sobota, 12 marca 2022

Eu.Rosja czyli IV Rzesza.

Najsampierw drobna uwaga dla wszystkich zastrachanych obesrańców, histeryzujących byle tylko ''nie prowokować Rosjan przekazując myśliwce Ukrainie, bo nas Ruskie zbombardują, ło matko co to bedzie!'' i w ten deseń. Przede wszystkim czy wam się to podoba lub nie, to sam Srutin wciągnął Polskę w wojnę atakując sąsiedni kraj, mowa bowiem nie o konflikcie między Hutu a Tutsi w dalekiej Afryce, lecz ruskiej wojnie domowej niemal u naszych granic! Tak więc o ile rzekome udzielanie polskich lotnisk dla ukraińskich myśliwców byłoby niepotrzebnym wyjściem przed szereg w obecnej sytuacji, to już czym innym jest wsparcie walczącej także w naszym interesie Ukrainy posowieckim sprzętem wojskowym. Wszakże w ramach NATO, jak to właśnie rząd PiS rozsądnie zaproponował, pisałem już tu kiedyś, że kierujący polską dyplomacją Rau to łebski facet, i kolejny raz dowodnie to okazuje. Niestety widać, iż nasi amerykańscy sojusznicy wspierając Ukrainę jak i Polskę we własnym interesie, postanowili znowu wystawić nas na wabia i zabawić naszym kosztem. Zupełnie jak podczas nieszczęsnej antyirańskiej konferencji w Warszawie, gdy musieliśmy świecić oczyma przed ''Aryjczykami'' za chucpę Jankesów i Żydów, drugi raz nie możemy im na to pozwolić, zwłaszcza w takiej chwili, niech frajerów szukają gdzie indziej. Co najlepsze dla Rzeczpospolitej obecnie to kunktatorska taktyka stawiania bezwzględnego oporu, wszakże bez  wchodzenia póki można w otwarte zwarcie z wrogiem, gdy nie mamy należytego wsparcia od sojuszników ani samodzielnie możemy stawić czoła przeciwnikowi. Powoływanie się na przykład Ukrainy jest nierozsądne - pamiętajmy, że Rosjanie nie weszli od razu na pełnej, gdyż liczyli na słaby opór ze strony ''bratniego narodu''. W przypadku ataku na Polskę nie mieliby już takich skrupułów, bo dla nich jesteśmy nacją wiecznych ''zdrajców Słowiańszczyzny'' jaką ją pojmują. Pora stąd, by i do Polaków też dotarło wreszcie, iż nie ma co liczyć na żaden dialog z Moskwą, o ile nie będzie on prowadzony z pozycji siły. Tylko taki język pojmują psychopaci, którzy stylizują place zabaw dla dzieci na okopy i stanowiska ogniowe artylerii. Trzeba być opętanym, aby z leju po bombie robić brodzik i piaskownicę, dokonując przy tym bluźnierczej na gruncie chrześcijaństwa sakralizacji wojennej przemocy. Wiara Chrystusowa zna wprawdzie krucjaty i wojny sprawiedliwe, ale nie święte jak islam, tymczasem Rosjanie zamianowali ''męczennikami'' komunistycznych ludobójców jak Stalin, przedstawiając żuli z Donbasu i samego Putina jako ''świętych'', na stylizowanych po bizantyjsku mozaikach w ''wojennoj cerkwi'', wzniesionej ku czci ''gierojów wojny ojczyźnianej''. Nie idzie już nawet o to, że ''relikwią'' jest tam zdobyczny mundur i czapka Hitlera, choć i to świadczy dobitnie o srogim, niemalże sadomasochistycznym popierdoleniu pomysłodawców satanistycznego w istocie chramu. Nie sposób bowiem oprzeć się wrażeniu, iż pomieszczona na ścianie cerkwi złota figura łże-Jezusa, przypomina raczej Lucyfera niosącego ''światło zbawczej gnozy'', w otoczeniu skrzydlatych demonów. Skojarzenia z antropozofią Steinera jakie to budzi u Coryllusa, są jak najbardziej zasadne, faktycznie mamy tu do czynienia z jakimś ''arymanicznym parachrześcijaństwem'', któremu bliżej do różokrzyżowców, niż prawosławnej niechby ortodoksji. Zresztą liczni rosyjscy artyści mieli znaczący udział we wznoszeniu steinerowskiego Goetheanum, o czym można przeczytać w rzeczonej pracy, traktującej o fenomenie popularności rozmaitych form okultyzmu w Moskowii, tak przeszłej jak i obecnej. Najważniejsze jednak, aby w Polsce stało się przyjętym przez ogół dogmatem, iż nie sposób racjonalnie polemizować z ludźmi, którzy upatrują inkarnacji prawosławnych świętych i obrońców dawnej Rusi w komunistycznych zbrodniarzach, czekistach, czerwonoarmistach lub bandytach z Donbasu! Jeśli ktoś nie dostrzega zasadniczej sprzeczności w ''święceniu'' bolszewickich sztandarów i umieszczaniu ich w cerkwi, zawierających wizerunek zaciekłego wroga religii Lenina, który takież sanktuaria wschodniego chrześcijaństwa kazał profanować a popów bestialsko zabijać, nie przetłumaczy mu się tego nijak w rozsądny sposób. Równie dobrze można by wznieść żydowską synagogę ku czci Hitlera, z chorągwiami Waffen SS i nazistowską symboliką w środku, oraz egzemplarzem ''Mein Kampf'' na honorowym miejscu zamiast zwoju Tory. Pojmuję jaka intencja stoi za kuriozalną świątynią, Rosjanie desperacko próbują znaleźć jakąś nić przewodnią w dramatycznych, pełnych sprzeczności dziejach swej ojczyzny. Nawet bym im współczuł, że muszą uciekać się do równie drastycznych estetycznie i rozpaczliwych rozwiązań, gdyby nie były one groźne dla innych, czego właśnie doświadczają Ukraińcy, a wkrótce i my możemy, o ile teraz Moskale nie zostaną należycie pogromieni. Wolę nie wiedzieć, co dzieje się w duszy człowieka, który gotowy jest wznosić modły do morderców i pospolitych przestępców, otaczając kultem najgorsze kanalie, jaki bezmiar opętania tam się kryje. Naprawdę mamy tu do czynienia z religią demona, czemu wcale nie przeczy, iż ruskim zwyczajem kacapy zrobiły z niej toporne dicho i kiczowaty cyrk na lodowisku zarazem - a tak szydzono z Lichenia... kufa mać, lepiej toż obaczcie!

Wszakże nie oznacza to, iż w pozornej kontrze mamy równie głupio pajacować z flagami Ukrainy, wznosząc jeszcze przy tym banderowskie okrzyki. Bez złudzeń: obecnie za naszą wschodnią granicą walczą zaciekle ze sobą dwie posowieckie mafie, i w naszym żywotnym polskim interesie jest wesprzeć w tym konflikcie mniej dla nas groźną z nich, bo słabszą. Przypominam, że Ukraina wyrzekła się broni jądrowej i o tyle dobrze, iż w przeciwnym wypadku mielibyśmy pewnie już tam wojnę nuklearną, nie zaraz na miarę Hiroshimy oczywiście, jednak nie mam złudzeń, że obie strony konfliktu zawahałyby się jej użyć, gdyby tylko doszło do zwarcia już na całego. Bowiem powtórzmy na com zwracał uwagę poprzednio - obecnie zmagają się z Rosją na Ukrainie żadni tam ''banderowcy'' jak bredzą mentalne kacapy, lecz postkomuchy i sowieciarze, wyszkoleni jeszcze na radzieckich akademiach wojskowych. Znają stąd świetnie taktykę i metody walki Rosjan i dlatego całkiem dobrze sobie z nimi radzą, zupełnie jak wspominani w poprzednim tekście Czeczeńcy. Przecież przywódca Iczkerii, czyli niepodległej Czeczenii Dżochar Dudajew był generałem Armii Czerwonej, dowodzącym eskadrą strategicznych bombowców mających obrócić w promieniotwórcze zgliszcza metropolie Europy Zachodniej, w razie konfliktu ZSRR z krajami NATO. Wśród jego bojowników nie brakowało byłych Specnazowców rodem z Kaukazu, wyszkolonych przez Sowietów w bestialskich i terrorystycznych sposobach walki, a choć zdarzały się tam podejrzane kreatury, o ile nie wprost agenci Moskwy jak Szamil Basajew, nikt rozsądny nie będzie twierdzić,  iż wojny czeczeńskie lat 90-ych były jakowąś ''ustawką'' i tylko medialnym spektaklem, na którym nie ginęli po obu stronach masowo ludzie, tak żołnierze co cywile. Owszem, to Gorbaczow ponosi sporą odpowiedzialność za ich wybuch, ten cacany dla Zachodu radziecki przywódca od ''pierestrojki'', gdyż w zgubnej dla siebie rywalizacji z Jelcynem podsycał separatyzmy etniczne i religijne rozrywające ZSRR. Imperium sowieckie upadło bowiem dlatego, iż sama Rosja miała już go serdecznie dość i chciała pozbyć się tegoż brzemienia, a Putin jako polityczna kreatura klanu Jelcyna, kontynuuje dzieło owego rosyjskiego nacjonalisty rozwalając poradziecką zonę. Co za groteskowa ironia, że były kagiebista dokonuje inwazji na bratni, słowiański a do tego ruski kraj pod pretekstem, jakoby ukraińska państwowość stanowiła ''sztuczny twór Lenina''! Przyjrzyjmy się stąd, jacy to konkretnie ludzie dowodzą armią bojowników, stawiających zaciekły opór jego wojskom. Otóż jedynym bodaj ''banderowcem'' w sztabie ukraińskiej armii jest Oleg Mikac, odpowiedzialny właśnie teraz za obronę kraju na kierunku donbaskim. Faktycznie startował on nawet bez powodzenia w wyborach do ukraińskiego parlamentu z list ''Prawego Sektora'', tyle że to pierwszy wysokiej rangi dowódca ukraiński po rozpadzie ZSRR, który nigdy nie służył w Armii Czerwonej... Od biedy ''nazistą'' w putinowskiej nomenklaturze paranoicznej rzecz jasna, można by nazwać jeszcze Ołeksandra Kosińskiego, komandosa wyszkolonego przez Amerykanów i Brytyjczyków, który walczył w szeregach ochotniczego batalionu ''Ajdar'' w trakcie wojny w Donbasie. Obecnie pełni on funkcję starszego sierżanta sztabowego o ile dobrze pojmuję, bowiem nie znam się na stopniach wojskowych a jedynie staram wierne zdać sprawę z tego, jak się rzeczy mają naprawdę wbrew propagandzie Moskwy. I tyle właściwie tych ''banderowców'', jacy robią tu za kwiatek do ''czerwonego'', poradzieckiego kożucha wśród najwyższych rangą ukraińskich wojskowych. Wprawdzie głównodowodzący armią Ukrainy gen. Walerij Załużny, jak i stojący na czele wojsk broniących południa kraju Andrij Kowalczuk, kończyli ukraińskie państwowe uczelnie wojskowe w drugiej poł. lat 90-ych, czyli już po uzyskaniu formalnej niepodległości przez Kijów, obaj też cieszą się zaufaniem ze strony NATO. Pomnijmy wszakże, iż ukraińskie wojsko zostało oficjalnie zdesowietyzowane, wyzbywając się poradzieckich odznaczeń i takiegoż nazewnictwa jednostek dopiero... pod koniec 2015, a więc ponad rok po wybuchu wojny w Donbasie! 

