piątek, 28 czerwca 2019

Leśne licho czyli ''animizm dziecięcy''.

''Tak więc społeczeństwo jest skończoną jednością istoty człowieka i przyrody, prawdziwym zmartwychwstaniem przyrody, urzeczywistnieniem naturalizmu człowieka i humanizmu przyrody.''

K. Marks ''Rękopisy ekonomiczno-filozoficzne 1844 r. Rozdz. ''Własność prywatna a komunizm.'' 

Znajoma osoba poprosiła mnie bym obadał lokalne kieleckie ''leśne przedszkole'', gdyż chciała tam posłać swe dziecko, z pozoru idea przyświecająca takowym placówkom wychowywania od małego w kontakcie z naturą jest słuszna i nic tylko jej przyklasnąć, na pewno to zdrowsze niż tycie od żarcia i przesiadywania przed kompem napieprzając w nim ciągiem gry [ nie żebym miał coś przeciwko jako takim, ale we wszystkim należy znać umiar ], niemniej jej niepokój wzbudziły gorące rekomendacje projektu ze strony ''Wybiórczej'' a nawet TVN a nic lansowanego przez te gadzinówki nie może zasługiwać na zaufanie, i faktycznie niestety przy bliższym przyjrzeniu sprawie okazało się, iż ktoś tu przy okazji próbuje sprzedać perfidnie do głowy maluchom kilo szitu co zaraz wykażemy. Już wzmianka o bezstresowym ''wychowywaniu bez kar i nagród'' w jednym z postów eko-przedszkola wzbudziła mą czujność, bo zajechało odeń ''waldorfskim systematem edukacji'' o którym wspominałem niedawno we wpisie poświęconym osiadłym w Świętokrzyskiem antropozofom-różokrzyżowcom, ale dopiero entuzjastyczna relacja z ''warsztatów edukacji alternatywnej'' w jakich brały udział wychowawczynie stanowiła prawdziwe odsłonięcie kart. Wszedłem więc na profil polecanej tamże jednej z głównych prelegentek, niejakiej ''Rubeculi'', gdzie ze zdumieniem przeczytałem histeryczny apel niegodny dorosłej wydawałoby się kobiety : ''Utulmy naszą planetę bo bardzo płacze!!!'' [ serio ], jednak ''warsztaty kołysankowe'' [ szeptuchy? ] czy ''joga śmiechu'' dla cieszących się dosłownie jak głupi do sera idiotów i -ek bledną przy samej idei rzeczonych warsztatów eko-edukacji czyli czystej szamanerki, myślenia neo-magicznego na miarę XXI. w. wyłożonej wprost, zacytujmy :

''Poza syndromem deficytu natury u dzieci niezbędne jest pochylenie się nad tematem zmian klimatycznych oraz gwałtownym spadkiem różnorodności biologicznej. Podczas konferencji została przygotowana Deklaracja, którą wyślemy w świat, aby bliskość natury była czymś normalnym, a nie tylko sporadycznie zaspokajaną potrzebą. Nie pozostaje nic innego jak przyjrzeć się swoim działaniom i zacząć wprowadzać zmiany. Nawet jeśli na początku będzie trudno warto to zrobić dla przyszłych pokoleń i naszej Matki Ziemi.''

- być może autorka tych słów faktycznie wyrosła wprost z gleby np. urodziła się w kapuście, ale co do mnie jestem dzieckiem konkretnych rodziców, człowieczych dodaję dla pewności, stąd nie pojmuję jak za swoją matkę można obrać całą planetę, w dodatku gdybym rzucił się na ziemię by ją ''utulić'' a postronnym zaczął tłumaczyć, iż czynię to bowiem rzekomo strasznie ona cierpi nawołując głośno innych do przyłączenia się najprawdopodobniej zostałbym zabrany do szpitala psychiatrycznego, słusznie jak najbardziej, więc nie wiem o co cho. A oto wspomniany ''zielony'' manifest będący jaskrawą emanacją ideologii ''zrównoważonego niedorozwoju'' czyli globalistycznej eko-gnozy :

''Edukacja powinna przede wszystkim służyć promowaniu dobrego samopoczucia ludzi i planety Ziemia.''


Zanim zabrniemy w szczegóły warto przyjrzeć się istocie sprawy, bo w tym szaleństwie jest zaiste metoda - w tym celu przywołam świadectwo wychowawczyni entuzjastycznie nastawionej do przyświecającej ''leśnym przedszkolom'' idei tak aby uniknąć bezpodstawnych oskarżeń o jakoweś ''uprzedzenia'' i ''projekcje'' własnych resentymentów :

''Animizm (łac. anima – dusza) to cecha myślenia dziecięcego, stan postrzegania świata, które przypisuje posiadanie „duszy” i żywotność przedmiotom. Stwierdzeniem, które możemy często usłyszeć od najmłodszych jest np.: „dzisiaj to drewno jest jak zaczarowane” – tak może powiedzieć Jaś rzeźbiący kawałek drewna. Lubi on rzeźbić i jest w tym naprawdę dobry, a mimo to jego zdaniem w ten proces ingeruje jakaś wyższa, niekontrolowana siła. W tym przypadku widzimy połączenie logicznego, rzeczowego myślenia z dziecięcym animizmem. Dorosłym może to wydawać się irracjonalne i śmieszne, ale właśnie dzięki takim strukturom myślenia(połączenia logiki z baśniowym wyobrażeniem świata) zostaje wsparty związek dziecka z naturą. Czasem dorośli chcą wyperswadować dzieciom wiarę w krasnoludki i inne leśne stworzenia. Dlaczego? Zamiast tego nauczyciel powinien obrać sobie inny cel: zrozumieć dziecięcy sposób myślenia i starać się dotrzeć do sposobów rozumowania najmłodszych. Magiczne, leśne stworzenia, niewidoczne dla ludzkiego oka, noc i dzień pracują, wprawiając w ruch niezbędne życiowo dla człowieka procesy. Przedszkolaki myślące w ten sposób będą z podziwem i szacunkiem podchodzić do Matki Natury oraz wszelkich przyrodniczych zjawisk. Dziecięcy światopogląd charakteryzujący się animizmem jest powiązany z późniejszym poznawczym formułowaniem problemów. Zespolenie z naturą powstałe na gruncie baśniowego postrzegania środowiska naturalnego zostaje w ludziach na całe życie. Leśne przedszkolaki dzięki przyrodzie rozszerzają swoje horyzonty poznawcze, a zdobyta wiedza i wrażliwość jest wykorzystywana w dalszym życiu przy rozwiązywaniu sytuacji problemowych, czy przy budowaniu pozytywnego stosunku do drugiego człowieka. Podsumowując znaczenie baśniowego myślenia, można wykazać łańcuch zależności: animizm powoduje emocjonalne powiązanie z przyrodą, a to wpływa na chęć gromadzenia merytorycznych informacji o naturze. Następnie wytwarza się równowaga między ładunkiem emocjonalnym a wiedzą, dzięki czemu można postępować ekologicznie i z pełnym szacunkiem odnosić się do natury.'' [ str. 4-5 pdf ] :

http://terazniejszosc.dsw.edu.pl/fileadmin/user_upload/wydawnictwo/TCE/2014_68_12.pdf

- idzie więc o to by w wychowankach takowych placówek wyrobić od małego trwałą dyspozycję mentalną do myślenia magicznego zamieniając każdego z nich na całe życie w infantylnego zjeba, któremu da się wmówić najbardziej nawet ordynarne kłamstwo jak to, iż człowiek posiada możliwość kształtowania procesów kosmicznych bez mała takich jak klimat, wszystko zaś po to by w powszechnej świadomości usankcjonować proceder wyciskania forsy z powietrza, dosłownie poprzez spekulację ''limitami CO2''. Jak widać tzw. ''ekologia'' już dawno straciła, o ile kiedykolwiek miała związek z jakąkolwiek realną ochroną przyrody i sprzeciwem np. wobec bezmyślnej często wycinki drzew dewastującej przestrzeń publiczną czym trudni się choćby kielecki Miejski Zarząd Dróg pod pozorem inwestycji mających udrożnić komunikację [ a jego niedorzecznik Jarosław ''demoniczne usta'' Skrzydło po staremu jak za Lubawskiego bezczelnie to barbarzyństwo tłumaczy w lokalnych merdiach ]. W gruncie rzeczy to nowa religia, rodzaj panteistycznej gnozy, neoszamańskiego opętania wpisującego się idealnie w obecny globalny trend antycywilizacyjny i kontrkulturowy, generalną cofkę na tych polach ściśle współgrającą z postępem technologicznym zamieniającym na naszych oczach istotę ludzką w biorobota i materiał do obróbki technologicznej - temat omawiany na tych łamach nie raz, więc nie będę się powtarzał. Powiem wprost : sprawcy i sprawczynie procederu ryjący tym perfidnie głowy dzieciom pod pozorem budzącego sympatię wychowywania w kontakcie z naturą by rzekomo zapobiec u nich w zarodku patologiom postcywilizacyjnego zdziczenia są dla mnie gorsi nawet od bandy pedofilów i oszołomów deprawujących przedszkolaki jakże niezbędną im w tym wieku ''edukacją seksualną'', bo w ich przypadku przynajmniej sprawa jest jasna i udało się obleśne zamiary zboczeńców storpedować [ choć nie łudźmy się, globalistyczne kreatury pokroju Gówina nadal będą hojnie łożyć na podobne perwersyjne programy ]. Natomiast tutaj po cichu trwa pranie mózgów od maleńkości, które sprawi w konsekwencji iż dorośnie całe pokolenie spatologizowanych na wstępie jednostek i nikt nie kręci z tego tytułu afery, któż bowiem ryzykowałby sprzeciw wobec tak ''szlachetnej'', niewinnej wydawałoby się idei jak koncept ''leśnych przedszkoli''? [ zresztą jedno drugiemu nie przeczy - na profilu lokalnej ''pracowni wspomagania rozwoju LOGOS'' uczestniczącej w niedawnym eko-pikniku rodzinnym w Kielcach można natrafić na rekomendację książeczki dla dzieci indoktrynującej je w duchu tolerancji dla ''tęczowych rodzin'', gdzie podaje się przykład chłopca jaki czuł się ''odszczepieńcem'' bowiem przychodziło po niego do przedszkola dwóch ''tatusiów''... faktycznie, nic tylko współczuć ]. Na dowód, że nie przesadzam i żadną miarą nie należy lekce sobie ważyć ludowego porzekadła, iż ''czym skorupka za młodu..'' przytoczę głośny ostatnio przypadek szwedzkiej gówniary, niejakiej Grety Thunberg stanowiącej przejmujący przykład do czego prowadzi tresowanie dziecka eko-oszołomstwem i zarazem robiącej za odpowiednik Pawlika Morozowa naszych czasów dla pionierów globalnego ocipienia [ ''zielony'' komunizm jedynie korzysta ze sprawdzonych w poprzedniej ''mądrości etapu'' wzorców ], dość powiedzieć, że wypromowała termin ''flygskam'' mający oznaczać w obecnej nowomowie ''wstyd przed lotami samolotowymi wynikający z ich szkodliwości dla środowiska naturalnego''... Posłuchajmy biednej dziewczynki z eko-zapałkami dukającej martwo wyuczoną przemowę - owszem, chwyta za serce, ale z zupełnie innych niż zamierzone tu powodów [ no chyba, że to wyszkolona do swej roli cwaniara, w takim razie nieźle gra ] :



- globalistyczne kurwie jak widać nie wahają się wystawiać dziecko na wabia by osiągnąć swój cel, w dodatku kalekie tak by łatwiej nim manipulować i nabierać innych na współczucie [ stary numer wszystkich podłych oszustów jak u nas Owsiak ] - u nieszczęśnicy zdiagnozowano Aspergera i mutyzm selektywny, stąd niepokojący emocjonalny chłód i ograniczona mimika na jej twarzy. Dotyczy to zresztą nie tylko macherów procederu eko-oszołomstwa, ale i najbliższych wydawałoby się dziewczynki, matka jest śpiewaczką pop-operową i ''ekolożką'' ojciec zaś niespełnionym aktorzyną przelewającym jak wszystko na to wskazuje swoje ambicje na dziecko, obecnie menadżerem żony a teraz i córki, dość powiedzieć, że rodzice wydali na fali popularności Grety autobiografię traktującą o ich małżeństwie pt. ''Scenes from the Heart'', gdzie opowiadają jak kryzys klimatyczny miał spowodować kryzys w ich rodzinie, w jednej z recenzji czytamy iż ''w książce postawiono tezę, że ucisk kobiet, mniejszości i osób niepełnosprawnych wynika z tego samego, nadrzędnego problemu jakim są zmiany klimatyczne wymuszane przez niezrównoważony [ naruszający równowagę ekologiczną ] sposób życia. Prywatny kryzys rodzinny i globalny kryzys klimatyczny, jak twierdzą autorzy, są zwyczajnie objawami tego samego zaburzenia systemowego.''  - zaraz się porzygam... [ a ile drzewek zmarnowano by wydrukować to g... ]. Oboje więc mają olbrzymie parcie na szkło i najwidoczniej należą do najpodlejszego gatunku rodziców-alfonsów własnych dzieci, biologicznych jedynie MADek i narcystycznych, spedalonych mentalnie tzw. ojców gotowych stręczyć pedofilom producentom filmowym, muzycznym i politykom swoje latorośle by ich kosztem robić karierę i trzepać kasę, skurwysyństwo za które karą powinno być piekło. Pomijam już, że w kraju cieszącej się wątpliwą sławą restrykcyjnej ''opieki społecznej'' odbierającej z błahszych powodów dzieci rodzinom zaburzona psychicznie gówniara olewa obowiązek szkolny bo uroiło jej się we łbie, że będzie ''ratować planetę'' zaś bezradni ojciec i matka nie próbują nawet jej powstrzymać a wręcz podsycają dla fejmu psychozę obłąkanej córki żerując na niej i jak gdyby nigdy nic jeżdżą sobie po całym świecie spotykając się z utytułowanymi pedofilami politykami, biznesmenami i inszymi oficjelami pieprząc eko-farmazony. Cała rzecz więc cuchnie i wzbudza odrazę, ciekawym czy słynący z ''wrażliwości społecznej'' szwedzki socjal będzie równie wyrozumiały, gdy w ślady bohaterskiej pionierki ''zielonego'' bolszewizmu pójdą inni wagarowicze ''dla dobra Ziemi'', u nas przynajmniej jakaś cwaniara też ucharakteryzowana na ''fizię pończoszankę'' - czy ktoś ma jeszcze wątpliwości, że to PR-owy format? - wybrała bezpieczny protest już po zakończeniu roku szkolnego, choć właściwie co to za ''wakacyjny strajk'', gdy jesteś de facto na ''uczniowskim urlopie'', ale pojmuję, że trzeba jakoś dorobić sobie w lato [ oj coś mi się widzi, że dołączyłem przez to do ''ruskich trolli'' jak raczyła nazwać krytyków politycznego wykorzystywania chorego dziecka Hania Lis - skądinąd kuriozalne, iż śmie stawiać takowe zarzuty córka PRL-owskiego propagandzisty, korespondenta czegoś tak ohydnego i skompromitowanego jak ''Trybuna Brudu'', która nigdy publicznie nie wyrzekła się ni potępiła działalności ojca, kolejny przykład rozbestwionej panny towarzyszki ].

Fresh meat... ee, znaczy świeża wegańska eko-pizza dla ''zielonego'' sugar tatuśka :


 - insza inszość, że nie wiadomo jak będzie ze wspomnianą tu ''naturalną edukacją alternatywną'' i jaki los czeka Gretę bowiem już pojawiły się pierwsze jaskółki nowej ''mądrości etapu'' jawnie głoszące, iż dzieci nie są ''eco-friendly'', faktycznie mimo wspomnianego wyżej naturalnego ''animizmu'' bywają zazwyczaj trudno podatne na tresurę by wegetować w odpowiednio ''zrównoważony'' sposób bo wolą bawić się zamiast selekcjonować śmieci, do tego hałasują, brudzą i wydzielają mnóstwo CO2 a o masowej produkcji szkodzących naturze odpadów w postaci pieluch, zużytych ubranek etc. nawet nie ma co gadać. Nachodzi mnie więc obawa czy globalistyczne kanalie, które nieszczęsną dziewczynkę wylansowały żerując na jej obłędzie nie postanowią po zużyciu ''utylizować'' ją aby w jakiś ''przyjazny dla środowiska'' sposób np. zostanie zginięta popełniając odpowiednio spektakularne medialnie samobójstwo ''dla dobra planety'' by nie zanieczyszczać jej dłużej swą osobą. Nie będę szczegółowo rekonstruował kto konkretnie stoi za całym obrzydliwym procederem politycznej eko-pedofilii, bo już ktoś to zrobił w serii wpisów pod znamiennym tytułem ''The Manufacturing of Greta Thunberg'', rzeczywiście przez swoje zaburzenia mowy o podłoży psychicznym i martwotę uczuciową przypomina ona idealny produkt prania mózgu a zarazem perfidnie obmyślanej by chwytać za serce reklamy emocjonalnej, małego biorobota, skrzyżowanie ''mandżurskiego kandydata'' z Pippi Langstrumpf [ co ciekawe pryncypialna krytyka została tu przeprowadzona z lewackiej, ekologicznej jak najbardziej perspektywy, z czego wygląda, iż nawet z ''tamtej strony'' politycznego sporu rzecz przedstawia się jako ''wrogie przejęcie'' ]. Nadmienię więc jedynie, że w gęstej sieci wymienianych tam NGOs-ów za głównych macherów robią znani i lubiani jak Greenpeace, Amnesty International, Avaaz, fundacje Rockefellera oraz Billa i Melindy Gatesów a gdzieś w tle przewija się min. znany z przyschłej niestety afery pedofilskiej ''pizzagate'' Podesta... Jako szczególnie złowroga postać jawi się tu Naomi Klein wchodząca w skład zarządu proglobalistycznej organizacji ''350.org.'' - enigmatyczna nazwa ma nawiązywać do proporcji ''bezpiecznego stężenia dwutlenku węgla w atmosferze'' - wyhodowanej przez wspomnianą fundację Rockefellerów, bowiem jest główną propagatorką bez mała totalitarnej histerii ''mobilizacji klimatycznej'' odpowiedzialnej za obłęd proklamowania klimatycznych stanów wojennych wyjątkowych, jak ten podjęty w bezprecedensowy sposób przez brytyjski parlament czy dopiero co Kanadę, a na rodzimym gruncie chce go zaprowadzić w Krakowie jeden z rajców miejskich, były palikociarz i siostrzeniec Gówina, niejaki Gibała [ dlatego cieszy mnie, iż mimo gorących rekomendacji ze strony niektórych znajomych zawsze podchodziłem nieufnie do wypocin tej lewackiej Żydówy - tak, napisałem to z pełną świadomością, bo po podłych oskarżeniach parchów jakie padły pod adresem Polaków nawet najbardziej ocipiali izraeofile musieli otrzeźwieć stając się judeorealistami ]. Zresztą taką właśnie militarną niemalże metaforą ''totalnej mobilizacji'' posłużył się przyłapany wyżej na focie z małą Gretą ''eko-przytulasek'' Al Gore w trakcie jednego ze spotkań nawiązując do wysiłku amerykańskiej gospodarki podczas II wojny światowej, inni propagandziści ''zielonej ekonomii'' jak dyrektor wykonawczy Greenpeace Jennifer Morgan mówią z kolei wprost o ''New Deal for Nature''.

