Ten wpis znowu miał być o czymś innym, ale od paru dni trwa młyn związany z aresztowaniem słynnego reżysera, przy czym do zajęcia się tym [ chciałem napisać ''ustosunkowania'', ale jakby to zabrzmiało w tym kontekście... ] zmotywowała mnie nie tyle sama sprawa, bo raz, że zbyt mało o niej wiem, a dwa, że szczerze mówiąc mało mnie ona obchodzi [ aczkolwiek sam fakt kopulowania z 13-latką - nawet jeśli było tak jak to przedstawia Polański tzn. wszystko działo się za wiedzą i zgodą dziewczyny - sprawia, iż rzecz cała mocno śmierdzi...], natomiast tym, co mnie wkurwiło i oburzyło najbardziej jest histeryczna i bezczelna reakcja na nią naszych [ tu wielki cudzysłów ] artystów, dziennikarzy, a nawet polityków [ to, że ci ostatni dali się wciągnąć w tą awanturę uważam za szczególnie kuriozalne i kompromitujące - o tym za chwilę ]. Oto patrzę ze zdumieniem, jak pani Cywińska zupełnie bez krępacji oświadcza otwartym tekstem w telewizorni, że liczy w tej sprawie na Schwarzeneggera [ który, przypomnę, jest teraz gubernatorem Kalifornii ], bo - cytuję - ''to też filmowiec'' [ !!! ] - przecież to przykład ordynarnego, bezczelnego lobbingu [ pomijam już, że głupiego ] na oczach milionów widzów, można by pomyśleć przy tym, że artyści to rzeczywiście jakaś kryjąca wzajemnie swoje występki, międzynarodowa mafia ! Inny wybitny, a jakże, reżyser, pan Morgenstern, również dał głos : na obronę Polańskiego podał będący aktualnie ''na fali'' przykład ''Galerianek'' konstatując przy tym : ''i czy ktoś ma coś przeciwko temu ?'' - !!! Sukinsyn czyni więc ze społecznej, obyczajowej patologii jaką jest prostytucja, choćby i dobrowolna, nieletnich normę, wypaczając dodatkowo zupełnie przesłanie autorów tego filmu, którzy właśnie chcieli nim wstrząsnąć i wskazać na istnienie problemu [ jak im się to udało to już inna kwestia, ale nie o tym tutaj ] ! Zresztą, biorąc pod uwagę jego wiek, nie ma co mu się specjalnie dziwić, że jest w tej materii tak ''tolerancyjny'', bo pewnie zdany jest już tylko na głupie, niedojrzałe nie tylko pod względem psychicznym dzieci jeszcze, żeby zaspokajać swoje obleśne chucie... O politykach nie ma co wspominać, aczkolwiek trzeba przyznać, że prezydent Kaczyński [ a i Tusk chyba też ] zachował pewną powściągliwość [ chociaż z drugiej słyszałem, że początkowo chciał w tej sprawie rozmawiać z samym Obamą ! - k..., kto mu doradza ?! ], natomiast postawa ministra kultury, a zwłaszcza Sikorskiego to kompromitacja [ przypomnę, że to jego żonka stoi za tym kuriozalnym listem w obronie Polańskiego, pod którym podpisały się oczywiście największe tuzy naszej kinematografii i nie tylko, obok wyżej wymienionych min. sam mistrz [ maestro !] Wajda, ''wschodząca gwiazda'' reżyserii Szumowska czy literat Głowacki ( Janusz ) ] - nie będę się tu rozwodził nad tym nieodpowiedzialnym łajdaczeniem dobrego imienia Polski dla prywaty przez jej, pożal się boże, reprezentantów, o tym szerzej i ciekawie piszą Igor Janke w ''Rzepie'' i Maciej Eckardt na swoim blogu, natomiast szczególnie oburzająca jest towarzysząca temu próba wyzyskania całej sprawy do anty-amerykańskiej nagonki w mediach : oczywiście, jakżeby inaczej wyciągnięto przy tej okazji ''sprawę wiz'', chociaż pojawił się tu nowy akcent dotyczący nie wpuszczenia przez Amerykanów do siebie paru ''artystów''. Tak się składa, że zaznajomiłem się z listą tych ''odrzuconych'' i muszę z satysfakcją stwierdzić, że wbrew stereotypowi mają za oceanem całkiem niezły gust... szkoda tylko, że tak późno się zorientowali, mogliby wtedy ocalić Polonię i samych Amerykanów przed Stanem Borysem czy Krawczykiem ! W każdym razie z całej tej sprawy płyną dwa wnioski : po pierwsze, że ''równość wobec prawa'' to polit-poprawny bzdet, bo jak widać są równi i równiejsi, i może czas wreszcie nazwać po imieniu jaśnie nam panujący w świecie zachodnim ustrój oligarchią [ gdzie, przypomnę jak