wtorek, 19 stycznia 2016

Mick Jagger, Adolf Hitler i Ziggy Stardust.

Parareligijna mityczna Wielka Narracja* o kontrkulturowym buncie jako poczęciu świata w latach 60-ych bo przedtem panował mrok, szaruga i nikt się nie ruchał zanim nastał KWAS zdycha na naszych oczach i to dosłownie - Ziggy Stardust dopiero co odleciał na swoją planetę... Dałem radę obejrzeć na tubie jego ''Black star'', zmanierowany skurwiel przed śmiercią totalnie się odsłonił, ale wymiękłem już przy ''Valentine's Day'', to było nie do zniesienia, jakby nosił maskę demona, opętany zjeb - ponieważ nie jestem chrześcijaninem mogę bez zbędnych skrupułów otwarcie wyrazić skromne życzenie aby upragniona gwiazda śmierci pochłonęła go na amen. Nie mam najmniejszego zamiaru uszanować jego zgon skoro sam uczynił zeń medialny cyrk i to w ohydnym stylu, szczerze gardzę. Oczywiście kremlowski szaman wysmażył dlań laudację przetłumaczoną zaraz przez sadomasońskich fashionistów z xxxportalu :

''Co mają na myśli thelemici, których niepokojące idee są tak odległe od optymizmu New Age i niegdysiejszej teozofii, kiedy mówią, że każda z „gwiazd” ma paradoksalną możliwość „nowego początku”? Oczywiście nie chodzi im o prostackie „oświecenie”, „odszukanie prawdy” czy „przebudzenie.” Spójrzcie na wszystkich „konwertytów” każdej religii i sekty – nawiedzone spojrzenia, błyski błogiej głupoty, dziwaczne gesty wyraźnie dowodzące wewnętrznej choroby ciała… Odchodzą posykując w konwulsjach, nie osiągając niczego. Światło Czarnej Gwiazdy thelemy wędruje inną trajektorią. Nie dąży na zewnątrz, nie stosuje zwyczajnych środków. Rozmyślnie przeraża i odrzuca, przywdziewa prowokacyjne szaty antynomii. Szybko opuszcza poszukujących inspiracji dla przemienienia systemu. Nie może zostać zinstytucjonalizowane. Ale istnieje zawsze i absolutnie migocząc poprzez eony, wbrew woli cyklów i skoncentrowanych mas ciemnych epok. Wybiera kształty i przejawy ciała, dąży do braku znaczenia i bezużyteczności, jego wybór jest arbitralny, nie patrzy na zasługi i cnoty działając niezależnie od „moralności” i sukcesów w ćwiczeniach oddechowych. Absolutny Początek, bez płci, wieku, zawodu, stanowiska. Zasłonę atomów rozdziera brzytwa kryształowego przebudzenia. Przywołajmy kluczowe słowa. No future – to nie chwytliwe hasło groteskowego ruchu młodzieżowego, który dawno już stracił cały impet. Teza Fukuyamy o „końcu historii” jest tym samym, lecz w łagodnej i optymistycznej tonacji. Wyczerpanie – oto główna cecha ponowoczesności. Triumf symulakry – radość ze śmieci. Okrutne elektryczne kłamstwa przebiegłych drapieżców przeszły od poziomu manipulacji społeczeństwem do kampanii szalonych maszyn. [...] Utworom Bowiego towarzyszy lektura “Księgi Prawa”, gorycz absyntu, który Crowley nazwał jedyną substancja inicjacyjną wśród alkoholi, piękny i bolesny fanatyzm politycznego ekstremizmu, padający niespodziewanie cień, podobny do krzyża celtyckiego…

Absolutny Początek jest na wyciągnięcie (lewej) ręki.'' :


Nie zamierzam wdawać się w jałową analizę przesyconych mętną okultystyczną symboliką ostatnich klipów Bowiego, dla każdego kto potrafi na elementarnym poziomie rozszyfrować skrót O.T.O. lub coś wie o co chodzi z tą całą thelemą nie powinno przedstawiać to najmniejszych trudności, tym bardziej, że wszystko zostało tam podane niemal na chama łopatą, weźmy choćby nędzną parodię ukrzyżowania jako żywo przypominającą motyw z okładki albumu Current 93, projektu innego zafascynowanego crowleyowską ''magią seksualną'' spierdoleńca Davida Tibeta [ nic więc dziwnego iż wśród jej adeptek znalazła się także słynna gwiazdka porno Sasha Grey z dumą wyznająca : ''I am sex magic''... ], przede wszystkim jednak dlatego, że iście lucyferyczna przewrotność polega tu na tym, iż nic kompletnie za tą zawiłą ezoteryką się nie ukrywa, hermetyczna gnoza to tylko metafizyczny ściek, śmietnik artefaktów najróżniejszych wzajem wykluczających się tradycji religijnych i szkół filozoficznych pasożytujący na nich, gdzie przywłaszczony z jednej symbol odnosi się do ukradzionego z innej a ten do kolejnego i tak w [ o-błędne ] koło, można rzec rodzaj ''patafizycznego oscylatora'' na użytek kasty magów dla mieszania frajerom we łbach i dymania ich na kasę. A więc wyżej cytowany putinowski czaruś tu akurat ma rację [ cóż, facet zna się na rzeczy skoro z partii komunistycznej mieli go wyrzucić za satanizm... ], dęta mroczna pseudomistyka Bowiego jest podszyta pustką, to czysty nihilizm, popularność jaką cieszy się to łajno na Zachodzie jest jaskrawym dowodem toczącej go dekadencji napędzającej tylko koniunkturę mniemanym obrońcom ''cywilizacji judeołacińskiej'' pokroju kremlowskiego watażki lub jej otwartym wrogom jak iSSlamiści, sam zaś gwiazdorek jawi się niczym ''biały diabeł'' z rojeń murzyńskich nazistów, jedno z licznych powołanych przez to zombie scenicznych kreacji - Thin White Duke, ''bezuczuciowy aryjski nadczłowiek, zakorzeniony w okultyzmie, kabale i mitologii'', napędzany kokainą cyborg, żywa kukła która ''śpiewa romantyczne piosenki z ekstatycznym namaszczeniem jednocześnie nie czując przy tym zupełnie niczego'' [ doskonale zdaję sobie sprawę z zawartej w tym ironii tyle że jest to sarkazm podszyty istną potwornością jak u Jokera ]. Przyznaję, nie sposób odmówić mu pewnego talentu na miarę gwiazdy popu, jego kawałki z lat 80-ych jak ''Let's dance'' czy ''China girl'' [ no, w tym wypadku akurat Iggy Poppa ] stanowią jeden z jaśniejszych momentów mojego dzieciństwa, tym bardziej tak podkurwił mnie swoimi przedagonalnymi okultystycznymi odjebami a zwłaszcza zajeżdżającymi taniochą antychrześcijańskimi szyderstwami - bynajmniej nie obraził mych ''uczuć religijnych'' bo jestem a-gnostykiem więc mnie to rybka jako takie natomiast z mojej strony nieodmiennie ten sam zarzut co do naszego thelemity-celebryty Nergalka : co dziś grozi za wymierzone w chrystianizm bluźnierstwa ? - w Polsce co najwyżej nie zagrasz koncertu w Toruniu a i chyba te czasy minęły wbrew pozorom bo między ojcem dyrektorem a kaczorem wcale tak słodko nie jest jakby się wydawało, zaś co się tyczy Zachodu nie ma nawet o czym gadać, kościoły i klasztory stoją tam opuszczone i zrujnowane często jeszcze od czasów protestanckiej kampanii zwalczania ogniem i mieczem ''bałwochwalstwa'' czy nieco późniejszego pochodu wojującego ateizmu tak pod rządami rewolucyjnych reżimów jak i ''oświeconego absolutyzmu'', chrześcijaństwo w jakiejkolwiek jego denominacji jest całkiem zmarginalizowane nie stanowiąc żadnej istotnej siły społecznej z którą można by się liczyć [ nic więc dziwnego iż na naszych oczach spełnia się życzenie holenderskich kalwinów butnie wołających ''Lepszy Turek niż papista !'' ], na jakie więc miano zasługuje ktoś kopiący leżącego ? Skoroś taki kozak to pokaż jaja drąc na oczach tłumu Koran krzycząc przy tym ''żryjcie to g...'' a wówczas zagrasz następny koncert ale w bunkrze 100 metrów pod ziemią, gdyby zaś przyszło ci do łba powtórzyć ten numer z żydowską Torą czy Talmudem nigdzie byś już nie zagrał, co najwyżej cieszyłbyś się gdyby pozwolili ci dać występ w remizie w Niewyrypach Dolnych : nie jest to żaden ''antyszemitizmus'', wystarczy wspomnieć głośną przed paru laty sprawę usunięcia z Berlinale instalacji bodaj Żmijewskiego, nazywało się toto ''Berek'' i polegało na tym, że pan artysta kazał jakimś zjebom latać z gołą dupą po Auszwicu filmując oczywiście wszystko w ramach performansu, póki protestowali byli polscy więźniowie lagrów wiadoma gadzinówka postponowała ich jako nie znających się na sztuce nowoczesnej ćwoków wystarczył jednak, jak sama napisała, jeden telefon od pewnej ''prominentnej postaci żydowskiej gminy w Berlinie'' by wraże dziełko usunąć z wystawy a masońska gazeta dla polaczków zaczęła inaczej ćwierkać iż to ''dla dobra ofiar'', oczywiście już nie był to przejaw cenzury, spoko. Dla mnie to co odpierdalał w swych ostatnich latach Bowie naprawdę niewiele odbiega poziomem od krzyża z puszek po piwie - znowuż dla mnie szyderstwa nie z Męki Pańskiej a narzędzia tortur i okrutnej śmierci niczym dowcipasy o ''żydopłotach'' itp. - czy jaj z umierającego papieża - jw. nie Ojca Świętego a starego, zmagającego się ze śmiertelną chorobą człowieka. Poza tym nawet dla kogoś nie wierzącego w ''ciemną materię metafizyczną'' powinno być jasnym, że istnieją w człowieku pewne chtoniczne siły, które można pobudzać i manipulować nimi za pomocą odpowiednio dobranych dźwięków i obrazów, to nakłada na tego kto to czyni szczególną odpowiedzialność, a właśnie osoby obznajmione z hermetycznymi tradycjami typu gnoza czy buddyzm tybetański muszą mieć ostrą świadomość obostrzeń z jakimi wiązał się dla guru i jego ucznia proces inicjacji którego integralną częścią była konfrontacja z ''cieniem'', ciemnym aspektem ludzkiej natury, to wymagało pewnej daleko posuniętej sekretnej powściągliwości by nie zamącić niepotrzebnie we łbach nie przygotowanym na takie ekstrema profanom, stąd na jaskrawą wręcz głupotę by nie rzec mocniej zakrawa wprowadzanie takowych wątków do popkultury przez pana artystę, z tym nie ma żartów do cholery ! Nie jestem idiotą z ''frondelka'' i nie mówię, że każdy po obejrzeniu ''czarnej gwiazdy'' Bowiego pójdzie zaraz szlachtować rodzinę czy znajomych jak niedoszła poetka Zuza M. albo przynajmniej zwariuje ale dawka tego dekadenckiego jadu, który wpuścił do swego wnętrza zacznie zalegać mu na dnie mózgu i gnić, zatruwać rozum modyfikując niedostrzegalnie dlań percepcję i myślenie, nie wierzę by taki mentalny gwałt przez zmysły był całkiem niewinny dla naszego zdrowia i równowagi psyche a przede wszystkim by nie korzystali na tym jacyś szemrani szpece od ''zarządzania refleksyjnego'' - uprzedzając rechot ignorantów bredzących coś o ''paranoi'' odsyłam do lektury pochodzącej z lewicowego dziennika ''The Guardian'' recenzji opracowania traktującego w jaki sposób brytyjskie służby podsycały satanistyczną histerię podczas konfliktu w Irlandii Płn. oraz analizy szacownego Rand Corporation, nie byle jakiego think tanku bo stworzonego na użytek wojskowego wywiadu USA, na temat wykorzystania okultystycznych zabobonów jako elementu wojny psychologicznej czy wreszcie, by sięgnąć do genezy pojęcia, tekstu pomieszczonego na stronach naszego ABW autorstwa niejakiego Michała Wojnowskiego pod wymownym tytułem ''Zarządzanie refleksyjne jako paradygmat rosyjskich operacji psychologiczno-informacyjnych w XXI w.'', gdzie przyznaje jednak mimochodem, iż tamtejsza bezpieka bazuje w tym względzie nie tylko na własnych doświadczeniach ale i swych amerykańskich oraz chińskich odpowiedników, wprawdzie nie ma tam nic konkretnie o zastosowaniu w nich magicznych bzdur ale na to jednoznacznie wskazuje ten istotny fragment  :

''Głównym zadaniem operacji informacyjno-psychologicznych jest doprowadzenie do konfrontacji między ''starym'' obrazem świata obecnym w świadomości przeciwnika a jego ''nowym'' odpowiednikiem, który narzucany stopniowo przez agresora wypiera ten poprzedni. Dzięki temu można oddziaływać na strukturę rozumowania człowieka a tym samym na procesy wpływające na podejmowanie przezeń określonych decyzji skutkujących pożądanymi przez agresora działaniami lub ich zaprzestaniem. [...] Wśród czynników wywierających wpływ na potęgę danego kraju oprócz liczby ludności, terytorium i potencjału gospodarczego coraz większą rolę odgrywają : społeczne morale, integralność tożsamościowa narodów oraz zdolność poszczególnych aktorów konfliktu do narzucania innym społeczeństwom swojej wizji porządku politycznego i gospodarczego [ obyczajowego takoż - przyp. mój ]. Są to elementy, które stają się celem agresji informacyjnej min. przez opisaną w niniejszym opracowaniu metodę sterowania refleksyjnego.''