Bowiem sednem ''ekologicznego'' obłędu są pieniądze zgodnie ze znanym powiedzeniem, że jak nie wiadomo o co chodzi to właśnie o nie, konkretnie nowy model gospodarki i finansów w którym kapitalizacji ulegają nawet podstawowe procesy życiowe jak oddychanie a cała przyroda fiskalizacji w postaci opłat pobieranych za dostarczane przez nią dotąd za darmo ''usługi/świadczenia ekosystemowe'' czyli powietrze, światło słoneczne, wiatr, wodę etc., i po to by go zaprowadzić grzana jest właśnie obecna histeria klimatyczna - przecież naturalne dobra jako rzadkie i jakoby zanikające ''z winy człowieka'' trzeba odpowiednio wycenić i dostęp do nich reglamentować, c'nie? Przypominam, że żyjemy w czasach, gdy wydychając dwutlenek węgla nabijamy tym samym de facto komuś kabzę bo spekuluje on tymże gazem, stąd właściwie powinniśmy żądać odeń wypłaty z tego tytułu dywidendy i do tego z grubsza sprowadza się odarty z wszelkich ideologicznych uzasadnień tzw. ''dochód gwarantowany'', bo polega on w gruncie rzeczy na płaceniu za sam fakt życia, ale podkreślam to dlatego, iż ono samo uległo kapitalizacji i wycenie czego nie pojmują zarówno prymitywni korwiniści dla których to jedynie objaw ''socjalistycznego rozdawnictwa'' jak wiadomo kwitnącego w stalinowskiej Rosji czy maoistowskich Chinach, gdzie pod rządami komunistów ludzie milionami umierali z głodu na ulicach [ wbrew temu co wam wmawia Janusz ''socjal'' to nie socjalizm, debile! ], jak i głupsi bodaj jeszcze bardziej lewacy serio wierzący, że ''uwolniona od przymusu pracy klasa robotnicza'' zyska dzięki temu możność w wolnym czasie ''ukulturalniać'' się po muzeach i filharmoniach, bowiem jak oświadczyła wściekle lewicowa działaczka Monika Karbowska, nie dość, że feministka to jeszcze komunistka, cytuję : ''rasizm i faszyzm biorą się z braku edukacji i wychowania'' i kontakt z tzw. ''kulturą wyższą'' ma stanowić dlań środek zaradczy [ o kurwa, nie wiedziałem że Heidegger, Carl Schmitt, Gottfried Benn, Cioran, Eliade, cała plejada naprawdę wybitnych intelektualistów i artystów, którzy opowiedzieli się po stronie III Rzeszy była bandą prymitywów, tako rzecze siostra towarzyszka ]. Pieniądz w ''zielonej ekonomii'' zatraca resztki materialnego charakteru ulegając całkowitej wirtualizacji, kapitał staje się niemalże ''eteryczny'', stąd to właśnie powietrze a nie bardziej wymierne złoto robi za ekwiwalent takowej waluty, która nie może być już przez to realnie gromadzona na koncie co zresztą i obecnie jest w dużej mierze fikcją, wystarczy poczytać sobie o ''rezerwie cząstkowej'' czy prawie jakie zyskały banki zawłaszczania de facto części zdeponowanych w nich aktywów by ratować swą sytuację w obliczu bankructwa. W tle ma się kryć juma ''uaktywnienia'' czyt. grabieży ''zamrożonych'' środków funduszy emerytalnych i przekierowanie ich strumienia na gigantyczne projekty infrastrukturalne w ryzykownych wielce dla inwestorów kierujących się tradycyjnym rachunkiem ekonomicznym, a ''dziewiczych'' i niewykorzystanych w pełni pod tym względem rejonach jak Ameryka Płd. czy Afryka [ stąd tak intensywne straszenie rzekomo rychłą apokalipsą klimatyczną, by przekonać wymierające białe populacje zwłaszcza te na Zachodzie pławiące się w zgromadzonych dotąd bogactwach, że nie warto oszczędzać bo i tak za chwilę wszystko się zawali, o ile rzecz jasna nie podzielimy się ''dobrowolnie'' forsą pod presją okoliczności, gdyż ''wszystko zależy od człowieka'' ], no i zwłaszcza realna jak najbardziej perspektywa budowy rządu światowego, bowiem zaprowadzenie pomyślanej tak jak to wyżej przedstawiono nowej ekonomii i egzekwowanie niezbędnych dla jej utrzymania norm ''emisji CO2'' itd. wymaga porozumień między politykami i korporacjami działającymi na skalę globu.

Problem w tym, że w ''pannaturalistycznej'' gospodarce również człowiek staje się ''zasobem żywym'' podlegającym technicznym manipulacjom i przemysłowej eksploatacji, niechby w ''zielonym'' wydaniu biokapitalizmu. Do usankcjonowania procederu zmierzają postulaty trans- i posthumanizmu przeszczepiane na nasz grunt przez stypendystkę Fullbrigta w Berkeley Ewę Domańską, które onegdaj referowałem, przypomnijmy iż idzie o zastąpienie wyróżnionego w świecie przyrody statusu człowieka neutralną kategorią ''persony'' odnoszącą się równie dobrze do istoty ludzkiej jak i zwierzęcia, rośliny a nawet materii nieożywionej co otwiera furtkę do przetwarzania homo sapiens na takich samych zasadach jak czyni się to wobec innych stworzeń czy surowców naturalnych typu ropa naftowa, także obdarzona ''podmiotowością'' przez jednego z najgłośniejszych obecnie rzeczników ''wszechhumanizmu'' Bruno Latoura, o czym również pisałem. Szczególnie ''obiecujące'' perspektywy pod tym względem stwarza technologia masowego kompostowania zwłok i nawożenia gleby ludźmi zalegalizowana właśnie niedawno przez amerykański stan Waszyngton co nie powinno dziwić o tyle, iż jest on siedzibą zajmującej się tym firmy Recompose przekształconej z organizacji o mniej wdzięcznej PR-owo, aczkolwiek uczciwszej nazwie Urban Death Project [ < polecam na ostatniej z zalinkowanych stron serię grafik w co możesz się przekształcić jako zmarły : szyszkę, grzybka czy inszy chwast, rozpierdzieliła mnie koszulka z napisem ''compost me!'', a szczególnie programowa, jakże dosłownie potraktowana deklaracja ideowa - ''Jesteśmy Ziemią'', oto i powrót do macierzy... ]. Szefująca im obu Katrina Mogielnicki Spade, więc chyba rodaczka niestety a lesba na pewno wychowująca [?] wraz z ''partnerką'' dwójkę dzieci, poczyniła znamienne w tym kontekście wyznanie, że wprawdzie dorastała w niereligijnej rodzinie jednak postrzegającej naturę jako na pewien sposób ''uduchowioną'', zresztą jej matka była działaczką ruchów ekologicznych, stąd widać jak ważnym jest by chronić najmłodszych przed sfiksowanymi całkiem na punkcie przyrody mamuśkami i ''leśną edukacją'' aby nie wyrosły z nich indywidua pokroju nekrobiznesmenki czy wspomnianej wyżej Grety. Dodać przy tym należy, iż baba - choć tu należałoby poczynić znak zapytania ze względu na jej ''transgenderowy'' wygląd - od człowieczego kompostu i jej mocno perspektywiczny interes nie wzięły się ot tak znikąd, finanse na rozruch zawdzięczała stypendium przyznanemu przez Echoing Green [ dość powiedzieć, że na pocz. lat 90-ych grant od tej organizacji dostała przyszła prezydentowa Obama ], za którym z kolei stoi potężny fundusz inwestycyjny General Atlantic co wróży niestety świetlaną przyszłość nawożeniu ludźmi skoro zaangażowane weń są tak znaczne biznesowe siły. Na europejski grunt próbuje przeszczepić to jakże ''przyjazne planecie'' rozwiązanie belgijska, a ściśle mówiąc wallońska bo właściwie nie ma czegoś takiego jak ''Belgia'', partia Ecolo stanowiąca część unijnej ''zielonej'' międzynarodówki, na pewno technologia ta z czasem zastąpi kremację bowiem przy spalaniu zwłok wydziela się przecież tyle CO2 do atmosfery, nie mówiąc już o całkiem nieekologicznych trumnach na które zużywa się niepotrzebnie drzewo i metal, stąd wspomniana wyżej Domańska postulowała zastąpienie ich biodegradowalnymi urnami z sadzonkami drzew by pochowani w nich ludzie posłużyli od razu za nawóz, oraz likwidację cmentarzy ''eksterminujących krajobraz'' swoją obecnością ingerujących w nieskalany świat przyrody, i jak widać nie są to jedynie nekrofilskie majaczenia. Nie jest nim niestety również określenie ''człowiek-kompost'' jakim posłużyłem się tłumacząc na bardziej ludzki język pojęcie ''nekropersona'' używane przez psorkę Ewę, otóż zmarły niedawno hollywoodzki aktor Luke Perry znany najbardziej z popularnego onegdaj także u nas serialu ''Beverly Hils 90210'' kazał się pochować w płaszczu z grzybów by przyspieszyć rozkład zwłok i użyźnić sobą glebę, dumna zeń córunia wyznała na instagramie, że uczynił ''wspaniałą rzecz dla naszej planety'' a widok muchomorów czy inszych rydzów odtąd przypomina jej tatuśka... Zaiste ''piękny pomysł powrotu do natury i cyku życia i śmierci'' jak określiła takowe praktyki licząca już przyszłe zyski z podobnych frajerów właścicielka Recompose, faktycznie wracamy do korzeni a ściśle mówiąc pod nie - obserwując to wszystko dochodzę do wniosku jacy ci komuniści i naziole byli jednak durni : po jaką cholerę był im ten terror, przecież gdyby wylansowali modę na wdzianka w gustowne pasiaki i pożywną wegańską zupę z lebiody jaką karmiono więźniów obozów koncentracyjnych masa idiotów obojga płci, i to zwłaszcza tych z pretensją do ilorazu sama chętnie dałaby się w nich zamknąć, jeszcze by zapłacili za cyklon B i krematoria by użyźnić własnymi prochami oświęcimskie pola byle wmówić im, że to dla ''dobra planety''!

Wszystko to zdiagnozował jeszcze Heidegger jako techniczną wykładnię bytu, której istota zasadza się na panowaniu totalnej machinacji dosłownie wszystkiego czego się tylko da na skalę planetarną, w swym pędzie do wszechobejmującej standaryzacji i uprzedmiotowienia dokonuje spustoszenia rzeczywistości by czyniąc ją tym samym maksymalnie podatną na technologiczną manipulację poddać krańcowej eksploatacji pochłaniającej w końcu i człowieka. Następstwem tego procesu jest ''brutalizacja bycia'' w której ludzka do niedawna istota ugruntowuje swą zwierzęcość, mniejsza już z tym czy jak wcześniej poprzez biologiczną przecież kategorię rasy lub przybierającą darwinistyczną postać ''walkę klas'', czy też jak obecnie czyniąc z siebie dobrowolnie nawóz i w statusie eko-obornika upatrując spełnienia swego istnienia. Przy całym moim dystansie do schwarzwaldzkiego ''ciemnego mistyka'' jakiemu nadto dobitnie dałem wyraz w zapoprzednim wpisie, nie sposób w świetle przytoczonych wyżej faktów zaprzeczyć uwagom jakie poczynił w omawianej tu kwestii, bardziej aktualnych bodaj niż w jego czasach, jak referuje je Cezary Wodziński w pracy ''Metafizyka i metapolityka'' do której już w tym miejscu kiedyś się odnosiłem :

''Moc machinacji [...] przeczłowieczenie człowieka w zwierzę, wykorzystanie Ziemi, rozrachowanie świata - przeszła w ostateczne stadium;'' [...]  Techniczna machinacja powoduje gruntowne przeobrażenie istoty człowieka. Alternatywa przed jaką stoi dziś człowiek : ulegnie technice albo ją opanuje przekształcając w posłuszne mu narzędzie jest całkowicie fałszywa, jako że człowiek został sprowadzony mocą machinacji - tak jak wszelki byt - do poziomu ''surowca'' i ''materiału ludzkiego [Menschenmaterial]'' wykorzystywanego w procesie globalnego wytwarzania.''

Z powyższym korespondują trafne spostrzeżenia Deleuza i Guattariego o ''deterytorializującym'' charakterze postmodernistycznego kapitalizmu opartego na niczym niemal nieposkromionej konsumpcji i spekulacji, który bezwzględnie niszcząc wszelkie ustalone granice z państwowymi na czele i jakiekolwiek określone, stałe tożsamości narodowe jak i jednostkowe równa grunt pod planetarną gładź, produkuje idealnie płaską i pustą przestrzeń tak by już nic nie zakłócało i stało na przeszkodzie globalnej cyrkulacji kapitału, towarów, usług i świadczących je ludzi, możliwie jak się tylko da wykorzenionych aby uczynić ich funkcjonalnymi w dowolnym miejscu na Ziemi. Wprzęga on w swe tryby nawet pogardzanych tak przez tępych korwinoidów ''mopsiarzy'' i lumpenproletariat jako konsumentów produktów przemysłu rozrywkowego i spirytusowego, a i nielegalnych używek także, bowiem dochody karteli narkotykowych stanowią pokaźny procent znajdujących się w obiegu aktywów zapewniając poprzez proceder ''prania'' tzw. brudnych pieniędzy spory zysk wielu szacownym instytucjom finansowym. Nie może więc dziwić, że temu obłędnemu ''transgresywnemu'' pędowi nie mogą oprzeć się i naturalne wydawałoby się ograniczenia biologii człowieka i samej przyrody, podkreślam jeszcze raz - dosłownie wszystko ma ulec spieniężeniu i utowarowieniu włącznie z energią Słońca, powietrzem i wodą, wszelkie żywioły potraktowane jako obiekt fiskalizacji i reglamentacji, ludzie również... Gorzkie te uwagi nie czynią mnie bynajmniej entuzjastą marksowskiej utopii tyko dlatego, że ośmielam się poddawać krytyce obecny kapitalizm, dokładnie na tej samej zasadzie dzięki której nie trzeba być masonem aby słuchać Mozarta, tym bardziej iż modne dziś zwłaszcza wśród wykształconych tumanów strategie rewolucyjne i ''emancypacyjne'' podejrzanie łatwo wpisują się w opisaną tu logikę globalnego kapitału, jaskrawym tego dowodem różne lewackie głąby wydzierające się po nocy : ''żadnych granic, żadnych państw!'' w solidarności z nachodźcami i dziarsko maszerujące na wspieranych hojnie przez banki, korporacje i kapitalistyczne mocarstwa paradach LGTB - temat godny osobnej rozprawy co też postaram się uczynić w następnym wpisie.

