piątek, 30 lipca 2010

Inna Rosja.

- ten post miał nosić nazwę ''smutek tropików'', albo mniej pretensjonalnie i wprost ''jeb... lato !!!'' i być jednym wielkim bluzgiem, ulżeniem frustracji w jaką wprawiła mnie fala niedawnych upałów ale no właśnie, sytuacja ostatnio nieco się hm, zmieniła [ patrząc na to, co jeszcze przed-wczoraj działo się za oknem trudno było uwierzyć, że tydzień wcześniej napierd... ponad 30 stopni, aczkolwiek jak wskazują prognozy zapowiada się ''powtórka z rozrywki'', więc ''nic straconego'', jednym słowem ''klimat umiarkowany'' szlag trafił ! ], dlatego korzystając z pewnej ulgi jaką dało chwilowe ochłodzenie zajmę się tutaj czymś przyjemniejszym, a do czego pretekstem stał się znaleziony wczoraj zupełnym przypadkiem wpis na blogu niejakiego Studyty poruszający intrygujący wątek fenomenu syberyjskiego [punk]rocka [ - kto mi uwierzy, że natrafiłem nań szukając informacji o znakomitym a zapoznanym historyku Jerzym Łojku, prawdziwym enfant terrible polskiej historiografii - podobnie zresztą jak zmarły niedawno Paweł Wieczorkiewicz - a to z powodu głoszonych przezeń do dziś mocno niepopularnych w tym środowisku i niestereotypowych sądów - ? od Konstytucji 3 Maja i Powstania Listopadowego do euroazjatyckiej mutacji punka... internet prowadzi kędy chce ! ] - szczególnie wrażenie wywarła na mnie muzyka wspomnianej tamże a nieznanej mi wcześniej Janki Diagilewej, tragicznie zmarłej na pocz. lat 90-ych legendarnej już postaci tamtejszej sceny, zresztą proszę przekonać się samemu : chropawe i melodyjne zarazem [ i mroczne momentami ]





- tu natomiast w bardziej lirycznym wydaniu, ale pewna wyczuwalna szorstkość chroni tą piękną skądinąd piosenkę przed mielizną ruskiego sentymentalizmu [ radzę skupić się na muzyce i nie zwracać w ogóle uwagi na towarzyszące jej obrazki - niestety nie mogłem znaleźć innej, lepszej wersji klipu ] :



- zainteresowanym polecam wspomniany post Studyty [ jako ostatni temat wpisu ] lub felieton Jacka Podsiadły o Jance w ''Tygodniku Powszechnym'', warto też zajrzeć na stronę jej poświęconą - szczególnie na zawarty tam obszerny zbiór zdjęć - oraz zapoznać się z tłumaczeniami tekstów jej piosenek [ co jak co, ale standardowe teksty ''zaangażowanych'' punkowych kawałków to na pewno nie były ! - zero pierd... o ''opresji'', przebrzydłych korporacjach, wyzwolonych macicach czy biednych mordowanych w rzeźni zwierzątkach : ale ulga ], można je też znaleźć tutaj, natomiast jeśli ktoś chce podrążyć sam motyw punk- i rocka w ogóle na Syberii radzę wejść i zagłębić się w wątek na tym forum [ dużo ciekawych, a trudno dostępnych informacji  ] albo inny post Studyty szerzej ten temat omawiający.

Korzystając z okazji skoro już zajmujemy się tutaj przyjemniejszą od mordy Putina czy Miedwiediewa, nie-czekistowską twarzą Rosji postanowiłem dorzucić jeszcze parę ciekawych projektów muzycznych i wartościowych artystów stamtąd do zajęcia którymi na tymże blogu zbieram się już od dawna i jak nie zrobię tego teraz to pewnie już nigdy, więc -

- przede wszystkim Inna Żełannaja - gdyby to się źle nie kojarzyło powiedziałbym, że to prawdziwa ''caryca'' tamtejszej sceny muzycznej, no ale to miano bardziej pasuje do Ałły Pugaczowej... [ choć wśród rosyjskiej ''alternatywy'' ma ona podobny status ] a tu bynajmniej nie chodzi o breżniewowskiego ''demona seksu'' i rzecz idzie o dźwięki ze zdecydowanie wyższej półki : babka łączy w swej twórczości [ w największym uproszczeniu ] wpływy Petera Gabriela i King Crimson [ grała nawet z Treyem Dunn'em z tejże formacji ] z rosyjskim folklorem, od końca lat 80-ych jeszcze do dzisiaj współpracując z najlepszymi ichnimi jazz-rockowymi muzykami co będzie mam nadzieję słychać w zamieszczonym poniżej klipie, koncertowej wersji utworu z jej ostatniego, mocno elektronicznego i przestrzennego i pięknego zarazem, albumu "Кокон" [ Kokon ] :



Niestety nie udało mi się nigdzie znaleźć klipu z jej utworem na punkcie którego miałem przez pewien czas [ i właściwie mam nadal ] niezłego świra : Зеркало [ Zierkało ]  z płyty ''Inoziemiet' '' z ' 98 r. - za to wrzucam inny kawałek z piękną ludową melodią, zaśpiewany w duecie z inną tamtejszą gwiazdą [ bardziej już pop ] folk-rocka Pelagey'ą [ tak, tak...] :



- gorąco zachęcam do zajrzenia na stronę Inny na Myspace lub autorską, by zapoznać się szerzej z twórczością tej oryginalnej artystki [ nie chrzańcie mi, że np. taka Mari Boine robi to samo w Laponii, bo właśnie dlatego to inna, nomen omen, para kaloszków ], czy choćby przepatrzenia Youtube'a w poszukiwaniu jej koncertowych ujawnień.

Skoro jesteśmy już przy niebanalnych połączeniach rosyjskiego folkloru z bardziej współczesnymi brzmieniami [ cokolwiek by to u cholery znaczyło ] nie sposób w tym kontekście nie wymienić niezwykle ciekawego projektu o nazwie Zventa Sventana - jak określić to co grają : ruski folk-funk ? Wydawałoby się, że trudno o coś bardziej kuriozalnego niż zestawienie ludowej rosyjskiej muzyki z czarnymi brzmieniami rodem ze Stanów, funkiem właśnie, soulem, jazzem itp. a jednak moim zdaniem przynajmniej to zażarło, tym większe więc uznanie dla pomysłowości tworzących grupę muzyków, a zwłaszcza kunsztu liderujących jej dwóch [ całkiem przyjemnych, dodam ] wokalistek - zresztą to połączenie nie jest wcale tak kosmiczne biorąc choćby pod uwagę, że jedna z nich jest mulatką... Ta fuzja słowiańskiej liryki z afrykańską energią [ jadąc stereotypami ] bez większych problemów i mile dla ucha się komponuje [ w moim odczuciu przynajmniej, powtarzam ], w każdym razie takie za przeproszeniem ''Sistars'' to przy tym może i porządne, ale tylko odtwórstwo, proszę się przekonać :







