- ten wpis miał być o Muchomorze Kaddafim, ale jak widać pułkownik trzyma się mocno, konfrontuje się chłopak [ wiadomo, kumpel Jaruzela i stara sowiecka szkoła, nie jak te wysługujące się Amerykanom cioty Ben Ali czy Mubarak, no i nie chce zapewne paść ofiarą bliskowschodniej epidemii śpiączki jak oni... ], więc w oczekiwaniu na rozwój sytuacji na razie rzecz na którą natrafiłem przypadkiem szukając na Youtube materiałów o tym co teraz dzieje się w Libii - ostrzegam : hardkorr !
- tak miejscowa obyczajówka we wspomnianym w tytule kraju karze za takie np. cudne kręcenie pupą jak w poniższym klipie [ konkretnie w 2-iej jego połowie ] :
... ale sami się nieźle bawią, co widać na załączonym obrazku [ pewnie popijając przy okazji zarekwirowany, oczywiście w słusznej sprawie, alkohol ] :
- u nas, póki co, kanary mogą cię tylko ''ująć'' [ - za co ?! : szczegóły we wpisie wolnych kielc ]
Ale żeby nie było tak smutno na koniec taniec chyba jakiegoś miejscowego ''wesołka'' - trzeba przyznać, że ładnie się pan [ ? ] rusza :
p.s. zainteresowanym sudańską muzą, jeśli takowi w ogóle tutaj istnieją, polecam takie artystki jak Reemaz Mirghani [ - jej ponadprzeciętną urodę i aksamitny, że tak się wyrażę, głos szanowny widz może podziwiać w tym ujawnieniu lub tym objawieniu ], Sabah Abdalla [ klip ] czy Nada Algalaa [ choćby tutaj ], pozytywni zboczeńcy powinni też zobaczyć coś w rodzaju ichniego koncertu życzeń, ja byłem zachwycony, zwłaszcza staruszkiem DJ'em [ przynajmniej nie dyskryminują starszych, w naszej tv byłoby to nie do pomyślenia ! ] lub koncert na stadionie w Chartumie chyba, zwłaszcza egziotićną publiczność - muzyka jak muzyka, ale te d... ! Owszem, wk... mnie trochę, że niektóre się wybielają, ale gdybym miał wybierać między dajmy na to taką Dodą a panią z drugiego z powyżej umieszczonych klipów nie zawahałbym się nawet sekundy : oczywiście sprzedałbym Dodę Muchomorowi do jego haremu bez najmniejszego żalu [ za grube dewizy rzecz jasna, chociaż taki byłby pożytek z tej... ], zresztą i tak wygląda jak marzenie Araba - ups ! przepraszam za tą rasistowską uwagę, wymsknęło mi się.
... a jak ktoś chce sobie pooglądać sudańską tv [ np. żeby odpocząć od WSI 24 czy tv Tran, obojętnie ] niech zajrzy tutaj.
p.s. 2 ''życie'' [ przez ''rz'' ] dopisało do niniejszego wpisu nieoczekiwaną puentę - chodzi o rzecz, o której słyszałem już od niejakiego czasu ale dziś dopiero zapoznałem się w pełni czyli ''[sex]wojaże Pana Marcina na Czarnym Lądzie'' [ a właściwie ''Marhcina'', chodzi o to słynne ''rrr'' ! ]. W jednym tylko nie zgadzam się z autorką umieszczonego w powyższym odnośniku tekstu : nie potrzebuję żadnych jeb... genderów-srenderów, żeby wiedzieć że to debil - to porównanie pociągu do Afrykanek z zoofilią... i te ''małe arabskie zwierzątka'', uuu... [ są w jednym klubie z Polanskym, Petzem i Zanudzim ? nic dziwnego, że żałuje iż nie ma córki - pewnie doszedł do tego samego wniosku co Michael Jackson, że po co ruchać cudze dzieci, skoro można własne ? - mniejsze ryzyko, przecież wszystko zostaje w rodzinie... ] Nie zaskakuje mnie to zresztą, bo to w jego ''stylu'' [ mocno zjebanym i pretensjonalnym, dlatego tak podoba mu się Stinguś czy perfekcyjny, ale mdły niby-jazz Metheny'ego ] no a poza tym i tak w końcu na większego dupojeba wychodzi tam Meller [ co jakoś dziwnie mało kto zauważa ] przy którym Kydhrryński jr wygląda tylko na bidnego, zaślinionego koniobija...
...a przecież obaj to nie żadne tam ''buraki'', ''homofobi'' czy insze ''mohery'', ale niemal esencja ''warszawki'', idealne wcielenie ''młodych [ wówczas ] zadłużonych z wielkich miast'' ! Bo też i kocopoły Kydhryńskiego 2 [ bi ? ] stanowią doskonałe odzwierciedlenie smutnego stanu umysłów tej wielkomiejskiej chamówy zwanej powszechnie ''lemingami'', a którą na własny użytek określam mianem ''paligłupów'' [ - o przepraszam : jak pisze Ziemkiewicz dla knajpianej lewicy z okolic Nowego Wspaniałego Świata to ponoć już tylko ''biurowa klasa średnia'' a więc ''podklasa'' ''untermenschów'' nieskończenie niżej naszych ''oświeconych'' ]. Pamiętam też, jak w swoim czasie ''Wyborcza'' mocno lansowała te brednie drukując nawet spore ich fragmenty na swoich łamach w ''Dużym Formacie'' bodajże [ ale nie radzę szukać tego w internetowym archiwum, bo gazetka ta słynie z czyszczenia go z różnych niewygodnych, na danym etapie, dla niej tekstów, trza ruszyć dupsko do czytelni ] - niby taki postępowy, naprężony, wysforowany tak bardzo w przód organ ''tolerancji'' a tu taki klops !
piątek, 25 lutego 2011
poniedziałek, 17 stycznia 2011
Poznali się na Kremlu...
c.d. poprzedniego wpisu :
Następny ?
Posłanka [ do Dumy, rzecz jasna... ] :
Proszę zwrócić uwagę na kosmitę obok w peruce i z makijażem niczym postać ze Star Trek - to pewnie jakiś pedał-eunuch oddelegowany przez Władimira by pilnował Alinki coby mu się nie puściła :
Jako arbiter elegancji, jak na geja przystało, doradza jej też jaką wybrać portmonetkę...
Co za gustowny, wypasiony zegarek na rączce [ pewnie podarunek od... ]
Aż mu zaczeska z wrażenia stanęła...
... temu zaś nie miało nawet co za bardzo [ za to jaka galanteria ! ]
Job twoju... - stary, mówiłem ci żebyś palił zdrową, ekologiczną samosieję a nie to podrasowane chemicznie świństwo !
Jestem szalona la la... [ gdzie ten zakapior obok trzyma łapsko ?! ]
No co ty, tobie też mogę dać...
Tu wzięło ją w obroty dwóch żydowskich oligarchów :
Nu, bo poskarżę się Władimirowi !
Silna kobieta - umie postawić na swoim... [ albo pokazuje koleżance jak należy zabrać się do rzeczy ]
Zapewne starszy pan zachwala swoje walory...
...ale chyba stanowczo przesadził [ kobiety są bezwzględne ] :
Weź no mi popraw...
... bo już mię nudy biorą najszczersze [ a w ogóle to nie ma to jak parytety... ]
Pedał poszedł, mam chwilę... [ a może miała romans z Leszkiem i to był ten ostatni jego telefon a zazdrosny Władimir kazał go odstrzelić laserem ? Hmm... ]
Wyginam śmiało ciało :
Gdzie trzymasz piłeczkę dziecko, nieładnie tak się bawić...
No i na sam koniec wreszcie szkaradny fotomontaż, sporządzony zapewne przez PiSiacką hołotę usiłującą w ten haniebny sposób popsuć nam bi-lateralne stosunki z ''zaprzyjaźnionym mocarstwem'', niedwuznacznie sugerujący jakimiż to, hm, talentami, poza urodą rzecz jasna, pani Alina przekonała do siebie Putina...
p.s. jeszcze podarunek od znajomego idealnie wpasowujący się w temat [ to jakaś telepatia czy co ? w każdym razie wielkie dzięki ] - rosyjska Majka Jeżowska, ale jaka ! Bynajmniej nie ''dla dietiej''... [ jeśli komuś mało może podziwiać jej obfite walory w tym miejscu ]
Następny ?
Proszę zwrócić uwagę na kosmitę obok w peruce i z makijażem niczym postać ze Star Trek - to pewnie jakiś pedał-eunuch oddelegowany przez Władimira by pilnował Alinki coby mu się nie puściła :
Jako arbiter elegancji, jak na geja przystało, doradza jej też jaką wybrać portmonetkę...
Co za gustowny, wypasiony zegarek na rączce [ pewnie podarunek od... ]
Aż mu zaczeska z wrażenia stanęła...
... temu zaś nie miało nawet co za bardzo [ za to jaka galanteria ! ]
Job twoju... - stary, mówiłem ci żebyś palił zdrową, ekologiczną samosieję a nie to podrasowane chemicznie świństwo !
Jestem szalona la la... [ gdzie ten zakapior obok trzyma łapsko ?! ]
No co ty, tobie też mogę dać...
Tu wzięło ją w obroty dwóch żydowskich oligarchów :
Nu, bo poskarżę się Władimirowi !
Silna kobieta - umie postawić na swoim... [ albo pokazuje koleżance jak należy zabrać się do rzeczy ]
Zapewne starszy pan zachwala swoje walory...
...ale chyba stanowczo przesadził [ kobiety są bezwzględne ] :
Weź no mi popraw...
... bo już mię nudy biorą najszczersze [ a w ogóle to nie ma to jak parytety... ]
Pedał poszedł, mam chwilę... [ a może miała romans z Leszkiem i to był ten ostatni jego telefon a zazdrosny Władimir kazał go odstrzelić laserem ? Hmm... ]
Wyginam śmiało ciało :
Gdzie trzymasz piłeczkę dziecko, nieładnie tak się bawić...
No i na sam koniec wreszcie szkaradny fotomontaż, sporządzony zapewne przez PiSiacką hołotę usiłującą w ten haniebny sposób popsuć nam bi-lateralne stosunki z ''zaprzyjaźnionym mocarstwem'', niedwuznacznie sugerujący jakimiż to, hm, talentami, poza urodą rzecz jasna, pani Alina przekonała do siebie Putina...
p.s. jeszcze podarunek od znajomego idealnie wpasowujący się w temat [ to jakaś telepatia czy co ? w każdym razie wielkie dzięki ] - rosyjska Majka Jeżowska, ale jaka ! Bynajmniej nie ''dla dietiej''... [ jeśli komuś mało może podziwiać jej obfite walory w tym miejscu ]
Alina dupcia Putina.