Od tych uwag natury ogólnej pora przejść ponownie do spraw lokalnych bo niestety kwestie te dotykają nas do żywego - od przyszłego roku grozi nam kolaps gospodarczy ze względu na drakońskie obostrzenia ''wydobycia'' CO2 narzucone krajowej ekonomii przez globalistyczną mafię klimatyczną i finansową, nie łudźmy się, że mimo przedsięwziętych przez rząd, a raczej zadeklarowanych tylko środków zaradczych unikniemy drastycznej zwyżki opłat i pauperyzacji mas, jeśli nie wprost w rachunkach za energię i gaz to pośrednio cenach żywności i towarów wytwarzanych przecież w zasilanych prądem z elektrowni węglowych fabrykach. Już teraz Mittal i inni krajowi potentaci wstrzymują działalność by groźbą jej całkowitej likwidacji i utraty miejsc pracy a więc i niepokojów społecznych wymóc na rządzących korzystne dla siebie rozwiązania, czyli ''zapowiadane od dawna rekompensaty pośrednich kosztów CO2, które otrzymują producenci stali w wielu krajach UE'' jak czytamy w oficjalnym komunikacie na stronie huty - witajcie w nowej kapitalistycznej ''centralnie sterowanej'' ekonomii, gdzie trzeba dopłacać do produkcji! [ a ponoć takie numery to tylko w socjalizmie i przez nie właśnie miał on upaść... to po jaki chuj żeśmy w ogóle wychodzili z komuny jedynie po to, by na powrót w nią leźć, tyle że nie przyniesioną na sowieckich czołgach, a tym razem narzuconą ''miękko'' przez Zachód? ]. Szczęście w nieszczęściu nie jest to jedynie nasz problem, ale i innych krajów regionu - dzięki współpracy ze strony min. Czech udało się na niedawnym szczycie UE zablokować szalony koncept forsowany przez totalnie już ochujałego Macrona osiągnięcia ''neutralności klimatycznej'' czyli ''wyzerowania'' z CO2 Unii do 2050 r., po czym Morawiecki parę dni później udał się na spotkanie z szefami rządów Czech i Saksonii podczas ''innowacyjnego forum'' w Dreźnie co wygląda na montaż jakowegoś ''Wielkiego Śląska'' i mocny sprzeciw wobec ''dekarbonizacji'' - być może to jedynie przejaw mojego myślenia życzeniowego, jednak szybka kontra ze strony mafii ''klimakteryjnej'' wskazuje, iż chyba coś jest na rzeczy. Dziwnym zbiegiem okoliczności ślimaczące się dotąd od półtora roku protesty czeskiego odpowiednika KOD-u przeciwko ichniemu premierowi Babiśowi nagle w tych dniach dostały niesamowitego kopa, przy czym co ciekawe tłumy gromadzą się na praskich błoniach tuż po wygranych i to miażdżącą przewagą przez ugrupowanie szefa rządu wyborach do unijnego parlamentu, które zmarginalizowały też niemal całkiem tamtejszą opozycję, głównie lewicową brak więc racjonalnych przesłanek dla skali jaką przybrały manifestacje. Nie wiem czy stoi za nimi Soros jak twierdzi choćby były prezydent Vaclav Klaus, natomiast pewnikiem jest, że za organizację protestów odpowiada ''organizacja pozarządowa'' - jak słyszę tę nazwę mam ochotę strzelać - o wdzięcznym mianie ''Milion chvilek pro demokracii'', która krytykuje będący własnością Babiśa Agrofert, ''že koncern eskaluje ekologické problémy české krajiny'', z kolei działający w ramach organizacji Klimaticko-ekologický blok zarzuca wprost czeskiemu premierowi, iż ''Andrej Babiš v Evropské radě dosud blokoval evropské klimatické cíle usilující o uhlíkovou neutralitu'', a tymczasem nasz południowy sąsiad ma być pogrążony w ''klimatické a environmentální krize'' i ''potřebujeme politickou reprezentaci, která nám pomůže s touto krizí aktivně a účinně bojovat'' - chyba tłumaczyć nie muszę... Przy czym wcale nie mam pewności, że wszystko zostało opłacone, bo i takie zarzuty już się pojawiły, owszem kasa i to pewnie niemała poszła do przywódców czy raczej zawiadujących na miejscu z tylniego fotela całym interesem, ale gdzieś pod stołem sprytnie zakamuflowana jak tylko pozwala na to współczesny system bankowy, natomiast większość leszczy biorących w tym udział faktycznie mogła tak ocipieć od propagandy, że uwierzyli iż serio grozi nam ''planetarne klimakterium'' i jest ''zagrożona demokracja'', stąd gotowi są za darmo wystawać na manifestacjach a nawet łożyć z własnej kieszeni na autobusy dowożące demonstrantów, na tym polega istota ''zarządzania refleksyjnego'' tudzież typowo anglosaskiego ''soft managament'' opartego na manipulacji ludźmi aby sami robili to czego od nich chcemy, a nie wykonywali wszystko na rozkaz jak w kontynentalnym rusko-pruskim drylu do którego jesteśmy przyzwyczajeni. Istotną poszlakę stanowi admiracja jednego z fuhrerów ''ruchu obywatelskiego'' Benjamina Rolla dla nowej prezydent Słowacji Zuzanny Čaputovej, laureatki nagrody Goldmanów zwanej ''zielonym Noblem'' [ co oczywiście wzbudziło entuzjazm ekonielogów, także rodzimych ], która wcześniej długie lata terminowała po różnych organizacjach dywersyjnych pozarządowych zajmując się w nich aktywnie działalnością ''obywatelską'', tak się teraz hoduje przyszłych agentów wpływu liderów - jawnie i wręcz w świetle kamer, a nie gdzieś po ukrytych w ostępach leśnych szkołach wywiadu. Pani Zuza poza tym, że oczywiście jest ''ekolożką'' popiera też adopcję dzieci przez homoseksualistów, a wspominam o tym dlatego, że wymieniony wyżej Benny z ''miliona chvilek'' również wspiera ten chory pomysł, co więcej stał się sygnatariuszem apeli organizacji Logos zrzeszającej czeskich ''chrześcijan LGTB'' i jako były student teologii i protestant nie ukrywa wcale podczas medialnych wystąpień, że do walki ''motivuje ho k tomu i jeho víra v Boha''... Znamienne, iż drugi z liderów ruchu sprzeciwu Mikuláš Minář to także niedoszły teolog i wyznawca zboru neohusyckiego, który porzucił studia dla ''działalności obywatelskiej'' całkiem spontanicznie rzecz jasna, taki zeń zaangażowany w sprawy planety ''aktywista'', stanowiłoby to więc kolejne potwierdzenie, że ''kościoły'' protestanckie, sekty religijne i charyzmatyczne składają się obok organizacji LGTB i ekonielogicznych na gęstą sieć jawnej agentury wpływu zwanej dla niepoznaki ''organizacjami pozarządowymi'' służącej dywersji kulturowej i politycznej. Wskazuje na to również programowo nieokreślony na postmodernistyczną modłę charakter ''chvilkowego'' ruchu co może sprawiać wrażenie słabości i pewnego chaosu, dzięki temu jednak paradoksalnie trudniej go zwalczać skoro nie wiadomo o co tak naprawdę jego przywódcom chodzi a ogólnikowe postulaty pozwalają pomieścić w ramach protestu ludzi o często skrajnie różnych zapatrywaniach poza tymi akurat kwestiami jakie przyciągnęły ich na demonstracje, mogą więc na nich spotkać się ekofaszysta-identarysta spod znaku ''ziemi i krwi'' z wolnorynkowym liberałem obojętnym na sprawy narodowe za to zatroskanym losem pogrążonej w ''klimakterium'' planety bo wietrzącym interes w ''zielonej'' energii, oraz członkiem antykapitalistycznej ''alternatywy socjalistycznej'' i zwolennikiem masowego przyjmowania migrantów etc. Przy czym abyśmy się dobrze zrozumieli - były współpracownik czeskiej bezpieki Babiś umoczony w faktycznie lewe interesy, a tym bardziej rządząca do niedawna Słowacją ubecka komunofaszystowska mafia zbijająca kabzę min. na nielegalnych wysypiskach śmieci [ stąd popularność zaangażowanej w walkę z nimi Čaputovej obwołanej już z tego tytułu ''słowacką Erin Brockovich'' ] to nie są bardzo oględnie zowiąc ludzie z mojej bajki, sęk w tym, że prąca do zastąpienia ich ''zielona'' neobolszewia jest jeszcze gorsza prokurując własnym krajom rozłożoną na raty zagładę w kolorowym, ''tęczawym'' dla niepoznaki opakowaniu. Jeśli ktoś sądzi, że przesadzam niechże obaczy ten w zamyśle satyryczny, wymowny bardziej niż długie opracowania na niniejszy temat i jak najzupełniej proekologiczny filmik, gdzie jasno tak, że bardziej już się nie da wyłożono, iż nie sposób pogodzić interesu narodowego z ''dobrem planety'', przynajmniej w forsowanej obecnie przez główny nurt wyznawców ''globalnego klimakterium'' wersji :




Niestety sekunduje patologii również Kościół, przynajmniej ten otwarty jak odbyt starego pederasty :

''Instrumentum laboris stwierdza, że „las to nie zasoby, które mają być eksploatowane, to istota albo więcej istot, z którymi należy nawiązać więź''. Dalej stwierdza, że „Życie wspólnot amazońskich wciąż niedotkniętych wpływem zachodniej cywilizacji [sic!] odzwierciedla się w wierzeniach i obrzędach dotyczących działań duchów, bóstwa – określanego tak wieloma imionami – z terytorium i na terytorium, z relacją i w relacji do przyrody. Ta kosmiczna wizja zostaje streszczona w „mantrze” Franciszka: „wszystko jest powiązane”

https://www.pch24.pl/synod-w-sluzbie-neo-poganstwa--zaskakujace-tezy-watykanskiego-dokumentu-,69046,i.html

- w tym panteistycznym, neopogańskim szaleństwie jest metoda jak wykazaliśmy na wstępie, także odwołania do indygenistycznych ruchów Indian amazońskich i tego typu ''autochtonicznych'' grup nie powinny dziwić biorąc pod uwagę obecność bliźniaczo podobnych naturalistycznych wątków i postulatów ożywczego nawrotu do ''korzennej'' plemienności u rodzimych europejskich ugrupowań identarystycznych spod znaku ''blud und boden'', nadal żywych o czym możemy przekonać się choćby czytając na stronie naszych ''szturmowców'' rozważania o ojczystej ziemi jako integralnym elemencie narodu czy roli radykalnie nacjonalistycznego ekologizmu, wywiad z jednym z jego przedstawicieli, członkiem neopogańskiej z ducha organizacji Greenline Front Poland, umieszczone tam przypomnienie działacza endeckiego i pioniera ochrony przyrody w Polsce Jana Gwalberta Pawlikowskiego, wreszcie laudację na cześć Knuta Hamsuna, zadeklarowanego nazisty i wybitnego pisarza, laureata literackiej nagrody Nobla za powieść o wymownym tytule ''Błogosławieństwo ziemi'', której przesłaniem jest powrót do prostego życia w ''zgodzie z naturą''. Nade wszystko jednak w pierwszej kolejności wypadałoby zapoznać się z artykułem traktującym o prawdziwych ideowych korzeniach niemieckiego ruchu ''zielonych'', choćby po to by przekonać się, iż jeszcze całkiem niedawno lewica żywiła skrajnie odmienny stosunek do ekologizmu upatrując w nim ''najczarniejszą reakcję'' :

''Rodzący się ruch ekologiczny, utożsamiany jeszcze wówczas z prawicą nie uszedł uwadze skrajnej lewicy: Grupa Międzynarodowych Marksistów (GIM) pisała o trzodzie wyborczej burżuazyjnych obrońców środowiska, Komunistyczna Partia Niemiec – Marksiści-Leniniści (KPD-ML) określała ich jako „pomocniczy oddział reakcji. Wpływowy lewicowy dziennik „Le Monde” jeszcze w 1981 roku pisał: „Ekologia polityczna (...) jest niebezpieczna o tyle, że implikuje ideologię naturalistyczną. (...) Czy temat społeczeństwa zorganizowanego zgodnie z prawami natury nie budzi przerażenia i ponurych skojarzeń? (...) Jak można atakować maniaków ilorazu inteligencji i apologetów dziedziczności, kiedy tak jak oni chyli się głowę przed naturalnym porządkiem rzeczy? (...)”. Prędko jednak zmieniono zdanie. W 1980 roku, podczas zjazdu Zielonych, staraniem lewicowej części działaczy zezwolono na podwójne członkostwo, wskutek czego mogli oni oficjalnie zasilić szeregi Die Grünen (od tego roku oficjalnie partii politycznej). O ile w początkowej fazie istnienia Zielonych, tylko 15% członków deklarowało swoje poglądy jako lewicowe, do 1986 roku wśród przywódców i aktywistów aż 35% należało uprzednio do organizacji, takich jak Komunistyczna Partia Niemiec (KPD), Niemiecka Partia Komunistyczna (DKP) czy Rote Hilfe. Nie dziwi więc utopijny program gospodarczy, czy nacisk na sferę obyczajową. Przedstawicieli „prawego” skrzydła Zielonych usuwano jako „faszystów”, sam Gruhl zaś stracił stanowisko przewodniczącego i wkrótce wraz z nim, partię opuściła 1/3 członków tworząc konserwatywną Partię Ekologiczno-Demokratyczną (Ökologisch-Demokratische Partei, ÖDP).''


- to się nazywa ''mądrość etapu''! Zaiste wiecznie żywa jak widać dialektyka marksizmu-leninizmu to cudowny wynalazek który pozwala jej wyznawcom zależnie od potrzeb gorąco zachwalać to co jeszcze wczoraj równie żarliwie potępiali. W każdym razie jak z powyższego wynika ekonielogizm jest na tyle pojemną formułą, że pomieścić może wszelakie nurty ideowe od prawa do lewa i żaden z nich nie ma prawa rościć sobie nań wyłączność, czy to się podoba lub nie zwłaszcza ''zielonym'' bolszewikom postawę czołobitnego stosunku do natury da się harmonijnie uzgodnić ze skrajnym szowinizmem narodowym a nawet rasizmem. Nie mają oni zresztą prawa tego potępiać skoro sami forują podobne kreatury, tyle że wywodzące sie z pozaeuropejskich ruchów ''tożsamościowych'' takie choćby jak Wangari Maathai, czarna baba która zasłynęła z akcji masowego sadzenia drzew aby zapobiec pustynnieniu Afryki, wszystko pięknie problem w tym, że kandydując w '97 r. na prezydenta Kenii nawoływała niemal wprost do czystki etnicznej na osiadłych tam potomkach migrantów z Indii, była też zwolenniczką barbarzyńskiego rodzimego przecież obyczaju obrzezania kobiet. To samo tyczy niejakiej Rigoberty Menchú czczonej jako rzekoma bohaterka walki o prawa Majów, która nakłamała lewicowej dziennikarce o straszliwych represjach jakich miała doznać ona i cała jej rodzina ze strony miejscowego reżimu, biedzie której doświadczyła w dzieciństwie itd., i mimo iż po latach została zdemaskowana jako ordynarna oszustka - w rzeczywistości była córką ichniego ''kułaka'', właściciela liczącego kilka tysięcy hektarów gospodarstwa zaś pełna patosu walka o ziemię okazała się banalnym sporem majątkowym w rodzinie:) - nie odebrano jej pokojowej nagrody Nobla [ z drugiej strony skoro nie uczyniono tego wobec ''Bolusia'' za jego kapownictwo to trudno się oburzać ] i słusznie zresztą bo profil ideologiczny tego wyróżnienia jest tak wyraźny, że raczej samo jej przyznanie jest haniebnym i osławiającym dla laureata.

Najlepszym dowodem jeden z nich, znany eko-mesjanista i kaznodzieja rychłej inwazji obcych zagłady Ziemi Al Gore, którego nie mogło zabraknąć oczywiście w tej paradzie klimatycznych kłamców, choć poświęcanie mu zbyt wiele uwagi nie ma sensu, bo kariera tego skurwysyna potwierdza smutną prawdę, że nawet totalnie skompromitowana kanalia byle dobrze ustosunkowana jest całkiem odporna na merytoryczną krytykę dzięki posiadanym wpływom i potężnym układom biznesowo-politycznym jakie za nią stoją. Nie zaszkodziły mu nawet tak niewiarygodne brednie kolportowane przezeń jak te o polskich dzieciach zmuszonych rzekomo zjeżdżać na dno kopalni, aby zaczerpnąć świeżego powietrza niedostępnego na powierzchni, gdzie panuje takie zapylenie, że ''almost imagine'' jak ich opiekunowie wypuszczają kanarki zanim zezwolą podopiecznym ponownie wyjść na zewnątrz [ serio, rzeczony fragment można zweryfikować w Google Book ], po tym stracili doń cierpliwość nawet miejscowi ''zieloni'' świecący za niego oczami na łamach ''wybiórczej'' - no i co z tego skoro po dekadzie z okładem znowu jak gdyby nigdy nic straszył na niedawnym eko-szczycie w Katowicach smogiem tym razem, bo to się nosi w tym sezonie, od którego jakoby tysiącami mrą polskie dzieci : on naprawdę ma jakiegoś pierdolca na tym tle i to poważnego, stąd warto by się przyjrzeć czy to aby nie kolejny ''sugar daddy'' od ''pizzy'' jak Podesta czy jego bywszy pryncypał, zdziadziały już teraz oblech Bill Clinton. Wymienianie wszystkich kompromitacji bydlaka wymagałoby sporządzenia osobnego wpisu, ale też z podanych wyżej przyczyn jest to zbędne przytoczę więc tylko jedną bo dyskredytuje przy okazji grupujący ''klimatologów'' a w gruncie rzeczy ideologów udających naukowców oenzetowski Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu, w skrócie angielskiej nazwy IPCC, na którego mocno szemrany ''autorytet'' powołują się często wyznawcy UFO sprawstwa człowieka w globalnym klimakterium, doskonale ta ''wielka afera lodowcowa'' okazuje z jakim zbiorowiskiem szarlatanów mamy tu do czynienia. Otóż Al straszył, tumanił i przerażał jak tylko on to potrafi powołując się właśnie na raport rzeczonej organizacji, że wkrótce czyli do 2035 r. stopnieją całkiem faktycznie niezwykle ważne dla życia na Ziemi lodowce w Himalajach co spowodowałoby potop przy którym biblijny okazałby się igraszką, po czym pozbawiłoby to dostępu do wody prawie połowę ludzkiej populacji, zwłaszcza w najbardziej zaludnionych rejonach Chin i Indii, jakie iście apokaliptyczne konsekwencje niosłoby to także jeśli idzie o globalną politykę nie muszę chyba mówić, w obliczu katastrofy tych rozmiarów inwazja Hunów okazałaby się skromną ruchawką. Problem w tym, że była to oczywista antynaukowa brednia co dość szybko wykazał merytorycznie czołowy indyjski glacjolog, czyli specjalista w dziedzinie lodowców właśnie, dr. Vijay Raina za co został chamsko zrugany i posądzony o ''denializm'' [ odpowiednik najgorszej herezji i bez mała negacjonizmu Holocaustu dla fanatyków eko-gnozy ] przez ówczesnego przewodniczącego IPCC, także Hindusa Rajendrę Pachauriego, kreaturę Rockefellerów i międzynarodowej finansjery trudniącego się ''doradztwem'' największych światowych korporacji jak indyjski koncern Tata - prowadzący w macierzystym kraju rabunkową politykę surowcową, której ofiarą padły setki tysięcy ubogich mieszkańców wiosek wysiedlonych brutalnie pod tereny kopalń będących własnością przemysłowego giganta żelaza i stali - i rządów, oraz zaangażowanego w tak bardzo ''ekologiczne'' biznesy jak wydobycie ropy naftowej w Teksasie przez GloriOil, założoną przez niego samego firmę, i oczywiście handel CO2. Ponieważ jednak na szczęście nie żyjemy jeszcze w świecie rządzonym całkiem przez totalitarną baksterkę i jej neokomunistycznych pomagierów, więc ''naukawa'' IPCC musiała przyznać po niejakim czasie, że sprokurowany przez nią raport zawierał brednie, także jeśli idzie o rzekomą epidemię malarii i inne plagi jakie miały spaść już wkrótce na nieszczęsną ludzkość o ile tylko nie zaprowadzimy ''planetarnego stanu wyjątkowego'' oddając władzę nad nami globalistom. No i co z tego mogę powtórzyć, wprawdzie media ochrzciły aferę ''Glaciergate'' [ heh ] a sam Pauchari zmuszony był podać się do dymisji przed upływem kadencji, ale przecież nadal te skurwysyny bezczelnie kłamią zgrywając naukowców, chucpa ''globalnego kimakterium'' nie tylko nie ustąpiła pod naporem faktów, ale wręcz przeszła w fazę intensywnej zbiorowej psychozy o iście apokaliptycznych rozmiarach co właśnie przeżywamy, zaś skompromitowanemu wydawałoby się chujowi nic się takiego nie stało, trudno się zresztą dziwić, że nie sposób było ruszyć bydlaka z tak budzącym grozę biogramem, więcej jednak o tej kanalii można poczytać w tym miejscu - najbardziej bodaj upiorne, iż wynika z tego, że we wspieranie ''przyjaznego dla środowiska'' biznesu obok znanego i lubianego Monsanto zaangażowani są min. najwięksi światowi truciciele, potentaci wydobycia kopalin jak Amoco czyli stare dobre Standard Oil po liftingu...

