nas, co najwyżej posłużymy za mięso armatnie rywalizujących w nim o prymat fakcji. Pytanie czy pod naciskiem potężnych grup interesu KK nie pójdzie na kompromis o ile już tego nie dokonał wpisując się jednak w logikę globalistycznego Molocha, dlatego tym bardziej należy tępić wewnętrzną dywersję weń czego przykładem zakon polskich dominikanów rojący się od mile widzianych w mediach głównego ścieku celebrytów, w rzeczywistości pedałów, kurwiarzy i zwykłych złodziei jak wynika z wstrząsających wyznań ich byłego już współbrata, ks. Adama Wyszyńskiego zgnojonego ordynarnie przez mafię kościelnych postępowców i ''liberałów'' obyczajowych [ przykre tylko, że dramat nieszczęsnego duchownego cynicznie wykorzystał Stonoga, ale cóż, jeśli był to jedyny sposób by poznać szokującą prawdę o skali deprawacji przedstawicieli kościoła ''otwartego'' niczym odbyt starej cioty dobre i to ]. Pasowałoby świetnie tłumacząc postawę głównej tu kanalii, zakłamanego do szpiku zboczonego skurwysyna o. Pawła Gużyńskiego słynącego z agresywnych ataków na PiS i narodowców [ faktycznie ''Kaczyński dyma cię w d...'', taki żarcik jak na postępowego zakonnika przystało ] czy aprobatę przez jego przełożonego adopcji dzieci przez homoseksualne pary i otwarte nazywanie takowych ''małżeństwem'', wreszcie egzaltowane zachwyty ich obu niczym dwóch podstarzałych pedziów obecnym antypapieżem, zwłaszcza pierwszego, który w swym kuriozalnym serwilizmie posunął się do nadania Franciszkowi miana... hipisa w sutannie:))) [ cóż, poziom apologetów godny obiektu uwielbienia ]. Podobnie jeśli idzie o kolejną informację podaną przez ks. Wyszyńskiego, że żarliwego stręczyciela nachodźców i obrońcę ks. Bonieckiego o. Macieja Biskupa widywano w gejowskich klubach, bodaj najbardziej jednak w tym wszystkim wstrząsnęło mną, iż dominikański apostata Tadeusz Bartoś, gdy był jeszcze w zakonie robiąc za gwiazdę polskiego ''kościoła otwartego'' nad drzwiami swojej klasztornej celi umieścił napis po łacinie następującej treści w tłumaczeniu : ''witajcie w cipce - oto jest brama do Królestwa Niebieskiego''...

Na koniec wracając do Smarzowskiego pragnę pochwalić się gratulując sobie iż oglądałem jedynie jego fabularny debiut z końca lat 90-ych jeszcze, ''Małżowinę'' z krakowskim nudziarzem i alkoholikiem Świetlickim i Maleńczukiem w epizodycznej roli, obraz już wtedy ponury, szary i do d... niczym trip po przeżenionej niemiłosiernie fecie choć niewinny na tle późniejszych tworów pana reżysera wnioskując z entuzjastycznych opinii i recenzji, którymi to kierując się unikałem tychże wysrywów Wojtka jak ognia, bo nadto wysiłku kosztowało mnie wyzwolenie się spod zatrutego uroku Szulkina, innego psychopaty wyrzygującego się widzom do głów i wystarczy. Zabawne jednak, że z sygnałów docierających do mnie pośrednio od ludzi na tyle nierozgarniętych, iż zafundowali sobie dobrowolnie seans jego ostatniego ''dzieła'' wynika, że wielu z tych tumanów było serio przekonanych, iż to jakowaś przaśna komedia o nażartych proboszczach ruchających po zakrystiach gosposie i przepijających z ministrantami forsę z kopert zebraną od frajerów po kolędzie, po czym wychodzili z kina z osowiałymi ryjami jakby dostali obuchem siekiery w łeb, tak ich srogo i zaprawdę sprawiedliwie pokarało za głupotę. Nachodzi mnie więc wątpliwość czy taką razą Smarzowski nie jest aby ''tajnym agentem Watykanu'' podobnie jak Krzyś Pieczyński ochujały już do reszty lub grający rolę życia, b. przekonująco w takim razie przyznaję, skoro działania ich obu są przeciwskuteczne w gruncie rzeczy wywołując nawet w tak sceptycznym jak niżej podpisany osobniku odruchową sympatię do katolicyzmu - ? Poszlaką może być tu realizowanie przezeń za sute budżety reklam dla banku, którego prezesem był wówczas obecny premier Morawiecki, tak tak ten sam... W każdym razie od hipokryzji Smarzowskiego rzygać się chce - ciekawym czy na wzór ''Kleru'' nakręci następny film ''Sędziowie'' albo jeszcze lepiej ''Żydzi'', już widzę jak ''Agora'' daje na to kasę:))). 