Do poczynienia w końcu niniejszego wpisu nad którym przemyśliwałem już od dobrych paru miesięcy zmotywowały mnie wyziewy generałowej Anodiny [ która zresztą sama sobie przeczy - widać ''też'' miała w sobie 0,6 promila a pewnie i więcej, Rosjanie wyżej stawiają w tej sprawie poprzeczkę... szerzej piszę o tym i nie tylko w nowym wpisie na drugim blogu ] - otóż szukając informacji o pięknej rosyjskiej aktorce Julii Peresild [ z okazji filmu ''Krótkie spięcie'', który był pokazywany w ramach ostatniego ''Sputnika'' o czym wspominałem w tym miejscu nie tak dawno - kto chce się przekonać czy nie przesadzam może zobaczyć epizod z powyższego filmu w którym występuje, zwłaszcza drugi fragment, gdzie prezentuje swe wdzięki w - niemal - całej okazałości, jaki pomieściłem tamże ] natrafiłem przypadkiem na zdjęcie całkiem urodziwej niewiasty, niejakiej Aliny Kabajewej. Nie wiedząc kto zacz ta pani zaintrygowany postanowiłem sprawdzić i okazało się ku mojemu zdumieniu, że choć jest ona znaną rosyjską gimnastyczką, która zdobyła w tej dyscyplinie chyba wszystkie możliwe medale, tak naprawdę zasłynęła dopiero ze swojego romansu z Putinem... - Władimir strasznie się zapienił, gdy rzecz wyszła na jaw, ichni tabloid, który napisał o tym pierwszy został wkrótce zamknięty a jego dziennikarz, który wspomniał na jego łamach o tej sprawie ponoć zniknął... [ pewnie nakarmiono nim ryby, a może do dziś jest cwelem w jakimś zagubionym w tajdze łagrze ? ]. W każdym razie pani Alina po zakończeniu, jakże udanej trzeba przyznać, kariery sportowej postanowiła realizować się na niwie politycznej zasiadając w Dumie z ramienia prokremlowskiej ''Jednej Rosji'', w międzyczasie rodząc syna, którego skądinąd do dziś nie wiadomo kto jest ojcem... Nie ma sensu rozpisywać się na ten błahy dość w sumie temat, kto ciekaw bez problemu znajdzie potrzebne mu informacje na plotkarskich portalach jak i w poważniejszych gazetach, ja natomiast będąc pod pewnym, przyznaję, wrażeniem urody wybranki serca [ tak to nazwijmy...] Putina, prezentującej zresztą typowo rosyjski tzn. ''słowiańsko-ugrofiński'' [ ojciec Tatar, matka Rosjanka ] typ urody, zamieszczam poniżej garść jej zdjęć z odautorskim komentarzem gdzieniegdzie [ z góry przepraszam za te absurdalnie duże ziejące między fotami puste miejsca - nie pierwszy raz przekonuję się, że blogspot kuleje bardzo jeśli chodzi o przekazywanie zdjęć i nie potrafię sobie z tym poradzić ] :
Cycaryca...
Czy te oczy mogą kłamać - chyba nie... [ głębokie wejrzenia aż po migdałki ]
Jestem dumna z dostąpienia zaszczytu zrobienia laski jego imperatorskiej mości !
Nie przy wszystkich !!!
Twarz niewiasty obok zdaje się nieśmiało mówić : ''ja też bym chciała''... [ nie masz szans dziecko ]
Spełnienie marzeń japońskich fetyszystów stóp...
Dziewczyna lubi futra :
... i milicjantów :
Tym razem z żywym [ jeszcze ] zwierzątkiem :
Dobra, widzę że z wyłuszczonych na wstępie powodów znowu będę musiał podzielić to sobie - tak jak w przypadku Shibusashirazu Orchestry - na dwa : w następnym odcinku będą wygibasy Alinki, o tym czy Miedwied' też na nią leci, pedały ze Star Trek, ale w Dumie jest wesoło i w ogóle wszelkie talenta ruskiej krasawicy w pełnej krasie ! [ część 2 ]
Cycaryca...
Czy te oczy mogą kłamać - chyba nie... [ głębokie wejrzenia aż po migdałki ]
Jestem dumna z dostąpienia zaszczytu zrobienia laski jego imperatorskiej mości !
Nie przy wszystkich !!!
Twarz niewiasty obok zdaje się nieśmiało mówić : ''ja też bym chciała''... [ nie masz szans dziecko ]
Spełnienie marzeń japońskich fetyszystów stóp...
Dziewczyna lubi futra :
... i milicjantów :
Tym razem z żywym [ jeszcze ] zwierzątkiem :
Dobra, widzę że z wyłuszczonych na wstępie powodów znowu będę musiał podzielić to sobie - tak jak w przypadku Shibusashirazu Orchestry - na dwa : w następnym odcinku będą wygibasy Alinki, o tym czy Miedwied' też na nią leci, pedały ze Star Trek, ale w Dumie jest wesoło i w ogóle wszelkie talenta ruskiej krasawicy w pełnej krasie ! [ część 2 ]
niedziela, 9 stycznia 2011
Gangsta-prorok.
W poprzednim wpisie mówiłem o beznadziejnych filmach, więc tym razem dla równowagi będzie o jednym dobrym - w zeszłą środę byłem na seansie w kinie WDK francuskiego obrazu ''Prorok'' [ recenzja ] : rzecz trochę w stylu ''Gomorry'' ukazująca poprzez problem narastającej bandyterki [ o zabarwieniu etnicznym, dodajmy ] niewesoły stan współczesnej Europy, poszerzające się w niej gwałtownie obszary społecznej anomii, chaosu stanowiące idealne podłoże dla krzewienia się wszelkich patologii, jednym słowem to co kryje się naprawdę za frazesami o ''integracji'', ''wspólnym domu'' i innych tego typu wzniosłych bzdetach [ jedynie wątek ''proroczy'' z nawiedzającym głównego bohatera duchem zamordowanego przezeń człowieka wydał mi się nieco wydumany, ale może ja nie łapię islamskiego kontekstu ]. Tu muszę koniecznie dodać, bo tak się składa że na tym blogu piszę niestety przeważnie o raczej nieprzyjemnych rzeczach, więc niech tym razem będzie o czymś pozytywnym, że Jarosław Skulski, który powołał właściwie na nowo i stoi za rzeczonym kinem w WDK-u robi naprawdę świetną robotę [ aż mu uścisnąłem dłoń po seansie za to ] animując tam wiele ciekawych inicjatyw i puszczając zwykle bardzo dobre kino, dostępne często za psie pieniądze [ gdybym miał ich więcej do dyspozycji regularnie zaliczałbym większość prezentowanych przezeń pozycji ]. Oczywiście zastrzegam, iż nie znam kulis działania gościa i mam nadzieję, że nie będę nigdy żałował powyższych pochwał, ale tak jak to wygląda na dzień dzisiejszy uważam , że trzeba docenić to co robi, tym bardziej że z tego co mi wiadomo i o ile znam smutną rzeczywistość zbiurokratyzowanych do imentu instytucji kulturalnych to jego aktywność nie spotyka się chyba ze szczególnym wsparciem z ich strony a ponoć wręcz wzbudza tam niekłamaną irytację jako niepotrzebne zawracanie d..., bo po co się starać, można przecież puścić te parę beznadziejnych filmideł w miesiącu dla pustej sali i plan będzie wykonany a więc i kasa z ''Łunii'' czy inszego budżetowego cyca, nie ? [ obym się mylił, mam też nadzieję, że pisząc powyższe nie złożyłem mu pocałunku śmierci... choć mało prawdopodobne aby przeczytał to któryś z urzędasów zasiadających we wspomnianych placówkach, z drugiej nic nie wiadomo, w naszym grajdołku, gdzie znają się niemal wszyscy jest to możliwe ]. Wracając jeszcze do samego kina muszę też wspomnieć, że pozytywnie zaskoczył mnie świetny nowy ekran i przede wszystkim jakość wyświetlanego obrazu, czego niestety nie mogę powiedzieć o większości kopii filmów pokazywanych w ''Moskwie'' przy okazji ostatniego ''Sputnika'' [ o którym pisałem w tym miejscu niedawno ], jedyne zastrzeżenie miałem do sali, zbyt małej na tak duży format obrazu o wiele bardziej pasujący do tej w ''Moskwie'' właśnie, no ale to już nie jest bynajmniej pretensja do Skulskiego, zresztą być może najlepiej by było, gdyby oba rzeczone kina jakoś połączyły się zamiast rywalizować, bo niestety zapotrzebowanie na dobre kino w Kielcach jest zbyt małe, by można pozwolić sobie tutaj na jakąś zdrową konkurencję w tym względzie [ ? ]. Zainteresowanych filmem poza wymienioną na wstępie recenzją odsyłam do następujących pochodzących zeń scen : fragm. 1 < ostrzegam hardkorr !, fragm. 2 i końcowa scena < tu warto zwrócić uwagę na francusko-algierską piękność Leilę Bekhti.
Na koniec dodam, że zobaczenie jakiegoś dobrego filmu jak ten tutaj omawiany było mi bardzo potrzebne bo miałem ostatnio dość nieprzyjemne przejścia z MZK Kielce - nie wchodzę w szczegóły bo nie warto, na same wspomnienie już szlag mnie trafia, zresztą nie pierwszy to raz, kiedy instytucja ta, sposób jej - tak to nazwijmy - funkcjonowania doprowadza mnie do szału, ot choćby właśnie spiesząc na ''Proroka'' ledwo dotarłem spędziwszy uprzednio blisko pół godziny na mrozie czekając na autobus, który... nie przyjechał [ ''po prostu'' ]. Przekonałem się po raz kolejny, że każdy kontakt z biurokratyczną tępą urzędową machiną rządzącą się jakimiś swoimi popierdolonymi, wyjebanymi w kosmos procedurami wyzwala we mnie najgorsze instynkty i wykańcza nerwowo, naprawdę czułem się w tym czasie jak III-światowy maoista, mudżahedin, anarchista pierdolony, ''essential killings'', chciałem pieprznąć w nich z granatnika przeciwpancernego, urządzić im procesy pokazowe, zrobić z d... Pinocheta albo Che, obojętnie... Dlatego tym większą pociechę w tych smutnych dniach [ obok butelki białego półwytrawnego ''Draculi'' he he ] dała mi świadomość, że w tym mieście są też ludzie tacy jak Skulski właśnie, albo brulionmann, betko czy małe a, których stać na tak piękne akcje jak urządzenie sobie w Nowy Rok wypadu z pochodniami w lesie za miastem, zamiast grzać dupę lecząc kaca przed wypełnionym kretyńskimi programami telewizjerem, jak zapewne czynili beznadziejnie sformatowani smutni panowie i panie pracujący w ww. instytucjach - a może się mylę i spędzali ten czas wesoło w agencjach towarzyskich lub na ''egzioticznich'' wczasach pieprząc się z tajskimi dziwkami albo arabskimi ratownikami, hę ?
Dość żółci - korzystając z okazji zaanonsuję tylko jeszcze nowy blog, który powołałem s nowym godom, a dlaczego powziąłem tą wiekopomną decyzję piszę tamże we wstępie, więc nie będę się powtarzał zajmując tym tutaj niepotrzebnie miejsce.