To tyle jeśli idzie o rzekomy ''konsensus klimatyczny'' mający panować wśród naukowców, którym terroryzują mentalnie poczciwców obawiających się wyjść na ignorantów ekonielodzy, mógłbym przytoczyć na dowód, że to ordynarne łgarstwo świadectwa wielu przeczących tezie ''antropogenicznej'' genezy zmian klimatu uczonych jak uznany specjalista w dziedzinie geochemii Claude Allegre, socjalista do tego więc żaden tam ''prawicowy oszołom'', czy przypomnieć, iż jeden z czołowych misjonarzy ''globcia'' Stephen Schneider jeszcze w latach 70-ych głosił że planecie grozi ''globalne oziębienie'', wreszcie wskazywać trzeźwo, iż sam udział współczesnych naukowców w jakimś przedsięwzięciu i ich poparcie dla niego nie przesądza sprawy, bo ich poprzednicy jeszcze nie tak dawno szeroko wspierali też rozwiązania eugeniczne mimo iż dziś już wiadomo, że ówczesny stan wiedzy nie uzasadniał tego w żadnym stopniu, a wielu z nich wzięło ochoczo wręcz udział w eksterminacji chorych psychicznie i upośledzonych umysłowo - podczas tzw. ''akcji T-4'' istniała nawet funkcja ''lekarza gazującego'', dosłownie, po niem. ''Vergasungsärzte'' - oraz naukowych jak najbardziej i bynajmniej ''pseudomedycznych'' zbrodniczych eksperymentach przeprowadzanych w niemieckich obozach koncentracyjnych [ z czego nie należy rzecz jasna wyprowadzać wniosku, iż wszyscy ''naukowcy to zło a nauka kłamie'' a jedynie, iż uczony też człowiek tylko niestety, stąd nie brak w tym środowisku jak każdym zideologizowanych ze szczętem kanalii i cynicznych ambicjonerów, którzy dla prestiżu i apanaży gotowi są do najgorszych podłości, choćby sprzeniewierzając się swemu powołaniu naginając dane pod z góry obrane tezy itp. ]. Nadto jednak dobitnie wykazałem, że tu nie o żadną naukę idzie, ani ''nowe technologie'' czy energooszczędność - nie mam nic przeciwko byle z głową - nawet nie o ''globalne ocieplenie'' jako takie, tylko wiarę w sprawstwo weń człowieka czemu służy to całe pieprzenie o ''antropocenie'' i jego ''wymiarze eschatologicznym'' jaki dawać ma ''nadzieję na rozbudowanie nowego typu świadomości, odkrycie znaczenia historii czy sensu istnienia człowieka na Ziemi'' wręcz jak pisze prorokini ''globcia'' prof. Ewa Bińczyk. Dlatego na finał pragnę złożyć stanowcze wyznanie niewiary w absurd jakoby tak ułomna, pełna wewnętrznych sprzeczności i śmiertelna nade wszystko istota jak człowiek dysponowała mocami godnymi samego Demiurga by kształtować procesy bez mała kosmiczne jak klimat i cały świat ziemskiej natury, ani kiedykolwiek była w stanie je osiągnąć, nie deprecjonuje jej to bynajmniej całkiem bo to właśnie z prometejskich napinek i maksymalizmu bierze się pogarda dlań, to miotanie się niczym pijany u płota : albo Bóg albo g... Nie, coś tam możemy przeniknąć naszym ograniczonym umysłem z tajemnic [wszech]świata, ale nie łudźmy się, dane nam będą jedynie blade prześwity, może czasem jakiś rozbłysk w ciemności i tyle, nic ponad to i bardzo dobrze zresztą bo strach pomyśleć co by się stało, gdyby klucz do ''boskiej wiedzy'' dostał się w ręce takich skurwysynów i marnych geszefciarzy jak opisani wyżej, a właśnie jeśli idzie o predyspozycje do znicestwienia siebie jako jednostki i rodzaj dysponujemy wręcz fenomenalnymi umiejętnościami, człowiek jest w stanie zredukować się nawet do poziomu materii nieożywionej jak to okazano, pod tym względem akurat niczego nam nie brakuje a wręcz cierpimy nadmiar. Jestem więc gotowy spłonąć na wirtualnym stosie za herezję ''denializmu antropogenicznego'' posłany tam przez fanatycznych czy zwyczajnie po ludzku interesownych wyznawców neokalwinistycznego fatalizmu, tyle że tym razem samemu w swym opętaniu roszczących sobie władcze prerogatywy Stwórcy i Pana całego kosmosu, i nie wątpię w to akurat, że przyjdzie im w końcu za tę hybris srogo zapłacić, pozostaje więc tylko pomodlić się i w miarę możności aktywnie przeciwdziałać by ruiny budowanej przez nich globalnej wieży Babel nie zwaliły nam się na głowę, tak mi dopomóż.
 

niedziela, 16 czerwca 2019

Gnoza jest dla przegrywów...

...którym ich wyjebane w kosmos ego nie pozwala pogodzić się z nieuniknioną i tak życiową klęską wynikającą z naturalnych, przyrodzonych ograniczeń człowieczej egzystencji niezależnie od indywidualnych uwarunkowań jak posiadane zdolności lub nie, rozmiar konta, cyców czy penisa etc., kondycji śmiertelnika mówiąc wprost robiąc za jej ordynarną w istocie kompensację dającą poczucie bycia ''wybranym'', ''wtajemniczonym'', wyróżnionym przez to z motłochu pogrążonych w ignorancji ''chamów'' i ''profanów''. Pojmuję jak trudno żyć ze świadomością, że większość z naszych zamierzeń i planów i tak nie znajdzie spełnienia choćbyśmy nie wiem jak intensywnie starali się żyć, to zaś co uda nam się osiągnąć i zbudować z czasem nieuchronnie rozpadnie się w proch bo nie masz nic trwałego na tym padole i tylko łaska ograniczonej perspektywy śmiertelnika nie pozwala nam tego dostrzec, choć szybkość zmian obecnego świata sprawia, iż nawet tego nam nie oszczędzono. Niesłychanie bolesnym jest żyć na cmentarzysku własnych pragnień, w żywym grobie jakim jest tak naprawdę każdy dla samego siebie, życie staje się wtedy nieustannym umieraniem, swoją własną niemożnością, przykurczonym trwaniem i wegetacją ku śmierci po której nic nie ma [ bardzo dobrze bo dopiero by było, gdyby coś jeszcze było i ten koszmar miał trwać nadal, w nieskończoność nawet ]. Ciężko więc wznosić zamki z piasku wiedząc doskonale, że takimi właśnie są mając świadomość absurdu budowania a zarazem jego niezbędności, bowiem to co uniemożliwia spełnienie dzieła czyni go jako matka potrzeby koniecznością, mówiąc jaśniej człowiek jako niekompletny ze swej natury czy raczej właśnie jej braku zwyczajnie musi zabiegać o swój byt w najbardziej elementarnym tego słowa znaczeniu [ aby mieć z czego opłacić rachunki i nie zdechnąć z głodu czy skończyć na ulicy ] jak i głębszym stanowiącym źródło wszelkiej twórczości. Nie dziwota stąd, iż ludziska wolą szukać zapomnienia przytłaczającej zaprawdę wiedzy życiowej w oszałamianiu się używkami, seksem, wulgarnymi rozrywkami ale też i wyrafinowaną sztuką, świeckimi ideologiami lub religiami z omawianą tu gnozą na czele. Niemniej to wszystko jako oszustwo nie stanowi żadnego wyjścia z egzystencjalnej matni, lecz zatrzaśnięcie pułapki dosłownie na amen, stąd lepiej jednak wyjść naprzeciw przykrym faktom niezależnie od tego z jakim cierpieniem by się to nie wiązało. Sądzę, że najlepszym rozwiązaniem i skuteczną terapią byłoby tu przestać bać się śmieszności, wszakże na to należałoby ujarzmić miłość własną, a jak niby ma to uczynić człowiek, który nic tak naprawdę poza samym sobą nie posiada, nawet gdy ma pełną świadomość, iż poczucie ''ja'' to iluzja, do bólu realna niczym halucynacja? [ dlatego tak popularna obecnie ''wiara w siebie'' płodząca roszczeniowe kurwy obojga płci biorące swoje parszywe ego za centrum Wszechświata jest stokroć bardziej bezsensowna niż oddawanie czci bałwanom ulepionym z gliny czy wystruganym z drewna ]. W każdym razie nikt kto nie otarł się o otchłanne doświadczenie rozpadu swojej jaźni i pogrzebania w sobie żywcem, jednym słowem własnej niemożebności [ w której też kryje się zgrzebność i kalectwo, fundamentalna dla człowieka jako śmiertelnika niekompletność ] ten jak mniemam nigdy nie będzie zdolny nabrać niezbędnego dystansu do siebie ni odwagi życia w prawdzie przedkładając nad nie oszustwa, niechby tak wyrafinowane jak gnoza i wszelka ''ezoteria'' dla w swoim jedynie mniemaniu ''wybranych''. Przy czym nie przeczę bynajmniej szlachetnej potrzebie dbania o wewnętrzny rozwój, do tego jednak by nie zbłądziła ona na wieczne manowce gnostycznych majaczeń potrzeba sporej dozy pokory, bardzo niemodne obecnie słowo, niekoniecznie zaraz chrześcijańskiej choć i owszem takowa również może nieść zbawienne skutki, której żadną miarą nie należy mylić z sadomasochistycznym egzystencjalnym biczowaniem się we własnym sumieniu i tarzaniem w prochu jak to niestety dziś zwykle się czyni. Raczej mam na myśli pewien zdrowy sceptycyzm wynikający ze wspomnianych wyżej okoliczności, nie łudźmy się też iż dystans do samego siebie i własnych potrzeb o którym tu mowa będzie zwykle możliwy do ustanowienia tylko w świadomości łagodząc jedynie wściekłe ataki poprzedzających ją, bardziej pierwotnych pragnień, ambicji i lęków, przemożnych przez to właśnie że całkiem irracjonalnych, mających swe źródło w niezależnych od naszej woli ograniczeniach kondycji śmiertelnika. Dlatego człowiek ''nigdy'' czyli do końca swego życia nie pogodzi się ze sobą bo aby ułożyć się jakoś z sobą samym i przezwyciężyć egzystencjalne rozbicie musiałby wyzwolić się z popędowego piekła, którego jest niewolnikiem/cą, wygasić wewnętrzne palenisko jakie wprawdzie go tworzy zarazem jednak obracając przy tym w popiół [ popęd do życia przez to właśnie dąży ku śmierci ] a któż jest do tego zdolny? Ponoć jakiemuś mędrcowi w zamierzchłych czasach na drugim krańcu Eurazji udał się takowy wyczyn i do dziś krążą o nim z tego tytułu legendy, ale ile w nich prawdy to chyba tylko sam diabeł wie... W każdym razie ten z obarczonych świadomością nieszczęśników, którym nie jest dana łaska pędzenia żywota przeciętnego ignoranta żywiącego całkiem nieuzasadnione a przy tym niezmącone niczym przeświadczenie o własnej wyższości bufona lub aroganckiej, zidiociałej atencjuszki, musi czy mu się to podoba czy też nie trwać w poczuciu bolesnej niekompletności i żałosności własnej jak i życia każdej jednostki bez wyjątku, o ile nie chce otumaniać się daremnym i tak pozorem ucieczki z egzystencjalnego potrzasku jaki stanowi każdy sam dla siebie, niechby i wyrafinowanej wydawałoby się na pierwszy rzut oka jak gnoza [ rzecz jasna śmierć zadana sobie nie stanowi tu żadnego wyjścia a domknięcie samemu pułapki w jakiej się tkwi, aczkolwiek popęd jaki za tym stoi - co do istoty dokładnie ten sam, który pcha człowieka ku życiu o jedynie odwrotnym [?] wektorze - jako całkowicie irracjonalny i przez to przemożny nie poddaje się stąd jakiejkolwiek racjonalizacji, bo jak niby zrozumieć, że ludzie tak naprawdę zabijają się z lęku przed śmiercią i potwornym cierpieniem jakie ona niesie? patrz tzw. ''eutanazja'' ]. Jak by to okrutnie nie zabrzmiało fakt, iż z punktu widzenia człowieka jego życie nie zawiera tak naprawdę żadnego dostrzegalnego sensu - cóż po wszystkich szczęśliwych chwilach skoro bezpowrotnie przepadają wiążąc się nieodmiennie z bólem, bo nawet najbardziej apetyczny owoc drąży robak a satysfakcja w ostateczności niesie gorzki posmak - nie stanowi dlań żadnego oskarżenia, ludzie jako uwikłani we własną historię nie mają prawa rościć sobie pretensji do roli sędziego wydającego podobne surowe wyroki, przygodność i skończoność jest naszym przeznaczeniem i to właśnie ich przyczyna jaką są ''nasze'' pragnienia, ambicje i popędy nie pozwalają nam z tym się pogodzić, przejrzenie tej komedii jest już połową sukcesu. W kontrze wyjściem nie są też histerie nietzscheanizmu, które doprowadziły pana filozofa do rozstroju nerwowego i totalnej prostracji z regularnym mazaniem się własnym kałem włącznie, ''amor fati'' czyli mówienie wszystkiemu ''tak'' i to nade wszystko nawet temu co problematyczne i bolesne jako będącemu bardziej niż wszelka przyjemność i radość [ z fizjologicznego punktu widzenia różnica między rozkoszą a bólem polega jedynie na intensywności impulsów nerwowych - kiedy są słabsze odczuwamy pierwsze przy silniejszych zaś drugie, dlatego intensywny orgazm bywa bolesny zaś bodźce niosące zwykle cierpienie odpowiednio osłabione mogą być źródłem przyjemnych doznań co stanowi przyczynę sadomasochizmu, jak widać nie jest to bynajmniej przesłanka do jakowegoś ''cierpiętnictwa'' ] jest nie tylko niemożliwe, bo każdy z nas posiada pewien próg wytrzymałości po przekroczeniu którego zamienia się w obesrany, drżący z przerażenia łach mięsa, ale i wręcz nie powinno się zgadzać na pewne rzeczy, bowiem parafrazując napuszoną retorykę Nietzschego jego ''dziecko radośnie igrając'' zmierza wprost na Kołymę czy do Auschwitz, tym właśnie skończyłaby się afirmacja dosłownie ''wszystkiego'' w poszukiwaniu urojonego spełnienia, choćby nawet tak paradoksalnego jak podniesiona do rangi jakowegoś absolutu przygodność kondycji śmiertelnika. Jedynym rozwiązaniem stąd jawi się więc rezygnacja lub przynajmniej okiełznanie jak się tylko da dążenia do osiągnięcia pełni, obojętnie już na tym świecie czy jakimś inszym, gdyż jakkolwiek pojmowana całość nie jest i nie może nam być dana - ale kto tak naprawdę jest gotowy na przyjęcie tego do wiadomości? [ dlatego potrzebujemy ubrać naszą przyrodzoną nędzę w wypasiony garnitur lub masoński fartuszek, ewentualnie przystroić go łechcącym wciąż jeszcze ego tytułem naukowym, ''sukcesem'' artystycznym ew. rangą prezesa korporacji czy też państwowej instytucji etc. ]. W każdym razie ten komu upierdzieliło się we łbie, że posiada boskie lub nadludzkie co najmniej moce poznawcze i kreacyjne pozwalające mu np. wybierać sobie dowolnie własną płeć i czuć się lepszym z racji żywionych przez się nietypowych skłonności seksualnych od ''motłochu'' zwyczajnych ''profanów'', jest stracony i nie ma co go żałować, bowiem tkwi w piekle na własne życzenie. Wprawdzie nie jesteśmy władni odmienić naszego losu, możemy jednak przynajmniej podjąć wyzwanie jakiegoś odnalezienia się w ramach narzucanych przezeń ograniczeń zamiast trawić czas na beznadziejne próby pokonania ich co może owocować jedynie rozbitym łbem. Należy stąd mieć odwagę stawiania kłopotliwych kwestii i nie bać się banału takiego choćby jak niniejsze rozważania. A przede wszystkim nie chciałbym, aby powyższe stanowiło przesłankę do egzystencjalnych fumów i czarnej rozpaczy, wręcz przeciwnie - pobudkę dla dbania o jakże kruche człowiecze istnienie by zapobiec choćby takowym przejmującym tragediom jak ta, która świeżo rozegrała się niemal w moim sąsiedztwie :

http://kielce.naszemiasto.pl/artykul/tajemnicza-smierc-w-bloku-w-kielcach-znaleziono-cialo,5169343,artgal,t,id,tm.html
 

czwartek, 30 maja 2019

Uwiąd Miasta Kielce.

 - tak powinien obecnie przemianować się lokalny Urząd Miasta, bowiem Kielce na powrót stały się  ''miastem urzędników i emerytów.''

