...albo szabes-goja, folksdojcza i ruskiej k... ew. apatrydy jeśli komu brzmi to zbyt obcesowo - miałem poruszać zupełnie inne tematy, ale nie mogę przejść obojętnie nad głośnym ostatnio przypadkiem pewnego kieleckiego sekciarza, który dostał w końcu swoje ''5 minut'' przebijając w tym mocno przywiędłą, zdychającą już chyba definitywnie gwiazdę pastora Chujeckiego, mowa rzecz jasna o chucpie ''radosnego świętowania'' przez władze ''Wolnego Miasta'' Gdańska rocznicy niemieckiej napaści na Polskę ''marszem pojednania'', gdzie rzeczony pajac robi za słupa czyli oficjalnego ''organizatora''. Ponieważ za Edziem kryje się nie tylko jakiś niemiecki pastorzyna, ale i jako zapewne jego oficer prowadzący niegdysiejszy ''wizjoner biznesu'' Andre Gąsiorowski, także gorliwy zielonoświątkowiec czyli ''judeochrześcijanin'' sensu stricto, posiadający przy tym mocne prorosyjskie koneksje, więc cała rzecz wygląda na prawdziwy ''trójkąt kaliningradzki'' z jednym wierzchołkiem sięgającym daleko od południowych granic Polski do pewnego bliskowschodniego kraju... Potwierdzałoby to więc moją intuicję, że ruchy sekciarskie podobnie jak ''ekonielogiczne'' czy LGTB są formą jawnej agentury wpływu pełniąc prowokatorską rolę [ przypominam tylko, że w niedawnych protestach ''organizacji pozarządowych'' w Czechach również prym wiedli protestanccy ''teologowie'' ], zaś przykład takich typów jak Edek czy inny świecki świątek świętokrzyski Bogdan Białek żywym dowodem, iż Kielce to nie żaden tam ''kleryków'' a zwyczajny Ubeków, i jak resortem miasteczko to stało tak stoi tworzącym tu prawdziwy ''głęboki samorząd'', robiąc za poligon służb nie tylko krajowych, ale może nade wszystko Wschodu i Zachodu o ''dalekim Południu'' już nie wspominając, wszystkich mających jednako interes, choć z różnych powodów w utrzymywaniu fikcji rzekomego ''pogromu'' - nie jest to bynajmniej przejaw jakowejś prowincjonalnej megalomanii, bo serdecznie chromolę takową ''sławę'', a jedynie stwierdzenie faktu, i w tym - i TYLKO w tym sensie - to rzeczywiście ''miasto przeklęte''. Miejsce prowokacji też nie wybrano przypadkowo - po dziwnym zaiste zamachu na Adamowicza pojawiły się na ''Sputniku'' wypowiedzi Rosjan czynione niby to żartem o Gdańsku jako ''przedłużeniu obwodu kaliningradzkiego'', wiadomo, że ''tragicznie zmarły'' prezydent miasta, niegdysiejszy ''twardy prawicowiec'' przecież, regularnie biegał co roku z wiązankami na cmentarz żołnierzy radzieckich by podziękować ''wyzwolicielom'', i został się krwawo teleportowany akurat, gdy zaczęło palić mu się pod tyłkiem z powodu wychodzenia na jaw licznych popełnianych przezeń machloj [ nie wspominając już o kompletnie nieuzasadnionej ekonomicznie sprzedaży Niemcom miejskiej spółki dostarczającej mieszkańcom energię i innych koncesjach czynionych podczas jego rządów na rzecz Berlina i UE ], pora
więc by taki profesjonalny dziennikarz śledczy jak Tomasz Piątek zabrał
się za zdemaskowanie działającej tam mafii sołncewskiej i jej powiązań z
lokalnymi, prominentnymi politykami:). Szydzę, ale wygląda na to, iż całe Trójmiasto faktycznie może stanowić prototyp ''kondominium niemiecko-rosyjskiego pod żydowskim zarządem powierniczym'', a właściwie żydo-masońskim biorąc pod uwagę tamtejsze rozbuchane wolnomularskie tradycje czego sami ''dyskretni'' nie ukrywają [ i im należy dawać tu posłuch a nie Krajskiemu, który wprawdzie coś tam słyszy, ale nie wie dokładnie w którym kościele ], stąd rzeczony marsz fakt ten miałby przypieczętować pojednaniem między dawnymi rywalami dokonanym ponad naszymi głowami na trupie ''białej Polski'' jak na paradzie w Brześciu Litewskim we wrześniu '39 - skojarzenia są ewidentnie, tym bardziej, że przecież sowiecki dowódca towarzyszący podczas niej hitlerowskiemu generałowi Guderianowi był Żydem, nazywał się Kriwoszein... Nie będę rozpisywał się o tytułowym pajacu, bom już to nieco uczynił dobrą prawie dekadę temu, przywołam więc sam początek archiwalnego posta po resztę chętnych do zapoznania się z całością odsyłając do zalinkowanego niżej tekstu : ''Ostatnio przypadkiem dowiedziałem się sporo o lokalnej
parachrześcijańskiej Wspólnocie ''Wieczernik'' [ której nieformalnym guru był i nadal jest Edek ], zwłaszcza metodach
prania mózgu i innych przewałach ponoć tam stosowanych w stopniu
niezwykłym nawet jak na sektę - gdy tego słuchałem nasuwały mi się
skojarzenia z gnojeniem członków partii komunistycznej za pomocą
upokarzających publicznych samokrytyk i wzajemnego donosicielstwa...''
http://stanczyk1.blogspot.com/2012/09/ex-oriente-lux.html - skądinąd jakże proroczy tytuł... Najwidoczniej także posiadam dar ''boskiego channelingu'' jakim obdarzony został pastor Ćwierz co każe mu uparcie głosić ''słowo'' twierdząc, że ma bezpośrednie połączenie z niebiańską centralą umożliwiające staremu błaznowi odbiór komunikatów od jakiegoś pana tytułowanego przezeń ''bogiemysraela'' czy cuś w ten deseń, tylko o tym jeszcze nie wiem, ale ''oświeceni w duchu'' być może mi to już objawią, byle nie lampą w oczy. Niestety zalinkowane w tekście filmy z zapisami ''widzeń'' i natchnień proroczych psychopaty wyparowały, znamienne, a szkoda bo były tam niezłe numery typu ostry wjazd na pełnej kurwie już na wstępie : ''drodzy bracia i siostry! właśnie odbyło się niedawno głosowanie w ONZ nad uznaniem państwa palestyńskiego, ale nie lękajcie się, Izrael ma sojuszników...'' i takie tam [ skądinąd cóż za skandaliczne upolitycznienie religii, czemu choćby lokalna gejzeta Wybiórcza nie protestowała?! ], ale i z tego co pozostało na YT można wywnioskować o co idzie naprawdę w gdańskiej chucpie np. w poniższym wystąpieniu Edek wyłożył jasno tak, że bardziej już nie można, iż jako naród mamy być ''owcami'' a właściwie baranami ślepo obstającymi za Izraelem i kajać się za ''cudze winy'' nie tylko wobec Żydów ale i Niemców - tak, nie przejęzyczyłem się - a nawet Ukraińców [ pewnie za ''rzeź wołyńską'' ] oraz Rosjan - jak wnioskuję tych ostatnich prowokowaliśmy przecież nieustannie swym głupim oporem przed ''słowiańskim braterstwem'' zmuszając ich do naparzania nas knutem, nahajką, zsyłek na Syberię a później bolszewickich rozstrzeliwań jak podczas ''operacji polskiej'' czy w Katyniu itp. - czyniąc to praktycznie w nieskończoność, stać pod wirtualnym pręgierzem gdy trzeba 100 lat i dłużej, bowiem wedle złotoustego pastora ''nie ma końca naszej pokucie''! :
Gratuluję szczerości Edziowi tak otwartego przyznania, że wywodzi się z rodu szmalcowników i pogromowców, bo jak inaczej mam rozumieć wypowiedziane przezeń słowa, iż to ''nasi ojcowie i dziadowie'' dokonali mordów na Żydach, ale czemu bezczelnie obciąża winą za to także i mnie, tak się składa potomka polskich ofiar hitlerowskiej okupacji, którym podobne mu kurwie usiłują przyprawić gębę rzekomych ''pomocników nazistów''?! Pomijam już, że stosuje przy tym potępioną przez trybunał w Norymberdze odpowiedzialność zbiorową podpadając tym samym pod ''holocaustowe'' paragrafy, skandalicznie rozmywa winę stawiając niemal otwarcie powojenne deportacje ludności niemieckiej i gwałty popełniane na niej masowo przez czerwonoarmistów przecież na równi z okrucieństwami i ludobójczym bestialstwem Niemców wobec Polaków podczas okupacji, nie zająknął się ani słowem, że komendantem wymienionych w tym kontekście przezeń obozów w Świętochłowicach i Jaworznie był żydowski zbrodniarz Salomon Morel, który wraz z innymi żydowskimi przeważnie oprawcami nie skrywał wcale żądzy odwetu na Niemcach jaka nimi kierowała przy czynionych tam mordach, i że zdechł on bezpiecznie w Izraelu do końca chroniony przez władze tegoż kraju przed monitami polskich władz dopominającymi się o wymierzenie mu sprawiedliwości za zbrodnie jakie popełnił jako funkcjonariusz UB także na Bogu ducha winnych Polakach itd. itp. Najbardziej kuriozalne, że w swej głupocie nawet nie spostrzegł, iż rzekomo typowy dla Polaków ''kompleks ofiary'' który nam wypomina jeśli już stokroć bardziej tyczy ubóstwianych tak przezeń Żydów nie pozwalając im skonfrontować się z tą oto gorzką prawdą o sobie samych, że nie tylko podlegali prześladowaniom, lecz i niejednokrotnie sami stawali się oprawcami innych nacji, stąd nie brak w ich historii pospolitych zbrodniarzy, handlarzy niewolników a nawet ludobójców nie ustępujących w niczym Hitlerowi pokroju Lwa Bronsztejna-Trockiego, ba - ''koszerni'' zdarzali się nawet wśród nazistów! Co do mnie nie mam najmniejszego problemu z przyznaniem, iż również bywali Polacy z krwią rzesz ludzkich na rękach by wymienić choćby Dzierżyńskiego, ale też nie będę przepraszał Rosjan za niego ani nie mają oni prawa żądać tego ode mnie, bo jako się rzekło nie uznaję zbiorowej odpowiedzialności jakiej hołduje pastor Edek kierujący się kategoriami rodem z epoki plemiennych hord i klanowej vendetty, od dość dawna też postuluję rozszerzenie lustracji także na współpracę z Niemcami i chętnie poznałbym personalia rodzimych agentów Gestapo i szmalcowników, wszakże pod warunkiem, że ujawniono by przy tym żydowskich współpracowników niemieckich zbrodniarzy nie czyniąc tu podszytych ledwo skrywanym rasizmem rozróżnień, a nade wszystko ilu z tych polskich i żydowskich szmalcowników i agentów Gestapo po wojnie przewerbowało się na ubeckich konfidentów, funkcjonariuszy bezpieki, członków partii komunistycznej itd. bo jak sądzę wiele by to wyjaśniło nie tylko z historii PRL, ale i tego co obecnie doświadczamy - wzorcowa pod tym względem jest biografia Zbigniewa Safjana, papy byłego sędziego TK, który wstąpił na ochotnika do hitlerowskiego ORMO, służąc w nim pomagał Niemcom zwalczać polską partyzantkę i wywozić Żydów do obozów zagłady po czym wskutek zmiany frontów płynnie przedzierzgnął się w politruka LWP wydając na śmierć siłą wcielonego do ''polskawego'' wojska żołnierza AK jaki nieopatrznie zwierzył mu się z zamiaru ucieczki i zasilenia jednej z ''leśnych band'' stawiających opór komunistom, mimo takich ''zasług'' wskutek wyjawienia w końcu jego ''brunatnej'' przeszłości został wprawdzie zdegradowany, lecz dalej kontynuował pomyślnie karierę w PRL jako bezpieczniacki kapuś by zakończyć ją już w ''wolnej Polsce'' szefowaniem pismu ''Słowo żydowskie'', gdzie nagłaśniał brednie o rzekomym ''pogromie'' w Jedwabnem : cóż, nie od dziś wiadomo, że ''na złodzieju czapka gore'' stąd pierwszy jest on do obarczana innych odpowiedzialnością za swe winy, tak jak Edek i reszta jemu podobnych. Skończony tuman sam przyznaje, że ''pogrom kielecki'' dokonali przede wszystkim żołnierze, milicjanci i funkcjonariusze UB, nie zająknie się jednak przy tym, że wojsko to i pozostałe z wymienionych zbrojnych formacji były bezwzględnie podporządkowane rozkazom radzieckiego hegemona, komendantem wojskowym Kielc był wówczas klasyczny przykład tzw. POP-a czyli ''pełniącego obowiązki Polaka'' mjr. Wasyl Markiewicz [ jakie śliczne, ''typowo polskie'' imię ], sam ''pogrom'' - fenomen z definicji spontaniczny i oddolny całkiem - miał mieć miejsce tuż pod oknami lokalnej bezpieki i parę minut drogi od siedziby sowieckich służb a dawnej Gestapo w mieście, miasteczku wówczas właściwie pełnym uzbrojonych po zęby sowieciarzy i kręcących się wszędzie patroli jakie tylko w okresie od grudnia 1945 do listopada 1946 aresztowały za różne wykroczenia ponad 1500 jedynie żołnierzy i funkcjonariuszy komunistycznych służb, o byłych i obecnych partyzantach oraz zwykłych cywilach nie wspominając, jakim więc cudem się pytam?! No cóż, jeśli jak lansowana ostro przez Białka Tokarska-Bakir zastępuje się fakty faktyszami - a przypominam, że definicja tych drugich brzmi, iż ''autonomiczna rzeczywistość'' i ''konstrukcja'' są synonimami - można serio z miedzianym czołem twierdzić, że to dlatego, iż ''sowieci nie chcieli się wtrącać w polskie sprawy'' : rok po zakończeniu wojny, gdy nadal trwały walki z oddziałami antykomunistycznego podziemia niszczonymi bezwzględnie przez potężne zgrupowania radzieckich wojsk stacjonujących w kraju! [ to tak jakby oznajmić bezczelnie Hindusom czy Chińczykom, że ''Brytyjczycy nie chcieli wtrącać się w ich sprawy w XIX w.'' ]. Edek nie wspomni też, że ówczesne ''polskawe'' władze zdominowane przez żydowskich komunistów podległych bezpośrednio Moskwie mianowały sprawujących kluczowe w czasie ''pogromu'' stanowiska w regionie szefa UB i wojewody kieleckiego dwóch byłych komunistycznych partyzantów posiadających już doświadczenie w mordowaniu Żydów nabyte podczas wojny, mowa tu odpowiednio o sowieckim agencie Władysławie Spychaju-Sobczyńskim oraz gestapowskim kapusiu Eugeniuszu Iwańczyku-Wiśliczu : w 1954 r. skazany przez PRL-owski sąd za takowe zbrodnie zaledwie na osiem lat więzienia został dowódca tzw. II Brygady AL „Świt” Tadeusz Maj ps. ''Łokietek'', jak zeznał w trakcie procesu, gdy w lipcu 1944 r. zgłosiło się do jego grupy 12 Żydów (w tym jedna kobieta), którzy chcieli wstąpić do partyzantki obecni przy tym wyżej wymienieni pełniący przy oddziale rolę ''komisarzy'' kazali mu ich zabić co też uczynił wraz z resztą bolszewickich podwładnych, podobne mordy dokonali wspólnie jeszcze na co najmniej kilkudziesięciu uciekinierach z gett, i mimo że komunistyczne władze powtórzę z całym naciskiem zdominowane przez Żydów posiadły dokładne informacje o tym już w 1945 r., a więc zanim powstał X Departament MBP, podobne ''wyczyny bojowe'' jak i
dezercja w czasie walk w lasach Siekierno-Rataje bynajmniej nie
przeszkodziły Majowi w błyskotliwej karierze - został szefem
Prokuratury Wojewódzkiej w Łodzi a następnie attaché handlowym w
Atenach i członkiem Rady Naczelnej ZBoWiD. Toż samo tyczy Spychaja i Wiślicza, którzy nie ponieśli dotkliwych konsekwencji swych czynów, wprawdzie zdegradowani z czasem na stanowiska attache w Bułgarii czy dyrektora PGR, ale dopiero po śmierci Stalina i jakaś specjalna krzywda im się nie stała, do końca pełnili niechby i poboczne stanowiska w systemie reżimu, swoi nie dali im zginąć jak to w mafii.