Na koniec dodam, że zobaczenie jakiegoś dobrego filmu jak ten tutaj omawiany było mi bardzo potrzebne bo miałem ostatnio dość nieprzyjemne przejścia z MZK Kielce - nie wchodzę w szczegóły bo nie warto, na same wspomnienie już szlag mnie trafia, zresztą nie pierwszy to raz, kiedy instytucja ta, sposób jej - tak to nazwijmy - funkcjonowania doprowadza mnie do szału, ot choćby właśnie spiesząc na ''Proroka'' ledwo dotarłem spędziwszy uprzednio blisko pół godziny na mrozie czekając na autobus, który... nie przyjechał [ ''po prostu'' ]. Przekonałem się po raz kolejny, że każdy kontakt z biurokratyczną tępą urzędową machiną rządzącą się jakimiś swoimi popierdolonymi, wyjebanymi w kosmos procedurami wyzwala we mnie najgorsze instynkty i wykańcza nerwowo, naprawdę czułem się w tym czasie jak III-światowy maoista, mudżahedin, anarchista pierdolony, ''essential killings'', chciałem pieprznąć w nich z granatnika przeciwpancernego, urządzić im procesy pokazowe, zrobić z d... Pinocheta albo Che, obojętnie... Dlatego tym większą pociechę w tych smutnych dniach [ obok butelki białego półwytrawnego ''Draculi'' he he ] dała mi świadomość, że w tym mieście są też ludzie tacy jak Skulski właśnie, albo brulionmann, betko czy małe a, których stać na tak piękne akcje jak urządzenie sobie w Nowy Rok wypadu z pochodniami w lesie za miastem, zamiast grzać dupę lecząc kaca przed wypełnionym kretyńskimi programami telewizjerem, jak zapewne czynili beznadziejnie sformatowani smutni panowie i panie pracujący w ww. instytucjach - a może się mylę i spędzali ten czas wesoło w agencjach towarzyskich lub na ''egzioticznich'' wczasach pieprząc się z tajskimi dziwkami albo arabskimi ratownikami, hę ?
Dość żółci - korzystając z okazji zaanonsuję tylko jeszcze nowy blog, który powołałem s nowym godom, a dlaczego powziąłem tą wiekopomną decyzję piszę tamże we wstępie, więc nie będę się powtarzał zajmując tym tutaj niepotrzebnie miejsce.
piątek, 24 grudnia 2010
Poruchomy nieruszyciel.
motto : ''... jakże smutne jest odcinanie jaj...''
[ Roman Kostrzewski - ''Kat'' ]
Zbliżają się święta, więc aby odreagować - żeby było jasne nie należę do mentalnych ''palikociąt'' czyli trzody samosprzedawalnych narzędzi mówiących zahipnotyzowanych przez ''maga z Biłgoraja'', więc nie same Boże Narodzenie budzi moją odrazę, choć ich duch jest mi obcy bo nie uważam się nie tylko za katolika, ale chrześcijanina w ogóle, ile komercyjna i obyczajowa, iście obłąkana w swym gorączkowym, niezdrowym podnieceniu otoczka, która do reszty już chyba przytłoczyła metafizyczny wymiar tego święta [ o ile rzecz jasna w ogóle takowy miało kiedykolwiek ] - postanowiłem zaserwować sobie równie radykalną odtrutkę na to całe szaleństwo w postaci serii seansów złych, nieudanych nowych polskich filmów [ ktoś powie, że to żadna sztuka znaleźć takowe obrazy, ale mowa tu o filmach kiepskich nawet na tle współczesnego polskiego kina... a więc naprawdę już hardkorr ! ]. Na pierwszy ogień poszedł twór na który od dawna miałem chrapkę, a którego już sam tytuł stanowi obietnicę rozkoszy dla każdego miłośnika złego gustu : ''Nieruchomy poruszyciel'' Łukasza Barczyka z 2008 r. - chyba najlepszym określeniem tego filmu będzie ''manieryczne g...''. Manieryzm, a nawet gargantuizm wręcz to słowa dobrze opisujące to, co dzieje się tam na ekranie, totalna przesada i brak umiaru we wszystkim niemal czyli kwintesencja kiczu. Jedyne co dobrego można powiedzieć o ''poruszycielu'' to obrazy i może muzyka, napisana przez współczesną polską kompozytorkę, uczennicę Louisa Andriessena [ kto wie, ten wie ], Hannę Kulenty - to rzeczywiście rzadkość we współczesnym, nie tylko polskim, kinie aby ścieżka dźwiękowa została stworzona przez profesjonalistę, to jedno, ale tylko jedno, akurat poczytuje się twórcy na plus. Próbuje on wprawdzie ratować swe dzieło podpierając się jakąś mętną pseudo-filozofią a nawet usiłując mu nadać radykalne przesłanie społeczne [ ! ], ale powiększa tym samym tylko śmieszną pretensjonalność całości : kto chce się przekonać niechże zapozna się z elukubracjami p. Barczyka w formie pisanej [ przyznam, że chyba od czasu posmoleńskich dywagacji mistrzyni przecież w sztuce pieprzenia smutów czyli Manuelli Ghrethkowskiej nie spotkałem się z równym stężeniem bredni, gość wali takie kocopoły, że aż [nie]miło ] lub krótkim dość zapisem wideo wywiadu z nim - przy okazji warto by sprawdzić ile razy wymienia w tym ostatnim słowo ''forma'', coś koło setki co najmniej, natomiast ani razu bodaj nie wspomina o treści : znamienne... Zresztą nawet z tej strony film się nie broni a tłumaczenia reżysera, że nie chciał opowiadać zwykłej linearnej fabuły kładąc nacisk bardziej na odzwierciedlenie i wywołanie bezpośrednio u widza skrajnych emocji są kompletnie nieprzekonujące, bo mimo użycia rzeczywiście dość radykalnych środków budzą one śmiech lub co najwyżej zażenowanie [ ten ''poruszyciel'' nie porusza... ]. Oto dowód - moja ulubiona scena z Janem Fryczem, którego kreacja w roli Generała rozpierdala wszystko i dla niego, oraz specyficznie pojmowanych jaj, warto zobaczyć ten nieudany twór, występującym tutaj wraz Marietą Żukowską, owszem ładną aktorką aczkolwiek jak na mój gust zbyt szczupłą [ a to ważne w tym pełnym nagości i perwersyjnego, pojebanego seksu obrazie ] :
- ''och majteczki!... jestem zdefraudowan / sromota, żenada i hańba na wiekix'' że aż chce się zacytować zacną piosenkę Tymonowych ''Kur'' z zeszłego stulecia...
Następnym nieudałym dziełem rodzimych tfurców, które skonsumowałem, przetrawiłem i... tak dalej, była ekranizacja ''Nienasycenia'' Witkacego z 2003 r. z Cezarym Pazurą w kilku aż rolach, jeśli nie głównych to wiodących - nie wchodząc w szczegóły rzecz przypomina raczej rozbudowaną adaptację teatru telewizji a nie film [ pewnie to kwestia finansów ] i nie umywa się niestety do ''Pożegnania jesieni'' w reżyserii Mariusza Trelińskiego z '89 r. bodajże. Owszem Cezarry błysnął w paru momentach pokazując aktorski pazur, cóż z tego jednak, skoro gubi go skłonność do szarżowania a sam reżyser nie panuje zbyt nad filmową materią i po pierwszej niezłej części gdzieś w połowie, przynajmniej dla mnie, wątek rwie się i siada napięcie. Nie będę się już czepiał nagromadzenia perwersji i obrzydliwości w fabule, bo u Witkaca w oryginale z tego co pamiętam przynajmniej było tak samo, chociaż mogliby jednak darować sobie scenę w której Czarek przebrany w niemowlęce bety w ramach jakiejś zwyrodniałej ''praktyki seksualnej'' wsuwa kupę nasraną przez Persy Zwierżontkowskają graną tu przez jego ówczesną żonę Weronikę Marczuk... Z całego filmu zapamiętuje się tylko kilka kapitalnych tekstów [ ale to zasługa autora literackiego pierwowzoru ] i parę scen, w których Pazura pokazuje, że mógłby być świetnym aktorem, gdyby tylko nie wierzył tak w swoją genialność, broni się też kreacja Katarzyny Gniewkowskiej jako samiczo-demonicznej księżnej Iriny Wsiewołodownej Ticonderoga, może jeszcze uroda paru aktorek, zwłaszcza ochoczo obnażających jędrne biusty ww. Weroniki Marczuk [ to jeszcze przed tym jak wpadła, a właściwie sama wepchnęła się w sidła agenta Tomka... zresztą cóż to dla niej za sztuka, skoro jak wieść gminna niesie przybyła ze stepów do naszego pięknego kraju na pocz. lat 90-ych by wywijać huculskie zapewne hołubce na rurce w jednym z pierwszych nadwiślańskich sex-klubów... ] i nieznanej mi dotąd - nie powiem, że bliżej, bo to byłoby dwuznaczne - niejakiej Anny Wendzikowskiej [ - nie wiem kto zacz ona, ale cyce ma zacne owszem ], natomiast muzyka Możdzera nie powala. Dość o tem - nie zamierzam zaśmiecać sobie bloga fragmentami tego ''dzieła'' - kto ciekaw może zobaczyć na zachętę pochodzący zeń krótki filmik [ - puenta w wykonaniu Pazury : bomba ] a jeśli mu mało obszerniejszy wybór scen, ale ostrzegam, że w tym ostatnim nagromadzenie perwersji, złego smaku i zwyczajnej głupoty może przekraczać dla kogoś dopuszczalną dlań miarę [ ja tam byłem ''zachwycony''... ], jeszcze pokaźny zbiór zdjęć i koniec : jestem nasycony.
No i ostatnie ''dziwadło'' - beznadziejny polski horror ''Pora mroku'' sprzed dwóch [ jeszcze ] lat : myślę, że nie warto rozpisywać się nad tą katastrofą, bo i cóż tu można powiedzieć ? Chyba tylko to, co zauważył jeden z internautów, że o wiele adekwatniejszym tytułem dla tego czegoś byłaby ''pomroczność jasna'' [ jest to zapewne najlepszy opis stanu jego twórców, gdy go kręcili ] - dla chcących dowiedzieć się czegoś więcej fajna recenzja, całość filmu można też zobaczyć na Youtube, niestety od 2-iego fragm. jebie się synchronizacja obrazu z dźwiękiem [ - ten drugi mocno wyprzedza pierwszy ], z drugiej strony może być to powodem dodatkowej uciechy czerpanej z oglądania tego zaiste ''strasznego filmu'', choć nie w zamierzonym przez reżysera sensie, zwłaszcza dla takich miłośników wszelkiego nieudactwa i pokraczności jak niżej podpisany na przykład. Zastanawiające przy tym, że twórca tego żałosnego gniota, zdolny ponoć operator Grzegorz Kuczeriszka również podobnie jak p. Barczyk od ''Nieruchomego'' co-nie-porusza, usiłuje podpierać się Arystotelesem... cóż to może znaczyć ? - że dyletanci filozoficzni nie powinni zabierać się za robienie filmów [ ani cokolwiek w ogóle ] ?