Czy może więc dziwić, że obecny szef sztabu generalnego armii Ukrainy Serhij Szaptała, ukończył jeszcze przed upadkiem ZSRR w 1990 r. kijowską ''czerwoną'' akademię wojskową im. Frunzego, bolszewickiego dowódcy z czasu wojny domowej w Rosji, prawdopodobnie ''zginiętego'' z rozkazu Stalina? O tym w biogramie ukraińskiego wojskowego na polskiej Wikipedii rzecz jasna nie przeczytamy, dobrze chociaż, iż nasze krajowe źródła nie kryją, że jego zastępca Wiktor Bokij ''w 1992 r. ukończył Akademię Wojskową w syberyjskim Omsku''. Jeszcze ''wyrazistszym'' przykładem ''czerwonej generalicji'' walczącej z Putinem, jest dowódca połączonych sił zbrojnych Ukrainy gen. Serhij Najew - absolwent moskiewskiej akademii wojskowej kształcącej kadry dowódcze rocznik '91. Służył jako oficer w wojskach radzieckich w byłej NRD w trakcie ich wycofywania do krajów d. ZSRR, później zaliczył dwuletnią służbę w rosyjskiej armii na Syberii i dopiero w '93 r. znalazł się w ukraińskim wojsku. Co ciekawe, jego młodszy brat pozostał na Krymie po zajęciu półwyspu przez Rosję, czego Najew bynajmniej nie kryje. I zast. szefa sztabu Ukrainy gen. Ihor Kolesnyk ukończył sowiecką akademię wojskową w Kijowie w 1983 r., po czym odbył rzecz jasna służbę w ''krasnej armii'', zaś inny zastępca szefa sztabu gen. Radion Timoszenko w tymże wojsku stacjonował od końca lat 70-ych min. w jednostkach z Azji Centralnej, w wojskach ukraińskich znalazł się dopiero w '94 roku. I tak można by jeszcze długo wyliczać biogramy ukraińskich generałów z radziecką przeszłością, jak choćby byli szefowie Sztabu Generalnego Rusłan Chomczak i Wiktor Mużenko, albo Oleg Gulak, Ołeksandr Łokota, Artur Artemenko czy Ołeksandr Pawliuk. Owszem, zdarzają się i ''świeżaki'', obok pomienionych Kosińskiego i Mikaca tacy jak dowódca ukraińskich oddziałów szturmowych Maksym Mirchorodzkij. Nie oni jednak nadają ton w tym mocno ''czerwonym'' gronie, jakie stanowi ukraińska generalicja, stąd kłamstwem jest co piszą niektóre polskie media, jakoby ''starych, kształconych jeszcze w czasach ZSRR dowódców zastąpiło nowe pokolenie, w większości z doświadczeniem bojowym wyniesionym z walk w Donbasie.'' A jakby tego było mało obecny szef wywiadu zagranicznego Ukrainy Ołeksandr Litwinienko, to ''szyfrant'' po czekistowskiej akademii im. Dzierżyńskiego w Moskwie... Natomiast ichnia Prokurator Generalna Irina Wenediktowa wywodzi się a jakże z rodziny poradzieckich ''resortowców'' - ot, same ''faszysty'' z tych ''ukrów''! Przypomina to jako żywo omawiany tu przypadek Bośni i Hercegowiny, na której czele wprawdzie stanął były ''opozycjonista-islamista'' Izetbegowić, ale dowódcami muzułmańskiego wojska zostali oficerowie jugosłowiańskiej do niedawna armii, tacy jak Rasim Delić, Sefer Halilowić, Stjepan Šiber czy też Atif Dudakowić. Wszyscy co do zasady takie same postkomuchy, jak serbscy wojskowi z którymi zaciekle walczyli, tyle że w przeciwieństwie do tamtych antyrosyjscy. Zresztą sam Tito, choć wściekły bolszewik, był jednak antysowiecki, gdyż obawiał się, że ''towarzysze radzieccy'' pozbawią go władzy w ramach ''bratniej pomocy''. Przypominam też, że niedawno mieliśmy kolejną odsłonę permanentnej wojny Azerów z Ormianami o Górny Karabach, gdzie tak naprawdę starły się dwa postradzieckie nacjonalizmy, jeden w formie islamu, drugi zaś chrześcijaństwa. Nikt jakoś nie pierdolił wtedy głośno, że to ''medialna ustawka'' pomiędzy komuchami, a że każda pliszka swój ogon chwali w ramach walki informacyjnej, to nie żaden powód, aby bełkotać o całkowitej ''wirtualności'' zmagań na Ukrainie.

Doprawdy trzeba być faktycznie mentalnym kacapem ze śmierdzącą ruską onucą zamiast mózgu, aby dalej wierzyć w podobne brednie putinowskiej propagandy, tak durnej przy tym i chamskiej, że aż wykręca od niej człowiekowi flaki. Trudno bodaj też o lepszy dowód tym razem prawdziwego rozpadu ZSRR, co powyższa wyliczanka obecnych dowódców i polityków z radziecką przeszłością, naparzających się teraz zaciekle z byłym czekistą, który zmierza do likwidacji postsowieckiej republiki Ukrainy! Nie może stąd dziwić, że ichni minister Obrony Narodowej Ołeksij Reznikow również odbył w latach 80-ych służbę w radzieckiej armii, konkretnie w jej wojskach lotniczych, ale jakiego to państwa tego już nie dowiemy się z jego polskiego biogramu na Wiki. Natomiast Ihor Łapin, jeden z dowódców pomienionego wyżej batalionu ''Ajdar'', był politrukiem w armii schyłkowego ZSRR. Kto chce, wysnuje z tego ''spiskową teorię'' jakoby wojna na Ukrainie była ordynarną ustawką komuchów, tylko że w takim razie na to samo miano zasługują wojny w Czeczenii, lub opisany pokrótce w poprzednim tekście konflikt w byłej Jugosławii. Co do mnie wolę w tym widzieć autentyczny rozpad posowieckiej zony, na którym jako Polska możemy sporo ugrać, acz wiąże się to dla nas ze sporym ryzykiem. Nie mamy jednak wyjścia, to nie my postawiliśmy kraje regionu w takowej sytuacji, tylko Rosja pod przewodem Putina. Wszczęła bowiem wojnę, gdyż jest za słaba już na samodzielne zbudowanie imperium, wbrew temu co bredzi Sykulski, wszystko zresztą co ten gad ma do powiedzenia na temat polityki Moskwy należy czytać zupełnie na opak. Na tym tle blasku nabierają okazuje się nawet tak odrażające postacie jak Zełeński, odgrywający właśnie rolę życia jako przywódca walczącego z obcą agresją państwa. Zastanawiające jest to medialne bohaterstwo u człowieka, w którego otoczeniu roiło się od powiązanych z Rosją kreatur, jak choćby Rusłan Demczenko - I zastępca sekretarza Rady Obrony Narodowej i dyplomata, a zarazem wychowanek kagiebistowskiej szkółki im. Andropowa w Moskwie. ''Żydobanderowiec'' Ihor Kołomojski, który swego rasowego pobratymcę wylansował na prezydenta Ukrainy, otwarcie postuluje ''zwrot ku Rosji'' w polityce Kijowa, strasząc przy okazji chamsko Polskę najazdem ruskich czołgów na Warszawę i Kraków. Najwidoczniej więc postsowieckie elity krajów b. ZSRR załatwiają brudne porachunki między sobą kosztem ruiny, cierpień i śmierci swych obywateli, cóż to dla tych bolszewickich sukinsynów, przywyklim. Nie ma co się jednak obrażać na rzeczywistość, lecz podchodzić do sprawy bez zbędnej egzaltacji, ale i histerii czy udawania brytyjskiej ''splendid isolation'' jak tuman Warzecha, z którego połowa polskiego TT totalnie już szydzi i słusznie - wiadomo: raz korwinowiec, zawsze korwinowiec. Zamiast więc tracić czas na jałowe spory, pora może zastanowić się o co chodzi w tym konflikcie Putinowi i samej Rosji, oraz jaki by zapanował ład w kontynentalnej Europie, gdyby co nie daj wygrała. Zresztą nie łudźmy się, Zachód w końcu coś jej tam da, pytanie tylko ile a to już zależy od wyniku militarnego i politycznego rozstrzygnięcia nad Dnieprem. W tym akurat rację ma Zelig, pisząc: ''jeśli nasze libki chcą kraju, który wypnie się na Ukraińców, zapewni niskie podatki z wieloma możliwościami ich unikania, odbierze socjal, z większości obywateli uczyni tanią siłę roboczą i pozwoli się pławić w tanim paliwie, to informuję, że tym krajem jest Rosja''. Faktycznie, zdecydowanie zbyt mało mówi się u nas w Polsce, że ogromna większość rosyjskich mężczyzn nie ma szans dożyć do emerytury, po podwyższeniu limitu wieku przez putinowski neoliberalny w tym względzie reżim. Moskwa oferuje zagranicznym inwestorom prawdziwie ''wolny rynek'', jeśli idzie o rabunkową eksploatację zasobów naturalnych, co i barbarzyńskie obchodzenie się z tubylczą ludnością, poddaną władzy knuta. Nie dziwota stąd, że wiele zachodnich koncernów ''wolnego świata'', opornie podchodzi do perspektywy wycofania biznesów z tego mafijnego państwa jakim jest Rosja. Na liście nie brak wrażej amerykańskiej siecówki gastronomicznej KFC, o której to pisaliśmy niedawno w kontekście narzucanych przez lokalne władze syberyjskiej Chakasji radykalnych obostrzeń ''antypandemicznych''. Rujnują one miejscowych drobnych przedsiębiorców, lecz może je mieć w dupie ''zagraniczny agent'' z kraju wspierającego znienawidzonych ''ukrów'', bo ma glejt samego ''katechona'' na Kremlu. Z Putinem więc jest jak z Gestapo - zapłacisz, a dostawią cię z getta bezpiecznie na szwajcarską granicę, choćbyś miał semickiego nochala jak Barbra Streisand! Nie, to pożegnaj się nie tylko z kasą, ale i życiem - proste, bandyckie zasady ''worów w zakonie'' i takiż knajacki język przywódców skurwiałego kraju zwanego Moskowią. Póki co KFC pod presją polityczną i finansową zawiesił jedynie działalność w Rosji, bardzo dobrze ale ponieważ to ''perspektywiczny'' dla firmy rynek, jak stwierdza oficjalnie jej zarząd, wątpię by wytrwał w bojkocie świadczenia usług na dłuższą metę.