Mógłbym przytoczyć jeszcze wiele faktów kwestionujących dobitnie kłamstwo ''pogromu'' czy nawet ''prowokacji'' i wskazujących jednoznacznie na sprawstwo w mordzie radzieckich władz okupacyjnych a także podległej im niemal niewolniczo ówczesnej ''polskawej'' administracji zdominowanej przez żydowskich komunistów np. ścisłą współpracę polityczną jaka miała wtedy miejsce między ZSRR a syjonistami o której pisał nie kto inny jak obecny dyrektor ''Polin'' Dariusz Stola itd., ale nie ma to większego sensu w konfrontacji z ochujałym do szczętu charyzmatykiem, protesranckim sekciarzem i bezmyślną trzodą jego wyznawców opornych jednako na racjonalną argumentację, bowiem wiernych maksymie Lutra iż ''rozum to diabelska k...''. Nie może więc zdumiewać zachowanie dziwnie pobudzonego pastora Ćwierza dziękującego wylewnie i uniżenie swym aryjskim mocodawcom, nie mam pojęcia co on bierze ani co mu dolega, ale że jest mocno pierdolnięty to pewne :
- żeby gratulować Niemcom ministra brutalnie obsobaczającego Polaków... Tyle że co ta sprzedajna kurwia ma zrobić skoro Prusacy podali mu pomocną dłoń ratując upadający biznes : zbijają się zeń w necie teraz, iż jest ''pastorem 100-osobowego kościoła'' czy zboru raczej, jednak fakty mają się tak, że to pieśń przeszłości, owszem tak było w czasach świetności ''Wieczernika'' w latach 90-ych, dziś ostało się tam parę osób na krzyż, dosłownie Edek i jego rodzina + kilka naprawdę klinicznych, beznadziejnych przypadków sekciarskiego opętania i tyle. Dlatego szczeka posłusznie na krótkiej finansowej smyczy, bo co mu pozostało, musiałby inaczej skonfrontować się z tą oto smutną prawdą o sobie, że poświęcił życie kompletnemu g..., stąd ''gorliwy judeochrześcijanin'' poparł żarliwie w ostatnich wyborach prezydenckich Bronka Komorowskiego, gdyż ten wedle jego opinii miał być ''człowiekiem zgody i pojednania'' oraz posiadać ''potencjał bycia ojcem narodu'' - tak, mowa o mściwym skurwysynie nasyłającym bezpiekę na ludzi śmiących pisać o nim brzydkie rzeczy w necie, zachęcającym do napierdalania sztachetami swoich przeciwników politycznych, pazernej kanalii jaka podjebała na odchodne z pałacu prezydenckiego nawet ekspres do kawy i żyrandol [ prawdziwy zeń strażnik! ], skończonym tumanie i bydlaku, WSIoku robiącym Polsce obciach na cały świat! Zaiste pastorzyna musi dysponować metafizycznym ''trzecim okiem'' pozwalającym mu w tej kreaturze dopatrzeć się tego wszystkiego, czego ja trzeźwo czyli przyziemnie patrząc nie jestem w stanie :
- najohydniejsza w tym wszystkim jest ta świętoszkowata obłuda jaką ocieka Ćwierz i jemu podobni, wciskane nam bezczelnie przez nich infantylne ''kochajmy się'' maskujące brutalny cynizm polityczny, nie ma bodaj nic bardziej obrzydliwego jak gdy ostatnie kurwy i złodzieje drapują się w togi ''autorytetów moralnych''. I nie usprawiedliwia wcale Edzia nawet, że być może on rzeczywiście wierzy w bzdety jakie głosi robiąc tu za klasycznego ''pożytecznego idiotę'', jestem przekonany, że ci co się nim wysługują głęboko nim pogardzają, trudno się zresztą dziwić obserwując jego pajacowanie widocznie chyba dla wszystkich poza nim samym, mówiąc wprost żałosny zeń typ stąd można by mu odpuścić, gdyby nie był przy tym prawdziwym szkodnikiem, zakochanym w sobie do autyzmu psychopatą, którego przypadłość wykorzystują naprawdę ciężkie skurwiele jak Andre G. i jego kamanda, chuj im serdecznie w dupę.
Nie będę rozkminiał powiązań fundacji Edzia z niemieckimi, izraelskimi a być może i rosyjskimi bliźniaczymi organizacjami, choć pewnie można by natrafić tu na wiele ciekawych informacji, bo to robota dla dziennikarzy śledczych i nade wszystko kontrwywiadu, aczkolwiek co do ostatniego patrząc na to co się ostatnio wyprawia w Ojczyźnie naszej, jak bardzo obce służby rozbestwiły się całkiem jawnie urządzając sobie imprezy na nominalnie już chyba tylko naszym terenie można zwątpić o jego istnieniu, obym się mylił stąd miejmy nadzieję nienaiwnie zostawiam resztę roboty profesjonalistom, zresztą tego co przytoczyłem aż nadto by wyrobić sobie zdanie. Na koniec więc tylko kilka świadectw byłych wyznawców ''Wieczernika'' by dobitnie wykazać co to za chujnia, pochodzących z protestanckiego foruma aby nie było, że to jakowaś ''katolska propaganda'' :
''Wspólnota
tętniła życiem. Konferencja za konferencją ("Złap Ducha",
"Nowy Początek", festyn
"Od nudów do cudów"),
wyjazd za wyjazdem. Była
moda na padanie do tyłu,
zwłaszcza gdy jakiś "prorok"położył na kogoś ręce.
Oczywiście była cała masa "proroctw"typu: "Bóg cię
kocha i ma plan na twoje życie"... "jesteś cenny w oczach
Boga"... "Bóg ma dla ciebie dobre rzeczy"... itp.
itd. Przy tym wszyscy padali "pod mocą"na ziemię i
przeżywali uniesienia duchowe. [...] Pastorem oczywiście
została pani z USA, osoba z charyzmą, umiejąca kierować
mężczyznami i nadawać im "duchowy kierunek", na co
zresztą sami dobrowolnie przystali. [...] Pani pastor często
jeździła zagranicę, gdzie poznawała różnej maści
posługujących. Jeśli ktoś jej pasował duchowo, to miał szanse
być zaproszony do nas, żeby "ubogacić nas duchowo". To
duchowe rozpoznawanie pani pastor polegało na, jak to ona określała,
"wysuwaniu duchowych antenek" i odbieraniu "fal",
jakie ktoś wysyłał. Metoda iście kosmiczna! Jeśli fale liderki i
tego kogoś zgrywały się, to było OK, a jeśli czuła jakiś
zgrzyt, to siłą rzeczy kontaktów nie utrzymywano. Czasem pani
pastor "zapalały się"też jakieś "czerwone
światełka"... [...] Innym ulubionym tematem kazań były
relacje: w kościele, chłopak - dziewczyna, mąż - żona i
jakiekolwiek tylko. Relacje, relacje, relacje... Do znudzenia.
Szczególnie wałkowano relacje on - ona, bo w "Wieczerniku"
było wiele młodzieży na wydaniu. Nauczania dla "singli"
i małżeństw były niemal na porządku dziennym i nie mam nic
przeciwko nim, ale ile można? Efekt tych nauk wydawał mi się
czasem marny. Pomimo takiego ogromu nauk na te tematy i tak albo ktoś
z kimś wpadł, albo nie wytrzymał do ślubu, albo kompletnie nie
umiał poradzić sobie w tych sprawach. Zresztą pani pastor
koniecznie próbowała zaszczepić na gruncie polskim obyczaje
amerykańskiej młodzieży, więc wysłuchiwaliśmy "nauk",
że chłopak to powinien mieć pieniądze, żeby zaprosić dziewczynę
do kawiarni, że dziewczyny to powinny traktować siebie jak
księżniczki, a w ogóle to najlepiej spotykać się z kilkoma
osobami naraz, ot tak, bez zobowiązań. No i wyrosło w
"Wieczerniku" kilka "księżniczek", które
trzeba było obskakiwać i służyć im, a które, jak to było w
pewnym przypadku, przed podjęciem decyzji o ewentualnym zamążpójściu
czy narzeczeństwie sprawdzały najpierw stan konta i portfela
"oblubieńca". [...] Bywały
i takie sytuacje, gdy jakiś mężczyzna przyszedł do kobiety i
prosił ją, żeby ta uwolniła go, bo czuł się kontrolowany i
manipulowany. Na tym przykładzie zobaczyłam jak nie utwierdzone w
wierze niewiasty są kształtowane na modłę wieczernikową, jak
stają się typowymi "produktami""Wieczernika",
czyli kobietami silnymi, niezależnymi, manipulującymi innymi dla
uzyskania osobistych korzyści, którym wmówiono, że mają jakieś
tam namaszczenie albo że są "generałami wstawiennictwa".
Niektóre z nich do dziś nie mogą sobie ułożyć prywatnego życia,
bo mają zbyt wygórowane mniemanie o sobie i swoim posłannictwie,
co jest "zasługą"wieczernikowego nauczania. Oczywiście
często nauczano o przywództwie kobiet. Podkreślano szczególnie
rolę Dobory albo Pryscylli (Dz 18,18.26). Ten drugi przykład był
szczególnie "udany": Pryscylla była ważniejsza od
Akwili, bo... była przed nim wymieniona! Takie było tłumaczenie. Przyplątało się też "rodzenie w duchu". Akcję
zaczęła pani pastor, która pewnego dnia zaczęła wydawać z
siebie dziwne dźwięki, zrobiła się czerwona na twarzy, stękała,
jęczała i trzymała się za brzuch. To niby miało być wypełnianie
się słowa z Listu do Galicjan 4,19. Znalazło się wielu chętnych,
głównie dziewczyn, którzy chcieli to samo i kładziono na nich
ręce, by też "rodzili w duchu". Mnie te manifestacje
przerażały, a nie zachęcały, bo były po prostu upiorne! Kiedyś
na spotkaniu jeden z liderów tarzał się po ziemi ze śmiechu razem
z jednym z wieczernikowców. [...] Dowiedzieliśmy
się też ciekawej rzeczy, że główna kwatera diabła w Polsce
znajduje się... na Giewoncie! Bardzo poważnie poinformował nas o
tym na jednym ze spotkań pewien lider. Bo na tej górze jest
krzyż... Dziwię się, że do tej pory wieczernikowcy nie
zorganizowali wyprawy na Giewont, nie rozmontowali stalowej
konstrukcji i nie utworzyli tam bazy wypadowej dla celów
ewangelizacji. Po takim odkryciu przebudzenie przyszłoby migiem! A
tak męczą się do tej pory... [...] Nie byłam też na
wspomnianym wyżej Jacku Winterze, ale też słuchałam kaset. Oprócz
rewelacji o papieżu, można było też doświadczyć tam
"Ojcowskiego serca Boga"- jak to ładnie było nazwane. A
polegało to na tym, że Winter przytulał wszystkich mocno, bo
podobno takie przesłanie odebrał od Boga, żeby przez to okazać
miłość... Niemal wszyscy garnęli się więc do przytulania, co
miało ich wewnętrznie uzdrowić. Jakiś małżonek nie chciał za
bardzo puścić żony do tego "uzdrowienia", to się na
niego oburzyła i strasznie to przeżywała. Na spotkaniu tym dużo
było mówione też o złotym pyle spadającym z nieba na wybranych
Bożych i o złotych plombach. Pył oczywiście się pokazał (ktoś
go tam ponoć widział), ale złotymi zębami nikt nie został
"ubłogosławiony". Jednym z "cudów"pokonferencyjnych
była wędrująca kołdra. Pewien z członków "Wieczernika"dzielił
się później na spotkaniu świadectwem jakoby to kołdra sama go w
nocy przykryła, bo on sobie nie przypomina, żeby ją na siebie
naciągał. Oczywiście miało to wydźwięk głęboko duchowy. W
czasie słuchaniu tych kaset płakałam, bo uświadomiłam sobie,
jakimi bzdetami byli karmieni tam ludzie i było mi ich po prostu
szkoda. [...] Pod koniec mojego pobytu w "Wieczerniku"pojawił
się pomysł na utworzenie grup "komandosów"do zdobywania
terenów dla Pana. Miały one odwiedzać najbardziej
"strategiczne"miejsca w Polsce (czyli najbardziej opanowane
przez diabła) i przeganiać je stamtąd. Chyba były jakieś plany
odwiedzenia Częstochowy, może Lichenia - nie pamiętam dokładnie.
Dla "rozgrzewki"próbowano chyba zdobyć dla Pana kielecką
katedrę. Znajoma z pracy widziała tam starszych wieczernikowych,
jak kręcili się po świątyni i bardzo dziwnie zachowywali. Chyba
nie byli tam po to, żeby się pomodlić... Były też plany wypraw
na cmentarze, żeby i stamtąd wygnać złe duchy. Kiedy niedawno
dzieliłam się tymi przykładami z siostrą z obecnej społeczności,
w której jestem, a która przez wiele lat była głęboko
zaangażowana w okultyzm, stwierdziła, że nie widzi różnicy
między tym, co robiła kiedyś, zajmując się czarami a tym, co
wyprawia "Wieczernik". Przybywało też "generałów
wstawiennictwa"(a właściwie głównie "generałek").
A to wszystko w celu zdobywania miast dla Pana przez jakąś armię
Joela. I znów posłużono się Starym Testamentem, a konkretnie
wyrwanymi z kontekstu zdaniami z Księgi Joela...'' itd. itd.
''Pastor Irena mieszka w Jerozolimie i oczekuje na przyjście Pana do
Jerozolimy aby go przywitać w imieniu Wieczernika. Otworzyła mały
hotel w Jerozolimie i mieszka sobie tam, a na stronie Wieczernika
prosi o pieniądze na swoje utrzymanie. [...] Na "ewangelizacji"
Wieczernika w dniu 23 maja 2010 w Kielcach w Parku Miejskim stał ich
namiot z napisem: "Interpretacja snów za darmo" - kojarzy
mi się to raczej z jakimiś wróżkami czy targami psychotronicznymi
niż z Kościołem.''