- brzmi znajomo, czyż nie ? Sądzę, że to powszechnie stosowana przez tajne policje technika, której skala zależy od ich możliwości, patrząc na ten cały bajzel obecnie dookoła jakoś mi to pasuje do układanki i porządkuje pozorny chaos, najwidoczniej w tym szaleństwie jest metoda. Spektrum tychże operacji na żywym ciele a przede wszystkim umysłach społeczeństwa jest dość szerokie obejmując akcje typu ''zabierz babci dowód'' czy obecnie KOD po perfidne formy zastosowania doktryny ''szok i przerażenie'' czego przykładem choćby działalność dziwnych funduszy ''norweskich'' sponsorujących pedalskie parady jak i wspierających program ''przygotowania policji do prowadzenia teleinformatycznej rejestracji i sprawdzania danych osób'' [ nawiasem służbę więzienną też ''wspierają''... ], jestem pewien, że regularna demolka cmentarzy oraz obiektów sakralnych o szerzeniu satanerki i wszelakiego ''rodzimowierstwa'' już nie wspominając także się w tym mieści, w myśl słynnych już wygłoszonych przed laty słów maga rodem z postsowieckiej bezpieki iż należy ''rozkładać katolicyzm od środka, wzmacniać polską masonerię, popierać rozkładowe ruchy świeckie, promować chrześcijaństwo heterodoksyjne i antypapieskie'' przeorientowując sam katolicyzm ''w kierunku bardziej heterodoksyjnym, a nawet ezoterycznym'' choćby za pomocą grup ''mających związek z telemizmem czy dorobkiem Aleistera Crowleya'' takich właśnie jak deklarujący ostro tradycjonalizm a zarazem pałujący się jak najdalszą od katolickiej ortodoksji wspomnianą thelemą xxxportalowe faszyniątka [ jak oni czy tym bardziej ich kremlowski mistrz godzą ''euroazjatyzm'' z fascynacją agentem brytyjskiego wywiadu ksywa ''Wielka Bestia 666'' jeden czart raczy wiedzieć ]. Związki sekretnych okultystycznych sekt z tajnymi policjami państw wszelakich to temat rzeka na którego omawianie nie czas tutaj ni miejsce, jednak sądzę iż wytłumaczenie tego z pozoru dziwacznego fenomenu jest stosunkowo proste - tak czy siak wtajemniczony... W każdym razie przestrzegam przed wpierdalaniem się przy tym w tłumaczenia typu ''iluminaci'' o ''reptilach'' już nie wspomniawszy bo to zwykła ubecka dezinformacja sposobem na Leo Taxila lub jak u nas FYM-a mająca na celu by szanujące swą inteligencję jednostki omijały takie tematy szerokim łukiem z góry klasyfikując je jako oszołomstwo ułatwiając tym samym robotę różnym ''niewidzialnym zarządcom'', których proceder jak sama nazwa wskazuje wymaga pewnej dyskrecji [ z drugiej warto wiedzieć iż strony i portale wróżbitów czy wyznawców UFO służą czasem przemycaniu naprawdę istotnych wiadomości jakie inaczej nie ujrzałyby światła dziennego zapewniając ''żółtymi papierami'' glejt bezpieczeństwa informatorom, przynajmniej do pewnego stopnia ]. Dobrą ilustracją jak nie należy podchodzić do zagadnienia jest ta ''analiza'' rzekomego iluminackiego przesłania klipu Kate Perry do jej kawałka ''Dark horse'', co nie znaczy jednak iż wszystko można zbyć śmiechem bo natrętna wręcz obecność motywów egipskich niczym popłuczyna dawnego hermetycznego kultu Hermesa Trismegistosa w dzisiejszej popkulturze jest faktem by wymienić jeszcze choćby ten kawałek Snoop Dogga ze Stevie Wonderem :



- czy zmysłowy przebój FKA :


- spokojnie można by znaleźć wiele podobnych przykładów, jednak nie jest to efekt żadnego ''iluminackiego spisku'' czy wpływu ''obcych z kosmosu'' jak to nam ubecja wmawia a fenomen jedynie stąd iż pop jest nadal głównie tworem anglosaskiej kultury przesiąkniętej okultystyczną symboliką za przyczyną mających tam długą tradycję i dość powszechnych bractw masońskich w typie ''shriners'' [ ''pop islam'' ], ''Prince Hall'' [ czarna masoneria, w znaczeniu murzyńska ] czy różokrzyżowców posiadających w Kalifornii duży ośrodek ze ''świątynią'' i ''muzeum egipskim'' etc. co dokumentuje niniejsza wystawa w nowojorskim muzeum, stąd opętańcy uchodzący dziś często za artystów jak ten, który wysrał to mroczne łajno nawet nie muszą być prowadzeni przez ichnią bezpiekę lub też mieć tego świadomość. Dobrą ilustracją amerykańskiej specyfiki, gdzie religia, show, biznes i polityka tworzą nierozerwalny amalgamat płynnie przechodząc wzajem w siebie [ co powoduje, że gwiazda Hollywood może zostać gubernatorem stanu a nawet prezydentem z drugiej zaś przywódcy licznych tam sekt religijnych często próbują sił jako ichni szansoniści ] jest Shrine Auditorium, ''rozrywkowy meczet'', gdzie miało miejsce wiele rozdań Grammy i Oscara, jeden z największych w karierze występ dał Hendrix, kręcono sceny King Konga... W każdym razie współczesna popkultura zarówno w jej oficjalnych jak i bardziej undergroundowych przejawach faktycznie jawi się jako w dużym stopniu wehikuł szemranej magii i nie są to bynajmniej frondelkowe rewelacje sekciarzy o demonicznych opętaniach będących pokłosiem uprawiania aikido dajmy na to lub trzeba w celu demaskacji bawić się w błazeńskie puszczanie od tyłu utworów bo jak powiadam wszystko niemal podawane jest na chama łopatą do głowy a i piszą o tym otwarcie utytułowani akademicy thelemici tacy jak James Wasserman czy Richard Kaczynski [ nomen omen ], zresztą takowy wpływ jest poniekąd naturalny biorąc pod uwagę iż gnoza przez swą patchworkową naturę, żerowanie na płytkich acz gwałtownych emocjach wzbudzanych przez ezoteryczne symulakry i bombastyczne rytuały jest właściwie mimo swej hermetyczności co do zasady takim ''starożytnym popem''. Myliłby się jednak ten, kto uważa iż tzw. ''kultura wysoka'' jest wolna od tej przypadłości [ to uwaga pod adresem dupków gardzących ''rozrywkami motłochu'' ] - radzę taką razą obadać w oficjalnym katalogu dzieł Wolfganga Amadeusza masońskie kantaty jakie ''brat'' Mozart pisał na użytek lożowych obrzędów, sprawdzić wpływ mistyki różokrzyża na twórczość Debussy'ego [ katolicki hierarcha, który obłożył anatemą jego ''Męczeństwo Św. Sebastiana'' nie był żadnym ''kołtunem'' bo nie jest to stricte chrześcijańskie oratorium, jak wyznał sam kompozytor dziełu przyświeca idea Chrystusa-Adonisa... ] czy udział Nikołaja Roericha - okultysty, maga i późniejszego sowieckiego agenta - w powstaniu epokowego ''Święta Wiosny'' Strawińskiego, które jest niczym innym jak ''prasłowiańsko-scytyjskim voodoo''. Uwaga dla KODziarzy i tym podobnych tumanów : nie postuluję bynajmniej aby wzorem hunwejbinów, hitlerjugend czy inszej bolszewicko-islamistycznej hołoty zakazać i palić wraże dzieła na stosach, przecież nie każdy kto lubi filmy Polańskiego musi zaraz jechać małe dziewczynki w kakao jak pan reżyser, a jedynie by zachować czujność podczas percypowania utworów czy aby ktoś nam tu czasem czego nie wciska do łba. Diabelska muzyka wcale nie musi być wulgarna i głośna, pięknoduchom przypomnę, że szatan jest przede wszystkim kusicielem i dostosowuje środki do wrażliwości ofiary, dla jednostek inteligentnych i zdolnych niewątpliwie ma coś extra:) [ oczywiście mowa tu nie o pociesznym, ludycznym wyobrażeniu Lucyfera z kozią brodą, rogami i wielkim chwostem bo to dobre jedynie dla podstarzałych śląskich satanistów, chodzi o dotyk czegoś zimnego i nieludzkiego co Nietzsche obdarzał mianem ''der teufel'' - nawiasem Prokopiuk z Wiercińskim ponoć kiedyś diabła wywołali i wcale ale to wcale im się to nie spodobało... ].

To tyle jeśli chodzi o Bowie'go i jego ''tani demonizm 5-ego stopnia'', nie zamierzam rozkminiać związków padłego artysty z okultyzmem na części pierwsze bo już ktoś tego dokonał :


- wprawdzie materiał zbyt obszerny abym zdołał wszystko zweryfikować ale generalnie brzmi wiarygodnie, w każdym razie jego fascynacje crowleyowskim telemizmem są faktem, nigdy ich nie ukrywał ostentacyjnie wręcz kreując się na adepta ''zakonu złotego brzasku''. Tak czy siak mam nadzieję, że popsułem nieco zabawę, nastrój napuszonej żałobnej pompy kompletnie nie licujący z realnym znaczeniem tego zabawiającego się w czarną magię błazna. Muszę jednak przyznać, iż akurat niniejszy kawałek całkiem mu wyszedł ale to tylko dlatego, że ratuje go brzmienie świetnego big bandu na tle którego nawet jego charakterystyczne wycie jakoś specjalnie nie przeszkadza :



Skoro poruszamy wątek okultyzmu dorzucę jeszcze merytoryczne zaoranie Bartka Chacińskiego, który storpedowanie przez grupę świeckich wiernych koncertowania po kościołach różnych opętańców w rodzaju wspomnianego na wstępie Davida Tibeta wykorzystał jako okazję do wyrzekania na rzekomych ''katolickich kołtunów'' - szczegóły tutaj, nadmienię tylko iż jest to kolejna już ostatnio taka oddolna akcja przedsiębrana przez zwykłych pariafian jacy coraz częściej mają dość narzucanych im odgórnie przez hierarchię kościelną ''ekumenicznych'' imprez w ramach ''posoborowia'', kontrkulturowi krytycy ''kościoła hierarchicznego'' powinni z tym niemiłym dla nich faktem wreszcie się skonfrontować :