Kontynuujemy wątki lokalne, aczkolwiek dziś w zdecydowanie mniej ezoterycznym, bardziej przyziemnym wymiarze, bowiem jawne widmo bankructwa miasta a poniekąd i zapaści całego regionu, oraz brak właściwie perspektyw na istotną zmianę tego stanu rzeczy [ już nawet w miejscowych gadzinówkach nie kryją, że ''raczej nie będzie lepiej i musimy się z tym oswoić'' ] zmuszają wręcz do poczynienia paru niewesołych refleksji z których upublicznieniem noszę się od pewnego czasu. Mniemam, że wyda się to interesującym nawet dla nieorientujących się w miejscowych układankach personalnych i politycznych, gdyż kielecka sitwa powiela systemowe patologie obecnego ''samorządu'', czy raczej sobie-państwa, w całej Polsce nadając im jedynie lokalny koloryt, bo taki już urok prowincji, że można dzięki małomiasteczkowej perspektywie obaczyć z bliska i przeto wyraźnie sprawy jakie w dużych ośrodkach trudniej dostrzec paradoksalnie z racji odpowiednio ich większej skali. Przy okazji wykażemy też dobitnie jak krzywdzące i nie mające oparcia w faktach są formułowane przez nieświadomych miejscowej specyfiki opinie zrównujące nas z Gdańskiem czy Warszawą tylko dlatego, że wygrał tu również kandydat wywodzący się z PO - w wygadywaniu podobnych idiotyzmów celował zwłaszcza coryllus - bowiem w przeciwieństwie do wyżej pomienionych miast w Kielcach to PiS sam jest częścią problemu, a nie jego rozwiązaniem. Nie tak dawno miałem okazję przekonać się o tym obserwując pokaz buty i chamstwa w wykonaniu radnych tej formacji podczas sesji na której miano debatować o sytuacji kryzysowej miasta - zamiast uczciwie skonfrontować się z faktami od początku obrali kurs na rżnięcie głupa, że wszystko jest w jak najlepszym porządku, a winę za narastające lawinowo od ponad dekady wskutek naszego unijnego członkostwa zadłużenie, za które bezpośrednio odpowiada głównie były na szczęście ''prawicowopodobny'' prezydent miasta, przypisując bezczelnie nowym władzom, które nie miały nawet czasu dobrze rozgościć się w magistracie, a cóż dopiero narobić długów, i to w takim wymiarze, że stawia on właściwie pod znakiem zapytania dalsze funkcjonowanie Kielc [ w ogóle od wstąpienia do UE dług polskich samorządów wzrósł o prawie 400% !!! - bo Unia nie jest dobrą ciocią rozdającą za darmo siostrzeńcom cukierki jak większość pro-brukselskich idiotów mniema, lecz co najwyżej może zwrócić część poniesionych nakładów na inwestycje, a ponieważ samorządy ich nie posiadają stąd pożyczają je zadłużając się niemiłosiernie w bankach o przeważnie obcym kapitale, owszem, jakby to absurdalnie nie zabrzmiało mowa tu o pożyczonym ''wkładzie własnym'', takim finansowym dildo ]. Insza inszość, że nowy prezydent i jego ekipa łachy nie czynią bowiem nie mają wyboru, gdyż zostali zmuszeni do postawienia wreszcie sprawy jasno przez ekspozyturę londyńskiego City i Wall Street jaką de facto jest agencja ratingowa Fitch [ boć przecież nie przypadkiem w Londynie i Nowym Jorku jego biura posiadają siedziby ], która negatywnie opiniując możliwość dalszej spłaty przez miasto zobowiązań wydała na nie wyrok oznajmiwszy przez to, że kasy nie ma i nie będzie korkując tym samym dotychczasowy patologiczny mechanizm finansowania kolejnymi pożyczkami wcześniej narosłych długów. Obecnie więc kondycja budżetu Kielc prezentuje się tak żałośnie, że braknie nawet na spłatę rat a co dopiero myśleć o całości zadłużenia, i nie sposób bez drastycznej podwyżki lokalnych opłat wycisnąć potrzebne na to środki, inaczej trzeba pożyczać jak wcześniej kolejne pieniądze aby finansować nimi już zaciągnięte zobowiązania, a więc klasyczne ''rolowanie długów'', problem zaś polega właśnie na tym, że źródełko ''dochodu'' wyschło i banki oglądające się na swe centra finansowe w ww. ośrodkach tak potrzebnej kasy by można kontynuować tę beznadziejną ''ucieczkę do przodu'' raczej nie dadzą, przynajmniej nie na taką skalę jak dotąd. Skądinąd oto znakomita ilustracja ''globalizmu oddolnego'' w praktyce : przyjeżdżają na zadupie delegaci gremiów kontrolujących planetarny obieg pieniędzy i ustawiają do pionu lokalnych włodarzy tak że ci tylko sikają po kostkach i nie potrzeba do tego czołgów ni bicia po mordzie, wystarczy widmo bankructwa i krachu politycznego jaki za tym idzie - rzecz jasna śmiesznym byłoby twierdzić, iż londyńskie City rządzi wprost jakimiś Kielcami, ale pośrednio owszem dyktuje mu warunki jak widać za pomocą krajowych i zachodnioeuropejskich banków u których stolica Świętokrzyskiego jest zadłużona po uszy. W świetle tego tzw. ''samorząd'' jawi się jako instytucja jeszcze bardziej ''teoretyczna'' i w swym widmowym bycie zbędna niż państwo, którego formalnie stanowi część, a już na pewno w najmniejszym stopniu o ile w ogóle zależy od lokalnych wyborców jacy i tak zbyt wiele nie kumają a dają się robić w ch..., że aż niemiło : prawdziwe tłumy jak na to miasto ściągają jakieś poronione ''czarne protesty'' tyczące tak niesłychanie żywotnych dla Kielc kwestii jak te oto, iż ponoć ''Kacyński babom skrobać sie nie pozwolo!'', omal rewolucja nie wybuchła przez umieszczone na rynku ''homofobiczne'' banery i mało brakowało magistrat by za to spaliła horda rozjuszonych lewaków i starych ciot, gówniarze nie lepsi potrafią ruszyć dupę jedynie na kretyńskie ''leżaczkowe'' demonstracje bo pyffka nie można napić się na trawce itd., ale nie widziałem by ktoś tłumnie wyrażał sprzeciw, gdy rok w rok prezydęt rekomendował a niemal wszyscy miejscy rajcy wszelkich opcji z opozycyjnymi włącznie przyklepywali kolejne pożyczki po 100 mln, z czego połowa szła na spłatę wcześniej zaciągniętych zobowiązań czyli klasyczne ''rolowanie długów'', reszta zaś wspomniany ''wkład własny'' na kredyt. Dlatego nie wierzę w żadną ''demokrację oddolną'' itp. bzdety, a jedynej szansy na zmniejszenie dolegliwości skutków nieuniknionej i tak katastrofalnej zapaści miasta i jego finansów upatruję w ogłoszeniu bankructwa i zarządzie komisarycznym po to by wreszcie przeciąć ten wrzód i skończyła się żałosna ''samorządowa'' maskarada tworząca jedynie kolejne instytucjonalne nowotwory w miarę jak traci całkiem rację bytu - mamy już młodzieżową radę miasta, seniorów, wkrótce także ustanowiona zostanie osobna dla kobiet, czekać więc tylko chłopów oraz delegatów robotniczych i żołnierskich bo naprawdę do złudzenia wręcz zaczyna to przypominać kompletnie fasadową radziecką strukturę ''rządów ludu'', wprost przeraziłem się gdym obaczył ilu tutaj jest pracowników ''organizacji pozarządowych'' jacy szczelnie wypełnili salę obrad lokalnego sowietu, stworzono alternatywny obieg ekonomiczny pasożytujących na grantozie politycznych meneli co jest miarą upadku Kielc [ żule sępiące na rynku ''złotóweczkę'' nie są nawet w setnej części takimi szkodnikami społecznymi jak oni ]. Sami rajcy zaś wszelkich opcji stanowią istną małpiarnię zdatną jedynie do kręcenia ''shitstormów'' i wykłócania się o pierdoły co zaraz wykażemy, tak że jedyna skuteczna recepta na ten syf to zbawienna zaiste formuła : ''ein Stadt, ein Heimat, ein Kommissar!''.

W każdym razie po tym co obaczyłem na wspomnianej sesji rady miasta prędzej zmienię płeć niż ponownie przyczynię się w jakikolwiek sposób do wyboru doń takich przedstawicieli PiS jak skończony kobioł Wiesiek Koza, przygłup Karyś czy chamowaty ubek Kisiel - ten ostatni tak maglował nieszczęsną skarbniczkę miejską, że tylko brakowało by jej przy tym świecił lampą w oczy [ ale czego spodziewać się po absolwencie ''europeistyki'' i to z UJK o którym to krąży dowcip nawet wśród jego studentów, że prędzej można wylecieć z tramwaju w Kielcach niż z tejże uczelni - a jakiż to tramwaj jest w Kielcach, zapytacie ? ano właśnie ]. Wprawdzie nie zhańbiłem się na szczęście oddaniem głosu bezpośrednio na żadnego z nich, ale wiadomo, iż w ostatecznym wyniku liczy się poparcie całej listy, tak więc ''never again''! W niczym nie usprawiedliwia PiSowców, że nowe władze miasta z Wentą na czele dały im się orżnąć niczym leszcze i zrobić z siebie głupa wykazując przy tym żenujący brak kompetencji i odrobiny choć należytego przygotowania by konsekwentnie wykazać dlaczego i w jakim stopniu jest aż tak chujowo [ a jest ], miary obrzydzenia dopełnia iż sekundował im ochoczo w tym linczu przewodniczący rady, małomiasteczkowy cwaniak Suchański junior ksywa ''bezpartyjny'', gdyż tak przedstawia się na plakatach wyborczych, bowiem sam jest synem partyjnego jak najbardziej prezydenta Kielc w latach 90-ych jeszcze z ramienia SLD. O tyle pojmuję podłe działanie lokalnego PiSu jako że muszą brnąć w zaparte skoro firmowali w poprzedniej kadencji rządy prezydenta Lubawskiego, które doprowadziły do zapaści miasta, tym bardziej, iż jest on przydupasem Gówina a tenże z kolei cieszy się poparciem samego Imperatora w osobie Mośbacherowej, cóż poradzić ''siła wyższa'' jak to mówią - czyż może jednak dziwić, że nie pozostało nic innego w takim razie jak oddać świadomie głos na ''ruską agenturę''? Przykro mi, ale nie tak umawialiśmy się panie prezesie, powtórzę : nie głosowałem na ponowne rządy PO i Unii Wolności tylko w innym nieco wydaniu, z ''patriotycznym'' sztafażem, rozumiem, że trzeba płacić frycowe ''niewidzialnym zarządcom'' za dostęp nie tyle nawet do rządów co administrowania krajem, ale tym razem przekroczono już granice politycznego cynizmu nawet jak na moje bardzo zaniżone wymagania w tej materii, i nie dam się w tym zakrzyczeć bełkotem o ''pożytecznych idiotach Putina'' odpowiednim jedynie dla skończonych prymitywów, wąsatych Januszy albo cwanych gówniarzy z jakich przeważnie składa się lokalny aktyw PiS z tego co obserwuję. Naczelnym z nich jest oczywiście Tarczyński, którego związek z Migoniową protegowaną magistra Stępnia, tego samego od Trybunału i obrony Konstytuty, stanowi idealny wręcz przykład zblatowania lokalnych sitw ponad partyjno-politycznymi podziałami zdatnymi jedynie dla duraczenia mas wyborczych. Dobrą ilustracją z jakim oszustem mamy do czynienia stanowi sprawa jego dziadka, nagadał o nim pełną copkę bzdur jaki to zeń był ''niezłomny'', na co KODziarska szuria odpowiedziała pomawianiem go o bandytyzm i szmalcownictwo, a po zbadaniu teczki operacyjnej, którą założyła mu SB prawda okazała się leżeć pośrodku niczym dziura w d... - zarzuty nie znalazły potwierdzenia, już donosy o NSZ rzekomo współpracującym z Niemcami cuchnęły czerwoną propagandą, owszem jak w każdej konspiracji trafiali się konfidenci podobnie jak w AK czy Batalionach Chłopskich, ale nikt nie kablował na Gestapo tak gorliwie jak komuniści, więc ich pomiot z oko.press nie ma prawa czynić nikomu z tego tytułu wyrzutów, tym bardziej, gdy jak w tym przypadku nie odpowiada to faktom. Niemniej esbecy dość szybko zadecydowali o zamknięciu sprawy uznając przodka pana Dominika za ''typowego dorobkiewicza pochłoniętego bez reszty sprawami materialnymi'', a co najważniejsze ''lojalnego obywatela PRL'' u którego nie stwierdzono by po wojnie w jakikolwiek sposób kwestionował komunistyczne porządki - a więc ani bohater, ani też szmalcownik, nawet nie zwykły w miarę przyzwoity człowiek, tylko przeciętna menda bez charakteru i kręgosłupa, zupełnie jak jego wnuk : pazerny cham i cwaniaczek w typie ''bolka'', którego jedyne co naprawdę interesuje byle jego było na wierzchu i można nachapać się ile tylko da, mniejsza z tym czy w entourage'u ''bogoojczyźnianym'' czy też ''tęczowym'', akurat teraz padło na pierwsze, ale gwarantuję, że jak tylko Tarczyński zwęszy interes w głoszeniu czegoś przeciwnego w te pędy pogna na ''paradę równości'', już teraz pierdoli, że ''jako dziecko był wyzywany od ''przyjaciół Żydów'' i gnębiony'' z tego tytułu, czekać więc tylko jak zacznie pajacować w mycce, a może nawet sam ogłosi, że jest Żydem, ale musiał ukrywać swoją tożsamość ze względu na ''antysemicki motłoch'' wśród którego przyszło mu żyć i bohatersko infiltrował prawicę jako agent Mosadu, bydlak jest do tego zdolny.

To właśnie tacy jak on ponoszą odpowiedzialność za to, że oddałbym głos na Berkowicza choćby ten założył Krupce nawet worek foliowy na głowę, podobnie jak to miało miejsce z uwaleniem wpieranego przez nich kandydata na prezydenta miasta - od dawna zapowiadałem głosząc to otwarcie, że lokalny PiS przerżnie tym słusznie na własne życzenie i tak właśnie się stało w czym niemały, kluczowy wręcz śmiem twierdzić udział miał paradoksalnie jego własny elektorat. Wystarczy dobrze policzyć : skoro partia rządząca odbiła wreszcie z rąk PSL-owskiej mafii politycznej świętokrzyski sejmik, wygrała zdecydowanie w powiatach i znacząco powiększyła stan posiadania w radzie miasta stając się w nim największym choć nie większościowym ugrupowaniem, a zarazem totalny łomot zebrał wspierany przez nią dotychczasowy ''prawicowopodobny'' prezydent i jego sitwa w której roiło się od komuchów, to coś tu nie pasuje do lansowanej przez pro- jak i anty-rządowe merdia czarno-białej, uproszczonej wizji rzeczywistości. Znam sporo ludzi, którzy w I-ej turze poparli PiS szczególnie jeśli idzie o kluczowy tak naprawdę sejmik [ bo tam jest dzielona największa kasa, dlatego dotąd stanowił bastion formacji spożywców publicznych pieniędzy z peezelu ] a II-gą programowo olali jak niżej podpisany nie chcąc być zmuszonym do ''wyboru'' między rakiem mózgu a odbytu, albo wręcz głosowali przeciwko wspieranemu przez rządzącą krajem koalicję aroganckiemu nieudacznikowi i aferzyście. Ludzie byli tu już tak wkur... na bezczelną chucpę i marazm rządów Lubawskiego i jego poronione ''kosmodromy obickie'', że gotowi byli oddać głos nawet na wystruganego całkiem Wentę, który robi jedynie za słupa dla lokalnej grupy ludzi interesu, bezwzględnych przedsiębiorców umoczonych w szemrane biznesy i wałki finansowe jakie jeszcze nie tak dawno kręcili z obalonym przez nich de facto prezydentem - cóż, kołderka robi się coraz krótsza a wraz z kurczeniem się puli do podziału na miejscu przybywa też ''przebudzonych''. Insza inszość, że ci z wyborców jacy się na tak radykalny krok zdecydowali tym samym niechcący zupełnie ufundowali Lubawskiemu wywczasy w buskim sanatorium jak się okazało, gdzie trafił na prezesa dzięki rekomendacji sk-na Gówina podkreślmy jeszcze raz, bo nawet lokalny PiS z p-osłem Lipcem na czele nie chciał tego przegrywa, który solidnie zapracował sobie na ksywę ''Likwidator'' [ stąd krążą plotki, że kupcy na tamtejsze ośrodki wczasowe i zdrowotne źródła już dogadani, bo znając metody zarządzania byłego prezydenta Kielc i jego ekipy, która się wraz z nim tam przeniosła czekać tylko kiedy Busko zostanie przekształcone w masę upadłościową do sprzedania po taniości, dlatego przeciwko przyniesionemu w walizce preziowi protestowała nawet miejscowa ''Solidarność'' - oni niby też ''komuchy'' i ''ruskie szpiony''?! ]. Wąsacz powinien spijać teraz kwaśne piwo jakiego nawarzył tłumacząc się gęsto z katastrofalnej kondycji miasta za którą ponosi głównie choć nie jako jedyny odpowiedzialność, a nie śmiać się wszystkim w nos rżnąc bezczelnie głupa jak tylko on potrafi, że wszystko jest cacy - nigdy nie zapomnę, gdy Lubawski komunikując radnym podczas sesji fiasko poronionego od zarania przedsięwzięcia z ''senegalskim inwestorem'' dla miejscowego klubu piłkarskiego ''Korona'' [ nie mam pojęcia skąd on wytrzasnął tego czarnego filuta, ale odstawił tym chucpę głośną na cały kraj ] oświadczył z kamienną twarzą, iż to wszystko jakoby przez ''rasistowskie komentarze na forach'', Murzyni normalnie wzięli i się obrazili, niemal jak żywy stanął mi wtedy przed oczami obraz Bieruta, który zaprzysięgany na prezydenta także bez zmrużenia palnął : ''tak mi dopomóż Bóg !'', przyznam Wojtek zaimponował mi wówczas umiejętnością do tego stopnia ordynarnego łgania innym w żywe oczy, na jego miejscu chyba bym się ze wstydu spalił. Dlatego tak beznadziejną taktykę obrał aktyw miejscowego ''Razem'' próbując z tej okazji zastosować wobec niego ''szejming'', bo niby jak oni sobie to wyobrażali, że wprawią w konfuzję kogoś tak pozbawionego kompletnie poczucia żenady i walącego ściemę prosto w twarz ? [ ale czego spodziewać się po politycznych durniach co dali wciągnąć się w opisane wyżej ciotowskie histerie na rynku miasta, a później chcieli zafundować kotkom domki na zimę wykonane z kartonu... jedynie typowa tępa lewacka dzida może nie zdawać sobie sprawy, iż jeden opad śniegu a tym bardziej pluchy, która niestety zwykle go obecnie u nas zastępuje, zamieniłby takowe w rozmiękłą breję ].