pisałem we wpisie a propos Obamy, ''wpływowa mniejszość rządzi za pomocą medialnej manipulacji - i nie tylko - ogromną większością, którą w takim razie nie wypada nazwać inaczej jak motłochem'' ], a drugie, że jest to przykład gigantycznej hipokryzji i bezczelności ''salonowego towarzystwa'' i jego ''autorytetów'' roszczących sobie, naprawdę nie wiedzieć czemu, pretensję do bycia ''elitą'' - te kurwy, bo nie sposób inaczej ich nazwać [ widać rację miał Kazik śpiewając przed laty, że ''wszyscy artyści to prostytutki''] nie mają do tego absolutnie żadnego prawa !!! Pani Cywińska, niczym współczesna Młodziakowa, swoją niefrasobliwą, bezczelną głupotą [ nawet jeśli mówiła żartem, w co wątpię, bo pamiętając jej wcześniejsze wypowiedzi ona naprawdę jest taka durna ] obnażyła to, co ukrywa się za fasadą pięknych frazesów o ''kulturze wysokiej'' i ''wychowawczej roli elit'' [ jakich ?! ] tzn. metody za pomocą których te środowiska zapewniają sobie wpływy i rzeczywiste stosunki w nich panujące, a pan Morgenstern wystawił świadectwo ''moralnej wyższości'' tychże, od której skóra cierpnie... [ aż się prosi, żeby tu zacytować ''Arię Gęgacza trockisty'' z ''opery'' ''Cisi i Gęgacze'' Szpotańskiego, która jak widać mimo upływu już prawie pół wieku nic nie straciła na aktualności ! ]. I nie to nawet, podkreślam, mnie oburza, bo choć to ohydne i głupie, nie poczuwam się, by rzucać w nich z tego powodu kamieniem, no a poza tym czego się można spodziewać po komediantach, natomiast moją wściekłość wywołują pretensje tych ludzi do pouczania innych i przewodzenia im - dlaczego, pytam się, kurwy nauczają nas cnoty ?! Tym bardziej, że przecież gdyby chodziło np. o jakiegoś księdza-pedofila zdecydowana większość z nich pewnie perorowała by oburzona, że jest to kolejny dowód katolickiej hipokryzji i ''represyjnego wychowania'' - a więc można być pedofilem jeśli się jest artystą [ w dodatku wybitnym ! ], ba - wtedy taka pedofilia jest nawet ''dobra'' ! Natomiast nie wolno tego samego komuś spoza ''środowiska'' : księdzu, pastorowi, mnichowi buddyjskiemu, krisznaicie czy rabinowi, chociaż w tym ostatnim przypadku to chyba nie jest takie pewne... Ciekaw jestem czy gdy w końcu wypłynie na jaw [ co znając stosunki panujące w kraju-raju jest mało prawdopodobne, przyjmijmy że jednak ], iż nasz czołowy katolicki [ oczywiście w duchu postępowym, po-soborowym ! ] artysta tzn. Krzysztof Zanussi, zwany przez złośliwe kanalie ''Zanudzim'', jest pedofilem [ a przypomnę, jego nazwisko pojawiało się w kontekście głośnej parę lat temu - i szybko wyciszonej - afery dotyczącej dziecięcej prostytucji na Dworcu Centralnym w Warszawie - oczywiście to plotka, ale nie takie rzeczy wyglądające tylko na absurdalne pomówienie okazywały się z biegiem czasu prawdą, a poza tym w tym kraju, gdzie ''wolność słowa'' jest tylko pustym słowem, karanym w dodatku przez ''niezawisłe'' sądy na mocy nie zniesionego w ''wolnej'' Polsce PRL-owskiego prawa, nie ma praktycznie innej możliwości swobodnego obiegu informacji ] uczynią dla niego wyjątek, i też solidarnie będą go wspierać ? [ bo, mówiąc za pewnym amerykańskim prezydentem ''to wprawdzie sukinsyn, ale nasz sukinsyn !'' ]. Na koniec mogę tylko, aby przedstawić mój punkt widzenia całej sprawy, powtórzyć to, co pisałem niedawno a propos ''Knuciej afery'', jedynie w odwrotnej kolejności : nie sądzę by jakiekolwiek nieprawości, czy to polityczne czy też osobiste danego twórcy, mogły unieważniać jego dokonania, o ile - podkreślam to ! - rzecz jasna przetrwały próbę czasu, a nie okazały się jakimś koniunkturalnym geszeftem ; ale też nie uważam, aby nawet największe osiągnięcia artystyczne czy intelektualne usprawiedliwiały podłości i zbrodnie popełniane czy to w życiu publicznym czy prywatnym przez nie wiem jakich nawet geniuszy ! Dlatego [ choć ten zwrot źle się kojarzy ] ja za Romana P. umierać nie będę...