I na tym można by zakończyć ale należy pokrótce jeszcze rozprawić się ze świeckimi zabobonami typowymi dla [po]nowoczesnego kołtuna sadzonymi przez pana tfurcę w wywiadach promujących filmidło - pękłem że tak rzekę ze śmiechu czytając w jednym z nich jak pierdoli, iż ''religię w szkołach należy zastąpić wiedzą naukową'', nieuk i tuman odnosi się w ten sposób do anachronicznej oświeceniowo-pozytywistycznej wizji nauk przyrodniczych z którą już dawno nie mają one nic wspólnego jako czegoś pewnego, dostarczającego klucza do opanowania zjawisk i całej rzeczywistości, narzędzia ujarzmienia sił kryjących się w świecie etc. przeciwstawionego sztucznie ''ciemnocie'', tymczasem dziś osiągnęły one poziom takiej złożoności podobnie jak oparte na nich technologie iż niemożliwym staje się zagwarantowanie stopnia przewidywalności o jakim można było jeszcze roić na początku XX w. [ każdy kto miał do czynienia z ''analogowymi'' samochodami i miał możność porównać je z ich nowymi wersjami nafaszerowanymi elektroniką psującymi się co i rusz wie o czym mowa ]. Wskutek tegoż procesu nie sposób jak dotąd przetestować wiarygodnie w warunkach laboratoryjnych nowych odkryć ani tym samym uniknąć ich niepożądanych skutków takich jak np. powikłania poszczepienne itp., tym bardziej rozstrzygnąć bezdyskusyjnie palących dylematów epoki typu czy ''globalne ocieplenie'' w ogóle ma miejsce a jeśli w jakiej mierze jest efektem działalności człowieka lub czy zmodyfikowana genetycznie żywność jest dobrodziejstwem a może wręcz przeciwnie, doprowadzi do niebezpiecznych mutacji i groźnych dla środowiska i samych ludzi nieodwracalnych zmian, tak głęboki jest dziś zakres nauk przyrodniczych iż paradoksalnie czyni je skrajnie nieefektywnymi, tym bardziej na zaufanie nie zasługuje ich najbardziej progresywna gałąź jaką stanowi biotechnologia ze względu na swą podatność na korupcję i skomercjalizowanie jak i naciski politycznych lobbies opisane bynajmniej przez jakowegoś szarlatana pokroju inżyniera Zięby lecz uznanego i kompetentnego naukowca Sheldona Krimsky'ego w wydanej ponad dekadę temu u nas przez renomowaną oficynę PIW pracy. Oczywiście nie oznacza to zaraz uznania postmodernistycznego pierdololo iż np. jakoby ''wartość liczby π zależała od kontekstu kulturowego'' lub bredzenia współczesnych wyznawców łysenkizmu za jaki robi genderyzm stosowany, że ''nikt nie rodzi się sobą'', niemniej pewien zdrowy sceptycyzm wobec szantażu serwowanych nam dziś niejednokrotnie w oprawie ''naukowej'' zwykłych bzdur prokurowanych na zamówienie takich czy innych grup interesu jest wręcz pożądaną i jak najbardziej racjonalną postawą. Anachronizm postępowców i płytki poziom ich rzekomej naukowości dobrze widać po histerycznych reakcjach na każdą próbę krytyki darwinizmu klasyfikowaną irracjonalnie z góry jako ''oszołomstwo'' i ''kreacjonizm'', gdy podważanie go jest wręcz niezbędne, inaczej teoria Darwina nie podlegając falsyfikacji nie spełniałaby tym samym kryterium naukowości stając się zakamieniałym paradogmatem, problem jedynie w obranej metodzie i faktycznie powoływanie się przez protestantów i żydowskich ortodoksów na literalnie odczytywany Stary Testament/Torę nie jest najszczęśliwszym sposobem ku temu wiodącym. Tak więc dobrze by się stało, gdyby przemądrzałe pajace pokroju Smarzowskiego zanim otworzą gębę zafundowały sobie wpierw lekturę choćby modnego ostatnio w intelektualnych kręgach nie tylko nowej lewicy filozofa nauki Bruno Latoura to może nieco im się we łbach przejaśni i nabiorą trochę zdrowej nieufności do przestarzałego scjentyzmu, zniknie im z pysków ten nieznośny wyraz pyszałkowatej głupoty jaki się tam zwykle maluje. A gdyby jeszcze dotarło do pustej głowy coś o ''zwrocie postsekularnym'' jaki nastąpił w ostatnich latach w ześwieczczonej wydawałoby się ze szczętem [post]myśli Zachodu pod naciskiem faktów, oczywiście mowa o 11 września i ekspansji islamu choć nie tylko, ze zdumieniem odkryliby iż pogarda dla ''ciemnoty'' i ''religijnego zabobonu'' z którą się tak obnoszą czyni z nich ''europocentrycznych faszystów'' i ''imperialistów kulturowych'' wrogich wobec innych cywilizacji kształtowanych nadal przez religie, sługusów globalnego kapitalizmu niszczących wszelkie tradycyjne struktury stojące mu na drodze, ''white male pig'' skazaną do zajebania przez antifę pospołu z bojownikami trzecioświatowych ruchów antykolonialnych itp. - powinni złożyć solenną samokrytykę po czym zostać poddani solidnej reedukacji pouczeni przez tow. Michała Pospiszyla, wschodzącą gwiazdę nowej-nowej polskiej lewicy o islamskiej chuście jako ''linii ujścia'' opresyjnego systemu i wykuć to na blachę [ chętnie bym obaczył takie ''rekolekcje chanukowo-adwentowe'' w sam raz dla oświeconych jedynie w swym mniemaniu kołtunów, oj tak ]. Paniały jeden z drugim urbanowskie palikmioty ? No to kopa w tyłek na drogę i wypier... !