Co więc się stanie, jeśli kacapia co nie daj zwycięży jednak, choćby mocno poraniona stratami zadanymi jej przez ''pobratymczą'', także ruską przecież Ukrainę? Pomnijmy bowiem, że ta wojna toczy się tak naprawdę na dwóch frontach, nie tylko militarnym na Wschodzie, ale i politycznym oraz gospodarczym na Zachodzie. Dzieje się tak, gdyż Niemcy wespół z Rosją postanowiły zniszczyć podmiotowość państwową i narodową tak Ukrainy, co i Polski. Dla tej ostatniej powiedziałbym wręcz, iż głównym wrogiem jest obecnie przede wszystkim zachodni sąsiad, a dopiero później wschodnie monstrum. Nie łudźmy się, że Berlin nam odpuści w związku z obecną dramatyczną sytuacją w regionie, wręcz przeciwnie - tym bardziej będą nas cisnąć za pomocą Brukseli, mniejsza już czy przez rzekomy brak ''praworządności'', albo niewystarczające w opinii Niemców dogadzanie pedałom, pretekst zawsze się znajdzie. Nie wiem czego trzeba jeszcze, by stało się jasnym, że PO wraz Lewicą i PSL to autentyczna V kolumna, a nie żaden wymysł PiSowskiej propagandy. Oni właśnie ponoszą bezpośrednią odpowiedzialność za rządy formacji Kaczyńskiego, dlatego każdy zwolennik ruchu ''ośmiu gwiazdek'', gdyby miał choć odrobinę rozumu, tym bardziej powinien napierdalać w Platformę, peezelaków czy lewactwo [ oczywiście daremne szukać śladu choćby podobnej refleksji u tego typu idiotów ]. Trzeba więc być politycznym debilem, by z aprobatą pierniczyć jak Jarosław Wolski w wywiadzie co następuje:

''Myślę, że w Niemczech przyszedł czas generałów, nie polityków. Słowem: politycy niemieccy zaczną słuchać generałów, którzy od dawna mówili, że Bundeswehra musi rozwinąć pewne zdolności i jest za mała w stosunku do potrzeb. Osobiście mnie to cieszy, bo Niemcy uważają, że najważniejszą tarczą dla nich jest Polska. Połączenia gospodarcze między nami są tak silne w tej chwili, że dla nich absolutnie kluczowym interesem jest nasza obecność w orbicie wpływów Unii Europejskiej. Stąd można się spodziewać, że Niemcy naprawdę poważnie będą podchodzili do sojuszniczych zobowiązań względem Polski.''

- zakładając nawet, że autor tych słów ma rację, i Niemcy rzeczywiście dokonały z dnia na dzień radykalnego zwrotu w swej polityce wobec Rosji, okazując się wiarygodnym członkiem NATO, co jest nader wątpliwe bardzo oględnie zowiąc, oznaczałoby to, iż Polska stanie się niemiecką marchią owszem dozbrajaną obficie przez Berlin i wspieraną przezeń kapitałowo, lecz za cenę całkowitego już podporządkowania politycznego i gospodarczego. Narażoną w dodatku z racji swego ''pogranicznego'' charakteru na ataki słabnącej i przez to właśnie coraz bardziej agresywnej w swej nieobliczalności Rosji. Nie wyznaję się na militariach jak szczerze powiadam od dawna, stąd nie mnie oceniać kompetencje Wolskiego jako ''eksperta ws. wojskowości'', aczkolwiek zastanawiające jest branie przezeń za dobrą monetę rosyjskiej dezinformacji, jakoby Moskale dokonali inwazji na Ukrainę siłami zaledwie 200 tysięcznej armii. Co do mnie wolę już polegać na opinii zawodowych żołnierzy, jak choćby gen. Samol, który jako przysłowiowy PRL-owski ''trep'' [ w kontekście ww. ukraińskich wojskowych to żadna obelga ] doskonale orientuje się w metodach Rosjan, stąd zapewnia o zgromadzeniu przez nich przedtem liczących co najmniej pół  miliona wojsk na granicy. Sam Wolski zresztą przyznaje otwarcie w rzeczonym wywiadzie, że mylił się co do krytycznej początkowo oceny WOT, jak i polityki zbrojeniowej polskiego rządu, tak czy siak niezależnie od kwestii militarnych powtórzę to polityczny dureń i szkodnik jest, skoro każe nam wierzyć w ''dobrą wolę'' niemieckich władz ws. Ukrainy. Przecząc sobie przy tym, bowiem z jednej gada jakoby Francja ''przymusiła'' Niemcy do zmiany swego haniebnego, prorosyjskiego stanowiska [ prędzej już połączony blok anglosaski Wlk. Brytania/USA ], z drugiej zaś trafnie skądinąd zwraca uwagę, iż tak nagły zwrot w przypadku Berlina nie mógł być przypadkowy, lecz przygotowywany po cichu od dawna i obecna wojna stanowiła dlań jedynie pretekst.  Co do mnie, nie wierzę weń ani trochę - Niemcy zbyt wiele zainwestowały politycznie i nade wszystko kapitałowo w Rosję, by ot tak wszystko teraz porzucać. Hołdujących podobnym mrzonkom odsyłam do wywiadu z ''opozycyjnym'' rosyjskim dziennikarzem Siergiejem Dorienką, który to w rzeczywistości wykreował medialny wizerunek Putina, jako ''męża opatrznościowego'' i ''katechona''. Z bezwzględną szczerością klarował w nim, iż jedynym w oczach Rosji partnerem godnym rozmowy w Europie są Niemcy, a o krajach pomiędzy jak Polska wyrażał się per ''cieśniny''. Taki to mamy realnie status zarówno dla Moskwy jak i Berlina, najwyżej karty przetargowej we wzajemnych rozgrywkach i na nic więcej liczyć z ich strony nie możemy, póty sami tego na nich nie wymusimy. Zapomnijmy więc o sentymentach, nic bowiem one nie znaczą w realnej polityce o jakiej tyle rozprawiają kompletni frajerzy, nabierający się na ''słowiańskie braterstwo'', tudzież ''europejskie wartości'', których nie ma. Parszywy Szkop właśnie dowodnie okazuje ile są one dlań warte, cynicznie wykorzystując kryzys uchodźczy a wkrótce może nawet i katastrofę humanitarną wskutek rosyjskiej agresji na Ukrainę, do bezlitosnego flekowania Polski nie tylko politycznie, co nade wszystko finansowo. Opłacona zaś przezeń rodzima kanalia, gdy tylko kremlowska swołocz dokona podmiany na kogoś o bardziej strawnym dla Zachodu stosunku do LGBT co ''katechon'', będzie nam rychło zachwalać Rosję jako wzorzec liberalnego prawa aborcyjnego z równą gorliwością, jak dziś pajacuje z flagami Ukrainy i śle twitterowe gromy na głowę Putina. Na szczęście  dla nas wariant ''spiskowy'', czyli przewrotu pałacowego w Moskwie, jest raczej mało prawdopodobny, póki co obowiązuje wersja, że jakiś wraży agent ''oszukał'' dobrego cara-batiuszkę. Bardzo chciałbym mylić się w sprawie obecnych relacji Niemcy-Rosja, sam nie cierpię ludzi co zawsze muszą mieć rację, ale w tym wypadku niestety wygląda, że tak właśnie rzeczy się mają. Najlepiej widać to po nagonce w Niemczech na Schroedera, okazuje się bowiem, że Berlin nie tyle chciał zrobić zeń ''kozła ofiarnego'' wobec porażki swej dotychczasowej proputinowskiej polityki, co nade wszystko storpedować próby mediacji między Ukrainą a Rosją w obecnym konflikcie. Wyszło na jaw dopiero co, iż to sam rząd w Kijowie zwrócił się do starego wygi, by ten wykorzystał swe wpływy w Moskwie dla zmiękczenia nieprzejednanego stanowiska Kremla, na co tenże chętnie przystał, bo mu sankcje brużdżą w interesach z Gazpromem. Czekam też na podobne nałożone przez UE na Putina i jego reżim za wywołanie ''katastrofy klimatycznej'' wojną na Ukrainie - taki jeden czołg choćby, ile to żelastwo spala szkodzących planecie paliw kopalnych, w ostateczności dla Timmermansa ujdzie nawet ''inwazja humanitarna'' rosyjskich wojsk, ale tylko o napędzie elektrycznym!

W podsumowaniu naszych rozważań wypada jeszcze zacytować wybitnego nazistowskiego teoretyka prawa Carla Schmitta. Konkretnie przytoczyć fragmenty jego wykładu wygłoszonego na parę miesięcy przed wybuchem II wojny światowej, a wydanego później pod tytułem: ''Porządek wielkoobszarowy w prawie międzynarodowym''. Zasadniczą jego tezą jest przeświadczenie, zgodne z nazistowskim imperializmem głoszącym, jakoby nastąpił ''koniec państw narodowych'' i ich zniesienie na rzecz mocarstwowej Rzeszy. Nie oznacza to bynajmniej formalnej likwidacji państw i narodów jako takich, [ przynajmniej tych uznanych za ''postępowe'' w swej ''aryjskości'' ], lecz bezwzględne podporządkowanie słabszych z nich najsilniejszemu w danym regionie świata, ubrane przez niemieckiego jurystę w gładkie i oględne formuły prawne. Pomnijmy wszakże, iż Grossraum o jakim tu mowa, czyli budowany właśnie na krwi Ukraińców, a może wkrótce i Polaków wielkoobszarowy porządek kontynentalny IV Rzeszy Europejskiej, to jednak wciąż nie hitlerowski Lebensraum z nieuchronnie towarzyszącym mu masowym ludobójstwem, w ramach polityki ''germanizacji ziemi a nie krwi''. Nie ma więc co histeryzować, ale podejść do tego jako wyzwania i pobudki ku mobilizacji narodowej. Jakże aktualnie brzmią uwagi Schmitta w obecnym kontekście po niemal 100 latach od ich wygłoszenia:

''Kiedy upadają państwa i toczy się walka o nowe porządki, z całą wyrazistością uwidacznia się struktura systemów prawa międzynarodowego przyporządkowanych starym krajom. Odpadają wtedy odwodzące od zasadniczej kwestii - którą jest zawsze kwestia przestrzeni - przemalowania wtórnego pozytywizmu. Dominujące i stanowiące nośnik wszystkiego podstawowe pojęcia każdego prawa międzynarodowego, wojna i pokój, uwidaczniają się w całym swym konkrecie związanym z daną epoką i jawnie ukazuje się charakterystyczne dla każdego systemu prawa międzynarodowego wyobrażenie przestrzeni Ziemi i jej przestrzennego podziału. Horyzont tego prawa zamykała nam dotąd wielowiekowa ciasnota niemieckiego myślenia o państwie, prawie zawsze będącego myśleniem małego lub średniego państwa. Dziś jest przezwyciężana z tą samą prędkością, z jaką następują wielkie militarne i polityczne wydarzenia, torując drogę rozpoznaniu, że prawdziwymi ''kreatorami'' prawa międzynarodowego nie są państwa, lecz Rzesze. [...] Z chwilą jednakże uznania Rzesz, a nie państw za prawotwórcze nośniki rozwoju prawa międzynarodowego terytorium państwowe przestaje być jego jedynym wyobrażeniem przestrzeni. Terytorium to ukazuje się wtedy jako coś, czym w rzeczywistości jest, jako jedynie pewien przypadek wyobrażeń przestrzennych możliwych od strony prawa międzynarodowego, mianowicie przypadek zabsolutyzowanego wówczas, a dzięki pojęciu Rzeszy zrelatywizowanemu pojęciu państwa. Inne, dziś niezbędne pojęcia przestrzeni to w pierwszej kolejności ziemia, którą w specyficzny sposób [?] trzeba przyporządkować narodowi, a potem przyporządkowany Rzeszy, sięgający poza ziemię narodu i terytorium państwa, wielki obszar kulturalnego i gospodarczo-przemysłowo-organizacyjnego promieniowania. Powtórzmy w obliczu nowych nieporozumień wokół wcześniejszego ujęcia: Rzesza nie jest po prostu powiększonym państwem, tak jak wielki obszar nie jest powiększonym małym obszarem. Rzesza nie pokrywa się też z wielkim obszarem, ale każda Rzesza ma pewien wielki obszar i dzięki temu rozciąga się na państwo określone przestrzennie wyłącznością swego terytorium i na narodową ziemię danego narodu. Twór władzy bez tego, wielki obszar spinający sklepieniem terytorium państwowe i ziemię narodową nie byłby Rzeszą. Także w dotychczasowej historii prawa międzynarodowego, która w rzeczywistości jest historią Rzesz, nie było Rzeszy bez wielkiego obszaru, choć jego zawartość, struktura i spójność różniły się zależnie od epoki. [...] Miary i mierniki naszych wyobrażeń przestrzeni faktycznie zmieniły się w istotny sposób. Ma to kluczowe znaczenie także dla rozwoju prawa międzynarodowego. Prawo to w XIX-wiecznej Europie o słabym środku i z zachodnimi mocarstwami w tle jawi nam się dziś jak mały świat w cieniu olbrzymów. Ten horyzont nie jest już możliwy dla nowocześnie pojmowanego prawa międzynarodowego. Dziś myślimy globalnie i wielkoobszarowo. [...] Idea Rzeszy Niemieckiej jako jednego z nośników i kreatorów prawa międzynarodowego byłaby wcześniej utopijnym marzeniem, a zbudowane na nim prawo międzynarodowe - prawem tylko życzeniowym. Dziś jednak powstała potężna Rzesza Niemiecka. Środkowa Europa ze słabej i bezbronnej stała się mocna i niezwalczona, zdolna swej wielkiej idei politycznej poszanowania każdego narodu jako rzeczywistości życiowej ukształtowanej przez jej specyfikę i źródło, krew i ziemię zapewnić promieniowanie na terytoria środkowej i wschodniej Europy oraz odeprzeć ingerencje obcych, antynarodowych sił. Czyn Führera zagwarantował tej idei naszej Rzeszy polityczną rzeczywistość, historyczną prawdę i wielką przyszłość w sferze prawa międzynarodowego.''

- dodajmy, obecnie tym führerem wcielającym zbrojnie w czyn ideę Wielkiej Rzeszy Europejskiej ''od Atlantyku po Pacyfik'', okazuje się rosyjski katechon... Poświęcający dla tegoż celu na naszych oczach bratni słowiański, a do tego ruski naród, o ile nie zostanie powstrzymany nad Dnieprem, co daj Boże! Trzeba bowiem pamiętać, że wraz z gwałtownym ubywaniem ludzi i zasobów materiałowych w Europie, będzie postępował brutalny proces koncentracji władzy w nielicznych ośrodkach na miejscu. Wiedzą o tym zarówno Moskwa jak i Berlin, stąd przystąpiły do równania gruntu pod przyszłą ''wielkoobszarową'' wspólnotę na skalę kontynentu, ową ''IV Rzeszę'' wspomnianą w tytule niniejszego tekstu. Czyż muszę jeszcze mówić, że w razie powodzenia będzie to oznaczać zmiażdżenie tak Polski jak Ukrainy i pomniejszych państw regionu, środkami militarnej tudzież finansowej i politycznej presji, stosowanymi przez oba z pomienionych krajów? Na tym tle dopiero widać całą głupotę i krótkowzroczną nędzę polityki Orbana, niewolniczo wprost uzależnionej od Berlina, bowiem obecne Węgry to jedna wielka niemiecka montownia. Nie zdadzą się nam też na nic skandaliczne z polskiej perspektywy, duporealistyczne kocopoły Mearsheimera.  Przy całej swej niewątpliwej inteligencji nie pojmuje on bowiem jednego: że Rosja powstała jako peryferyjne państwo europejskie, które dąży od swego zarania do ostania się jednym z głównych mocarstw Europy. A na drodze ku temu z konieczności stoją jej takie państwa Europy Wschodniej [ błędnie zwanej z niemiecka ''środkową'' ] jak Ukraina czy Polska właśnie, dlatego musimy zadbać o ''bufor'' na wschodzie blokujący ekspansję Moskwy, żywotnie zagrażającej naszej egzystencji jako państwa i narodu. Dziś nie tyle przez zabór terytorium, co dławienie wespół z Niemcami naszych aspiracji politycznych i ekonomicznych prowokacjami granicznymi, szantażem surowcowym, a w końcu może i nawet otwartą agresją militarną. Tak więc to nie NATO sprowokowało Rosjan do agresji na Ukrainę, tylko oni sami wykorzystują obecną słabość Zachodu na czele z USA do wypchnięcia Amerykanów z Europy, które jak słusznie spostrzegł Mearsheimer, oznaczać będzie koniec nie tylko Paktu, ale i samej UE. Wychodzi tu jeden z podstawowych mankamentów teorii amerykańskiego politologa, która generalnie trafnie opisuje ''koncert mocarstw'', ale nie mówi właściwie nic jak w jego obliczu radzić sobie mają małe i średnie państwa jak nasze, co sam przyznał indagowany na tę okoliczność przez Bartłomieja Radziejewskiego. Poza tym jeśli ''Ameryka jest fundamentalnie liberalnym krajem'' wedle słów Mearsheimera, nie mogła prowadzić innej polityki jak ta w dobie rzekomego ''końca historii'', bez wyrzeczenia się swych podstaw ustrojowych, nawet jeśli korygowanych wymogami realpolitik. Obecne sole trzeźwiące w postaci kontry ze strony innych mocarstw, mogą więc tylko wyjść jej na zdrowie, niestety nie można tego samego powiedzieć o krajach naszego regionu, tu sytuacja jest patowa jak trafnie spostrzegł Radziejewski: wbrew Mearsheimerowi rozszerzenie NATO na wschód jest w polskim interesie, ale Zachód obecnie nie ma na to wystarczającej siły, a wątpię by państwom Europy wschodniej udało się samym powstrzymać ekspansjonizm Moskwy nawet przy wsparciu Amerykanów, i to jeszcze z niemal jawnie sabotującymi nasz wysiłek obronny Niemcami i Francją za plecami, w tym sęk. Obym jednak nie miał racji, póki co zbrojny opór Ukrainy dowodem, że można pomieszać Moskwie jak i Berlinowi szyki, tak więc ''ruskie piderasy zdochnitie bladz'!'', jak głosi ten cudnie ''homofobiczny'' zapis militarnych zmagań z rosyjskim monstrum. Widok masy zniszczonego sprzętu putinowskiej armii, czołgów i transporterów opancerzonych wraz z ciężką artylerią, raduje me serce i mimo wszystko cieszę się, że doczekałem tego stąd proszę o więcej:).

I na sam koniec jako postscriptum właściwie, krótka uwaga co do ''przeklętej kwestii ukraińskiej''. Nie łudźmy się - wkrótce opadną emocje i obudzimy się ponownie z ciężkim kacem w II Rzeczpospolitej, jak trafnie wskazuje Wojciech Stanisławski na łamach ''Nowej Konfederacji''. Przy czym dodam od siebie, nie tyle należy obawiać się powrotu terroryzmu rusińskich ''faszystów'', co raczej nowej partii komunistycznej Zachodniej Ukrainy - wystarczy uświadomić sobie, jaki eksplozywny potencjał zawiera relacja: polski pracodawca vs. ukraiński lub białoruski pracownik, o ile barbarzyńskie stosunki pracy nad Wisłą nie ulegną wreszcie ucywilizowaniu! Temat godny osobnego omówienia, lecz nie czuję się w nim kompetentny, stąd jedynie sygnalizuję problem. Oczywiście do liberalnych debili z Kucfederacji to nie dotrze, będą sadzić wolnorynkowe farmazony nawet, kiedy rusińscy prole poczną zarzynać w odwecie polskich ''januszy byznesu'' w ramach nowej ''koliszczyzny''. Jedno wiem na pewno: powinniśmy jako Polacy unikać w naszym stosunku do bratnich słowiańskich nacji ze Wschodu zarówno śmiesznych póz ''zachodnioeuropejskich kolonizatorów'', jakie zwykle niestety przybieramy, co i powielania okcydentalnego ''brzemienia białego człowieka'' w lokalnym wydaniu. No chyba, że chcemy skończyć jak polski szlachcic Włodzimierz Antonowicz, który ostał się świadomie ukraińskim działaczem niepodległościowym Wołodymyrem Antonowyczem. Na zarzuty zdrady narodowej ze strony przedstawicieli swej warstwy społecznej, odpowiadał śmiało: ''jestem renegatem i szczycę się tym tak samo, jakbym w Ameryce szczycił się, że z plantatora stałem się abolicjonistą''. Przewiduję wkrótce w III RP wysyp podobnie ''nawróconych'', jaja to dopiero będą jak tow. Zandberg czy Żukowska przywdzieją w tym celu ukraińskie koszule, ''żydokomuna'' ma przecież genetyczną skłonność do chucpy... Tak to tutaj ostawiam dla otrzeźwienia, które przyjdzie nieuchronnie wraz z dotkliwym dziejowym kacem. Przeklęte kacapy i germańska dzicz postawiły nasze narody w sytuacji przymusowej współpracy, inaczej przepadniemy z kretesem, by jednak do niej doszło realnie, nie możemy opierać zgody na wzajemnych kłamstwach co do naszej trudnej historii. Rosyjski ''katechon'' dał nam przykład jak mit Wojny Ojczyźnianej z niemiecką przecież III Rzeszą, przekuć we wzajemną zgodę między Moskwą a Berlinem. Uczmy się więc odeń, nie powielając wszakże jego błędów, abyśmy nie stworzyli czegoś równie monstrualnego, jak pomieniona na wstępie ''wojenna cerkiew'' i otaczający ją militarny plac zabaw, przyuczający rosyjskie dzieci od maleńkości do roli mięsa armatniego w ramach ''russkiego miru'' - precz!

sobota, 5 marca 2022

Putin - antyfaszysta i dekomunizator z KGB.