...chociaż uwielbiam jego ''Nóż w wodzie'' [ i towarzyszącą mu muzykę Komedy ], czy to jednak, lub tragedia jaką przeżył [ potworny mord żony popełniony przez sektę Mansona ], mają tu, jak chcą niektórzy, coś do rzeczy ?!
wtorek, 22 września 2009
Hail ! Selasje albo afrokomuna.
Ostatnio słucham sobie dużo etiopskiej muzyki - dlaczego akurat etiopskiej o tym szerzej później, na razie na początek parę przykładów.
Jako pierwszy wspólny projekt znakomitego etiopskiego saksofonisty, prawdziwej tamtejszej [ i nie tylko ] legendy, Getatchewa Mekurii [ faceta, który grał free-jazz na długo przedtem, kiedy ''odkryto'' go w Ameryce ! ], i równie legendarnej, tyle że raczej w kręgach europejskiego ''undergroundu'', holenderskiej formacji post-punk-jazz-core'owo-i-cholera-wi-jeszcze-jakiej The Ex - ich występ w stolicy Etiopii Addis Abebie [ jakość obrazu, a zwłaszcza dźwięku nieszczególna - nagranie z telefonu - ale i tak słychać, że kawałek dobry, no a poza tym jak często macie możliwość zobaczyć występ punkowego zespołu w afrykańskim klubie - ?! ] :
Pragnę zwrócić uwagę szanownych czytelników, że pan Mekuria ma blisko 80 lat, co jak widać nie przeszkadza mu wcale znakomicie się czuć w towarzystwie hardcore'owców, i wespół z nimi całkiem przyjemnie grzać ! Kto chce, może przeczytać recenzję ich wspólnej płyty, zainteresowanym zaś etiopską muzyką polecam znakomitą serię ''Ethiopiques'' wydawaną zresztą też przez jakiegoś francuskiego [ex]punka : wywiad z gościem [ po angielsku ] tuu-taj.
Natomiast tu smaczek, na jaki przypadkiem natrafiłem - przykład popularnej etiopskiej muzyki z wczesnych [ na oko ] lat 60-ych [ nic specjalnego, ale za to oryginalne nagranie z ówczesnej etiopskiej tv ! a układ choreograficzny to dla mnie kosmos... ], brzmi to trochę jak afrykańskie Alibabki :
...tutaj zaś już współczesny pop : niejaka Abby Lakew - badziew, ale umieszczam to wyłącznie dlatego, że ze względu na jej, hm, walory, a też chyba i urodę można by ją nazwać ''etiopską Kasią Figurą'' [ oczywiście z jej najlepszych lat 80-ych ] :
Tyle muzyki [ chociaż obiecuję, że to nie koniec, i w przyszłości będę na pewno jeszcze sukcesywnie prezentował na blogu co ciekawsze jej przykłady stamtąd ], teraz co do samej Etiopii : zainteresowałem się nią chyba jeszcze w podstawówce, gdy natknąłem się przypadkiem w bibliotece na grube tomiszcze pt. ''Historia Etiopii'' - zaintrygowało mnie to, że dotąd w tej serii, wydawanej bodajże przez Ossolineum, ukazywały się dzieje krajów europejskich, ewentualnie azjatyckich o niezmiernie długiej i dość dobrze znanej przeszłości, a tu naraz tak obszerna książka, prawdziwa cegła, poświęcona jakiemuś afrykańskiemu państwu ! Historia tego kraju zafascynowała mnie z dwóch powodów : ta dawniejsza dlatego, że jest to kraj chrześcijański, ale nie jak większość afrykańskich ''świeżo'', lecz religia ta dotarła tam jeszcze w IV w. n.e. najprawdopodobniej z ówcześnie chrześcijańskiego Egiptu, i przetrwała katastrofę, jaką dla wschodniego chrześcijaństwa było powstanie i ekspansja islamu dzięki niedostępnemu, górzystemu ukształtowaniu Etiopii [ góry w jej centralnych rejonach, będących sercem Etiopii, są właściwie naturalnymi, niezdobytymi fortecami - ich zbocza stoją często niemal pod