... i duet samych pań : rzecz, która mnie rozwaliła nie tylko przez swoją kameralność, która pokazuje w czystej postaci do jak fantastycznych rezultatów może prowadzić tego typu połączenie [ o ile rzecz jasna znajdzie się we wprawnych rękach i zajmą się tym utalentowani ludzie, a nie miernoty, którym zależy tylko na wyciśnięciu kasy jak najmniejszym kosztem ], ale również ''wizualność'' - jak nazwać ''styl'' tych pań ? ruski disco-punk z lat 80-ych ? Wyglądają trochę jak Madonna z tamtego okresu, ale pomnożona z typowo bizantyjską przesadą... Nic tu niemal do siebie nie pasuje, wszystko prawie jest za bardzo a jednak nie mimo to lecz właśnie dlatego do siebie pasuje - bałałajka, śpiew, ciuchy i wygląd tych pań : wszystko tu dla mnie jest miłe i piękne, a już ta żyletka wieńcząca bizantyjski naszyjnik zawieszona między piersiami po prostu mnie zabiła... [ radzę to zobaczyć w HD ! ]



Urocze...

Dobra, jeszcze tylko rzecz znaleziona dzisiaj na ich stronie na Myspace [ polecam skądinąd, podobnie jak autorską ], bliżej mi nieznana ichnia formacja ''russian ragga'' pod nazwą ''Dubstepler'' : klip bardzo ciekawy, pomysłowo wykorzystujący motywy totalitarnej radzieckiej propagandy, a i muzyka niezgorsza :



Myślę, że po tym wpisie nikt już nie będzie mógł zarzucić mi jakowejś ''rusofobii'', no chyba że to będzie lubelski ''ćwierć-Goebbels'' Palikot lub ''człowiek-duperela'' Wojewódzki [ nie zamierzam nawet zaśmiecać sobie bloga ostatnimi ''mondruściomi'' tego żałosnego telewizyjnego gwiazdorka, pozwolę jedynie za to w tym miejscu wyrazić szczery żal, że jego nieszczęsna rodzicielka nie miała równie ''liberalnego'' co on stosunku do aborcji... ] czy inszy wielkomiejski burak. Dodam tylko, że pisząc ten post nie miałem pojęcia, że z rok temu zawiązała się w Rosji koalicja anty-putinowskich ugrupowań o tej samej nazwie co on - skądinąd tylko tam mógł powstać egzotyczny w najwyższym stopniu sojusz liberałów z nacjonal-bolszewikami Limonowa... Zarekomenduję więc ciekawą inicjatywę, która bardziej rokuje na przyszłość od powyższej : festiwal ''Piłorama'' odbywający się co roku w byłym sowieckim koncłagrze - pocieszające to, bo pokazuje, że wbrew temu co nam ostatnio chamsko i histerycznie wmawiają różni podejrzani ''przyjaciele Rosji'' nie tylko czekistami ona stoi.

Na koniec coś kompletnie bez przypału i ''syndromu ściśniętej d...'' : kawałek z jakiegoś ichniego programu rozrywkowego, duet wspomnianej wyżej Pelagei i rosyjskiej aktorki Darii Moroz, rzecz stricte popowa, no i ch.... - malkontentom powiem tylko, że daj nam boziu takiego popu w tv przynajmniej co sobotę wieczór, a to bardzo ładna piosenka i to wykonanie szczególnie mi się podoba [ nie jestem jakimś entuzjastą twórczości pani Pelagii - wbrew pseudonimowi to młoda i ładna dość dziewczyna - ale trzeba przyznać, że to utalentowana osóbka i obdarzona miłym, operowym wręcz głosem, tym zaś, którzy będą się śmiać i pogardliwie wydymać wargi przypomnę, że oni mają ''Pełagię'', a my wulgarnego kurwiszona czyli niejaką Dodę... i to, że artystka tego formatu robi prawdziwą karierę tam, a takiego zaś ''formaciku'' tutaj niestety dowodzi, wbrew naszym przeświadczeniom, ich wyższości cywilizacyjnej nad nami, ot co ! ] :



p.s. żeby nie było tak słodko : znaleziony dopiero co w internecie przykład, jak traktuje się w Rosji ludzi upominających się o elementarne swobody obywatelskie - prowokacja czy autentyczny bunt ? w każdym razie chujnia... Pouczająca lektura.

środa, 7 lipca 2010

WSIowy prezydent

... i PO wyborach - tytuł wpisu nie kryje bynajmniej żadnych obraźliwych intencji w stosunku do pana [ a jakże : przecie to szlachcic ! całą gębą... ] Komorowskiego : skoro gajowy to musi być ze WSI... swój chłopak, nie ? I swojski zapach unosi się wokół niego... ''what ? a łot krów i od świń'' - taa...

Na portalu ''Kretynyki'' znalazłem ciekawy wywiad z Moniką Strzępką, reżyserką teatralną o lewicowych poglądach, która otwarcie zadeklarowała przed wyborami głosowanie na Kaczyńskiego [ tak, tak ! ], a raczej na jego elektorat - dużo smakowitych fragmentów, aż prosi się, żeby niektóre choć tutaj zacytować :

''Kaczyński wie, jak się zmienił jego elektorat i jakie są możliwości transferowe podczas najbliższych wyborów. PO w czasie tej kampanii jest w tyle. Oni mieli nadzieję na odrestaurowanie języka poprzedniej kampanii i nie przewidzieli, że Kaczyński z tego języka zrezygnuje, że nie da się sprowokować. Nie musi mówić o układzie, nie musi straszyć lustracją. On ten komunikat już wysłał, może nawet jest tak, że radykalizm i brutalność tych działań były zaplanowane i nieodzowne. Tak, układu nie da się unicestwić elegancko i w dobrym guście. A układ - tak wiem, na salonach nie wypada tak tego nazywać - niewątpliwie był i jak sądzę jest. W jakiś łagodny i miękki sposób opowieść o styku biznesu i lokalnych polityków jest skrzętnie zamiatana pod dywan. Jak sądzę, zrobienie o tym spektaklu zostałoby zaplute argumentami o doraźności i obśmiane jako spiskowe, oszołomskie itd. Metody działania władz widać dobrze na szczeblu lokalnym, choćby przy okazji afer z odwoływaniem dyrektorów teatrów, to jest totalitarne wykorzystywanie władzy przez urzędników, która kieruje się często nie dobrem instytucji, ale kilku osób związanych z tą instytucją bądź ostrzących sobie na nią zęby. I to jest codzienność życia publicznego w Polsce, a nie ekscesy.