Szukając informacji o ''zamroczeniu'' natrafiłem na coś chyba jeszcze gorszego od powyższych bzdetów [ wiem, trudno w to uwierzyć ] - niech wstrząsająco wyczerpujący opis wystarczy za wszystko... Przyznam, że nie mam odwagi zaordynować sobie tego, trza dbać jakoś o elementarną psychiczną higienę, to podobnie jak słynny w ''pewnych kręgach'' ''Nekromantic'' przekracza nawet moją, i tak mocno ''permisywną'', normę. Gdyby ktoś, dla kogo wciąż nie jest to jasne zapytał : ''po jaką cholerę dobrowolnie fundować sobie takie g... ?!'' - najlepszym myślę dlań objaśnieniem będzie wypowiedź znaleziona na jakimś forum na temat wspomnianego przed chwilą badziewu :
''Ożesz w mordę! Totalnie rozbrajający, absolutnie niepoprawny, ekstremalnie komiczny i maksymalnie tandetny. Fantom Kiler przełamał wszelkie granice; aktorki rozbierają się w każdej sytuacji, morderca identyczny jak w Blood and Black Lace, niektóre sceny powiewają bajeranckim czarem Jessa Franco. Ale jest wszystko, nawet zamglony las i cmentarz, prawie jak w Nekromantiku ha ha. Dubbing rozwala prawie tak mocno jak dialogi wytwórni Skurcz, w Fantom Kilerze po prostu powklejano dialogi z innych filmów jak Tato, Przesłuchanie, Nic Śmiesznego itd.. Kompletnie nie ma to nic wspólnego z tym co się dzieje na ekranie, zatem można polec ze śmiechu. Nawet się za bardzo nie nudziłem, cuciła mnie głupota wylewająca się z ekranu! Na prawdę, dawno tak dobrze się nie bawiłem ''
- Wesołych [ ?! ] i przede wszystkim SPOKOJNYCH świąt życzę !
p.s. dzięki rekomendacji znajomego obejrzałem jeszcze ''Czarne słońca'', film Jerzego Zalewskiego z 1992 r., moim zdaniem to zajebista komedia, przy paru scenach wręcz popłakałem się ze śmiechu... nie wiem kto pisał tam kwestie ale scenariusz chyba powstawał na ciężkim przepiciu, to była epoka przeddopalaczowa spiritu przemycanego ze Wschodu, chuj wi jakie świństwa tam dodawali, pewnie mieszali wódę ze spermą albo pędzili ją na martwych łagiernikach, oczywiście procenty od szły na konto Putina - gość zarobił miliony na utylizacji ludzkich odpadów, czyż to nie interes godny czekisty ? Dobra, pierdolę jak po martwych słońcach... tak czy siak polecam - całość do zobaczenia w niezłej jakości na Youtube.
[ Roman Kostrzewski - ''Kat'' ]
Zbliżają się święta, więc aby odreagować - żeby było jasne nie należę do mentalnych ''palikociąt'' czyli trzody samosprzedawalnych narzędzi mówiących zahipnotyzowanych przez ''maga z Biłgoraja'', więc nie same Boże Narodzenie budzi moją odrazę, choć ich duch jest mi obcy bo nie uważam się nie tylko za katolika, ale chrześcijanina w ogóle, ile komercyjna i obyczajowa, iście obłąkana w swym gorączkowym, niezdrowym podnieceniu otoczka, która do reszty już chyba przytłoczyła metafizyczny wymiar tego święta [ o ile rzecz jasna w ogóle takowy miało kiedykolwiek ] - postanowiłem zaserwować sobie równie radykalną odtrutkę na to całe szaleństwo w postaci serii seansów złych, nieudanych nowych polskich filmów [ ktoś powie, że to żadna sztuka znaleźć takowe obrazy, ale mowa tu o filmach kiepskich nawet na tle współczesnego polskiego kina... a więc naprawdę już hardkorr ! ]. Na pierwszy ogień poszedł twór na który od dawna miałem chrapkę, a którego już sam tytuł stanowi obietnicę rozkoszy dla każdego miłośnika złego gustu : ''Nieruchomy poruszyciel'' Łukasza Barczyka z 2008 r. - chyba najlepszym określeniem tego filmu będzie ''manieryczne g...''. Manieryzm, a nawet gargantuizm wręcz to słowa dobrze opisujące to, co dzieje się tam na ekranie, totalna przesada i brak umiaru we wszystkim niemal czyli kwintesencja kiczu. Jedyne co dobrego można powiedzieć o ''poruszycielu'' to obrazy i może muzyka, napisana przez współczesną polską kompozytorkę, uczennicę Louisa Andriessena [ kto wie, ten wie ], Hannę Kulenty - to rzeczywiście rzadkość we współczesnym, nie tylko polskim, kinie aby ścieżka dźwiękowa została stworzona przez profesjonalistę, to jedno, ale tylko jedno, akurat poczytuje się twórcy na plus. Próbuje on wprawdzie ratować swe dzieło podpierając się jakąś mętną pseudo-filozofią a nawet usiłując mu nadać radykalne przesłanie społeczne [ ! ], ale powiększa tym samym tylko śmieszną pretensjonalność całości : kto chce się przekonać niechże zapozna się z elukubracjami p. Barczyka w formie pisanej [ przyznam, że chyba od czasu posmoleńskich dywagacji mistrzyni przecież w sztuce pieprzenia smutów czyli Manuelli Ghrethkowskiej nie spotkałem się z równym stężeniem bredni, gość wali takie kocopoły, że aż [nie]miło ] lub krótkim dość zapisem wideo wywiadu z nim - przy okazji warto by sprawdzić ile razy wymienia w tym ostatnim słowo ''forma'', coś koło setki co najmniej, natomiast ani razu bodaj nie wspomina o treści : znamienne... Zresztą nawet z tej strony film się nie broni a tłumaczenia reżysera, że nie chciał opowiadać zwykłej linearnej fabuły kładąc nacisk bardziej na odzwierciedlenie i wywołanie bezpośrednio u widza skrajnych emocji są kompletnie nieprzekonujące, bo mimo użycia rzeczywiście dość radykalnych środków budzą one śmiech lub co najwyżej zażenowanie [ ten ''poruszyciel'' nie porusza... ]. Oto dowód - moja ulubiona scena z Janem Fryczem, którego kreacja w roli Generała rozpierdala wszystko i dla niego, oraz specyficznie pojmowanych jaj, warto zobaczyć ten nieudany twór, występującym tutaj wraz Marietą Żukowską, owszem ładną aktorką aczkolwiek jak na mój gust zbyt szczupłą [ a to ważne w tym pełnym nagości i perwersyjnego, pojebanego seksu obrazie ] :
- ''och majteczki!... jestem zdefraudowan / sromota, żenada i hańba na wiekix'' że aż chce się zacytować zacną piosenkę Tymonowych ''Kur'' z zeszłego stulecia...
Następnym nieudałym dziełem rodzimych tfurców, które skonsumowałem, przetrawiłem i... tak dalej, była ekranizacja ''Nienasycenia'' Witkacego z 2003 r. z Cezarym Pazurą w kilku aż rolach, jeśli nie głównych to wiodących - nie wchodząc w szczegóły rzecz przypomina raczej rozbudowaną adaptację teatru telewizji a nie film [ pewnie to kwestia finansów ] i nie umywa się niestety do ''Pożegnania jesieni'' w reżyserii Mariusza Trelińskiego z '89 r. bodajże. Owszem Cezarry błysnął w paru momentach pokazując aktorski pazur, cóż z tego jednak, skoro gubi go skłonność do szarżowania a sam reżyser nie panuje zbyt nad filmową materią i po pierwszej niezłej części gdzieś w połowie, przynajmniej dla mnie, wątek rwie się i siada napięcie. Nie będę się już czepiał nagromadzenia perwersji i obrzydliwości w fabule, bo u Witkaca w oryginale z tego co pamiętam przynajmniej było tak samo, chociaż mogliby jednak darować sobie scenę w której Czarek przebrany w niemowlęce bety w ramach jakiejś zwyrodniałej ''praktyki seksualnej'' wsuwa kupę nasraną przez Persy Zwierżontkowskają graną tu przez jego ówczesną żonę Weronikę Marczuk... Z całego filmu zapamiętuje się tylko kilka kapitalnych tekstów [ ale to zasługa autora literackiego pierwowzoru ] i parę scen, w których Pazura pokazuje, że mógłby być świetnym aktorem, gdyby tylko nie wierzył tak w swoją genialność, broni się też kreacja Katarzyny Gniewkowskiej jako samiczo-demonicznej księżnej Iriny Wsiewołodownej Ticonderoga, może jeszcze uroda paru aktorek, zwłaszcza ochoczo obnażających jędrne biusty ww. Weroniki Marczuk [ to jeszcze przed tym jak wpadła, a właściwie sama wepchnęła się w sidła agenta Tomka... zresztą cóż to dla niej za sztuka, skoro jak wieść gminna niesie przybyła ze stepów do naszego pięknego kraju na pocz. lat 90-ych by wywijać huculskie zapewne hołubce na rurce w jednym z pierwszych nadwiślańskich sex-klubów... ] i nieznanej mi dotąd - nie powiem, że bliżej, bo to byłoby dwuznaczne - niejakiej Anny Wendzikowskiej [ - nie wiem kto zacz ona, ale cyce ma zacne owszem ], natomiast muzyka Możdzera nie powala. Dość o tem - nie zamierzam zaśmiecać sobie bloga fragmentami tego ''dzieła'' - kto ciekaw może zobaczyć na zachętę pochodzący zeń krótki filmik [ - puenta w wykonaniu Pazury : bomba ] a jeśli mu mało obszerniejszy wybór scen, ale ostrzegam, że w tym ostatnim nagromadzenie perwersji, złego smaku i zwyczajnej głupoty może przekraczać dla kogoś dopuszczalną dlań miarę [ ja tam byłem ''zachwycony''... ], jeszcze pokaźny zbiór zdjęć i koniec : jestem nasycony.
No i ostatnie ''dziwadło'' - beznadziejny polski horror ''Pora mroku'' sprzed dwóch [ jeszcze ] lat : myślę, że nie warto rozpisywać się nad tą katastrofą, bo i cóż tu można powiedzieć ? Chyba tylko to, co zauważył jeden z internautów, że o wiele adekwatniejszym tytułem dla tego czegoś byłaby ''pomroczność jasna'' [ jest to zapewne najlepszy opis stanu jego twórców, gdy go kręcili ] - dla chcących dowiedzieć się czegoś więcej fajna recenzja, całość filmu można też zobaczyć na Youtube, niestety od 2-iego fragm. jebie się synchronizacja obrazu z dźwiękiem [ - ten drugi mocno wyprzedza pierwszy ], z drugiej strony może być to powodem dodatkowej uciechy czerpanej z oglądania tego zaiste ''strasznego filmu'', choć nie w zamierzonym przez reżysera sensie, zwłaszcza dla takich miłośników wszelkiego nieudactwa i pokraczności jak niżej podpisany na przykład. Zastanawiające przy tym, że twórca tego żałosnego gniota, zdolny ponoć operator Grzegorz Kuczeriszka również podobnie jak p. Barczyk od ''Nieruchomego'' co-nie-porusza, usiłuje podpierać się Arystotelesem... cóż to może znaczyć ? - że dyletanci filozoficzni nie powinni zabierać się za robienie filmów [ ani cokolwiek w ogóle ] ?