kątem prostym, wierzchołki zaś są płaskie ], co umożliwiło powstanie niesłychanie oryginalnej, swoistej, jedynej w swoim rodzaju kultury będącej połączeniem starożytnych elementów chrześcijańskich [ w wersji monofizyckiej ] i afrykańskich [ a także hinduskich, ormiańskich, europejskich, arabskich, czy nawet żydowskich - to przecież stamtąd wywodzą się czarni Żydzi - Felasze ! ] ; natomiast najnowsza ze względu na pokrewieństwo losów z naszym zakątkiem Europy tego wydawałoby się zupełnie obcego nam afrykańskiego kraju : Etiopia podobnie jak Polska padła ofiarą zarówno faszyzmu [ będąc w latach 30-ych przedmiotem ludobójczej agresji Włoch Mussoliniego, i mężnie się jej przeciwstawiając ], jak i komunizmu, bo niestety ta czerwona zaraza i tam dotarła pustosząc ją - w poł. lat 70-ych ubiegłego stulecia na skutek wojskowego puczu ustanowiona została tam komunistyczna junta płk. Mengistu Haile Mariama, który nieprzypadkiem zyskał sobie przydomek ''afrykańskiego Pol Pota'', po wymordowaniu politycznych przeciwników i rzeźi niepokornej inteligencji pod koniec tej dekady [ lata te są tam powszechnie znane jako okres ''czerwonego terroru'' ] postanowił na początku następnej w podzięce radzieckim towarzyszom za pomoc, jaką niezwykle hojnie go obdarzali [ zarówno w czołgach, samolotach i kałaszach, jak i przysyłając licznych ''specjalistów'' z KGB i Stasi, skutecznie przenoszących na afrykański grunt metody politycznego, państwowego terroru wypróbowane wcześniej w innych rejonach świata ], wdrożyć ich rozwiązania i przeprowadził kolektywizację rolnictwa, która dała taki sam efekt jak właśnie w ZSRR czy maoistowskich Chinach : potworny głód, nędzę i masowe ludobójstwo, z czego skutkami Etiopia boryka się do dziś - nie tylko materialnymi, ale też swoim wizerunkiem, obrazem jakim zaistniała wówczas w opinii świata, zwłaszcza zachodniego, i z którym, jeśli w ogóle, niestety wciąż się kojarzy : straszliwie wychudzonego, płaczącego, umierającego dziecka...To właśnie wtedy, w poł. lat 80-ych, po raz pierwszy usłyszałem o Etiopii : pamiętam z dzieciństwa te koszmarne obrazy płaczących matek z trupimi dziećmi na rękach, bo leciały na okrągło w reżimowej telewizji - skądinąd był to przykład bezczelnej, niesłychanie cynicznej komunistycznej propagandy, bo przedstawiano tą tragedię jako powstałą na skutek egoistycznej i nieczułej polityki bogatych krajów Zachodu ! Nikt wówczas, nie tylko u nas co zrozumiałe, ale także i tam nie wspominał o rzeczywistych sprawcach tego masowego mordu - wszyscy ulegli lewackiej histerii towarzyszącej gigantycznej akcji ''Live Aid'', jaką przedsięwziął dla ratowania głodujących ''pożyteczny idiota'' Bob Geldof [ pamiętacie hicior ''We are the world'' do zrzygania puszczany wtedy na liście Niedźwieckiego ? to obok ''Mydełka Fa'' jeden z koszmarów mego dzieciństwa...] : przykro mi, ale mam prawo tak go nazywać, bo jego inicjatywa, niewątpliwie szlachetna w intencjach, została przeprowadzona fatalnie - ogromne zebrane podczas niej pieniądze [ spektakularne koncerty na stadionach dla kilkudziesięcio- a nawet kilkusettysięcznych tłumów, donacje od gwiazd schowbizu etc. ] zostały rozkradzione przez reżim Mengistu, tudzież inne podejrzane indywidua i organizacje, przede wszystkim