''Na wstępie aby uniknąć bredni o ''moherach'', ''katotalibanie'' itp. rytualnych połajanek zaznaczę iż nie jestem katolikiem ani w ogóle chrześcijaninem lecz agnostykiem, nie jestem więc stroną w tym sporze stąd mogę spojrzeć nań chłodnym okiem i przyznaję w nim rację akurat katolickiej kurii. Z całym szacunkiem ale zanim zacznie pan panie Bartłomieju pouczać katolików co i kogo mogą gościć w swych świątyniach lub nie i egzaminować ich z ''tolerancjonizmu'' wpierw może sam zastanowi się nad bzdurami, które wypisuje np. ewidentnie przegiął Pan z tą ''mistyką chrześcijańską'' w wypadku Tibeta - akurat nie są to raczej dziełka siostry Faustyny a jakieś gnostyckie apokryfy czy wręcz taoistyczna ezoteryka [ tu pojawia się fundamentalne zagadnienie prawdziwej przepaści między religiami Bliskiego i Dalekiego Wschodu ale nie czas i miejsce na roztrząsanie go tutaj ], przeżył on również okres fascynacji Crowleyem i nawet jeśli dziś dystansuje się nieco odeń nadal jak podkreśla jest to jedno z ważnych źródeł inspiracji w jego twórczości a doprawdy nie pojmuję jak dorosły człowiek może traktować serio taką nędzę intelektualną i estetyczną jak ten cały ''thelemizm'', reasumując z Tibeta taki ''chrześcijanin'' jak Breivik - ''kulturowy''. Proszę nie oburzać się na zestawienie ze zbrodniarzem, masońskie inspiracje tegoż ostatniego wyrastały z podobnie mętnych, okultystycznych źródeł, nie powołuję się tutaj na jakieś dziwne strony typu ''stopsyjonizmowi'', przynależność terrorysty do wolnomularstwa została potwierdzona przez samych masonów, jakże by zresztą mogło być inaczej skoro sam niemal obnosił się z nią fotografując siebie nie tylko w rynsztunku bojowym w którym miał dokonać zamachu ale i rytualnym fartuszku, bez uwzględnienia tego faktu nie pojmiemy choćby jego bełkotu o ''templariuszach'' i innych dziwnych konceptów zawartych w jego ''manifeście'', to rzecz jasna nie dowodzi iż fascynacja gnozą, magią itp. hermetycznymi kultami musi zaraz popychać do zbrodni ale jak widać może stąd nie lekceważyłbym tak prawdziwego problemu jaki się tu wyłania zbywając go lekceważącym machnięciem ręki. Nie przypisując im nadmiernej roli nie możemy też jednak zapominać o mrocznych, okultystycznych nurtach w nazizmie [ matecznik hitleryzmu jakim było ''stowarzyszenie Thule'', ''arjozof'' i bez wielkiej przesady można rzec ''duchowy ojciec'' Hitlera Lanz von Liebenfels, ''czarny zakon'' SS etc. ] ale i o czym mniej osób wie, także w wydawałoby się tak materialistycznym do szczętu komuniźmie [ wystarczy wspomnieć, że Lenin musiał przed rewolucją stoczyć prawdziwą bitwę o przywództwo w partii bolszewickiej z frakcją ''bogotwórców'', Bogdanowem i Łunaczarskim, pod jej wpływem był również Gorki, pojawia się tu też nazwisko wysoko postawionego czekistowskiego ludobójcy, jednego z twórców Gułagu Gleba Bokija i podlegającego mu naukowca Aleksandra Barczenki, wreszcie wymienić należy słynnego w swoim czasie ''maga'', ezoteryka Nikołaja Roericha, który pod pozorem wyprawy do Tybetu, wysłanej na ponad 10 lat przed słynną nazistowską, wykonywał tajną misję dla sowieckiego wywiadu - więcej na ten i podobne tematy w znakomitej pracy rosyjskiego historyka Andrieja Znamienskiego pt. ''Red Shambhala'', która oczywiście nie doczekała się do dziś polskiego przekładu ]. Wracając do zagadnień stricte muzycznych - dziwię się nonszalancji z jaką podchodzi Pan do całego wydarzenia, jako znawca niechby i pop- kultury, a może właśnie tym bardziej, i krytyk muzyczny lepiej ode mnie powinien Pan zdawać sobie sprawę z niebezpieczeństw towarzyszących twórczości w tej dziedzinie, przecież odpowiednio dobranymi dźwiękami można wywoływać i sterować emocjami tak jednostek jak mas a nawet zrobić im krzywdę, określone częstotliwości i natężenie hałasu może rozwalać łby dosłownie i w przenośni - nie jest to bynajmniej wytwór paranoicznego umysłu, przypominam choćby o torturowaniu w ten sposób więźniów Guantanamo i podobnych placówek, brak mi tu podkreślenia odpowiedzialności ciążącej na artyście, który bierze się za uprawianie muzyki czy w ogóle jakąkolwiek działalność kulturalną [ nie musi to oznaczać zaraz konotacji religijnych ]. A właśnie, skoro już wypomina Pan katolikom skandale obyczajowe gwoli uczciwości wspomniałby może wpierw, iż jedna z niedoszłych ''gwiazd'' obecnego Unsoundu wylądowała dopiero co w areszcie za pedofilię :

http://www.timesherald.com/general-news/20151009/philadelphia-man-charged-with-attempting-sex-act-with-boy-in-upper-providence

http://pitchfork.com/news/61572-synthesizer-pioneer-charles-cohen-arrested-on-child-sex-charges/

- mam nadzieję, że nie będzie Pan ani też żaden z komentatorów brał w obronę tego entuzjasty ''międzypokoleniowej intymności'', trudno też stawiać na równi taki ''hardkor'' z przypadkiem nieszczęsnego księdza, byłego rzecznika prasowego ''dni młodzieży''  tym bardziej, że ten nie ukrywa bynajmniej, że skrewił i nie odstawia żenadnej latynoskiej telenoweli jak oszust Charamsa : owszem, za takowego go uważam, powinien oddać niemałą zapewne forsę, którą pobierał na znaczących stanowiskach w hierarchii KK przez czas, gdy zwodził członków wspólnoty i instytucji do której należał, w każdym razie gdybym był katolikiem tego właśnie bym się odeń domagał, jak mówię jestem poza kościołem więc nie mam pojęcia jak to u nich wygląda ale na ich miejscu wymagałbym umowy z każdym pracownikiem tej jakby nie było instytucji za której złamanie groziłyby odpowiednie sankcje, i bardzo proszę nie ośmieszać się ''stosami inkwizycji'', wystarczyłaby zwykła odpowiedzialność finansowa a w przypadku cięższych przewinień takich jak p. Cohena karna, na szczęście nikt nie ma obowiązku być kapłanem KK ani żadnej innej religii czy loży, przynajmniej tak jest póki co pod naszą szerokością geograficzną, stąd powinien zdawać sobie sprawę z zobowiązań jakie dobrowolnie - podkreślam to ! - przyjmuje wstępując do takiej lub innej organizacji co zakłada też pełną odpowiedzialność, nie powinno przed ponoszeniem konsekwencji swych wyborów chronić wyznanie, status majątkowy, orientacja polityczna czy seksualna [ rzecz jasna zdaję sobie sprawę, że tak wygląda teoria a z praktyką bywa różnie oględnie mówiąc niemniej co do zasady powinniśmy się tego trzymać jeśli nie chcemy usankcjonować barbarzyńskiego systemu kastowego bez względu na to kto miałby znajdować się na jego szczycie np. homofobi czy homofile ].

Generalnie zdumiewa mnie, że ludzie w swym mniemaniu przynajmniej racjonalni, o poglądach liberalnych zwykle lub lewicowych biorą w obronę jakichś hołdujących zabobonom pajaców, to ja już wolę scholastyków, można wprawdzie zżymać się na ich racjonalność ale oni nie wyrzekają się rozumu na rzecz guseł, mętnych pojęć, bełkotu mówiąc wprost mającego na celu stworzenie wrażenia ''niesamowitości'' u otumanionych pijarowską sztuczką frajerów, czegoś ''głębokiego'' i ''tajemniczego'' a za którym nie ukrywa się nic, dosłownie nic, nie są wyznawcami ''złego oka'', piramidek, magicznych kamieni czy ziółek, sprzedawania ''złej energii'', żywienia się Słońcem, horoskopów, ciał astralnych itp. bredni. Nie pojmuję jak dorośli wydawałoby się a co gorsza bywa, że i faktycznie utalentowani ludzie mogą serio traktować takie piramidalne [ nomen omen ] bzdury i dać się dymać ordynarnie mówiąc na kasę a bywa, że i dosłownie jakimś cwanym hochsztaplerom pokroju wspomnianego na wstępie Crowleya, psychopatycznym kapłanom dętych ''starożytnych misteriów'' i ''rytów egipskich'', nazi-bolszewickim ''rodzimowiercom'' oddającym hołd bałwanom zlepionym z gliny i g..., poronionym fascynatom śmierci, destrukcji i wszelkiej obrzydliwości, całego tego egzystencjalnego łajna na którego negacji polega każda godna tego miana cywilizacja, jednym słowem kult opisanego wyżej syfu grozi nam stoczeniem się w barbarzyńską ''bebechowatość'', można oczywiście olać sprawę ale niestety u niektórych jego wyznawców opisana wyżej patologia zamienia się w agresywną manię, bywa, że i zbrodniczą nawet i to nie tylko w wymiarze indywidualnym ale i politycznym na co wskazywałem parę akapitów temu stąd ten satanistyczny czy okultystyczny [ z mojej perspektywy jeden pies ] gnój budzi we mnie obrzydzenie i to bynajmniej z pobudek religijnych. Widzę niestety, że wielu ''samooświeconym'' jednak tak padło na mózg, że wolą nawet wyrzec się rozumu byle tylko dokopać znienawidzonym ''kołtunom'' i ich kosztem utwierdzić się w swym całkiem na wyrost mniemaniu o sobie, zachowujecie się panie i panowie jak te przysłowiowe głupie dzieci odmrażające sobie na złość mamie uszy, słabe to, bardzo słabe... Żenada.''

- całość :

http://polifonia.blog.polityka.pl/2015/10/12/kuriozum-w-krakowie/

I na koniec już nie sposób pominąć lokalny przypadek omawianej patologii czyli Kelthuza niestety - wprawdzie wytoczony mu proces był zwykłym skurwysyństwem stąd wspierałem go przy tym ile mogłem i nie żałuję, gdyż miałem okazję obserwować z lekkim przerażeniem na paru rozprawach jak niezbyt wysoki sąd w osobie jakiegoś dupka w todze leczył jego kosztem swe potężne deficyty emocjonalne przeczołgując go aż niemiło, to naprawdę inteligentny człowiek i całkiem utalentowany artysta, gdybyż tylko czasem się przymknął ! Jego ostatni minialbum pod wymownym tytułem ''The Pessimist'' jest pod tym względem nie do zniesienia, przyznaję wprawdzie, że melancholijna wersja kawałka The Police wyszła mu kapitalnie niemniej przesłanie całości jest kompletnie do d... -  tak się kończą prometejskie napinki, to jedynie bulgot próżni. Jasne, że tzw. ''pozytywne myślenie'' za przeproszeniem, american way typu : ''mam raka odbytu, nie mogę się wypróżniać, sram ustami ale zawsze się uśmiecham i wierzę w swój sukces'' to prosta droga do samobója lub co najmniej spędzenia reszty życia na kozetce u szarlatana i psychola, który sam się powinien leczyć, tyle że pompowanie się czarnym jadem rozpaczy i nietzscheańskie tańce św. Wita na ruinach Okcydentu to żadna alternatywa a wiem co mówię bo sam się w to bawiłem i być może stąd mój brak dystansu i pasja, lata chmurnej i durnej młodości strawiłem na zagłębianiu się w, aż wstyd przyznać, ''Ziemi Ulro'' Miłosza, poezji Blake'a, gnozach i manicheizmach prokopiukowych etc. aż w końcu z tego metafizycznego onanizmu, całkiem jałowego brandzlowania mózgownicy wyleczyła mnie egzystencjalna brzytwa Ockhama jaką jest buddyjska przypowieść o człowieku zranionym zatrutą strzałą, polecam terapię. Ale jeśli kogo taka wola dawać se robić do łba to voila - disco gnoza abo necro pop, w sam raz na zdychający karnawał :



- epickie skarpety:) A to już nieco poważniejszy stuff, egzystencjalne funky :


- oddajmy sprawiedliwość artyście, kiedy ostatnio słyszeliście w przebojowym, tanecznym [ prawie ] kawałku takie trudne słowa jak ''autonomiczna wola istnienia'' ? Cóż z tego skoro niemal jak ulał pasują tu gorzkie a trafne uwagi krytyka muzycznego Siergieja Troickiego o Jegorze Letowie, liderze kultowej w Rosji ''Grażdańskiej Oborony'', cytuję za znakomitą antologią radzieckiego i rosyjskiego undergroundu pt. ''Oczami radzieckiej zabawki'' [ str. 236 ] : 

''Nie darzę go najmniejszą sympatią. Uważam, że jest pozerem, mitomanem i paranoikiem. Letow powinien już dawno zrealizować swoje samobójcze teorie zamiast zarażać nimi swoich najbliższych, w tym Jankę Diagilewą. Ale sam stchórzył i nie zrobił tego. Nienawidzę takich prowokatorów.''