Szukając informacji o ''zamroczeniu'' natrafiłem na coś chyba jeszcze gorszego od powyższych bzdetów [ wiem, trudno w to uwierzyć ] - niech wstrząsająco wyczerpujący opis wystarczy za wszystko... Przyznam, że nie mam odwagi zaordynować sobie tego, trza dbać jakoś o elementarną psychiczną higienę, to podobnie jak słynny w ''pewnych kręgach'' ''Nekromantic'' przekracza nawet moją, i tak mocno ''permisywną'', normę. Gdyby ktoś, dla kogo wciąż nie jest to jasne zapytał : ''po jaką cholerę dobrowolnie fundować sobie takie g... ?!'' - najlepszym myślę dlań objaśnieniem będzie wypowiedź znaleziona na jakimś forum na temat wspomnianego przed chwilą badziewu :
''Ożesz w mordę! Totalnie rozbrajający, absolutnie niepoprawny, ekstremalnie komiczny i maksymalnie tandetny. Fantom Kiler przełamał wszelkie granice; aktorki rozbierają się w każdej sytuacji, morderca identyczny jak w Blood and Black Lace, niektóre sceny powiewają bajeranckim czarem Jessa Franco. Ale jest wszystko, nawet zamglony las i cmentarz, prawie jak w Nekromantiku ha ha. Dubbing rozwala prawie tak mocno jak dialogi wytwórni Skurcz, w Fantom Kilerze po prostu powklejano dialogi z innych filmów jak Tato, Przesłuchanie, Nic Śmiesznego itd.. Kompletnie nie ma to nic wspólnego z tym co się dzieje na ekranie, zatem można polec ze śmiechu. Nawet się za bardzo nie nudziłem, cuciła mnie głupota wylewająca się z ekranu! Na prawdę, dawno tak dobrze się nie bawiłem ''
- Wesołych [ ?! ] i przede wszystkim SPOKOJNYCH świąt życzę !
p.s. dzięki rekomendacji znajomego obejrzałem jeszcze ''Czarne słońca'', film Jerzego Zalewskiego z 1992 r., moim zdaniem to zajebista komedia, przy paru scenach wręcz popłakałem się ze śmiechu... nie wiem kto pisał tam kwestie ale scenariusz chyba powstawał na ciężkim przepiciu, to była epoka przeddopalaczowa spiritu przemycanego ze Wschodu, chuj wi jakie świństwa tam dodawali, pewnie mieszali wódę ze spermą albo pędzili ją na martwych łagiernikach, oczywiście procenty od szły na konto Putina - gość zarobił miliony na utylizacji ludzkich odpadów, czyż to nie interes godny czekisty ? Dobra, pierdolę jak po martwych słońcach... tak czy siak polecam - całość do zobaczenia w niezłej jakości na Youtube.
wtorek, 7 grudnia 2010
Narkowybory.
Na początek krótko o wyborach samorządowych : co do kupy, którą walnął Gierada o gejach i kozach, to chciałbym tylko z goryczą zauważyć, że kiedy wypierdalał nas [ czyli przedstawicieli ''mniejszości mentalnej'' ] z centrum, ze szpitala na Grunwaldzkiej na zadupie na Kusocińskiego [ gdzie naprawdę trudno się dostać - ja sobie dotąd jakoś radzę, ale znajoma mieszkająca pod Kielcami po trzecim nieudanym podejściu do zarejestrowania się u psychiatry poddała się i po prostu przestała brać leki, zresztą nie ma co dziwić się tym problemom skoro w mojej przychodni rejonowej jest więcej miejsca niż tam ] to wtedy pies z kulawą nogą nie zainteresował się tym bezczelnym przykładem dyskryminacji osób cierpiących na takie czy inne schorzenia psychiczne, nie słyszałem by ktoś się tym oburzał lub urządzał jakieś akcje protestacyjne, natomiast teraz zrobiła się chryja na cały kraj, na krótko wprawdzie ale jednak - cóż, jak widać mniejszość mniejszości nierówna... Wariaci są raczej mało ''zabawowi'', w przeciwieństwie do gejów, a w szaleństwie tak naprawdę nie ma nic ekscytującego, to kwintesencja potwornej i śmiertelnej w pełnym tego słowa znaczeniu nudy - obłęd to adekwatne słowo bo to błędne koło, kilka zapętlonych motywów powtarzających się z szaleńczą prędkością stwarzającą złudzenie intensywności [ znacie ten motyw z karuzelą, której nie można zatrzymać ? na początku jest zabawnie ale z czasem... ]. No, dlatego nie ma co się dziwić, że my pojeby nie jesteśmy w przeciwieństwie do pedałów ulubieńcami ''elyt'' [ jak to słowo śmierdzi ! ], Powiatowy nie zaprosi przecież takiego do swego szoł bo po co - żeby przynudzał o jakimś popierdolonym diabelskim kole w swojej głowie ? I przypominał, że jest ból, samotność, rozpacz... Nie k..., zawsze będziemy piękni, zdrowi i ''myłodzi'', nawciągamy się koksu, zrobimy se operację, zerżniemy 14-latkę albo -latka wedle gustu i będzie zajebiście, a jak nam już do reszty odjebie od tych świństw to pójdziemy do ''specjalisty'', jakiegoś Santorskiego czy inszego warszawkowego buddysty-satanisty i ch... ! Wracając do wyborów : spodziewałem się zwycięstwa Lubawskiego niestety, choć po cichu liczyłem jednak na trochę mniejszą jego przewagę nad rywalami - cóż, pocieszmy się, że gdzie indziej bywa jeszcze gorzej. Poza tym spośród banerów wyborczych moją uwagę zwróciły dwa wizerunki - wiszący na moim osiedlu niejaki Jakub Tamborski z PO, idealny platfusowy leming z wyrazem bydlęcego samozadowolenia na pysku nie zdradzającym najmniejszych oznak refleksji ani skrupułów, blondi w stylu wczesnego Rubika, 100% aryjskości, myślę że w mundurze SS byłoby mu do twarzy, heteroseksualny [ chyba ] ale nieortodoksyjnie [ pewnie ] oraz Katarzyna Tupaj startująca z listy PSL, którą ''wspierał'' [ a może napierał ? ] na imponujących rozmiarów banerze hiperprzystojny marszałek Jarubas, zauważyłem też że pani Kasia ''lubieła'' bardzo fotografować się ze słuchawką, co w świetle powyższego a także w połączeniu z jej nieco ''blondynkowatą'' urodą i tym, co sama napisała o sobie na stronie ''zielonej partii'' iż jej hobby stanowi ''uszczęśliwianie ludzi'' [ w jaki sposób ? ] nadawało temu wszystkiemu mocno dwuznaczny posmak, mówiąc wprost wyglądała jak jakaś jeb... ''różowa landrynka'', na jej plakatach brakowało tylko numeru 009... Nic jej to zresztą nie pomogło jak słyszę i przerżnęła [ za przeproszeniem... ] wybory a żona marszałka była ponoć zazdrosna - wcale się jej nie dziwię skoro jakaś obca siksa wisi na ramionach mężusia i to jeszcze na rogach największych ulic w mieście, żeby wszyscy widzieli, co za wstyd ! Tyle w tej tomacie : wyglądając z zaduchu lokalnego podwórka proponuję spojrzeć szerzej na inne zadupia do czego najlepiej będzie się moim nieskromnym zdaniem nadawać cudne kuriozum podesłane mi niedawno przez znajomego [ dzięki, małe a ] czyli mazurska blondynka w akcji [ ch... że z LSD, zagłosowałbym na te wspaniałe cyce, i zero mózgu w łepetynie - idealna kombinacja, przynajmniej dla onanisty... albo Simona Mola ] oraz już znaleziony przeze mnie na @CIA przykład na to jak wygląda etyczna polityka w wydaniu PO [ a jak nauczał onegdaj wielki kanclerz Bismarck o tym jak się robi politykę, podobnie jak kiełbasę, lepiej nie wiedzieć... ].