ONZ, który jest totalnie bandycką, złodziejską instytucją [ Zappa wprost nazwał ''Live Aid'' ''gigantyczną pralnią brudnych pieniędzy'', co zresztą wielu do dzisiaj nie może mu wybaczyć ], natomiast rzeczywiście potrzebującym dostały się z tego tylko ochłapy : a więc nie dość, że skazali na śmierć w głodowych męczarniach miliony ludzi, to jeszcze im za to bogaci kretyni z Zachodu świetnie się przy tym bawiąc przy gównianej muzyce, zapłacili !!! Szwindel jakich mało, żyć nie umierać, nic tylko zostać ludobójcą ! Obecnie Mengistu przebywa w Zimbabwe, gdzie uciekł na początku lat 90-ych, gdy jego dyktatura odcięta od radzieckiej pomocy rozpadła się jak domek z kart, korzystając z gościny towarzysza Mugabe, ex-komunisty, który również rozpierdolił swój, niegdyś kwitnący, kraj, eh... Po trwającym z kilkanaście lat procesie został w końcu w ojczyźnie skazany [ zaocznie ] na śmierć, i - ponoć - pije ostro, na pewno za kasę, którą w swej łaskawości zorganizował mu Geldof [ może więc razem wciągają teraz kreskę na imprezie ? ]. Tak więc na otarcie łez drodzy towarzysze i towarzyszki umieszczam poniżej dla was filmik, gdzie będziecie mogli zobaczyć cudownie surrealistyczne w afrykańskim krajobrazie, gigantyczne wizerunki ''klasyków'' Marksa-Engelsa-Lenina, uradować oczy widokiem ''walczącego o pokój'' [ i dlatego uzbrojonego po zęby ] czerwonego reżimu, a także mieć tą niepowtarzalną szansę usłyszenia ''Międzynarodówki'' po etiopsku [ a właściwie amharsku - chyba ] :
Cały ten wpis poczyniłem zaś dlatego, że w najbliższy czwartek o 21.15 na Ale Kino będzie miał premierę obraz etiopskiego reżysera Haile Gerimy ''Teza'' nagrodzony podczas poprzedniego festiwalu w Wenecji, opowiadający właśnie o opisanych przeze mnie powyżej wydarzeniach - kto ciekaw szczegółów, niech poszuka ich w opisie filmu zawartym w programie stacji. Ponieważ z oczywistych względów jeszcze go nie widziałem, więc niczego nie mogę gwarantować, poza tym ostrzegam, że rzecz trwa prawie 2 i pół godziny, ale jeśli kogokolwiek zdołałem zaintrygować tą historią, to rzecz konieczna do obejrzenia, ja w każdym razie zobaczę go na pewno ! A na zachętę trailer :
Jako pierwszy wspólny projekt znakomitego etiopskiego saksofonisty, prawdziwej tamtejszej [ i nie tylko ] legendy, Getatchewa Mekurii [ faceta, który grał free-jazz na długo przedtem, kiedy ''odkryto'' go w Ameryce ! ], i równie legendarnej, tyle że raczej w kręgach europejskiego ''undergroundu'', holenderskiej formacji post-punk-jazz-core'owo-i-cholera-wi-jeszcze-jakiej The Ex - ich występ w stolicy Etiopii Addis Abebie [ jakość obrazu, a zwłaszcza dźwięku nieszczególna - nagranie z telefonu - ale i tak słychać, że kawałek dobry, no a poza tym jak często macie możliwość zobaczyć występ punkowego zespołu w afrykańskim klubie - ?! ] :
Pragnę zwrócić uwagę szanownych czytelników, że pan Mekuria ma blisko 80 lat, co jak widać nie przeszkadza mu wcale znakomicie się czuć w towarzystwie hardcore'owców, i wespół z nimi całkiem przyjemnie grzać ! Kto chce, może przeczytać recenzję ich wspólnej płyty, zainteresowanym zaś etiopską muzyką polecam znakomitą serię ''Ethiopiques'' wydawaną zresztą też przez jakiegoś francuskiego [ex]punka : wywiad z gościem [ po angielsku ] tuu-taj.
