sobota, 22 stycznia 2022

From Raszia łit low.

Stało się jak przewidywałem: kuce i durne POlactwo znowu uratowały tyłek PiS, jego wtopę wizerunkową z ''Polskim [nie]Ładem''. Ultrakaczyści z profilu jego magnificencji Zeliga [ polecam skądinąd uwadze ], już zacierają ręce - cytuję tweet: ''Widzę, że dzięki niezrównanym libkom następuje szybka pięćsetplusizacja Nowego Ładu. Wygląda to obiecująco.''. Zjebaliście to kuce, jak zawsze zresztą pieprzeni nieudacznicy, dzięki wam PiS nie musi się tłumaczyć ''na ile Polski jest ten Ład?'', bo kto niby ma mu to wypominać - wynarodowione POlactwo?! Albo libki, które mają programowo wyjebane na własne państwo i niepodległość finansową swego kraju, pierdoleni frajerzy? Nie pojmują bowiem tępe cwaniaczki, że nie sposób mówić o indywidualnej samodzielności kapitałowej bez zapewnienia sobie odpowiednich ku temu narzędzi ustrojowych, nade wszystko rzeczywiście NARODOWEGO Banku POLSKIEGO. Mów to jednak pustakom, które naprawdę wierzą, że forsa w kieszeni serio jest ich własnością - tuman jeden z drugim nie sięgnie po gotówkę do jakiej niby jest tak przywiązany, aby spojrzeć pod światło na banknot, ujrzałby tam bowiem znak wodny, stempel jedynego rzeczywistego posiadacza ''jego'' pieniędzy. Stratyfikacja społeczna i ogromne nieraz nierówności majątkowe, jakim rzecz jasna nie sposób zaprzeczyć, wyznaczane są przez nasz dostęp do tychże środków finansowych gwarantowanych przez państwo, a tak naprawdę globalistyczną, w praktyce głównie anglosaską finansjerę. Kto tego nie pojmuje jest analfabetą ekonomicznym wierzącym, że odkładane przezeń na koncie pieniądze naprawdę leżą w banku, bo jełop nie słyszał nigdy o ''rezerwie cząstkowej'' czy ''pieniądzu jako długu''. I później pierdoli jak Dubieniecki, korwiniarz z SLD, że jak przestaniemy płacić podatki to rządowi zbraknie na ''przekupywanie hołoty od pińscet z naszych pieniędzy'', tuman jebany! Owszem, dynamiczny rozwój kryptowaluty i technologii blockchain jaki obecnie przeżywamy, faktycznie zmierza w kierunku rzeczywistego posiadania wirtualnego pieniądza [ o paradoksie ] i indywidualnego nim zarządzania. Nie oznacza to wszakże zaniku bankowości centralnej jak roją to sobie libki, wręcz przeciwnie: jej rola wskutek tego jeszcze wzrośnie, jako niezbędnego gwaranta i stabilizatora rozproszonego systemu finansowego, choćby poprzez udzielanie licencji na emisję ''prywatnego'' pieniądza. Naucz się więc kucu wpierw podstaw własnej doktryny: wolny rynek nie jest dla kapitalisty, tylko konsumenta i nie po to aby burżuj się bogacił, tylko jego klient miał potrzebne mu towary - rozumiesz tępa liberalna dzido? Przestań więc pierdolić o biednych przedsiębiorcach gnębionych przez ZUS, podatki i państwowe regulacje, bo to nie o nich tutaj chodzi, co najwyżej możesz oskarżać rząd, iż uniemożliwia im sprawne zaspokajanie zachcianek swych usługobiorców. Skądinąd na rzeczywiście wolnym rynku kapitalista miałby przejebane, zależny od zachłannych apetytów konsumentów tyranizujących go swymi kapryśnymi preferencjami, skazany na nieustanne nadskakiwanie im i morderczą wprost konkurencję o klienta. Nie dziwota stąd, że najwięksi dysponenci kapitału, bo przecież nie jego posiadacze jako się rzekło, zdecydowanie przedkładają nad wolną konkurencję gwarantowany przez państwo monopol, rywalizując zaciekle co najwyżej o rządowe kontrakty i olewają libertariańskie farmazony, dobre jedynie dla biedaków i frajerów. Pamiętajmy wszakże, iż jak trafnie ujął to Piotr Graczyk, na kanwie opisu realiów ''późnego kapitalizmu'' w wykonaniu Nicka Landa: ''Tak jak makler giełdowy jest kloszardem napędzanym kokainą, tak kloszard jest maklerem, któremu zabrakło na kokainę''. A propos usytuowanych meneli: taki GG Allin nie spekulował akcjami na Wall Street, a dziś nie inwestowałby w kryptowaluty ni insze ''instrumenty finansowe'', był dosłownie totalnym przegrywem, który odniósł sukces i do dziś ma wierne rzesze fanów, także w Polsce. Jeszcze za życia zyskał sobie uznanie publiki, zafascynowanej jego radykalnymi występami scenicznymi w trakcie których tarzał się w swych odchodach, wymiocinach i krwi. Nie był też wymuskanym Chadem z siłowni, lecz odrażającym ćpunem cuchnącym jak wszyscy diabli, wokół którego jednak kręciły się zafascynowane nim dupcie, jednym słowem rynek pozytywnie go zweryfikował. Zamiast więc wydawać jak ostatni frajer prawie tysiąc zeta na pierdolenie Sławka Mentzena i Palikmiota, taniej wyjdzie ci kucu kupić flaszkę i najebać się z jakim żulem, którym tak pogardzasz a powinieneś go hołubić jako stachanowca konsumeryzmu, napędzającego kapitalizm ponadnormatywnym spożyciem produktów przemysłu spirytusowego! Inaczej skończysz jak jebany kurwinowiec Czeczko, który spierdolił na Białoruś kołchoźnika Łukaszenki, gdzie dopiero panuje ''wolność gospodarcza'', a nie pod rządami ''narodowych socjalistów'' z PiS. Idiota uwierzył w farmazony Ozjasza na temat Rosji władanej przez Putina, nie obadał ilu rocznie przedsiębiorców w tym kraju traci swe firmy, ukradzione im przez reżimowych funkcjonariuszy, ich liczba idzie w co najmniej setki, ale o tym Janusz swym kucom już ani wspomni. Powtórzę to dużymi literami, aby w końcu dotarło: idealny WOLNY RYNEK ZASTĘPUJE JEDYNIE TYRANIĘ PAŃSTWA TYRANIĄ KONSUMENTA, CZYNIĄC PRZEDSIĘBIORCĘ JEGO SŁUGĄ, O ILE NIE WPROST NIEWOLNIKIEM KAPRYSÓW I ZACHCIANEK KLIENTA. Prawdziwy libek powinien więc nakazać kapitaliście zamknąć dziób i służyć swemu panu i władcy, jakim ma być w jego wizji konsument, co najwyżej może oskarżać rząd, że przeszkadza w sprawnym obsługiwaniu nabywców towarów i usług, a nie obwiniać go o ograbianie przedsiębiorcy z owoców jego pracy, bo to socjalistyczne postrzeganie ekonomii, zaś dla wyznawcy Misesa liczy się nade wszystko konsumpcja. 

Jednym słowem: ignoranckie kucerze i folksdojcze z PO kolejny raz z rzędu pospołu zrobiły dobrze ustami TW ''Balbinie'', Kaczyński ''pierdolony karakan'' znowu ich wydymał o co sami się prosili, gratulacje więc przegrywy. Jestem pewien, że PiSowcy robią to specjalnie, inaczej sam prezes nie czyniłby politycznego cyrku z mszy żałobnych ku czci własnej matki, prowokując tym zdebilałych KODziarzy i stare baby z wyskrobanymi macicami. Przejęli od Ostachowicza, niesłynnego PR-owca Tuska, technikę ''drażnienia małpy w klatce uderzaniem kijem po prętach'' czy jakoś w podobie, która teraz ląduje rykoszetem PO na mordzie. Mistrzem jej po stronie PiS jest ''ich'' Kurski - niemal wszyscy niby tak narzekają na jego faktycznie *ujową telewizję, ale ''Sylwester Marzeń'' i wyciągnięta z PRL-owskiej zamrażarki Maryla biją rekordy oglądalności. Wstyd, żenada i w ogóle, lecz najdalej po flaszce wychodzi z ''europejczyka'' zwykły polski wieśniak i wtedy Zenuś nie robi mu już obciachu, bez krępacji nareszcie wyzwolony drze wraz nim ryja: ''przez twe łoczyyy zieeloonee oooszalaałeeeeem!!!'':). Bowiem superunijne miasteczko Wilanów to jedna wielka wiocha stojąca prowincjuszami, którzy po jakichś Grójcach, Mielcach czy Kielcach podarabiali się milionów i bardzo wstydzą przysłowiowej słomy wystającej im nadal z drogich butów. Dlatego skłonni są do groteskowego podkreślania świeżo zdobytego statusu np. ostentacyjnym jedzeniem sushi, choć jeszcze parę lat wcześniej wpierdalali schabowego z kapustą aż im się uszy trzęsły - i na zdrowie, tylko na miły Bóg niech przestaną dorabiać ideologię do spożywania surowej ryby! Próżny trud przemówić tumanom do rozumu, jakiego nie posiadają, stąd nie dziwota, że tak durnemu elektoratowi żenione są ordynarne wprost manipulacje. Spierdoliny z PO wybrały bowiem na rzekomą ofiarę rządowego programu najbardziej roszczeniowego ''pszedsiembiorcę'', jakiego można sobie chyba wyobrazić - niemal cały biznes gnoja polega na pasożytowaniu na publicznej kasie, a tej kurwie wciąż mało. Wtóruje im równie nieoceniona dla PiS ''Wyborcza'', jej redaktorzy jak zwykle nie zawiedli Kaczyńskiego, jako poszkodowaną przez Polski Ład podając skromną emerytkę, której zabrano aż 1200 zł z uposażenia wielkości... 22 000 zł! Niewątpliwie wzbudzi to współczucie u rzesz ludzi, którzy muszą zapierdalać ciężko za najwyżej 1/5 tej sumy, nazwać to propagandową wtopą to nic nie powiedzieć. No i nie mogło zbraknąć dyżurnych patocwelebrytów jak Pszemo Saleta, który już szósty rok z rzędu emigruje ze strasznej dlań kaczystowskiej Polski i jakoś nie może wciąż zabrać z niej tyłka do Tajlandii jak zapowiadał. Może więc pomóżmy wykopać stąd jego leniwą dupę, by tajski transwestyta zrobił jej seksualny pogrom kielecki, co? A później wielkie zdumienie, że mimo siermiężnego agitpropu ''kurskiej'' telewizji i licznych wtop ekipy rządzącej, PiS nadal dostaje tyle głosów wkurwionych na to bydło ludzi. Żaden jednak nieudaczny skurwysyn ni dziwka mentalna nie będzie mieć za to pretensji do siebie, o nie - to wszystko wina ''pińscet'' i tego, żeśmy jako naród ''nieoświeceni'', nie to co oni ''unijczycy'' pełnym ryjem. Faktycznie chamskiemu bydłu PiS zawdzięcza rządy, ale temu właśnie co go krytykuje! Kucami i platfusami stąd należałoby orać, albo jak Max Golonko prawi - niech zapierdalają w strzegomskim kamieniołomie, razem z Dudą za uwalenie lex TVN i reformy sądownictwa oraz ''samorządów'', kolejnej patologii III RP. Gwoli uczciwości agitprop obozu ''Zjednoczonej'' Prawicy potrafi spierdolić najlepsze piłki podawane przez nieudaczną opozycję, świadczy o tym chociażby skandal wstawienia Mariana Kowalskiego do ramówki tv Republika, obok całkiem dobrych programów Jaoka i Kożuszka [ skądinąd polecam uwadze tubowy kanał ostatniego, poświęcony sprawom amerykańskim, nawet jeśli nie zgadzam się ze wszystkimi czynionymi tam uwagami ]. Nie pojmuję czemu rządzący uparli się lansować na siłę tego byłego korwinowego przegrywa z UPR, jedyny sensowny użytek zeń jaki widzę dla PiS to kompromitowanie nim przecwelonej wolnorynkowo ''dupoendecji'', jak słusznie określa ich Fox, jakiego to tumana wystawili onegdaj w wyborach na prezydenta RP. Tymczasem jełop ma dostać ''program satyryczny'' w Republice, reklamowany jako - o hańbo! - ''głos zwykłego Polaka''! Najwidoczniej w PiS uwierzyli, że faktycznie ich wyborca to tępy chamuś, którego można tanio kupić za parę stówek, niech więc nie dziwią się później kiedy niemała, świadoma część elektoratu przy najbliższych wyborach każe im s...obie pójść. Tyle jeśli idzie o udowadnianie, jakimi nie tylko beznadziejnymi przegrywami politycznymi są korwinowi kucerze i tuskowi platformersi, ale nade wszystko pożytecznymi idiotami Niemiec i Rosji. Bowiem jak pisze Marek Budzisz w znakomitej analizie współczesnej rosyjskiej myśli strategicznej:

''I tak, po pierwsze, cele polityczne, które w przeszłości osiągano odwołując się do narzędzi presji o charakterze militarnym, teraz państwa będą starały się osiągnąć stosując nieco inne podejście. W pierwszym rzędzie następować będzie uprzedzające osłabienie możliwości ekonomicznych potencjalnego przeciwnika oraz zdobycie przewagi w sferze informacyjnej, choć z kontekstu tego co pisze wynika, że chodzi o strategię narracyjną. Dopiero w kolejnych fazach agresji następuje odwołanie się do tradycyjnych środków presji militarnej. [...] Generalnie rośnie znaczenie środków oddziaływania o charakterze niewojennym, których używa się we wczesnych fazach konfliktu, zanim jest on eskalowany do poziomu kinetycznego. Chodzi o możliwość osiągnięcia celów politycznych nawet, w najlepszych z punktu widzenia scenariuszach, bez konieczności odwoływania się do narzędzi militarnych. Z tego względu rośnie znaczenie infosfery, rozumianej bardzo szeroko, zarówno jako środowiska zbierania i przepływu jak i interpretowania przez przeciwnika informacji. Oznacza to, że ewolucja współczesnego konfliktu zbrojnego, prowadziła będzie w niemałej części w kierunku umożliwiającym zdobycie dominacji w tej domenie, również po to aby zaburzyć „możliwości poznawcze” zaatakowanego państwa.'' 