- otóż to, nie kupuję szitu iż to tylko taka ''artystyczna kreacja'', twórca ponosi odpowiedzialność za głoszony przezeń przekaz, szczególnie zaś takowe treści, co nie znaczy oczywiście, że zaraz należy mu urządzać współczesną wersję procesu o czary, w tym wypadku o domniemany ''faszyzm''.

ps. * pojęcie zaczerpnąłem od Kamila Tumulca udzielającego się w komentarzach na blogu Foxa, konkretnie z dyskusji stąd.

...kwestię co łączy wymienionych w tytule gwiazdorów zostawiam domyślności czytelników, aczkolwiek w kontekście wpisu zagadka nietrudna do rozwikłania dodam jednak dla ułatwienia iż bynajmniej nie lecieli się wszyscy naraz wzajem choć byłby to zaiste epokowy trójkąt:)


piątek, 8 stycznia 2016

Blondyna & murzyna.

- tytuł dostosowany poziomem do właśnie rozpoczętej zimowej kanikuły więc nie zamierzam się niepotrzebnie silić na stylistyczne fajerwerki, tym bardziej, że gorący karnawał w tym roku mimo mrozu nastał, bandy Hunów urządzają sobie polowania na wyzwolone z mózgu tubylcze samice [ niektóre trza przyznać są tak głupie, że same włażą im w łapy ] u nas zaś trwa permanentna noc żywych trupów maszerujących w obronie zdychającej właśnie w dotychczasowym kształcie III RP, roztrzęsionych czerwonych moherów kurczowo czepiających się resztek pogrążonego w dekadencji systemu, nic nie kumających ze współczesności starych ubeków i bałwanów, którzy chcieliby jak pewna kiepska reżyserka zatrzymać czas aby ''beło tak jak beło'' [ mam skromną nadzieję, że przetaczająca się właśnie nad naszymi głowami geopolityczna wichura zmiecie te truchła na śmietnik historii na który sami jak i ich przodkowie chcieli posyłać innych, by chociaż sprawiedliwości dziejowej wreszcie stało się zadość ]. Na jakie szyderstwa bym się jednak nie sadził i tak nie przebiję pajaców w rodzaju Żakowskiego czy red. Liza, którzy już dokonali spektakularnego samozaorania, o pewnej chamicy bawiącej się na łamach gadzinówki w obleśne, głupawe insynuacje nie wspominając - jeśli nie pozostało wam nic innego jak ośmieszanie się histerycznymi wrzaskami i plugawe wyzwiska znaczy, że naprawdę dupa pali wam się niczym stodoła w Jedwabnem. Poza tym zdecydowalibyście się w końcu chamy czy Kaczor jest niedojebem czy pedałem bo jedno drugie wyklucza - jeśli tym pierwszym to skąd wiadomo, że drugim ?! ''Wierzy ale nie praktykuje'' czy jak, i na jakiej podstawie możecie to stwierdzić, w myślach mu czytacie ? [ telepaci się znaleźli ] Tylko nie rozśmieszajcie mnie powoływaniem się na rzekomą ''wiedzę o ludzkiej psyche'' czy insze psychol-anal-ityczne brednie - co najmniej 3/4 psychologów i terapeutów sama powinna się leczyć, reszta to cyniczni szarlatani. Równie dobrze można przyjąć, że prezes wyprzedził epokę, był ''singlem'' kiedy jeszcze ''starokawalerstwem'' się to nazywało, a poza tym co to za wpierniczanie się z butami w cudze życie, czy nie za to aby rytualnie potępialiście katolików ?!

Dobra, j@#%ć to, nie zamierzam się przejmować, że na naszych oczach ''[wszech]świat się rozpada'', sądzę wręcz, że istnieją pozytywy niniejszej sytuacji bo pogrążona w gnuśnej dekadencji Europa chyba potrzebowała solidnego kopa w zadek skoro dotąd nie skumała iż urlop jaki zdała się wziąć od historii już dawno się skończył, niestety z większością jest tak, że jeśli nie dostanie bata to niczego się nie nauczy, obaczymy czy ta edukacja przez gewalt przyniesie jaki skutek - jeśli nie będzie to tylko znaczyło, że tubylcy zasługują na swój los i nie ma czego specjalnie żałować.

Dość kłapania dziobem, jedyna taka pora w roku zobowiązuje stąd tym razem niemal sama muzyka wraz z krótkimi możliwie opisami :

- na początek syrena z dalekiej północy, gdzie biało aż miło... [ właściwie gdyby nie brak drzew i urywający łeb przenikliwy wiatr można by już pakować walizki ] :





Po farersku :



Przystojny aryjski śmierć - klip jak klip ale praca dźwiękowej maszynerii miło koi uszy, zwłaszcza misterne jak na pop chórki w tle na finał :



To tera na drugą nóżkę czyli cicho Sza :



- no proszę, zero czarnuchowatości czyli wulgarnych murzyn wypinających zady i czarnych buraków ze złotem na klacie, w ryju i dupie, jak się chce to można :



Blondi czekolada :



- piękniejsza część tego duetu jest córką Vanessy Williams więc to się nie mogło nie udać... :



- teraz kumam o co chodziło z orgiami na pokładach UFO:) Wprawdzie jakieś wredne cioty czepiające się pierdół jak baby zarzucają jej, że zżyna z Badu, nie sądzę ale nawet jeśli gratulować tylko taką razą wzorów, zresztą dziewucha trzyma na dystans frustratów z łapą w majtach godnym pierwowzoru wykonaniem coveru miss Eruhah.

Ibeyi czyli duet electro-afro-latino tworzony przez bliźniaczki ze związku kubańskiego perkusjonalisty-''przeszkadzajkacza'' i wenezuelskiej pieśniarki, ich minikoncert :



I jeszcze bardziej egzotyczna mieszanka, córka Greka i Jamajki, cudownie melancholijna i przyjemnie krągła Lianne La Havas :





Aby nie było, że same baby : Rick James zmartwychwstał - wprawdzie śpiewa jakby ''po drugiej stronie lustra'' stracił to i owo, ale nadal wokół jego ''sztywnego pala miłości'' raźno pląsają dzi[e]weczki :



Skoro już warto wrócić taką razą do klasyki lejąc obficie ślozy serdeczne ze śmiechu :



- ten dłuuugi basowy gryf... Faktycznie murzyn z wielkim białym kutasem to byłoby ''super freak''. Sądzę jednak, że Rick ściemniał z tymi laskami, ewidentnie widać, że kochać się może tylko ze sobą:) Ajm Rik Dżejms, plażo !

Na koniec serii już dla mej przyjemności tylko niejaka Noni Zondi rodem z samego Soweto w RPA - wprawdzie muzycznie nędza przeokrutna stąd wywiad jedynie, ale przecież nie o to chodzi... Jak słusznie zauważył w którymś momencie prowadzący białas obleśnie przy tym łypiąc : ''You look very aerodynamic'' - exactly.



ps. poniewczasie spostrzegłem, że po powyższej przewadze ''czekolady'' [ no raczej ''cappuccino'', niemniej ] można odnieść mylne wrażenie, że jestem jakowymś ''negrofilem'' - bynajmniej, parafrazując pana Grzegorza ''murzynorealista'' ze mnie, nie widzę powodu by ulegać w imię politpoprawności współczesnej wersji chłopomanii i nie nazwać bydlaka po imieniu jeśli tylko na to zasługuje bez względu na jego kolor skóry. Z drugiej równie daleko mi do autentycznych a nie wyssanych z ''antyfaszystowskiego'' fiuta nazioli a tak się składa, że całkiem niedawno miałem wątpliwą przyjemność takowych spotkać otwarcie jako narodowi socjaliści się określających [ więc to już nie tylko faszyści z lokalnego ONR, rycząca zapijaczona tłuszcza przed paru laty wymachująca przy mnie w knajpie rączkami w wiadomym geście, jak widać postępy postępu nieubłaganie postępują ]. Jeden z nich napruty mocno żarliwie przekonywał mnie, iż jest jakowymś prasłowiańskim wojem co brzmiało kuriozalne bowiem nosił okulary i to o dość grubych soczewkach więc w wymarzonej epoce mógłby se być co najwyżej katamitą na łańcuchu awarskiego koczownika, o ile przedtem nie stratowałby go tur w przedwiecznym borze bo ta ślepa pizda nawet by go nie spostrzegła. Przykro mi ale z takimi obrońcami naszej rasy możemy już smarować dupska w oczekiwaniu na zbiorowe wzbogacenie kulturowe przez hordy ''nachodźców'', przynajmniej będzie mniej bolało... Mam jedynie skromną nadzieję, że jeśli już zaczną od nich tym bardziej, że byłoby w owym wypadku ''po turańsku'' bo te tumany mają ponoć na tyłkach wydziarane swastyki:) Uprzedzając obleśne nazigejowskie sugestie trolli skąd niby posiadłem tą wiedzę : od laski, która chodziła z jednym z tych prasłowiańskich bałwanów. Nie mam ochoty ni potrzeby wdawać się w obszerne wyjaśnienia mej postawy w tym względzie, niech posłuży za nie najlepiej kapitalny skecz czarnego amerykańskiego komika Chrisa Rocka pod wymownym tytułem Black people vs. niggaz - ''I love black people but I hate niggaz'' ! [ jakże świetnie go rozumiem, mam podobne odczucia do polaczków ] :



- zwłaszcza to [ w wolnym tłumaczeniu ] :''jeśli nie chcesz by czarnuch okradł cię w domu schowaj forsę w książce bo asfalt zwyczajnie nie czyta - książka to kryptonit czarnucha '' : miazga... O ilu z was polaczki i insze turbosłowiańskie chamy można to samo powiedzieć, bo przeca ''tylko żydy czytajo'' ! Tak więc tkwijcie dalej na własne życzenie w szambie, nie macie jednak tym samym prawa narzekać, że was odpowiednio czyli jak zakompleksione, zdatne jedynie do tępej orki bydło traktują. ''To Trygław zgruchotał te nagrobki a nie jaa !'' Gardzę.


sobota, 12 grudnia 2015

Lesbijskie kino familijne.