Dobra, teraz pora wyjaśnić o co chodzi z tym ''narko'' w tytule : w ubiegłą niedzielę słuchałem sobie na programie II PR tematycznej audycji ''Słuchaj świata'', jej formuła polega z grubsza na tym, że zaproszony gość opowiada o danym kraju, jego kulturze, historii itp. czemu towarzyszy muzyka pochodząca również stamtąd, tym razem omawiany był Meksyk - w drugiej części była bardzo ciekawa rozmowa z mieszkającym tam od dobrych paru lat Polakiem w miejscowości, która jest jedną z największych mekk surferów na świecie [ nie pamiętam jej nazwy ], on sam również pływa na desce i żyje z nauczania tej umiejętności innych [ niezły fach, co ? ]. Wśród wielu mniej lub bardziej interesujących historii, które przytaczał moją uwagę zwrócił szczególnie fenomen o nazwie ''narcocorrido'' - niezwykle popularny wg jego słów w Meksyku gatunek muzyki tanecznej opiewający ichnią gangsterkę, dilerów, walki karteli mafijnych itd. Nie byłoby w tym nic szczególnie dziwnego, gdyby nie to, że nie jest to bynajmniej jakaś lokalna odmiana gangsta-rapu jak można by się spodziewać, ale muzycznie przypomina bardziej... disco-polo, albo wręcz muzykę weselną ! Zestaw instrumentów jest ten sam : perka, harmonia, jedna czy dwie gitary i jakaś trąbita na dokładkę, rytmy i melodie zaś polki, tyle że zamiast noży i sztachet są karabiny i granatniki przeciwpancerne... Wygląd grających tą muzykę gości jest równie pocieszny : niski kolo, przeważnie z nadwagą, w kapeluszu i butach kowbojskich, z prawdziwym gwiazdozbiorem na koszuli występujący często w otoczeniu lasek, którym pałęta się koło kolan, i wąsaty rzecz jasna. I to jest w tym właśnie najbardziej rozpierdalające, dla mnie przynajmniej - kontrast między budzącą uśmiech politowania formą a niestety upiornym wręcz tematem, bo myliłby się i to śmiertelnie w dosłownym tego słowa znaczeniu, kto lekceważyłby powyższych panów : dość wspomnieć, że na północy Meksyku [ to ważny szczegół, iż problem nie dotyczy całego kraju i większości jego zwykłych mieszkańców, jak gość wspominał tam gdzie żyje jest spokój, natomiast takiej muzyki słuchają tam wszędzie i niemal wszyscy, jest ponoć niezmiernie popularna ] w walkach karteli narkotykowych toczonych z policją i między sobą zginęło już blisko 30 tysięcy ludzi ! W dodatku jest to walka prowadzona ze szczególną bezwzględnością i na całego : goście tłuką na dragach tyle kasy, że stać ich na wspomniane wyrzutnie rakiet i ciężkie karabiny maszynowe, tak że policja jeździ tam w hełmach i kamizelkach kuloodpornych patrolując ulice w pojazdach opancerzonych jak wojsko, które zresztą też sobie z tymi mafiami nie radzi - przy okazji ostatniej afery z Wikileaks wyszło min. na jaw, że rząd Meksyku w poufnych rozmowach z USA przyznał, iż utracił kontrolę nad całymi rejonami w kraju i poprosił Amerykanów o pomoc bo sam nie jest w stanie w żaden sposób ich pokonać... Na tym tle szczególnie uderzająca jest dla mnie typowo polska niestety wtórność i głupie zakompleksienie cechujące wszystkich rodaków i warstwy społeczne, nie tylko wyalienowane elity, ale nawet zwykłych drechów - dlaczego nie przyszło im do tych wygolonych łbów, że po co importować jakieś buractwo z drugiego końca świata w postaci gangsta skoro mamy własne ? Nawet nasze chamstwo jest nieautentyczne... A przecież o ile ciekawiej byłoby, gdyby goście ''krótko z przodu - długo z tyłu'' zamiast śpiewać pedalskimi głosikami o miłości i innych duperelach opiewaliby te wszystkie Słowiki, Perszingi, Masy, Salcesony czy insze Dziady - wyobraźcie sobie : muzyczka i wokal jak z disco-polo tylko teksty o wywożeniu i zakopywaniu ludzi w lesie, masakrach w agencjach towarzyskich, przewałach finansowych, podziemnych laboratoriach fety, podkładaniu bomb w samochodach, chlastaniu niepokornych dziwek... Jak wtedy brzmiałyby słynne ''Majteczki w kropeczki'' - ''Kuleczki w główeczki'' ?! Cóż, pomarzyć można... Kto chciałby dowiedzieć się czegoś więcej o tym jak by nie było barwnym fenomenie może poczytać w poświęconym mu tekście Domosławskiego z ''Gie-Wu'' lub artykule w ''Polityce'', czy pochodzącym z jakiegoś forum bliżej mi nieznanego albo z magazynu ''Forum'', ale chyba najbardziej w tym wszystkim rozpierdolił mnie krótki tekst z ''Rzepy'' o jednym ze zastrzelonych w porachunkach karteli gwiazdorze narcocorridos, szanowne państwo pozwolą, że zacytuję sam wstęp : ''Opiewający życie gangsterów piosenkarz Sergio Vega zdementował w wywiadzie plotki, że został zamordowany. Kilkanaście godzin później rzeczywiście zginął'' - ...
Dość pitolenia, parę choć konkretnych przykładów żeby dać jakie pojęcie o całości bo żadne gadanie nie zastąpi muzyki - na początek moi faworyci bo muzycznie z tego co udało mi się usłyszeć brzmią najlepiej, zwłaszcza trąbita w tle nadaje temu bezpretensjonalnemu kawałkowi lekko dixielandowy klimat, kombo o wdzięcznej nazwie El Compa Chuy, za przeproszeniem...
Poniżej zaś El Tigrillo Palma [ cudowne nazwy, nie ? ] : wokalista - tak go nazwijmy z braku lepszego określenia - ma garniturek ze skóry zdartej chyba z wroga, proszę też zwrócić uwagę na ludowy, indiański jakby motyw na jego płaszczu [ to jak gdyby u nas gość miał tam pasiaki łowickie ], ale za to pan dmuchający w trąbę naprawdę wzbudza mój szacunek [ to chyba najmocniejszy muzyczny element tego typu kapel ] :
Teraz natomiast proszę przygotować się na totalny hardkorr, będzie jazda bez trzymanki - grupa Los Amos de nuevo Leon : w poniższym klipie zawarte są niemal wszystkie podstawowe elementy ''stylu'' tej kapeli - lanie tequili wprost do otwartej paszczy oraz dupiaste i cycate Latynoski skaczące na scenie i klejące się do wokalisty spaślaka, który mię zachwyca, zwłaszcza jego wiecznie spocona łysina i kark, którego nie przebije pewnie nawet maczeta [ kolo stanowi zapewne ichni wzorzec przystojniaka, to krzepiące - pozwalam tu sobie podśmiewywać tylko dlatego, że mam nadzieję iż chroni mnie Atlantyk, w przeciwnym wypadku już dawno nakarmiono by moimi członkami psy i świnie... ] :
Dobra, nie zamierzam sobie zaśmiecać tym bloga - kto nabrał ochoty na więcej niechże więc zobaczy w następujących odnośnikach klipy takich gigantów sceny narcocorridos jak Los Tucanes de Tijuana [ - tu mamy buractwo w pełnej, czystej postaci : karabiny, drogie-tanie garnitury, dziwki, szampan, cygara, dekapitacje i zabijanie wrogów, kowbojskie kapelusze i oczywizda wąąąsy ! ], El Komander w powalającym kawałku ''Mafia nueva'' [ - kolo wysypał na siebie z worek kokainy, drugi ma we łbie ], Andres Marquez [ - o tym jak gangsterzy potrafią ''kochać'', to zresztą muzycznie całkiem sympatyczna, melodyjna meksykańska fiesta, polecam ], czy prawdziwą supergrupę złożoną z nich czyli wszystko w jednym [ abstrahując od wylewającego się z ekranu wieśniactwa radzę nastrzyc uszy na pracę perki pod spodem ].
Na koniec z dupy całkiem aczkolwiek a propos Meksyku pragnę powiadomić, że w dziale ''osobliwości'' od dawna już umieszczony jest odnośnik do strony meksykańskich synarchistów : mówiąc w największym skrócie jest to katolicki anarchizm, który jest kompletną antytezą anarchii - takie rzeczy to tylko w Meksyku... [ dla chcących podrążyć temat traktujący o tym obszerny i świetny jak zwykle esej prof. Bartyzela ]
p.s. Aby szanowny czytelnik -czka nie odniósł przygnębiającego wrażenia, że współczesną latynoską muzykę wykonują jedynie pajace strzelające do wszystkiego co się rusza i rżnące wszystko co na drzewo nie ten tego, pozwolę sobie jeszcze dorzucić króciutki acz sympatyczny bardzo kawałek kapeli Los Pikadientes de Caborca - tym razem żadnych mordów, karabinów ze złotymi kolbami ani machoizmu, za to wspaniały klimat meksykańskiej ''maniany'', swoistej ichniej filozofii życiowej, którą można streścić słowami ''co masz zrobić jutro zrób pojutrze'' [ albo w wersji mniej eleganckiej ''wszystko mam w piździe i na wszystko kładę lachę'' ] :
Dobra, teraz pora wyjaśnić o co chodzi z tym ''narko'' w tytule : w ubiegłą niedzielę słuchałem sobie na programie II PR tematycznej audycji ''Słuchaj świata'', jej formuła polega z grubsza na tym, że zaproszony gość opowiada o danym kraju, jego kulturze, historii itp. czemu towarzyszy muzyka pochodząca również stamtąd, tym razem omawiany był Meksyk - w drugiej części była bardzo ciekawa rozmowa z mieszkającym tam od dobrych paru lat Polakiem w miejscowości, która jest jedną z największych mekk surferów na świecie [ nie pamiętam jej nazwy ], on sam również pływa na desce i żyje z nauczania tej umiejętności innych [ niezły fach, co ? ]. Wśród wielu mniej lub bardziej interesujących historii, które przytaczał moją uwagę zwrócił szczególnie fenomen o nazwie ''narcocorrido'' - niezwykle popularny wg jego słów w Meksyku gatunek muzyki tanecznej opiewający ichnią gangsterkę, dilerów, walki karteli mafijnych itd. Nie byłoby w tym nic szczególnie dziwnego, gdyby nie to, że nie jest to bynajmniej jakaś lokalna odmiana gangsta-rapu jak można by się spodziewać, ale muzycznie przypomina bardziej... disco-polo, albo wręcz muzykę weselną ! Zestaw instrumentów jest ten sam : perka, harmonia, jedna czy dwie gitary i jakaś trąbita na dokładkę, rytmy i melodie zaś polki, tyle że zamiast noży i sztachet są karabiny i granatniki przeciwpancerne... Wygląd grających tą muzykę gości jest równie pocieszny : niski kolo, przeważnie z nadwagą, w kapeluszu i butach kowbojskich, z prawdziwym gwiazdozbiorem na koszuli występujący często w otoczeniu lasek, którym pałęta się koło kolan, i wąsaty rzecz jasna. I to jest w tym właśnie najbardziej rozpierdalające, dla mnie przynajmniej - kontrast między budzącą uśmiech politowania formą a niestety upiornym wręcz tematem, bo myliłby się i to śmiertelnie w dosłownym tego słowa znaczeniu, kto lekceważyłby powyższych panów : dość wspomnieć, że na północy Meksyku [ to ważny szczegół, iż problem nie dotyczy całego kraju i większości jego zwykłych mieszkańców, jak gość wspominał tam gdzie żyje jest spokój, natomiast takiej muzyki słuchają tam wszędzie i niemal wszyscy, jest ponoć niezmiernie popularna ] w walkach karteli narkotykowych toczonych z policją i między sobą zginęło już blisko 30 tysięcy ludzi ! W dodatku jest to walka prowadzona ze szczególną bezwzględnością i na całego : goście tłuką na dragach tyle kasy, że stać ich na wspomniane wyrzutnie rakiet i ciężkie karabiny maszynowe, tak że policja jeździ tam w hełmach i kamizelkach kuloodpornych patrolując ulice w pojazdach opancerzonych jak wojsko, które zresztą też sobie z tymi mafiami nie radzi - przy okazji ostatniej afery z Wikileaks wyszło min. na jaw, że rząd Meksyku w poufnych rozmowach z USA przyznał, iż utracił kontrolę nad całymi rejonami w kraju i poprosił Amerykanów o pomoc bo sam nie jest w stanie w żaden sposób ich pokonać... Na tym tle szczególnie uderzająca jest dla mnie typowo polska niestety wtórność i głupie zakompleksienie cechujące wszystkich rodaków i warstwy społeczne, nie tylko wyalienowane elity, ale nawet zwykłych drechów - dlaczego nie przyszło im do tych wygolonych łbów, że po co importować jakieś buractwo z drugiego końca świata w postaci gangsta skoro mamy własne ? Nawet nasze chamstwo jest nieautentyczne... A przecież o ile ciekawiej byłoby, gdyby goście ''krótko z przodu - długo z tyłu'' zamiast śpiewać pedalskimi głosikami o miłości i innych duperelach opiewaliby te wszystkie Słowiki, Perszingi, Masy, Salcesony czy insze Dziady - wyobraźcie sobie : muzyczka i wokal jak z disco-polo tylko teksty o wywożeniu i zakopywaniu ludzi w lesie, masakrach w agencjach towarzyskich, przewałach finansowych, podziemnych laboratoriach fety, podkładaniu bomb w samochodach, chlastaniu niepokornych dziwek... Jak wtedy brzmiałyby słynne ''Majteczki w kropeczki'' - ''Kuleczki w główeczki'' ?! Cóż, pomarzyć można... Kto chciałby dowiedzieć się czegoś więcej o tym jak by nie było barwnym fenomenie może poczytać w poświęconym mu tekście Domosławskiego z ''Gie-Wu'' lub artykule w ''Polityce'', czy pochodzącym z jakiegoś forum bliżej mi nieznanego albo z magazynu ''Forum'', ale chyba najbardziej w tym wszystkim rozpierdolił mnie krótki tekst z ''Rzepy'' o jednym ze zastrzelonych w porachunkach karteli gwiazdorze narcocorridos, szanowne państwo pozwolą, że zacytuję sam wstęp : ''Opiewający życie gangsterów piosenkarz Sergio Vega zdementował w wywiadzie plotki, że został zamordowany. Kilkanaście godzin później rzeczywiście zginął'' - ...