- przy okazji wychodzi też na jaw dlaczego obecnie tylu mundurowych jest libertarianami: należy szkolić wojskowych i tajniaków na wypadek zerwania łączności między sztabem i centralą dowodzenia a żołnierzami i wywiadowcami w terenie. Wymaga to od nich wysoce zindywidualizowanego podejścia, premiując ''prywatną inicjatywę'' również przez zwyczajny brak ludzi, bowiem czas masowych armii minął bezpowrotnie, przynajmniej pod naszą szerokością geograficzną. Zwłaszcza Rosjanie stali się oszczędni w walce, co w ich wypadku oznacza prawdziwą rewolucję, nie mogą już jak dotąd nakryć wroga czapkami, stąd rekompensują sobie obecną słabość zmysłem taktycznym i ''ekonomizacją'' użytych maksymalnie efektywnie środków. Jednym słowem zmasowane ofensywy wojskowe i sztywny, hierarchiczny sposób dowodzenia armią ulegają rozluźnieniu, przechodząc w strategię rozproszonego pola bitwy z wieloma starciami naraz zamiast jednego, decydującego uderzenia. Poza tym rozbity na wiele podmiotów, ''anarchiczny'' proces decyzyjny trudniej sparaliżować od scentralizowanego dowództwa. Liczy się precyzja, skuteczność zastosowanych broni oraz samodyscyplina żołnierza, niczym u wzorcowego pracownika korpo, stąd i zwiększona rola ''prywatnych'' wojsk za pomocą których państwa mogą realizować swoje cele w ''szarej strefie'' między pokojem a wojną, bez oficjalnego wywoływania tej ostatniej - bardzo wygodna dla rządzących taktyka. Pozwala im bowiem ustanowić na wydzielonym terytorium coś w rodzaju wolnego rynku przemocy, ''tymczasowej strefy autonomicznej'' pod zarządem elementów kryminalnych i wprost terrorystycznych, co miało miejsce w Donbasie jak i w przypadku ''kalifatu'' ISIS zwanego nieprecyzyjnie ''państwem islamskim'' [ bo w istocie była to raczej neoplemienna federacja miejscowych grup bojowych ]. Oby Rosjanom nie udało się rozciągnąć podobnych ''Dzikich Pól'' na resztę lewobrzeżnej Ukrainy, oczekiwałbym także w ramach prewencji skutecznej kontrakcji na miejscu z udziałem jakiś polskich formacji sił specjalnych, z jak najmniejszymi stratami własnymi dla nich przy tym, czego im serdecznie życzę.

Tyle prywaty z mej strony i jadowitego odniesienia do krajowych aktualiów. Jeśli ktoś sądził, że jak sugeruje tytuł zajmę się po całości kwestią inwazji Rosji na Ukrainę [ bo przecie nie w Ukrainę, jak chcą tego neobanderowcy! ], srodze się zawiedzie. Nie mam bowiem najmniejszego zamiaru powiększać i tak znacznego szumu informacyjnego, jaki panuje w tej materii i kudy mi zresztą do wypowiadających na tenże temat rozlicznych ekspertów. Przypomnę więc tylko com już pisał onegdaj, że to nie jest kwestia lekceważenia rzezi wołyńskich, lecz zimnej politycznej kalkulacji: jeśli Rosjanom uda się zająć lewobrzeżną Ukrainę i odciąć ją od Morza Czarnego, zajmując porty na czele z Odessą aż po deltę Dunaju, mamy jako Polacy przejebane. Nie trzeba mym zdaniem w takiej sytuacji żadnej lądowej inwazji na nasz kraj, o jakiej prawi Bartosiak wraz ze swym teamem, bowiem posiadane obecnie przez Moskwę czysto konwencjonalne środki rażenia pozwolą jej wtedy podpalić wschodnią granicę RP na całej już linii. Nie mamy możliwości by się temu przeciwstawić, tym bardziej że Niemcy i Francja jak wiadomo nie przyjdą nam z pomocą, stąd NATO okaże się fikcją. Wręcz przeciwnie: przedsięwzięty właśnie przez Berlin ambitny program dozbrajania własnej armii, każe obawiać się powtórki z rozbiorowego scenariusza paktu Hitler-Stalin. Oczywiście już bez totalnego ludobójstwa i masowego terroru, jakie tamtemu towarzyszyły ani narzucanego przemocą ideologicznego zajoba. Po co, wystarczy ubezwłasnowolnienie polityczne, ekonomiczne i militarne Polski, oraz powierzenie zarządu nad miejscowymi rabami lokalnym kolaborantom, a folksdojczy jak i ruskich kurew u nas ci przecież dostatek. Nie uśmiecha mi się powrót do patologii wiecznego ''liberum conspiro'', bo to nigdy nie zastąpi własnego państwa, niechby chujowego. Dlatego utrzymanie go jest kwestią naszego być lub nie, zamiast patriotycznych gestów i strzelistych haseł, kto tego nie pojmuje jest zwykłym frajerem, jak korwinowy stulejarz Czeczko. PiSowskim propagandzistom ''GaPola'' zaś radzę nie kompromitować się jak dotąd lekceważeniem, czy wręcz usprawiedliwianiem państwowego kultu banderyzmu na Ukrainie, bo to jedynie podjudza agenturalną ruską szczujnię medialną. Należy w kontrze przypominać, że obecne władze w Kijowie takim samym szacunkiem otaczają również ukraińskich czerwonoarmistów, wzorując się w tym zresztą na jelcynowskiej jeszcze polityce historycznej, kontynuowanej za Putina. Postmodernistycznej Rosji udało się bowiem podnieść swą ''różnicę'', czyli tragiczne rozdarcie i konflikty własnej historii do rangi cnoty. Dziś można tam zajrzeć do cerkwi wystawionej ku czci pomordowanej przez bolszewików carskiej rodziny, po czym wyjść z niej na plac, gdzie stoi pomnik Lenina odpowiedzialnego za bestialską egzekucję jej członków. I tak ma być, płynie stąd jasny przekaz: jesteśmy tacy jak i tacy, nie udajemy że było inaczej ani iż po obu stronach walczyli przeciw sobie bracia jednej krwi, nawet mimo czołowej roli jaką wśród bolszewików odgrywali przedstawiciele ciemiężonych przez carat nacji, z Żydami jak wiadomo na czele. Komuniści nie wygraliby jednak, gdyby nie masowy udział po ich stronie samych Rosjan, ów swoisty fenomen ''narodowego bolszewizmu'' wrogiego mniej lub bardziej tamtejszej ''żydokomunie''. Dokładnie tak samo jest na Ukrainie [ nie w! ], która jest zarówno ''banderowska'' jak i ''czerwona'', gdyby Ukraińcy mieli państwo z prawdziwego zdarzenia, jeszcze w latach 90-ych zabraliby się do postmodernistycznego pożenienia własnych sprzeczności, a wówczas szopka z donbaskim separatyzmem nie poszłaby Kremlowi już tak gładko. 

Cóż, nie ma co lamentować nad rozlanym mlekiem, teraz kluczowa jest postawa rosyjskojęzycznych Ukraińców, a takich jest bodaj większość, oni zaś generalnie mają wyjebane na banderyzm i tylko skurwiały mentalnie kamrat od Olszańskiego może ich utożsamiać z faszystowskimi mordercami Polaków. Co więcej, to sami Ukraińcy zdławili banderyzm po wojnie, stanowiąc zdecydowaną większość wśród funkcjonariuszy komunistycznej bezpieki i wojska, którzy tego dokonali. Zdaję sobie oczywiście sprawę z trudności, jakie nastręcza wytłumaczenie zwykle antysowiecko nastawionemu odbiorcy PiSowskiego agitpropu, że za naszą wschodnią granicą służba w ''krasnej armii'' ma nieco inny wymiar historyczny niż u nas. Niekoniecznie bowiem wiąże się z obcym najazdem, lecz obroną swego kraju przed zbrodniczą nazistowską hydrą, także rodzimą, od czegóż jednak dziennikarze, by wyklarować swym odbiorcom możliwie prosto tak zawiłe kwestie. Nie zaś głupio je zbywać, a bywa wręcz posuwając o hańbo do usprawiedliwiania jako rzekomych ''antykomunistów'' banderowskich rezunów, splamionych ludobójstwem Polaków na Wołyniu. Działa to przecież także w drugą stronę: u nas faszyzm również znaczył zupełnie coś innego, polscy jak i żydowscy faszyści z ''Betaru'' walczyli dzielnie z niemieckim nazistami, Uderzeniowe Bataliony Kadrowe Konfederacji Narodu poniosły w starciach z hitlerowcami potworne wprost straty. Dowodzącemu nimi Bolesławowi Piaseckiemu, mimo całego jego antysemityzmu można prędzej zarzucić kolaborację z sowieckimi komunistami, a nie III Rzeszą, poprzez tworzenie koncesjonowanych przez stalinowski reżim organizacji jak PAX. Tak więc konsekwentni ''antyfaszyści'' powinni oskarżać również powojennych komunistów i samego Stalina, o ''tolerowanie'' miejscowych ''nazioli'' jacy prawdziwych niemieckich nazistów czynnie zwalczali, a nie donosili gestapo na AK czy Narodowe Siły Zbrojne, co czyniła prosowiecka Gwardia, później zaś Armia Ludowa. Niech więc Ukraińcy wyjdą obronną ręką z obecnej kabały, to nie kwestia sympatii i gorących uczuć, lecz wyrachowanej na zimno wspólnoty interesów. Bowiem walcząc o siebie i własny kraj, chcą tego czy nie bronią i nas, jeśli więc co nie daj zbiorą tęgie baty od Moskali, tylko polityczny koprofag będzie radował się z tego tytułu na miejscu. Nie ma też co włazić chachłom w tyłek, jak niestety co poniektórzy Polacy to czynią, bo opieranie wzajemnych relacji na czymś tak ulotnym jak emocja niechby i pozytywna, to przepis na katastrofę. Trzeba nam stąd powiązań instytucjonalnych, politycznych i ekonomicznych, nie zaś udawanie jakoby żadnych istotnych różnic między nami nie było, bo tym łatwiej wyciągną je na jaw przeciwko nam wrogowie tak z Rosji co i Niemiec [ to samo tyczy się Czechów, Węgrów etc. ]. Owszem, ''Wołyń - pamiętamy!'', lecz sztuka w tym właśnie, aby nadal robić z sobą interesy o ile tylko zachodzi takowa potrzeba, bo w końcu chcemy być tymi stąpającymi twardo po ziemi politycznymi realistami, czy wciąż ulegającymi bezrozumnym zbiorowym porywom romantykami? Sami Ukraińcy nie mają problemu z podobnie pragmatyczną do bólu postawą, co dowodnie okazuje bezwzględne wykorzystywanie przez nich naszych tarapatów blokadą tranzytu kolejowego towarów przez swe terytorium, by wymusić korzystne dla siebie zmiany. Czesi również postąpili tak samo ''podle'' i cynicznie jeśli idzie o Turów, czemuż więc i my nie mamy traktować ich w ten sam sposób? I wcale nie wyklucza to kooperacji w innych dziedzinach, bowiem stosunki między państwami nie przypominają tych w rodzinie czy układach towarzyskich, kto tego nie pojmuje przysłowiowe gie wie o polityce, nie powinien stąd w ogóle zabierać na jej temat głosu. 