Należy więc poświęcić nieco uwagi byłemu włodarzowi miasta by uświadomić niezorientowanym w kieleckiej specyfice jakim absurdem jest nazywanie go ''prawicowym'' i jak bardzo spierdolił sprawę popierając go PiS nie tylko lokalny niestety ale i w osobie samego prezesa i byłej premier Szydło, w tym celu zaś trzeba koniecznie przyjrzeć się skąd w ogóle wyrastają mu nogi. Otóż jak powiadają dobrze wyznające się w lokalnych układach persony Lubawskiemu prezydenturę Kielc i poparcie kolejnych ekip rządzących z obecną włącznie miały załatwić byłe struktury partyjne Chemadinu, gdzie zaczynał karierę dochodząc w końcu do stanowiska prezesa tej firmy o resortowej specyfice jak zresztą wszystkie znaczące w PRL, dość powiedzieć, że realizowało ono lukratywne na owe czasy kontrakty w Libii za Kadafiego, cóż ''byle komu'' wykonawstwa przedsięwzięć o tak strategicznym znaczeniu wtedy nie powierzano. Intrygująco w kontekście ZOMO-wskiej przeszłości Wenty wyciągniętej mu przez chamusia Tarczyńskiego jawi się fakt zarejestrowania w końcówce PRL pana Wojciecha jako kandydata na TW, rzecz wypłynęła już prawie dekadę temu i Lubawski tłumaczył się, że proponowano mu współpracę w zamian za niezwykle korzystny na ówczesne warunki kontrakt na budowę hotelu na Teneryfie, ale on bohatersko się oparł. Nie ma powodów by mu nie wierzyć skoro ''utylizowano'' materiały z esbeckiej teczki dotyczące sprawy w ''epoce przełomu'', szkoda jedynie, że nie wspomniał, iż w rok po tym nieudanym werbunku miejscowe SB dopuściło go do jakowychś tajemnic państwowych, trochę to więc dziwne, że taki niezłomny i jak przeczytałem w jednym z jego biogramów do tego były członek zakładowej ''Solidarności'' mimo to bez większych przeszkód piął się po szczeblach firmowej hierarchii i cieszył zaufaniem komunistycznych władz a szczególnie jego tajnych służb - niczego obleśnego nie sugeruję, jedynie z pewną taką nieśmiałością pozwalam sobie wyrażać istotne jak sądzę wątpliwości, oby kompletnie nieuzasadnione. Ponieważ zawierający wyżej przytoczone informacje biogram Lubawskiego ''wyparował'' z ogólnodostępnego katalogu lustracyjnego IPN, zapewne dlatego, że przestał on pełnić funkcje publiczne, pozwolę sobie przywołać go tu na prawach cytatu dla potomności korzystając z tego oto szczęśliwego zbiegu okoliczności, iż ktoś na forach lokalnej gadzinówki przekopiował go w porę :

''Imiona : Wojciech Jerzy Nazwisko : Lubawski ur. 22 04 1954 r. Kielce. 
W dniu 13.11.1987 zarejestrowany pod nr. KI-28233 przez Wydz. II WUSW w Kielcach jako kandydat na tajnego współpracownika. Materiały zostały zniszczone 18.01.1990 za protokołem brakowania nr. 495/90. Karta EO-4/77 i karta E-16 z kartoteki ogólnoinformacyjnej Wydz. "C" KWMO/WUSW w Kielcach i Radomiu; dziennik rejestracyjny WUSW w Kielcach, poz. 28233; karta EO-4-A/77 i karta EO-4/77 z kartoteki ogólnoinformacyjnej Biura "C" MSW.     
Dopuszczony do dostępu do wiadomości stanowiących tajemnicę państwową przez Wydz. "C" WUSW w Kielcach w 1988 (materiały segregator nr. 212/266). Karta Mkr-2 z kartoteki osób dopuszczonych do MOB KWMO/WUSW w Kielcach; akta o sygn. IPN Ki 020/201 (SEG. 212/MOB); karty Mkr-2 i EO-4-A/77 z kartoteki ogólnoinformacyjnej Biura "C" MSW. Akta paszportowe. Akta o sygn. IPN Ki 23/90445 (EAKI 90445); IPN Ki 55/19244 (EAKI 90445) i IPN Ki 55/19245 (EAKI 90445).''

To nie jedyne meandry biografii byłego hiperprawicowego prezydenta Kielc : intrygująco brzmi również informacja podana przez Lubawskiego, iż jego pradziadek Józef Brudek podobnie jak i dziadek Adam byli zamożnymi kieleckimi mieszczanami, ten ostatni wedle jego słów pozostawił w spadku czwórce swoich potomków kilka domów na Nowym Świecie - nie powiem zdziwiłem się nieco gdym to przeczytał, bowiem akurat tak się składa na ulicy tej i w jej okolicach koncentrowało się osadnictwo żydowskie przed wojną, stąd nie przypadkiem znalazła się ona później w obrębie ustanowionego przez Niemców getta [ dotyczy to również ul. Leśnej, gdzie przodkowie pana Wojciecha także posiadali dom w którym w czasie wojny mieli ukrywać się Żydzi, i jak sam powiada podczas rozbiórki za PRL odkryto schowane tam przez nich w kominie zbutwiałe już sobolowe futra ]. Jak możemy przeczytać w naukowym opracowaniu dotyczącym historii lokalnej :

''Pod koniec wieku XIX Herszel Zitenberg, który nabył dawne grunty Walentego Wesołowskiego ciągnące się od ul. Starowarszawskie Przedmieście do Szydłówka, zaczął je parcelować na place budowlane. W 1899 r. podzielono je na pojedyncze rzędy działek pomiędzy ul. Nowy Świat a równoległymi do niej ulicami Dąbrowską i Szydłowską. W 1916 r. część tej nieruchomości nabył rabin Dawid Goldman z córką i zięciem Gotszalkami. Rodzina Goldmanów mieszkała przy ul. Nowy Świat. Pojedynczy rząd parceli po stronie zachodniej ul. Nowy Świat został wydzielony około 1910 r. z dwóch długich pól ciągnących się aż do Szydłówka, z których wschodnie należało do Marianny i Józefa Brudków, a zachodnie do Berka Grinszpana.'' [ str. 21-22 ]

''Z planów zachowanych z lat dwudziestych XX w. wynika, że przy wschodnim odcinku ul. Starowarszawskie Przedmieście, za synagogą i murowaną łaźnią, stał parterowy murowany dom Wygnańskiego, dalej dwa domki drewniane Rowickiego i Lewesteina i dopiero za wylotem ul. Cichej pierwsza piętrowa kamienica Goldfarba. Naprzeciwko synagogi były murowane parterowe domy Stolarskiego i Passermana. Za wylotem ul. Targowej, przy zakręcie, stał drewniany dom Wróblewskiego, a dalej Abrama Amberga. Bardziej okazałe domy, murowane i piętrowe przy zachodnim odcinku ulicy należały do Złoto i Urbacha, Berka Laksa, Mendla Goldberga, małżonków Friedów, Moszka Gołembiowskiego, Chany Rozenstein, Mordki Zylberberga, Gustawa Schöna i ostatni na rogu ul. Piotrkowskiej do Szlejzingera i Cukiera. Po drugiej stronie znajdowały się wąskie, gęsto zabudowane posesje Lejbusa Gutmana, Hila Sokołowskiego, Stajberga, Gorlickich, Brudków, Wassera, za którymi na tyłach stały budynki nadleśnictwa.'' [ str. 28 ]
  
http://bazhum.muzhp.pl/media//files/Studia_Muzealno_Historyczne/Studia_Muzealno_Historyczne-r2009-t1/Studia_Muzealno_Historyczne-r2009-t1-s21-53/Studia_Muzealno_Historyczne-r2009-t1-s21-53.pdf 

Nie widzi mi się więc jakoś by tuż pod nosem rabina i jego rodziny, i to w sąsiedztwie tak gęsto obsadzonym innymi Żydami mogły po drugiej stronie ulicy rozpanoszyć się jakieś goje, a to iż na okazałym grobie pradziadków Lubawskiego na zabytkowym starym cmentarzu w Kielcach umieszczono płaskorzeźbę Chrystusa Zmartwychwstałego nie przesądza jeszcze sprawy, gdyż stylowa figura NMP wieńczy rodzinną mogiłę Władysława Kosterskiego-Spalskiego i jego ojca Zygmunta mimo żydowskich korzeni tego zasłużonego polskiego działacza niepodległościowego i legionisty Piłsudskiego, o czym jego oficjalne biogramy milczą zupełnie nie wiedzieć czemu, tak jakby było się czego wstydzić. Moim zamiarem bynajmniej nie jest wystawianie panu Wojciechowi jakowychś ''aryjskich papierów'' podobnie jak i ''certyfikatu koszerności'', przecież takie nie inne pochodzenie nie stanowiło przeszkody dla zamożnego lokalnego kupca i prawnika Natana Hassenbeina w starcie w wyborach do Dumy w 1907 r. z list Narodowej Demokracji, zresztą kielecki Ruch Narodowy do dziś zachowuje wierność tradycji żydoendecji. Interesuje mnie jedynie, czy Lubawski jako prezydent jeszcze wtedy, gdy podczas otwarcia kolejnego z idiotycznych całkiem pomników z jakich nasze miasto niestety słynie, konkretnie poświęconego ofiarom 11 września, palnął : ''- My, kielczanie, doświadczyliśmy tragedii pogromu, mamy prawo i obowiązek krzyczeć, kiedy zabija się niewinnych ludzi!'' - popełnił zwykły lapsus językowy, czy też była to głębsza, iście ''freudowska'' pomyłka, mówiąc wprost czy aby nie wygadał się z czymś przy okazji... Tłumaczyłoby to również dlaczego ''prawicowy'' włodarz miasta podtrzymywał gorliwie przez cały swój zbyt długi okres rządów fikcję określania mianem ''pogromu'' sprokurowanej przez Sowietów zbrodni komunistycznej, podobnie jak i ten oto znamienny fakt, że mimo wielokrotnych doń monitów o usunięcie spośród honorowych obywateli Kielc czerwonoarmistów-''wyzwolicieli'' było to możliwe dopiero po jego ustąpieniu.

W każdym razie ściemę, że prezydenturę Lubawskiego dogadano na kanapie u bp. Ryczana a sam Wojciech był zięciem, szwagrem czy inszym pociotkiem tegoż duchownego sprokurowano jedynie na użytek miejscowych antykatolickich tumanów od których aż roi się w tym naszym rzekomym ''klerykowie'' jak bezmyślnie klepie się po socjalmasonie Żeromskim, tymczasem Kielce jak za komuny resortem stały tak stoją zasługując raczej na miano Ubekowa. Owszem lokalny Kościół splamił się ślepym poparciem dla Lubawskiego, wspomniany Ryczan ryczał podczas uroczystej mszy w kieleckiej katedrze parę lat temu na ówczesnego kontrkandydata Wojtka z PiS rodem jak on w ogóle śmie stanowić dlań jakąś konkurencję przez co rzekomo hańbi pamięć Gosiewskiego itp. bzdety [ wcale mnie to nie dziwi zresztą bo miałem kiedyś okazję wysłuchać kazanie rzeczonego hierarchy, w którym skalał świątynię Pańską ordynarnymi kłamstwami prawiąc bierzmowanej młodzieży bezczelnie jakoby wszystkich kapusiów esbeckich w sutannach odsiewano bezwzględnie już na poziomie seminarium, o fak ], ale to nie w kurii jak powiadam znajduje się ośrodek decyzyjny na miejscu. Na szczęście nie dotyczy to wszystkich ludzi Kościoła - podczas przymiarki do obecnego wyborczego pogromu nomen omen kieleckiego jakim było referendum ws. odwołania Lubawskiego parę lat temu o największy ból tyłka nie przyprawił go bynajmniej jeden z jego organizatorów, typowy ''feminista'' bijący kobiety, mętny typ ze zrytym od dopów łbem Max Materna ani lansujący się jak to ma we zwyczaju na całym przedsięwzięciu kobioł Chłodnicki z SLD, tylko lokalna katolicka działaczka Sołtysiakowa : nawet jeśli było tak jak przedstawił to Wojtek jakoby uwidziało jej się, że jest ''moherową Hillary'' stąd zmobilizowała przeciw niemu część starszych pań z kościelnej kruchty, i tak zrobiła tym świetną robotę rozbijając wygodny dla obu stron politycznego sporu zakłamany układ, gdzie niby cała prawica i KK miały wspierać ówcześnie urzędującego prezydenta zaś PO i lewica byli przeciw. Przy tym nie ważnym było, że w jego obozie trzymającym wtedy za władzę brylowały takie SLD-owskie nababy jak poprzedni włodarz Kielc Stępień, radny Siejka czy sławetny facecjonista Jasiu Gierada - kiedym przeczytał w miejscowej gadzinówce ''Echo Dna'', że ten ostatni okazał się ''człowiekiem prawicy'' omal nie spadłem z krzesła, nu ale skoro taki prof. Kik, który jeszcze dekadę temu głośno nawoływał do uwięzienia Kaczyńskiego okazał się ''nasz'' dzięki prezydentowi Dudzie dołączając do ''elity światowej nauki'', a z kolei Massalskiemu niegdysiejsze przewodniczenie lokalnemu oddziałowi Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej nie przeszkodziło w nowej epoce ostać się senatorem PiSu to w sumie dlaczegóż by nie, tylko że ja z taką ''prawicą'' nie chcę mieć nic już wspólnego, nie mam więc pojęcia kim w takim razie jestem, chyba ''trzecioświatowym maoistą'':). Hipokryzja ta ma za przyczynę tę oto paradoksalną sytuację iż, jak przyznał to otwarcie ''superwizor'' nadpremiera Morawieckiego prof. Paruch, w takich regionach jak Świętokrzyskie elektoraty PiS i SLD pokrywają się w dużym stopniu, na mniejszą skalę dotyczy to również PSL, wystarczy przypomnieć, iż kieleckie wraz z okolicami w latach 90-ych robiły za bastion komuny, po czym ''polityczny alchemik'' Gosiewski dokonał ''cudu'' zamieniając je w twierdzę wyborczą partii Kaczyńskiego i proporcje dokładnie się odwróciły, gdzież więc te wszystkie ''czerwone'' lokalsy wyparowały - nagle pomarli czy wrócili na swą planetę ? No nie, część co najmniej zwłaszcza nastawionych prospołecznie wyborców przeniosła poparcie na kładącą nacisk na kwestie wspólnotowe centroprawicę, resztę zaś zagospodarowała PO i pomniejsze ugrupowania a twarda ubecja zasiliła szeregi KOD, stąd w miejscowym SLD pozostały jedynie kompletne spady jak czerwony nie tylko na gębie Szejna czy wieczny homozetempowiec Jaskiernia i gdyby nie zawyżający im zdecydowanie średnią wieku cyklista Chłodnicki PiS pewnie całkiem by lokalnych komuchów pochłonął. Pojmuję realizm polityczny stojący za tą taktyką, rządzący nie mogą przecież obrażać się na rzeczywistość jeśli mają skutecznie realizować swe zamiary, ale w takim razie moi drodzy PiSowcy nie pierdolcie, że Kondeferaci to ''ruska agentura'', ''spadkobiercy ubeków'' i morderców ''wyklętych'', bo to właśnie wy chadzacie z takowymi pod rękę idąc na konieczne dla utrzymania władzy nie tylko w regionie kompromisy. Dlatego źle się stało, że pospolite ruszenie narodowców z korwinowcami itd. dostało jednak łomot w wyborach, bo jak tu wykazaliśmy PiS koniecznie potrzebuje bata, i to we własnym dobrze pojętym interesie, inaczej jego działacze całkiem już rozbestwią się na państwowych synekurach a takie kanalie jak Gówin pociągną w końcu obecne rządy na dno, to samo tyczy debila Sakiewicza nie posiadającego się z radości, że uniemożliwił ruskiej handlarze z bazarów i putinowskim harleyowcom przejęcie władzy w Polsce [ to nie żaden ''partyzant wolnego słowa'' a jebany dywersant ], i nie mówię tyle o widmie porażki wyborczej co przekształcenia formacji politycznej w kompletnie już wypraną z idei partię ''trzymających za władzę'' na wzór PO. Zresztą prezes chyba najwidoczniej zdaje sobie z tego sprawę skoro tonował euforię swoich zwolenników, a i Gadający Grzyb rzecz trafnie podsumował tak, że nie dodałbym do tego ani słowa, co cieszy bo znaczy, iż jest nas więcej, którzy trzeźwo kwestie te rozpatrujemy. W każdym razie po tym co tu opisano i ostatnim triumfie wyborczym starych wyjadaczy partyjnych pokroju Cimoszewicza czy Millera niech nikt nie śmie pieprzyć, że hasło ''precz z komuną!'' jest anachronizmem - SLD przypomina obecnie dzięki potężnym wciąż aktywom górę lodową z ledwo wystającą nad próg karłowatą strukturą, ale piwnicami pełnymi wszelkiego dobra i ubeckimi koboldami czuwającymi na ich straży, długo więc jeszcze przyjdzie nam czekać na prawdziwy ''koniec PRL'', tym bardziej gdy nad ''reformą sądów'' z ramienia PiS czuwa prokurwator z czasu stanu wojennego Piotrowicz, a przecież do ''zmiany warty'' na froncie ideologicznym szykuje się już tęczowa neobolszewia rychtowana przez takie resortowe bękarty jak Gdula.