Ostatnio miałem okazję oglądać trochę więcej niż zwykle tv [ a zwykle mało na szczęście ją oglądam i niczego specjalnie przez to nie tracę co będzie właśnie do okazania ] i zabawny film w niej widziałem wbrew intencjom twórców a takie lubię bodaj najbardziej, gdy ktoś tak się nadyma aż efektem jest jedynie głośny, wilgotny i mocno ''zgęszczający atmosferę'' pierd. Nosi toto tytuł ''Wszystko w porządku'' [ a właściwie ''The Kids Are All Right'' - polskie tłumaczenie jak zwykle niezbyt zachwyca ale niech tam ] i dotąd znałem je z frondelkowej recenzji, gdzie we właściwym portalowi ''chrześcijańskich syjonistów'' grubo ciosanym siekierą stylu określono to paradzieło ''gadzinówką homoseksualnego lobby'' - niby w sumie owszem, tyle że w myśl ulubionej przeze mnie techniki subwersji, patrząc z perspektywy politpoprawnego agitpropu zarzucić by można mu raczej paradoksalnie pewien swoisty... konserwatyzm [ a tak tak homobracia i lessiostry w tęczę zdupczeni ]. W skrócie bo nie ma tu nad czym się rozwodzić [ ani z kim ] : rzecz traktuje o parze lesbijek prowadzących pozornie sielankowy żywot w Kalafiornii z dwójką dzieci, bratem i siostrą, pochodzących, jakże by inaczej, z zapłodnienia in vitro. Jednak na tym idealnym wydawałoby się wizerunku nowoczesnego homomałżeństwa pojawiają się rysy [ he he ] : jak wiele tego typu par powiela ono i to w groteskowo karykaturalnym wydaniu wszystkie najgorsze przywary patriarchalnych związków - mężożon [ mężyna ? ] jest tutaj typowym wiecznie naburmuszonym tyranem tłamszącym żonynę, dzieci zaś w sekrecie przed matkami [ nawiasem co za koszmar mieć dwie matki, ja nawet z jedną ledwie wytrzymuję z całym dla niej szacunkiem, i wzajemnie gwoli sprawiedliwości ] postanawiają odnaleźć swego biologicznego ojca. W końcu im się to udaje jednak choć to chłopak wystąpił z inicjatywą zaś dziewczyna jest początkowo sceptyczna po spotkaniu ze swym spermodawcą następuje odwrócenie ról, temu pierwszemu przynosi ono rozczarowanie bowiem wyraźnie brak mu ojcowskiego wzorca, mimo starań nie za bardzo może odnaleźć się w tej nietypowej pararodzinnej relacji z dwiema mamusiami z których jedna jest w dodatku tatusiem stąd szuka potwierdzenia swej męskości [ rozkwitającej rzekłbym by zabrzmieć pedofilsko ] trenując rozliczne sporty zaś biologiczny ojciec okazuje się typowym kalifornijskim luzakiem, który odrzuca je dla właściwej im wg niego ''szczurzej rywalizacji'', prowadzi knajpę serwującą własnoręcznie hodowane ekologiczne warzywka przy okazji dmuchając na zapleczu zachodzące do niej panienki i kelnerki jak ponętna skądinąd czekolada [ mniam ] natomiast hipsterski styl życia probówkowego papy przypada do gustu wrażliwej córce [ jedyna wyrazista, godna tego miana rola w tym propagandowym gniocie Mia Wasikowski - Mii Wasikowskiej ? k..., jak się to odmienia ? ] gdyż boleśnie odczuwa emocjonalny chłód u neurotycznego babochłopa pełniącego dziwaczną rolę jej apodyktycznego lesbo-ojca [ widzicie jak wdzięczne pole dla leksykalnych łamańców stanowi opis scenariusza bo też i niemal wszystko stoi tu na głowie a to dopiero początek ]. Mama i mama w końcu odkrywają szczeniacką konspirę początkowo błędnie rozpoznając jej powód [ aby było śmieszniej lesby martwią się, że syn jest pedałem i to ukrywa choć same ruchają się przy gejowskim pornolu ] i mimo niechętnej postawy zazdrosnego o swą pozycję mężyna z inicjatywy bardziej empatycznej żonyny spraszają przyszywanego tatuśka na rodzinne spotkanie - by nie przeciągać już zanadto bo sam zaczynam gubić się w zawiłościach tego pokręconego badziewu, ponieważ lepsza połowa homozwiązku czuje się ''niekochana, niezrozumiana, niedoceniana'' puszcza się z nowo zapoznanym spermodawcą desperacko go ujeżdżając jakby chciała nadrobić wszystkie te lata gdy zbrakło jej kutasa. I tu wreszcie mogłoby zrobić się ciekawie gdyby tylko tfurczyni tego paradziełka starczyło odwagi aby wykonać ironiczną woltę wobec współczesnego politpoprawnego agitpropu czyli lesbijka dokonując ''alternatywnego coming-outu'' odkryłaby w tym wypadku swoją prawdziwą, heteroseksualną tożsamość zaczynając życie u boku mężczyzny wyzwoliwszy się uprzednio z okowów duszącego, tłamszącego jej ''kreatywność'' itp. nowomodne bzdury homomałżeństwa etc. etc. Niestety, ponieważ reżyserka reprezentuje jedynie słuszną na obecnym etapie orientację seksualno-polityczną rzecz przybrała postać schematycznego, nudnego do nudności tęczowego moralitetu, gdzie reakcyjne zło musi zostać przykładnie ukarane, paradoksalnie konserwatywnego peanu na cześć postępowej homorodziny, która przetrwa każdy kryzys, nawet największą zdradę : heteryk wychodzi na dupka, który z egoistycznych pobudek burzy spokój niemal idealnego lesbijskiego związku bowiem koło 50-tki a więc rychło w czas doszło doń w końcu, że nawet przygodne pieprzenie panienek może się znudzić i najbardziej godna w tym wieku dla mężczyzny jest rola męża i ojca, jego syn z kubka poczęty w momencie próby staje ostatecznie po stronie swej zagrożonej przez intruza ''neheteronormatywnej'' rodziny, natomiast przeżywająca dramat najbardziej córka choć ma zamiar na złość wszystkim puścić się klasycznie na imprezie kończy jedynie na namiętnym obcałowaniu chłopaka jak na filmie z lat 50-ych dla ''zbuntowanej'' młodzieży po czym grzecznie wraca do mamuś, i tyle, nuda powiadam. Skruszona les-żona zaś choć jeszcze niedawno gziła się z kochankiem na boku, że omal dupa jej nie odpadła dochodzi prawilnie niczym jakowaś kura domowa do wniosku iż wprawdzie wagina waginą ale jednak ''najważniejszy w życiu kobiety jest mąż i rodzina'' nawet jeśli w tym wypadku małżonek jest babą zaś dzieci z próbówki [ przesłanie godne serialu ''M jak mineta'' ], czy muszę więc jeszcze dodawać, że w finale obie lesby odjeżdżają pogodzone trzymając się za ręce ku słonecznemu horyzontowi ? Właściwie gdyby nie sceny obłapek byłby to jakowyś Disney a la homo a i to nie jestem pewien czy aby postępy obyczajowego postępu zaszły obecnie tak daleko, że i w kinie familijnym dla normalsów nie obędzie się bez ostrego dupcenia [ zapewne ta lalkowata niczym z mokrych snów Polańskiego kurewka z ''Hannah Montana'' już wtedy nie była wcale taka grzeczna, widząc jak kończą zwykle gwiazdeczki lansowane przez tą wytwórnię dochodzę do wniosku, że to jakieś upiorne przedszkole, miejsce terminowania mocno nieletnich dziwek obojga płci sprokurowane dla potrzeb hollywoodzkich pedofilów i przede wszystkim narzędzie masowego deprawowania dzieci a poniekąd i ich rodziców ]. W każdym razie podczas seansu, zażerając się przy tym własnoręcznie upichconym i odpowiednio doprawionym czubricą zasmażanym na oliwie bakłażanem z cukinią i papryką oraz ryżem basmati [ a co ] oraz popijając to wszystko obficie winem czerwonym gronowym 13-stoprocentowym [ parafrazując Adolfa K. ], miałem ubaw co nie miara - oczywiście zawsze można bronić autorkę, że celowo mieszała wątki w ramach dżenderowej ''subwersji'' tyle, że nawet jeśli i tak chujowo jej to wyszło : nie ma chyba gorszej zniewagi dla lesbijki...

W tv leciał też ''Skyfall'' z Danielem Craigiem nad którym to - filmem, nie aktorem - nie będę się pastwił bo to bodaj najbardziej udany ze współczesnych Bondów [ jak dla mnie przede wszystkim dla kapitalnych wizualnie scen w Chinach no i finalnej rozpierduchy w szkockim kasztelu wśród surowych, majestatycznych plenerów ] oraz z tymże ekranizacja lewackiego bestselleru Stiega Larssona, którego to fenomenu jak pisałem w poprzednim poście nie pojmuję bo jest jakowąś współczesną politgramotą w popowym wydaniu [ może właśnie stąd ten sukces ] a zwało się toto ''Dziewczyna z tatuażem'' - owszem, trza przyznać iż rzecz sprawnie zrealizowana i dobrze się ogląda te niezwykle sugestywnie kreujące mroczną atmosferę obrazy, nie dziwota zresztą bo odpowiada za to fachura od ''Fight Clubu'', cóż z tego jednak skoro przesłanie całości razi totalnym eskapizmem, podłą hipokryzją, jest zwyczajnie piramidalną bzdurą : nie wiem w jak bardzo oderwanym od rzeczywistości, zafiksowanym na schematach neokomuszej propagandy łbie mógł zrodzić się kosmicznie wręcz durny koncept, że głównym problemem współczesnej Szwecji jest spisek nazistowskich pedofilów i seksistów ?! Gdyby obraz ten miał choć trochę tyczyć realiów pogromczyni mizoginów, demoniczna lesbijka Lisbeth Salander powinna bezwzględnie rozprawiać się z gangami imigrantów poniewierających białe jak i swoje kobiety - ooo, już to widzę i słyszę ten klangor jaki podniósłby się, gdyby ktoś spróbował coś takiego nakręcić, przeca to ''faszyzm'' w czystym wydaniu, prędzej te wykastrowane mentalnie a coraz częściej bywa, że i dosłownie psierkwie dadzą się zarżnąć tępym nożem niż przyznają, że dziś twarz gwałciciela jest zazwyczaj kolorowa ! [ to oczywiście nie zarzut wobec reżysera, który mógł jedynie operować na niezwykle miernym materiale a i tak wycisnął zeń realizatorski majstersztyk, więc powinno się go oglądać niczym współczesny ''Triumf woli'' czy ''Pancernik Potiomkin'' - dla samych budzących respekt obrazów i kunsztu twórcy dystansując się od plugawego, totalitarnego przesłania : to trudne przyznaję i tylko świadomy, wyrobiony widz temu podoła ale możliwe ]. Zabawne, że nawet jedyna bodaj pozytywna męska postać lewicowego dziennikarza kreowanego tutaj niemal na herosa walki z bezwzględnymi korporacyjnymi gangsterami okazuje się w finale pozbawioną empatii typową szowinistyczną świnką, heh.