Osobny temat w co grają tutaj sami Amerykanie, bo nader często zapominamy w Polsce, że interesy zamorskiego hegemona niekoniecznie muszą pokrywać się z naszymi. Zastanawiające jest choćby wsparcie jankeskiego de facto konceptu ''Armii Nowego Wzoru'', do którego lansowania na krajowym gruncie wynajęty został Bartosiak, udzielone przez PRL-owskiego trepa gen. Leona Komornickiego. Ciekawe, że reformę wojska szykowanego na wojnę z Rosją sufluje typ, który jak głosi jego biogram ''w latach 1981–1984 był słuchaczem Akademii Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych ZSRR w Moskwie''. W ''wolnej Polsce'' po tzw. ''upadku komuny'', a tak naprawdę jej samolikwidacji przez sowieciarzy i ubeków, pan czy raczej towarzysz generał zrobił biznesową karierę, zasiadając min. w zarządzie resortowej spółki Pol-Aqua wraz z min. byłym SB-ekiem Petelickim i szefem WSI Malejczykiem. Na stronie nieodżałowanego Jerzego Targalskiego możemy przeczytać choćby, że w 2007 roku wespół z innym resortowym biznesmenem Ryszardem Krauze ''zarejestrowano w Moskwie spółkę Pol-Aqua Wostok'', która ''otrzymała koncesję na poszukiwanie nafty i gazu'', co stanowiło ''oznakę dużego zaufania Rosjan – dopuszczenie obcej firmy do udziału w strategicznym sektorze paliwowym''. Wreszcie Komornicki robi za ''eksperta'' w Fundacji Instytutu Bezpieczeństwa i Strategii, której były szef i współzałożyciel UOP-iarz Małecki strasznie bóldupi z powodu rzekomej afery z podsłuchiwaniem opozycji ''Pegasusem''. Brejza i cała reszta platformerskiej hołoty znalazła sobie wreszcie wymówkę dla własnego politycznego niedojebania, ich przegrywizm to wina ''inwigilacji przez PiS'' - taa jasne, dalej sobie tak tłumaczcie jełopy. Małecki jedzie też ostro po ministrze Kamińskim w wydanym w zeszłym roku wywiadzie-rzece, abstrahując całkiem od stawianych przezeń tam zarzutów pod adresem burdelu, jaki ma panować obecnie w polskich służbach wywiadowczych, wpierw powinien posprzątać syf na podwórku własnej fundacji, inaczej wychodzi na skrajnie niewiarygodną dziwkę zgrywającą świętoszka. Oczywiście powyższe nie powinno oburzać ni dziwić kumatych jednostek, nie od dziś wiadomo, że pragmatyczni do bólu Jankesi wolą posługiwać się przewerbowanymi ubolami, niż frajerstwem wierzącym w żenione przez nich kawałki o ''wolnym, liberalnym świecie'', w myśl zasady: ''sukinsyn, ale nasz''. Wspomnijmy chociażby Leszka Millera latającego po forsę do Moskwy, fetowanego później w siedzibie CIA w Langley, czy rozmowy Rockefeller-Jaruzelski podczas których rozstrzygnął się los ''wolnej Polski'', a nie przy ''Okrągłym Stole'' czy nawet w ''Magdalence'', gdzie co najwyżej dogadywano szczegóły. Patrząc szerzej serdecznym przyjacielem Putina jest amerykański Żyd Kissinger, współkreator przez wiele dekad polityki zagranicznej USA, onże też obdarzył niedawno nagrodą swego imienia Stasi-Merkel, o czym pisałem obszernie niedawno. W tymże tekście przytaczałem dowody, że ''wolnościowi'' Jankesi nie brzydzili się posługiwać na miejscu nawet taką kanalią jak Adamowicz, czy jak teraz Czaskosky, nie robiłbym więc sobie specjalnych złudzeń co do polityki Waszyngtonu, jeśli idzie o możliwość wsparcia nas w próbie powstrzymania rosyjsko-niemieckiej hydry, która nas pospólnie dusi. Obecny prezydent Stanów Zjednoczonych, Tricky Dicky potężny władca Ameryki, dopiero co wyznaczył Putinowi ''czerwoną linię'' w sprawie Ukrainy, że jeśli będzie chciał pożreć od razu cały kraj dostanie łomot, ale rozszarpywanie go po kawałku to proszę bardzo, smacznego ruski niedźwiedziu. Oczywiście już zaczęło się dezinformacyjne odkręcanie tematu, iż jakoby był to ''fatalny błąd'' rzeczywiście zdemenciałego dziadygi Bidena. Niemniej choć on sam pewnie faktycznie nie miał za bardzo pojęcia co mówi, ani nawet gdzie jest, to jednak sądzę ci co kazali mu tak gadać dobrze wiedzieli, jaki komunikat należy przekazać jego ustami Moskwie. Amerykanom bowiem w przeciwieństwie do czasów ZSRR obecnie zależy na dokopaniu Chinom, więc zablokowanie przesyłu towarów stamtąd do Europy jest w ich interesie, a tak się akurat składa, że główny tranzyt lądem do Niemiec idzie przez Ukrainę i nasz kraj, konkretnie port kolejowy w Małaszewiczach... Nie zaszkodziłaby stąd mała destabilizacja sytuacji w Europie Wschodniej, a cóż lepszego ku temu niż poszczuć przeciw sobie kraje regionu, tudzież zaprowadzić chaos wewnątrz nich samych? Tłumaczyłoby to czemu UOP-iarz Małecki tak ujada na PiS, zaś mecenas Bartosiak wraz z przewerbowanym [?] komuchem Komornickim chcą nam rozwalić do reszty armię na zlecenie Waszyngtonu, tego samego co drugą ręką dać ma nam Abramsy w imię imperialnej polityki ''dziel i rządź''. Ciekawe jednak, że Putin w to brnie i to nie pierwszy raz zresztą, bo jeszcze w 2014 podczas apogeum walk w Donbasie podporządkował prezydenckim dekretem rosyjski system finansowy amerykańskiemu dyktatowi, zaprowadzając w kraju umowę FACTA. Niepomny jakby zupełnie tego, że Anglosasi wpędzili w czasie I wojny światowej sojuszniczą wtedy carską Rosję w katastrofalny dla niej ciąg rewolucji, nie tylko lutowej ale i po części bolszewickiej, posyłając statek wypełniony komunistycznymi terrorystami z Trockim na czele, także w kontrze do niemieckiego pociągu z Leninem. Skoro nie wyszedł Amerykanom manewr z ''odwróconym Kissingerem'', czyli przeciągnięcie na swoją stronę Moskwy, może uda się im uwikłać ją w przewlekły konflikt w Europie Wschodniej, blokujący przy okazji tranzyt z Chin do Europy, kto wie - jaki potencjał destabilizacji sytuacji w krajach regionu posiada takowy scenariusz wydarzeń wolę nawet nie myśleć, oby to były jedynie strachy na lachy.

Dość więc o tem, na koniec trochę jakże potrzebnej nam wszystkim rozrywki wszakże z pewnym przesłaniem, dawno nie wrzucanej tu muzy i to ze wschodu właśnie. Oto Rosjan portret własny w wykonaniu tamtejszej, niesłychanie popularnej formacji Little Big, słynącej z pomysłowych wizualnie i co tu kryć zazwyczaj wulgarnych videoclipów, tu i w tak łagodnej jak na nich formie - umieszczam tylko bezpośrednie odnośniki zamiast całych video na stronie, bo funkcja dorzucania klipów została zjebana na blogspocie, przynajmniej ja mam widzę problem z youtubową wyszukiwarką, którego dotąd tutaj nie było:

https://www.youtube.com/watch?v=j4IgNPmaKkw

''No future, no rich - this is Russia bitch!'' - faktycznie, nic ino pić:

https://www.youtube.com/watch?v=QrU1hZxSEXQ 

...albo naparzać się po ryju - Russian hooligans, suka bladź madafaka! :

https://www.youtube.com/watch?v=CSn07j3SfSY

...wzorem przywódcy narodu, aczkolwiek wątpię by Biden był równie dobrym rywalem dla Putina w przypadku podobnej walki jak na załączonym poniżej obrazku, chyba że dostałby wspomaganie jaką szprycą od dr. Feelgooda z Białasowego Domu:

https://www.youtube.com/watch?v=xBwtEQQ9qd0 

Zawiedzie się ten, kto zachęcony niniejszymi produkcjami zapozna się z obecnymi przebojami pomienionej formacji. Dziś to muzyka ichniej ''klasy średniej'', a tak naprawdę bogaczy ze strzeżonych osiedli, nie zaś blokowisk jak wtedy, gdy zaczynali [ choć nadal nie zbywa im na pomysłowości ]. Niemniej u zarania kariery potrafili dać w palnik jak widać, acz obraz ten jest celowo grzany przez Rosjan, jako groteskowo przerysowana wizja narodu agresywnych pijusów, tak by wzbudzić przed nimi strach wśród sąsiednich nacji. Doskonale to zostało tutaj sparodiowane, zwłaszcza u końca: 

https://www.youtube.com/watch?v=2uTMTyqQxl4

Nie ma więc co nabierać się na rosyjską propagandę, ani to ''turańska dzicz'' po całości, ani też lubiący sielanki bracia Sławianie. A propos - zacna folkowa formacja Отава Ё [ Otawa Jo ] w uroczym melodyjnym utworze, jako niezbędna kontra dla poprzednich hardkorów:

https://www.youtube.com/watch?v=1wjLI2eslv8 

Brzmią niemal jak ruski etno-funk:

https://www.youtube.com/watch?v=vslWAiWzlbs 

Wrzucałem tu onegdaj mistrzynię tego gatunku Innę Żełannają, ale nie zaszkodzi sobie ją przypomnieć w dwóch klasycznych już dla niej utworach - najpierw ponurym i masywnym z mocarnym saksofonem w tle:

https://www.youtube.com/watch?v=1fi6oSdekCE

...i nieco bardziej lirycznym, emfatycznym rzekłbym wręcz dźwiękowym zapisie męki nocnej mary, z towarzyszeniem bezprogowego basu, którego głęboki ton nie kryję bardzo lubię - wejrzyj w ''Зеркало'': 

https://www.youtube.com/watch?v=i_SvIsGqZfM

Cream Soda, czyli ruskie dicho w najlepszym wydaniu:

https://www.youtube.com/watch?v=IvJKhS0nFpA 

...nawet, gdy parodiują niemożliwie kiczowate italo disco:

https://www.youtube.com/watch?v=7uvMvPNVxmc 

I także mają pomysłowe, starannie opracowane wizualnie videoclipy, co stanowi chyba zresztą znak rozpoznawczy rosyjskich wykonawców, przynajmniej niektórych:

https://www.youtube.com/watch?v=mZ2o_7YdbXY

Na finał wyjdźmyż z Rosji, pozostając wszakże w kręgu obranej tematyki - najsampierw formacja Jambinai z Korei Południowej, udatnie łącząca zachodni post-rock z własną orientalną tradycją muzyczną. Szczególnie drugi, ostatni utwór nosi prawdziwie epicki charakter, oby czołgi jakie mamy stamtąd sprowadzić czy też produkować w kooperacji, były równie groźne i mocarne dla wroga:

https://www.youtube.com/watch?v=wEk0YlYEJAE

...wieńczy zaś listę zaskakująca na pozór w tym zestawie obecność jamajskich ''czornożopców''. Jednak niespotykane w takiej muzie użycie skrzypiec, nadaje jej liryczną nutę niemalże słowiańskiej melancholii, zagubionej w przestworze dubowego basu:

https://www.youtube.com/watch?v=mbPa0QH_zxA

I tym jakże zacnym akcentem kończę.


sobota, 15 stycznia 2022

Na ile ''Polski'' jest ten Ład?

No i nie dotrzymałem danego słowa, aby nie poruszać tematu ''Polskiego Ładu'', a to ze względu na brak wiedzy z zakresu prawa podatkowego, jaki nie pozwala mi należycie ocenić wprowadzanych przez rząd zmian. Wszakże podobna ignorancja jak widzę nie przeszkadza rozlicznym Januszom ekonomii strzępić ozór o tym, jakie zło mają one z sobą nieść dla niemal wszystkich w Polsce, poza jedynie alkoholikami i nierobami. Poziom aroganckiej niewiedzy i zadufanego w sobie chamstwa jaki zwykle przy tym prezentują wprost poraża. Nie zaradzi więc temu nawet najlepsza kampania edukacyjna - tu potrzeba nowego Kostka-Biernackiego, który zacząłby wieszać za każde ''z moich podatków'' i ''rząd nie ma własnych pieniędzy''! Tak na początek, czas bowiem skończyć z tą filozofią dla debili, durnych cwaniaczków co to sądzą, że jak dali komuś w łapę pod stołem to ''oszukali system''. Nie dociera bowiem do wolnorynkowych ameb, że realnie rzecz biorąc właścicielem waluty jest jej emitent, ten kto zarządza podażą pieniądza jak i popytem nań, za pomocą posiadanych przez siebie instrumentów finansowych typu stopy procentowe itp. Cała reszta zaś robi jedynie za jego mniej lub bardziej czasowych użytkowników, obojętnie czy została im stówa do pierwszego w dziurawej kieszeni, czy też obracają miliardami. Różnica i to ogromna rzecz jasna, lecz ''tylko'' co do skali, natomiast status obu jest jednakowy w istocie. Tak więc owszem liberalny jełopie, to rząd jest prawdziwym właścicielem ''twoich'' jedynie warunkowo pieniędzy, kwestią do ustalenia pozostaje tylko fundamentalna za to sprawa, czy krajowy istniejący na miejscu, czy jakiś obcy naszym interesom narodowym. Nie kupuję bowiem gadek o rzekomo ''ponadnarodowych'' instytucjach finansowych, gdyż zazwyczaj mają one siedziby w konkretnych państwach i są ich agendami. Niestety przez balcerowiczowskie zjebanie neoliberalne, Polska utraciła możliwość prowadzenia w końcu własnej polityki finansowej po upadku PRL. Mowa rzecz jasna o zasadzie ''niezależności'' bankowości centralnej od polityków [ niestety głównie polskich ], oraz zawarowanym w konstytucji limicie zadłużenia publicznego. Czyni to naszą suwerenność co najmniej dyskusyjną i każe brać w nawias przymiotnik ''polski'' zawarty w skrócie NBP, zdejmując poniekąd z krajowych władz odpowiedzialność za obecną inflację. Co przyznaje nawet Konrad Rękas, prorosyjski jak diabli, stąd nie można posądzić go o choćby cień sympatii dla PiS. Wszakże nie stanowi to również dlań usprawiedliwienia, wręcz przeciwnie jasno okazując bowiem, iż każda ekipa rządowa III RP robi de facto za figurantów obcej finansjery, żyrując jej interesy na miejscu mimo ''niepodległościowej'' retoryki propagandowej jaką się otacza. I będzie tak dopóty nie odzyskamy narzędzi realnej suwerenności ekonomicznej, znosząc liberalną fikcję ''apolityczności'' banku centralnego, oraz takiż kaganiec długu publicznego zapisany w ustawie zasadniczej.

Póki co w naszej przestrzeni publicznej nadal królują pomioty ''transformacji ustrojowej'', takie jak jeden z ''przyszywanych zięciów'' Jarosława Kaczyńskiego Marcin Dubieniecki - syn resortowego mecenasa, a sam aferzysta umoczony w rozliczne szemrane interesy. Ostatnio dowalił na TT jak rasowy kuc, mimo iż zeń postkomuch co mnie zresztą wcale nie dziwi, bo słyszałem onegdaj jak wódz lokalnych kucerzy chwalił się znajomościami z młodzieżówką SLD, której członkowie mieli tożsame z nim poglądy na ekonomię. Towarzysz przedsiębiorca błysnął takowym konceptem:

''Przestańmy płacić podatki przez co najmniej 6 miesięcy. Wypłacajcie pieniądze z konta a następnie jak już konto zablokują przejdźcie na system gotówkowy. 3-6 miesięcy i po Państwie polskim w zakresie władzy i ich pomysłów na dalsze rozdawnictwo. Proste i klarowne. Pobawmy się.''

Na takie dictum nawet Bosak nie zdzierżył, mimo swego wolnorynkowego przecwelenia zjechał go jak należy oddajmy mu:

''Ależ wielopiętrowa ignorancja! 1. Państwo „wydaje” pieniądze zanim pozyska je z podatków 2. W obiegu jest nie dość gotówki by to się udało 3. To co on proponuje to „run” na banki, który zachwieje sektorem prywatnym, a nie publicznym 4. I państwo i banki ma niezbędne stabilizatory.''

- czyli przyznaje jednak, że nie wszystko to ''z naszych podatków''... I takowe herezje głosi jeden z liderów Kucfederacji! - musi wylazł zeń ''narodowy socjalista'', jak określał Korwin-Mikke swych obecnych koalicjantów w wywiadzie, udzielonym z 5 lat temu Interii. Warto go sobie przypomnieć, gdyż zawiera passusy jak ulał odnoszące się do obecnej sytuacji np. a propos inby z usunięciem profilu Konfy z Pejs-zbuka, więc przywołam je na prawie cytatu:

''Ależ Facebook to prywatna firma i może sobie robić co chce. Ja też kiedyś dostałem ostrzeżenie, bo Facebook stwierdził, że nie podobają im się moje treści, więc na wszelki wypadek trzymam je też na rosyjskim vk.com. Nikt nikomu nie broni założyć sobie własnego portalu społecznościowego. Wtedy nie trzeba będzie patrzeć na prywatne uprzedzenia pana Zuckerberga.''