I historia apostazji na finał, ku przestrodze entuzjastów ''ruchów charyzmatycznych'', ''odnowy w Duchu Św.'' i ''czytaczy Biblii'' infiltrujących KK od środka, który niestety nie jest wolny od tej zarazy [ np. na konferencji ''pojednania'' na kolanach z Niemcami i Żydami, z której wystąpienie Edka zostało przytoczone wyżej jako pierwsze produkował się także bp Ryś ] :
''Pederaści zaczynają liczyć swoje szeregi i uważają, że stanowią siłę
w państwie (…) Całe szczęście, że my osobiście jesteśmy zbyt starzy,
byśmy w razie zwycięstwa tej partii mieli się jeszcze obawiać, że każą
nam ciałem płacić haracz zwycięzcom (…). Nam biednym ludziom operującym
frontalnie, z naszą dziecinną skłonnością do kobiet, niełatwo wówczas
będzie żyć.''
Nie będę rozwodził się nad chryją wokół marszu dumnych białych gejów w Kielcach, bo już wypowiedziałem się na te tematy nadto dobitnie, aczkolwiekwyznaczenie jego daty akurat w czasie trwania festiwalu harcerskiego w mieście jawi się nie tylko jako najbardziej ordynarna z możliwych prowokacja co nade wszystko nawiązanie do niechlubnych lokalnych tradycji, bowiem mieliśmy tu głośną przed laty sprawę homoseksualnego pedofila-instruktora harcerskiego właśnie uprawiającego swój proceder jeszcze w czasach PRL, dopiero nieco ponad dekadę temu udało się gnoja przyskrzynić wymierzając mu zresztą śmiesznie niską wobec popełnionych przezeń odrażających czynów karę, a do tego czasu skurwiel zdążył zniszczyć życie naprawdę wielu chłopcom czyniąc to niemal jawnie - jeśli to nie ''krysza'' zapewniana przez miejscową polimilicję i służby tak go rozbestwiła to jestem w takim razie niebinarną kobietą z penisem. Tak więc brawo wy, organizatorzy całej chucpy, to już nawet nie wizerunkowa wtopa ale wręcz katastrofa i samozaoranie na parę metrów wgłąb, potwierdzenie przez samych zainteresowanych najgorszych ''homofobicznych'' twierdzeń o nadreprezentacji ''efebofilów'' wśród pederastów a przy okazji roli chamskich prowoków jaką de facto oni odgrywają. Co do mnie w rzeczonej kwestii złożyłem oficjalny protest w Ikei, że w
instrukcji składania mebli dołączanej do produktu ukazano jedynie
heteroseksualną parę, tymczasem wedle mędrców z Facebooka płci jest z
kilkadziesiąt, dlaczego więc nie ma tam również wizerunków par
homoseksualnych męskich i żeńskich czy też pary kobieta + niebinarna
kobieta z penisem itp. o miłośnikach międzypokoleniowej intymności i
erotyki międzygatunkowej już nie wspominając. Pojawia się stąd
podejrzenie, iż cała ostatnio głośna tak ''polityka równościowa''
firmy jest li tylko PR-ową ściemą na użytek pozyskania klienteli spośród
ateistów w pierwszym pokoleniu z Wilanowa, a nie realnym nawiązaniem do
ideowych narodowosocjalistycznych korzeni fundatora Ikei i oddaniem
czci pamięci takich nazigejowskich męczenników jak Ernst Röhm, bądźcież
więc konsekwentni dame und panove, bo inaczej wyjdziecie na zakłamanych ''cispłciowców''. A właśnie, nie pojmuję skąd takie oburzenie na przypomniane przez pełnomocniczkę organizacji protestujących przeciwko marszowi historyczne fakty jak ten, że nazistowskie Niemcy sprzyjały wręcz szerzeniu się homoseksualizmu i innych zboczeń seksualnych wśród podbitych przez nie nacji z polską na czele, bo służyły one ich spodleniu i zagładzie, stąd z tych samych powodów zwalczały je u siebie, ale też nie nadto gorliwie - raz, że w III Rzeszy karalna była tylko pederastia, lesbijstwo traktowano znacznie pobłażliwiej, szacuje się też, iż spośród skazanych za ''czyny nierządne'' w czasie trwania narodowosocjalistycznego reżimu ok. 50 tys. ''aryjskich'' pedałów zaledwie parę, najwyżej kilkanaście tysięcy znalazło się w obozach koncentracyjnych, aczkolwiek najbardziej wiarygodne dane mówią o tylko 5-6 tysiącach, w każdym razie jedno jest pewne, że homoseksualiści stanowili najmniej liczną grupę spośród osadzonych w nich więźniów. Co więcej, jako ''reichsdeutsche'' byli przeznaczeni do resocjalizacji jedynie a nie wytępienia jak przedstawiciele wspólnot uznanych za ''rasy niższe'' przez hitlerowców jak polska czy żydowska, stąd cieszyli się niedostępnymi dla tamtych przywilejami np. nie podlegali selekcjom na śmierć przeprowadzanym w obozach przez lekarzy SS wśród chorych i wycieńczonych, a ponieważ rekrutowali się zazwyczaj spośród kryminalistów lub przyłapanych na ''zdrożnych czynnościach'' członków nazistowskiego aparatu terroru, więc przydzielano im chętnie funkcje sprawujących bezpośredni nadzór nad innymi więźniami ''blokowych'', co też i bezwzględnie wykorzystywali do zaspokajania swych perwersyjnych skłonności. Relacje polskich jak i żydowskich ofiar niemieckich obozów zagłady, które udało im się przeżyć pełne są przejmujących świadectw brutalnego wymuszania przez gejowskich kapo zwłaszcza na młodocianych osadzonych świadczenia wiadomych usług seksualnych, mówiąc wprost dawania im dupy, zamienieni tym sposobem w homoseksualne prostytutki i określani pogardliwym mianem ''piplów'' byli otaczani ostracyzmem przez innych więźniów, bo demoralizacja której nieuchronnie ulegali czyniła ich zwykle gorliwymi konfidentami, współpracownikami wewnątrzobozowego aparatu terroru i wyzysku, opornym zaś groziły potworne sankcje jak opisany w jednym z powojennych zeznań zbiorowy gwałt dokonany przez nazistowskich pedałów na oczach całego baraku na młodym chłopcu po którym nieszczęsnej pohańbionej ofierze pozostało już tylko popełnić samobójstwo rzucając się na druty ogrodzenia pod napięciem [ daleki od obecnej poprawności politycznej obraz homoseksualnych relacji w Auschwitz ukazano w znakomitym ''Kornblumenblau'', powstałym jeszcze w końcówce PRL filmie w epizodzie z Kolbergerem grającym nietypową dlań rolę bestialskiego blokowego, perwersa poniewierającego swą obozową ''małgosią'' - spieszmy się oglądać póki ''tęczawi'' neobolszewicy nie zakażą ]. Jak powiedziano, nazistom pederastia nie wadziła na terenie podbitych przez nich krajów, wręcz przeciwnie, dotyczyło to zresztą nie tylko Polski ale i takiej Francji dajmy na to np. jawnie manifestowany biseksualizm Jeana Cocteau, głośnego wówczas poety i reżysera filmowego, nie stanowił dlań przeszkody w wygłaszaniu peanów pod adresem czołowego rzeźbiarza III Rzeszy Arno Breckera i uczestnictwie w uroczystym otwarciu tegoż wystawy w okupowanym Paryżu, jeszcze bardziej hardkorowy przykład kolaboracji stanowi Violette Morris, słynna w międzywojniu pierwsza bodaj kobieta-kierowca wyścigowy [ boć przecież nie ''kierowczyni''! ] nie ukrywająca swego lesbijstwa bo też jej wygląd i sposób bycia nie pozostawiał pod tym względem żadnych złudzeń : zrażona do represyjnej w owych czasach nie tylko wobec kobiet ale i homoseksualistów masońskiej republiki francuskiej już przed wojną nawiązała kontakt z niemieckim wywiadem, kupiona także uroczystym zaproszeniem jako honorowego gościa na olimpiadę berlińską w '36 r. przez samego fuhrera [!] w uznaniu jej sportowych sukcesów. Po triumfie III Rzeszy nad Francją do którego miała walnie się przyczynić dostarczając min. tajnych informacji o rozplanowaniu ''linii Maginota'' ostała się funkcjonariuszką miejscowego gestapo słynącą z brutalnych i skutecznych nad wyraz metod przesłuchań zwłaszcza kobiet [ oo, jakie zdziwko ], na tyle groźną, że decyzję o jej likwidacji podjął i wykonał rękami swoich francuskich agentów brytyjski wywiad - dziś zgodnie z obecną ''madrością etapu'' czynione są próby jej wybielenia by oficjalnie już zrobić zeń ''ikonę transseksualizmu'', bowiem usunęła sobie obfite cyce, gdyż rzekomo miały jej przeszkadzać w ściganiu się samochodem [ oczywisty pretekst świadczący jedynie o poważnych zaburzeniach tożsamości, no i czy nie cuchnie aby seksizmem? ], tak przy okazji ze zdrożnej skłonności do własnej płci znana była też słynąca z okrucieństwa oprawczyni z SS - jak już bawimy się w żeńskie końcówki to konsekwentnie - Irma Grese powieszona za to tuż po wojnie, czekać więc tylko jak i z niej zrobią rzekomą ''ofiarę'' alianckiej homofobii kanonizując na kolejną świecką świętą nazilesbijskiego panteonu. Nie mówiąc już o tym, że gwoli uczciwości zwłaszcza działacze radykalnej lewicy żarliwie tak wspierający pochody zboczeńców powinni wspomnieć chociaż, że homoseksualizm był penalizowany także w stalinowskiej Rosji jako ''działalność antypaństwowa i kontrrewolucyjna'' karana 5-ioma latami łagru co w warunkach panujących w Gułagu oznaczało zwykle bolesną śmierć po przejściu prawdziwego piekła na Ziemi - bynajmniej nie było to przejawem jakowejś ''obyczajowej reakcji'' jak wciska nam zgodnie endokomuna co i homofile, a podyktowane jedynie względami pragmatycznymi, potrzebą dostarczenia mięsa armatniego dla planowanej przez bolszewików ''globalnej wojny rewolucyjnej'' i stąd koniecznością wprowadzenia polityki pronatalistycznej w ZSRR. Z tego paragrafu jeszcze w latach 70-ych zesłany został do obozu w głośnej wtedy sprawie znany ormiański reżyser Siergiej Paradżanow, otóż jako zdeklarowany antykomunistyczny pedał miał zwyczaj żartować [?] w gronie znajomych, że upija znienawidzonych partyjniaków do nieprzytomności po czym z politycznej zemsty rucha ich w tyłek, niestety radzieckie władze potraktowały to dosłownie posądzając go wskutek donosu o ''zgwałcenie członka KC''... I temu właśnie ostatniemu zagadnieniu czyli zaangażowaniu współczesnych lewaków i neosowieciarzy w parady LGBT chciałbym poświęcić nieco uwagi, konkretnie skłoniło mnie do tego zdeklarowane poparcie lokalnego pochodu ku czci homopedoharcmistrza przez miejscowy kolektyw anarchistyczny na czele z jego Führerem, znanym chyba na cały kraj tutejszym działaczem komuny postpiwnicznej Kondziem, o którym wspominałem nieco już w kontekście prawdziwego tym razem pogromu kieleckiego ''homofobicznych'' banerów w jakim wziął [za] udział, ale też nie ma o kim się rozpisywać ani nawet takiej potrzeby, bo więcej o nim powie nadto wymowny zapis kuriozalnej jednoosobowej demonstracji proimigranckiej w jego wykonaniu na opustoszałym nocą miejskim bazarze :
- najbardziej z tego przypadł mi do gustu szturm na wirtualne barykady przez naszego anarchoinsiurekcjonistę ryczącego ''komórki rewolucyjne ognia!!!'', ale tak to bywa jak się ćpało mededron to człowieka męczą później flashbacki, Kundziu mógłby robić za twarz kampanii ''zażywasz - przegrywasz''. A oto co ten żarliwy feminista sądzi naprawdę o kobietach, zwłaszcza tych którym natura nie poskąpiła ciała :
- ''co poszło nie tak?'' łamią sobie zapewne głowy nieszczęśni rodziciele, o ile ten żywy dowód na nieprawdziwość teorii Darwina w ogóle wydali na świat ludzie, w każdym razie przynajmniej jasnym staje się udzial Kundzia w marszu LGBT : najwidoczniej pożarł w końcu tę ''grubą babę'' co to jej się bał i sam się nią stał, naprawdę przypomina teraz monstrualnie otyłą, owłosioną niebinarną transeksualistkę spuchniętą od wódy i ćpania. Nie zamierzam jednak tutaj kręcić zeń beki, bom już dawno wyrósł z takowych zagrań, a też robią to już inni i to lewacy nawet mający go serdecznie dość, stąd zakładający traktujące o nim śmieszkowe strony czy profile, natomiast intryguje mnie jakim to cudem taki radykalny antykapitalista :