Na szczęście nie wszystkim jeszcze zlasował się od powyższej propagandy mózg i w masie współczesnego agitpropu wciąż zdarzają się dzieła nie obrażające inteligencji widza [ o ile rzecz jasna tenże ją w ogóle posiada a to coraz rzadsza przypadłość ] opowiadaniem wydumanych, przekombinowanych historii, starających się jak najlepiej ująć realne ludzkie dramaty, do takich właśnie należy ''Dheepan'' francuskiego twórcy, którego ''Proroka'' kiedyś tutaj także pozytywnie recenzowałem [ jak widać francuskie kino nie musi oznaczać głupawej farsy z wydymającymi usta zblazowanymi dupkami czy dekadenckich, perfekcyjnych wizualnie acz pozbawionych totalnie treści orgii zaludnionych snującymi się po ekranie chodzącymi karykaturami bez pomysłu, gdzie by jeszcze wsadzić kutasa ]. Rzecz tym razem widziałem w kinie, do krajowej dystrybucji weszła pod odstręczającym tytułem ''Imigranci'' jednak swym ciężarem gatunkowym, wagą opowiedzianej historii miażdży bezlitośnie schematy medialnej propagandy jaką się nas ostatnio w tym względzie katuje. Nie będę tym razem relacjonował filmu bo bez problemu najdziecie w sieci jego polskich recenzji, żaden jednak z ich autorów, politpoprawnych cipek z powiązanymi drutem jajami nie wspomniał o najważniejszym w omawianym obrazie : imigrant ze Sri Lanki, były bojownik Tamilskich Tygrysów rozpierdala aż miło gang arabusów i czarnuchów z francuskiego przedmieścia [ powierzenie tej roli białemu Europejczykowi znowu wywołałoby medialny lincz, zresztą przyznaję powyższe rozwiązanie ma w obecnych warunkach znacznie bardziej wywrotowy potencjał wobec współczesnego establiszmętu, zamyka mu niemal totalnie gębę wprawiając w osłupienie stąd brawa dla reżysera za koncept ]. Jakiś tuman napisał, że koncertowo pokazana scena rozjebundo niby to przypomina finalną rzeźnię z ''Django'' : kompletny bullshit ! Nie ma w tym za grosz tarantinowskiego, typowo hollywoodzkiego efekciarstwa, żadnej perwersyjnej niemal celebracji flaków i krwi chlapiącej na ekran przez które właśnie odpuściłem sobie końcówkę ''dzieła'' hamerykańskiego pojeba zachwytów nad którym nie pojmuję, Audiard zaś [ zapamiętaj to nazwisko, dziwko ! ] obrazuje przemoc nieomal na sposób oniryczny co nie oznacza bynajmniej jakiegoś jej zbędnego estetyzowania, zapewne adekwatnie do percepcji pogrążonej w krwawym amoku ludzkiej bestii. Inny głup dojebał o rzekomym ''egoiźmie'' przyszywanej żony tytułowego Dheepana - doprawdy nie wiem co trzeba mieć we łbie by posądzać o to kobietę, która desperacko chce uniknąć powtórki morderczego piekła przed którym uciekła z drugiego końca świata jaką serwuje jej banda kolorowej żulii, tym bardziej że w tym momencie nie łączy jej jeszcze żadna istotna więź z naprędce skleconą na potrzeby europejskich służb imigracyjnych ''rodziną'', niby ''mężem'' i ''córką'', w rzeczywistości tamilską sierotą, której rodziców zamordowali syngalezcy żołdacy [ w tej roli przejmująco urocza - wiem jak to brzmi, ale nie znajduję lepszego określenia - Claudine Vinasithamby ]. Egoistyczne to są tępe dzidy ze ''Śmierci w wielkim mieście'', który to serial także przyznaję bez bicia poglądałem, gdy już obżarty i opity zalegając na wyrze nie miałem siły na nic innego aczkolwiek nawet w tym stanie nie mogłem tego gówna zdzierżyć na dłuższą metę bo wkurwiały mnie te wysuszone kościste dziwki z ich wydumanymi problemami, którym od dobrobytu w dupach się poprzewracało, aż prosiły się o solidny oklep przez jakiegoś baszę, wzięcie pod but muslimskiego maczo stąd nie pojmuję bólu rzyci jaki mają polaczki z powodu nadstawiania ochoczo przez Polki zadu ciapakom i murzynom, przecież tym samym potwierdzają one powszechną chyba opinię o nich jako zasadniczo pustakach predestynowanych wręcz by stanowić nawóz dla Hunów więc w czym problem ? Przypomnę, że gdy jeszcze żył Muchomor Kaczafi wystąpiłem z postulatem wymiany barterowej Dody na parę śniadych dupencji z jego haremu, i tak to wulgarne ścierwo przypomina chodzący mokry sen Araba i o ile mi wiadomo z takowym żyje, więc wszystko jest jak należy aczkolwiek ponoć ''ukochany'' chleje i trudno mu się dziwić, jak widać to bydlę nawet ''beduina'' potrafi doprowadzić do alkoholizmu, ale widziały gały co brały więc pies go... Oczywiście biorę poprawkę na to, że wyrabiać sobie opinię o kobietach na podstawie tego typu medialnych wysrywów to jak oceniać mężczyzn przez pryzmat gniotów z van Dammem czy Seagalem bo już taki ''Rambo'' to mimo wszystko jak dla mnie ciut wyższa półka, przynajmniej bodaj najlepsza jedynka z serii, ''Pierwsza krew'' jaką również ostatnio jedna ze stacji przypomniała, obraz także mimowiednie zabawny w niektórych scenach np. wesołość budzi obserwowanie jak stallowy wojownik twardo śmiga jedynie w wojskowym podkoszulku z miąchami na wierzchu podczas rozpieprzania wrogiego miasteczka, gdy jego przeciwnicy kulą się od zimna i deszczu w puchowych kurtkach a już finałowy monolog to bodajże najlepsze samozaoranie jakie dane było mi kiedykolwiek oglądać, jedyny chyba przypadek autoparodii wykonanej na serio, ale i tak obraz jako całość się broni. Niemniej faktem jest iż przygody nowojorskich szlaufów cieszą się niesłabnącą popularnością wśród kobiet i pederastów, czemu trudno się dziwić skoro babska te przypominają, zwłaszcza główna bohaterka, drag queen, z kolei głupawe naparzanki fanboya Putina również podobają się wielu facetom więc niestety coś jednak jest na rzeczy... Gdzie te czasy, gdy ''męskie kino'' nie oznaczało nazi-gejowskich napinek w typie ''300'' ? A propos nieco : na jednej ze stacji o kosmicznej porze 4- 5-ej nad ranem widziałem stary, slapstickowy western z lat 30-ych ''The Lucky Texan'', patrzę ja z niedowierzaniem a tam sam młody John Wayne chyżo biegający po ekranie, gdy jeszcze nie był zmanierowanym, przepitym dupkiem, jednakże film ten nie tyle oglądałem co słuchałem zaintrygowała mnie bowiem jego nietypowa dla takich obrazów muzyka, mimo pewnych klasycznych dla ''dzikiego zachodu'' motywów często niemal modernistyczna tak jakby skomponował ją Schönberg z czasu ''Fünf Orchesterstücke'', Varese czy późny Strawiński, niestety nigdzie nie znalazłem info kto był autorem ścieżki dźwiękowej, być może jeden z przedstawicieli ''Entartete Kunst'' jacy wyemigrowali w owym czasie z III Rzeszy do Hollywood i dostał akurat przy tym fuchę [ rzecz pochodzi z 1934 r. więc całkiem możliwe ] lub dopisana została później ? 

Tak czy siak prawdziwą perłą w tej kolekcji pozostaje ''Dheepan'' vel ''Imigranci'', każdy zaczadzony współczesnym agitpropem dureń powinien go obejrzeć, zwłaszcza bezmyślni, krótkowzroczni politycy, którzy sprokurowali nam obecne nieszczęście jednak niestety żadna z tych kanalii nie będzie miała okazji zweryfikować na własnej skórze bezczelnych kłamstw jakimi nas karmią zamieszkawszy na jednym z upiornych osiedli jak to pokazane w obrazie Audiarda, ale i tak przemoc rozlewająca się stamtąd na całą Europę niczym cuchnąca ropa z pękniętego wrzodu w końcu zaleje także ich strzeżone domy, wille i pałace, nie będzie już gdzie się skryć przed przymusową ''integracją'' z Innym tak hołubionym póki nie pokazał swego prawdziwego oblicza czyli bandyckiego ryja butnego chama, może nawet sama ciocia Makrela zostanie wreszcie zbiorowo wzbogacona kulturowo by doświadczyć piekła jakie zgotowała wielu kobietom i dzieciom na naszym kontynencie choć kto chciałby ruchać taką raszplę ? [ z drugiej skoro sołdaci nie gardzili nawet starymi Niemrami to w sumie czemu by i nie... Oby. ] Na koniec dodam, że film oglądaliśmy we dwójkę ze znajomym w salce studyjnej, gdy obok na dużej sali leciał przy sporej liczbie widzów jakiś niemiecki politpoprawny gniot o imigrantach, znamienne, podobnie jak fakt, że w lokalnym kinie germański festiwal w ramach którego miało to miejsce zastąpił rosyjskiego ''Sputnika'' nad czym ubolewam, bo moskale obok tłuczonych masowo produkcyjniaków o gierojach ''wojny ojczyźnianej'' itp. tworzą także wiele świetnych obrazów jak choćby kapitalnie cierpka komedia ''Geograf przepił globus'', którą miałem okazję oglądać wraz ze znajomą podczas poprzedniej i jak widać niestety chyba ostatniej edycji w Kielcach czy znakomity, przejmujący ''Жила-была одна баба'' przypomniany również dopiero co przez TVP Kultura, tymczasem jedyny bodaj dobry niemiecki film jaki w życiu widziałem to ''Kolberg'' - he he, no nie, idzie o dramat toczący się w upadającej III Rzeszy o grupce sfanatyzowanych młodych chłopców, dzieci jeszcze z Hitlerjugend podejmujących straceńczą misję obrony mostu przed nacierającymi wojskami aliantów, ni cholery nie mogę teraz przypomnieć sobie tytułu, pamiętam jedynie, że obraz był produkcji zachodnioniemieckiej i pochodził albo jeszcze z późnych lat 40-ych lub najdalej 50-ych - ?

ps. znajomy podpowiedział mi, że rzecz nosi nazwę ''Die Brücke'', dzięki, i naprawdę warto obejrzeć.

piątek, 16 października 2015

Erytrea dla Erytrejczyków !

W całej tej zadymie wokół ''przychodźców'' sprofilowanej na islam i kontrę wobec niego [ zapewne z ''małą pomocą'' neoubecji bo jako żywo przypomina prowokacje wokół ''Marszu Niepodległości'' o których tylekroć w tym miejscu pisałem ] brakuje mi podkreślenia wątku erytrejskiego, jakże ważnego skoro imigranci przybywający stamtąd mają stanowić drugą co do wielkości grupę wśród ludzkiej fali zalewającej obecnie Europę i ponoć to oni głównie mają być u nas unijnym przymusem osadzani [ nawiasem, czy mówienie w tym wypadku o ''kwotach'' nie jest tak aby rasistowskie, obrażliwe wobec tych ludzi takie ich instrumentalne traktowanie, odmawianie im prawa osiedlania się tam gdzie chcą czyli głównie w Niemczech i przerzucanie niczym bydło z jednego krańca kontynetu na drugi, może więc ''obrońcy'' ich praw, których się nam nagle tyle wyroiło pozwą za to UE, hę ? ]. Pomijam kwestię ilu z nich faktycznie pochodzi z Erytrei bo to podobnie jak z Syryjczykami sprawa dyskusyjna, wielu z tych ostatnich to tak naprawdę przybysze z Afganistanu, Pakistanu itp., z kolei jeden ze znajomych pracujący obecnie w Niemczech opowiadał mi jak wesoło dynksował tam niedawno z dwoma dopiero co przybyłymi Nigeryjczykami, którym zapewne wstrętni islamiści z ''Boko Haram'' zabraniali najebki, na szczęście dzięki unijnej hojności mogą już oddawać się jej bez obaw co też jak widać ochoczo czynią [ pijus Juncker powinien ich zaprosić na bibkę ], być może to właśnie pozwoliłoby im bezproblemowo zaaklimatyzować się u nas, rozpiliby się jak ten Chińczyk, który parę lat temu łaził wiecznie napruty po Kielcach, takie chyba powinno być kryterium ich przyjmowania w Polsce : czy chleją wódę lub przynajmniej wino, abstynenci jakiekolwiek byłyby ich motywy niech wypierdalają, stąd rzucam hasło - ''integracja poprzez alkoholizm !'' Już słyszę uszami wyobraźni te pijackie ryki kolorowej żulii : ''Polska-Afryka, Afryka-Polskaaaa !!!'' a i kielecki rynek, gdzie sępią menele [ jakich jeden z moich rasistowskich znajomych niesłusznie zowie ''zaginionym białym plemieniem'' bowiem od przepitych wątrób nabrali prawilnego w tym sezonie, mahoniowego odcienia skóry ] nabierze jeszcze barw. Tak czy siak sądzę, iż powinniśmy serio przyjrzeć się temu co dzieje się na drugim krańcu świata bo jak widać tylko skończony tuman pokroju byłego na szczęście prezydęta może bredzić, że ''nasza chata z kraja'' tym bardziej, że wątek erytrejski tak jakby rozpierdala wciskaną nam na chama narrację ''moralnych terrorystów'' o rzekomej znieczulicy Polaków nie pałających chęcią pomocy poszkodowanym przez wojnę uchodźcom bowiem Państwa Islamskiego ni bombardowań, obojętnie hamerykańskich czy ruskich, tam nie uświadczysz a ostatni konflikt militarny i to faktycznie krwawy, z sąsiednią Etiopią, owszem miał miejsce ale z 15 lat temu ! Zarzut ''islamofobii'' [ czyli realnego patrzenia na mahometanizm i jego wyznawców ] też się przy tym idzie jepać, wystarczy przypomnieć głośną niedawno historię pobicia erytrejskiego imigranta i jego ciężarnej żony bynajmniej przez jakichś nazioli lecz grupę muslimów bowiem krzyżyk na jego szyi obrażał ich uczucia religijne.