- słyszycie kuce co wam radzi ''krul'' Ozjasz? Załóżta se własną społecznościówkę, albo przenieście się na ruskie lub chińskie serwery... Klasyka wolnorynkowego zjebania - i aby było jasne, cokolwiek sądzę o większości zwolenników Konfederacji, ''zniknięcie'' jej profilu to czyste skurwysyństwo, niedopuszczalna ingerencja jankeskiej cyberkorporacji w polską politykę. Wszystkich przeciwników Konfy i zarazem entuzjastów UE, co zwykle idzie z sobą w parze, odsyłam do wyroku TSUE w sprawie ''Schrems II'', gdzie oficjalnie stoi, iż Facebook ściśle współpracuje z NSA - amerykańskim wywiadem elektronicznym, przekazując mu dane swych użytkowników. Portal Cukera nie jest więc zwykłą ''prywatną firmą'', a prowadzona przezeń cenzura kwestią li tylko jego ''osobistych uprzedzeń'' jak pierdoli Korwin, nie chodzi również jedynie o rzekome ''łamanie regulaminu'' jak bredzi z kolei lewactwo. Żaden to wyjątek, lecz reguła w świecie cyberkorpo - Huawei stanowi przecież agendę chińskiego wywiadu wojskowego, Kaspersky jest narzędziem szpiegostwa Rosjan, zaś kapitał założycielski na Palantir Technologies dał ''fundusz inwestycyjny'' CIA. Ostatnia firma jest szczególnie ciekawa, jako że choć formalnie zarządzana przez LGBTarianina Petera Thiela [ skądinąd gorącego orędownika Trumpa w swoim czasie ], oraz lewaka Alexa Karpa, mimo to nie kryje swej dumy z pracy dla amerykańskiej armii, wywiadu jak i cywilnych agend rządu USA. I takich ''wolnościowców'' lojalnych wobec własnego państwa życzyłbym sobie tu w Polsce, serio a nie zdradzieckie spierdoliny jak dezerter Czeczko wierzące, że gdyby nie ZUS i podatki wreszcie by zaliczyli, spuszczające się pod korwinowe bezmózgie karyny. Chyba już tylko skończeni idioci wierzą, że ''internet jest za darmo'' i stanowić może narzędzie walki z rządami państw i wielkimi korporacjami - a ile to się naczytałem w latach 90-ych o ''infoanarchizmie''... Dlatego żal mi autentycznych libertarian co sądzą, iż podobną rolę może odegrać dziś bitcoin, piejących peany na cześć estońskiego PIT-u i tamtejszego ''cyberpaństwa minimum'', kompletnie bez związku, że w jego stolicy mieści się centrum elektronicznego zwiadu państw NATO [ he he ]. Należy przy tym nadmienić, że ostatnie wypadki w Kazachstanie, de facto prorosyjski zamach stanu jaki miał tam miejsce, poważnie zachwiały światowym rynkiem kryptowalut. Kraj ten bowiem w ostatnim czasie stał się drugim co do wielkości po USA obecnie, globalnym centrum ''kopania'' bitcoinów. Tak więc pod reżimem Nazarbajewa i jego klanu kwitła iście libertariańska ''wolność gospodarcza'' jak widać:))). Wracając do rozmowy sprzed kilku laty z Januszem Koranem-Mekką - intrygująco brzmi w kontekście niedawnej ''piątki dla zwierząt'' takaż wypowiedź kucowskiego patriarchy:

''Ale z całym szacunkiem, co mnie do cholery obchodzą polscy rolnicy, których dajmy na to jest z milion?! A pozostałe 37 milionów Polaków? Ważny nie jest interes polskiego producenta, lecz polskiego konsumenta.''

- oczekuję, że za tę wypowiedź Warzecha i jego sponsorzy ze ''świata rolnika'' będą napieprzać w JKM aż do skutku, czyli publicznych przeprosin i pokajania się przezeń. Inaczej pan redaktor okaże jedynie, że nadal pozostał tylko zwykłym korwinowym bufonem, a tak jest w istocie. Odnotujmy również następującą potem strzelistą myśl Janusza ekonomii, którą winni zakodować sobie wszyscy przedsiębiorcy w Polsce:

''NIE PO TO BUDUJEMY FABRYKĘ BUTÓW, ŻEBY KAPITALISTA MIAŁ PIENIĄDZE a robotnik pracę, tylko żebyśmy mieli buty. [...] Człowiek pracy ma stać na baczność przed konsumentem.''

- i być jego sługą, tak przedsiębiorca jak pracownik dodajmy. Korwin prawi tu jak rasowy misesolog oddajmy mu, wedle bowiem ''austriackiej szkoły ekonomii'' jaką oficjalnie wyznaje, ''wolny rynek'' ma służyć interesowi konsumenta a nie kapitalisty [ czy kuce słyszą? ]. Co wszakże nie przeszkadzało mu później drzeć ryja, że ''kto nie pracuje ten nie je'', więc nie wiem kto tu wedle jego słów z rzeczonego wywiadu ''stawia wóz przed koniem'': socjaliści jak gada, czy on. Cóż się jednak spodziewać po człowieku, który postuluje ''zbadanie DNA Jezusa'', aby ustalić czy był on Synem Bożym... Żywię więc nadzieję, że mormoni jakimi ostatnio się otacza, jak choćby jego asystent Karol Wilkosz, zapewnią mu bliską teleportację na planetę Kolob, najlepiej od razu z haremem wszystkich jego żon, oraz licznych dzieci ze związków tak legalnych, co i pozamałżeńskich. Niech zabierze też wraz ze sobą zwolenników głoszonych przezeń wolnorynkowych farmazonów, starych jak i młodych i to jak najprędzej!

Jeśli zaś idzie o sam rzeczony ''Polski Ład'', liczy się w nim po pierwsze to, na ile faktycznie zaprowadza on, jak obiecuje w nazwie, klarowny porządek w dotychczasowym chaosie przepisów prawnych w Polsce? Bo jeśli nie, rzeczywiście stanowi to jego kompromitację, czego z wymienionych na wstępie powodów nie jestem w stanie rozsądzić. Miarą patologii jaka panuje u nas w tej materii, jest dynamiczny rozrost kancelarii [anty]podatkowej Mentzena. Bynajmniej nie boli mnie cudzy sukces, zdecydowanie wolałbym jednak, aby wzorem kapitalisty nad Wisłą był inżynier, zarabiający krocie na tworzonych przezeń pomysłowych rozwiązaniach technologicznych, popychających realnie krajową ekonomię do przodu. Nie zaś bubek żerujący na absurdach mętnego prawa w Polsce, pełnego luk przez które przeciekają olbrzymie sumy. Zresztą żaden z biznesów Mentzena nie wniósł rzeczywistej wartości dodanej [ Boże broń ''dodatkowej''! ] do naszej gospodarki, bo trudno za takową uznać kantor wymiany walut, czyli ordynarne cinkciarstwo, sklep z bronią jaki skądinąd poniósł fiasko, obecne warzenie pyffka czy ''biuro oszustwa podatkowego'', gdyż tak właściwie należałoby je nazwać. I ten arogant śmie pouczać bezczelnie Glapińskiego na wizji, o tym jakoby nie znał on podstaw ekonomii? Cokolwiek sądzić o Glapie, a nie jest to mój bohater oględnie zowiąc, mowa o człowieku akceptowanym przez globalną, anglosaską głównie finansjerę z racji opisanego na wstępie mechanizmu obsadzania kierownictwa NBP. Przykro mi, ale to iż taki Mentzen jest postrzegany jako ''ostatnia nadzieja białych'' przez wielu młodych Polaków, świadczy o nich jak najgorzej, stąd aż proszą się więc, by golił ich na kasę za wspólne występy z Palikmiotem. Podobnie rzecz ma się z politykami oraz urzędnikami państwowymi, tworzącymi dlań paśnik poprzez mętne przepisy i formuły prawne, jakie może wykorzystywać w swej szemranej praktyce. Mówiąc wprost, obecność Mentzena w polskiej przestrzeni publicznej i jego kariera jako ''osobowości medialnej'' kompromitują Morawieckiego, o ile nie samego JarKacza, którzy go poniekąd wykreowali swym bezrozumnym postępowaniem. Pan Sławomir to uładzona wersja typowego niestety polskiego cwaniaka, którego cała inwencja wyczerpuje się na wynajdywaniu sposobów kręcenia forsy na boku, zamiast działalności państwowotwórczej jak należałoby - i jeszcze się tym chwali! Typ nawet nie kryje, że von Moravetzky daje mu zarobić, a korwinowa gówniażeria niemal go za to nosi na rękach, niebywałe. Cóż takiego stworzył powtarzam, by na to zasłużyć, jaką to polską markę wykreował nakręcającą krajową gospodarkę, że tak go chwalą? Cały niemal jego fenomen pochodzi jak u Kaczyńskiego z nędzy ludzkiej jaka go otacza, groteskowo wyolbrzymiającej posiadane przezeń takie sobie talenty. Owszem, może błyszczeć na tle menażerii korwinowych nieudaczników, a jego krytyka PiS sprawia wrażenie merytorycznej o niebo bardziej, niż reszty opozycji co potrafi tylko w ''osiem gwiazdek'' i ''nie staje mi, bo Kaczyński''. W istocie jednak Sławek to zmodernizowana wersja polskiego chamusia, który nabrał wszakże pewnej ogłady, do perfekcji niemal opanowując sztukę prawienia impertynencji na tyle oględnie, że choć należałoby dać mu w zęby, jakoś tak człowiekowi nie wypada - oto cała ''tajemnica'' jego medialnego uroku. Nie zmienia to w niczym faktu, że Mentzen to żadna ''alternatywa'' wobec PiS, tylko wrzód na tyłku obecnej władzy, który sama ona sobie wyhodowała!

W każdym razie idzie o to powtórzmy, czy Polski Ład zaprowadza jaki taki niechby porządek w dotychczasowym chaosie prawnym III RP, czy też jeszcze go powiększa co oznaczałoby całkowitą jego kompromitację. Nie zaś jakoby żule mogą wypić dzięki niemu więcej za ''pieniądze ciężko pracującego podatnika'', jak pierdoli Giertych wraz ze swą medialną dziwką Jasiem Pińskim, wtórują zaś im korwinowe kuce i pedolibki. Ostatni zupełnie wbrew naukom wyznawanej przez nich ''szkoły austriackiej'', której guru Mises głosił nieobecność jakoby obiektywnych kryteriów ludzkiego działania, podstawy dlań ekonomii. Celem wszelkich czynności ludzkich w tej optyce jest zaspokojenie całkiem subiektywnie pojmowanego przez jednostkę dobra, stąd jeśli ktoś ma taki pomysł na siebie, aby przechlać własne życie, nie masz prawa kucu wedle własnych zasad nazywać go pogardliwym mianem ''żula'' i ''nieroba''. Nie dysponujesz bowiem ponadjednostkowym kryterium, niezbędnym dla ferowania normatywnych opinii i wartościowania cudzego działania. O ile nie łamie ono zasady nieagresji, zwanej błędnie zazwyczaj ''aksjomatem'', kiedy to np. lump podbija z nożem w ręku wrzeszcząc: ''dawaj *uju kasę, bo muszę się napić''! Jednak gdy przedstawia tylko pewną propozycję, nagabując: ''szefie, kopsnij złotówieczkę bo mię suszy, no chociaż 50 groszy, 20 niech będzie!'', ty w odpowiedzi nie każesz mu s...obie iść, lecz uprzejmie i stanowczo przy tym zbywasz, on zaś nie odpowiada bluzgiem a oddala się grzecznie, bo zdarzają się tacy kulturalni menele, wszystko jest w najlepszym ''porządeczku''. Co więcej, jeśli natrafisz nań później kucu jak leży w rowie zajebany totalnie i urzygany, jako konsekwentny zwolennik ''austriackiej szkoły ekonomii'' powinieneś przystanąć nad nim z szacunkiem i bez żadnego szyderstwa oddać mu hołd głośno trzykrotnym: ''jesteś zwycięzcą!''. Bowiem znaczy to, iż podjął on ''ludzkie działanie'' by zaspokoić swe ''subiektywne dobro'' i odniósł w tym sukces: najebał się! Fakt iż nie zapracował nań nie ma tu nic do rzeczy, gdyż to nie praca kształtuje siły wytwórcze kapitalizmu jak głosi Marks, lecz wedle Misesa konsumpcja właśnie, w tym alkoholu, więc co ty socjalista jesteś?! Każdy masowy gorzelnik i handlarz wódy jak Palikot powinien stać na baczność przed pijakiem chlejącym jego produkty, jak tu akurat słusznie stawia rzecz Korwin, pochodzenie zaś pieniędzy za jakie je zakupuje nie powinno go obchodzić, skoro i tak w ostateczności ich jedynym posiadaczem jest rząd, mniejsza z tym już miejscowy czy nie, grunt że da się na tym zarobić i cały interes przeto kręci dalej. A nawet gdyby pił ''z twoich podatków'', to przecież w ten oto sposób wracałyby one do twej kasy, więc o co ci w ogóle chodzi liberalny kmiocie? Dlatego trzeba być podczłowiekiem, aby sądzić, że ''Polskim Ładem'' PiS rzekomo ''kupił sobie głosy patusiarni'' - akurat wszystkie marne pijaczki i kryminaliści jakich miałem wątpliwą przyjemność spotkać w życiu, zwykle pierwsi byli do bluzgania na Kaczyńskiego i Kościół, więc jak na dłoni widać kto tu jest naprawdę menelem.