[...] Szczerze mówiąc, strasznie mnie wkurwia, że Komorowski jest zawsze na pozycji uprzywilejowanej, od niego wymaga się mniej, więcej mu się wybacza. Bez względu na pozycje, z jakich się krytykuje. To oznacza, że niestety my ciągle poruszamy się w kategoriach estetycznych. Dokonujemy wyboru estetycznego, głosujemy na lepszy garnitur i na własne aspiracje. Nawet nie na obietnice ich spełnienia, tylko na lepszą polszczyznę, na tęsknoty za arystokracją, dworkami, kominkami, na biblioteki pełne Gombrowicza, Miłosza i Szymborskiej, na dobre wychowanie, klasę, profesurę i inteligencką fajkę Geremka.  To jest efekt legitymizacji przez „autorytety”. Znajomy dziennikarz skomentował mój zamiar głosowania na Kaczyńskiego w ten sposób: „Naprawdę chcesz głosować na tego żałosnego człowieka?”. On nie poda żadnego argumentu, dlaczego Kaczyński jest żałosny, a Komorowski już nie. Nie widzi takiej konieczności, a zapytany oburzy się, że mam czelność pytać.   
Ten bezrefleksyjny ton jest normą klasy średniej pretendującej do miana elit - sierot po Unii Wolności. Tylko do kogo ci ludzie mają się odwołać? Do artystów, którzy po 1989 roku mogli w kulturze zrobić wszystko, a jedyne co robili, to chodzili i nadal chodzą pod rękę z władzą!? Gdzie są te zajebiste, wielkie filmy Andrzeja Wajdy czy Agnieszki Holland, opowiadające o polskiej rzeczywistości pierwszych lat transformacji? Gdzie są nowi bohaterowie wywalczonej wolności? Nie ma! A gdzie są ich niedoszli twórcy? W obozie władzy. Czemu nie ma filmu o strajkach z lat dziewięćdziesiątych? Bo ich niedoszli twórcy takim filmem zrobiliby przykrość swoim kolegom z opozycji. Wiesz co polski kulturalny establishment wie na przykład o tym, co się teraz dzieje w polskim teatrze? Nic nie wie, znają może ewentualnie gruby mainstream. Jakiś czas temu była debata w Agorze. Temat: świat nieprzedstawiony, czyli ostatnie dwudziestolecie w kulturze. Na sali wszyscy święci - Kutz, Michnik, Holland, Łubieński i w ramach wtłoczenia w establishmentowy krwioobieg odrobiny świeżej krwi - Grzegorz Kowalski. W tej establishmentowej dyskusji elit Agnieszka Holland powiedziała, że nie znajduje w ciągu ostatnich 20 lat niczego, co by rzeczywistość ostatnich dwudziestu lat przedstawiało, nie mówiąc już o tym, żeby coś zostało dla przyszłych pokoleń - bo jak wiadomo podstawową funkcją kultury jest muzealnictwo i wykopaliska. W teatrze rzeczywiście nie zdarzyło się nic. Nie było Nowaka, Klaty, Wojcieszka, Zadary, Demirskiego itd. Michnik zapytał Holland, dlaczego nie warto zrobić filmu o zjawisku radia Maryja albo o Farfale. Wiesz jak brzmiała odpowiedź? Mniej więcej tak: „Farfał jest nudny, nudny, nie. Rydzyk? Przecież Rydzyk to żenada, żenada”. To jest wyraz odpowiedzialności albo rozumienia roli artysty w społeczeństwie? To wyznanie niewiary w gusty i opinie, które samemu się ukształtowało. Słuchałam tego i przypomniałam sobie filmy z pierwszego dziesięciolecia III RP, o beneficjentach pierwszego okresu transformacji - agencje reklamowe, milionerzy, zblazowani ale uznani artyści, znów agencje reklamowe. Nawet nie tyle mnie wkurwia obecność tych filmów, tylko nieobecność filmów o ofiarach transformacji. Czy chociażby o Rydzyku - opowieść o nim jest opowieścią o części tego społeczeństwa - możemy się z nimi nie zgadzać, ale nie możemy mówić, że są nudni.[...]

W Polsce wybuchały strajki z powodu podwyżek cen mięsa, a teraz ludzie jedzą kiełbasę z krowich ogonów z Biedronki i uważają, że to normalne, że nie mają prawa żądać więcej.

Może mój wyborczy gest bierze się nie stąd, że jest mi po drodze z Kaczyńskim, ale z jego elektoratem. Czuję silniejszy związek z opiekunką mojego syna z Wałbrzycha, niż z uważającym się za elitarnego kolegą z Warszawy, wyborcą Komorowskiego, który niedawno potrafił powiedzieć: „Jak możesz powierzać dziecko prostaczce z marginesu”?

[ całość ]

- mimo wszystkich różnic ideowych podzielam odrazę autorki do naszego pożal się Boże neo-mieszczaństwa, tej całej TVN-owskiej republiki fajnych ludzi, którym pop-estetyka wyżarła mózgi. Jak napisała na tymże portalu Kinga Dunin [ którą przecież można posądzić o wszystko, tylko nie o sympatię dla PiS ] : ''czy naprawdę panie z Rodzin Radia Maryja są równie groźne jak kolesie z nieograniczonym apetytem na kasę i brakiem skrupułów ?'' - no właśnie... Z powyższym dobrze koresponduje analiza aPOlitycznego elektoratu, który zdaje się zadecydował o wyniku tych wyborów, dokonana przez Sierpińskiego, zacytujmy :

''Platforma wie (co moim zdaniem umyka wielu komentatorom sceny politycznej), że znaczną część jej najwierniejszego, “najtwardszego” elektoratu stanowią ludzie (tak - zwykle młodzi, wykształceni, z wielkich miast) w zasadzie apolityczni - mało interesujący się polityką i generalnie nie mający złudzeń co do klasy politycznej jako takiej. Takich ludzi nie interesują afery i korupcja (”bo wszyscy kradną”), nierealizowanie obietnic przed- i powyborczych (”bo wszyscy kłamią”) czy niekompetencja rządzących. Tacy ludzie nie interesują się niuansami polityki gospodarczej czy zagranicznej, Unią Europejską, Irakiem, Afganistanem, deficytem budżetowym, międzynarodowymi umowami na dostarczanie i wydobywanie gazu, prywatyzacją, komercjalizacją, dopłacaniem do ZUS czy KRUS. Tacy ludzie nie odczuwają najczęściej związku między podatkami a cenami towarów czy swoimi wypłatami. Tacy ludzie nie interesują się historią, PRL-em, stanem wojennym, Jaruzelskim ani tym, co wyrabiały komunistyczne tajne służby, a hasła patriotyczne są dla nich pustym dźwiękiem. Takich ludzi interesuje tylko jedno - żeby politycy dali im spokój i nie wtrącali się im przynajmniej w ich życie prywatne.
Normalnie tacy ludzie na wybory nie chodzą. W dzisiejszej Polsce ludzie ci stanowią jednak elektorat Platformy. Stanowią go tylko z jednego powodu - ze strachu przed PiS, które kojarzą właśnie jako siłę chcącą głęboko ingerować w ich życie prywatne.[...] Dopóki PiS będzie stanowiło główną siłę opozycyjną i prezentował takie oblicze, dopóty PO nie ma co się martwić o poparcie, choćby nie realizowała żadnych obietnic, a afera goniła aferę. Bo apolityczny elektorat stanowiący o sile Platformy ma to gdzieś.
No, chyba że PiS da tym ludziom sygnał, że nie mają się czego bać - na przykład poprzez zadeklarowanie i aktywne popieranie wolnościowych projektów w rodzaju twardej obrony wolności w Internecie (sprzeciw wobec pomysłów cenzury, zakazu hazardu w Sieci, a także ścigania i odcinania od sieci osób ściągających pirackie pliki), dekryminalizacji posiadania narkotyków (choćby marihuany) na własny użytek czy konsekwentnej obrony wolności wypowiedzi i manifestacji - nie tylko tej konserwatywnej, ale i tej antyklerykalnej, “godzącej w uczucia religijne” lub nasyconej treściami seksualnymi.
Tylko czy partia Jarosława Kaczyńskiego jest do tego zdolna?''