- może gromko wspierać z miedzianym czołem ''tęczawe'' parady na które hojnie przecież łożą banki, korporacje i kapitalistyczne mocarstwa? Nie zajmowałbym się tym, gdyby ta spierdolina umysłowa nie stanowiła li tylko groteskowej postaci pewnej szerszej tendencji występującej wśród obecnej rewolucyjnej lewicy, Kundziu bynajmniej nie jest osamotniony w swym politycznym popierdoleniu, więc nie wszystko da się zwalić na narkotyki, wyborową i zjebane geny. Omal nie padłem, gdym wśród wspierających ostatnią ''marszrutę równości'' we Wszawie organizacji obaczył logo - określenie to bardzo tu pasuje - neokomuszej ''Pracowniczej Demokracji'' tuż obok ultraliberalnej ''Nowoczesnej'':))) Co trzeba mieć w głowie by pomstować, słusznie zresztą, na wyzysk pracowników w post-PRL-owskiej Polsce i wznosić okrzyki ''precz z kapitalizmem!'' dziarsko maszerując wraz z miejscowymi przedstawicielami JP Morgan czy Goldman Sachs i CitiBank, Paribas, IBM, Johnson&Johnson etc., albo upominać się o prawa represjonowanych Palestyńczyków idąc w jednym szeregu z personelem ambasady Izraela - ?! Czy naprawdę ci ludzie są aż tak durni i zaślepieni, iż nie dostrzegają, że robią tym samym li tylko za bandę pożytecznych idiotów dla ''tęczawego'' kapitału jaki niby tak zwalczają? Toż to współczesny odpowiednik ''infiltrowania PZPR od środka'' i rzekomej ''gry z SB'' stanowiącej standardową wymówkę konfidentów, dlatego strategia ta przyniesie podobne rezultaty. Nie chodzi rzecz jasna by w kontrze rzucać w zboczeńców kamieniami czy podzielać obleśne fantazje pana Grzegorza o dawaniu klapsa pedałom, wystarczyłoby na początek przynajmniej nie świecić gębą na tak kompromitujących imprezach. Zaoszczędzono by sobie dzięki temu robienia za leszczy i głośnych fochów i szlochów poniewczasie ''Robert, jak mogłeś?!'' - tak to jest stawiać na typowego pedała, którego nie obchodzi tak naprawdę nic poza własnym wyjebanym w kosmos ego, bezideową pazerną kurwię jakiej zależy jedynie byle jego było na wierzchu, łasą na pieniądze, stanowiska i zaszczyty. Skądinąd mam niezłą polewę, i wielce mnie raduje, że ''nadzieją lewicy'' tutejszej został zwykły gnojek, patol napierdalający własną matkę kreowany jeszcze nie tak dawno na ''polskiego Macrona'', socjalisty z banku Rotszylda rozpierdalającego francuskie państwo opiekuńcze, prywatyzującego co się tylko da i tłumiącego z niewidzianą od co najmniej dobrych paru dekad w Europie brutalnością protesty przeciwko swojej ''polityce klimatycznej'' powodującej poprzez zwyżkę opłat pauperyzację już nie tylko najbiedniejszych warstw społecznych, ale i gwałtownie ubożejącej wskutek tego klasy średniej. Jestem wprost zachwycony tą krzyczącą wręcz hipokryzją, bo do reszty kompromituje ona socjalistów, neokomuchów czy jak tam zwał tych czerwonych skurwysynów, jak na dłoni widać, że nigdy tak naprawdę nie leżało im na sercu dobro robotników gotowi poprzeć entuzjastycznie represyjną wobec tamtych politykę najgorszych kapitalistycznych wyzyskiwaczy jak Ikea, byle tylko dogodzić swemu ideologicznemu zajobowi. I jakoś żaden z tych idiotów płci wszelakich nie dostrzega, poza licznymi wśród nich konfidentami oczywiście, że strategia ruchów LGBT mimo swojego wpierw hasłowo jedynie radykalnie antysystemowego nastawienia od początku idealnie wpasowywała się w mechanizm opartego na niczym omal nieposkromionej konsumpcji i życiu na kredyt postmodernistycznego kapitalizmu, jak ujęła toMartha Shelley, weteranka burd w Stonewall - wydarzenia skądinąd równie zakłamanego co szturm Bastylii czy bolszewicki zamach stanu - stara dziś lesba honorowana jako jedna z fundatorów ''Gay Liberation Front'' definiując przyświecające im cele : ''najważniejszą rzeczą dla nas w owym czasie było prawo do kontrolowania własnego ciała, prawo do uprawiania seksu z wybranymi przez siebie ludźmi, oraz przyjmowania narkotyków jakie tylko chcemy bez wtrącania za to do więzienia.'' O nic innego zaś nie idzie w neoliberalnej ekonomii zniechęcającej wręcz do oszczędzania, zakładania rodzin i posiadania dzieci bo wszystko to wiąże się z niemile widzianą w takowym systemie odpowiedzialnością, a chodzi właśnie o to by przepierdalać jak najwięcej kasy i byle szybciej - geje czyli pedały mające pieniądze z ich wystawnym i mało higienicznym oględnie zowiąc trybem życia stanowią wręcz wzorzec konsumenta w tak postawionej na głowie gospodarce, stąd w rzeczywistości są czynnikiem konformistycznym i zachowawczym paradoksalnie, a nie wywrotowym w towarzyszącej temu anty-kulturze opartej na permanentnej, więc trawiącej w końcu samą siebie i jałowej przez to transgresji, tą realnie byłoby w takim razie jakiekolwiek trwałe i głębsze przywiązanie do drugiej osoby, dziecka, stabilna identyfikacja z czymkolwiek a panujący niemal bez reszty wśród homoseksualistów promiskuityzm zwyczajnie to uniemożliwia, gejowskie ''małżeństwa'' to zazwyczaj jedynie parodia tej instytucji. Cechująca homo- i transseksualistów pstrokacizna i niedookreśloność doskonale odpowiada ''deterytorializującemu'' charakterowi postmodernistycznego kapitalizmu, który - przypomnę com napisał poprzednio - bezwzględnie
niszcząc wszelkie ustalone granice z państwowymi na czele i
jakiekolwiek określone, stałe tożsamości narodowe jak i jednostkowe
równa grunt pod planetarną gładź, tak by już nic nie zakłócało i stało na przeszkodzie
globalnej cyrkulacji kapitału, towarów, usług i świadczących je ludzi,
możliwie jak się tylko da wykorzenionych aby uczynić ich funkcjonalnymi w
dowolnym miejscu na Ziemi.Sekundują temu procesowi ochoczo takie zjeby jak Kondzio wrzeszczące ''żadnych granic, żadnych państw!'' i popierające masowe sprowadzanie migrantów umożliwiające stosowanie dumpingu płacowego [ boć przecież nie wszyscy z nich mogą siedzieć w gangach ] i niszczenie mechanizmów ochrony pracy miejscowych pracowników - upominanie się o ich prawa nie czyni mnie żadnym ''narodowym socjalistą'' bo doprawdy lewica nie posiada monopolu na kwestie społeczne i nigdy w socjalizmie ani komunizmie o to w gruncie rzeczy nie chodziło, temat godny osobnej rozprawy. Mówiąc wprost pedalstwo w tak pomyślanej rzeczywistości społecznej i ekonomicznej staje się wręcz synonimem najbardziej odrażającego konformizmu, a nieodłączna odeń obsceniczność znakiem przystosowania do świata wywróconej na opakdziałalności gospodarczej, gdzie największe pieniądze robi się dosłownie z powietrza, uprawiania ordynarnej chucpy czy zwykłego dawania dupy a nie jakiejkolwiek rzetelnej, wymagającej wysiłku, żmudnej często pracy. Dlatego żaden śmieszek z zasady nie może być wywrotowcem a jedynie nędznym karierowiczem jak Biedroń i doprawdy nie wiem jak tępą dzidą trzeba być aby nie dostrzegać, że zboczeńcy podobnie jak i narkomani, prostytutki-''sexworkerki'', pospolici przestępcy itp. grupy ''wykluczonych'' nie są zdolne dokonać jakiejkolwiek sensownej przemiany politycznej. Owszem, do terroryzowania społeczeństwa i siania zamętu nadają się idealnie, co z upiorną wprost skutecznością wykorzystał Lenin swym ''grab nagrabione'' sankcjonując monstrualne rozwydrzenie hołoty, a dziś z podobnych pobudek stosują globaliści wysługując się w tym celu imigranckimi gangami, zwłaszcza rekrutującymi się spośród nich zbrodniarzami i gwałcicielami na równi z miejscowymi euro-pedałami, ale jeśli komuś roi się, że zdeprawowany do szpiku kości menel czy inszy degenerat zdolny jest zbudować ''nowy wspaniały świat'' byle poddać go odpowiedniej reedukacji... Nie ma słów na określenie takiej otchłani bezdennej, zbrodniczej wręcz głupoty i zaślepienia do których tylko zrewoltowany inteligent jest zdolny, dlatego takowych należy wieszać w pierwszej kolejności - reasumując : LGTB to mówiąc Mrożkiem postęp ''tyłem do przodu'', stąd Johnson&Johnson jako producent lubrykantów i maści na otarcie dupy idealnie wprost wpasowuje się w klimat gej-parady i jego sponsoring nie powinien akurat dziwić biorąc pod uwagę target klienteli zapewniającej mu pokaźne zyski swym mało higienicznym trybem życia, a więc i wymagającym stosowania masy medykamentów, by odbyty nie płonęły żywym ogniem niczym stodoła w Jedwabnem [ skądinąd mogłoby to być niezłe hasło reklamowe śmiem twierdzić ].
ps.
Właśnie przeglądam zdjęcia z kieleckiej homoparady i widzi mi się, że musiało być sporo przyjezdnych, jakiś objazdowy ''tęczawy'' cyrk z najętymi murzynami dosłownie, z lokalsów rozpoznałem jedynie obok Katarzyny Zapały, przedstawicielki ''frakcji nieheteronormatywnej'' w miejscowym PO, politycznego psychopatę Piwowarskiego, byłego działacza tutejszego ''Razem'' zarzucającego Kai Godek ''stygmatyzowanie'' jednostek i całych grup społecznych ze względu na ich niemile przez nią widziane skłonności, choć twitterowy profil hipokryty pełen był ziejących tolerancją uwag typu : ''PiS to banda chorych sk...nów'', ''myśliwi powinni strzelić sobie w łeb'', ''Szyszkę należałoby powiesić na gałęzi'', ''klauzula skurwienia'' itp. - to ten grubas [ przepraszam za ''fatfobię'' ] w zielonej koszulce z dzieckiem na plecach tuż za policjantem :
Opieka społeczna ponoć odbiera nieodpowiedzialnym rodzicom dzieci... Nieszczęsnemu potomkowi życzę zaś, aby wyrósł na realnie zbuntowanego młodzieńca a nie koncesjonowanego rewolucjonistę jak tatuś :
Nie mogło zabraknąć też Grzegorza Borka, nieformalnego ex-duce świętokrzyskiego ''Rakłem'', jak widać niczego go nie nauczyła chucpa pogromu kieleckiego ''homofobicznych'' banerów na miejskim rynku w której uczestniczył wraz z wyżej wymienionym, być może zresztą był tam by zmazać ''grzech'' seksizmu i homofobii właśnie za które wyleciał z partii oskarżony o to przez towarzyszy jak to między bolszewikami bywa [ ponoć chopina załamał się po tym nerwowo, bo to jakby zarzucić prawowiernemu żydowi, że jest ''gojem'' ], albo też ''służbowo'' bowiem chwali się na swym adwokackim profilu, iż ''zna się na systemach komputerowych i w działalności zawodowej stosuje
najwyższe standardy bezpieczeństwa – szyfrowanie danych i wyłącznie
prywatne systemy informatyczne (bez przesyłania e-maili przez serwery
zagranicznych korporacji)'', stąd na własny użytek nadałem mu ksywę ''szyfrant'', oraz po godzinach trudni się zbieraniem chałupniczo [?] pokaźnego dossier działaczy szeroko pojętej lokalnej prawicy, tak więc uważaj na niego nie tylko dziewczyny kolego - to ten w okularach z brodą w prawym dolnym rogu :
Cóż tu więcej dodać? Powtórzę jedynie uwagę z niedawnego wpisu o lokalnej chujni, że przez takie właśnie gówna nie wierzę w żadne ''demokracje oddolne'' i samorządy, bo takowe bzdury jak powyższa są w stanie ściągnąć prawdziwe tłumy jak na miejscowe warunki, ale nie widziałem podobnych demonstracji, kiedy miasto zadłużało się katastrofalnie rękoma także radnych, którzy czy raczej w tym wypadku które wzięły w niniejszej homoparadzie aktywny udział, i nie jest to niestety tylko kielecka specyfika, gdyż w znaczniejszych miastach jak Kraków panuje odpowiednio większy jeszcze pierdolec pod tym względem. Ponieważ zaś zaczęliśmy cytatem, więc i na koniec przytoczę słowa prawdziwego mędrca tym razem, o skrajnie odmiennych niż Engels zapatrywaniach, jakie pasują tu jak ulał : ''Wielobarwność rewolucyjnych pochodów szarzeje niepostrzeżenie, przyjmując zimny kolor policyjnego uniformu'' - i może jeszcze ''Rewolucyjna aktywność młodzieży jest jednoznacznym dowodem jej zdatności
do kariery urzędniczej. Rewolucje są wspaniałymi wylęgarniami
biurokracji'' [ patrząc na działalność ''organizacji pozarządowych'' czy ''młodzieżowych rad miasta'' prowadzonych przez współczesne ZMP ubrane tylko w niebieskie krawaty zamiast czerwonych jak onegdaj, nic dodać ni ująć ], ''Nasze stulecie pogrąża się z wolna w bagnie ze spermy i gówna. Przyszły
historyk zajmujący się współczesnymi wydarzeniami będzie musiał
zakładać rękawiczki'', ''Dewiza młodego lewicowca: rewolucja i p…..a'', ''Temu stuleciu udało się zamienić seks w trywialną praktykę i oklepany temat'', ''Tam, gdzie kwitną pornografia i terroryzm, tam liberał składa im hołd w imię wolności sumienia'', ''Dla nowoczesnego człowieka ucisk zaczyna się tam, gdzie zabrania się jakiejś niegodziwości'', ''Ostatnie pokolenia są w szczególny sposób zdziczałe: ponieważ wierzą, że
wynalazły seks i przemoc, dlatego kopulują po doktrynersku i zabijają
po doktrynersku'', ''Jeśli Europejczyk zdejmie chrześcijańską tunikę i klasyczną togę nie pozostanie z niego nic poza barbarzyńcą o bladym obliczu'', ''Nowoczesny świat wydaje się niezwyciężony. Niczym jaszczury z epoki jurajskiej'' itd., cytować można by długo, najbardziej jednak bodaj trafna w tym kontekście obok wytłuszczonej powyżej jest ta oto gorzka uwaga, iż ''Miejski asfalt rodzi jedynie demokratów, biurokratów i dziwki'', stąd dodajmy tak dobrze się na nim czują dziarsko maszerując z uśmiechem na ociekających samozadowoleniem gębach nowych mieszczan, ''tęczawych'' burżujów naszych czasów...
ps. 2
Z ''nieodżałowanego'' bloga ''dyktatura proletariatu'', więc link już nieczynny, tym bardziej więc warto przywołać jako krytykę ruchów LGBT z pozycji pryncypialnie lewicowych : ''Jednocześnie,
w zgodzie z rewizjonizmem bernsteinowskim oraz stalinowskim, postrzega
się społeczeństwo jako adresata działań emancypacyjnych, rozbudowując
system instytucji sprzyjających owej emancypacji w każdym obszarze, jaki
jest istotny dla dowolnej części składowej owego społeczeństwa – co
konstytuuje radykalną demokrację jako system wolności różnorodnych
mniejszości. Prowadzi to do rozbudowy instytucji państwa, które
spełnia funkcję kontrolną i organizującą wobec rozproszonych i
partykularnych interesów grup nie mających cechy spajania społeczeństwa
na poziomie relacji z przyrodą, jak to ma miejsce w przypadku klasy
robotniczej. Autonomia owych skupisk interesów partykularnych wymaga,
dla swego rozkwitu, zabezpieczenia ze strony wytwórców wartości, którzy
spełniają zbyt ważną funkcję społeczną, aby mogła ona być puszczona na
swobodę. Dlatego autonomia i emancypacja owych grup interesów
mniejszościowych może reprodukować zniewolenie i wyzysk grupy
zaspokajającej podstawowe potrzeby materialne społeczeństwa.
Odejście od marksizmu w tej kwestii sprowadza się do uznania tej
sprzeczności za możliwą do rozwiązania w kategoriach techniki produkcji,
a nie w kategoriach społecznych.
Współcześnie więc dla lewicy klasa robotnicza nie ma najmniejszego znaczenia.
Przyjmuje ona, w ślad za rewizjonizmem, że wolność rozwija się w czasie
wolnym od pracy. W ten sposób dla robotnika wolność redukuje się do
kwestii socjalnych, w czym – jako konsument – nie różni się on niczym od
reszty społeczeństwa. W ten sposób, jak to można pojąć z książki M.