Natomiast tu smaczek, na jaki przypadkiem natrafiłem - przykład popularnej etiopskiej muzyki z wczesnych [ na oko ] lat 60-ych [ nic specjalnego, ale za to oryginalne nagranie z ówczesnej etiopskiej tv ! a układ choreograficzny to dla mnie kosmos... ], brzmi to trochę jak afrykańskie Alibabki :
...tutaj zaś już współczesny pop : niejaka Abby Lakew - badziew, ale umieszczam to wyłącznie dlatego, że ze względu na jej, hm, walory, a też chyba i urodę można by ją nazwać ''etiopską Kasią Figurą'' [ oczywiście z jej najlepszych lat 80-ych ] :
Tyle muzyki [ chociaż obiecuję, że to nie koniec, i w przyszłości będę na pewno jeszcze sukcesywnie prezentował na blogu co ciekawsze jej przykłady stamtąd ], teraz co do samej Etiopii : zainteresowałem się nią chyba jeszcze w podstawówce, gdy natknąłem się przypadkiem w bibliotece na grube tomiszcze pt. ''Historia Etiopii'' - zaintrygowało mnie to, że dotąd w tej serii, wydawanej bodajże przez Ossolineum, ukazywały się dzieje krajów europejskich, ewentualnie azjatyckich o niezmiernie długiej i dość dobrze znanej przeszłości, a tu naraz tak obszerna książka, prawdziwa cegła, poświęcona jakiemuś afrykańskiemu państwu ! Historia tego kraju zafascynowała mnie z dwóch powodów : ta dawniejsza dlatego, że jest to kraj chrześcijański, ale nie jak większość afrykańskich ''świeżo'', lecz religia ta dotarła tam jeszcze w IV w. n.e. najprawdopodobniej z ówcześnie chrześcijańskiego Egiptu, i przetrwała katastrofę, jaką dla wschodniego chrześcijaństwa było powstanie i ekspansja islamu dzięki niedostępnemu, górzystemu ukształtowaniu Etiopii [ góry w jej centralnych rejonach, będących sercem Etiopii, są właściwie naturalnymi, niezdobytymi fortecami - ich zbocza stoją często niemal pod kątem prostym, wierzchołki zaś są płaskie ], co umożliwiło powstanie niesłychanie oryginalnej, swoistej, jedynej w swoim rodzaju kultury będącej połączeniem starożytnych elementów chrześcijańskich [ w wersji monofizyckiej ] i afrykańskich [ a także hinduskich, ormiańskich, europejskich, arabskich, czy nawet żydowskich - to przecież stamtąd wywodzą się czarni Żydzi - Felasze ! ] ; natomiast najnowsza ze względu na pokrewieństwo losów z naszym zakątkiem Europy tego wydawałoby się zupełnie obcego nam afrykańskiego kraju : Etiopia podobnie jak Polska padła ofiarą zarówno faszyzmu [ będąc w latach 30-ych przedmiotem ludobójczej agresji Włoch Mussoliniego, i mężnie się jej przeciwstawiając ], jak i komunizmu, bo niestety ta czerwona zaraza i tam dotarła pustosząc ją - w poł. lat 70-ych ubiegłego stulecia na skutek wojskowego puczu ustanowiona została tam komunistyczna junta płk. Mengistu Haile Mariama, który nieprzypadkiem zyskał sobie przydomek ''afrykańskiego Pol Pota'', po wymordowaniu politycznych przeciwników i rzeźi niepokornej inteligencji pod koniec tej dekady [ lata te są tam powszechnie znane jako okres ''czerwonego terroru'' ] postanowił na początku następnej w podzięce radzieckim towarzyszom za pomoc, jaką niezwykle hojnie go obdarzali [ zarówno w czołgach, samolotach i kałaszach, jak i przysyłając licznych ''specjalistów'' z KGB i Stasi, skutecznie przenoszących na afrykański grunt metody politycznego, państwowego terroru wypróbowane wcześniej w innych rejonach świata ], wdrożyć ich rozwiązania i przeprowadził kolektywizację rolnictwa, która dała taki sam efekt jak właśnie w ZSRR czy maoistowskich Chinach : potworny głód, nędzę i masowe ludobójstwo, z czego skutkami Etiopia boryka się do dziś - nie tylko materialnymi, ale też swoim wizerunkiem, obrazem jakim zaistniała wówczas w opinii świata, zwłaszcza zachodniego, i z którym, jeśli w ogóle, niestety wciąż się kojarzy : straszliwie wychudzonego, płaczącego, umierającego dziecka...To właśnie wtedy, w poł. lat 80-ych, po raz pierwszy usłyszałem o Etiopii : pamiętam z dzieciństwa te koszmarne obrazy płaczących matek z trupimi dziećmi na rękach, bo leciały na okrągło w reżimowej telewizji - skądinąd był to przykład bezczelnej, niesłychanie cynicznej komunistycznej propagandy, bo przedstawiano tą tragedię jako powstałą na skutek egoistycznej i nieczułej polityki bogatych krajów Zachodu ! Nikt wówczas, nie tylko u nas co zrozumiałe, ale także i tam nie wspominał o rzeczywistych sprawcach tego masowego mordu - wszyscy ulegli lewackiej histerii towarzyszącej gigantycznej akcji ''Live Aid'', jaką przedsięwziął dla ratowania głodujących ''pożyteczny idiota'' Bob Geldof [ pamiętacie hicior ''We are the world'' do zrzygania puszczany wtedy na liście Niedźwieckiego ? to obok ''Mydełka Fa'' jeden z koszmarów mego dzieciństwa...] : przykro mi, ale mam prawo tak go nazywać, bo jego inicjatywa, niewątpliwie szlachetna w intencjach, została przeprowadzona fatalnie - ogromne zebrane podczas niej pieniądze [ spektakularne koncerty na stadionach dla kilkudziesięcio- a nawet kilkusettysięcznych tłumów, donacje od gwiazd schowbizu etc. ] zostały rozkradzione przez reżim Mengistu, tudzież inne podejrzane indywidua i organizacje, przede wszystkim ONZ, który jest totalnie bandycką, złodziejską instytucją [ Zappa wprost nazwał ''Live Aid'' ''gigantyczną pralnią brudnych pieniędzy'', co zresztą wielu do dzisiaj nie może mu wybaczyć ], natomiast rzeczywiście potrzebującym dostały się z tego tylko ochłapy : a więc nie dość, że skazali na śmierć w głodowych męczarniach miliony ludzi, to jeszcze im za to bogaci kretyni z Zachodu świetnie się przy tym bawiąc przy gównianej muzyce, zapłacili !!! Szwindel jakich mało, żyć nie umierać, nic tylko zostać ludobójcą ! Obecnie Mengistu przebywa w Zimbabwe, gdzie uciekł na początku lat 90-ych, gdy jego dyktatura odcięta od radzieckiej pomocy rozpadła się jak domek z kart, korzystając z gościny towarzysza Mugabe, ex-komunisty, który również rozpierdolił swój, niegdyś kwitnący, kraj, eh... Po trwającym z kilkanaście lat procesie został w końcu w ojczyźnie skazany [ zaocznie ] na śmierć, i - ponoć - pije ostro, na pewno za kasę, którą w swej łaskawości zorganizował mu Geldof [ może więc razem wciągają teraz kreskę na imprezie ? ]. Tak więc na otarcie łez drodzy towarzysze i towarzyszki umieszczam poniżej dla was filmik, gdzie będziecie mogli zobaczyć cudownie surrealistyczne w afrykańskim krajobrazie, gigantyczne wizerunki ''klasyków'' Marksa-Engelsa-Lenina, uradować oczy widokiem ''walczącego o pokój'' [ i dlatego uzbrojonego po zęby ] czerwonego reżimu, a także mieć tą niepowtarzalną szansę usłyszenia ''Międzynarodówki'' po etiopsku [ a właściwie amharsku - chyba ] :
Cały ten wpis poczyniłem zaś dlatego, że w najbliższy czwartek o 21.15 na Ale Kino będzie miał premierę obraz etiopskiego reżysera Haile Gerimy ''Teza'' nagrodzony podczas poprzedniego festiwalu w Wenecji, opowiadający właśnie o opisanych przeze mnie powyżej wydarzeniach - kto ciekaw szczegółów, niech poszuka ich w opisie filmu zawartym w programie stacji. Ponieważ z oczywistych względów jeszcze go nie widziałem, więc niczego nie mogę gwarantować, poza tym ostrzegam, że rzecz trwa prawie 2 i pół godziny, ale jeśli kogokolwiek zdołałem zaintrygować tą historią, to rzecz konieczna do obejrzenia, ja w każdym razie zobaczę go na pewno ! A na zachętę trailer :
piątek, 4 września 2009
Buddyjscy ''fuhrerzy''.
Parę dni temu peregrynując po internecie przypadkiem znalazłem bardzo ciekawy tekst o Wojtusiu Eichelbergerze i sekciarskim duchu panującym w niektórych buddyjskich wspólnotach, gnojeniu tam ludzi, złotoustych guru o lepkich rękach uwodzących nieletnie etc. - rzecz tym bardziej godna uwagi, że nie pochodząca z portalu ''Frondy'' czy jakiegoś tabloidu, ale od człowieka z ''wewnątrz'' poważnie, jak należy traktującego nakazy buddyjskiej praktyki [ co bynajmniej nie oznacza, że dogmatycznie ! ] i dlatego oburzonego na liczne nadużycia wobec niej jakie mają miejsce wśród niektórych zwolenników tej doktryny. Takie teksty utwierdzają mnie tylko, że miałem rację trzymając się na dystans wobec polskich buddystów, i nie ufając Eichelbergerowi, Santorskiemu i całej reszcie tej ''buddyjskiej warszawki'', a to właśnie dlatego, że buddyzm jest mi niewątpliwie najbliższy, chociaż nie uważam się za buddystę, bo to sprawa praktyki [ ciężkiej, żmudnej i niebezpiecznej ] a nie deklaracji, z tym zaś u mnie raczej średnio. W każdym razie będąc nawet ''niedzielnym buddystą'' i tak jestem pod tym względem lepszy od ''średniej krajowej'', bo z tego co wiem i słyszę większość buddystów w tym kraju [ i nie tylko ] jawi się jako banda hipokrytów, erotomanów i głupich cip [ chociaż zdaję sobie sprawę, że mówiąc to krzywdzę wiele osób, ale to mniejszość, i niestety nie oni chyba nadają ton wspólnocie buddyjskiej ]. Polecam więc lekturę tego tekstu, również ze względu na wiele zawartych w nim smakowitych obyczajowych historii i ciekawych osobistych uwag, choćby na temat zachowań różnych samozwańczych guru-szmuru, tudzież źródeł mentalnego poddaństwa ich zwolenników.