[ całość ]

- no właśnie... [ że powtórzę ] Kończąc temat wyborów [ bo już mnie od tych swojskich oszałamiających zapachów zaczyna mdlić ] polecam jeszcze tylko dobry komentarz Wildsteina, bynajmniej nie włazidupny wobec Kaczyńskiego [ zresztą stracił przecież przez tą ''niedyspozycyjność'' onegdaj prezesurę w TV ], którego słusznie ochrzanił za jego dusery wobec towarzysza Edwarda - przyznam, że gdybym rzecz całą znał wcześniej [ bo by oszczędzić nerwy olałem kampanię w merdiach ] poważnie bym się zastanowił, czy rzeczywiście warto nań głosować... Jak to słusznie ktoś zauważył w tejże ''Rzepie'', zamiast walczyć o 3 mln elektoratu Napierdalalskiego lepiej byłoby przekonać do siebie przynajmniej część z tych kilkunastu milionów, które w ogóle nie poszły do urn, zadać pytanie o przyczyny ich absencji. Dorzucam napisany ''na gorąco'' tekst Korwina, o dziwo całkiem trzeźwy, choć wspomina tam coś o 2-óch butelkach wina wypitych podczas... [ jak widać wino mu służy ]

- a właśnie : przechodząc do przyjemniejszych tematów to w międzyczasie odbyła się kolejna ''Hasarapasa'' [ o poprzedniej wspominałem tu kiedyś ], nauczony doświadczeniem minionych nie napalałem się na nią zbytnio, traktując to raczej jako okazję do spotkań towarzyskich i dlatego nie zawiodłem się [ jak co poniektórzy ] a nawet oceniam ją jako pod tym względem właśnie bardzo udaną, choć muszę przyznać, że nie mogę ręczyć za obiektywizm tej opinii, bowiem mocno na nią wpłynęło 6 butelek białego wina wypitych podczas niej wespół ze znajomym... Nie będę się na ten temat rozpisywał tym bardziej, że już uczynił on to wystarczająco na swoim blogu, dodam jedynie, iż dumą napawa mnie fakt, że zdecydowana większość prezentowanych tam win została wypita w moim towarzystwie i z moim udziałem... Wspomina tam także nasze wspólne wizyty na organizowanych przez J. Keniga spotkaniach z Henrykiem Pająkiem [ przyznam, że tylko przyniesiona przezeń i wypita wcześniej 20 % ''miodówka'' pozwoliła mi tam wytrwać zapewniając rozkoszną, promilową barierę chroniącą doskonale przed pająkową siecią wysnutą z jakichś Moczar albo inszych endokomunistycznych bagien ] oraz ze Sławomirem Cenckiewiczem [ tu już w większym towarzystwie ] promującym jego świeżo opublikowaną książkę o Annie Walentynowicz - ale to rzecz o zdecydowanie większym ciężarze i z zupełnie innej, wyższej półki, więc może o tym kiedy indziej, by nie deprecjonować go umieszczaniem w tym nie całkiem poważnym kontekście...

sobota, 19 czerwca 2010

''Czerwony Bór'' - Komorowski.

... albo Komorra nadciąga - nie da się niestety ukryć, że dramatycznie zbliżają się ''wybióry'' prezydenckie i w związku z tym i ja nie będę ukrywał, że jak to już niedawno dawałem na tym blogu wyraz osoba pana Gajowego-Marszałka [ ksywa. ''mistrz przypału'' ] wzbudza moją odrazę a nawet spore przerażenie, nie tyle zresztą on sam co różne podejrzane indywidua, które za nim stoją - mam tu na myśli nawet nie zmartwychwstałego cudownie, nieprzebitego do końca osinowym kołkiem upiora nieśmiertelnej Udecji w postaci spółki Wajda&Bartoszewski, ile typów z wojskowej bezpieki od których aż roi się w otoczeniu Komorowskiego. Przypomnę znamienny myślę fakt, że obecny kandydat PO na prezydenta był jedynym politykiem tej partii, który był przeciwnikiem rozwiązania WSI, i był to jedyny raz kiedy wyłamał się on z zarządzonej na czas głosowania w tej sprawie dyscypliny partyjnej... Proszę zwrócić też uwagę, iż gdy mówi się o stanie wojennym główną winę zań zwala się na ZOMO i SB bagatelizując zwykle udział w tej sprawie wojska a zwłaszcza wspomnianych wojskowych tzw. ''służb'' [ pomijając już iluzoryczność takich rozróżnień skoro gdy Jaruzel powołał swoją juntę zabrał ze sobą towarzyszącego mu jak cień jeszcze od lat 40-ych Kiszczaka, który przecież stamtąd się wywodził i wraz ze swoimi ludźmi dokonał wtedy ''desantu'' na cywilną bezpiekę ] : aby rzucić nieco światła na rolę jaką wtedy odegrały zajmę się tu pokrótce wymienionym w tytule tzw. ''Czerwonym Borem'', o którym po raz pierwszy usłyszałem dość niedawno na jednym ze spotkań organizowanych przez Jerzego Keniga w ramach ''Akademii politycznej'' z byłymi ''solidarnościowcami'' [ wielu z nich po doświadczeniu ''internowania'', co w tym kontekście ważne ], a rzecz tym bardziej myślę intrygująca, że nieznana szerszej opinii publicznej i niespecjalnie jakoś nagłaśniana. Otóż tym mianem określano wojskowe obozy specjalne powołane jesienią ' 82 r. rozkazem jakiegoś wysoko postawionego wojskowego sk....yna celem pacyfikacji działaczy ''Solidarności'', a konkretnie jeden mieszczący się w Bieszczadach - o reżimie tam panującym niech świadczy historia przytoczona przez jednego z uczestników wyżej wymienionego spotkania, że gdy ktoś z tam osadzonych próbował się buntować strażnicy bez ceregieli wywlekali go na zewnątrz, kazali kopać sobie grób w zamarzniętej ziemi, następnie rozebrać się do naga na mrozie i klęknąć nad nim, po czym przystawiając lufę do potylicy [ to chyba prawdziwa obsesja wszystkich czekistów, ich miejsce erogenne...] wrzeszczeli : ''teraz sk...ynu zrobimy ci drugi Katyń !''... Nie strzelali wprawdzie, ale co niedoszła ofiara musiała wtedy przeżywać o tym zapewne można już tylko milczeć - więcej na ten temat, a także nieznanej roli jaką odegrała w zwalczaniu ''Solidarności'' poprzedniczka WSI, można przeczytać w tym artykule, natomiast szczegółowy spis ''wszystkich ludzi Marszałka'' wraz z ich ''zasługami'' znajduje się tutaj. Kończąc ten wątek przypomnę tylko, że wbrew obiegowej opinii za większością mordów sądowych popełnionych w czasach stalinowskich w PRL [ np. zamordowaniem generała Fieldorfa ''Nila'' ] nie stała wcale UBecja, ale właśnie wojskowa bezpieka [ której już wtedy wysoko postawionym pracownikiem był Czesiek K., i gdzie podobno swoją gorliwą służbą zyskał dumne miano ''Czekiszczak''... ]