Nie będę rozwodził się nad wątpliwymi ''dokonaniami'' byłego już na szczęście prezydenta Kielc takimi jak wspomniany wyżej ''kosmodrom'' w Obicach znany też jako jedyne w swoim rodzaju ''lotnisko-kopalnia'' [ podejrzewam skądinąd, że to tajne lądowisko dla ''obcych'':) ] czy osobliwe, ''awangardowe'' przystanki autobusowe nijak nie chroniące przed deszczem ni śniegiem do których zimą przymarza dupa latem zaś parzą w tyłek [ no ale miały być przecież podgrzewane ławki i są, ekologiczne w dodatku bo czerpiące energię z natury, rozpalonego upałem powietrza a niewdzięczna hołota jeszcze na to sarka, to ''malkontenci'' soM ], grunt, że ktoś przytulił za ten badziew niewspółmierną do jakości wykonania gigantyczną kasę a z naszego byłego włodarza dobry był gospodarz i znany z tego, że dawał zarobić szkoda jedynie, iż tylko ''swoim''... Uczciwie należy jednak przyznać, iż Lubawskiego rozbestwiło nie tylko wsparcie PiS i Gówina, ale i beznadziejna opozycja taka jak wspomniany wyżej radny Chłodnicki, nieudolnie popiskujące ''Razemki'' czy ''frakcja nieheteronormatywna'' w miejscowym PO, jej działaczki wprawdzie potrafiły wykłócać się godzinami zajadle niczym wściekłe suki na sesjach o ''młodzieżową radę miasta'', która nie wiem po co jest, chyba jedynie by korumpować gówniażerię grantozą na trwonienie czasu deliberacjami cóż takiego ''Łunia moze dać młodziezy'' [ wiadomo co : syfa podłapanego na Erasmusie, kiłę od Ahmeta ], ale milcząco zwykle przyklepywały posłusznie kolejne z wspomnianych wyżej pożyczek za 100 czy nawet bezprecedensową w najnowszej historii Kielc 300 mln zł [ licząc łącznie z ''wkładem własnym'' ] jaka de facto stanowiła gwóźdź do trumny dla lokalnego budżetu. Dlatego jestem niepocieszony, że Agata Wojda nie została wiceprezydentem Kielc w nowym rozdaniu, którym już chciała widzieć ją miejscowa ''wybiórcza'' [ chyba jako żeńską wersję Biedronia ] bo przez to będzie mogła kolejną kadencję zgrywać polityczną cnotkę, może i jest z niej jaka działaczka społeczna nie przeczę, ale radna żadna ponosząc współwinę za bagno długów w którym właśnie toniemy, przydałoby się więc aby wzięła choć część odpowiedzialności za to miasto a gwarantuję rychło wyszłaby wreszcie na jaw cała jej niekompetencja i bezczelna ignorancja sprawiająca, iż pierwsza jest do tego by gardłować w sprawach na których kompletnie się nie wyznaje stanowiąc doprawdy żywą ilustrację powiedzenia o tym kto ''wyżej sra niż dupę ma'' [ dlatego gdy patrzę na takie jak ona zastanawiam się czemu dupek jest rodzaju męskiego, chyba czas wreszcie znaleźć mu kobiecy odpowiednik, i to niezależnie od tegoż ''orientacji'' ]. Nadziei na przyszłość tym bardziej nie rokuje radny Michał Braun - zbieżność nazwisk z panem reżyserem nieprzypadkowa, gdyż to jego stryjeczny brat - który jak przystało na przysłowiowo już durną PONowoczesną opcję polityczną jaką reprezentuje kręcił niedawno shitstorm z powodu plastikowych butelek w jakich rozdaje się wodę mineralną na sesjach a to w obliczu widma bankructwa miasta tak jakby urządzać awanturę na tonącym Titanicu, że nie podano nam odpowiednio schłodzonego szampana. Podczas obrad rady zaledwie na jaki miesiąc przed tym, gdy jawnym stało się wreszcie jak poważna jest sytuacja finansowa Kielc palnął też jakoby ''miastu nie brak środków w budżecie, wszystko jest tylko kwestią priorytetów'' - na klub piłkarski ''Korona'' nie ma co wedle niego łożyć, za to in vitro czy walkę ze smogiem i owszem [ skądinąd rad bym się wywiedzieć jakim cudem problem z tym ostatnim narasta wprost proporcjonalnie do zaniku lokalnego przemysłu i gwałtownego kurczenia się liczby miejscowej ludności ]. Nic go nie tłumaczy skoro taki zwykły kielczanin bez wglądu w papiery i księgowość miejską jak ja przewidywałem od dobrych paru lat obecny rozwój wypadków, a byli tu tacy co już przed dekadą z okładem o tym głośno trąbili, na próżno niestety - ale cóż się dziwić skoro ktoś praktycznie całe dorosłe życie przepasożytował na grantozie to gdzie niby miał się nauczyć szacunku dla pieniądza i racjonalnego planowania wydatków ? Pan reżyser choć też pieprzy smuty tylko inaczej, jest przynajmniej znakomitym dokumentalistą, Michaś zaś posiadł chyba jedynie umiejętność wygodnego życia na cudzy koszt z publicznych pieniędzy jak na ''człowieka III-go sektora'' i absolwenta ''europeistyki'' przystało. Realnym człowiekiem interesu za to jest, obok wymienionego wyżej ''bezpartyjnego'', inny radny Maciej Bursztein, syn swojego ojca czyli właściciela ''Formastera'' i onegdaj głównego sponsora kampanii wyborczych Lubawskiego z którym jednak pożarł się, bo ten nie chciał mu wydać zgody na budowę nowej fabryki w Kielcach, nie wiadomo czemu może za dużo chciał za to wziąć, kto wie - o starym mówią jakoby był zeń Żyd kagiebista z Ukrainy, faktycznie dziwne, iż przyjeżdża gość zza wschodniej granicy w latach ''przełomu'' już z kapitałem i technologiami w ręku, no ale pamiętajmy, że ludzie różne rzeczy wygadują... Natomiast faktem jest, iż młody reprezentuje nowy typ biznesmena, który perfekcyjnie opanował sztukę kręcenia interesów nie na zaspokajaniu realnych potrzeb, lecz kreowaniu od podstaw wirtualnych rekomendując zakup ze świecącej pustkami kasy miasta ''smogobusa'' za pół miliona, a przecież dochodzi do tego system dronów ''monitorujących'' powietrze i etaty dla obsługujących ustrojstwo etc. co oznacza kolejną budżetową ''czarną dziurę'' bez dna pokroju obickiego kosmodromu czy także finansowanej wciąż de facto przez miasto piłkarskiej ''Korony'', cwane przyznajmy, choć zakrawa na czyste skurwysyństwo w obecnej sytuacji kompletnej niemal zapaści jaka tuż tuż rysuje się na horyzoncie. I mógłbym tak jeszcze długo wymieniając choćby Stawickiego Arkadego, kolejną lokalną kreaturę ''III-go sektora'', gościa przechwalającego się jakoby doprowadził do obalenia Lubawskiego będąc współinicjatorem z ćpunem i psychopatą Materną referendum ws. jego odwołania, sęk jedynie w tym, iż gdyby stary Bursztein nie sypnął w ostatniej chwili kasą na to przedsięwzięcie by dosrać swemu niegdysiejszemu faktotum jakie mu się zbiesiło inicjatywa zdechłaby całkiem, sam też przyznaje iż miasto padło ofiarą polityki otwartych granic we ''wspólnocie europejskiej'' przez co bardziej rozwinięte ośrodki na Zachodzie dosłownie wysysają stąd ludzi przyczyniając się do zapaści Kielc i regionu co nie przeszkadza mu gorliwie agitować za UE taki zeń ''lokalny patriota'' itd. itp., mam już jednak dość przerzucania tego personalnego gnoju. 

Ktoś być może powie : bawisz się w zoila, a tyś czego dokonał w przeciwieństwie do tamtych, oni przynajmniej starają się coś robić, kreujesz się aby na jedynego sprawiedliwego w lokalnej Sodomie ? Bynajmniej, tyle że sama aktywność nie równa się jeszcze dobru, choćby rzeczony pan Arkadiusz sra tysiącem zbawczych w jego mniemaniu dla miasta pomysłów na minutę, a wszystkie jednako g..., czasami więc lepiej nie czynić niczego niż zapaskudzać tylko innym życie swoimi poronionymi konceptami. Jakbym się też nie starał nigdy nie dorównam opisywanym tu lokalnym politykom i działaczom w sztuce obrzucania się wzajem łajnem w czym celuje zwłaszcza przaśny portal ''Scyzoryk się otwiera'' o rzekomo ''satyrycznym'' charakterze, nie wiem dla kogo chyba tylko skończonych prymitywów, powielający najbardziej żenadne zagrania PiS z czasu kampanii wyborczej jakie sam przecież wtedy wyśmiewał, prowadzony przez sprzedajną świnię i dziennikarską kurewkę Gacka [ a nietoperze słyną z umiejętności zasrywania dokumentnie każdego miejsca w jakim tylko przyjdzie im egzystować ]. Na wymioty zbiera się patrząc na tę małomiasteczkową kołtunerię przeświadczoną o swej ''oświeconej europejskości'', która dokonała zbiorowego linczu na wspomnianych wyżej ''homofobicznych'' banerach, strach myśleć co by się wtedy działo gdyby na ich miejscu była wtedy inicjatorka tego przedsięwzięcia Kaja Godek, rozhisteryzowana lewacka szuria zapewne powyrywałaby jej wszystkie włosy przykuwając do pręgierza na rynku, zaiste był to prawdziwy ''pogrom kielecki'' w przeciwieństwie do tego urządzonego przez Sowietów. Nie mam jednak złudzeń, że gdzie indziej jest pod tym względem lepiej, zwłaszcza w dużych ośrodkach jak Kraków czy Warszawa bo pula ochłapów do podziału tam odpowiednio większa stąd i rywalizacja o nie proporcjonalnie bardziej zaciekła i przybiera jeszcze drastyczniejszą postać. Niemniej na totalną wiochę zakrawa, że bezapelacyjnym zwycięzcą tych wyborów w mieście wojewódzkim zostało takie polityczne zero jak Jarubas, kandydat partii chłopskiej jakby nie było, zbierając niemal dwa razy więcej głosów niż ciesząca się wszędzie indziej rekordowym poparciem była premier Szydło, nawet ni-Jaki górował tu nad nią - czyż trzeba lepszego dowodu, że stolica Świętokrzyskiego to czerwony wrzód na mapie regionu, powtórzę : żaden tam ''kleryków'' a Ubeków zapyziały ? Przykro to mówić, ale na usta ciśnie się popularne wśród okolicznych mieszkańców powiedzenie znane mi z okresu dzieciństwa jeszcze : ''do Kielc na szmelc''... Triumf wyborczy Katabasa z Błotnowoli nie powinien jednak zdumiewać przede wszystkim ze względu na ''post-chłoporobotniczy'' charakter miasta [ owszem drogie dzieci, istniał onegdaj taki subgatunek człowieka, specyficzny wytwór PRL, którego kapitalna definicja padła w jednym z filmów Kondratiuka : ''ćwierć robotnika i ćwierć chłopa, razem pół litra'' ]. W burzliwych czasach ostatniej industrializacji późnego Gomuły i Gierka napłynęła tu masa mieszkańców głównie okolicznych wsi i z całego regionu zamieniając Kielce w jeden wielki hotel robotniczy, każdy kto pamięta tamte czasy może sobie wyobrazić co się tu wyprawiało wskutek tego, jak pisze historyk Jarosław Dulęba w swej pracy poświęconej uprzemysłowieniu Świętokrzyskiego w owej dekadzie o ile za tow. Edwarda przestępczość wszędzie w PRL spadała to na Kielecczyznie statystyki kryminalne pikowały śmiało w górę, znakomity lokalny literat Zdzisław Antolski wspomina o regularnych napierdalankach między przyjezdnymi a miejscowymi w barze na Plantach jakie się wtedy odbywały, podobnych obrazków można by przytoczyć multum, to z owej epoki bierze się wątpliwa fama ''scyzora'' na cały kraj. Wszakże gdyby ta ''rewolucja przemysłowa'' w lokalnym wydaniu potrwała wolno mniemać po okresie ''sturm und drang'' nastąpiłoby pewne uspokojenie, następne pokolenie już osiadłe na miejscu mogłoby okrzepnąć nadając miastu swoistość i pewien charakter, jednak proces ten został dość brutalnie przerwany przez zmianę paradygmatu ekonomicznego i ustrojowego a raczej sposób w jaki to uczyniono, choć z początku wydawało się, iż Kielce odnajdą się jakoś w nowych realiach, ale gdzieś tak na początku nowego wieku nastąpiła ostateczna deziluzja i trwający do dziś zjazd w dół, którego przyczyny zaraz opiszemy. Na razie istotna jest konstatacja zerwania ledwo co poczętego przekształcania się mieszkańców wsi w obywateli miasta średniej wielkości z prawdziwego zdarzenia, kolejne pokolenie nie miało więc szans zapuścić tu korzeni, stąd z braku perspektyw spierdalało do większych ośrodków jak stolyca albo krakuffek, a po tzw. otwarciu granic i do Wlk. Brytanii, Włoch czy Niemiec w końcu, swoje też zrobiła suburbanizacja, na ich miejsce zaś napływają mieszkańcy wyludniających się wsi i miasteczek w regionie a nawet innych państw często nadal zameldowani tam skąd pochodzą, przez co Kielce noszą piętno permanentnej prowizoryczności niczym wiecznie rozgrzebany plac budowy, ale tym razem nie wiadomo właściwie czego, charakter przejściowy dosłownie jako jedna wielka sypialnia i hotel robotniczy dojeżdżających tutaj do pracy często z peryferii kielecczyzny ludzi. Rzutuje to na ogólny brak wyrazu, niemożność określenia istoty miasta tak jak to ma miejsce dajmy na to w Krakowie, Katowicach czy Trójmieście, ale i nade wszystko rodzi konkretne problemy natury politycznej i społecznej - kiedyś spacerując późnym wieczorem po osiedlu postanowiłem zliczyć ile z zaparkowanych na nim samochodów posiada pozamiejscowe rejestracje typu TKI itp. bowiem nader często powtarzały się z uderzającą monotonnością i okazało się, że jest tak od 1/3 do średnio połowy blisko przypadków. Rzecz jasna nie idzie o to by uniemożliwić tym ludziom wjazd do miasta obstawiając rogatki uzbrojoną po zęby strażą miejską czy wprowadzić absurdalną dyskryminację mieszkańców Bodzentyna dajmy na to, by chodzili z opaskami z literą ''B'' na ramieniu, Turcy ''T'', Ukraińcy zaś nosili ''U'' itd. Natomiast sprawa polega na tym, że jeśli nie jesteś zakorzeniony, w jakikolwiek głębszy sposób związany z miejscem twego pobytu, które traktujesz jako coś przejściowego, okresową siedzibę pracy z jakiej czekasz tylko by wrócić w łyk-end DO SIEBIE na wioskę czy skąd tam pochodzisz, co najwyżej jako sypialnię po robocie marząc tylko o tym by napić się piwa czy zapalić skręta i walnąć w kimę, to w dupie masz, że np. wytną ci aleję starych drzew pod oknem lub w inny sposób zdewastują dookolną przestrzeń, skoro dziś jesteś tu, jutro na Śląsku lub w Hamburgu dajmy na to, a pojutrze znowu gdzie indziej, być może na starych śmieciach, ale na pewno już nie w Kielcach. Poza tym nie wiadomo jakby wyglądała frekwencja podczas referendum ws. odwołania Lubawskiego, gdyby nie ta masa żyjących tu od lat, lecz nie osiadłych bynajmniej bo niezameldowanych jednostek, która z tej racji nie mogła w nim uczestniczyć, to samo tyczy pojawiającego się od pewnego czasu konceptu powołania rad dzielnicowych, faktycznie zawstydzającym jest, iż stolica Świętokrzyskiego jako jedyne spośród miast wojewódzkich ich nie posiada, sęk w tym, że z podanych wyżej powodów może się okazać to niewykonalnym bo połowa nawet na niektórych osiedlach z zamieszkałych jest tu jedynie przejazdem, lub nie mają statusu kielczan de facto, a przecież prawo wyraźnie stanowi, iż tylko stali mieszkańcy mają prawo wyboru do nich przedstawicieli, nie mówiąc już o malejących wpływach z podatku CIT do kasy miejskiej wraz z ubywaniem ludności, kurczeniem się na stałe osiadłej populacji i deindustrializacją itd.

Jak drzewiej bywało :

''Należy zaznaczyć, że w latach siedemdziesiątych przemysł województwa kieleckiego zyskał na znaczeniu w skali całego kraju. Kielecczyzna była jedynym w Polsce dostawcą średniotonażowych samochodów ciężarowych, świec zapłonowych, a także wysokoprężnych rurociągów energetycznych. Zakłady zlokalizowane w tym województwie wytwarzały również istotną część elementów gipsowych (93 proc. ogólnej produkcji krajowej), łożysk tocznych (62 proc.), aparatury przemysłowej (33 proc.), domowych pralek elektrycznych (28 proc.). Ważną pozycję zajmował także przemysł wydobywczy, odlewniczy i hutniczy.''

http://www.polska1918-89.pl/pdf/problemy-funkcjonowania-zakladow-przemyslowych-w-wojewodztwie-kielecki,4587.pdf 

...ale jakie straszne były koszta tej regionalnej ''akumulacji pierwotnej'' a la PRL :

http://rcin.org.pl/Content/61449/WA303_80714_B155-Polska-T-14-2016_Dulewicz.pdf 

Pora więc przejść wreszcie do uwag natury ogólnej, bo nie możemy spoza drzew nie dostrzegać lasu, przyszedł czas by zadać sobie dwa istotne w obecnej sytuacji miasta i jego perspektyw czy raczej ich braku pytania:

po 1. czy Kielce w ogóle mają sens? - idzie o rację bytu miasta, przede wszystkim ekonomiczną, bo jej szczerze mówiąc wcale nie widzę obecnie i odnoszę nieodparte wrażenie, iż to całe pieprzenie o ''start-upach'', że Kielce ''miastem mody'', sportu itd. stanowi jedynie histeryczne próby zasypania tej czarnej dziury jaka nam pod tym względem zieje tu pod stopami. Nie odkryję Ameryki jeśli powiem, że wraz z upadkiem lokalnych ''czeboli'' budowlanych, tych wszystkich Exbudów, Mitexów itd. dzięki którym Kielce dość suchą stopą przeszły zawirowania gospodarcze lat 90-ych [ w przeciwieństwie np. do takiego Radomia, gdzie wówczas psy dupami szczekały po upadku zbrojeniówki i ''Radoskóru'' ], a które dziwnie w przeciągu zaledwie 2-3 lat na początku nowego wieku zostały ''wyczesane'' lub przejęte przez obcy kapitał zaczęła się równia pochyła, co za tym idzie posypały się inne gałęzie miejscowego przemysłu, więc to nie przypadek, iż odtąd mniej więcej poczyna się jazda na kredycie o czym łacno przekonać się studiując kolejne budżety miejskie z owego okresu. Trafnie zdiagnozował absurdalne zawieszenie w próżni ekonomicznej miasta jeden ze znajomych zwracając uwagę na ten oto fakt : po kiego grzyba w Kielcach politechnika skoro w międzyczasie wyparowała stąd i okolic większość zakładów pracy dla zapewnienia kadr którym powstała taż uczelnia ? Przez to korzystają inne ośrodki czy wręcz państwa gdzie emigrują absolwenci jacy nie mogą znaleźć tu w ogóle zatrudnienia lub co najwyżej na skandalicznych warunkach, bo na jakąś masakrę zakrawa, że niechby początkujący inżynier zarabia tutaj często mniej niż kasjerka w ''Lidlu'' z całym należnym dla niej szacunkiem, gdyż nie jestem kurwinowcem ni KODerastą by gardzić beneficjentami ''pińcset'', niemniej człowiek powinien być wynagradzany odpowiednio do posiadanych przez się umiejętności. Kieleckie stanowi tradycyjnie zaplecze dla budowlanki, więc powinno korzystać z koniunktury jaka w tym względzie zapanowała wraz z wejściem do UE, mniejsza już z tym, iż sztucznie nakręconej ''dotacjami unijnymi'' a w rzeczywistości kredytami zachodnioeuropejskich przeważnie banków wedle opisanego na wstępie mechanizmu, tymczasem z racji wspomnianego przed chwilą upadku lokalnego przemysłu budowlanego Świętokrzyskie robi za coś w rodzaju wschodnioeuropejskiej mikro-Katangi skąd wywozi się jedynie surowiec i dostarcza materiału ludzkiego na budowy w całym kraju i połowie Europy, nawet w regionie inwestycje drogowe są realizowane przez jakieś obce i to podejrzane często firmy powiązane z włoską czy albańską mafią. Nie trzeba daleko sięgać : znajomy, który zafundował dziecku mieszkanie w Krakowie widząc, że w Kielcach nie czeka je przyszłość zauważył dokupując wyposażenie w tamtejszych ''castoramach'' głupawe uśmieszki u sprzedawców, gdy składając zamówienie podawał jak to wymagane kielecki adres zamieszkania, dopytywał o co idzie słysząc oczywiście wymijające odpowiedzi. Dopiero niedawno żona podpuściła jakąś miejscową babę pracującą w gastronomii, która nieświadoma, że rozmawia z kielczanami wyjaśniła jej w czym rzecz, otóż palnęła wprost : ''pani, przyjeżdża ta bida, nędza z Kielc'' - tak dosadnie raczyła wyrazić się o mych lokalnych krajanach - ''wynajmują pokoiki na dwóch, gnieżdżą się tam po 3-4-ech na krzyż i łapią się każdej najgorszej roboty, oni i Ukraińcy'' zapierdalając dodajmy na budowach dosłownie od rana do nocy, ona im o 22.00 szykuje ''obiadokolacje''. Znaczy się nawet dla krakowian kieleckie i ogólnie region Świętokrzyskiego robi za odpowiednik dawnej Galicji, a ich mieszkańcy są postrzegani i traktowani niczym rodzaj białych czarnuchów, to samo tyczy Niemiec, ostatnio inny znajomy miał okazje popracować tam nieco z przeważnie kompletnymi spadami, część rodem ze Śląska ale głównie stąd właśnie, wielu alkoholików, narkomanów nawet, zwykle bez szans ni ochoty na założenie rodziny a przy tym pozbawionych elementarnej godności i szacunku dla samych siebie, polskie pracownice bywa opierdalające gałę kierownikowi Turasowi a więc standard niestety polskiego szlaufa na emigracji itp., za to kompensujących to sobie jak na przegrywów przystało pogardą dla tych co mają od nich jeszcze gorzej czyli harujących wraz z nimi Rumunów czy Bułgarów, szkoda gadać. W ogóle to co wyprawia się tutaj jeśli idzie o ćpanie jest wprost potworne, dragi zwłaszcza wśród młodych stały się niemal tak powszechne jak wóda za komuny, ale i coraz więcej dziadów w średnim wieku zaczyna się na nie przerzucać czekać więc tylko gdy i staruszki będą je wciągać - a mowa tu nie tyle o pozornie tylko poczciwej maryśce, która na dłuższą metę zamienia mózg w zawartość koszarowej latryny [ przykro mi, ale mam problem z palaczami ziela bo to zazwyczaj pierdolone snuje wysysające energię z otoczenia, a nieliczne wyjątki od tej reguły jakie dane mi było poznać tylko ją potwierdzają ] co dopach i inszych chemikaliach konkretnie jebiących łeb, całe pokolenie będzie po tym cierpieć na flashbacki. Gdy słyszę, że w bloku na pewnym kieleckim osiedlu w którym jest pięć klatek powiedzmy w każdej tkwi diler z innym towarem, wszystko zaś odchodzi w nasyconym tradycyjnie resortem mieście to jest dla mnie pewnym, iż rzecz nie może dziać się na taką skalę bez co najmniej przyzwolenia ze strony miejscowej komendy i na 100% tam właśnie siedzą prawdziwi szefowie tego interesu korzystając na tym, że reszta otumania się z biedy, beznadziei albo zwykłej bezmyślności, i dotyczy to w równym stopniu ubogich co i bogaczy, którzy nie za bardzo wiedzą co ze sobą począć odkąd interesy im podupadały i pozostało jedynie bezproduktywne rentierstwo, życie z kapitałów jakich dorobili się w bardziej szczęsnych dla miasta latach 90-ych. Zamiast jednak biadolić pora zadać sobie drugie fundamentalne z lokalnej perspektywy pytanie :