Pora wreszcie wyjaśnić skąd taki dziwny, pozornie niepasujący do treści tytuł posta - otóż podczas ''akcji T-4'' czyli nazistowskiego ludobójstwa upośledzonych umysłowo i kalek istniała kluczowa w procesie mordu funkcja tzw. Vergasungsärzte czyli dosłownie ''lekarza gazującego'' właśnie i z takową kanalią odkręcającą kurek z rzekomej troski dla ''życia niewartego życia'' Kościoła czy to dla kariery, zysku lub ideologicznego fanatyzmu a zapewne wszystkiego po trochu kojarzy mi się Smarzowski, jego dotychczasowe filmy jawią się jako mentalny odpowiednik cyklonu B i doprawdy nie pojmuję jak ktoś może dobrowolnie sobie coś takiego serwować jeszcze za to płacąc ! Dobrze więc będzie przytoczyć na finał wymowną historię bohaterskiego lekarza, dyrektora zakładu opiekuńczo-leczniczego dla głuchoniemych w Wilhemsdorfie p. Rawensburgiem, Heinricha Hermanna, który odmówił wzięcia udziału w zbrodniczym procederze uśmiercania niepełnosprawnych rozwścieczając uczonych morderców w kitlach nazywając po imieniu ''zabijaniem'' to co oni woleli określać eufemistycznie jako ''współodpowiedzialność za kwestię eutanazji''. W piśmie skierowanym do wywierających nań nacisk zwierzchników, którego fragment przytacza historyk Gotz Aly w pracy ''Obciążeni'', wyłożył takie oto znamienne argumenty :

''Jestem przekonany, że zabijając niektórych chorych władze łamią prawo. [...] Przykro mi, ale Boga należy słuchać bardziej niż ludzi. Jestem gotów ponieść konsekwencje swojego nieposłuszeństwa.''

[ - skądinąd na uwagę zasługuje, iż takowych odeń nie wyciągnięto i do końca wojny pełnił funkcję dyrektora placówki, za podobną niesubordynację w ZSRR groziłby mu co najmniej Gułag a najpewniej rozstrzał od razu ].

Jak napisał w iście proroczym liście pasterskim kard. Hlond : ''Państwo jest od Boga, ale nie jest Bogiema więc nie jest źródłem prawa obyczajowego, nie stwarza moralności ani nie ustanawia jej normy'' - ważne rozróżnienie o którym fetyszyści ''integracji europejskiej'' i unijnego ''superpaństwa'' a nawet jawnych już dążeń do ustanowienia ''rządu światowego'' notorycznie, programowo wręcz zapominają.

ps. na wstępie miałem wymienić nazwisko księdza na którego kazania zacząłem uczęszczać bowiem lokalna ''GW'' wraz z etatowymi anarchistami i neobolszewickimi złogami z ''Razem'' chciały dorobić mu gębę ''faszysty'' z racji jego zdecydowanych a prawilnych poglądów, daremnie na szczęście, gdyż zadziałało to czego zbrakło w sprawie Kelthuza, który chyba już beznadziejnie utknął w libertariańskiej piaskownicy czyli wsparcie instytucji, w tym wypadku oczywiście kościelnej. Poniewczasie jednak zorientowałem się, iż umieszczając je w tym kontekście mogę całkiem niechcący mu zaszkodzić - a nuż jakiś bolszewicki kapuś wykorzysta to do kolejnej próby zdyskredytowania duchownego, że to niby ''prawicowa ekstrema'' go ceni i nań się powołuje. O czymś to niestety świadczy, że sam poniekąd muszę się cenzurować, trudno w tej sytuacji mówić o faktycznej ''wolności słowa'', smutne i stanowi dowód terroru póki co kulturowego jakiemu podlegamy.

Polecam gorąco wysłuchać wściekłego tradsa słusznie pomstującego na mafię kościelnych modernistów i pederastów - okazuje się, że ''papież'' Franciszek bronił księdza pedofila jeszcze gdy był arcybiskupem w Argentynie [ koniecznie włączyć napisy ] :