Szydzę, ale mówiąc już serio głowię się na co niby liczył PiS, narażając najbogatszych na co najmniej zwiększone koszta obsługi prawnej dla wynajdywania luk w nowych przepisach podatkowych, a zwłaszcza uderzając w rzeszę ''samozatrudnionych'' poprzez likwidację fikcji ich jednoosobowych biedafiremek? Powinni przecież spodziewać się wściekłego oporu z ich strony, sądzili że zrekompensują sobie to wdzięcznością emerytów i rencistów, którzy dostali za to w zamian najwyżej te 50-100 zł więcej od rządu? Jeśli tak, najwidoczniej wzięli sobie do serca socjalistyczne w istocie pierdolenie korwinozjebów i ogólnie liberalnego POlactwa, o jakoby ''kupionej za pińscet hołocie''. Bowiem stoi za tym marksistowskie założenie, iż ''byt kształtuje świadomość'', materialny rzecz jasna a to jest przysłowiowa g... prawda, inaczej PiS nie musiałby klecić Mejzami chwiejącej się koalicji rządowej, lecz miałby zagwarantowaną władzę na wieki swym ''rozdawnictwem''. To tak nie działa niestety, podobnie jak lekarze wezmą sute ''dodatki covidowe'', a i tak polezą w ostateczności gremialnie na marsze KOD-u, bywa zaś i gorzej - znam przypadek nieszczęsnej korposuczy posuniętej już w leciech, desperacko pragnącej dziecka mimo całej serii przebytych poronień, która darła ryja za aborcją wraz z Julkami na marszach ''wściekłych macic''. Jeśli więc ktoś liczy na w pełni racjonalną przejrzystość działań ludzkich jednostek, winien zgłębić kapitalnie przenikliwe pojęcie ''mroku społecznego życia'' - tenebrae vitae socialis, wprowadzone jeszcze przez św. Augustyna w jego monumentalnym dziele ''Państwo Boże''. I to mimo, iż czyni ono właściwie politykę niemożliwą, przynajmniej rozumianą jako ''świecka eudajmonia'' samozbawienia się człowieka w tym co doczesne, a nie ustanowienie niedoskonałego z konieczności ładu i wątpliwego dobra, owego incertum bonum o jakim pisze w XIX księdze rzeczonego ''De Civitate Dei''. Skądinąd nie dziwi mnie takowe ''klasowe'' podejście społeczne u libków, bo nigdy dość przypominać, że pojęcie ''walki klas'' Marks zaczerpnął od liberałów właśnie, podobnie jak nienawiść do ''burżuazyjnego'' w jego optyce państwa, dlatego jedynie skończony korwinowy ignorant może utożsamiać socjalizm z etatyzmem. W końcu bodaj najważniejsze: jeśli prawdą jest, że głównym autorem reformy podatkowej firmowanej przez rząd PiS jest Piotr Arak, człowiek związany w przeszłości blisko z Michałem Boni z PO, wzięty dzięki temu w obronę przez ''Wybiórczą'', znaczy iż ''Polski Ład'' posiada glejt globalistycznej, w praktyce anglosaskiej głównie finansjery. Radzę obaczyć tak na szybko pierwsze z brzegu biogramy paru osób, zasiadających w radzie Polskiego Instytutu Ekonomicznego, któremu szefuje pan Piotr, takich jak Paweł Borys czy Rafał Stroiński - normalnie sami ''korposocjaliści'':))). I do takich ludzi z wieloletnim doświadczeniem w zarządzaniu ogromnymi funduszami publicznymi jak i prywatnymi startuje Mentzen, przy nich marny geszefciarz, który zbił kapitał na doradztwie w przekrętach podatkowych! Oto więc kolejny, który to już raz korwinowi kucerze zwalczają realny kapitalizm w imię liberalizmu ''szkoły austriackiej w ekonomii'', jaką fanatycznie wyznają. Przypomnę, że ''błędny rycerz wolnego rynku'' Mises, był wiecznym bieda-docentem na publicznych przeważnie uniwersytetach, zaś Keynes z powodzeniem zarządzał funduszami jednej z najbardziej prestiżowych uczelni w Cambridge, widać kto lepiej wyznawał się na realiach ekonomii i prawdziwego biznesu, a nie z kursów Sławka i Palikota za niecałe tysiąc zeta od łebka. Obaj pasożytują na wmawianiu obecnym proletom, że są ''mikroprzedsiębiorcami'' gnębionymi przez ZUS, podatki i politykę gospodarczą państwa, podsycając ich frustracje nierealnymi oczekiwaniami, by zbić na nich kapitał polityczny i finansowy.

Życzę więc sobie na Nowy Rok, aby Mentzen i jemu podobni liberałowie wylądowali z czasem tam, gdzie ich miejsce, czyli na śmietnisku historii. Dokładnie tak samo jak równie liberalny co do zasady Biedroń, lider ''lewicy'' którego idolami są Baal-cerowicz i Macron, ''socjalista'' z banku Rotszylda. W obliczu porażenia liberalną rzeżączką ideologiczną instynktów państwowotwórczych Polaków, zwłaszcza młodego pokolenia, nadziei upatruję paradoksalnie w masowym napływie migrantów ze Wschodu. Bowiem w krajach b. ZSRR i głębi Azji państwo cieszy się zwykle większym niż u nas szacunkiem, za wyjątkiem nielicznych obszarów jak Afganistan - półanarchiczny zlepek plemion i klanów pozbawiony przez to realnej podmiotowości, skazany na los gniazda bandyterki i terroryzmu destabilizującego sytuację w regionie. Nie mam żadnych złudzeń, iż przełoży się to na respekt przybyszy do Rzeczpospolitej i miejscowej ludności, raczej będzie wręcz przeciwnie jak z migrantami na Zachodzie. Niemniej następująca wskutek tego eurazjatyzacja Polski powinna wzmocnić tendencje etatystyczne na miejscu w dalszej perspektywie, tworząc zdecydowanie bardziej przychylną dla nich atmosferę niż dotąd. Zwyczajnie obecność tak dużej liczby społeczności obcych całkiem, wręcz wrogo nastawionych do anglosaskiego liberalizmu, brutalnie wymusi na reszcie Polaków zmianę dotychczasowej postawy wobec swego państwa, to więc nie kwestia wielkich słów i haseł, lecz czystej pragmatyki. Bowiem fakt, iż ktoś buntuje się przeciwko Łukaszence, lub Nazarbajewowi jak niedawno w Kazachstanie, nie znaczy jeszcze, że pragnie ''liberalnej demokracji'' jak chcą tego prozachodnie media, co i głosi ruska agentura odmiennie jedynie rzecz wartościując. Oczywiście mam świadomość, że LGBTarianizm poczynił również niemałe spustoszenie w umysłach wielu młodych Rosjan, Ukraińców, Białorusów, Gruzinów, Hindusów etc., czas pokaże jednak czy aż w tak znacznym stopniu, jak na przeżartym nim Okcydencie. O ironio, daleko posunięta rezerwa doń wcale nie musi równać się antyamerykanizmowi, gdyż USA przestają być na naszych oczach częścią tradycyjnie rozumianego Zachodu. Trudno jeszcze określić ledwo widoczne póki co zarysy nowego kształtu tegoż imperium, jakie kolejny już raz w swych krótkich, burzliwych za to dziejach ''zrzuca skórę'', ale na pewno w nikłym raczej stopniu przypominać będzie ono to, z czym zwykle je kojarzono. Nawet ''zachowawcze'' elementy w nim, aby przetrwać muszą w większym niż dotąd zakresie otworzyć się na doświadczenie Latynosów, Azjatów a nawet tych z potomków czarnych niewolników, którzy nie mają ochoty na bycie wiecznym ''pet nigga'' białych liberalnych elit, typu kanonizowany przez nie na ''świeckiego świętego'' Dżordżu Fleja. Tak więc mimo wszystko patrzę z niejakim optymizmem w przyszłość, my państwowcy musimy uzbroić się w cierpliwość, by przeczekać obecną recydywę liberalizmu, czego znamię stanowi lansowanie wespół z Mentzenem wyciągniętego z politycznej zamrażarki Palikmiota. Nie ma więc co popadać w rozpacz z powodu sukcesu Kucfederacji w krótkiej perspektywie, która dzięki głupocie PO-PiS-u ma realne widoki na zostanie trzecią siłą polityczną w kraju, lub na równi co najmniej z libkami od Hołowni oraz Biedronia. To zaledwie ''łabędzi śpiew'' tych skurwysynów z podanych przed chwilą powodów, wszakże nie ma co czekać biernie aż zdechną, lecz wspomóc dzieło zniszczenia rozwolnościowców napierdzielając w nich ile wlezie po internetach, choćby nawet w tak skromnym wymiarze, jak to niniejszym uczyniłem.

Na finał z dedykacją dla Mentzena parę cytatów z tekstu Konrada Rękasa o tym, jak to w istocie jest z ''polskością'' NBP i że pod żadnym pozorem nie należy jego polityki finansowej mylić z działaniami rządu, jak czyni to w swej ignorancji Sławek. Autor nie ustępuje w jadowitej prorosyjskości Korwinowi, lecz w przeciwieństwie doń jest keynesistą o zgrozo, stawiać jednak znak równości między tym, a politycznym zaangażowaniem na rzecz Moskwy, to jak wyprowadzać podobny wniosek co do wolnorynkizmu z admiracji dla Putina żywionej przez pana Janusza. Doprawdy wiele mogę zarzucać kucerzom i pedolibkom, ale utożsamianie ich z ''ruską agenturą'' ma akurat tyle samo sensu, co elektoratu PiS z ''hołotą przekupioną pińcset''. Korwinowy stulejarz Czeczko zdaje się potwierdzać, że coś tu jest na rzeczy, co jednak w takim razie powiedzieć o wspomnianym już Wilkoszu z sekty mormonów? Nie od dziś wiadomo, iż ma ona powiązania z CIA i jak sami jej członkowie przyznają, są nadreprezentowani w policyjnych agendach amerykańskiego państwa. Kto wie stąd, czy Karol nie pełni u boku Ozjasza podobnej roli, co onegdaj szef ''mormon mafia'' Frank William Gay w otoczeniu amerykańskiego potentata lotniczego Howarda Hughesa. Nie mnie oceniać czy ten lub ów jest i czyim agentem o ile w ogóle, sygnalizuję jedynie konieczność dystansu do takowych uproszczeń i epitetów, zrównywania czyjegoś zaangażowania ideologicznego ze szpiegostwem na rzecz danego kraju [ nawet w przypadku komunistów i ZSRR to nie zawsze działało ]. Tak więc bez zbędnych ceregieli przejdźmyż do krótkiego rysu historycznego Rękasa, na temat genezy neoliberalnego ''odpolitycznienia'' bankowości centralnej w PRL jeszcze i już za III RP, przecząc bredzeniu antyPiSowskiej opozycji jakoby Baal-cerowicz był ''pogromcą inflacji'':

''W lata 80-te XX wieku polski sektor bankowy wszedł z ledwie czterema działającymi podmiotami, przy czym pozycję i zakres działalności NBP najlepiej chyba używany wobec niego w literaturze termin „monobanku”. Wbrew jednak temu, co mówiono i pisano w materiałach politycznych zwłaszcza, a nie ekonomicznych – faktyczne zmiany w polskiej bankowości, nie wyłączając poziomu niezależności NBP zaczęły się właśnie w ostatniej dekadzie PRL. To wówczas m.in. osłabiono zależność prezesa Banku od ministra finansów wprowadzając jego powoływanie i odwoływanie przez Sejm na wniosek prezesa Rady Ministrów. A równocześnie jednak – sam kryzys finansowy pogłębiał się, do poziomu hiperinflacji uznanego za krytyczny. [...] Równolegle już w 1986 r. PRL stała się członkiem Międzynarodowego Funduszu Walutowego, jednak pełna implementacja jego zaleceń zwłaszcza w odniesieniu do sektora bankowego – stała się możliwa dopiero po przekazaniu władzy tzw. demokratycznej opozycji, wspieranej także przez dominujący nurt PZPR. Eksperci IMF podkreślali przy tym, że program zaproponowany (?) Polsce pod patronatem George'a Sorosa i Jeffreya Sachsa został sformułowany na podstawie ogólnoeuropejskich doświadczeń z inflacją (i stagflacją) lat 80-tych. Datą graniczną dla jego rozpoczęcia był 1 stycznia 1990 r. [...] A to właśnie utrzymanie pozycji „monobanku” uczyniło z NBP w latach 90. instrument radykalnej polityki antyinflacyjnej kolejnych rządów. Zmiany o charakterze strategicznym przyniosła ustawa bankowa z 31 stycznia 1989 r. Istotną nowością było wskazanie głównych celów NBP: w szczególności „wzmacnianie polskiego pieniądza”, inicjowanie kierunków polityki pieniężnej i kredytowej oraz współdziałanie w kształtowaniu i realizacja polityki gospodarczej państwa. Zmiany instytucjonalne przyniosła z kolei nowelizacja z 1992 r. Dotyczyły one kadencji prezesa NBP (6 lat); powoływanego od tamtej pory przez Sejm na wniosek prezydenta i odwoływanego tylko w bardzo ściśle określonych, mało prawdopodobnych okolicznościach. [...] Jednak dopiero od 1993 roku w polityce NBP zaczęły dominować instrumenty rynkowe, a systemowe powiązanie polityki pieniężnej i celu inflacyjnego zostało zapisane ostatecznie w nowej ustawie o NBP z 29. sierpnia 1997 r. Regulacja ta, jak wówczas ogłaszano „wprowadziła w Polsce standardy UE”. NBP stał się już nie tylko w pełni niezależny, ale też przestał współodpowiadać za realizację polityki gospodarczej państwa – a w praktyce pod kierunkiem jednego tylko środowiska i jednej doktryny finansowo-ekonomicznej mógł podejmować dowolne działania przeciw państwowym strategiom rozwoju. Oficjalnie oczywiście zapisano to inaczej, wprowadzając zakaz finansowania deficytu budżetowego, a politykę pieniężną powierzono organowi kolegialnemu - Radzie Polityki Pieniężnej (RPP). Przepisy dotyczące struktury NBP wpisano także do konstytucji z 1997 r., starając się o zabezpieczenie ustrojowe przewagi czynnika bankierskiego nad politycznym. W praktyce ta zaburzona równowaga została w pełni wykorzystana pod rządami AWS-UW, kiedy to w pełni już utrwalono system, w którym państwo polskie utraciło realne instrumenty polityki emisyjnej, zaś „produkcją pieniędzy z brudnego powietrza” mogły już bez przeszkód zajmować się międzynarodowe korporacje bankowe, oczywiście pod czujną i czułą opieką samego prof. Balcerowicza, już jako szefa odnowionego NBP… [...]