Siermińskiego, całość współczesnej lewicy zaakceptowała wyniki ewolucji
„rewizjonistów”.''
''Tak więc społeczeństwo jest skończoną jednością
istoty człowieka i przyrody, prawdziwym zmartwychwstaniem przyrody,
urzeczywistnieniem naturalizmu człowieka i humanizmu przyrody.'' K. Marks ''Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne 1844 r. Rozdz. ''Własność prywatna a komunizm.'' Znajoma osoba poprosiła mnie bym obadał lokalne kieleckie ''leśne przedszkole'', gdyż chciała tam posłać swe dziecko, z pozoru idea przyświecająca takowym placówkom wychowywania od małego w kontakcie z naturą jest słuszna i nic tylko jej przyklasnąć, na pewno to zdrowsze niż tycie od żarcia i przesiadywania przed kompem napieprzając w nim ciągiem gry [ nie żebym miał coś przeciwko jako takim, ale we wszystkim należy znać umiar ], niemniej jej niepokój wzbudziły gorące rekomendacje projektu ze strony ''Wybiórczej'' a nawet TVN a nic lansowanego przez te gadzinówki nie może zasługiwać na zaufanie, i faktycznie niestety przy bliższym przyjrzeniu sprawie okazało się, iż ktoś tu przy okazji próbuje sprzedać perfidnie do głowy maluchom kilo szitu co zaraz wykażemy. Już wzmianka o bezstresowym ''wychowywaniu bez kar i nagród'' w jednym z postów eko-przedszkola wzbudziła mą czujność, bo zajechało odeń ''waldorfskim systematem edukacji'' o którym wspominałem niedawno we wpisie poświęconym osiadłym w Świętokrzyskiem antropozofom-różokrzyżowcom, ale dopiero entuzjastyczna relacja z ''warsztatów edukacji alternatywnej'' w jakich brały udział wychowawczynie stanowiła prawdziwe odsłonięcie kart. Wszedłem więc na profil polecanej tamże jednej z głównych prelegentek, niejakiej ''Rubeculi'', gdzie ze zdumieniem przeczytałem histeryczny apel niegodny dorosłej wydawałoby się kobiety : ''Utulmy naszą planetę bo bardzo płacze!!!'' [ serio ], jednak ''warsztaty kołysankowe'' [ szeptuchy? ] czy ''joga śmiechu'' dla cieszących się dosłownie jak głupi do sera idiotów i -ek bledną przy samej idei rzeczonych warsztatów eko-edukacji czyli czystej szamanerki, myślenia neo-magicznego na miarę XXI. w. wyłożonej wprost, zacytujmy : ''Poza syndromem deficytu natury u dzieci niezbędne jest pochylenie się
nad tematem zmian klimatycznych oraz gwałtownym spadkiem różnorodności
biologicznej. Podczas konferencji została przygotowana Deklaracja, którą
wyślemy w świat, aby bliskość natury była czymś normalnym, a nie tylko
sporadycznie zaspokajaną potrzebą. Nie pozostaje nic innego jak
przyjrzeć się swoim działaniom i zacząć wprowadzać zmiany. Nawet jeśli
na początku będzie trudno warto to zrobić dla przyszłych pokoleń i
naszej Matki Ziemi.'' - być może autorka tych słów faktycznie wyrosła wprost z gleby np. urodziła się w kapuście, ale co do mnie jestem dzieckiem konkretnych rodziców, człowieczych dodaję dla pewności, stąd nie pojmuję jak za swoją matkę można obrać całą planetę, w dodatku gdybym rzucił się na ziemię by ją ''utulić'' a postronnym zaczął tłumaczyć, iż czynię to bowiem rzekomo strasznie ona cierpi nawołując głośno innych do przyłączenia się najprawdopodobniej zostałbym zabrany do szpitala psychiatrycznego, słusznie jak najbardziej, więc nie wiem o co cho. A oto wspomniany ''zielony'' manifest będący jaskrawą emanacją ideologii ''zrównoważonego niedorozwoju'' czyli globalistycznej eko-gnozy :
''Edukacja powinna przede wszystkim służyć promowaniu dobrego samopoczucia ludzi i planety Ziemia.''
Zanim zabrniemy w szczegóły warto przyjrzeć się istocie sprawy, bo w tym szaleństwie jest zaiste metoda - w tym celu przywołam świadectwo wychowawczyni entuzjastycznie nastawionej do przyświecającej ''leśnym przedszkolom'' idei tak aby uniknąć bezpodstawnych oskarżeń o jakoweś ''uprzedzenia'' i ''projekcje'' własnych resentymentów :
''Animizm (łac. anima – dusza) to cecha myślenia dziecięcego, stan postrzegania świata, które przypisuje posiadanie „duszy” i żywotność przedmiotom. Stwierdzeniem, które możemy często usłyszeć od najmłodszych jest np.: „dzisiaj to drewno jest jak zaczarowane” – tak może powiedzieć Jaś rzeźbiący kawałek drewna. Lubi on rzeźbić i jest w tym naprawdę dobry, a mimo to jego zdaniem w ten proces ingeruje jakaś wyższa, niekontrolowana siła. W tym przypadku widzimy połączenie logicznego, rzeczowego myślenia z dziecięcym animizmem. Dorosłym może to wydawać się irracjonalne i śmieszne, ale właśnie dzięki takim strukturom myślenia(połączenia logiki z baśniowym wyobrażeniem świata) zostaje wsparty związek dziecka z naturą. Czasem dorośli chcą wyperswadować dzieciom wiarę w krasnoludki i inne leśne stworzenia. Dlaczego? Zamiast tego nauczyciel powinien obrać sobie inny cel: zrozumieć dziecięcy sposób myślenia i starać się dotrzeć do sposobów rozumowania najmłodszych. Magiczne, leśne stworzenia, niewidoczne dla ludzkiego oka, noc i dzień pracują, wprawiając w ruch niezbędne życiowo dla człowieka procesy. Przedszkolaki myślące w ten sposób będą z podziwem i szacunkiem podchodzić do Matki Natury oraz wszelkich przyrodniczych zjawisk. Dziecięcy światopogląd charakteryzujący się animizmem jest powiązany z późniejszym poznawczym formułowaniem problemów.Zespolenie z naturą powstałe na gruncie baśniowego postrzegania środowiska naturalnego zostaje w ludziach na całe życie. Leśne przedszkolaki dzięki przyrodzie rozszerzają swoje horyzonty poznawcze, a zdobyta wiedza i wrażliwość jest wykorzystywana w dalszym życiu przy rozwiązywaniu sytuacji problemowych, czy przy budowaniu pozytywnego stosunku do drugiego człowieka. Podsumowując znaczenie baśniowego myślenia, można wykazać łańcuch zależności: animizm powoduje emocjonalne powiązanie z przyrodą, a to wpływa na chęć gromadzenia merytorycznych informacji o naturze. Następnie wytwarza się równowaga między ładunkiem emocjonalnym a wiedzą, dzięki czemu można postępować ekologicznie i z pełnym szacunkiem odnosić się do natury.'' [ str. 4-5 pdf ] :
http://terazniejszosc.dsw.edu.pl/fileadmin/user_upload/wydawnictwo/TCE/2014_68_12.pdf - idzie więc o to by w wychowankach takowych placówek wyrobić od małego trwałą dyspozycję mentalną do myślenia magicznego zamieniając każdego z nich na całe życie w infantylnego zjeba, któremu da się wmówić najbardziej nawet ordynarne kłamstwo jak to, iż człowiek posiada możliwość kształtowania procesów kosmicznych bez mała takich jak klimat, wszystko zaś po to by w powszechnej świadomości usankcjonować proceder wyciskania forsy z powietrza, dosłownie poprzez spekulację ''limitami CO2''. Jak widać tzw. ''ekologia'' już dawno straciła, o ile kiedykolwiek miała związek z jakąkolwiek realną ochroną przyrody i sprzeciwem np. wobec bezmyślnej często wycinki drzew dewastującej przestrzeń publiczną czym trudni się choćby kielecki Miejski Zarząd Dróg pod pozorem inwestycji mających udrożnić komunikację [ a jego niedorzecznik Jarosław ''demoniczne usta'' Skrzydło po staremu jak za Lubawskiego bezczelnie to barbarzyństwo tłumaczy w lokalnych merdiach ]. W gruncie rzeczy to nowa religia, rodzaj panteistycznej gnozy, neoszamańskiego opętania wpisującego się idealnie w obecny globalny trend antycywilizacyjny i kontrkulturowy, generalną cofkę na tych polach ściśle współgrającą z postępem technologicznym zamieniającym na naszych oczach istotę ludzką w biorobota i materiał do obróbki technologicznej - temat omawiany na tych łamach nie raz, więc nie będę się powtarzał. Powiem wprost : sprawcy i sprawczynie procederu ryjący tym perfidnie głowy dzieciom pod pozorem budzącego sympatię wychowywania w kontakcie z naturą by rzekomo zapobiec u nich w zarodku patologiom postcywilizacyjnego zdziczenia są dla mnie gorsi nawet od bandy pedofilów i oszołomów deprawujących przedszkolaki jakże niezbędną im w tym wieku ''edukacją seksualną'', bo w ich przypadku przynajmniej sprawa jest jasna i udało się obleśne zamiary zboczeńców storpedować [ choć nie łudźmy się, globalistyczne kreatury pokroju Gówina nadal będą hojnie łożyć na podobne perwersyjne programy ]. Natomiast tutaj po cichu trwa pranie mózgów od maleńkości, które sprawi w konsekwencji iż dorośnie całe pokolenie spatologizowanych na wstępie jednostek i nikt nie kręci z tego tytułu afery, któż bowiem ryzykowałby sprzeciw wobec tak ''szlachetnej'', niewinnej wydawałoby się idei jak koncept ''leśnych przedszkoli''? [ zresztą jedno drugiemu nie przeczy - na profilu lokalnej ''pracowni wspomagania rozwoju LOGOS'' uczestniczącej w niedawnym eko-pikniku rodzinnym w Kielcach można natrafić na rekomendację książeczki dla dzieci indoktrynującej je w duchu tolerancji dla ''tęczowych rodzin'', gdzie podaje się przykład chłopca jaki czuł się ''odszczepieńcem'' bowiem przychodziło po niego do przedszkola dwóch ''tatusiów''... faktycznie, nic tylko współczuć ]. Na dowód, że nie przesadzam i żadną miarą nie należy lekce sobie ważyć ludowego porzekadła, iż ''czym skorupka za młodu..'' przytoczę głośny ostatnio przypadek szwedzkiej gówniary, niejakiej Grety Thunberg stanowiącej przejmujący przykład do czego prowadzi tresowanie dziecka eko-oszołomstwem i zarazem robiącej za odpowiednik Pawlika Morozowa naszych czasów dla pionierów globalnego ocipienia [ ''zielony'' komunizm jedynie korzysta ze sprawdzonych w poprzedniej ''mądrości etapu'' wzorców ], dość powiedzieć, że wypromowała termin ''flygskam'' mający oznaczać w obecnej nowomowie ''wstyd przed lotami samolotowymi wynikający z ich szkodliwości dla środowiska naturalnego''... Posłuchajmy biednej dziewczynki z eko-zapałkami dukającej martwo wyuczoną przemowę - owszem, chwyta za serce, ale z zupełnie innych niż zamierzone tu powodów [ no chyba, że to wyszkolona do swej roli cwaniara, w takim razie nieźle gra ] :
-
globalistyczne kurwie jak widać nie wahają się wystawiać dziecko na wabia by
osiągnąć swój cel, w dodatku kalekie tak by łatwiej nim manipulować i nabierać innych na współczucie [ stary numer wszystkich podłych oszustów jak u nas Owsiak ] - u nieszczęśnicy zdiagnozowano Aspergera i mutyzm selektywny, stąd niepokojący emocjonalny chłód i ograniczona mimika na jej twarzy. Dotyczy to zresztą nie tylko macherów procederu eko-oszołomstwa, ale i najbliższych wydawałoby się dziewczynki, matka jest
śpiewaczką pop-operową i ''ekolożką'' ojciec zaś niespełnionym aktorzyną przelewającym jak wszystko na to wskazuje swoje ambicje na dziecko, obecnie menadżerem żony a teraz
i córki, dość powiedzieć, że rodzice wydali na fali popularności Grety autobiografię traktującą o ich małżeństwie pt. ''Scenes from the Heart'', gdzie opowiadają
jak kryzys klimatyczny miał spowodować kryzys w ich rodzinie, w jednej z recenzji czytamy iż ''w książce postawiono tezę, że ucisk kobiet, mniejszości i osób niepełnosprawnych wynika z tego samego, nadrzędnego problemu jakim są zmiany klimatyczne wymuszane przez niezrównoważony [ naruszający równowagę ekologiczną ] sposób życia. Prywatny kryzys rodzinny i globalny kryzys klimatyczny, jak twierdzą autorzy, są zwyczajnie objawami tego samego zaburzenia systemowego.'' - zaraz się porzygam... [ a ile drzewek zmarnowano by wydrukować to g... ]. Oboje więc mają olbrzymie parcie na szkło i najwidoczniej należą do
najpodlejszego gatunku rodziców-alfonsów własnych dzieci, biologicznych
jedynie MADek i narcystycznych, spedalonych mentalnie tzw. ojców gotowych stręczyć pedofilom
producentom filmowym, muzycznym i politykom swoje latorośle by ich kosztem robić
karierę i trzepać kasę, skurwysyństwo za które karą powinno być piekło. Pomijam już, że w kraju cieszącej się wątpliwą sławą restrykcyjnej ''opieki społecznej'' odbierającej z błahszych powodów dzieci rodzinom zaburzona psychicznie gówniara olewa obowiązek szkolny bo uroiło jej się we łbie, że będzie ''ratować planetę'' zaś bezradni ojciec i matka nie próbują nawet jej powstrzymać a wręcz podsycają dla fejmu psychozę obłąkanej córki żerując na niej i jak gdyby nigdy nic jeżdżą sobie po całym świecie spotykając się z utytułowanymi pedofilami politykami, biznesmenami i inszymi oficjelami pieprząc eko-farmazony. Cała rzecz więc cuchnie i wzbudza odrazę, ciekawym czy słynący z ''wrażliwości społecznej'' szwedzki socjal będzie równie wyrozumiały, gdy w ślady bohaterskiej pionierki ''zielonego'' bolszewizmu pójdą inni wagarowicze ''dla dobra Ziemi'', u nas przynajmniej jakaś cwaniara też ucharakteryzowana na ''fizię pończoszankę'' - czy ktoś ma jeszcze wątpliwości, że to PR-owy format? - wybrała bezpieczny protest już po zakończeniu roku szkolnego, choć właściwie co to za ''wakacyjny strajk'', gdy jesteś de facto na ''uczniowskim urlopie'', ale pojmuję, że trzeba jakoś dorobić sobie w lato [ oj coś mi się widzi, że dołączyłem przez to do ''ruskich trolli'' jak raczyła nazwać krytyków politycznego wykorzystywania chorego dziecka Hania Lis - skądinąd kuriozalne, iż śmie stawiać takowe zarzuty córka PRL-owskiego propagandzisty, korespondenta czegoś tak ohydnego i skompromitowanego jak ''Trybuna Brudu'', która nigdy publicznie nie wyrzekła się ni potępiła działalności ojca, kolejny przykład rozbestwionej panny towarzyszki ].