Od razu stawiam sprawę jasno, że nie zamierzam brnąć w dezinformacyjne brednie jakie szerzy choćby Kurak, czy mamy do czynienia z wojną na całego, czy też jakimiś ''igrzyskami śmierci'', makabryczną inscenizacją sprokurowaną przez posowieckie tajne służby. A nawet gdyby, i tak mielibyśmy do czynienia z agresją Rosji na sąsiedni, bratni do niedawna słowiański naród. Bowiem Putin-Chujło zniszczył właśnie ''russkij mir'' atakując nie żadnych tam już ''banderowców'', ale rosyjskojęzycznych najczęściej obywateli wschodniej Ukrainy. Wątpię, by ludzie zmuszeni przez sukinsyna do chowania się po piwnicach, czy stacjach metra, których domy obracane są właśnie w perzynę, z wdzięcznością witali rosyjskich ''wyzwolicieli'' [ zaś w ''alternatywnej rzeczywistości'' - jakich zmuszono do udziału w krwawym spektaklu, narzucając brutalnie obcą władzę ]. Oczywiście, jeśli Rosja co nie daj zajmie trwale te obszary, umocni władzę terrorem i toporną propagandą, a i na pewno znajdzie się całkiem sporo kolaborantów wśród miejscowej ludności. Niemniej coś trwale przepadło - Putin wbrew głośnym deklaracjom poświęcił właśnie ''ruski świat'', by kosztem ruiny bratniego słowiańskiego narodu wyrąbać sobie drogę do Europy. Bowiem powtórzę: Rosja bije się na Ukrainie o dostęp do żywotnie jej potrzebnych zachodnich technologii i kapitału, oraz uznanie USA. Sankcje temu nie przeczą - poczekam jak to będzie z blokadą SWIFT, póki co Niemcy już wyłączyły zeń Sberbank, zaś BASF zapowiedział, iż nie porzuci lukratywnych interesów w Rosji, a jedynie ''nie będzie zawierał nowych kontraktów''. Wątpię, choć bardzo chciałbym się mylić, aby kraje Europy Zachodniej poświęciły swe niemałe kapitały zainwestowane w Moskwę - członkini OSW dr Anna Kwiatkowska usłyszała w Niemczech od osoby darzonej przez nią szacunkiem, iż ''kryzys na Ukrainie jest bardzo poważny, ale ostatecznie dla ludzkości najważniejszy jest kryzys klimatyczny i żeby mu zapobiec i tak będziemy potrzebowali współpracy i Rosji i Chin”. Jeśli ktoś sądzi, że takowy pierdolec klimatyczny jest tylko przypadłością ''unijczyków'', niestety raczy się mylić - weźmy na ten przykład amerykańskiego giganta International Paper, posiadającego zakłady i punkty sprzedaży także w Polsce. Otóż utworzył on konsorcjum wraz z analogiczną rosyjską firmą Ilim Group, dla rabunkowego ponoć wyrębu syberyjskich lasów. Do posiadanych już fabryk stawiają nowy kombinat drzewny w nadbajkalskim Ust-Ilimsku, a to by sprostać rosnącemu gwałtownie zapotrzebowaniu na kartony i opakowania papierowe, spowodowanym gigantycznym rozwojem rynku e-commerce wywołanym przez ''pandemię''. Lokalizacja jest nie przypadkowa tak ze względu na zasoby ''surowca'', jak i nastawienie obu korporacji na zaspokojenie popytu azjatyckich konsumentów, co w praktyce oznacza głównie chińskich. Umieszczony na oficjalnej stronie zestaw fot jankesko-kacapskiego naczalstwa jest nadto wymowny - i tak oto Rosjanie wespół z Amerykanami trzebią tajgę na użytek Chińczyków. Nie wyklucza to wcale konfliktu między nimi, gdyż jedynie dla tumana Misesa ekonomia jest sprawą ''pokojowej wymiany handlowej'', tymczasem to raczej właśnie ścisłe powiązania gospodarcze europejskich mocarstw, obok czynników politycznych pchnęły je do obu wojen światowych. Niemniej okazuje dowodnie monstrualną wprost hipokryzję takich korporacyjnych gigantów jak pomieniony International Paper, na którego twitterowym profilu aż mdło się robi od ''ekologicznej'' zieleni, tudzież długiej listy czarnych menadżerów wymienianych w ramach ''inkluzywności'', oraz uczczenia ''black history month''. Nie uświadczysz za to najmniejszej choćby wzmianki ni okazu współczucia dla ukraińskich ''białasów'', cóż - pewnie byłby to przejaw ''white privilege'', niedopuszczalnego przecież w ''wolnym świecie'', nie mówiąc już, że mocno zaszkodziłoby wspólnym interesom z rosyjskim ''partniorem''. 

Jakkolwiek zaś nie roztrząsać obecnej tragedii rozgrywającej się za naszą wschodnią granicą, [abstrahując całkiem od propagandowego cyrku, jaki jej towarzyszy], jedno jest pewne: najbardziej choćby zażarty opór samorzutnie, oddolnie zorganizowanej samoobrony obywateli atakowanego kraju, na niewiele w ostateczności się zda, jeśli nie będzie mu towarzyszyć siła państwa, należycie uszykowanego na obcą agresję. Żadna ''armia nowego wzoru'' nie da rady na dłuższą metę regularnym wojskom agresora, jeśli nie będzie mieć logistycznego wsparcia swojej administracji wojskowej i cywilnej, które zadbają o dostawy broni  i paliwa, oraz zapasów żywności tak dla walczących co i ludności cywilnej, a wreszcie i porządek na zapleczu walk tj. zwalczanie dywersji itp. Bynajmniej nie dezawuuję tym samym zażartego oporu wielu Ukraińców, wręcz przeciwnie! Zadał on bowiem kłam putinowskiej propagandzie o ''nazistowskim rządzie'' Ukrainy, skądinąd z Żydami na czele, spod władzy którego miał być ''wyzwolony'' przez Rosję ''bratni słowiański naród'', by włączyć go w obręb ''ruskiego miru''. Moskale swą agresją na bratni ruski kraj zaliczyli niespotykaną w swych dziejach propagandową klęskę i należy się tylko z tego radować, Putin dowiódł z podanych na wstępie powodów, gdzie ma w rzeczywistości ''słowianofilską'' gadaninę własnego reżimu. Oto na naszych oczach miało miejsce prawdziwie epokowe wydarzenie, ''russkij mir'' poszedł się właśnie jeb*ć, a opór stawili mu głównie rosyjskojęzyczni Ukraińcy ze wschodnich rejonów kraju, ciążący dotąd ku Moskwie. Tak wiem, ''propaganda NATO'' bla bla bla, tylko że to jest g... prawda, bo niestety obecny Pakt Północnoatlantycki to przysłowiowa ''kaszana'', luźna federacja związków zbrojnych poszczególnych państw Zachodu, o czym cwany kacap dobrze wie, stąd poszedł na całość. Na szczęście przelicytował, bo nie uwzględnił oporu ze strony ukraińskiej części posowieckiej armii, ludzi wyszkolonych w akademiach wojskowych ZSRR jeszcze i stąd świetnie znających taktykę Rosjan. Tak więc to ukraińskie postkomuchy i sowieciarze stawili nader skuteczny opór agresji Wielkorusów na ich kraj, a nie żadne NATO, jakiego rola ograniczyła się jeno do dostaw broni i szkoleń, może jakichś ekip komandosów, które jednak same nie przeważyłyby szali w walce. Do tego niezbędne były regularne wojska pancerne, operujące na jeszcze posowieckim sprzęcie obsługiwanym przez takież kadry, Putin wydając rozkaz ataku na swych dawnych ''towarzyszy'' pokazał zaś, gdzie ma ''słowiańskie braterstwo'' jak i ''restytucję ZSRR'' - w żopu! Wedle oficjalnej narracji propagandowej wszczął on bowiem agresję, by położyć kres ''sztucznemu tworowi Lenina'' jakim miała być post-sowiecka Ukraina, nie dziwota stąd, że tamtejsze poradzieckie złogi wojskowe i bezpieczniackie wkurwiły się nań, postanowiły więc dać mu do wiwatu - ''dekomunizator'' z KGB się znalazł:). Nawiasem prymitywizm i głupota przekazu Putina bije przy tym w oczy, jak bowiem w takim razie wytłumaczyć publice, że tym ''komunistycznym państwem'' rządzą rzekomi ''naziści'' i do tego jeszcze żydowscy, wspierani przez kapitalistyczne kraje NATO? Oczywiście masy nie takie bzdury łykają, niemniej nawet jak na standardy wielkoruskiego agitpropu jest to idiotyzm i samozaoranie narracyjne jakich mało. Najwidoczniej kacapów niczego nie nauczyły wojny czeczeńskie, gdzie zbierali łomot od byłych specnazowców z Kaukazu, te Ruskie to jednak durne są, ale czegóż się spodziewać po zadufanych w sobie, imperialnych dupkach. Oby też ścisły sojusz Niemiec i Rosji w dążeniu do zniszczenia ukraińskiej podmiotowości, otrzeźwił wreszcie ''banderowską'' część Ukraińców z tradycyjnej dla nich ''germanofilii''. Przykładem jej był wybitny uczony o ukraińskich korzeniach Stiepan Timoszenko, który po emigracji z opanowanego przez bolszewików rodzinnego kraju, zrobił karierę naukową za oceanem jako ''światowej sławy amerykański inżynier''. W swej autobiografii wspominał gorące dysputy, toczone przezeń z polskimi przyjaciółmi latem '39 roku, podczas których to klarował im niczym klasyczny ''realista'', że powinni przystać na postulaty Hitlera. Nieustępliwość w tej kwestii Polaków obwiniał za wybuch wojny i katastrofę ich państwowości [Zychowicz lubi to!], najwidoczniej jak Studnicki pominął w ideologii autora ''Mein Kampf'' kluczowe dlań pojęcia ''przestrzeni życiowej na Wschodzie'' i ''germanizacji ziemi, a nie krwi''. Dlatego inwazję III Rzeszy na ZSRR przyjął z kompletnym zaskoczeniem, co dowodzi, że nawet wybitne umysły ścisłe mogą okazać się politycznymi idiotami.