Dość pitolenia, parę choć konkretnych przykładów żeby dać jakie pojęcie o całości bo żadne gadanie nie zastąpi muzyki - na początek moi faworyci bo muzycznie z tego co udało mi się usłyszeć brzmią najlepiej, zwłaszcza trąbita w tle nadaje temu bezpretensjonalnemu kawałkowi lekko dixielandowy klimat, kombo o wdzięcznej nazwie El Compa Chuy, za przeproszeniem...
Poniżej zaś El Tigrillo Palma [ cudowne nazwy, nie ? ] : wokalista - tak go nazwijmy z braku lepszego określenia - ma garniturek ze skóry zdartej chyba z wroga, proszę też zwrócić uwagę na ludowy, indiański jakby motyw na jego płaszczu [ to jak gdyby u nas gość miał tam pasiaki łowickie ], ale za to pan dmuchający w trąbę naprawdę wzbudza mój szacunek [ to chyba najmocniejszy muzyczny element tego typu kapel ] :
Teraz natomiast proszę przygotować się na totalny hardkorr, będzie jazda bez trzymanki - grupa Los Amos de nuevo Leon : w poniższym klipie zawarte są niemal wszystkie podstawowe elementy ''stylu'' tej kapeli - lanie tequili wprost do otwartej paszczy oraz dupiaste i cycate Latynoski skaczące na scenie i klejące się do wokalisty spaślaka, który mię zachwyca, zwłaszcza jego wiecznie spocona łysina i kark, którego nie przebije pewnie nawet maczeta [ kolo stanowi zapewne ichni wzorzec przystojniaka, to krzepiące - pozwalam tu sobie podśmiewywać tylko dlatego, że mam nadzieję iż chroni mnie Atlantyk, w przeciwnym wypadku już dawno nakarmiono by moimi członkami psy i świnie... ] :
Dobra, nie zamierzam sobie zaśmiecać tym bloga - kto nabrał ochoty na więcej niechże więc zobaczy w następujących odnośnikach klipy takich gigantów sceny narcocorridos jak Los Tucanes de Tijuana [ - tu mamy buractwo w pełnej, czystej postaci : karabiny, drogie-tanie garnitury, dziwki, szampan, cygara, dekapitacje i zabijanie wrogów, kowbojskie kapelusze i oczywizda wąąąsy ! ], El Komander w powalającym kawałku ''Mafia nueva'' [ - kolo wysypał na siebie z worek kokainy, drugi ma we łbie ], Andres Marquez [ - o tym jak gangsterzy potrafią ''kochać'', to zresztą muzycznie całkiem sympatyczna, melodyjna meksykańska fiesta, polecam ], czy prawdziwą supergrupę złożoną z nich czyli wszystko w jednym [ abstrahując od wylewającego się z ekranu wieśniactwa radzę nastrzyc uszy na pracę perki pod spodem ].
Na koniec z dupy całkiem aczkolwiek a propos Meksyku pragnę powiadomić, że w dziale ''osobliwości'' od dawna już umieszczony jest odnośnik do strony meksykańskich synarchistów : mówiąc w największym skrócie jest to katolicki anarchizm, który jest kompletną antytezą anarchii - takie rzeczy to tylko w Meksyku... [ dla chcących podrążyć temat traktujący o tym obszerny i świetny jak zwykle esej prof. Bartyzela ]
p.s. Aby szanowny czytelnik -czka nie odniósł przygnębiającego wrażenia, że współczesną latynoską muzykę wykonują jedynie pajace strzelające do wszystkiego co się rusza i rżnące wszystko co na drzewo nie ten tego, pozwolę sobie jeszcze dorzucić króciutki acz sympatyczny bardzo kawałek kapeli Los Pikadientes de Caborca - tym razem żadnych mordów, karabinów ze złotymi kolbami ani machoizmu, za to wspaniały klimat meksykańskiej ''maniany'', swoistej ichniej filozofii życiowej, którą można streścić słowami ''co masz zrobić jutro zrób pojutrze'' [ albo w wersji mniej eleganckiej ''wszystko mam w piździe i na wszystko kładę lachę'' ] :
piątek, 26 listopada 2010
Sputnik spadnie na Kielce...
... dokładnie jutro, a właściwie już dziś czyli w piątek - przegląd rosyjskich filmów, głównie nowszych ale też i trochę starszych, w kinie ''Moskwa'', niestety w dość mocno okrojonej w porównaniu z jego warszawską edycją postaci [ o tem potem ]. Mimo to i tak w jego programie znajdzie się co najmniej kilka ciekawych obrazów, które chcę w tym miejscu zarekomendować :
- zacznie się mocnym akcentem od upiornego ale bardzo dobrego ''Ładunku 200'' Bałabanowa - na ten film nie wybieram się bo widziałem go już na dużym, czy raczej sporym ekranie sali studyjnej tegoż kina ''Moskwa'' bodaj z ponad rok temu jak nie dwa, będąc zresztą jedynym widzem na seansie [ ciekawe i komfortowe wręcz przeżycie ! ], poza tym wolałbym zobaczyć najnowsze dzieło tego reżysera : ''Palacza'' [ Кочегар ], podobno jeszcze mroczniejsze a równie dobre co ''Ładunek'' [ recenzja oraz fragmenty filmu ], ale kto nie widział a ma mocne nerwy nie powinien wg mnie przegapić okazji zobaczenia go, tym bardziej jeszcze za taką cenę [ bo zapomniałem dodać, że bilet na każdy seans kosztuje tylko 8 zł ! ], natomiast na pewno pójdę na następny wyświetlany tego samego dnia film czyli ''Ja'' [ Я ] Igora Wołoszyna - dla chcących się dowiedzieć czegoś więcej recenzja, dodam tylko, że z tym reżyserem jest trochę dziwna sprawa tzn. to jego trzeci pełnometrażowy obraz, ale po debiutanckiej, nieco artystowskiej za to ciekawej wizualnie ''Nirvanie'' - recenzja i obszerne fragmenty filmu - nakręcił w międzyczasie, mimo swojego, jak to wynika przynajmniej z jego biografii, dość kontrkulturowego backgroundu przecież, ordynarną anty-gruzińską propagandówkę - o tym szerzej w tym miejscu - więc co : punk na usługach reżimu ? takie rzeczy to chyba tylko w Rosji... Nie zmienia to faktu, że rzecz zapowiada się intrygująco choćby z punktu filmowej formy [ że zacytuję recenzję znalezioną na jednym z blogów : '' w konfrontacji z "Ja" nasz najbardziej odważny technicznie obraz ostatnich lat - "Wojna polsko-ruska" - wygląda niewinnie'' ], oto dowód :
- scena z hiciorem ''Sandry'' w tle to dla mnie miazga ! W Rosji chyba faktycznie wszystko jest większe i nawet kicz przybiera tam tak monstrualne formy, że wprost genialne. [ Dopisek po seansie : to coś jak ''Trainspotting'' i ''Wojna polsko-ruska'' w jednym, tylko lepsze moim zdaniem - ''człowiek bez Chrystusa to chuuuuuj !!!'' ]
Na następny film wybieram się w poniedziałek - to ''Półtora pokoju'' [ recenzja ] poświęcony postaci rosyjskiego poety i dysydenta Josifa Brodskiego. Tu również warto zwrócić uwagę na polifoniczną formę, sekwencje obrazów oparte luźno na biografii twórcy przeplatane pomysłowymi animowanymi wstawkami, w każdym razie w przeciwieństwie do nieco ''punkowej'' estetyki ''Ja'' w tym wypadku zapowiada się na piękny klasyczny film, co słychać też w ścieżce dźwiękowej [ poza tym mam sentyment do Brodskiego z dawnych czasów, bardziej nawet ze względu na jego eseje niż poezję, pewnie nieprzekładalną i zrozumiałą do końca tylko w języku oryginału jak każda dobra ] :
- dla zainteresowanych jeszcze jedna animacja oraz kapitalna scena ze Stalinem w roli sowieckiego mistrza kuchni [ ! ]
No i na sam koniec w czwartek ''Krótkie spięcie'' [ Короткое замыкание ] - zbiór pięciu nowel filmowych rosyjskich reżyserów młodego, czy raczej średniego pokolenia, których wspólnym tematem jest miłość. Na zachętę wrzucam cały ostatni zeń epizod w dwóch częściach : tragikomiczna dość historia pana, który w kuriozalnym przebraniu krewetki reklamuje restaurację serwującą takież stwory, w niekonwencjonalny sposób zresztą co nie za bardzo podoba się mieszkańcom współczesnej Moskwy... ale wszystko kończy się dobrze. Na uwagę wg mnie w drugim fragmencie zasługuje typowo rosyjska piękność [ typ słowiańsko-ugrofiński, że się tak wyrażę ] Julia Pieriesild, zresztą jeśli chodzi o ładne aktorki w tym filmie to w innym z epizodów występuje Karolina Gruszka, prywatnie związana z autorem tegoż reżyserem Iwanem Wyrypajewem, poza tym całość kończy się uroczym i niebanalnym raczej happy endem a to dziś, nie tylko w rosyjskim kinie rozpiętym między morderczą ''czernuchą'' a sztuczną, wysiloną ''pozytywnością'', prawdziwa rzadkość, no i towarzyszący temu bezpretensjonalny, przebojowy motyw muzyczny... - dla mnie bomba !