Fresh meat... ee, znaczy świeża wegańska eko-pizza dla ''zielonego'' sugar tatuśka :
- insza inszość, że nie wiadomo jak będzie ze wspomnianą tu ''naturalną edukacją alternatywną'' i jaki los czeka Gretę bowiem już pojawiły się pierwsze jaskółki nowej ''mądrości etapu'' jawnie głoszące, iż dzieci nie są ''eco-friendly'', faktycznie mimo wspomnianego wyżej naturalnego ''animizmu'' bywają zazwyczaj trudno podatne na tresurę by wegetować w odpowiednio ''zrównoważony'' sposób bo wolą bawić się zamiast selekcjonować śmieci, do tego hałasują, brudzą i wydzielają mnóstwo CO2 a o masowej produkcji szkodzących naturze odpadów w postaci pieluch, zużytych ubranek etc. nawet nie ma co gadać. Nachodzi mnie więc obawa czy globalistyczne kanalie, które nieszczęsną dziewczynkę wylansowały żerując na jej obłędzie nie postanowią po zużyciu ''utylizować'' ją aby w jakiś ''przyjazny dla środowiska'' sposób np. zostanie zginięta popełniając odpowiednio spektakularne medialnie samobójstwo ''dla dobra planety'' by nie zanieczyszczać jej dłużej swą osobą. Nie będę szczegółowo rekonstruował kto konkretnie stoi za całym obrzydliwym procederem politycznej eko-pedofilii, bo już ktoś to zrobił w serii wpisów pod znamiennym tytułem ''The Manufacturing of Greta Thunberg'', rzeczywiście przez swoje zaburzenia mowy o podłoży psychicznym i martwotę uczuciową przypomina ona idealny produkt prania mózgu a zarazem perfidnie obmyślanej by chwytać za serce reklamy emocjonalnej, małego biorobota, skrzyżowanie ''mandżurskiego kandydata'' z Pippi Langstrumpf [ co ciekawe pryncypialna krytyka została tu przeprowadzona z lewackiej, ekologicznej jak najbardziej perspektywy, z czego wygląda, iż nawet z ''tamtej strony'' politycznego sporu rzecz przedstawia się jako ''wrogie przejęcie'' ]. Nadmienię więc jedynie, że w gęstej sieci wymienianych tam NGOs-ów za głównych macherów robią znani i lubiani jak Greenpeace, Amnesty International, Avaaz, fundacje Rockefellera oraz Billa i Melindy Gatesów a gdzieś w tle przewija się min. znany z przyschłej niestety afery pedofilskiej ''pizzagate'' Podesta... Jako szczególnie złowroga postać jawi się tu Naomi Klein wchodząca w skład zarządu proglobalistycznej organizacji ''350.org.'' - enigmatyczna nazwa ma nawiązywać do proporcji ''bezpiecznego stężenia dwutlenku węgla w atmosferze'' - wyhodowanej przez wspomnianą fundację Rockefellerów, bowiem jest główną propagatorką bez mała totalitarnej histerii ''mobilizacji klimatycznej'' odpowiedzialnej za obłęd proklamowania klimatycznych stanów wojennych wyjątkowych, jak ten podjęty w bezprecedensowy sposób przez brytyjski parlament czy dopiero co Kanadę, a na rodzimym gruncie chce go zaprowadzić w Krakowie jeden z rajców miejskich, były palikociarz i siostrzeniec Gówina, niejaki Gibała [ dlatego cieszy mnie, iż mimo gorących rekomendacji ze strony niektórych znajomych zawsze podchodziłem nieufnie do wypocin tej lewackiej Żydówy - tak, napisałem to z pełną świadomością, bo po podłych oskarżeniach parchów jakie padły pod adresem Polaków nawet najbardziej ocipiali izraeofile musieli otrzeźwieć stając się judeorealistami ]. Zresztą taką właśnie militarną niemalże metaforą ''totalnej mobilizacji'' posłużył się przyłapany wyżej na focie z małą Gretą ''eko-przytulasek'' Al Gore w trakcie jednego ze spotkań nawiązując do wysiłku amerykańskiej gospodarki podczas II wojny światowej, inni propagandziści ''zielonej ekonomii'' jak dyrektor wykonawczy Greenpeace Jennifer Morgan mówią z kolei wprost o ''New Deal for Nature''. Bowiem sednem ''ekologicznego'' obłędu są pieniądze zgodnie ze znanym powiedzeniem, że jak nie wiadomo o co chodzi to właśnie o nie, konkretnie nowy model gospodarki i finansów w którym kapitalizacji ulegają nawet podstawowe procesy życiowe jak oddychanie a cała przyroda fiskalizacji w postaci opłat pobieranych za dostarczane przez nią dotąd za darmo ''usługi/świadczenia ekosystemowe'' czyli powietrze, światło słoneczne, wiatr, wodę etc., i po to by go zaprowadzić grzana jest właśnie obecna histeria klimatyczna - przecież naturalne dobra jako rzadkie i jakoby zanikające ''z winy człowieka'' trzeba odpowiednio wycenić i dostęp do nich reglamentować, c'nie? Przypominam, że żyjemy w czasach, gdy wydychając dwutlenek węgla nabijamy tym samym de facto komuś kabzę bo spekuluje on tymże gazem, stąd właściwie powinniśmy żądać odeń wypłaty z tego tytułu dywidendy i do tego z grubsza sprowadza się odarty z wszelkich ideologicznych uzasadnień tzw. ''dochód gwarantowany'', bo polega on w gruncie rzeczy na płaceniu za sam fakt życia, ale podkreślam to dlatego, iż ono samo uległo kapitalizacji i wycenie czego nie pojmują zarówno prymitywni korwiniści dla których to jedynie objaw ''socjalistycznego rozdawnictwa'' jak wiadomo kwitnącego w stalinowskiej Rosji czy maoistowskich Chinach, gdzie pod rządami komunistów ludzie milionami umierali z głodu na ulicach [ wbrew temu co wam wmawia Janusz ''socjal'' to nie socjalizm, debile! ], jak i głupsi bodaj jeszcze bardziej lewacy serio wierzący, że ''uwolniona od przymusu pracy klasa robotnicza'' zyska dzięki temu możność w wolnym czasie ''ukulturalniać'' się po muzeach i filharmoniach, bowiem jak oświadczyła wściekle lewicowa działaczka Monika Karbowska, nie dość, że feministka to jeszcze komunistka, cytuję : ''rasizm i faszyzm biorą się z braku edukacji i wychowania'' i kontakt z tzw. ''kulturą wyższą'' ma stanowić dlań środek zaradczy [ o kurwa, nie wiedziałem że Heidegger, Carl Schmitt, Gottfried Benn, Cioran, Eliade, cała plejada naprawdę wybitnych intelektualistów i artystów, którzy opowiedzieli się po stronie III Rzeszy była bandą prymitywów, tako rzecze siostra towarzyszka ]. Pieniądz w ''zielonej ekonomii'' zatraca resztki materialnego charakteru ulegając całkowitej wirtualizacji, kapitał staje się niemalże ''eteryczny'', stąd to właśnie powietrze a nie bardziej wymierne złoto robi za ekwiwalent takowej waluty, która nie może być już przez to realnie gromadzona na koncie co zresztą i obecnie jest w dużej mierze fikcją, wystarczy poczytać sobie o ''rezerwie cząstkowej'' czy prawie jakie zyskały banki zawłaszczania de facto części zdeponowanych w nich aktywów by ratować swą sytuację w obliczu bankructwa. W tle ma się kryć juma ''uaktywnienia'' czyt. grabieży ''zamrożonych'' środków funduszy emerytalnych i przekierowanie ich strumienia na gigantyczne projekty infrastrukturalne w ryzykownych wielce dla inwestorów kierujących się tradycyjnym rachunkiem ekonomicznym, a ''dziewiczych'' i niewykorzystanych w pełni pod tym względem rejonach jak Ameryka Płd. czy Afryka [ stąd tak intensywne straszenie rzekomo rychłą apokalipsą klimatyczną, by przekonać wymierające białe populacje zwłaszcza te na Zachodzie pławiące się w zgromadzonych dotąd bogactwach, że nie warto oszczędzać bo i tak za chwilę wszystko się zawali, o ile rzecz jasna nie podzielimy się ''dobrowolnie'' forsą pod presją okoliczności, gdyż ''wszystko zależy od człowieka'' ], no i zwłaszcza realna jak najbardziej perspektywa budowy rządu światowego, bowiem zaprowadzenie pomyślanej tak jak to wyżej przedstawiono nowej ekonomii i egzekwowanie niezbędnych dla jej utrzymania norm ''emisji CO2'' itd. wymaga porozumień między politykami i korporacjami działającymi na skalę globu.
Problem w tym, że w ''pannaturalistycznej'' gospodarce również człowiek staje się ''zasobem żywym'' podlegającym technicznym manipulacjom i przemysłowej eksploatacji, niechby w ''zielonym'' wydaniu biokapitalizmu. Do usankcjonowania procederu zmierzają postulaty trans- i posthumanizmu przeszczepiane na nasz grunt przez stypendystkę Fullbrigta w Berkeley Ewę Domańską, które onegdaj referowałem, przypomnijmy iż idzie o zastąpienie wyróżnionego w świecie przyrody statusu człowieka neutralną kategorią ''persony'' odnoszącą się równie dobrze do istoty ludzkiej jak i zwierzęcia, rośliny a nawet materii nieożywionej co otwiera furtkę do przetwarzania homo sapiens na takich samych zasadach jak czyni się to wobec innych stworzeń czy surowców naturalnych typu ropa naftowa, także obdarzona ''podmiotowością'' przez jednego z najgłośniejszych obecnie rzeczników ''wszechhumanizmu'' Bruno Latoura, o czym również pisałem. Szczególnie ''obiecujące'' perspektywy pod tym względem stwarza technologia masowego kompostowania zwłok i nawożenia gleby ludźmi zalegalizowana właśnie niedawno przez amerykański stan Waszyngton co nie powinno dziwić o tyle, iż jest on siedzibą zajmującej się tym firmy Recompose przekształconej z organizacji o mniej wdzięcznej PR-owo, aczkolwiek uczciwszej nazwie Urban Death Project [ < polecam na ostatniej z zalinkowanych stron serię grafik w co możesz się przekształcić jako zmarły : szyszkę, grzybka czy inszy chwast, rozpierdzieliła mnie koszulka z napisem ''compost me!'', a szczególnie programowa, jakże dosłownie potraktowana deklaracja ideowa - ''Jesteśmy Ziemią'', oto i powrót do macierzy... ]. Szefująca im obu Katrina Mogielnicki Spade, więc chyba rodaczka niestety a lesba na pewno wychowująca [?] wraz z ''partnerką'' dwójkę dzieci, poczyniła znamienne w tym kontekście wyznanie, że wprawdzie dorastała w niereligijnej rodzinie jednak postrzegającej naturę jako na pewien sposób ''uduchowioną'', zresztą jej matka była działaczką ruchów ekologicznych, stąd widać jak ważnym jest by chronić najmłodszych przed sfiksowanymi całkiem na punkcie przyrody mamuśkami i ''leśną edukacją'' aby nie wyrosły z nich indywidua pokroju nekrobiznesmenki czy wspomnianej wyżej Grety. Dodać przy tym należy, iż baba - choć tu należałoby poczynić znak zapytania ze względu na jej ''transgenderowy'' wygląd - od człowieczego kompostu i jej mocno perspektywiczny interes nie wzięły się ot tak znikąd, finanse na rozruch zawdzięczała stypendium przyznanemu przez Echoing Green [ dość powiedzieć, że na pocz. lat 90-ych grant od tej organizacji dostała przyszła prezydentowa Obama ], za którym z kolei stoi potężny fundusz inwestycyjny General Atlantic co wróży niestety świetlaną przyszłość nawożeniu ludźmi skoro zaangażowane weń są tak znaczne biznesowe siły. Na europejski grunt próbuje przeszczepić to jakże ''przyjazne planecie'' rozwiązanie belgijska, a ściśle mówiąc wallońska bo właściwie nie ma czegoś takiego jak ''Belgia'', partia Ecolo stanowiąca część unijnej ''zielonej'' międzynarodówki, na pewno technologia ta z czasem zastąpi kremację bowiem przy spalaniu zwłok wydziela się przecież tyle CO2 do atmosfery, nie mówiąc już o całkiem nieekologicznych trumnach na które zużywa się niepotrzebnie drzewo i metal, stąd wspomniana wyżej Domańska postulowała zastąpienie ich biodegradowalnymi urnami z sadzonkami drzew by pochowani w nich ludzie posłużyli od razu za nawóz, oraz likwidację cmentarzy ''eksterminujących krajobraz'' swoją obecnością ingerujących w nieskalany świat przyrody, i jak widać nie są to jedynie nekrofilskie majaczenia. Nie jest nim niestety również określenie ''człowiek-kompost'' jakim posłużyłem się tłumacząc na bardziej ludzki język pojęcie ''nekropersona'' używane przez psorkę Ewę, otóż zmarły niedawno hollywoodzki aktor Luke Perry znany najbardziej z popularnego onegdaj także u nas serialu ''Beverly Hils 90210'' kazał się pochować w płaszczu z grzybów by przyspieszyć rozkład zwłok i użyźnić sobą glebę, dumna zeń córunia wyznała na instagramie, że uczynił ''wspaniałą rzecz dla naszej planety'' a widok muchomorów czy inszych rydzów odtąd przypomina jej tatuśka... Zaiste ''piękny pomysł powrotu do natury i cyku życia i śmierci'' jak określiła takowe praktyki licząca już przyszłe zyski z podobnych frajerów właścicielka Recompose, faktycznie wracamy do korzeni a ściśle mówiąc pod nie - obserwując to wszystko dochodzę do wniosku jacy ci komuniści i naziole byli jednak durni : po jaką cholerę był im
ten terror, przecież gdyby wylansowali modę na wdzianka w gustowne
pasiaki i pożywną wegańską zupę z lebiody jaką karmiono więźniów obozów
koncentracyjnych masa idiotów obojga płci, i to zwłaszcza tych z pretensją do ilorazu sama chętnie dałaby się w nich
zamknąć, jeszcze by zapłacili za cyklon B i krematoria by użyźnić
własnymi prochami oświęcimskie pola byle wmówić im, że to dla ''dobra planety''!