W ogóle z okazji nadciągającego nad Europę masowego exodusu trwa w naszych mediach permanentny dzień głupa, banda opłacanych przez jakieś szemrane fundacje i fundusze ''norweskie'' lewackich kurwi i donosicieli dwoi się i troi by prześcignąć w idiotyźmie i chamstwie speców od propagandy z dziennika tv czasu ''stanu wojennego'', by daleko nie sięgać europosłanka PO z naszego niestety regionu, ledwo oderwana od pługa hrabina Róża von Thun und Hohenstein de domo Woźniakowska profanuje na swym profilu solidarycę wstawiając spisany nią krzykliwy baner ''uchodźcy'' [ co na Boga ma jedno do drugiego, czy grafinia mnie słyszy ? ] zaś ministra Mucha nie może sie już doczekać aby imigranci zbiorowo wzbogacili ją kulturowo [ oczywiście życzymy jej tego ! ], mi szczególnie przypadła do gustu znaleziona na pewnym forum rzewna historyjka sprokurowana przez jakiegoś ubeka czy zwykłego durnia o obrotnym syryjskim dentyście, który lecząc towarzyszy niedoli uciułał na wyprawę do Europy [ jeśli udało mu się skompletować wyposażenie gabinetu w warunkach panujących w obozach na pustyni zasługuje na miano ichniego MacGyvera, chyba że wyrywał im zęby znanym i naszym przodkom sposobem czyli obcęgami lub zwyczajnie lejąc w pysk ale w takim razie podziękować takowego ''specjalisty''  ]. Wszystko przebiła jednak rzekoma gościna udzielona przez Irańczyków Polakom w czasie II wojny światowej za którą to psierkwie nie chcą się po latach odwdzięczyć - tak właśnie mści się pogarda wobec losu naszego kraju, jest to bodaj nagłupszy wykwit ''polityki anty-historycznej'' uprawianej przez ''Wyborczą'' dowodzący horrendalnej ignorancji skupionego wokół tego szmatławca towarzycha : dowiedzcież sie tumany jedne, że nic im nie jesteśmy winni bo wówczas panował tam prohitlerowski reżim, miało to nawet pewne ideologiczne podstawy gdyż Iran znaczy dosłownie ''kraina Ariów'' i naprawdę wtedy sporo osób spośród ichniej elity jak i władz III Rzeszy serio wierzyło w sojusz Aryjczyków Wschodu i Zachodu, niewiele też brakowało by ten jedynie z pozoru szalony koncept urzeczywistnił się, stąd Brytole wespół z sowietami obalili kombinującego na lewo z Adim szacha Rezę Pahlaviego co wywołało powszechny wkurw Irańczyków skądinąd słuszny patrząc z ich perspektywy na tak bezczelną kolonizację swego kraju przez obce mocarstwa, Anglicy też nam nie robili łaski bo zwyczajnie potrzebowali białych askarysów [ tylko beznadziejna czerwona kurwa pokroju Jacka Żakowskiego będzie zarzucać zmaltretowanym łagrami nieszczęśnikom, że przystali na tą haniebną funkcję ] tym bardziej, że polskie kobiety i dzieci zostały przez nich umieszczone w urągających wszelkim standardom warunkach niewiele odbiegających od tych, które musiały cierpieć na zesłaniu w Kazachstanie czego przejmującym świadectwem cmentarze jakie pozostały na tamtej ziemi po naszych repatriantach, szczególnie dziecięce [ to zresztą dobre porównanie : dokładnie w ten sam sposób ''przyjęli'' naszych rodaków sowieccy Kazachowie jak proniemieccy Irańczycy, i równie'' dobrowolnie'' ] a trudno dziękować Stalinowi i jego postsowieckim spadkobiercom, że łaskawie nie pozwolił wszystkim swym polskim niewolnikom wyzdychać w gułagu. A nawet jeśli zaciągnęlibyśmy wówczas faktycznie u Irańczyków dług wdzięczności moralne molestowanie nas by wzbudzić tym poczucie winy i tak zasługiwałoby na miano Himalajów głupoty i podłości bowiem każdy wyznający się na elementarnym poziomie w obecnych wypadkach na Bliskim Wschodzie doskonale wie, że bez ich wsparcia reżim Asada juz dawno zostałby obalony stąd logiczny wniosek iż i my winniśmy udzielić pomocy syryjskiemu tyranowi, zdecydujcie się więc głupie chuje - dobry on w końcu czy też nie bo już sami się chyba pogubiliście w waszych ''mądrościach etapu'' ?!

Ponieważ po powyższym propagandowym bełkocie trudno spodziewać się czegoś sensownego co okazano, stąd grzebłem nieco w sieci w poszukiwaniu jakichś rzetelnych informacji by na własną rękę wyznać się o co w tym chaosie kontrolowanym [ nie wątpię w to ] biega, oczywiście w polskojęzycznym necie można natrafić tylko na jakieś pisane pod prawoczłowieczą sztancę bzdety, sorry ale Zachód skompromitował tą retorykę uzasadniając nią swe motywowane imperializmem inwazje zbrojne i inne tego typu mętne przedsięwzięcia [ nie jestem świętoszkiem, pojmuję ich powody, wkurwia mnie jedynie aż tak bezczelna hipokryzja, która im towarzyszy przypominająca jako żywo propagandowy bełkot z komuszego dziennika tv jedynie w odpicowanym wydaniu, zresztą czyniona u nas często przez tych samych tylko przewerbowanych uboli ], dlatego nie kupuję lansowanego tak, na pierwszy rzut oka grubymi nićmi szytego szitu o Erytrei jako ''afrykańskiej Korei Północnej'', co nie przeczy iż faktycznie panuje tam autorytarny, zbrodniczy reżim ale jak ktoś przytomnie zauważył w jednym ze wspomnianych artykułów, gdyby rzeczywiście był on aż tak totalitarny exodus na podobną skalę byłby niemożliwy bez co najmniej cichego przyzwolenia miejscowej bezpieki - i akurat natrafiłem na tekst z portalu specjalizującego się w stosunkach panujących w tamtym rejonie świata sugerujący, że ichnie służby wysyłają zakamuflowanych wśród emigrantów agentów na tyle licznych, iż są w stanie skutecznie kontrolować diasporę nawet w Skandynawii ! :

https://martinplaut.wordpress.com/2015/09/02/eritreas-sinister-international-network-of-spies-and-thugs/

- ciekawym czy nasze służby z kolei zdają sobie z tego sprawę i jakimż to sposobem spośród masy przychodźców będą wyławiać terroryzujących resztę erytrejskich uboli, znając ich osławioną skuteczność dobrą do wjazdów nad ranem na chatę jakimś leszczom za parę nieprawilnych komentarzy urażających niebotyczne ego dupka na oficjalnym nomen omen stolcu a nie zwalczania realnych zagrożeń, już to k... widzę.

Parę nader ciekawych faktów  o ichnim dyktatorze Isajasie Afewerki : oto gustowna fotka strzelona mu z chińskimi instruktorami, gdy jako maoistowski politruk wkuwał podczas ''rewolucji kulturalnej'' mądrości z ''czerwonej książeczki'' oraz szkolił się w technikach prowadzenia antyimperialistycznej guerilli [ onże pierwszy muźin z lewej ] :


- bowiem maoizm, traktowany u nas jako kuriozum [ wprawdzie parę lat temu znalazła się u nas grupka zjebów próbująca takowy ruch zainstalować nad Wisłą, oczywiście jeden z synalków Nowickiej tamże antyszambrował, ale nawet dla naszego lewactwa okazali się błaznami ] był kiedyś, zwłaszcza na przełomie lat 60- i 70-ych niezwykle atrakcyjną ideową alternatywą tak dla rozczarowanych sowieckim komunizmem zlewaczałych do szczętu środowisk na Zachodzie [ akces do tego ruchu zgłosili wówczas np. Jean-Luc Godard czy dzisiejszy eurokrata Barroso ] jak i poprzez swą programową ''trzecioświatowość'' narodowowyzwoleńczych ruchów politycznych w Azji i Afryce, zresztą nadal w dużym stopniu tak jest, wystarczy wspomnieć zagrażający stabilności Indii terror szerzony przez tzw. ''naxalitów'' czy elitarne i dość  wpływowe w świecie zachodnim, zwłaszcza we Francji ugrupowania i partyjki inspirowane ''myślą'' Wielkiego Sternika.

A że i w Isajasie wciąż buzują resentymenty z czasu żarliwej ideowej młodości niech świadczy notka Wikileaks o tym jak najebał się w chińskiej ambasadzie i zaczął pomstować w obecności ichnich oficjeli na tego ''rewizjonistę'' Deng Xiaopinga za zdradę ideałów tow. Mao :

http://hornaffairs.com/en/2011/09/12/wikileaks-eritrean-president-visibly-drunk-in-china-embassy/

Zarazem jednak znalazłem przeczące z pozoru powyższemu info iż niezłomnego czerwonego komisarza miało zwerbować także CIA :

http://bahrenegash.com/index.php?p=articles&ref=248

- całkiem możliwe, Amerykanie prawdopodobnie prowadzili wtedy w regionie klasyczną imperialną podwójną grę wspierając cesarza Hajle Sellasje ale i walczących z nim separatystów aby zabezpieczyć ważne strategicznie bazy, które wówczas posiadali na terenie obecnej Erytrei, chodziło im też o dywersję wobec miejscowych ugrupowań nacjonalistycznych wspomaganych przez kraje arabskie i sowietów a później, gdy w Etiopii władzę zdobyła niezwykle zbrodnicza promoskiewska junta Mengystu Hajle Marjama podsrywali ją poprzez irredentę partyzantek lokalnych mniejszości Erytrejczyków i Tigrajczyków łączących, co znamienne dla ''trzecioświatowych nazistów'', etniczny szowinizm z bolszewicką retoryką i praktyką polityczną czyli zaciekłymi wewnątrzpartyjnymi czystkami, terrorem etc. [ z tych drugich wywodził się rządzący Etiopią Meles Zenawi, po obaleniu Mengystu podzielili się z Afeworkim władzą nad krajem czy raczej krajami, oczywiście już po konwersji na ''demokrację'' i ''kapitalizm'' ]. Przy okazji dwie ciekawostki - 1. radzę obaczyć kto miał zwerbować obecnego erytrejskiego dyktatora dla USA, niezły był zeń ziutek jeśli wierzyć Wiki, zwłaszcza operacja ''Fat Fucker'' w jego wykonaniu mię rozjepała, chodzi o zorganizowaną ponoć przez CIA akcję obalenia ówczesnego króla Egiptu Fa[k]ruka, obleśnego grubasa, który miał posiadać bodaj największy wtedy zbiór pornosów na świecie, chłopaki umiały się dobrze zabawić, nie ma co :

https://en.wikipedia.org/wiki/Miles_Copeland_Jr.

- no proszę jakiego to papę miał perkusista ''The Police''.

2. w ' 77 nawiedził Erytreę Stieg Larsson, wówczas zdeklarowany trockista dziś znany jako autor bestsellerowego cyklu ''Millenium'' [ fenomen kompletnie niepojęty dla mnie bo to jakaś groteskowa politgramota w popowym opakowaniu ], jako zaangażowany feminista uczył bojowniczki partyzantki Afewerkiego obsługi granatnika [ facet nie był takim pizdowatym lewackim okularnikiem na jakiego wygląda na zdjęciach, bodaj wcześniej przeszedł przeszkolenie w szwedzkim wojsku ] bo faktycznie to był taki feminizm na komuszą modłę poprzez karabin i łopatę, o kobietach na traktorze ze znanych nam stalinowskich plakatów raczej w ichnich warunkach trudno było mówić, ale Stiegowi coś średnio poszła ta bolszewicka emancypacja skoro nie widzę wśród erytrejskiej junty żadnych kobiet generałów... Może więc akcja ekranizacji jego powieści powinna toczyć się w tamtych rejonach [ ''Zamek z piasku, który runął'' nawet by idealnie pasował ] a Lisbeth Salander być czarną, prawoczłowieczą agentką amerykańskich służb na wzór Obamy w pojedynkę rozpierdalającą
patriarchalne reżimy a jeszcze lepiej kalifat ? Z półobrotu kopa w ryj dyktatora albo inszą islamską szowinistyczną świnię - ''a masz, seksisto !'' Hmm...