Przyłączenie Polski do Unii Europejskiej 1. maja 2004 r. dla NBP oznaczało formalne włączenie do Europejskiego Systemu Banków Centralnych. Proces przekształceń instytucjonalnych NBP został zakończony, gdy z dniem 1 stycznia 2008 r. nadzór bankowy został przeniesiony do nowo powołanej Komisji Nadzoru Finansowego (w skład której wchodził Pion Nadzoru Bankowego) z udziałem prezesa NBP lub jego przedstawiciela. W praktyce jednak zmiana w niczym już nie naruszyła pozycji Banku nie tylko poza, ale i ponad polityką gospodarczą jakoś tam wdrażaną przez inne organy państwowe. W rzeczywistości więc, choć osiągnięcie pełnej niezależności instytucjonalnej zajęło prawie 20 lat, w praktyce NBP przez cały ten czas zachowywał niezależność funkcjonalną, a nawet w niektórych okresach dominował nad kolejnymi rządami, narzucając im bardzo restrykcyjny cel antyinflacyjny. [...] Przyczyną takiego stanu rzeczy jest większe zaufanie partnerów zagranicznych do polskiego sektora bankowego niż do polskiej polityki. Z drugiej strony NBP w latach 90. działał w warunkach dużej samodzielności funkcjonalnej, spowodowanej traumą hiperinflacji na początku tej dekady. Wspomnienie to wywoływało paraliż czynnika politycznego nie mniejszy niż telefony z wiadomych ambasad, zaś tak zwana reformatorska opinia publiczna, pozbawiona elementarnej świadomości ekonomicznej – łatwa była do podburzenia sloganami o „jedynie słusznej” i „naukowej” metodzie prowadzenia finansów państwa. Wciąż – z pistoletem inflacyjnym przy skroni. Gdy zaś przypomnimy, że druga fala inflacyjna została w rzeczywistości wywołana i utrzymana po 1990 r. najpierw polityką rządową Leszka Balcerowicza, a następnie wpływem jego i jego współpracowników także na decyzje NBP – wówczas uzyskamy obraz polskiej ekonomii rzekomo ratowanej przez tych, którzy sami na nią napadli. Nie dopowiadając ostatecznie celów całej tej operacji – łatwo można wskazać jej następstwa. W tym te strategiczne, jak wchłonięcie Polski do Unii Europejskiej, polskiej gospodarki w obręb obszaru gospodarczego Wielkich Niemiec, a polskiego sektora bankowego w struktury globalne, co w praktyce równało się jego unicestwieniu. W tej roli bankowość w III RP jest tylko elementem całościowego systemu, który zamiast państw prowadzi już obecnie politykę pieniężną, a także kontroluje i kieruje polityką finansową, tak globalną, jak i poszczególnych państw i organizacji międzynarodowych. Właściwie tylko w kategoriach konieczności zrealizowanych po drodze można też wymienić ponad dekadę zdominowaną przez okresy spowolnień gospodarczych, stępione tempo wzrostu, spadek dochodów ludności czy likwidację większej i bardziej złożonej produkcji przemysłowej, skutkujące strukturalnym bezrobociem, rozładowywanym poprzez emigrację zarobkową. A już jako detal dodajmy, że mające stanowić sam najważniejszy cel i motyw wszystkich tych przekształceń pokonanie inflacji trwało ponad dekadę, czyniąc całą operację najbardziej żenującym w przebiegu i katastrofalnym w skutkach „ratunkiem ekonomicznym” w dziejach. [...]  
 
Zupełnie nowym doświadczeniem dla badaczy, choć dla wielu z nich bynajmniej nie niespodziewanym – był wielki kryzys 2008 r. Samo załamanie nastąpiło w warunkach wysoko rozwiniętej niezależności instytucjonalnej i funkcjonalnej banków centralnych zainteresowanych krajów, na czele z FED i EBC, w tym oczywiście Polski. Oczywiście wszystkie te podmioty znalazły się wówczas pod dużą presją inflacyjną – a przy okazji stało się też jasne, że sama niezależność nie jest wystarczającym instrumentem, by się jej oprzeć. Przyczyną był przede wszystkim dług publiczny powiększany przez poszczególne rządy. Co najmniej równie ważne i brzemienne w skutkach okazało się jednak opisane wyżej przejmowanie funkcji kreacji pieniądza przez banki komercyjne i ich działalność kredytową, sprowadzającą się do tzw. luzowania ilościowego, odpowiadającego potrzebom wymuszanym przez poziom zadłużenia gospodarki światowej. Paradoks (?) polegał więc na tym, że impuls inflacyjny wyszedł nie (tylko) od strony rządów, przez ostatnie dekady sukcesywnie pozbawianych wpływu na politykę pieniężną – ale także, a może wręcz głównie od najważniejszego beneficjenta tego procesu, czyli globalnego systemu bankowości komercyjnej. Zaś znanym skutkiem tej niekontrolowanej podaży pieniądza z obu źródeł (rządowego i komercyjnego) jest wysoka i nie zawsze przewidywalna zmienność wszystkich parametrów rynków finansowych, która trwale zagraża światowej stabilności walutowej. [...] Kryzys 2008-2011 stanowi więc empiryczny dowód, że narzucany od lat 80-tych zestaw „pełna niezależność banku centralnego = skuteczna walka z inflacją” – był kłamstwem, mającym na celu odebranie państwom instrumentów kreowania polityki pieniężnej i przekazanie ich na wyłączność w ręce instytucji finansowych, działających w interesie i powiązaniu z międzynarodowym sektorem bankowym. Prościej – nastraszono inflacją konsumentów i ciułaczy, by móc dziś wywoływać ją na niespotykaną skalę w interesie finansjery i w momentach dla niej dogodnych czy koniecznych. [...] Proces uniezależniania się banków centralnych od rządów trwał kilkadziesiąt lat (w przypadku Polski - ponad 20 lat i nie został jeszcze zakończony). W tym okresie nastąpiło wyraźne już przeniesienie ciężaru polityki pieniężnej i finansowej niemal wyłącznie na banki centralne, których pozycja stała silniejsza niż samych władz państwowych. Okazało się to jednak nie tylko niewystarczające dla przeciwdziałania kryzysom finansowym, jak i nawet nie posłużyło trwałemu zatrzymaniu inflacji. Trudno więc dziś określić czy jakikolwiek inny mechanizm zapewniłby te deklarowane efekty, można jednak założyć, że następnym krokiem po uzyskaniu niezależności (od rządów) przez banki centralne – będzie zawarcie przez nie same coraz dalej idących powiązań, funkcjonalnie spełniających zadania globalnego rządu finansowego.''
 
- czy temu służy Nowy Ład zwany ''polskim'' nie mnie rozstrzygać, choć wydaje się wykazywać zadziwiającą zbieżność z programem ''Nowej Umowy Społecznej'' autorstwa Minouche Shafik, baronessy rodem z londyńskiego City... Jakub Wozinski wprost oskarża PiS o wcielanie globalistycznej agendy, tyle że to nie on pełnił jak wspomniana dama kierownicze stanowiska w czołowych instytucjach finansowych świata, stąd nie powinno być wątpliwości, kto się lepiej wyznaje tu na rzeczy. W każdym razie jeśli Glapiński niezależnie od rządu, lecz równolegle z nim faktycznie realizuje w kraju scenariusz dyktowany przez anglosaską finansjerę, doskonale musi orientować się w realiach ekonomicznych na przekór buńczucznemu pierdoleniu Mentzena, stąd to Sławek nie ogarnia podstaw a nie on! Gdyby więc powyższe okazało się prawdą, zasadne byłoby stawiać zarzut PiS co najwyżej, iż wbrew głoszonej niepodległościowej retoryce służy obcym interesom, a nie jakoby uprawia ''socjalistyczne rozdawnictwo'' na koszt miejscowych Januszy byznesu. No chyba, że wierzycie w korwinowe bzdury, iż najwięksi globalni kapitaliści to ''korposocjaliści'', a prawdziwym ''pszedsięmbiorcom'' jest dajmy na to ajent ''Żabki'', czy ktoś w podobie:))). Polacy dali sobie wmówić bazarkową wizję mikrokapitalizmu, bośmy nigdy jako naród nie posiadali naprawdę wielkiego kapitału, nadal jesteśmy w swej masie społeczeństwem post-chłopskim, stąd kapitalista kojarzy nam się z babą za straganem, albo żydowskim lichwiarzem, faktycznie pora skończyć wreszcie z tym nędznym kramarstwem - a czy Polski [?] Ład to sprawi czas pokaże. Jedyne zastrzeżenia jakie mam do przytoczonych wyżej uwag Rękasa, to iż podziela on zdaje się marksistowsko-liberalną wiarę w ''ponadnarodowość'' kapitału, której ja nie mam wyznaję. I nie idzie nawet o to, że pokaźna jego część jest własnością przedstawicieli określonej nacji, rasy i ''wyznania handlowego'' w jednym... Prywatyzacja kontroli nad globalnym kapitałem o jakiej wspomina niczego tu mym zdaniem nie zmienia, bowiem wciąż władzę nad nim dzierży ''głębokie państwo'' jak wskazuje na to choćby przykład wspomnianych wyżej cyberkorporacji. Cóż z tego, że państwo formalnie nie jest ich właścicielem, skoro żyją one głównie z zamówień rządowych, a w ich zarządach zasiadają i to często na kierowniczych stanowiskach politycy i funkcjonariusze takich czy innych tajnych służb lub armii? Chyba nawet Węglarczyk nie jest aż tak durny by wierzyć, iż Nord Stream to ''prywatne przedsięwzięcie biznesowe'', tylko łże w żywe oczy na cudze zlecenie cyniczna świnia. W każdym razie, podsumowując nasze uwagi: liczy się to jedynie, czy Polski Ład jak zapowiada rzeczywiście wprowadza porządek w patologicznym prawie podatkowym III RP, a nade wszystko faktycznie służy on naszym interesom narodowym, czy też jakimś innym, zupełnie nam obcym? A nie, iż jakoby ''hołota od pińscet'' żyje dzięki niemu na koszt miejscowych Januszy ekonomii, jak pierdolą korwinowe stuleje i wynarodowione POlactwo! Se przeczytajta chamy, że nawet wasz Adam Smith był za tym, aby bogatsi dorzucali odpowiednio więcej do wspólnej kasy, a chrzanienie w kontrze, iż szło mu tylko o płacenie za czynsz mieszkaniowy, stanowi doprawdy iście talmudyczne dzielenie włosa na czworo. Najważniejsze, że klasyk myśli liberalnej dopuszczał w ogóle możliwość obciążenia większymi opłatami zamożniejszych, a nie odrzucał ją z góry fanatycznie jak czyni to pedolibkostwo. Zresztą i tak nie jesteście na czasie, poczytajta se na dobranoc coś o ''ekofeministycznej księgowości'', to tak a propos też zapisanego ponoć w Polskim [?] Ładzie nakazu ''zwalczania dyskryminacji'' w miejscu pracy...

 

sobota, 8 stycznia 2022

Jedwabne - niemiecka zbrodnia.

Na wstępie zaznaczę, iż nie zamierzam komentować bieżączki, bo to co dzieje się po internetach wokół ''Polskiego Ładu'', albo wydarzeń na Ukrainie czy w Kazachstanie, przypomina zwykle ''szybki kurs wiedzy dla ciemnego luda, aby nakręcać swoje i innych szajby'', jak ktoś trafnie zauważył pod wpisem na blogu coryllusa. Wolę stąd podjąć temat jaki obecnie zszedł nieco na dalszy plan, a ma on śmiem twierdzić większe  znaczenie dla nas w perspektywie, niż to co teraz jest na medialnej tapecie. Tak więc jestem świeżo po lekturze książki ''Jedwabne: rekonstrukcja mordu'' autorstwa Marka J. Chodakiewicza i Tomasza Sommera, skróconej wersji dwutomowego opracowania dokumentacji śledztwa IPN w sprawie, dokonanego przez tychże autorów. Obu należą się wyrazy uznania za włożony weń wysiłek i nade wszystko odwagę wyciągnięcia mocno niepoprawnych politycznie wniosków, idących na przekór obowiązującej oficjalnie, kłamliwej jak się okazuje wersji tragicznych wydarzeń. Niezależnie od tego, co sądzę o libertariańskich poglądach Sommera, a mam do nich stosunek wybitnie krytyczny, trzeba mu oddać, iż jako badacz historii robi świetną robotę, przywracając wcześniej pamięć o sowieckim ludobójstwie Polaków, podczas ''wielkiego terroru'' lat 30-ych XX wieku w stalinowskiej Rosji. Aczkolwiek na skandal zakrawa, że musi czynić to na własną rękę w zastępstwie powołanych do tego państwowych instytucji, choć jako libek hołubiący ''prywatną inicjatywę'' winien patologię tę uznawać za stan pożądany. Dość jednak złośliwości, przejdźmy do zreferowania pokrótce ustaleń wspomnianych autorów w sprawie mordu w Jedwabnem. Nie kryję, jest to ciężka lektura dla polskiego państwowca jak niżej podpisany, bowiem wyłania się z niej ponury obraz III RP, której przywódcy polityczni prowadzą wrogą, wymierzoną w jej żywotne interesy politykę historyczną. Niby żaden szok dla każdego trzeźwego obserwatora wydarzeń ostatnich dekad w kraju, niemniej zgromadzony przez badaczy materiał jest przygniatający. Wynika zeń, iż tak ówczesny prezydent RP postkomunista Kwaśniewski, jak i ''prawicowy'' premier Buzek [ obaj byli kapusie SB ], poczęli głośno deklarować rzekomą ''polską winę'' za Jedwabne, choć śledztwo IPN w tej sprawie dopiero się wtedy rozpoczęło, z góry więc zakładając odpowiedzialność własnych obywateli, których powinni bronić. Również Leon Kieres, pierwszy szef świeżo powstałego Instytutu Pamięci Narodowej, jak sama nazwa wskazuje powołanego dla upamiętnienia zbrodni popełnionych NA Polakach, sprzeniewierzył się misji własnej instytucji forsując ''pogromową'' wersję wydarzeń o jakoby ''polskim sprawstwie'' i odpowiedzialności w tej tragedii. I to mimo, że postępowaniu wszczętemu przez jego podwładnego, prokuratora IPN Radosława Ignatiewa, daleko było do końca - co więcej, Kieres w swej bezczelnej głupocie nie krył nawet w oficjalnych wystąpieniach, iż ferował wyrok pod wpływem/naciskiem przywódców amerykańskiego żydostwa... Rzygać się chce, a jakby tego było mało obrazu upadłego ''państwa teoretycznego'' dopełnia postawa ówczesnego ministra sprawiedliwości i zarazem prokuratora generalnego Lecha Kaczyńskiego, który jak wszystko na to wskazuje złamał prawo na straży jakiego miał stać, podejmując decyzję o wstrzymaniu ekshumacji w Jedwabnem z powodów religijnych, bezpodstawną całkiem w świetle obowiązujących w RP kodeksów i ustaw. Co gorsza, wydał ją zapewne w formie ustnej jedynie z wyżej wymienionych powodów, autorzy omawianego opracowania nie doszukali się bowiem w obszernej dokumentacji pozostałej po śledztwie IPN śladu choć dokumentu, który by taką decyzję stanowił. Przykro to rzec, ale przyszły prezydent Polski tragicznie zmarły potem w Smoleńsku, okazał się politykiem równie uległym wobec obcych nacisków, co wyżej pomienione kreatury. Chodakiewicz i Sommer przytaczają ordynarne przechwałki rabina Schudricha, gdzie bezczelne Żydzisko otwarcie przyznawało się do oszukania naiwnego Kaczyńskiego wymyśloną na poczekaniu, absurdalną wedle własnych słów kategorią ''częściowej ekshumacji''. A to wszystko dlatego, że badania w Jedwabnem zaczęły iść nie po myśli zaangażowanych w kłamstwo o jakoby odpowiedzialności Polaków za mord, redukując mocno podawaną w paszkwilu Grossa liczbę 1600 ofiar do jakichś 200-400 najdalej, zaś wydobyte z ziemi na terenie spalonej stodoły łuski karabinowe wskazywały ewidentnie na niemieckie sprawstwo. Lech Kaczyński odpowiada również za dopuszczenie do profanacji miejsca zbrodni gusłami żydowskiego szamana, pajacującego tam z różdżką co zostało określone w aktach sprawy eufemistycznym mianem ''niekonwencjonalnej metody określania zasięgu mogiły''... Bowiem to na niego powoływał się tenże wróżbita, rabin Menachem Ekstein nonszalancko łażąc z papierochem w dłoni i grzebiący patykiem drugą ręką w kościach zmarłych, co zostało uwiecznione na zdjęciach pomieszczonych w omawianej pracy, wstrząsających w wymowie. Na innych widać też Schudricha, macającego szczątki tak jakby miał jakiekolwiek prawo aby dokonywać ich oględzin! Skandalem jest, że dano tymże judeonekrofilom możliwość panoszenia się i wtrącania w pracę naukowców i śledczych, którzy to powinni mieć wyłączność na przeprowadzenie ekshumacji zwłok ofiar mordu. Uczynił to przebywający wówczas na miejscu wraz z rabinami Witold Kulesza, o hańbo ówczesny dyrektor Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu [!], powołując się w tym na Lecha Kaczyńskiego powtórzmy.