Wszystko to zdiagnozował jeszcze Heidegger jako techniczną wykładnię bytu, której istota zasadza się na panowaniu totalnej machinacji dosłownie wszystkiego czego się tylko da na skalę planetarną, w swym pędzie do wszechobejmującej standaryzacji i uprzedmiotowienia dokonuje spustoszenia rzeczywistości by czyniąc ją tym samym maksymalnie podatną na technologiczną manipulację poddać krańcowej eksploatacji pochłaniającej w końcu i człowieka. Następstwem tego procesu jest ''brutalizacja bycia'' w której ludzka do niedawna istota ugruntowuje swą zwierzęcość, mniejsza już z tym czy jak wcześniej poprzez biologiczną przecież kategorię rasy lub przybierającą darwinistyczną postać ''walkę klas'', czy też jak obecnie czyniąc z siebie dobrowolnie nawóz i w statusie eko-obornika upatrując spełnienia swego istnienia. Przy całym moim dystansie do schwarzwaldzkiego ''ciemnego mistyka'' jakiemu nadto dobitnie dałem wyraz w zapoprzednim wpisie, nie sposób w świetle przytoczonych wyżej faktów zaprzeczyć uwagom jakie poczynił w omawianej tu kwestii, bardziej aktualnych bodaj niż w jego czasach, jak referuje je Cezary Wodziński w pracy ''Metafizyka i metapolityka'' do której już w tym miejscu kiedyś się odnosiłem :
''Moc machinacji [...] przeczłowieczenie człowieka w zwierzę, wykorzystanie Ziemi, rozrachowanie świata - przeszła w ostateczne stadium;'' [...] Techniczna machinacja powoduje gruntowne przeobrażenie istoty człowieka. Alternatywa przed jaką stoi dziś człowiek : ulegnie technice albo ją opanuje przekształcając w posłuszne mu narzędzie jest całkowicie fałszywa, jako że człowiek został sprowadzony mocą machinacji - tak jak wszelki byt - do poziomu ''surowca'' i ''materiału ludzkiego [Menschenmaterial]'' wykorzystywanego w procesie globalnego wytwarzania.''
Z powyższym korespondują trafne spostrzeżenia Deleuza i Guattariego o ''deterytorializującym'' charakterze postmodernistycznego kapitalizmu opartego na niczym niemal nieposkromionej konsumpcji i spekulacji, który bezwzględnie niszcząc wszelkie ustalone granice z państwowymi na czele i jakiekolwiek określone, stałe tożsamości narodowe jak i jednostkowe równa grunt pod planetarną gładź, produkuje idealnie płaską i pustą przestrzeń tak by już nic nie zakłócało i stało na przeszkodzie globalnej cyrkulacji kapitału, towarów, usług i świadczących je ludzi, możliwie jak się tylko da wykorzenionych aby uczynić ich funkcjonalnymi w dowolnym miejscu na Ziemi. Wprzęga on w swe tryby nawet pogardzanych tak przez tępych korwinoidów ''mopsiarzy'' i lumpenproletariat jako konsumentów produktów przemysłu rozrywkowego i spirytusowego, a i nielegalnych używek także, bowiem dochody karteli narkotykowych stanowią pokaźny procent znajdujących się w obiegu aktywów zapewniając poprzez proceder ''prania'' tzw. brudnych pieniędzy spory zysk wielu szacownym instytucjom finansowym. Nie może więc dziwić, że temu obłędnemu ''transgresywnemu'' pędowi nie mogą oprzeć się i naturalne wydawałoby się ograniczenia biologii człowieka i samej przyrody, podkreślam jeszcze raz - dosłownie wszystko ma ulec spieniężeniu i utowarowieniu włącznie z energią Słońca, powietrzem i wodą, wszelkie żywioły potraktowane jako obiekt fiskalizacji i reglamentacji, ludzie również... Gorzkie te uwagi nie czynią mnie bynajmniej entuzjastą marksowskiej utopii tyko dlatego, że ośmielam się poddawać krytyce obecny kapitalizm, dokładnie na tej samej zasadzie dzięki której nie trzeba być masonem aby słuchać Mozarta, tym bardziej iż modne dziś zwłaszcza wśród wykształconych tumanów strategie rewolucyjne i ''emancypacyjne'' podejrzanie łatwo wpisują się w opisaną tu logikę globalnego kapitału, jaskrawym tego dowodem różne lewackie głąby wydzierające się po nocy : ''żadnych granic, żadnych państw!'' w solidarności z nachodźcami i dziarsko maszerujące na wspieranych hojnie przez banki, korporacje i kapitalistyczne mocarstwa paradach LGTB - temat godny osobnej rozprawy co też postaram się uczynić w następnym wpisie.
Od tych uwag natury ogólnej pora przejść ponownie do spraw lokalnych bo niestety kwestie te dotykają nas do żywego - od przyszłego roku grozi nam kolaps gospodarczy ze względu na drakońskie obostrzenia ''wydobycia'' CO2 narzucone krajowej ekonomii przez globalistyczną mafię klimatyczną i finansową, nie łudźmy się, że mimo przedsięwziętych przez rząd, a raczej zadeklarowanych tylko środków zaradczych unikniemy drastycznej zwyżki opłat i pauperyzacji mas, jeśli nie wprost w rachunkach za energię i gaz to pośrednio cenach żywności i towarów wytwarzanych przecież w zasilanych prądem z elektrowni węglowych fabrykach. Już teraz Mittal i inni krajowi potentaci wstrzymują działalność by groźbą jej całkowitej likwidacji i utraty miejsc pracy a więc i niepokojów społecznych wymóc na rządzących korzystne dla siebie rozwiązania, czyli ''zapowiadane od dawna rekompensaty pośrednich kosztów CO2, które otrzymują producenci stali w wielu krajach UE'' jak czytamy w oficjalnym komunikacie na stronie huty - witajcie w nowej kapitalistycznej ''centralnie sterowanej'' ekonomii, gdzie trzeba dopłacać do produkcji! [ a ponoć takie numery to tylko w socjalizmie i przez nie właśnie miał on upaść... to po jaki chuj żeśmy w ogóle wychodzili z komuny jedynie po to, by na powrót w nią leźć, tyle że nie przyniesioną na sowieckich czołgach, a tym razem narzuconą ''miękko'' przez Zachód? ]. Szczęście w nieszczęściu nie jest to jedynie nasz problem, ale i innych krajów regionu - dzięki współpracy ze strony min. Czech udało się na niedawnym szczycie UE zablokować szalony koncept forsowany przez totalnie już ochujałego Macrona osiągnięcia ''neutralności klimatycznej'' czyli ''wyzerowania'' z CO2 Unii do 2050 r., po czym Morawiecki parę dni później udał się na spotkanie z szefami rządów Czech i Saksonii podczas ''innowacyjnego forum'' w Dreźnie co wygląda na montaż jakowegoś ''Wielkiego Śląska'' i mocny sprzeciw wobec ''dekarbonizacji'' - być może to jedynie przejaw mojego myślenia życzeniowego, jednak szybka kontra ze strony mafii ''klimakteryjnej'' wskazuje, iż chyba coś jest na rzeczy. Dziwnym zbiegiem okoliczności ślimaczące się dotąd od półtora roku protesty czeskiego odpowiednika KOD-u przeciwko ichniemu premierowi Babiśowi nagle w tych dniach dostały niesamowitego kopa, przy czym co ciekawe tłumy gromadzą się na praskich błoniach tuż po wygranych i to miażdżącą przewagą przez ugrupowanie szefa rządu wyborach do unijnego parlamentu, które zmarginalizowały też niemal całkiem tamtejszą opozycję, głównie lewicową brak więc racjonalnych przesłanek dla skali jaką przybrały manifestacje. Nie wiem czy stoi za nimi Soros jak twierdzi choćby były prezydent Vaclav Klaus, natomiast pewnikiem jest, że za organizację protestów odpowiada ''organizacja pozarządowa'' - jak słyszę tę nazwę mam ochotę strzelać - o wdzięcznym mianie ''Milion chvilek pro demokracii'', która krytykuje będący własnością Babiśa Agrofert, ''že koncern eskaluje
ekologické problémy české krajiny'', z kolei działający w ramach organizacji Klimaticko-ekologický blok zarzuca wprost czeskiemu premierowi, iż ''Andrej Babiš v Evropské radě dosudblokoval evropské klimatické cíle usilující o uhlíkovou neutralitu'', a tymczasem nasz południowy sąsiad ma być pogrążony w ''klimatické a environmentální krize'' i ''potřebujeme politickou reprezentaci, která nám pomůže s touto krizí aktivně a účinně bojovat'' - chyba tłumaczyć nie muszę... Przy czym wcale nie mam pewności, że wszystko zostało opłacone, bo i takie zarzuty już się pojawiły, owszem kasa i to pewnie
niemała poszła do przywódców czy raczej zawiadujących na miejscu z tylniego fotela całym interesem, ale gdzieś pod stołem sprytnie
zakamuflowana jak tylko pozwala na to współczesny system bankowy,
natomiast większość leszczy biorących w tym udział faktycznie mogła tak ocipieć od propagandy,
że uwierzyli iż serio grozi nam ''planetarne klimakterium'' i jest
''zagrożona demokracja'', stąd gotowi są za darmo wystawać na
manifestacjach a nawet łożyć z własnej kieszeni na autobusy dowożące
demonstrantów, na tym polega istota ''zarządzania refleksyjnego''
tudzież typowo anglosaskiego ''soft managament'' opartego na
manipulacji ludźmi aby sami robili to czego od nich chcemy, a nie
wykonywali wszystko na rozkaz jak w kontynentalnym rusko-pruskim drylu
do którego jesteśmy przyzwyczajeni. Istotną poszlakę stanowi admiracja jednego z fuhrerów ''ruchu obywatelskiego'' Benjamina Rolla dla nowej prezydent Słowacji Zuzanny Čaputovej, laureatki nagrody Goldmanów zwanej ''zielonym Noblem'' [ co oczywiście wzbudziło entuzjazm ekonielogów, także rodzimych ], która wcześniej długie lata terminowała po różnych organizacjach dywersyjnych pozarządowych zajmując się w nich aktywnie działalnością ''obywatelską'', tak się teraz hoduje przyszłych agentów wpływu liderów - jawnie i wręcz w świetle kamer, a nie gdzieś po ukrytych w ostępach leśnych szkołach wywiadu. Pani Zuza poza tym, że oczywiście jest ''ekolożką'' popiera też adopcję dzieci przez homoseksualistów, a wspominam o tym dlatego, że wymieniony wyżej Benny z ''miliona chvilek'' również wspiera ten chory pomysł, co więcej stał się sygnatariuszem apeli organizacji Logos zrzeszającej czeskich ''chrześcijan LGTB'' i jako były student teologii i protestant nie ukrywa wcale podczas medialnych wystąpień, że do walki ''motivuje ho k tomu i jeho víra v Boha''... Znamienne, iż drugi z liderów ruchu sprzeciwu Mikuláš Minář to także niedoszły teolog i wyznawca zboru neohusyckiego, który porzucił studia dla ''działalności obywatelskiej'' całkiem spontanicznie rzecz jasna, taki zeń zaangażowany w sprawy planety ''aktywista'', stanowiłoby to więc kolejne potwierdzenie, że ''kościoły'' protestanckie, sekty religijne i charyzmatyczne składają się obok organizacji LGTB i ekonielogicznych na gęstą sieć jawnej agentury wpływu zwanej dla niepoznaki ''organizacjami pozarządowymi'' służącej dywersji kulturowej i politycznej. Wskazuje na to również programowo nieokreślony na postmodernistyczną modłę charakter ''chvilkowego'' ruchu co może sprawiać wrażenie słabości i pewnego chaosu, dzięki temu jednak paradoksalnie trudniej go zwalczać skoro nie wiadomo o co tak naprawdę jego przywódcom chodzi a ogólnikowe postulaty pozwalają pomieścić w ramach protestu ludzi o często skrajnie różnych zapatrywaniach poza tymi akurat kwestiami jakie przyciągnęły ich na demonstracje, mogą więc na nich spotkać się ekofaszysta-identarysta spod znaku ''ziemi i krwi'' z wolnorynkowym liberałem obojętnym na sprawy narodowe za to zatroskanym losem pogrążonej w ''klimakterium'' planety bo wietrzącym interes w ''zielonej'' energii, oraz członkiem antykapitalistycznej ''alternatywy socjalistycznej'' i zwolennikiem masowego przyjmowania migrantów etc. Przy czym abyśmy się dobrze zrozumieli - były współpracownik czeskiej bezpieki Babiś umoczony w faktycznie lewe interesy, a tym bardziej rządząca do niedawna Słowacją ubecka komunofaszystowska mafia zbijająca kabzę min. na nielegalnych wysypiskach śmieci [ stąd popularność zaangażowanej w walkę z nimi Čaputovej obwołanej już z tego tytułu ''słowacką Erin Brockovich'' ] to nie są bardzo oględnie zowiąc ludzie z mojej bajki, sęk w tym, że prąca do zastąpienia ich ''zielona'' neobolszewia jest jeszcze gorsza prokurując własnym krajom rozłożoną na raty zagładę w kolorowym, ''tęczawym'' dla niepoznaki opakowaniu. Jeśli ktoś sądzi, że przesadzam niechże obaczy ten w zamyśle satyryczny, wymowny bardziej niż długie opracowania na niniejszy temat i jak najzupełniej proekologiczny filmik, gdzie jasno tak, że bardziej już się nie da wyłożono, iż nie sposób pogodzić interesu narodowego z ''dobrem planety'', przynajmniej w forsowanej obecnie przez główny nurt wyznawców ''globalnego klimakterium'' wersji :
Niestety sekunduje patologii również Kościół, przynajmniej ten otwarty jak odbyt starego pederasty :
''Instrumentum laboris stwierdza, że „las to nie zasoby, które mają być eksploatowane, to istota albo więcej istot, z którymi należy nawiązać więź''. Dalej stwierdza, że „Życie wspólnot amazońskich wciąż niedotkniętych
wpływem zachodniej cywilizacji [sic!] odzwierciedla się w wierzeniach i
obrzędach dotyczących działań duchów, bóstwa – określanego tak wieloma
imionami – z terytorium i na terytorium, z relacją i w relacji do
przyrody. Ta kosmiczna wizja zostaje streszczona w „mantrze” Franciszka:
„wszystko jest powiązane”
- w tym panteistycznym, neopogańskim szaleństwie jest metoda jak wykazaliśmy na wstępie, także odwołania do indygenistycznych ruchów Indian amazońskich i tego typu ''autochtonicznych'' grup nie powinny dziwić biorąc pod uwagę obecność bliźniaczo podobnych naturalistycznych wątków i postulatów ożywczego nawrotu do ''korzennej'' plemienności u rodzimych europejskich ugrupowań identarystycznych spod znaku ''blud und boden'', nadal żywych o czym możemy przekonać się choćby czytając na stronie naszych ''szturmowców'' rozważania o ojczystej ziemi jako integralnym elemencie narodu czy roli radykalnie nacjonalistycznego ekologizmu, wywiad z jednym z jego przedstawicieli, członkiem neopogańskiej z ducha organizacji Greenline Front Poland, umieszczone tam przypomnienie działacza endeckiego i pioniera ochrony przyrody w Polsce Jana Gwalberta Pawlikowskiego, wreszcie laudację na cześć Knuta Hamsuna, zadeklarowanego nazisty i wybitnego pisarza, laureata literackiej nagrody Nobla za powieść o wymownym tytule ''Błogosławieństwo ziemi'', której przesłaniem jest powrót do prostego życia w ''zgodzie z naturą''. Nade wszystko jednak w pierwszej kolejności wypadałoby zapoznać się z artykułem traktującym o prawdziwych ideowych korzeniach niemieckiego ruchu ''zielonych'', choćby po to by przekonać się, iż jeszcze całkiem niedawno lewica żywiła skrajnie odmienny stosunek do ekologizmu upatrując w nim ''najczarniejszą reakcję'' :
''Rodzący
się ruch ekologiczny, utożsamiany jeszcze wówczas z prawicą nie uszedł
uwadze skrajnej lewicy: Grupa Międzynarodowych Marksistów (GIM) pisała o
„trzodzie wyborczej burżuazyjnych obrońców środowiska”, Komunistyczna Partia Niemiec – Marksiści-Leniniści (KPD-ML) określała ich jako „pomocniczy oddział reakcji”.Wpływowy lewicowy dziennik „Le Monde” jeszcze w 1981 roku pisał: „Ekologia
polityczna (...) jest niebezpieczna o tyle, że implikuje ideologię
naturalistyczną. (...) Czy temat społeczeństwa zorganizowanego zgodnie z
prawami natury nie budzi przerażenia i ponurych skojarzeń? (...) Jak
można atakować maniaków ilorazu inteligencji i apologetów
dziedziczności, kiedy tak jak oni chyli się głowę przed naturalnym
porządkiem rzeczy? (...)”.Prędko jednak zmieniono zdanie.W 1980 roku, podczas zjazdu Zielonych, staraniem lewicowej części działaczy zezwolono na podwójne członkostwo, wskutek czego mogli oni oficjalnie zasilić szeregi Die Grünen (od tego roku oficjalnie partii politycznej). O ile w początkowej fazie istnienia Zielonych, tylko 15% członków
deklarowało swoje poglądy jako lewicowe, do 1986 roku wśród przywódców i
aktywistów aż 35% należało uprzednio do organizacji, takich jak
Komunistyczna Partia Niemiec (KPD), Niemiecka Partia Komunistyczna
(DKP) czy Rote Hilfe. Nie dziwi więc utopijny program gospodarczy, czy
nacisk na sferę obyczajową. Przedstawicieli „prawego” skrzydła Zielonych
usuwano jako „faszystów”, sam Gruhl zaś stracił
stanowisko przewodniczącego i wkrótce wraz z nim, partię opuściła 1/3
członków tworząc konserwatywną Partię Ekologiczno-Demokratyczną (Ökologisch-Demokratische Partei, ÖDP).''