W pewnym sensie na zmagania między post-sowieckimi tak samo Rosją i Ukrainą, można patrzeć jako powtórkę z wojny w b. Jugosławii, tyle że na niebotycznie większą, światową wręcz skalę. Wbrew bredniom Michalkiewicza, szerzącego do dziś bzdury jakoby to Niemcy wespół z USA stały za wywołaniem tej ostatniej, zasadniczym jej powodem był rozłam wewnątrz po-titowskiej elity partyjnej, bezpieczniackiej i wojskowej, która w obliczu utraty wiary w komunizm oraz sens wspólnej federacji państwowej, jęła nawracać się żarliwie na nacjonalizm swych wspólnot. Owszem, ''inni szatani'' również tam byli czynni, lecz obce mocarstwa Wschodu i Zachodu, a nawet Południa jak dostarczająca bośniackim muzułmanom broni i dżihadystów Arabia Saudyjska, korzystały jedynie na brutalnej walce o schedę po Jugosławii, zadzierzgniętej w obrębie samych jej władz. W obliczu wygaszania zimnowojennego konfliktu wobec słabnięcia ZSRR, kraje NATO przestały wspierać finansowo i militarnie sztuczny parapaństwowy twór, jakim od swego zarania była Jugosławia, której Amerykanie słali w latach 50/60-ych całe eskadry samolotów bojowych z lotnisk i fabryk Arizony. Nastały więc chude lata dla jugolskich komuchów, reszty zaś dopełnił kryzys przywództwa wskutek śmierci Tity, ledwo to wszystko trzymającego w kupie polityką ''dziel i rządź'' [ powołanie w jej ramach przezeń muzułmańskiego narodu Boszniaków, wydatnie przyczyniło się do późniejszej katastrofy wojny domowej ]. I tak oto niedawni ''towarzysze'' partyjni  rzucili się sobie do gardeł w walce o władzę i resztki pozostałej na miejscu kasy, żarliwie przy tym zapewniając, iż ''od zawsze byli'' bośniackimi muzułmanami, a to znów prawosławnymi Serbami, tudzież chorwackimi katolikami. Znakomicie opisał to zmarły niedawno Jerzy Targalski, świetnie czujący temat bowiem sam ''infiltrował PZPR od środka'' wedle własnych deklaracji... Tak więc mamy obecnie do czynienia z wojną wśród poradzieckich elit w Eurazji, gdzie Rosja pozycjonuje się tradycyjnie dla niej jako europejska potęga kolonizatorska. Tłumaczyłoby to powściągliwe wobec konfliktu na Ukrainie stanowisko Kazachstanu [ najwidoczniej prorosyjski zamach stanu, do jakiego doszło tam niedawno, niespecjalnie się udał ], jak i samych Chin. Nie wyklucza to wcale współpracy między Moskwą a Pekinem, bynajmniej jednak na partnerskich zasadach jak chciałby tego Kreml. Chińczycy bowiem pojmują zapewne, że Rosjanom bardziej pasowałby związek z Niemcami i Francją, być może stowarzyszony z Ameryką Północną jak chciałby tego stary Brzeziński i stojąca za nim jankeska banksterka, a nie powrót do ''mongolskiej niewoli'', opłacania trybutu współczesnym Czyngizydom i upokarzającego żebrania u nich o ''jarłyk''. Przypomnę com opisywał tu onegdaj, że to nie ''Solidarność'' niestety ''obaliła'' Związek Radziecki, ani tym bardziej Bolęsa w pojedynkę, czy nawet papież-Polak z całym należnym mu respektem. Wszystko to było możliwe dzięki temu, że komunistyczny arcyzbrodniarz Mao postawił się sowieckim ludobójcom z Kremla, torpedując projekt globalnego bolszewickiego aliansu pod przewodem Moskwy, dla wspierania walczącego z USA północnego Wietnamu. Stały za tym względy natury ideologicznej, ambicjonalnej a nade wszystko strategicznej - dlatego to wojskowi weterani ''Długiego Marszu'' przekonali ostatecznie Wielkiego Sternika do taktycznego sojuszu z amerykańskim ''papierowym tygrysem''. Wspierani przez komunistyczne Chiny, jak i kapitalistyczne USA afgańscy mudżahedini, pospołu z kambodżańskimi ''Czerwonymi Khmerami'' i afrykańskimi maoistami, wykończyli sowieckie imperium i ich sojuszników jak Etiopia czy Wietnam [ ten ostatni wyszedł ze zmagań kampuczańską partyzantką mocno poturbowany ]. Biorąc powyższe dopiero teraz jasnym staje się wielki ''come back'' Moni Jaruzelskiej - naprawdę jak tak dalej pójdzie kobita ma realne szanse zostać ''prezydętą czeciej erpe'', przewodząc nowemu PRON-owi czy raczej Obozowi Zjednoczenia Narodowego, godząc ''patriotyczną lewicę'' z resortową prawicą. W każdym razie to stan państw biorących udział w obecnych zmaganiach, oraz posiadane przez nie zasoby zadecydują o ostatecznym rezultacie konfliktu na Ukrainie [ a nie ''w'', politpoprawne debile! ], nie zaś ''oddolne pospolite ruszenie'' obywateli, z całym należnym im szacunkiem, bo również ma to znaczenie, lecz głównie propagandowe.

Dlatego mam szczerą chęć przegryźć gardło każdemu libtardowi bredzącemu w Polsce, że ''państwo złodzieje, a podatki kradzież!'' - ciekawym czy wymarzone przezeń ''prywatne agencje ochrony'' zapewnią mu bezpieczeństwo w razie agresji innego państwa. Bowiem powtórzmy, w liberalnym paradygmacie ustrojowym rola sił zbrojnych ogranicza się właśnie do odpowiednika agencji ochroniarskiej, dzięki której to opłacanym z dobrowolnych podatków ''usługom bezpieczeństwa'', reszta społeczeństwa może spokojnie uprawiać ''pokojową'' rzekomo wymianę rynkową. Fikcja ta pasuje jedynie anglosaskim mocarstwom morskim, które nigdy w swych dziejach nie musiały mierzyć się na lądzie z takim imperialnym monstrum jak Moskwa, gdzie wszystko włącznie z ekonomią podporządkowane jest militarnej i propagandowej agresji. Innymi słowy istotowy dla liberalizmu indywidualizm, oraz płynąca stąd atomizacja społeczna stawiają nas na z góry straconych pozycjach w konfrontacji z Rosją. Niestety Zachód z USA na czele wydatnie się do tego przyczynił, promując własne rozwolnościowe gówno nad Wisłą, na którego komfort uprawiania jak widać nie możemy sobie pozwolić. Tylko solidaryzm narodowy, zrównywany przez libtardów i korwinowych rusofilów z niemieckim nazizmem, oraz mocne i sprawne struktury państwowe mogą nas ocalić. Co więcej, sami Amerykanie to wiedzą, żeniąc propagandowo swe libertariańskie kity innym, lecz u siebie w razie potrzeby stosując bezwzględny etatyzm. Dowodem choćby słynna Dolina Krzemowa, która stanowi twór Pentagonu i CIA - temat godny osobnego opracowania. Wszyscy rodzimi ''dogadywacze'' z Moskwą niech pojmą wreszcie, iż rozpatrywana w kategoriach czysto psychologicznych Rosja jest urodzoną psychopatką. Poniewierającą innymi, a samemu użalającą nad sobą, kreując się we własnym tylko mniemaniu na wieczną ofiarę, jakiej to poświęcenia oczywiście niewdzięcznicy z otoczenia nie doceniają należycie itd. Znamy aż do urzygu tę gadaninę, polityczny ''mechanizm projekcji'' rzutujący własną imperialną agresywność na innych, przede wszystkim zaś na polski naród, któremu Moskale zwykli od wieków przypisywać niemal wszystkie swoje wady. Bowiem jakby to megalomańsko nie zabrzmiało, to właśnie głównie Polska stoi na drodze Rosji do stania się w pełni europejskim mocarstwem, do czego dąży ona niemal od zarania swej państwowości. Mylą się więc ci, co jak Piłsudski mniemali, że to twór Czyngiz-chana, stanowczo w tym Marszałek i jego zwolennicy nie mieli racji. Bardzo chętnie bym wypił w intencji, aby Rosja stała się czysto azjatyckim państwem, przeniosła swą stolicę za Ural i dała nam wszystkim spokój wreszcie tu w Europie Wschodniej. Niestety, obecny konflikt na Ukrainie dowodnie okazuje, że Rosja jest częścią Europy a nie Azji, i to ona a nie Polska stanowi prawdziwe ''przedmurze Zachodu''. Inaczej Putin nie zdecydowałby się na tak desperacki krok, rujnując całą swą dotychczasową politykę opartą tak na postkomunistycznych, jak i ''pansłowiańskich'' resentymentach. Bynajmniej przy tym nie ''oszalał'' jak pierdzielą już domorośli ''gejopolitycy'', którymi obrodziła krajowa opinia publiczna, zdaje on sobie bowiem zapewne sprawę, iż jego kraj nie przetrwa bez dopływu kapitałów i technologii z szeroko pojętego Zachodu. A ponieważ Rosji nie pozostało najwidoczniej nic innego, postanowiła wywalczyć sobie respekt Europy i USA kosztem ''braci Słowian'' i postkomunistów ze wschodniej Ukrainy, rzucając na stół ostatnią kartę jaka jej pozostała w talii - nagą siłę. Na szczęście szuler Putin najwyraźniej grubo przelicytował i nawet - co nie daj! - ostateczne zwycięstwo Moskwy w tym konflikcie, będzie oznaczać jego porażkę, by nie rzec wprost klęskę całej dotychczasowej polityki jaką prowadził.

Zdaję sobie sprawę, że takowe stawianie sprawy może wyglądać w obecnej sytuacji na obłęd, zamiast jednak ulegać propagandowym przekazom żerującym na płytkiej emocjonalności, spróbujmy rozpatrywać rzec na zimno, jak ów ''ruski szachista'' o którym w kółko pierdzieli Michalkiewicz. Poczekajmy więc spokojnie o ile to możliwe na rozwój wydarzeń, jak dużo gigantów zachodniego przemysłu i finansjery w typie pomienionych na wstępie, rzeczywiście wycofa swe inwestycje z Rosji, oraz jak skuteczne będą narzucone przez Okcydent sankcje. Nie sądzę, by ten ot tak porzucił swą ''daleko wysuniętą kasztelanię'' na rubieżach Eurazji, jaką to od swego zarania w istocie była Moskwa, a nie Rzeczpospolita wbrew mrzonkom mecenasa Bartosiaka. Póki tego nie pojmiemy nadal będziemy się dziwić, czemuż to długi szereg rosyjskich geniuszy europejskiej niewątpliwie kultury jak Dostojewski czy Szostakowicz, wybitnych bez dwóch zdań literatów, kompozytorów i malarzy, mógł być jednocześnie wielkoruskimi szowinistami jak choćby Puszkin. Wszystkim literaturoznawcom nasładzającym się ''przyjaźnią'' między nim a Mickiewiczem, radzę sprawdzić jakie to wiersze wypisywał tenże poeta w trakcie Powstania Listopadowego. Durne bojkoty stąd jego twórczości mogą nas tylko narazić na zarzuty o ''rasizm'', gdyż właściwie Puszkin był Afro-Rusem, a to przez swego przodka Murzyna tj. chciałem rzec ''pigmentododatniego'' niewolnika z Afryki. Tenże wyzwolony przez Piotra I zrobił wprost oszałamiającą karierę w carskiej Rosji, mianowany pod koniec żywota wielkorosyjskim namiestnikiem w ''pribałtice'', zhołdowanej przez Moskwę kosztem Rzeczpospolitej. Wyobrażacie to sobie?: czarny generał-gubernator, jako bezwzględny ''wieszatiel'' zaprowadzający rządy żelaznej ręki na podbitych przez Moskowię terenach - takie numery odchodziły kiedyś w dziejach Europy Wschodniej, zwanej błędnie z niemiecka ''środkową''. Rzecz więc nie w głupawym bojkocie twórczości wybitnych rosyjskich artystów, jak choćby kompozytor Strawiński - skądinąd wynarodowiony Polak nawrócony na wielkoruski szowinizm imperialny, dla którego ''szeleszczący'' język przodków był parodią płynnej rosyjskiej mowy. Idzie natomiast o świadomość, że liberalna i prozachodnia Rosja stanowi dla Polski bodaj jeszcze większe zagrożenie, niż ''czarnosecinna'' i jawnie imperialna pod wodzą Putina. Cieszy, że nie jestem w tym odosobniony i tacy jak choćby Krzysztof Kloc przypominają, iż nie tylko Nawalny, lecz także Sołżenicyn jak i - co mało kto wie - Josif Brodski, noblista i znakomity skądinąd pisarz, wszyscy oni to moskiewscy imperialiści. Żydowskie pochodzenie ostatniego z wymienionych bynajmniej mu w tym nie przeszkadzało, pomnę jego ohydne słowa kwestionujące samodzielny byt narodowy Ukrainy, przypomniał dobrych parę lat temu na jakimś spotkaniu prof. Andrzej Nowak. W poprzednim tekście zamieściłem cytat z analogicznej wypowiedzi rosyjskiego arcyliberała Piotra Struve, stąd jeśli ktoś żywi nadal jakieś złudzenia, iż po ewentualnym obaleniu ''czarnosecinnego'' jakoby Putina coś się w polityce Moskwy istotnie zmieni na lepsze, ma w takim razie nasrane do łba. Niech lepiej więc zamiast wygadywać głupoty, obada koncept ''liberalnoj imperii'' Anatolija Czubajsa, tak na początek. Pisałem o tym i powtórzę zawczasu, by przygotować się ewentualnie na amok wszystkich ''tęczawych'' wrogów Putina, jeśli przyjdzie do pałacowej rewolucji i wymiany ''katechona'' na LGBTarianina: Polska dopiero wtedy będzie mieć przej... na całego. Spełni się bowiem koszmarna dla nas ''strategiczna wizja'' Brzezińskiego, omawiana już na tych łamach onegdaj tj. powstanie ''rozszerzony Zachód'' jak pisał, rozciągający się od ''Vancouver po Władywostok''. EuroRosja, której trzon stanowić będzie oś Paryż-Berlin-Moskwa, wespół ze Stanami Zjednoczonymi i Kanadą utworzą wówczas globalistyczny lądolód, ogromną czapę jaka nas zmiażdży jako osobny kraj i naród, bez złudzeń. Co mnie pociesza, że Brzeziński ma na koncie sporo poronionych przewidywań, oby więc i w tym wypadku stało się podobnie, niestety ta kreatura Rockefellerów zasiadała w tylu globalistycznych gremiach, iż nie można na jego brednie ot tak machnąć ręką. I to jest prawdziwy ''New World Order'', jakiego Polacy winni się teraz obawiać, a nie wielkoruskie strachy na lachy ze ''Stop NOP''! Póki co należy czujnie przyglądać się, czy synalek Brzezia nasłany nad Wisłę jako ambasador USA, nie będzie aby próbował realizować testamentu politycznego tatuśka, a wtedy rzucić mu na ryj: ''aj waj, to nie jest wasz kraj'' skurwysyny! Dlatego wcale mnie nie cieszy, że Izrael przysłał też w końcu do Polski swojego ambasadora, do tego sowieciarza jak przystało na bezczelnych chucpiarzy, co stanowi zły omen, bo zwiastuje ''normalizację wzajemnych stosunków'' niestety... Niedopuszczalną wobec kunktatorskiej postawy żydowskiego państwa, względem zagrażającej naszym żywotnym interesom wojskowej i propagandowej inwazji Moskwy na sąsiedni kraj!