Los poddanego takim politycznym naciskom śledztwa IPN i jego pożal się ''ustalenia'', były więc przesądzone z góry. Dla pewności przydzielono prowadzącemu je prok. Ignatiewowi dziennikarkę ''GW'' Annę Bikont, cierpiącą na antypolską paranoję żydowską rasistkę, która pełniła u jego boku funkcję bolszewickiej ''komisarzycy'', czuwającej nad ''właściwym'' tj. zgodnym z życzeniami mocodawców przebiegiem sprawy. Nie dziwota stąd, że będący pokłosiem tychże ''złotych żniw'' akt, stanowi wyjątkowe wprost prawne kuriozum, jest to bowiem umorzenie śledztwa, które uchodzi powszechnie za wyrok w sprawie. Przyczynił się do tego sam Ignatiew ferując bezpodstawną w świetle własnych ustaleń opinię, o rzekomej odpowiedzialności za mord w Jedwabnem czterdziestu jego polskich mieszkańców z czasu wojny, mimo że nie udało mu się żadną miarą zidentyfikować ich z imienia i nazwiska, co stanowiło powód umorzenia śledztwa. Pytanie więc skąd u cholery to wiedział, jeśli nie dowiódł, co sam przyznał, jacy to konkretnie Polacy niby dokonali rzekomego ''pogromu'' Żydów na miejscu?! Co więcej, Ignatiew pomniejsza z góry sprawstwo Niemców w mordzie, sprowadzając je li tylko do ''inspiracji'' i biernego jakoby ''przyzwolenia'', po czym parę zdań później uznaje jednak ich odpowiedzialność ''sensu largo'', cóż to znaczy Bóg raczy wiedzieć. Jeśli nawet jak pisze Polacy byli jedynie ''wykonawcami'' niemieckiej zbrodni, a jak wykażemy później jest to ordynarne kłamstwo, i tak na Niemcach spoczywa główna wina za Jedwabne, nie daje to stąd żadną miarą podstaw do bredzenia o jakowymś ''pogromie'', oddolnym i spontanicznym z definicji bez niczyjego udziału z zewnątrz. Tak więc umorzenie sprawy oznaczające niemożność postawienia komukolwiek zarzutów, posłużyło de facto za wyrok na bliżej niezidentyfikowanych Polaków, celowo zapewne rozmytą winą sugerując rzekomo zbiorową odpowiedzialność całego narodu. Jakby tego było mało, wzorem Grossa prokurator IPN, o hańbo, wziął za dobrą monetę wymuszone torturami przez UB zeznania w stalinowskim procesie, jaki toczył się w 1949 r. w Łomży dla ustalenia sprawców jedwabieńskiej zbrodni. I to mimo, iż prowadzący go komunistyczny sędzia uznał je w końcu za niewiarygodne z tychże przyczyn, podczas rewizji wyroków mającej miejsce już po śmierci bolszewickiego ludobójcy w 1953 r. i następującej wskutek niej politycznej ''odwilży''. A nawet jeszcze za jego życia ani stalinowska prokuratura ni też pomieniony sąd nie zaprzeczyły wyłącznej winie Niemców za mord w Jedwabnem, choć dysponowały sfabrykowanymi w tym celu przez bezpiekę materiałami. Trzeba więc było dopiero ''wolnej Polski'', aby się na to poważyć... Wreszcie pokraczny akt prawny Ignatiewa został wydany na mocy tzw. ''dekretu sierpniowego'' PKWN, stanowiącego kalkę stalinowskiego ''prawodawstwa'', a więc nadal obowiązujących w Polsce totalitarnych przepisów i ustaw. Nie może stąd dziwić, iż ''dekomunizacja'' stojącego na ich straży środowiska sędziowskiego idzie tak niemrawo, a najgorsza swołocz ludzka zazwyczaj feruje dotąd w post-PRL wyroki. Istnieje analogiczny dekret wydany w trakcie wojny przez prawowite polskie władze na uchodźstwie w Londynie, o zdecydowanie bardziej cywilizowanej prawnie formule, i to on powinien stanowić podstawę karania zbrodni przeciwko narodowi  polskiemu. Nie zaś sowiecka z istoty ''siepniówka'', skompromitowana zasądzonymi na jej bazie powojennymi wyrokami żołnierzy AK i NSZ, skazanych przez komunistycznych kolaborantów jako rzekomi ''faszyści''.

Przejdźmy teraz do równie kuriozalnego ''świadectwa'' Szmula Wasersztejna, które posłużyło za źródło powtarzanej do dziś wersji o rzekomo ''polskim sprawstwie'' w jedwabieńskiej zbrodni. Cudzysłów stąd, iż są poważne wątpliwości czy w ogóle przebywał on wówczas na miejscu mordu, zaś jego relacja tragicznych wydarzeń jaka stanowiła ''donos założycielski'' wspomnianego procesu łomżyńskiego tuż po wojnie, zawierała sporo szczegółów budzących już wtedy uzasadnione podejrzenia, czy aby nie mamy do czynienia z konfabulacją. Dlatego powtórzmy nawet stalinowska prokuratura jak i sąd uznały ją za niewiarygodną, mimo dysponowania sprokurowanymi pod tezę o jakoby ''polskiej winie'' zeznaniami oskarżonych, które odwołali oni jeszcze w trakcie procesu w 1949 r. jako wymuszone torturami i groźbą przez funkcjonariuszy UB. Z czasem historia opowiadana przez Szmula obrosła tyloma makabrycznymi nieprawdopodobieństwami, że poczęła sprawiać wrażenie jakby autor pozazdrościł innemu żydowskiemu kłamcy ziejącemu nienawiścią do Polaków, jacy go niestety uratowali, czyli Józefowi Lewinkopfowi znanemu jako Jerzy Kosiński. W wydanej przez Wasersztejna pod koniec życia obszernej, rozbudowanej wersji donosu, publikacja której zbiegła się akurat ''przypadkiem'' z wybuchem afery wokół Jedwabnego w 2001 r., możemy przeczytać następujące kurioza przytaczane w pracy panów Chodakiewicza i Sommera:

''Całe masy Polaków chrześcijan biorących udział w ''pogromach'' oraz setki żydowskich zdrajców zaprzedanych wrogowi z podłości [sic!!!] przewijają się w cieniu tych początkowych represji. [...] Uzbrojeni Polacy popychali Żydów szturchańcami, inni grabiami, a jeszcze inni uzbrojeni w ''żerdzie'' z konopnymi powrozami. [...] Dotarłszy do ulicy Sadowej ujrzeliśmy krwawą orgię. Budzące litość stare Żydówki z zakrwawionymi twarzami. Dzieci szkolne z otwartymi złamaniami ramion, z krwiakami na twarzach, chłostane dzieci na ziemi tratowane przez tłum. Obnażone kobiety zakrywały swoje przyrodzenie skrawkami płótna, a na ich pośladkach widniały rany. Pewien starzec przybity do drzewa starą lancą polskiej kawalerii [!], wokół krew, zbiry, wrzaski, przekleństwa - śmierć z każdej strony. [...] Ten polski orangutan wyrwał z rąk matki sześcioletnią dziewczynkę i zbliżył się z tym ludzkim ładunkiem zamęczonych ofiar do ognia. Roztrzaskał jedną dziewczynkę kijem, a drugą podniósł trzymając za nóżki i zakręcił nad głową, a potem rzucił bezpośrednio w płomienie. Znudzony i niezdecydowany z wybałuszonymi oczami i w stanie irracjonalnego podniecenia uczynił to samo z drugą dziewczynką. Potem siadł na pagórku pokrytym osmaloną trawą, zaczął się śmiać i pić alkohol.''

- i tak przez ileś stron, nie dam rady zacytować więcej, już ten sędziwy Żyd przebity ''starą lancą polskiej kawalerii'' mnie osłabił:). Oczętami wyobraźni swemi widzę, jak Polacy w Jedwabnem przechowują ją z narażeniem życia przez cały okres sowieckiej okupacji, by dokonać za jej pomocą masakry miejscowej ''żydokomuny'' pod okiem łaskawie przyzwalających na to Niemców. A może sam Hubal powstał z grobu, aby rozprawić się z żydowskimi pachołkami Stalina, kto wie? Szydzę, ale niestety rzecz jest poważna, choć trudno uwierzyć, iż ktoś mógł traktować podobne sadystyczne brednie serio, a tak się właśnie stało. Jeśli czegoś wysrywy Szmula dowodzą, to jego skłonności do typowo żydowskiej chucpy i rasizmu wobec polskich ''gojów'', otwarcie porównywanych przezeń do małp. Co więcej, powołujący się nań pomijają zupełnie wymienione w jego relacji ''setki żydowskich kolaborantów'', także biorących wedle niego udział w ''pogromach'', co nawet uznając mocno wątpliwą wiarygodność świadectwa Wasersztejna, obala tezę o wyłącznym sprawstwie w mordach samych Polaków. Narzucające się podczas lektury nawiązania do perwersyjnych upodobań autora ''Malowanego ptaka'', jego ciągot do sadomasochistycznej krwawej orgii i ostrego batożenia, są jak najbardziej uzasadnione: obaj żydowscy degeneraci zostali uratowani przez Polaków, za co odpłacili im się po latach oskarżeniami o najgorsze zbrodnie. Dlatego wstyd budzić powinno raczej to, że znalazło się wśród nas aż tylu nieszczęsnych frajerów, którzy zasłużyli na miano ''sprawiedliwego wśród narodów świata'', doprawdy nie ma czym się chwalić... Wszakże nie oznacza to bynajmniej, iż w pozornej kontrze należało pomagać Niemcom w zabijaniu Żydów, bo ci szykowali nam Polakom oraz innym słowiańskim nacjom podobny tamtym los, a w najlepszym wypadku poddanego niemiłosiernej eksploatacji ''bydła roboczego''. Niestety trzeba to przyznać gwoli uczciwości, iż znalazło się w Jedwabnem paru zaledwie polskich kolaborantów, znamy te kanalie z nazwiska: są to Marian Karolak określany mianem ''burmistrza'' z niemieckiego nadania, oraz Karol Bardoń pełniący funkcję ''żandarma''. I tyle, obaj zostali później folksdojczami, oraz wstąpili już oficjalnie do prohitlerowskich służb porządkowych, słynąc zresztą z okrucieństwa również wobec innych Polaków. Cóż, jak dziś mamy niemałą grupę wynarodowionych ''unijczyków'' i tego typu swołoczy, tak i wówczas można było natrafić nawet na podlaskiej prowincji na nielicznych na szczęście entuzjastów niemieckiej ''PanEuropy''. Wszakże tylko oni wzięli aktywny udział w hitlerowskiej zbrodni, z ustaleń Chodakiewicza i Sommera jednoznacznie wynika, iż zdecydowana większość Polaków w Jedwabnem została zmuszona przez Niemców do biernego asystowania przy mordzie popełnionym na Żydach. Oporni dostawali w zęby i kolbą przez łeb, oczywiście grożono im też śmiercią i bezlitośnie zaganiano do pilnowania spędzonych na jedwabieński rynek Żydów. Trzeba bowiem pamiętać, że w przeciwieństwie do utajnionych zwykle zbrodni NKWD jak mord w Katyniu, niemieckie ludobójstwo przynajmniej w początkowej fazie podboju ZSRR nosiło wręcz ostentacyjny charakter, zgodnie ze stosowaną umyślnie przez hitlerowców taktyką ''szok i przerażenie''. Nazistom zależało stąd na wciągnięciu jak największej liczby miejscowej nieżydowskiej ludności w swe masowe morderstwa, tak aby rozmyć odpowiedzialność za nie. Strategia ta została opracowana na najwyższych szczeblach władz III Rzeszy jeszcze przed atakiem na Sowiety, główną rolę pełniło tu kierownictwo nazistowskiego aparatu terroru. Dlatego wszyscy Żydzi jak Gross czy rabin Schudrich obarczający Polaków winą za mord w Jedwabnem, powielają nie tylko ubecką wersję tragicznych wydarzeń, ale i nade wszystko sprokurowaną przez szefa SS Heinricha Himmlera - gratulacje skurwysyny! Można by im rzucić w ryje: ''jak się czujecie jako nazistowscy pomagierzy?'', ale szkoda strzępić ozór na tych bezczelnych chucpiarzy. Nie przypadkiem więc w licznych relacjach polskich świadków niemieckiej zbrodni w Jedwabnem, przewija się wątek dokumentujących wszystko za pomocą aparatów fotograficznych hitlerowskich żołnierzy. Niektórzy wspominają nawet o zaginionym filmie nakręconym przez Niemców na miejscu, a także zwracają uwagę, iż część z nich była ''po cywilu'' aby uwiarygodnić zainscenizowanie wersji o rzekomo szerokim udziale polskiej ludności w ''pogromie''. Jest całkiem prawdopodobne, że byli to przedstawiciele przedwojennej mniejszości niemieckiej, zamieszkującej nie tylko ówczesne kresy zachodnie II RP jak Pomorze czy Śląsk, ale i tworząc dość liczne wtedy skupiska we wschodnich rejonach kraju, przede wszystkim na Wołyniu. Żyli również na Podlasiu, doskonale znając lokalne zwyczaje, stąd mogli uchodzić za miejscowych - wspominam o tym również na wypadek, gdyby filmowy zapis zbrodni nagle ''cudem'' się odnalazł, i odpowiednio spreparowany posłużył do duraczenia opinii publicznej jako rzekomy dowód na ''winę Polaków'' za Jedwabne. Hitlerowska taktyka inscenizowania publicznych egzekucji upozowanych na rzekomo spontaniczne ''pogromy'', tłumaczy makabryczną ''teatralność'' ludobójstwa jakiego dopuścili się Niemcy w Jedwabnem, o czym zaraz będzie mowa.