Co zaś się tyczy samych wyborów, i mojego w tym ''wyborze'' wyboru... Przyznam, że mam z tym zgryz, bo z jednej strony najchętniej bym całą rzecz mówiąc brutalnie olał, bowiem jak to słusznie zauważył prof. Bartyzel nie mamy ani tutaj w Polsce, ani też w Europie czy Stanach żadnej ''demokracji'', ale tak naprawdę raczej ''oligarchię posługującą się demokratyczną retoryką'', która potrzebuje umiejętnie naganianego metodami nowoczesnej propagandy-pijaru wyborczego motłochu [ czyli nas, moi drodzy ] jedynie do legalizacji podejmowanych w swoim gronie realnych decyzji, z drugiej jednak korci mnie żeby zagłosować na Kaczyńskiego nie tyle jako na jakieś ''mniejsze zło'' ile przeciwko chamstwu jego przeciwników : w zeskleroziałych mózgach Wajdy i Bartoszewskiego, czy przeżartych wódą i dragami jak w przypadku Hołdysa, Wojewódzkiego lub Palikota [ o ''ukąszonym heglowsko'' emo-liberale Cezarym Michalskim nie wspominając ] chyba naprawdę Kaczyński jawi się jako współczesny Jakub Szela, a PiS jak jakaś żakeria chłopska, rabacja galicyjska, i oni zdają się wierzyć, że ten ''faszyzujący motłoch'' [ jak to raczył wyrazić się kiedyś cierpiący na poalkoholową logoreę naczelny literat - to od litra - III RP Jerzy Pilch ] wedrze im się z buciorami na salony i będzie jaśniepaństwo rżnąć piłą ! Bo jeszcze wyciągną nam co to tam kiedyś powiedzieliśmy-napisali-podpisali i co to będzie, ajajaj ! I jeszcze te swoje chore, paranoiczne wizje niczym z syfilitycznego mózgu Lenina próbują sprzedać pospólstwu, co chyba jednak nie działa już tak jak dwa lata temu - no ale z drugiej [ trzeciej ] głosować im na przekór to jakby zniżać się do ich poziomu, tym bardziej, że nie wierzę w zwycięstwo Kaczyńskiego [ ani tym bardziej, iż jego wybór przyniósłby jakieś istotne zmiany ], choć mówiąc szczerze wiele bym dał, żeby zobaczyć minę Wajdy lub ''strasznego dziadunia'' gdyby się okazało, że jednak... [ lub nawet w przypadku przegranej Jarka niewielką liczbą głosów do końca swego żywota nie pozbyliby się już zapewne ''syndromu ściśniętej dupy'', budząc się po nocach oblani zimnym potem przerażeni wizją chamów próbujących swoimi brudnymi łapskami wydrzeć ich ciężko zarobione dawaniem tyłka przywileje, ordery... z więznącym w gardle okrzykiem ''boże, tak niewiele brakowało !'' : szczególnie wymowny jest tu przypadek o nazwisku Michalski - kto uważa, że przesadzam, uprawiam ''populizm'' lub ''PiS-owską propagandę'' i szargam ''autoritety'' niech zapozna się z jego ''przedwyborczym'' felietonem na portalu ''KP'', on tam pisze o ''syndromie Kurtza'' ale ja bym to inaczej i znacznie dosadniej zdiagnozował... Doprawdy, nie mogę pojąć jak Sierakowski mógł wpuścić takie jadowite, cuchnące, kukułcze jajo w postaci tego gościa : przecież on ich kompromituje, tak jak kompromitował jeszcze niedawno polską prawicę ! na wewnętrznej pustce takich ''ostatnich ludzi'' jak Cezarry wyrastały najbardziej zatrute owoce bolszewizmu i faszyzmu... gościowi tak padło na mózg, że nie zauważa nawet iż posługując się tego typu neo-kolonialnym bełkotem zrównującym większość Polaków z barbarzyńcami a nawet wręcz małpami bredzi jak Hans Frank ! ] Z tego wszystkiego wychodzi mi więc, że kompromisowym rozwiązaniem tego dylematu byłoby pójść na wybory i zagłosować na Korwina... co wbrew pozorom nie jest wcale takim beznadziejnym rozwiązaniem, bo bezbarwność głównych kandydatów, nieudolność Komorowskiego oraz zgrane chwyty jego sztabu wytworzyły całkiem ciekawą sytuację na której już skorzystał tow. Napierdalalski [ niespecjalnie mnie to martwi, bo jego niespodziewanie dobry wynik to prztyczek dla frakcji Kwaśniaka i jego przydupasa Olejniczaka, która jak to wskazuje nominacja Belki zaczęła właśnie kręcić lody z PO, ale spore poparcie obecnego przywódcy LSD może pokrzyżować im szyki i utrudnić nieco aż nadto widoczny zamiar spuszczenia go w kanał i dobrze, niech się czerwone buldogi gryzą ! ] : naprawdę przeglądając różne ''skrajnie prawicowe'' [ - nie mylić z ''narodowym socjalizmem'' ! chodzi tu raczej o ''na prawo od PiS'' ] strony i fora widać wyraźnie, że zaskakująco duża liczba ludzi na nich deklaruje poparcie dla JKM, ba ! - na jego konwencję wyborczą w Krakowie przyszło blisko 2 tysiące osób [ ! ], gdy tymczasem na analogiczne spotkanie z Komorowskim kilka dni później tamże ledwie udało się napędzić kilkadziesiąt... [ a propos usłyszałem niedawno zabawną i wielce wymowną historię o tym, jak naprawdę wyglądała ''debata'' z jego udziałem na Uniwersytecie Warszawskim : zorganizowaną ją w ten sam sposób jak wszystkie inne tzn. na salę wpuszczono tylko jakąś bojówkę-młodzieżówkę PO, a resztę publiczności - jeśli to słowo ma tu w ogóle sens - stłoczono, mimo mnóstwa wolnego miejsca pozostałego na wspomnianej auli, w osobnej, izolowanej sali z telebimami w taki oto ''nowoczesny'' sposób zapewniając jej wirtualne zaiste ''uczestnictwo'', ale nawet na ekranach było widać, że Komorowski jest jedynym z kandydatów, który odczytuje z kartki uprzednio przygotowane dlań a nawet specjalnie podkreślone markerem odpowiedzi... jak widać ''demokracja kontrolowana'' bynajmniej nie odeszła, jak mogliby sądzić naiwni, wraz z nieboszczką PZPR ] - duże poparcie dla Korwina w Małopolsce nie powinno zresztą dziwić biorąc pod uwagę, że to głównie dzięki podpisom zebranym w tym regionie udało się mu zarejestrować swoją kandydaturę, dawne ''krakowskie'' jawi się wręcz jako prawdziwy bastion WiP-u [ ''post-UPR'' ], stąd nieoficjalne szacunki mówiące nawet o 15 % głosów dla niego tam nie wydają się chyba zbyt przesadzone [ inną uderzającą cechą jest duża liczba młodych na spotkaniach z Mikke-m - w tej grupie wiekowej może to być nawet znacznie więcej ! ]. Oczywiście mój ewentualny głos byłby raczej poparciem pewnej idei, przesłania libertariańskiego, które on uosabia [ choć nie do końca ] niż samej postaci z którą nie będę ukrywał mam spory problem np. jego ''legalistyczny'' stosunek do odbierania sutych emerytur dawnym ubekom i innym kanaliom, poroniona argumentacja którą przy tym stosuje pieprząc jak Geremek po wyborach ' 89 r. : ''pacta sunt servanda'' - ''umów należy dotrzymywać'' - jakich ''umów'' ?! i z kim przede wszystkim ?! Umowy z bandytami są z definicji nieważne i można je bez skrupułów wyrzucić do kosza, jeśli spełniły już swoją podstawową rolę tzn. ocaliły nam skórę... [ czy muszę przypominać, że istotą komunizmu jak i nazizmu było bezprawie ? - niech pan Janusz postudiuje sobie lepiej trochę pisma Lenina, też prawnika skądinąd, żeby poznać jego ''rewolucyjny'' zaiste stosunek do prawa w ogóle, które uznawał jedynie jako narzędzie terroru klasowego ] Albo jego stosunek do Rosji, gdzie pod tym względem przebija go tylko największe chyba rozczarowanie tych wyborów czyli Kornel Morawiecki [ - jakieś bajdy starszego pana o ''Europie od Atlantyku do Pacyfiku'' - ? ''Wszecheuropa'' ?! chyba paredziesiąt lat temu już ktoś próbował, tylko innymi metodami, coś takiego zbudować... nie, dziękuję ! ] itd. itp. - mógłbym takie zarzuty pod jego adresem mnożyć. Z drugiej Jarek wbrew swojej ostrej socjalnej retoryce i gębie ''populisty'' mu dorobionej jest w sferze praxis, realnych działań o wiele bardziej liberalny niż rzekomo wolnorynkowa PO - przypomnę tylko, że to jego rząd obniżył podatki co, oraz niewejście do strefy euro, uratowało nam w dużym stopniu tyłek podczas tego kryzysu. Sam już nie wiem... Wszystkim przeżywającym podobne rozterki polecam zapoznać się z głosami w tej sprawie Rafała Ziemkiewicza i dla kontrastu Sławomira Sierakowskiego, oraz z inszej jeszcze, libertariańskiej beczki Tomasza Sommera i Jacka Sierpińskiego.