Nie liczyłbym stąd na otrzeźwienie u takich politpoprawnych kretynów jak Richard Moore, obecny szef brytyjskiego wywiadu, który w obliczu niewątpliwej agresji Rosji na Ukrainę [naprawdę mniejsza już rzeczywistej czy propagandowej, bo skutek polityczny jest jeden] dojebał akurat na swym TT o ''uczczeniu praw osób LGBT''. Do jełopa nie dociera najwidoczniej, że to żadna kontra wobec kacapskiego tyrana, a wręcz przeciwnie - pozwala mu zgrywać ''katechona'' i ostatnią nadzieję ''białych konserwatystów'' [ może zresztą o to właśnie chodzi i to obustronna ustawka, ale i tak głupia a nade wszystko podła ]. Cóż się jednak spodziewać po tumanie, który deklaruje uprawianie ''ekologicznego szpiegostwa'' dla pilnowania, czy aby inne kraje przestrzegają limitów emisji ''zabójczego dla klimatu'' CO2. Niech weźmie na tapet pomieniony wyżej amerykański koncern papierniczy, kolaborujący z ''homofobicznymi'' Rosjanami w iście kolonialnym rabunku zasobów leśnych Syberii, nie mam ochoty już sprawdzać, lecz jestem pewien, że u siebie w kraju też nalazłby podobnych wrażych szkodników planety. Czy może stąd dziwić, iż omal nie nabrałem się na ''tęczawe'' fejk-konto niejakiej ''Titanii McGrath'', fikcyjnej postaci stworzonej przez angielskiego komika, stanowiącej parodię tych wszystkich ''niebinarnych płciowo ekolożek'' [ czy raczej ''ekolożyszcz'' ]? Przyszło nam żyć w czasach, kiedy tylu post-ludziom już głowa pojebała się z dupą, że powinno to być wybaczalne, doprawdy trudno nie raz ustalić czy ktoś aby nie robi sobie tylko ordynarnych jaj, czy on jednak o zgrozo na serio. Należy uczciwie rzec, iż przypadłość ta dotyka również ludzi prawicy jak choćby Tucker Carlson, znany amerykański komentator stacji Fox, który dał sobie wmówić brednie o Putinie jako ''konserwatyście'' i teraz sam je szerzy wśród swych widzów. Nie jest w tym odosobniony niestety na jankeskiej prawicy, stąd dziś granica między durnotą a rozumem przebiega w poprzek podziałów ideologicznych, bynajmniej ich nie znosząc podkreślmy. Dla Polski taki przynajmniej z putinowskiej zbrodniczej chucpy plus, że dzięki niej widać jak na dłoni całą nędzę naszych wrogów, jak choćby zafajdany mason Timmermans - akurat gdy na Ukrainie trwają prawdziwe ''igrzyska śmierci'', okrutny spektakl rozpętany przez polityczne bestie, jebaniec pierdoli jak najęty wciąż o ''globalnym ocipieniu''! Niech sankcje nałoży na Rosję za przekroczenie limitów CO2, ile to się cholerstwa dostało do atmosfery przez te wszystkie samoloty, czołgi i rakiety, Grecia powinna za to rzucić w twarz Putinowi słynnym już: ''hał der ju!''. Z drugiej jednak, całkiem sporo emitentów śladu węglowego pomordowało się wzajem przy okazji, więc w sumie dobra rzecz dla planety się stała, może stąd należałby się raczej za to jaki pokojowy nobelek ''katechonowi''? No, ale co począć z ewidentnym złamaniem przez Moskwę ''praworządności'', tak drogiej przecież eurokratom - tragiczne dylematy aż człekowi zapiera dech w piersiach, niczym Peszkowej od kutasa tajskiego transa w gardle.

Trudny wybór - szydzę, ale to jest doprawdy wyborne, kiedy niemiecka ''ministra'' dyplomacji od ''zielonej'' partii ekologów wprost oświadcza, że jej kraj nie może ot tak nałożyć sankcji na Moskali, bo uzależnił się od dostaw rosyjskiego węgla - węgla pojmujecie?! ''Zielone Niemcy'', to wzorcowe dla naszych folksdojczy ''unijczyków'' państwo, jeśli idzie o ''praworządność'' i ''walkę z ociepleniem klimatu'', okazuje się bierze udział w ''zbrodni środowiskowej'' na tak masową skalę? NIE-MO-ŻLI-WE! Kurwa... i ja mam później nie pieklić się niby, ani pluć jadem pod adresem takich wynarodowionych kanalii jak Wojda, Zapała czy Chłodnicki, by poprzestać na wymienieniu tylko lokalnych kieleckich szkodników, którzy trzeba przyznać konsekwentnie zajmują antypolskie stanowisko. Czy stosują w tym celu ohydne szantaże moralne rzekomo w imieniu ''matek z dziećmi'', czy jak teraz  wystają z ukraińskimi flagami na miejskim rynku, jednako idzie im o dopierdolenie nam masowym zalewem migrantów, najlepiej obcych rasowo i religijnie, aczkolwiek pokrewni Polakom pod tym względem Ukraińcy też się im nadadzą. Przy czym trzeba jasno postawić sprawę, że za obecny kryzys migracyjny na  wschodnich granicach Polski odpowiada agresywna polityka Rosji, bo z tego co bredzą o tym kreatury pokroju wspomnianego na wstępie Matki Kurki czy Warzechy zdaje się wynikać, że winę za to ponosi PIS. Oczywiste bzdury, zwłaszcza jeśli idzie o pierwszego z pomienionych, który obleśnie sugerował, iż niepotrzebnie przyjmujemy ludzi z rejonów nieobjętych przecież walkami.  Trafnie wypunktował jego głupotę Krzysztof Kloc, że w takim razie z kraju ogarniętego wojną ''uchodzić powinni jeno ci, w których budynki, konkretnie, uderzyły rakiety i bomby''. Jak w ogóle sobie wyobraża to Matek Kurak, gdyby polskie państwo postawiło szlaban przed napływającymi masowo z Ukrainy uciekinierami, czy tuman ogarnia jak wówczas nasz kraj byłby za to flekowany na arenie międzynarodowej, nie mówiąc już o politpoprawnych Niemczech czy USA? Nade wszystko zaś stanowiłoby to gratkę dla ruskiej propagandy, która znalazłaby argument na poparcie swego dorabiania nam gęby ''faszystów'', doprawdy trzeba być skurwiałą mentalnie onucą, aby szerzyć tego typu bełkot. Popieram stąd postulat Kloca, by podobnych Kurakowi wsadzać do Berezy i takowa dawno powstałaby, gdyby faktycznie PiS okazał się ''neosanacją'' [ a niestety nie jest, nawet parodią piłsudczykowskiego obozu władzy ]. Z kolei redaktor Warzecha postanowił podzielić się z opinią publiczną na TT swym bólem, z powodu ''niegodnej lokalizacji'' pomnika ofiar banderowskiego ludobójstwa na Wołyniu, akurat w obecnej sytuacji, lecz wedle jego gorących zapewnień ''zupełnie bez związku'' z nią, a jakże. Oczywiście nie mogło również zbraknąć wynurzeń dwóch narcyzów - Bartosiaka i Zychowicza, zacnie wyszydzonych przez jakiegoś lewusa. Szkoda, że tym razem panowie nie wystąpili w skórze, co nadawało ich występom nieco perwersyjnego charakteru gejowskiego sado-maso, bardzo medialnego przyznajmy. Wszakże nikt nie przebije w głupocie Beaty Pawlikowskiej, posyłającej z Zanzibaru ''moc miłości'' tak potrzebnej obecnie Ukrainie - pili pili coiny płyną już nad Dniepr szerokim strumieniem...