Tyle mojego - jak ktoś chce pewnie może znaleźć w programie jeszcze kilka wartych obejrzenia obrazów np. ''Babunia'', której seans będzie miał miejsce w środę, albo klasyczne już kino Paradżanowa - ''Cienie zapomnianych przodków'' w poniedziałek przed Brodskim - lub wreszcie w sam raz na sobotę ''Bikiniarze'' [ bajka, ale sprawnie zrealizowana a nic więcej od musicalu wymagać nie trzeba ] itp. Niestety w tej beczce miodu jest również spora łyżka dziegciu - żałuję, że w lokalnej kieleckiej edycji Sputnika zabrakło kilku filmów na których obejrzenie na dużym ekranie bardzo liczyłem, a które z tego co mi wiadomo były obecne w jego pełnej wersji w ''stolycy'' [ eh...], to kolejno : ''Wszyscy umrą, lecz nie ja'' [ Все умрут, а я останусь ] Walerii Gaj Giermaniki [ recenzja ] - coś jakby rosyjskie ''Galerianki'' tylko lepsze, choć właściwie to mylące porównanie, bo nie jest to opowieść o dobrowolnie prostytuujących się nastolatkach, lecz zwykłych uczennicach a że ich świat rządzi się nie mniej brutalnymi prawami... W każdym razie mocne i dobre kino, o degeneracji i konformiźmie młodości a zwłaszcza współczesnych dziewcząt [ o ile to niewinne słowo ma w tym kontekście jeszcze sens - chyba raczej należałoby rzec ''blachar'' lub ''kobietonów'' ], którego akcję można by umieścić równie dobrze w którymś z polskich gimnazjów. - Dalej : ''Jak spędziłem lato'' [ recenzja ], męskie kino rozgrywające się w niesamowitej, polarnej scenerii rosyjskiej Dalekiej Północy [ wspaniałe zdjęcia ! ], nawiasem mówiąc jak się dowiaduję film ten jest wyświetlany w ramach Sputnika na takim zadupiu jak Skierniewice, dlaczego w takim razie do k... nędzy nie u nas ?! I wreszcie największe rozczarowanie, bo rzecz była obecna w kieleckim zestawie, ale przez fatalną koincydencję z pierd...mi Andrzejkami seans został niemal w ostatniej chwili odwołany - to ''Pochowajcie mnie pod podłogą'' [ recenzja ], dla mnie ciekawe ze względów, że tak powiem ''psychologiczno-biograficznych'', jak i przez kongenialne w moim odczuciu odtworzenie dusznego klimatu dogniwającej komuny zdychającego Breżniewa - całość, w oryginale bez napisów za to w dobrej jakości można tutaj zobaczyć, natomiast żeby choć trochę zrekompensować sobie stratę umieszczam poniżej scenę z tegoż filmu : zgadnijcie, któż to tam śpieeewa w tle tego desperackiego tańca smutnych kochanków ? [ ''pierwszy słowik PRL-u'', nasz towar eksportowy na ZSRR i ''kraje satelickie'', polski odpowiednik Ałły Pugaczowej, wielbicielka Wojciecha Jaruzelskiego i Daniela Olbrychskiego... ]
p.s. a jednak ! - dowiedziałem się właśnie, że seans ''Pochowajcie mnie...'' odbędzie się, przełożony na piątek 3-go o godz. 20.00. Amień.
- zacznie się mocnym akcentem od upiornego ale bardzo dobrego ''Ładunku 200'' Bałabanowa - na ten film nie wybieram się bo widziałem go już na dużym, czy raczej sporym ekranie sali studyjnej tegoż kina ''Moskwa'' bodaj z ponad rok temu jak nie dwa, będąc zresztą jedynym widzem na seansie [ ciekawe i komfortowe wręcz przeżycie ! ], poza tym wolałbym zobaczyć najnowsze dzieło tego reżysera : ''Palacza'' [ Кочегар ], podobno jeszcze mroczniejsze a równie dobre co ''Ładunek'' [ recenzja oraz fragmenty filmu ], ale kto nie widział a ma mocne nerwy nie powinien wg mnie przegapić okazji zobaczenia go, tym bardziej jeszcze za taką cenę [ bo zapomniałem dodać, że bilet na każdy seans kosztuje tylko 8 zł ! ], natomiast na pewno pójdę na następny wyświetlany tego samego dnia film czyli ''Ja'' [ Я ] Igora Wołoszyna - dla chcących się dowiedzieć czegoś więcej recenzja, dodam tylko, że z tym reżyserem jest trochę dziwna sprawa tzn. to jego trzeci pełnometrażowy obraz, ale po debiutanckiej, nieco artystowskiej za to ciekawej wizualnie ''Nirvanie'' - recenzja i obszerne fragmenty filmu - nakręcił w międzyczasie, mimo swojego, jak to wynika przynajmniej z jego biografii, dość kontrkulturowego backgroundu przecież, ordynarną anty-gruzińską propagandówkę - o tym szerzej w tym miejscu - więc co : punk na usługach reżimu ? takie rzeczy to chyba tylko w Rosji... Nie zmienia to faktu, że rzecz zapowiada się intrygująco choćby z punktu filmowej formy [ że zacytuję recenzję znalezioną na jednym z blogów : '' w konfrontacji z "Ja" nasz najbardziej odważny technicznie obraz ostatnich lat - "Wojna polsko-ruska" - wygląda niewinnie'' ], oto dowód :
- scena z hiciorem ''Sandry'' w tle to dla mnie miazga ! W Rosji chyba faktycznie wszystko jest większe i nawet kicz przybiera tam tak monstrualne formy, że wprost genialne. [ Dopisek po seansie : to coś jak ''Trainspotting'' i ''Wojna polsko-ruska'' w jednym, tylko lepsze moim zdaniem - ''człowiek bez Chrystusa to chuuuuuj !!!'' ]
Na następny film wybieram się w poniedziałek - to ''Półtora pokoju'' [ recenzja ] poświęcony postaci rosyjskiego poety i dysydenta Josifa Brodskiego. Tu również warto zwrócić uwagę na polifoniczną formę, sekwencje obrazów oparte luźno na biografii twórcy przeplatane pomysłowymi animowanymi wstawkami, w każdym razie w przeciwieństwie do nieco ''punkowej'' estetyki ''Ja'' w tym wypadku zapowiada się na piękny klasyczny film, co słychać też w ścieżce dźwiękowej [ poza tym mam sentyment do Brodskiego z dawnych czasów, bardziej nawet ze względu na jego eseje niż poezję, pewnie nieprzekładalną i zrozumiałą do końca tylko w języku oryginału jak każda dobra ] :
- dla zainteresowanych jeszcze jedna animacja oraz kapitalna scena ze Stalinem w roli sowieckiego mistrza kuchni [ ! ]
No i na sam koniec w czwartek ''Krótkie spięcie'' [ Короткое замыкание ] - zbiór pięciu nowel filmowych rosyjskich reżyserów młodego, czy raczej średniego pokolenia, których wspólnym tematem jest miłość. Na zachętę wrzucam cały ostatni zeń epizod w dwóch częściach : tragikomiczna dość historia pana, który w kuriozalnym przebraniu krewetki reklamuje restaurację serwującą takież stwory, w niekonwencjonalny sposób zresztą co nie za bardzo podoba się mieszkańcom współczesnej Moskwy... ale wszystko kończy się dobrze. Na uwagę wg mnie w drugim fragmencie zasługuje typowo rosyjska piękność [ typ słowiańsko-ugrofiński, że się tak wyrażę ] Julia Pieriesild, zresztą jeśli chodzi o ładne aktorki w tym filmie to w innym z epizodów występuje Karolina Gruszka, prywatnie związana z autorem tegoż reżyserem Iwanem Wyrypajewem, poza tym całość kończy się uroczym i niebanalnym raczej happy endem a to dziś, nie tylko w rosyjskim kinie rozpiętym między morderczą ''czernuchą'' a sztuczną, wysiloną ''pozytywnością'', prawdziwa rzadkość, no i towarzyszący temu bezpretensjonalny, przebojowy motyw muzyczny... - dla mnie bomba !
Tyle mojego - jak ktoś chce pewnie może znaleźć w programie jeszcze kilka wartych obejrzenia obrazów np. ''Babunia'', której seans będzie miał miejsce w środę, albo klasyczne już kino Paradżanowa - ''Cienie zapomnianych przodków'' w poniedziałek przed Brodskim - lub wreszcie w sam raz na sobotę ''Bikiniarze'' [ bajka, ale sprawnie zrealizowana a nic więcej od musicalu wymagać nie trzeba ] itp. Niestety w tej beczce miodu jest również spora łyżka dziegciu - żałuję, że w lokalnej kieleckiej edycji Sputnika zabrakło kilku filmów na których obejrzenie na dużym ekranie bardzo liczyłem, a które z tego co mi wiadomo były obecne w jego pełnej wersji w ''stolycy'' [ eh...], to kolejno : ''Wszyscy umrą, lecz nie ja'' [ Все умрут, а я останусь ] Walerii Gaj Giermaniki [ recenzja ] - coś jakby rosyjskie ''Galerianki'' tylko lepsze, choć właściwie to mylące porównanie, bo nie jest to opowieść o dobrowolnie prostytuujących się nastolatkach, lecz zwykłych uczennicach a że ich świat rządzi się nie mniej brutalnymi prawami... W każdym razie mocne i dobre kino, o degeneracji i konformiźmie młodości a zwłaszcza współczesnych dziewcząt [ o ile to niewinne słowo ma w tym kontekście jeszcze sens - chyba raczej należałoby rzec ''blachar'' lub ''kobietonów'' ], którego akcję można by umieścić równie dobrze w którymś z polskich gimnazjów. - Dalej : ''Jak spędziłem lato'' [ recenzja ], męskie kino rozgrywające się w niesamowitej, polarnej scenerii rosyjskiej Dalekiej Północy [ wspaniałe zdjęcia ! ], nawiasem mówiąc jak się dowiaduję film ten jest wyświetlany w ramach Sputnika na takim zadupiu jak Skierniewice, dlaczego w takim razie do k... nędzy nie u nas ?! I wreszcie największe rozczarowanie, bo rzecz była obecna w kieleckim zestawie, ale przez fatalną koincydencję z pierd...mi Andrzejkami seans został niemal w ostatniej chwili odwołany - to ''Pochowajcie mnie pod podłogą'' [ recenzja ], dla mnie ciekawe ze względów, że tak powiem ''psychologiczno-biograficznych'', jak i przez kongenialne w moim odczuciu odtworzenie dusznego klimatu dogniwającej komuny zdychającego Breżniewa - całość, w oryginale bez napisów za to w dobrej jakości można tutaj zobaczyć, natomiast żeby choć trochę zrekompensować sobie stratę umieszczam poniżej scenę z tegoż filmu : zgadnijcie, któż to tam śpieeewa w tle tego desperackiego tańca smutnych kochanków ? [ ''pierwszy słowik PRL-u'', nasz towar eksportowy na ZSRR i ''kraje satelickie'', polski odpowiednik Ałły Pugaczowej, wielbicielka Wojciecha Jaruzelskiego i Daniela Olbrychskiego... ]
p.s. a jednak ! - dowiedziałem się właśnie, że seans ''Pochowajcie mnie...'' odbędzie się, przełożony na piątek 3-go o godz. 20.00. Amień.
Subskrybuj:
Posty (Atom)










