Tak w ogóle to w cieniu tych wyborów ruszyła już kampania na inne, znacznie chyba dla nas jako mieszkańców tego regionu ważniejsze, na prezydenta miasta : Lubawski całkiem niedawno obwieścił oficjalnie ''ubi et orbi'' swoją wolę kandydowania w nich na trzecią już kadencję - ale to temat na zupełnie inny wpis...

czwartek, 20 maja 2010

Zabierz dziadkowi mikrofon.

Rzadko oglądam telewizję, a już szczególnie szerokim łukiem omijam serwisy informacyjne, poza tym w łyk-end szczęśliwie nie było mnie w domu, więc nie miałem pojęcia o cyrku z ''autorytetami'' jaki odbył się w Łazienkach [ sprowadzonych na ten czas do roli pospolitego wc ], a po powrocie gdym włączył komputer i zupełnym przypadkiem natknąłem się na to, nie mogłem uwierzyć własnym oczętom i uszom... [ sądząc po minie Donalda on także ] - nie będę się tutaj na ten temat rozpisywał, tym bardziej że zrobił to za mnie o niebo lepiej niż bym potrafił Rafał Ziemkiewicz na interiach, albo żeby nie było że uprawiam tu jakąś ''prawicową propagandę'', również z drugiej strony całkiem przytomnie Michał Sutowski na portalu ''KP''. Dlatego w tym miejscu ograniczę się do krótkiej prezentacji kilku co smakowitszych fragmentów tego pierdn... wydarzenia :

- na początek jak każe obyczaj oddajmy głos damie : ''rękami, nogami, głową, sercem i każdą moją komóreczką'' - szkoda jeszcze, że nie cipeczką...



Kora wspomina tutaj o braku spokoju, co niezbyt dobrze świadczy o jej mężu buddyście jakby nie było, może jednak znaczy to, że nie potrzebuje tej mdłej, popowej popłuczyny którą ten wyleniały hip ją raczy, tylko jakiegoś mnicha ze wschodu reprezentującego prawdziwy, ''faszystowski'' nurt tej religii, który by walił ją po głowie kijem aż może w końcu coś by się w niej przejaśniło - ?