No dobrze, ale wszystkie te anegdotyczne raczej fakty wciąż nie tłumaczą dlaczego w tamtym rejonie świata zrobiło się nagle tak gorąco [ nie mówiąc już czemu do k... nędzy akurat nam przyszło za to płacić ?! ], zapewne jakąś poszlaką jest fakt wydobywania tam na dość dużą skalę niezwykle ważnych obecnie surowców jak miedź i złoto, także tocząca się w nieodległym Jemenie wojna przede wszystkim zaś strategiczne położenie Erytrei nad jednym z głównych obok przechodzących przez kanał panamski i cieśninę Malakka szlaków handlowych wiodącego od kanału sueskiego, przebudowanego i poszerzonego niedawno mocno olbrzymim kosztem, i z powrotem a pamiętajmy że kontrola sprawowana nad nimi przez US Navy jest jednym z dwóch, obok obiegu pieniądza, podstawowych filarów na których opiera się globalna hegemonia Stanów Zjednoczonych. I w tym właśnie upatruję przyczyny całego zamieszania : otóż na wiosnę tego roku Chińczycy ogłosili zamiar powołania swojej pierwszej zamorskiej bazy w sąsiednim Dżibuti, państewku znajdującym się w kluczowym punkcie nad Oceanem Indyjskim, i to tuż pod nosem stacjonujących tam Amerykanów ! [ posiadają w nim nie tylko bazę floty ale i dronów dzięki której mogą kontrolować cały region ] :

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1356,title,Pierwsza-zagraniczna-baza-wojskowa-Chin-powstanie-w-Dzibuti,wid,17561749,wiadomosc.html?ticaid=115c57

Wprawdzie póki co należy odczytywać to jako wrogi gest jedynie bo na zamiarach o ile mi wiadomo się skończyło a i chińska marynarka nie jest obecnie w stanie naruszyć przewagi morskiej USA, niemniej Amerykanie nie mogą już pozwolić sobie na lekceważenie takowych zagrań bowiem mają poważne kłopoty zmuszeni by utrzymać swą światową dominację do kreowania na potęgę wirtualnego pieniądza co przypomina niebezpiecznie balansowanie na szczycie coraz bardziej chwiejącej się piramidy, stąd robią się nerwowi... Dobrze to widać po ich reakcji na poczynania dżibutiańskiego dyktatora, wystarczyło że podwoił im stawkę za wynajem terenu pod bazę i zaczął kombinować na lewo z Chinolami a tu nagle wyszło, całkiem przypadkiem rzecz jasna, iż ''łamie prawa człowieka'', wcześniej mógł se łamać co chciał włącznie z kościami poddanych i tyle to obchodziło jankesów co powszechna wśród sprzymierzonych z nimi afgańskich komendantów pedofilia zgodna zresztą z tamtejszą tradycją tzw. ''bacha bazi'' czyli ''tańczących chłopców'' [ w myśl postmodernistycznej zasady : nie wtrącamy się w ich ''dziedzictwo kulturowe'' ] a tu proszę, się okazał tyranem, i pewnie trza go będzie obalić kolejną ''demokratyczną rewolucją''. Podobnie może być z Afewerkim, dyktator zresztą chyba czuje pismo nosem skoro jak donosi strona erytrejskiej opozycji próbuje lobbować w swej sprawie u imperatora poprzez dość wpływową personę administracji Busha seniora, ówczesnego asystenta Sekretarza Stanu ds. Afryki Hermana Cohena [ czyli Murzyni zabiegają o poparcie dla swych spraw u Żyda, taki witz ]  :

http://asmarino.com/editorial/4408-communications-with-herman-cohen

W każdym razie obecność Chin w Erytrei i jej sąsiedztwie wydaje mi się kluczem do rozwiązania zagadki dlaczego akurat stamtąd przybywa tylu nominalnych i niechby uchodźców bo raczej nie kwestia opresyjności reżimu, gdyż takowych a bywa, że i gorszych jeszcze jest w Afryce na kopy a nie słychać jakoś by równie masowo spierdalano spod ich władzy na nasz kontynent  [ zapewne ktoś używa tych ludzi w wiadomym sobie celu by destabilizować sytuację w Europie ale to osobny temat ], tak się zaś składa, że erytrejski tyran mocno z azjatyckim imperium kombinuje, są oczywiście pierwszym partnerem handlowym zaangażowanym w rozliczne przedsięwzięcia infrastrukturalne :

http://www.chinafrica.cn/english/lifestyle/txt/2012-11/29/content_504230.htm

http://www.tesfanews.net/china-to-strengthen-bilateral-cooperation-with-eritrea/

http://www.tesfanews.net/us-400-million-new-massawa-port-project-contract-goes-chinese-chec/

Kwestia chińskiej ekspansji w Afryce jest dość znana, oczywiście nie u nas aczkolwiek dzięki zbawiennej działalności takich ludzi jak J. Bartosiak coś się z wolna do zakutych łbów niektórych przynajmniej naszych polityków zaczyna przebijać, dla porządku jednak przypomnę iż Chiny od ponad dekady skutecznie ''wyjmują'' ten kontynent spod wpływów Zachodu z USA na czele przekształcając go błyskawicznie w swe gigantyczne zaplecze surowcowe, dopiero niedawno natrafili na kontrę co doskonale widać na przykładzie sąsiadującego z Erytreą Sudanu - pamiętacie może głośne przed laty ''ludobójstwo w Darfurze'' ? Otóż masowe rzezie były tam niemal na porządku dziennym od wieków, muzułmańscy Arabowie z północy najeżdżali Murzynów z południa, mordowali ich, gwałcili i obracali w niewolę, zresztą nie sięgając aż tak daleko wstecz odkąd Sudan uzyskał niepodległość w poł. lat 50-ych trwała tam permanentna wojna domowa i nikogo to nie obchodziło na sytym Zachodzie, że jakieś ''dzikusy'' na  krańcu świata wzajem się wyrzynają, wystarczyło jednak, że pojawili się tam obrotni Chińczycy podciągając rurę pod miejscowe jakże bogate złoża ropy zaś Rosjanie zaczęli opylać ichniemu reżimowi broń jakiej zawsze mają pod dostatkiem i oto nagle gwiazdki Hollywood znane ze swego zaangażowania w obronę ''praw człowieka'' takie jak Dżordż Kluunej czy Andżelina Dżoli zapałały gwałtowną miłością do sudańskich murzynów, których los wcześniej latał im koło d... [ zakładam się, że pewnie nawet nie byliby w stanie wskazać na mapie, gdzie się ten nieszczęsny Darfur znajduje bez odpowiedniego poinstruowania przez przydzielonych im  ''oficerów prowadzących'' ] a apostoł prawoczłowieczyzmu Jimmy Carter ruszył szerzyć nową demokratyczną ewangelię na tym afrykańskim zadupiu bowiem trwająca kilka dekad jałowa ''wędrówka przez pustynię'' południowosudańskich separatystów do swej ''ziemi obiecanej'' znalazła wreszcie swój finał i ich upragnione państwo cudownie zmaterializowało się z woli ziemskiego aczkolwiek cierpiącego na mesjańskie odjeby hegemona. Tak więc Erytrea znajduje się w ciekawym regionie świata, z jednej strony roponośny Sudan z drugiej o kluczowym położeniu Dżibuti, nieco dalej piekielnie gorący obecnie ''kocioł'' w Jemenie zaś po drugiej stronie brzegu jakże ważną rolę w globalnym układzie pełniąca poprzez ''petrodolary'' Arabia Saudyjska zaangażowana w gigantyczne projekty infrastrukturalne takie jak powstająca od podstaw metropolia na wybrzeżu Morza Czerwonego budowanymi także po to, by uniknąć kolejnej ''kolorowej rewolucji'' [ raczej nie skończy się w tym wypadku jak z tymi miastami-widmami w Hiszpanii bo tam akurat ma kto je zasiedlać i to aż nadto, w tym celu właśnie powstają ]. To tyle z mojej strony w tym temacie, niestety nie znam tigrajskiego ni innych używanych w Erytrei języków stąd spisane w nich teksty znajdujące się w sieci niewątpliwie przybliżające ze szczegółami panującą tamże sytuację są mi zawarowane ale jeśli jakimś cudem zawita tu ktoś władający nimi i znający ichnią kulturę niechże podrąży kwestię i sprokuruje jaką możliwie rzetelną analizę bo jej potrzeba stanie się szczególnie pilna gdy ''przychodźcy'' stamtąd wkrótce zapewne zwalą nam się na głowę a przez nasze infantylne, skurwiałe ze szczętem łże-elity z byłym płemiełem ''tu i teraz'' na czele ni ch... nie jesteśmy na to wyzwanie gotowi.

Muszę jednak przyznać iż jest coś co akurat moglibyśmy stamtąd zaimportować i w czym jesteśmy dosłownie ''100 lat za murzynami'' - otóż w sąsiadującej z Erytreą i konkurencyjnej wobec niej Etiopii istnieje Muzeum Czerwonego Terroru wprawdzie poświęcone ofiarom bestialskich zbrodni bolszewickiego reżimu Mengystu a nie walczących z nim równie lewackich Tigrajczyków i Erytrejczyków, niemniej, u nas czegoś takiego nie uświadczysz.

Na koniec by odpocząć od tych niewesołych tematów coś lekkiego, przykład afrokomuszej agitki w wersji etno-funky sprokurowanej przez wrogą wobec erytrejskiego reżimu tigrajską bolszewię sprawującą obecnie tyrańskie rządy w Etiopii [ ale Zachód nie dopierdala się zbytnio do nich o łamanie praw człowieka bo są mu posłuszni ] :



- aż chce się maszerować ku świetlanej przyszłości pod przewodem czarno-czerwonej heroiny trzecioświatowej rewolucji. Poniżej zaś niezwykle ekspresyjny popis ichniego wydziału propagandy, trza przyznać, że nie oszczędzają się chłopaki, zresztą nie dziwota, za obsuwę pewnie dostaliby kulę w łeb :



ps. polecam jeszcze uwadze ostatnią pogadankę prof. Wolniewicza pod tytułem ''Odwiedziła mnie policja''... [ na początku i od 23.30 min. ] :

http://www.dlapolski.pl/boguslaw-wolniewicz-odwiedzila-mnie-policja-dn-8-pazdziernika-2015-warszawa

- nie jest to wprawdzie postać z mojej bajki bo to ''arjokomuna'' przeflancowana na ''patriotów'', niemniej najbardziej w powyższym rozjepało mnie iż ''Fundacja Otwarta Rzeczpospolita złożyła doniesienie...'' W takim razie powinni też pozwać lokalny raperski skład noszący jakże wdzięczne miano LESBOLLAH :

https://www.youtube.com/watch?v=wj1CT09GWTo

- oficjalne promowanie takiego ohydztwa przez ''Echo dna'' ?! I właściwie nie wiadomo jak to ugryźć, czy bardziej obraża homoseksualistów czy muzułmanów lub oni wzajem siebie takim zestawieniem, jak pogodzić prawa gejów z prawami imigrantów pani premierzyco, posłanko, ministro ? Ale po co ja się pytam, przecież wszystkie jesteście głupie jak Piotrowska na szczycie państw UE, wyemancypowane z mózgu kuchty robiące za rząd naszego nieszczęsnego kraju [ Lenin nie miał więc racji ]. Jak zwykle nie zawodzi też ciężko doświadczony wizyjnie Edek Ćwierz przekazujący wytrwale komunikaty od jakiegoś nachodzącego go nieustannie pana, którego uparcie nazywa ''bogiemysraela'' czy cuś, ostańcie więc z panem i jego apostołem Edwardem :