2. w jakiej mierze sami możemy rozwiązać swe problemy na miejscu? Bo co do mnie sądzę, iż zasadniczo nie jesteśmy w stanie tego dokonać, Kielce i region nie mają szans na samodzielny rozwój, przynajmniej od czasów nowożytnych kolejne fale industrializacji począwszy od tej za Staszica i Druckiego-Lubeckiego, w międzywojniu i ostatniej za komuny późnego Gomuły i Gierka wszystkie były efektem decyzji podejmowanych na szczeblu centralnym, i to zapewne nie tylko stołecznym. Zwłaszcza za przeprowadzoną w II RP stały względy głównie strategiczne a nie ekonomiczne, i wojsko nie raz musiało wtedy toczyć prawdziwe batalie z sępiącymi środki z budżetu urzędnikami ministerstwa skarbu na rozbudowę tutejszych fabryk broni, głównym choć nie jedynym inicjatorem przedsięwzięcia był gen. Sosnkowski, który wybrał Świętokrzyskie na miejsce położenia podwalin dla polskiego przemysłu zbrojeniowego jako leżący w sercu kraju region oddalony od nieustannie zapalnych w ówczesnych warunkach granic na wschodzie jak i zachodzie. Piłsudski wprawdzie uważał, że odrodzona Rzeczpospolita nie posiada właściwie bezpiecznego terytorium, gdzie takowy przemysł o kluczowym znaczeniu dla obronności państwa można by ulokować, stąd najlepiej wedle niego byłoby go rozproszyć po całej Polsce, ale ponieważ jak trzeźwo zauważył zwyczajnie nie było jej na to stać przy opłakanym wtedy stanie finansów krajowych, więc pozytywnie zaopiniował przedłożony mu przez wojskowych koncept umieszczenia zasobów militarnych właśnie tutaj. Celowo nie wspominam o wymienianym zwykle w tym kontekście mylnie COP-ie, bowiem to lata późniejsze i dotyczyło rejonu położonego w widłach Wisły i Sanu na południe nieco, a więc Rzeszów-Tarnów, zanim jednak to on stał się centralnym państwowe inwestycje przemysłowe koncentrowały się od pocz. lat 20-ych jeszcze do poł. 30-ych głównie na kielecczyźnie, przy czym same Kielce pozostawały tu raczej na uboczu zaś rozbudowywano intensywnie na owe czasy zakłady przemysłowe na północy regionu w Starachowicach i Ostrowcu. Należy mocno to podkreślić, że gdyby nie interwencjonizm państwowy i to o wyraźnie militarnym charakterze nic by na tym świętokrzyskim ugorze praktycznie nie było, żadnej liczącej się fabryki, co najwyżej jakieś bieda-manufaktury, dlatego szlag mnie trafia gdy słyszę kurwinowców i inszych lejbertarian, że jakby tylko ustanowić wolny rynek rozumisz synek to ho ho, dolina krzemowa dawno by tu była - faktycznie posiadamy spore zasoby krzemionki, a pod Rudkami jest uran, więc my se ze szwagrem i sebą otworzymy byznes i będziem na podwórku perszinga ze złomu stawiać z głowicą nuklearną jak się patrzy, normalnie konkurencją dla Muska się ostaniemy. Po szczegóły odsyłam do pracy dostępnej w całości w sieci traktującej o dziejach międzywojennej industrializacji w tzw. ''trójkącie bezpieczeństwa'' autorstwa historyka rodem z Kielc Jerzego Gołębiowskiego, wolnorynkowcom szczególnie polecam opis perypetii jakie towarzyszyły rozbudowie starachowickich fabryk broni wskutek celowego sabotażu ze strony zagranicznych inwestorów, którzy w ten sposób usiłowali zapewnić sobie monopol na wyposażenie polskiej armii w swój sprzęt pochodzący z zakładów we Francji, Wlk. Brytanii i Czech, co z czysto kapitalistycznego punktu widzenia, gdzie dbanie o własny zysk jest cnotą nie było niczym zdrożnym, tyle że zagrażało bezpieczeństwu polskiego państwa i bytowi narodu godząc w jego żywotne interesy - dlatego z podobnych powodów nie można być liberałem i jednocześnie narodowcem, obojętnie polskim czy żydowskim, te rzeczy się wykluczają. Zresztą nasz region tradycyjnie jest związany z wojskiem, już w XVI-XVII w. istniały tu kuźnice broni pracujące na rzecz armii RzPLitej, więc uważam najlepszym rozwiązaniem na obecną kryzysową sytuację byłoby sprowadzenie tu na spotkanie Bartosiaka by nam wytłumaczył geopolityczne znaczenie Świętokrzyskiego - wiem jak to brzmi, gdyż jesteśmy przyzwyczajeni, iż kwestie takowe tyczą jedynie wielkiej polityki jak globalna rozgrywka między USA a Chinami, tyle że ponieważ Polska jest niestety właśnie przedmiotem a nie podmiotem polityki międzynarodowej, stąd byt naszego kraju jako położonego w ''strefie zgniotu'' zależy od koniunktur geopolitycznych i dziejowych zawirowań pod drugiej stronie oceanu czy Eurazji, i dotyczy to również regionu Świętokrzyskiego nie leżącego bynajmniej na Marsie. Przy okazji być może mógłby nam też coś więcej powiedzieć jaką i czy w ogóle rolę przewidziano dla kieleckiego w planie budowy CPK, zakładając oczywiście, iż rzecz jest na serio a nie tylko stanowi kolejną okazje do przewalenia gigantycznego budżetu, oby nie bowiem jest to nam cholernie potrzebne, mówi się wprawdzie o liniach kolejowych i drogach, ale póki co wciąż za mało tu konkretów, zresztą wyznaczenie szlaku transportowego nie musi zaraz skutkować koniunkturą a jedynie oznaczać wygodny przejazd przez okolicę bez wymogu zatrzymywania się tak jak to ma miejsce w przypadku sztandarowej dla rządów Lubawskiego inwestycji jaką jest jedyna w swoim rodzaju obwodnica przebiegająca przez miasto, bo jego protegowanym nie chciało się nawet zmieniać projektu rodem z czasów Gierka i zamrożonego przez kryzys za Jaruzela po to, by dostosować go do zmienionego w międzyczasie układu Kielc, w efekcie miasto zostało przecięte niemal na pół autostradą de facto zaś mieszkańcy okolicznych blokowisk zamknięci w rezerwacie ''ekranów dzwiękochłonnych'' jedynie z nazwy [ pomijam już fakt, że zabieramy się do przezwyciężenia fatalnych dla skomunikowania kraju i jego infrastruktury skutków zaborów dopiero na pocz. XXI w. co pokazuje aż nadto dobitnie półkolonialny niemal status jaki dotychczas posiadała Polska ]. Powyższego jednak nie należy żadną miarą traktować jako usprawiedliwienia dla zaniechań i nieudolności lokalnych włodarzy, że to prawda nic się nie da zrobić własnym sumptem na tej ''ziemi jałowej'' i trza jechać na ''chwilówkach'' aż do zdechnięcia i wyprzedaży dosłownie wszystkiego - wręcz przeciwnie, jeśli komuś przyszło urodzić się i żyć na przysłowiowych ''kieleckich piochach'', niezbyt urodzajnej, gliniastej bywa i pełnej kamieni glebie to tym rozsądniej powinien gospodarzyć skromnym dobytkiem nie trwoniąc go na ''kosmodromy obickie'' jak Lubawski czy insze ''smogobusy'' co jego równie ''wizjonerscy'' z poniektórych następców.

Uczciwie trzeba zastrzec, iż być może pokładamy tu przesadną i anachroniczną nadzieję w interwencjonizm państwa i zbawienne dla regionu skutki uprzemysłowienia, gdyż od czasu wymienionych wyżej industrializacji sporo się zmieniło - podczas debaty zorganizowanej przed paru laty przez lokalnego i nie tylko potentata rodem z WSI Sołowowa dotyczącej już wówczas palącej kwestii kiepskich perspektyw dla Kielc, skądinąd bezsensownej bo Kielce przynajmniej w obecnej formule przyszłości nie mają, wstał jeden z ówczesnych dyrektorów huty Ostrowiec i twardo oznajmił, aby wybito sobie z głowy, że takie zakłady jak ten któremu szefuje będą nadal zatrudniały po kilka czy nawet kilkanaście tysięcy ludzi jak to było drzewiej za PRL. I faktycznie, dwóch znajomych pytanych o to, jeden który miał okazję asystować przy montażu tam nowoczesnych linii produkcyjnych sprowadzonych z Niemiec, i drugi co z kolei pracował przy ich serwisowaniu niezależnie od siebie potwierdzili, że dzięki takowym technologiom do pracy jaką kiedyś wykonywało po kilku-nastu bywało robotników dziś wystarcza jeden-dwóch nadzorujących maszynę aby gdy coś się spierdoli przerwać proces produkcji i dokonać naprawy, jak więc widać automatyzacja i jej fatalne skutki czyniące człowieka zbędnym niemal ogniwem w fabryce nie są bynajmniej abstrakcyjnym problemem dla mieszkańców Świętokrzyskiego. Nawet jednak ulokowanie odhumanizowanych w tym stopniu zakładów mogłoby nieść dobroczynne konsekwencje dla miasta o ile tylko jego władze zadbałyby aby czerpać z tego tytułu dochody do budżetu, zresztą nie dajmy się zwariować, roboty za nas wszystko nie będą wykonywać, nie ma żadnego postępu w dziejach polegającego na bezwzględnym rugowaniu starego przez nowe, wręcz przeciwnie rozwój technologiczny sprawia, iż archaiczne wydawałoby się formy ożywają niespodziane, czego przykładem choćby omawiany tu niedawno fenomen subkultury techno, nie jest więc przesądzone iżby zanik jednych miejsc pracy nie oznaczał wytworzenia zapotrzebowania na inne funkcje odpowiednie dla swoich czasów i etapu w jakim się znaleźliśmy. Jeśli zaś nie ma na to szans powiedzmy to wreszcie otwarcie zamiast duraczyć mirażami międzynarodowych lotnisk i hubów transportowych rzekomo ulokowanych pod Kielcami, czy lokalnymi start-upami, nieledwie świętokrzyską ''doliną krzemową'' [ chyba raczej ''krzemionkową'' na miarę naszych możliwości ] bo jak dawno to już stwierdzili co trzeźwiejsi lokalsi jedyną praktycznie racją bytu tzw. ''kieleckiego parku technologicznego'' jest przewalanie ''funduszy unijnych'' i gdy tylko ich napływ ustanie cała jego ''wirtualność'' ukaże się w pełni. Z dwojga złego jednak lepszy już ten marazm niż przybierający monstrualne rozmiary przerost inwestycyjny jaki przeżywa Kraków co może i z zewnątrz prezentuje się imponująco, lecz owocuje chaosem komunikacyjnym i wieloma innymi patologiami czyniącymi egzystencję jego mieszkańców koszmarem. Wolę gnić na prowincji jak tłoczyć się w takim Molochu, nie cierpię zresztą ''krakówka'' na który snobował się Lubawski i ilekroć tam bywam, na szczęście rzadko tak gdzieś raz-dwa na dekadę, zawsze z dumą podkreślam głośno, że jestem ''chamem z Kielc'', uosobieniem pretensjonalności tamtejszego środowiska jest dla mnie ''Piwnica pod Baranami'', odkąd pamiętam wkurwiała mnie Szałapakowa i jej pseudo-żydowskie pienia ''tańczę na wietrze, tańczę na rurze'' itd., więc nie stanowiło dla mnie zaskoczenia, gdy po otwarciu esbeckich teczek całe to towarzycho okazało się bandą degeneratów, tanich dziwek i donosicieli jak na cyganerię artystyczną przystało [ aczkolwiek przyznaję Krak-off oglądany z perspektywy zapuszczonych i raczej mało odwiedzanych przez turystów miejsc jak kamieniołom ''Liban'' czy stadion lokalnej ''Korony'' wygląda niemal swojsko ]. Zamiast więc histerycznie miotać się tracąc czas na prometejskie napinki pora może wreszcie uznać własny prowincjonalizm, pozbyć się kompleksów z tego tytułu i podjąć chociaż próbę przekształcenia go z własnej słabości w siłę na wzór matematyków ''szkoły lwowskiej'' pozostającej na uboczu ówczesnego światowego obiegu naukowego, którzy zajęli się zagadnieniami leżącymi wtedy odłogiem, pomijanymi przez międzynarodowe środowisko uczonych co zapewniło im w końcu sukces i uznanie tamtych. Skoro nie ma perspektyw na re-industrializację regionu a wręcz przeciwnie, wszystko w dającej się przewidzieć przyszłości wskazuje na niepowstrzymany trend starzenia się i kurczenia miejscowej populacji i przeznaczeniem Świętokrzyskiego jest socjal, to jak rzucił ostatnio w rozmowie jeden ze znajomych należy uczynić zeń rodzimy odpowiednik Florydy - proszę się nie śmiać bo nie mowa tu rzecz jasna o dolce vita a la serialowi ''policjanci z jajami'', tylko miejsce godnego odpoczynku tych z emerytów, których nie będzie stać na wygrzewanie kości nad Adriatykiem, spokojnej ''jesieni życia'' dla nich, jednym słowem przekształcenie kielecczyzny w gigantyczne sanatorium i hospicjum zarazem, a wiele zdaje się świadczyć, iż ku temu to właśnie zmierza... Cóż, jeśli mamy być krajową umieralnią i jedną wielką kostnicą niech i tak będzie, a przy tym jakież perspektywy otwiera to przed lokalnym rolnictwem ze względu na nowoczesne technologie kompostowania zwłok ! [ dobra, przegiąłem, ale trudno doprawdy w tej sytuacji powstrzymać się przed czarnym humorem ].

Na koniec godzi się wyjaśnić skąd ten dziwny, celowo prowokacyjny wręcz cytat umieszczony na wstępie - otóż przeglądając kiedyś dostępne w sieci numery pisma Muzeum Historii Kielc natrafiłem na artykuł traktujący o regionalnej prasie gadzinowej wydawanej w czasie wojny, a tam przytoczoną relację z wizyty Hansa Franka w stolicy Świętokrzyskiego, gdzie na wstępie anonimowy propagandzista III Rzeszy oświadczył, iż ''przed wojną Kielce cieszyły się opinią miasta urzędników i emerytów''. Wprawdzie dla mnie jako potomka tzw. ''robotników przymusowych'' czyli polskich ofiar hitleryzmu z których banda pazernych i bezczelnych parchów usiłuje obecnie zrobić rzekomych ''pomocników nazistów'' niemiecki agitprop nie jest oczywiście żadnym autorytetem, niemniej czytając to nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że lokalna historia zatoczyła koło... Na dowód, że nie ściemniam :

'' Miasto Kielce, które jeszcze przed rokiem nie było zdolne wykorzystać swych bogactw przemysłowych, natomiast w czasach przedwojennych zażywało w całej Polsce swoistej sławy, jako miasto urzędników i emerytów, staje dziś przed nową epoką rozwoju i stanie się ośrodkiem przemysłowym i handlowym, posiadającym zasadnicze znaczenie dla całego Generalnego Gubernatorstwa. Takie jest znaczenie ogłoszenia Kielc miastem wydzielonym, dokonanego dziś w ramach uroczystego aktu państwowego przez Generalnego Gubernatora dra Franka. Generalny Gubernator po przybyciu z Radomia został powitany u granic miasta Kielc, poczym przez udekorowane ulice odprowadzono go do starego, pięknego zamku kieleckiego. Tam Generalny Gubernator oraz dostojni goście znajdujący się w jego otoczeniu zostali powitani przez Gubernatora [dystryktu radomskiego – S.P.] dr Lascha”. Następnie członkowie delegacji wygłosili przemówienia, które finalizowała przemowa Franka. Podkreślił on, że Kielce posiadają – ze względu na wysoką liczbę mieszkańców oraz bardzo korzystne połączenia komunikacyjne – świetne perspektywy rozwojowe, a władze niemieckie będą dbać o dalszy rozwój miasta.''


- brzmi jakoś dziwnie znajomo...