Słynny już freestyle MC ''Profesora'' :



... i dance w jego wykonaniu, żeby przypomnieć możliwości jakimi dysp-imponuje :



a Wajda był ewidentnie napruty [ może pożyczył proszki od Piesiewicza ? ] :



- czy ktoś może jeszcze po tym chrzanić bezczelnie że TVN i Polshit to ''niezależne media'' ? [ z czego nie wynika oczywiście, że utrzymuję iż ''publiczna'' taka jest ]

Materna w kapitalnym skeczu, to lepsze niż ''siostra Irena'' - radzę poczekać do końca, konkluzja mnie zabiła, ja pierd...



i jak tu inteligentnie skomentować tą paradę błaznów, oszalałych z nienawiści starców, dementów zaplutych od spokoju i z miłości do Ojczyzny ? może tylko tak :



Celowo nie wymieniłem w tej menażerii ''mistrza przypałów'' gajowego Komorowskiego - zostawiam go sobie na deser i zajmę nim w osobnym wpisie, a to postać warta tego bo mimo pozorów jowialności ''mroczna jak lord Vader''...

p.s. dorzucam fajny tekst Semki pt. ''Czy powinniśmy wierzyć Komorowskiemu'' sprytnie odwracający obecną ''argumentację'' przeciwników Kaczyńskiego.

środa, 19 maja 2010

Różowa swastyka.

...tak wiem, miało być o Eislerze i takich tam [ i będzie ], ale zelektryzowała mnie dziś wiadomość od znajomego, że mieliśmy w Kielcach swoją pierwszą Paradę Równości [ błee ], wprawdzie rachityczną troszkę, której oczywiście dzielny odpór dały prawdziwe hufce miejscowych nac-kiboli [ jak mi ktoś nazwie tą bandę narodowych socjalistów ''prawymi Polakami'' zarobi chyba ode mnie czymś ciężkim w głowę - przykro mi, ale za głupotę trzeba płacić ] - szczerze powiedziawszy to nie rozumiem właściwie o co chodzi tym sk...inom, bo w kontekście wspomnianych w artykule zdarzeń, z powodu których w ten sposób obchodzony był Dzień Milczenia to ten żydowski pojeb, który wpadł z uzi do pedalskiego klubu powinien być ich bohaterem... Chyba, że przyszli może właśnie aby zamanifestować swoją aryjsko-żydowską solidarność w ramach jakiejś ''homofobicznej międzynarodówki'' ? A mi się w ogóle marzy tutaj parada nazi-gejów, podobno zresztą nawet taka organizacja istnieje, oczywiście gdzieżby indziej jak nie w Szwecji [ państwie socjalnej dyktatury, która zyskała już nawet swoiste miano ''szwecjalizmu'' ] i maszerują tam dziarsko pod tytułową różową swastyką - ach, co bym dał żeby ujrzeć minę brunatnych jak i czerwonych w momencie, gdy ich zobaczą... Aż mi się zrobiło jasno i miło na samą myśl, już nie straszna nawet pogoda czy powodzie, tak tęczowo... Ale żeby nie było, Polacy nie gęsi i swoje kaczki również mają np. taki niejaki Szymon Niemiec to też niezły zawodnik - kolo popyla w sutannie i założył nawet swój homo-kościół, gdzie głosi, że homoseksualizm jest ''do zbawienia konieczny'', a najśmieszniejsze w tym wszystkim jest, że on chyba naprawdę w to wierzy... Zresztą tfu - co to za jakieś burackie i homofobiczne określenia : on jest ''po prostu'' nie-heteronormatywnym Mesjaszem ! Naprawdę polecam jego teo-tęczową stronę, która dostarczyła mi wiele radości niosąc pociechę w te smutne, paskudne dni, szczególnie gustowne zdjęcia w sutannie w której tak mu do twarzy natchnionej gejowskim mistycyzmem... Wracając do kibo-naziolków [ czyli od gejanioła zstępując z powrotem do rodzimego piekieł...ka ], a właściwie jednego z nich, a ściślej rzecz biorąc ex-skina już o pseudonimie ''Snikers'', który teraz startuje z ramienia partii ''leśnych dziadków'' i geszefciarzy, czyli Stronnictwa Demokratycznego na prezydenta Kielc, to załamał mnie lekko umieszczony w powyżej cytowanym artykule trochę z boku sondaż wyborczy w którym prowadzi i to miażdżącą wręcz przewagą głosów nad Lubawskim... Jedyne co mi przychodzi na myśl to albo jest to pijarowski zabieg sztabu Wojtka aby wziąć przerażonych ludzi na ''anty-Tymińskiego'', lub też samego ''Snikersa'' [ nie zdziwiłbym się, to byłoby w ich stylu - ostatecznie skoro dawali po 2 złote od każdego głosu przy zebraniu 1000 na Olechowskiego, to dlaczego nie mogliby zapłacić komuś, żeby ''naklikał'' je w tym sondażu ], albo... - kurwa, znowu trzeba będzie wybierać ''mniejsze zło'' ?! Czy też ''im gorzej tym lepiej'' i później co - ''rewolucja'' ?! Nie chce mi się nawet o tym wszystkim myśleć jeszcze teraz, w taką pogodę. Nawiasem mówiąc o ile dobrze pamiętam to snikers był czekoladowy... - może powinni więc prześwietlić mu aryjsko rodzinkę, no chyba że jest murzyńskim nacjonalistą tylko jeszcze o tym nie wie dopóty nie zapozna się z ''dziełami'' Malcolma X czy innego czarnego fuhrera i przeżyje olśnienie, choć w tym kontekście wypadałoby raczej rzec zaciemnienie...

Na koniec chciałbym się tutaj z czegoś zwierzyć już na poważnie : to może zabrzmieć dramatycznie, ale to chyba moje ostatnie chwile... Serio obawiam się o swoją psychikę, prawdopodobnie pogrążam się w obłędzie, jakiejś maniakalnej psychozie : od jakiegoś czasu prześladuje mnie gęba jednego gościa - gdziekolwiek nie pójdę z każdej niemal ściany czy muru patrzy na mnie jego morda, obojętnie czy to na mieście czy nawet na moim osiedlu. Wiem tylko tyle, że nazywa się Łęcki i ma dla mnie jakiś zaszyfrowany przekaz od kosmitów np. ''powodzenia maturzysto'' - to na pewno coś znaczy... Ratuj mnie jesienny mały boże !!!

p.s. tym wszystkim, którym nie mieści się w głowie, że homoseksualista może być rasistą czy naziolem, polecam zapoznanie się z postacią niejakiego Adolfa Lanza, twórcy pisemka ''Ostara'', którym zaczytywał się Adolf H. w swoim wiedeńskim okresie, czy Otto Weiningera : Żyda, antysemity, homoseksualisty i mizogina - autora popularnego na początku XX wieku dziełka ''Płeć i charakter'' w którym odmawiał miana człowieka kobietom... lub niech zajrzą na jeden z moich wcześniejszych wpisów poświęcony japońskiemu pisarzowi [ i nie tylko ] Yukio Mishimie - ostatecznie motto tego bloga też nie wzięło się znikąd...

piątek, 14 maja 2010

Goebbels Goebbelsowi nierówny...