Teraz zrozumiałym staje się, czemu opisana w poprzednim tekście ''chujmanitarna'' dzicz odstawiała cyrki w ''solidarności z walczącą Ukrainą'' - Wojda chciała nachodźców w Polsce, no to się ich doczekała. Takim przydałaby się jeszcze jakaś katastrofa humanitarna na granicach, ile można by wtedy wygrańcić hajsu dla NGOSów na ''pomoc dla migrantów'', tudzież walkę z ''nietolerancją'' miejscowych, byłyby to dla nich prawdziwe ''złote żniwa''. W ostateczności pozostaje przygarnąć jakie dwie ładne sunie z Ukrainy, albo słynnego kotka z białoruskiej granicy, co to uciekł do nas przed talibami z Afganistanu. Kremlowska szczujnia już ponoć nadaje o biednych Murzynkach i Hindusach bitych na polskiej granicy przez naszych ''faszystów'', cóż mogę rzec: antyfaszyści Wschodu i Zachodu łączcie się! Klempa Suchanow coś o tym wie - okazuje się, że moja paranoja nie zawiodła mnie co do niej: właśnie wychodzi na jaw, że piździszcze wychwalało ''czarny strajk'' podczas moskiewskiego sabatu feminazistek, na którym skądinąd udzielała się też jakaś znaczna czekistka, a wszystko to w proaborcyjnej putinowskiej Rosji. Nie dziwi stąd, że tak ujada przeciwko Ordo Iuris oskarżając je o ''ruską agenturalność'', wiadomo ''na złodzieju czapka gore'', aczkolwiek wcale jeśli o to idzie nie ustępują lewakom i ''prawe'' media - debile z TVP Info, Pereira i reszta hołoty omal nie dały pretekstu Ruskim do wypowiedzenia nam wojny. Puściły tumany bezkrytycznie za Ukraińcami fejka jak się rychło okazało, że Polska udzieli lotnisk wojskowych dla ukraińskich myśliwców, co oznaczałoby jawne opowiedzenie się jako strona w konflikcie. Na szczęście najwyższe czynniki państwowe z prezydentem na czele szybko to zdementowały, a fatalny njus zniknął z portalu informacyjnego Kurski tv, ale smród pozostał i teraz kremlowska szczujnia medialna może go bezkarnie szerować dalej. Przy czym nie idzie nawet już o samo udzielenie przez Polskę baz i samolotów Ukrainie, a niechby nawet, tym bardziej jednak nie trąbi się o tym w mediach, paląc tym samym całą akcję na wstępie i dostarczając wrogowi gotowy materiał propagandowy! Ostatecznie zaś dno żenady publiczna tv zaliczyła występem na wizji red-aktora Jakimowicza, jako ''eksperta'' ds. rosyjskiej broni jądrowej... Obaj Kurscy są zakałą polskiej przestrzeni publicznej i powinni być z niej po równi usunięci, najlepiej byłoby w ogóle polikwidować wszystkie ''prywatne'' a tak naprawdę resortowe media, ostawić jeden tylko kanał publicznej telewizji z ograniczonym maksymalnie przekazem politycznym do suchych komunikatów rządowych, żadnych polityków tak od władzy jak i z opozycji do studia nie zapraszać, zamiast niech leci do urzygu Zenek a reszta wypierdalać!!! Niniejszą stronę też mogą wtedy zamykać, sam bym zresztą to wówczas zrobił nie mając już nic do omawiania, jakże błogo o tym pomyśleć... Dla Polski ten przynajmniej z putinowskiej rzeźni pożytek, że dzięki niej widać jak na dłoni całą nędzę kacapskiej szczujni medialnej na miejscu - taki Rola ze Szlachtowiczem nawet się już nie krępują, jadą ordynarnie ''banderowcami'' niczym Jabłonowski, zupełnie jak gdyby ofiarą rosyjskiego ataku nie byli obecnie zazwyczaj rosyjskojęzyczni Ukraińcy, potomkowie weteranów ''wojny ojczyźnianej''! Wielokrotnie tu przeze mnie omawiany i krytykowany za powielanie kremlowskiego agitpropu Krystian Jachacy, siedzi właśnie zesrany w domu wokół którego krążą nocami grupy ludzi, niedwuznacznie dających mu do zrozumienia, co sądzą o jego prorosyjskim zaangażowaniu. Podbito zaś oko redaktorowi ''Chrobry Szlak'' Klimczakowi, kto więc następny - LaSSecki? Nie dziwota stąd, że ''partyzant infosfery'' Karol Kaźmierczak obsrał zbroję i przezornie wybył na Wileńszczyznę, biorąc powyższe na jego miejscu też zachwycałbym się zapadłymi wiejskimi chatynkami, poza zasięgiem pięści kolegów z pokrewnych organizacji, acz mających odmienny stosunek do rosyjskiej inwazji. Wprawdzie wolałbym nie kryję, aby w inny sposób rozstrzygano polityczne spory, ale też sytuacja na tyle zaostrzyła się z winy Moskwy, a sama Rosja stosuje wobec swych przeciwników znacznie brutalniejsze metody, stąd ''sorry bicz'': poniekąd sami się na to pisaliście obierając tak *ujową stronę i nie może być wobec was pardonu. Aczkolwiek trzeba mieć też na uwadze, czy aby w ten sposób nie dorabia im się gębę ''męczenników za sprawę'', może i tak być. Najlepsze więc byłyby tu rozwiązania systemowe, jakie postuluje wspomniany wyżej Krzysztof Kloc czy choćby Coryllus, czyli specustawa o zdradzie stanu i konsekwentne jej egzekwowanie, bo w obecnej sytuacji takim jak Grzegorz Braun należy się Bereza 2.0.

Ostatecznie z braku niestety Kostka-Biernackiego, można by wszystkich pomienionych wyżej posłać do klatki z Jasiem Kapelą - przynajmniej na coś by się cholerny pasożyt, nieuk i beztalencie wreszcie przydał. Nawiasem triumf kanalii wcale mnie nie dziwi, gdyż przed laty już czytałem wywiad, gdzie chwalił się swym doświadczeniem w podwórkowych bójkach, a tym w istocie była stoczona przez niego pożal się ''walka MMA''. Ostrzegałem na tych łamach onegdaj prawackich napinaczy przed pewnym antyfiarzem i mistrzem wschodnich sztuk walki, aby nie było później wstydu, że zebrało się srogi łomot od wyszkolonej przezeń ulanej lesby z różowym czubem czy inszego lewackiego pedała. Co więcej, sam durny Jaś może robić za pozytywną odtrutkę na stulejarskie pierdolenie o Chadach, że jakoby nikt poniżej 180 cm wzrostu i bez wyrzeźbionej na siłce klaty nie ma co liczyć na zaruchanie. Tymczasem okazuje się, że można wyglądać jak gówno i samemu nim być a rżnąć baby aż miło, bo z Kapeli imprezowy chłopak jest, ostatecznie nazwisko zobowiązuje. Ciekawy byłby też pojedynek między nim a synalkiem aborterki Nowickiej, czyli ''towrzyszem Michałem'' jako zadeklarowany komunista wspierającym likwidację ''poradzieckiej'' Ukrainy przez ''czarnosecinnego'' Putina:))). Na finał naszych rozważań powtórzmy więc krótko, com tu już pisał wielokrotnie: tak, ''Wołyń pamiętamy!'', za chachłami niespecjalnie zaś przepadamy, ale też nikt z głową na karku w Polsce nie będzie miał ochoty na ''zdenazyfikowanie'' go kacapskimi rakietami. Bowiem rzeczy mają się tak, iż w oficjalnej rosyjskiej narracji jesteśmy jako naród i historyczny spadkobierca II RP współodpowiedzialni za wybuch II wojny światowej, a to przez rzekomy rozbiór Czechosłowacji wraz z III Rzeszą w '38 roku. Napisałem już co sądzę o tych bredniach i każdy kto je powiela w naszym kraju, jak choćby Sławomir Cenckiewicz czy Krzysztof Rak, chce tego czy nie robi za tubę kremlowskiej propagandy. Nie ma znaczenia, że tylko jako ''pożyteczny idiota'', bo nie posądzam obu panów o świadomą agenturalność, skutki są wszakże jednakie. Tyczy to również wspomnianego na wstępie ''dylematu'', czy mamy do czynienia za naszą wschodnią granicą z autentycznym konfliktem zbrojnym, czy ''tylko'' propagandą wojenną na niespotykaną dotąd skalę, bowiem nawet wtedy byłby to wrogi Polsce akt rosyjskiej agresji państwowej, który powinniśmy tępić z całą bezwzględnością na jaką nas stać. Wszakże nie pierdzieląc farmazony typu ''Marszałku, prowadź na Moskwę!'' wygłaszane zwykle przez domorosłych ''gejopolityków'', którzy oczywiście sami nie ruszą tłustej dupy na Ukrainę, by tam walczyć w obronie gromko deklarowanych haseł. Wymagałoby to bowiem znoszenia trudów i wiązało z tak olbrzymim ryzykiem, że spękaliby natychmiast wszyscy internetowi napinacze. Może więc zamiast wyżywać się w niepotrzebnym biciu piany, przypomnielibyśmy sobie wreszcie jako Polacy, żeśmy bezwzględnymi eurazjatami, a nie ''szlachetnymi paniczykami'', czyli wiecznymi przegrywami jakich to gębę dorobili nam Rosjanie pospołu z Niemcami. Tylko kompletny idiota nie mający pojęcia o sztuce walki polską szablą, bredzić będzie o ''wymachiwaniu'' nią, znać po tym mentalnego kacapa lub folksdojcza. Rzecz więc nie w łzawych obrazkach z płaczącymi ukraińskimi dziećmi, które to wzruszenia rychło przerodzą się w powszechne narzekanie Polaków na ''przeklętych chachłów'' zabierających im jakoby pracę i świadczenia socjalne. Wińcie za to Putina i samą Rosję, która nam ten majdan nomen omen sprokurowała swą agresywną polityką, dlatego acz rozmowy trzeba z nią prowadzić jak Rau z Ławrowem, lecz tylko z pozycji siły, bo innego języka Moskwa nie pojmuje, choćby nie wiem jak ''liberalna'' i ''prozachodnia'' przy tym była. O to zaś trzeba zadbać samemu, budując konsekwentnie na tyle mocne instytucje państwa jak szeroko pojmowana obronność, że budzić to będzie realny respekt wśród sąsiadów. Nie są to żadne ''imperialne mrzonki'', lecz kwestia zwykłego przetrwania i możliwie dalszego rozwoju, w obliczu brutalnej konfrontacji dziejowej jaka ogarnęła nasz rejon świata. Jeśli ktoś sądzi zaś w swej bezmyślności, że to jakiś ''PiSowski agitprop'' przypomnę tylko, iż koncept EuRosji ''od Atlantyku po Pacyfik'' głosił ojciec obecnego premiera Morawieckiego, znany działacz ''Solidarności'' i przywódca jej ''walczącego'' z komuną skrzydła, akurat dziwnym trafem na zapleczu Śląskiego Okręgu Wojskowego i stacjonującego w Legnicy w owym czasie dużego zgrupowania sowieckich wojsk. Sam ''junior'' od początku był przeto otoczony ''czułą opieką'' oficerów PRL-owskiej ''wojskówki'', mając dzięki nim dalekie wprawdzie, jednak dość mocne związki z zapleczem ''libertariańskiej'' Konfederacji... Jak widać na przykładzie zmagań na niwie propagandowej jak i militarnej, toczonych obecnie przez dawnych ''towarzyszy radzieckich'' ze stosunkowo niewielkim doprawdy udziałem NATO, wcale nie musi to zaraz oznaczać domniemanej ''ruskiej agenturalności'' PiSowskiego premiera. Niemniej warto by kiedy przyjrzeć się temu, ale to już temat na zupełnie inną okazję, tak więc dzięki za uwagę wszystkim czytelnikom, jacy dotrwali do końca niniejszego obszernego tekstu.