Należy jednak przedtem wymienić jeszcze jeden, istotny fakt przeczący kłamstwu ochoczego udziału tamtejszej polskiej ludności w masakrowaniu Żydów: relacje świadków zgodnie wspominają o wstrząsie wywołanym u nich potwornym krzykiem palonych żywcem w stodole ofiar, słyszalnym w promieniu dobrych paru kilometrów. Polacy byli gremialnie przerażeni barbarzyństwem Niemców i okrucieństwem popełnionego przez nich mordu - część świadectw mówi o grozie trupiego swądu jaki miał na kilka dni napełnić upiornym odorem miasto, powodując panikę wśród jego mieszkańców chowających się przed nim i samymi okupantami po domach, zatrzaskując często w piwnicy. Sam przebieg zbrodni wedle ustaleń autorów omawianego opracowania wyglądał prawdopodobnie następująco: Niemcy otoczyli z rana miasteczko zamykając wszelkie drogi ucieczki zeń, po czym za pomocą sterroryzowanych miejscowych Polaków spędzili Żydów na rynek, surowo przykazując pilnowanie ich. Następnie wyselekcjonowali spośród przeznaczonych na rzeź grupę ok. 50 młodych mężczyzn, aby zapobiec ewentualnej próbie buntu z ich strony, kazali im zanieść głowę Lenina z obalonego wcześniej bolszewickiego pomnika do uszykowanej uprzednio na miejsce egzekucji stodoły, a tam wszystkich rozstrzelali za pomocą umieszczonego w niej ciężkiego karabinu maszynowego. Tłumaczyłoby to skąd na jej miejscu znalazła się wydobyta podczas ekshumacji część popiersia wodza komunistycznej rewolucji, ułożona na stosie kości ofiar a wokół niej łuski wystrzelonych pocisków, fałszywie później sklasyfikowane aby tylko zaprzeczyć ewidentnie niemieckiemu sprawstwu ludobójstwa popełnionego w Jedwabnem. Potem nazistowscy żołnierze, żandarmi i esesmani biorący udział w całej akcji, sformowali pochód z pozostałych żydowskich starców, kobiet i dzieci, by zapędzić je do stodoły w asyście zastraszonych Polaków, którym miano wręczyć kije i pałki dla uwiarygodnienia kłamstwa o ich czynnym udziale w zbrodni. Dopiero na miejscu dotarła do wszystkich groza sytuacji, gdy już sami Niemcy spalili żywcem swe żydowskie ofiary, polewając drewniany budynek obficie benzyną i wspomagając przy tym dzieło zniszczenia miotaczem płomieni dla pewności rezultatu. Po czym zabrali się szybko i tyle ich widziano, był to przemyślany sposób działania na tym terenie hitlerowskich ''grup operacyjnych'', bowiem lokalni mieszkańcy nie znali kompletnie sprawców, nie mogli stąd nawet ustalić ich personaliów, skoro pojawiali się i znikali błyskawicznie po wykonaniu egzekucji niczym ''duchy''. Ułatwiało to oczywiście obarczanie odpowiedzialnością za ich zbrodnie pozostałą na miejscu ludność, ot i cała niemal ''tajemnica'' Jedwabnego. Kiedy po paru dniach pogorzelisko nieco ostygło, a trupi swąd spalonych zwłok przestał być aż tak nieznośny, trwający na posterunkach w mieście żandarmi, przy wsparciu kilku pomienionych już kolaborantów i folksdojczy, zapędzili robotników spośród lokalnej społeczności Polaków do grzebania szczątków i zacierania śladów mordu: na tym polegał w istocie ich ''udział'' w ludobójstwie popełnionym na jedwabieńskich Żydach. Dla porządku dodajmy jeszcze, że właściciel stodoły Bronisław Śleszyński został zmuszony przez Niemców do ''użyczenia'' jej na miejsce egzekucji. Wskazał im ją nazistowski ''unijczyk'' Karolak o którym wspominaliśmy wyżej, sam drewniany budynek zaś został wtedy świeżo wzniesiony przez pana Bronka. Pomijając stąd cały moralny dramat sytuacji, nawet z powodów do bólu pragmatycznych polski chłop musiałby oszaleć do reszty, aby poświęcać zbudowaną z niemałym zapewne trudem w warunkach wojennych szopę, na ''zbożny'' jakoby cel ''mordu rytualnego'' miejscowych Żydów. No chyba, że zawierzyliśmy świadectwu Szmula Wasersztejna, jak wszystko na to wskazuje niewyżytego zboczeńca i sadysty, a na pewno niewdzięcznej żydowskiej kurwy jak Lewinkopf-Kosiński, wtedy jesteśmy to w stanie łyknąć - co do mnie podziękuję.

I to tyle z mej strony jeśli idzie o relację ustaleń panów Chodakiewicza i Sommera - jeszcze raz wyrażam uznanie dla nich za wysiłek włożony w opracowanie obszernej dokumentacji, stanowiącej pokłosie pożal się śledztwa IPN ws. tragedii w Jedwabnem. W tym zwłaszcza wydobycie na jaw wielu skrytych dotąd przed opinią publiczną, sensacyjnych wprost szczegółów jak choćby żydowski różdżkarz i jego gusła nad mogiłami ofiar nazistowskiej zbrodni, niestety błaznujący tam z poręki Lecha Kaczyńskiego i zakłamanej kanalii, czyli rabina Schudricha. Na pewno wszystko to jest bardziej merytoryczne i godne lektury od zalatujących prowokacyjną chucpą wynurzeń plagiatora Sumlińskiego. Aczkolwiek skandalem jest, że odkłamywanie nieuprawnionych posądzeń o jakoby ''polskie sprawstwo'' w jedwabieńskim mordzie, odbywa się z prywatnej inicjatywy i za pieniądze takichże darczyńców, a nie jak należałoby przez powołane do tego instytucje finansowane z publicznych środków typu IPN! Bez ich wsparcia, oraz czołowych polityków kraju i fundacji dysponujących znacznymi funduszami, prawda o wyłącznie niemieckiej winie za Jedwabne nie ma szans przebić się do światowej opinii publicznej. Mam zwyczajnie dość dorabiania ideologii ''wolnego rynku'' i ''oddolnej aktywności obywateli'' do wiecznej polskiej partyzantki i realnego uwiądu państwa, którego przywódcy zamiast robić co do nich należy, umizgują się obleśnie do amerykańskiego żydostwa jak prezydent Duda, bredząc coś o ''Polin''. Reszta antyPiSowskiej opozycji z PO czy Lewicy jeszcze przewyższa takich jak on w obrzydliwym serwilizmie, za wyjątkiem jedynie Kucfederacji. Ta jednak nie stanowi realnej alternatywy, stojąc szemranymi postaciami jak Braun, który solidnie zapracował sobie na miano politycznego ''szura'', czy Korwin co skompromituje swym zwyczajem temat jedną ze swych ewolucjonistycznych ''mądrości'', jak to na ten przykład Holocaust miał jakoby dokonać ''pozytywnej selekcji'' wśród Żydów, bo dzięki niemu przeżyli z nich najsilniejsi [ dojebał tak kiedyś w obszernym wywiadzie na kanale ''Mediów Narodowych'', radzę poszukać samemu ]. Słabo więc widzę perspektywy na obalenie kłamstw o Jedwabnem, zbyt wielu potężnym i sprzysiężonym przeciwko Polsce siłom one pasują. Z samych Niemców bowiem zdejmują odpowiedzialność za zbrodnię, służą amerykańskiemu żydostwu oraz Izraelowi do wywierania nacisku na nasz kraj, aby wycisnąć zeń ''odszkodowanie'' za urojone krzywdy, wreszcie i zażydzona Rosja Putina ma w tym swój polityczny interes, by przyprawić nam ''gębę'' rzekomych ''nazistów''. Niemniej tym bardziej zachęcam do lektury i zakupienia egzemplarza pracy Marka J. Chodakiewicza i Tomasza Sommera jak sam to uczyniłem, gdyż komu powinno zależeć na odparciu wmawianych Polsce bezpodstawnie win, jak nie nam samym? Chyba że lubimy nurzać się w perwersjach i sraniu sobie na łeb, jak zboczeniec Kosiński co pomalował se ptaka i zdechł głupią śmiercią na własne życzenie, nawet w takiej chwili pozostając kabotynem. Na marginesie odnotujmy jeszcze udaną próbę wyjaśnienia przez autorów głębszych przyczyn ''semantycznej zapaści'' zachodniej nauki, która odpowiada za tworzenie pozbawionych wszelkich podstaw bredni pokroju paszkwilu Grossa i jemu podobnych neostalinowskich bez mała, by nie rzec wprost post-nazistowskich pseudohistoryków.  Nie będziemy szczegółowo tu przytaczać ustaleń Chodakiewicza i Sommera w tej materii, gdyż wykraczają poza obraną tematykę recenzji, pozostaniemy więc przy stwierdzeniu, iż korespondują one z naszymi uwagami wyrażonymi onegdaj w tekście pod wymownym tytułem ''Turbolechityzm jak gender i polakożerstwo'', do którego niniejszym odsyłam. Komu nie starczy czasu ni ochoty na lekturę pokrótce przypomnę, że właściwa postmodernizmowi nienawiść do racjonalności jako ''samczego fallogocentryzmu białych, cis-płciowych mężczyzn'', doprowadziła do sytuacji, gdy najgorsza bzdura i absurd zyskać mogą ''naukawą'' sankcję. Na ten przykład, iż w stosunkowo niewielkiej stodole mogło pomieścić się ponad półtora tysiąca ludzi, albo że polskie małomiasteczkowe kołtuństwo wymordowało żydowskich sąsiadów za pomocą ułańskiej lancy. Jednym słowem grecko-rzymski Logos wyparła talmudyczna hagada w zeświecczonej postaci sugestywnej ''metanarracji'' - nieważne, iż programowo odrzucającej pozory choć oddania w opisie prawdy wydarzeń, bowiem dziś nie liczą się fakty, lecz ''faktysze'' [ czyli co komu wygodne ]. W tym dziele niszczenia fundamentów europejskiej, chrześcijańskiej cywilizacji zgodnie brali udział lewacki Żyd Jacques Derrida i homoseksualny pedofil Michel Foucault, wraz z belgijskim faszystą Paulem de Manem oraz niemieckim nazistą Martinem Heideggerem, o czym już pisaliśmy w tym miejscu i to nie raz, więc na tem kończę. Pozostaje mi żywić nadzieję, iż swą recenzją zachęciłem do zakupienia pracy panów Chodakiewicza i Sommera o tragedii w Jedwabnem, bo zrelacjonowanie pokrótce ich ustaleń nie zastąpi pełnej, szczegółowej lektury. Warto mieć ją u siebie na półce, także dla pomieszczonych w niej fotografii żydowskiego guślarza i radiestety, za pomocą magicznej różdżki ustalającego ''niekonwencjonalną metodą'' zasięg mogiły, albo nonszalancko z papierosem w dłoni profanującego szczątki ludzi pomordowanych w Jedwabnem przez Niemców... A do tego skandalu niestety dopuścił Lech Kaczyński, niemal na równi z komuchem Kwaśniewskim oraz łże-prawicowym premierem Buzkiem, firmowali zaś kłamstwo jedwabieńskie, negacjonizm niemieckiej zbrodni pierwszy szef IPN Leon Kieres wraz z jego podwładnym, ''prokurwatorem'' Ignatiewem [ bo tak należałoby o nim rzec gwoli uczciwości ]. Wszyscy oni sprzeniewierzyli się misji instytucji jakim przewodzili, powierzonej im obrony interesu państwowego i narodu, który rzekomo mieli reprezentować, bez żadnej przesady można więc rzec, iż godni są stąd prawdziwie żydowskiej klątwy, aby imię ich zostało wymazane z dziejów na wieczność. Popełnili bowiem fatalny błąd, niepomni tej oto życiowej prawdy, że Żydzi są jak kobiety, gdyż podobnie ''uważają się za najważniejszych na świecie, zależy im tylko na pieniądzach, oskarżają wszystkich dookoła o zmyślone krzywdy, a na koniec dziwią się, że nikt ich nie lubi sądząc, że wynika to z jakichś niesprawiedliwych uprzedzeń'':))) [ made in Antiselfist ].