...albo też Goebbels niejedno ma imię np. Heiner Goebbels : rzadkie połączenie znakomitego kompozytora ze świetnym inscenizatorem, któremu jeśli chodzi o rozmach teatralnej wyobraźni różne nasze ''awangardowe'' sławy, te wszystkie Klaty, Jarzyny i inne kapusty mogłyby buty czyścić - postać, którą trudno jednoznacznie zaklasyfikować, bo działa na pograniczu nie tylko różnych gatunków muzyki jak tzw. ''art music'', jazz czy rock, ale też jak widać tam, gdzie styka się ona z teatrem, a nawet przechodzi weń. Postanowiłem poświęcić mu dzisiejszy wpis ponieważ od niedawna posłuchuję sobie z prawdziwą przyjemnością nagrań grupy od której zaczęła się chyba jego muzyczna działalność, iście anarchistycznego big-bandu pod nazwą Songenanntes Linksradikales Blasorchester czyli w wolnym tłumaczeniu ''Tak zwana radykalnie lewicowa orkiestra dęta'' [ piękne, co ? ] - rzecz łącząca w sobie wpływy Zappy z niemiecką tradycją weimarskiego kabaretu i ''Opery za trzy grosze'' a także oczywiście jazz, rock, awangardę i cholera wi co jeszcze : generalnie brzmią jak Prusacy na kwasie, świetnie się bawią grając co słychać zwłaszcza na pierwszej z dwóch wydanych przez nich płyt, i ta atmosfera udziela się słuchaczowi, pewnie dlatego, że to dźwięki dalekie od jakiejkolwiek ortodoksji, nie tylko muzycznej, ale jak sama nazwa wskazuje również ideologicznej [ dlatego wybaczam mu ten lekko lewacki kontekst jego twórczości, nie unieważniający autentycznego talentu jaki posiada ], co wynika z samej formuły będącej kpiną z nieznośnego zadęcia i beznadziejnego sformatowania ''zaangażowanej'' muzyki, no bo właściwie dlaczego ''radykalny'' przekaz musi koniecznie generować zespół rockowy, a nie np. orkiestra strażacka ?! Dość gadania [ zainteresowanych odsyłam do wyczerpującego biogramu na stronie ''3ucho'' oraz artykułu o nim w ''Glissandzie'' a przede wszystkim jego autorskiej strony, która też znajduje się obok w dziale ''muzyka'' ], niech przemówią same dźwięki [ i równie ważny tutaj obraz ] :

- na początek fragment, niestety niezbyt dobrej jakości [ jak to zwykle na Youtube...], jego najnowszej - znakomitej z tego co mimo wszystko można wysłyszeć - kompozycji ''Songs of wars I have seen'' :

 

tutaj to samo, tylko w lepszej jakości za to nieco gorszym [ chyba ] wykonaniu :



tu zaś przykład Goebbelsowskiego ''teatru muzycznego'' - kompozycja ''Walden'' w wykonaniu Ensemble Klang :



i to samo, ale w znacznie bardziej rozbudowanej postaci : cykl orkiestrowy ''Surrogate cities'' będący jakby muzycznym portretem współczesnego megalopolis



oraz znowu w bardziej kameralnym wydaniu : ''Hashirigaki'' bezpretensjonalnie zestawiające piosenki Beach Boys'ów z tradycyjną japońską muzyką...



na koniec portret kompozytora zapowiadający poświęcony jego twórczości festiwal...



...oraz ekstremalny przykład wspomnianej na wstępie syntezy dźwięku i obrazu, gdzie muzyka nabiera wręcz charakteru parateatralnego - instalacja muzyczna ''stifters dinge'' :





Jako bonus projekt ''Eislermaterial'' do zobaczenia w całości [ w jak zawsze znakomitym wykonaniu Ensemble Modern ] poświęcony jego ulubionemu kompozytorowi Hansowi Eislerowi, o którym będzie także mowa już w następnym wpisie...

środa, 12 maja 2010

Shibusashirazu po raz wtóry, a nawet trzeci.

...wiem, to już zaczyna wyglądać na jakąś obsesję, ale na swoje usprawiedliwienie mam, że jak się skopiuje i wklepie ''krzaki'' w wyszukiwarkę, odsłania się kompletnie nieznana strona Youtube'a... [ podobnie z cyrylicą ] - oto dowód :

- parad[n]a [ muzyka ] na rozruch...



...poprzednim razem był smok, więc i teraz nie może go zabraknąć - tym razem w całej okazałości i ognistszej postaci :



muzyka jak muzyka, ale co tu się dzieje na scenie !



tutaj zaś szczególnie rozwaliły mnie kameralne wersje zaaranżowane na kwartet flecikowy [ ! ] skontrastowane fajnie z żywiołową ludycznością oryginalnych tematów [ bardzo dobra jakość dźwięku i obrazu skądinąd, co niestety nie jest standardem ] :



a na dowód, że nie tylko świetnie prezentują się na scenie, ale potrafią też kapitalnie grać fragmenty ich koncertu, gdzie jakość obrazu może nie tak dobra, za to dźwięku na tyle chyba znośna, że będzie można ocenić ich umiejętności w tym względzie : z początkowej magmy muzycznej wyłania się mocny psychodeliczno-free-dubowy kawałek...



... by przejść w rasowe gitarowe łojenie :



- jak ktoś chce może całość tego koncertu we fragmentach po kolei rzecz jasna zobaczyć tutaj - na zachętę jeszcze tylko jeden ze zmysłowo wijącą się panią : [s]ekstatyczne free-tango erotico z orgiastycznym saksofonowo-perkusyjnym zbliżeniem na końcu



tutaj natomiast inny tancerz odstawia jakiegoś niesamowitego metafizycznego Fantomasa - szkoda tylko, że jakość dźwięku fatalna i rwie się, bo towarzyszący popisowi pana kawałek jest świetny [ czy tam aby w tle jako drugi na trąbce nie gra Toshinore Kondo ? nie zdziwiłbym się, w końcu grupują lub współpracują z najlepszymi ichnimi improwizatorami np. Kazuhisą Uchihashim ]



i na koniec jeszcze lepszy niż przytoczony w poprzednim wpisie ''cyrko-balet'' pokaz ich umiejętności scenicznych, otwierający koncert prawdziwy ludyczny ''teatr muzyczny'' :



Tak w ogóle i szczególe zamierzałem tutaj wrzucić znaleziony świeżo ich inny jeszcze niż w tamtym wpisie zestaw zdjęć, ale stwierdziłem, że za dużo tego dobrego i zrobię to już inną razą by nie przedobrzyć, aczkolwiek na pewno choćby ze względu na towarzyszących ich występom awangardowych tancerzy butoh, których umiejętności [ i wygląd ] można było podziwiać trochę w powyższych fragmentach - zresztą jak ktoś chce sam może je przepatrzeć zaglądając tutaj.