- to się nazywa ''mądrość etapu''! Zaiste wiecznie żywa jak widać dialektyka marksizmu-leninizmu to cudowny wynalazek który pozwala jej wyznawcom zależnie od potrzeb gorąco zachwalać to co jeszcze wczoraj równie żarliwie potępiali. W każdym razie jak z powyższego wynika ekonielogizm jest na tyle pojemną formułą, że pomieścić może wszelakie nurty ideowe od prawa do lewa i żaden z nich nie ma prawa rościć sobie nań wyłączność, czy to się podoba lub nie zwłaszcza ''zielonym'' bolszewikom postawę czołobitnego stosunku do natury da się harmonijnie uzgodnić ze skrajnym szowinizmem narodowym a nawet rasizmem. Nie mają oni zresztą prawa tego potępiać skoro sami forują podobne kreatury, tyle że wywodzące sie z pozaeuropejskich ruchów ''tożsamościowych'' takie choćby jak Wangari Maathai, czarna baba która zasłynęła z akcji masowego sadzenia drzew aby zapobiec pustynnieniu Afryki, wszystko pięknie problem w tym, że kandydując w '97 r. na prezydenta Kenii nawoływała niemal wprost do czystki etnicznej na osiadłych tam potomkach migrantów z Indii, była też zwolenniczką barbarzyńskiego rodzimego przecież obyczaju obrzezania kobiet. To samo tyczy niejakiej Rigoberty Menchú czczonej jako rzekoma bohaterka walki o prawa Majów, która nakłamała lewicowej dziennikarce o straszliwych represjach jakich miała doznać ona i cała jej rodzina ze strony miejscowego reżimu, biedzie której doświadczyła w dzieciństwie itd., i mimo iż po latach została zdemaskowana jako ordynarna oszustka - w rzeczywistości była córką ichniego ''kułaka'', właściciela liczącego kilka tysięcy hektarów gospodarstwa zaś pełna patosu walka o ziemię okazała się banalnym sporem majątkowym w rodzinie:) - nie odebrano jej pokojowej nagrody Nobla [ z drugiej strony skoro nie uczyniono tego wobec ''Bolusia'' za jego kapownictwo to trudno się oburzać ] i słusznie zresztą bo profil ideologiczny tego wyróżnienia jest tak wyraźny, że raczej samo jej przyznanie jest haniebnym i osławiającym dla laureata.
Najlepszym dowodem jeden z nich, znany eko-mesjanista i kaznodzieja rychłej inwazji obcych zagłady Ziemi Al Gore, którego nie mogło zabraknąć oczywiście w tej paradzie klimatycznych kłamców, choć poświęcanie mu zbyt wiele uwagi nie ma sensu, bo kariera tego skurwysyna potwierdza smutną prawdę, że nawet totalnie skompromitowana kanalia byle dobrze ustosunkowana jest całkiem odporna na merytoryczną krytykę dzięki posiadanym wpływom i potężnym układom biznesowo-politycznym jakie za nią stoją. Nie zaszkodziły mu nawet tak niewiarygodne brednie kolportowane przezeń jak te o polskich dzieciach zmuszonych rzekomo zjeżdżać na dno kopalni, aby zaczerpnąć świeżego powietrza niedostępnego na powierzchni, gdzie panuje takie zapylenie, że ''almost imagine'' jak ich opiekunowie wypuszczają kanarki zanim zezwolą podopiecznym ponownie wyjść na zewnątrz [ serio, rzeczony fragment można zweryfikować w Google Book ], po tym stracili doń cierpliwość nawet miejscowi ''zieloni'' świecący za niego oczami na łamach ''wybiórczej'' - no i co z tego skoro po dekadzie z okładem znowu jak gdyby nigdy nic straszył na niedawnym eko-szczycie w Katowicach smogiem tym razem, bo to się nosi w tym sezonie, od którego jakoby tysiącami mrą polskie dzieci : on naprawdę ma jakiegoś pierdolca na tym tle i to poważnego, stąd warto by się przyjrzeć czy to aby nie kolejny ''sugar daddy'' od ''pizzy'' jak Podesta czy jego bywszy pryncypał, zdziadziały już teraz oblech Bill Clinton. Wymienianie wszystkich kompromitacji bydlaka wymagałoby sporządzenia osobnego wpisu, ale też z podanych wyżej przyczyn jest to zbędne przytoczę więc tylko jedną bo dyskredytuje przy okazji grupujący ''klimatologów'' a w gruncie rzeczy ideologów udających naukowców oenzetowski Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu, w skrócie angielskiej nazwy IPCC, na którego mocno szemrany ''autorytet'' powołują się często wyznawcy UFO sprawstwa człowieka w globalnym klimakterium, doskonale ta ''wielka afera lodowcowa'' okazuje z jakim zbiorowiskiem szarlatanów mamy tu do czynienia. Otóż Al straszył, tumanił i przerażał jak tylko on to potrafi powołując się właśnie na raport rzeczonej organizacji, że wkrótce czyli do 2035 r. stopnieją całkiem faktycznie niezwykle ważne dla życia na Ziemi lodowce w Himalajach co spowodowałoby potop przy którym biblijny okazałby się igraszką, po czym pozbawiłoby to dostępu do wody prawie połowę ludzkiej populacji, zwłaszcza w najbardziej zaludnionych rejonach Chin i Indii, jakie iście apokaliptyczne konsekwencje niosłoby to także jeśli idzie o globalną politykę nie muszę chyba mówić, w obliczu katastrofy tych rozmiarów inwazja Hunów okazałaby się skromną ruchawką. Problem w tym, że była to oczywista antynaukowa brednia co dość szybko wykazał merytorycznie czołowy indyjski glacjolog, czyli specjalista w dziedzinie lodowców właśnie, dr. Vijay Raina za co został chamsko zrugany i posądzony o ''denializm'' [ odpowiednik najgorszej herezji i bez mała negacjonizmu Holocaustu dla fanatyków eko-gnozy ] przez ówczesnego przewodniczącego IPCC, także Hindusa Rajendrę Pachauriego, kreaturę Rockefellerów i międzynarodowej finansjery trudniącego się ''doradztwem'' największych światowych korporacji jak indyjski koncern Tata - prowadzący w macierzystym kraju rabunkową politykę surowcową, której ofiarą padły setki tysięcy ubogich mieszkańców wiosek wysiedlonych brutalnie pod tereny kopalń będących własnością przemysłowego giganta żelaza i stali - i rządów, oraz zaangażowanego w tak bardzo ''ekologiczne'' biznesy jak wydobycie ropy naftowej w Teksasie przez GloriOil, założoną przez niego samego firmę, i oczywiście handel CO2. Ponieważ jednak na szczęście nie żyjemy jeszcze w świecie rządzonym całkiem przez totalitarną baksterkę i jej neokomunistycznych pomagierów, więc ''naukawa'' IPCC musiała przyznać po niejakim czasie, że sprokurowany przez nią raport zawierał brednie, także jeśli idzie o rzekomą epidemię malarii i inne plagi jakie miały spaść już wkrótce na nieszczęsną ludzkość o ile tylko nie zaprowadzimy ''planetarnego stanu wyjątkowego'' oddając władzę nad nami globalistom. No i co z tego mogę powtórzyć, wprawdzie media ochrzciły aferę ''Glaciergate'' [ heh ]a sam Pauchari zmuszony był podać się do dymisji przed upływem kadencji, ale przecież nadal te skurwysyny bezczelnie kłamią zgrywając naukowców, chucpa ''globalnego kimakterium'' nie tylko nie ustąpiła pod naporem faktów, ale wręcz przeszła w fazę intensywnej zbiorowej psychozy o iście apokaliptycznych rozmiarach co właśnie przeżywamy, zaś skompromitowanemu wydawałoby się chujowi nic się takiego nie stało, trudno się zresztą dziwić, że nie sposób było ruszyć bydlaka z tak budzącym grozę biogramem, więcej jednak o tej kanalii można poczytać w tym miejscu - najbardziej bodaj upiorne, iż wynika z tego, że we wspieranie ''przyjaznego dla środowiska'' biznesu obok znanego i lubianego Monsanto zaangażowani są min. najwięksi światowi truciciele, potentaci wydobycia kopalin jak Amoco czyli stare dobre Standard Oil po liftingu...
To tyle jeśli idzie o rzekomy ''konsensus klimatyczny'' mający panować wśród naukowców, którym terroryzują mentalnie poczciwców obawiających się wyjść na ignorantów ekonielodzy, mógłbym przytoczyć na dowód, że to ordynarne łgarstwo świadectwa wielu przeczących tezie ''antropogenicznej'' genezy zmian klimatu uczonych jak uznany specjalista w dziedzinie geochemii Claude Allegre, socjalista do tego więc żaden tam ''prawicowy oszołom'', czy przypomnieć, iż jeden z czołowych misjonarzy ''globcia'' Stephen Schneider jeszcze w latach 70-ych głosił że planecie grozi ''globalne oziębienie'', wreszcie wskazywać trzeźwo, iż sam udział współczesnych naukowców w jakimś przedsięwzięciu i ich poparcie dla niego nie przesądza sprawy, bo ich poprzednicy jeszcze nie tak dawno szeroko wspierali też rozwiązania eugeniczne mimo iż dziś już wiadomo, że ówczesny stan wiedzy nie uzasadniał tego w żadnym stopniu, a wielu z nich wzięło ochoczo wręcz udział w eksterminacji chorych psychicznie i upośledzonych umysłowo - podczas tzw. ''akcji T-4'' istniała nawet funkcja ''lekarza gazującego'', dosłownie, po niem. ''Vergasungsärzte'' - oraz naukowych jak najbardziej i bynajmniej ''pseudomedycznych'' zbrodniczych eksperymentach przeprowadzanych w niemieckich obozach koncentracyjnych [ z czego nie należy rzecz jasna wyprowadzać wniosku, iż wszyscy ''naukowcy to zło a nauka kłamie'' a jedynie, iż uczony też człowiek tylko niestety, stąd nie brak w tym środowisku jak każdym zideologizowanych ze szczętem kanalii i cynicznych ambicjonerów, którzy dla prestiżu i apanaży gotowi są do najgorszych podłości, choćby sprzeniewierzając się swemu powołaniu naginając dane pod z góry obrane tezy itp. ]. Nadto jednak dobitnie wykazałem, że tu nie o żadną naukę idzie, ani ''nowe technologie'' czy energooszczędność - nie mam nic przeciwko byle z głową - nawet nie o ''globalne ocieplenie'' jako takie, tylko wiarę w sprawstwo weń człowieka czemu służy to całe pieprzenie o ''antropocenie'' i jego ''wymiarze eschatologicznym'' jaki dawać ma ''nadzieję na rozbudowanie nowego typu świadomości, odkrycie znaczenia historii czy sensu istnienia człowieka na Ziemi'' wręcz jak pisze prorokini ''globcia'' prof. Ewa Bińczyk. Dlatego na finał pragnę złożyć stanowcze wyznanie niewiary w absurd jakoby tak ułomna, pełna wewnętrznych sprzeczności i śmiertelna nade wszystko istota jak człowiek dysponowała mocami godnymi samego Demiurga by kształtować procesy bez mała kosmiczne jak klimat i cały świat ziemskiej natury, ani kiedykolwiek była w stanie je osiągnąć, nie deprecjonuje jej to bynajmniej całkiem bo to właśnie z prometejskich napinek i maksymalizmu bierze się pogarda dlań, to miotanie się niczym pijany u płota : albo Bóg albo g... Nie, coś tam możemy przeniknąć naszym ograniczonym umysłem z tajemnic [wszech]świata, ale nie łudźmy się, dane nam będą jedynie blade prześwity, może czasem jakiś rozbłysk w ciemności i tyle, nic ponad to i bardzo dobrze zresztą bo strach pomyśleć co by się stało, gdyby klucz do ''boskiej wiedzy'' dostał się w ręce takich skurwysynów i marnych geszefciarzy jak opisani wyżej, a właśnie jeśli idzie o predyspozycje do znicestwienia siebie jako jednostki i rodzaj dysponujemy wręcz fenomenalnymi umiejętnościami, człowiek jest w stanie zredukować się nawet do poziomu materii nieożywionej jak to okazano, pod tym względem akurat niczego nam nie brakuje a wręcz cierpimy nadmiar. Jestem więc gotowy spłonąć na wirtualnym stosie za herezję ''denializmu antropogenicznego'' posłany tam przez fanatycznych czy zwyczajnie po ludzku interesownych wyznawców neokalwinistycznego fatalizmu, tyle że tym razem samemu w swym opętaniu roszczących sobie władcze prerogatywy Stwórcy i Pana całego kosmosu, i nie wątpię w to akurat, że przyjdzie im w końcu za tę hybris srogo zapłacić, pozostaje więc tylko pomodlić się i w miarę możności aktywnie przeciwdziałać by ruiny budowanej przez nich globalnej wieży Babel nie zwaliły nam się na głowę, tak mi dopomóż.