Przy tej okazji natrafiłem też na książkę gościa, byłego buddyjskiego mnicha, opisującego w niej nieznany dotąd szerzej epizod haniebnej kolaboracji buddystów, zwłaszcza różnych sekt zen, w Japonii w czasie II Wojny Światowej z ludobójczym, militarystycznym reżimem, jaki tam wówczas panował - nie tylko nie sprzeciwiali się [ poza nielicznymi wyjątkami ] jego zbrodniom, ale wręcz je gorąco popierali i dostarczali uzasadnień dla szowinizmu i rasizmu, na jakim był oparty ! Buddyzm został tam wtedy wprzęgnięty w machinę państwowego terroru stanowiąc niemal jego ideową legitymizację - lektura fragmentu tej książki wprowadzającego w jej treść pozwoli rozwiać jakiekolwiek złudzenia w tym względzie. Umieszczam to wszystko tutaj właśnie dlatego, że ''jestem'' buddystą, bo wychodzę z założenia, że zanim zacznie się wypominać brud na czyimś podwórku, lepiej przedtem oczyścić gnój na swoim... co polecam zwłaszcza zarozumiałym ''olowcom'' oraz inszym, którzy często agresywnie nabijają się z katoli - tylu kołtunów co wśród was nie ma chyba nawet w radiu Maryja !
Znamienne, że buntowi młodzieży w latach 60-ych [ a przecież popularność buddyzmu na Zachodzie wzięła się właśnie z ówczesnej fali zainteresowania religiami Wschodu ], jej sprzeciwowi wobec wojny w Wietnamie, amerykańskiego imperializmu i kultury rodziców odbywającemu się pod pacyfistycznymi hasłami, patronowali nie tylko zbrodniarze z przeciwnego obozu [ Mao, ''boski'' Che ], ale też, jak się okazuje, [ex] faszyści i wojskowi nacjonaliści...
A jak jesteśmy przy różnych fałszywych guru, to na koniec polecam jeszcze jeden tekst, tego samego gościa co na początku, tym razem o Grotowskim - podobnie jak autor mam do niego ambiwalentny stosunek : z jednej strony podoba mi się w nim to, że w przeciwieństwie do kontrkulturowych rewolucjonistów i proroków nie głosił radykalnej dychotomii Dobra i Zła i zbudowania absolutnie czystej utopii Nowego na zgliszczach Starego [ za co zresztą był wyzywany przez nich od ''reakcjonistów'' ], bo po młodzieńczym, stalinowskim epizodzie w ZMP doskonale zdawał sobie sprawę, że takie pragnienie to prosta droga do zbrodni i żałosnego skurwienia się [ gdyż najdoskonalszą realizacją idealnego ustroju społecznego jest obóz koncentracyjny, a absolutna równość i sprawiedliwość jest możliwa tylko w zbiorowej mogile ] - nie, on jednoznacznie mówił, że życie ma dwa bieguny, i ten drugi - fałszu, zdrady, codziennego zła jakie wyrządzamy innym i sami doświadczamy - jest niezbędny, chodzi zaś tylko o to, by go zrównoważyć, nie dać się w nim całkowicie pogrążyć, mieć jakąś przeciwwagę ku temu. Z drugiej jednak coraz wyraźniej widać nieuprzedzonym i niezaślepionym okiem, że podjął się zadania, które stanowczo go przerosło rozpętując przy tym siły, które wyrządziły szkodę nie tylko jemu, ale przede wszystkim jego zwolennikom, o czym świadczy choćby tragiczny los jego fenomenalnego aktora Ryszarda Cieślaka [ którego pamiętam z roli w mało znanym, bo i słabym powiedzmy sobie szczerze, polskim filmie z lat 70-ych ''Rekolekcje'', gdzie prezentował się jak autentyczny, rodzimy odpowiednik Iggy'ego Popa ! ], ale o tym już szerzej w artykule powyżej.
p.s. dorzucam jeszcze jeden tekst z tej serii dotyczący Junga - ciekawe wnioski.
Przy tej okazji natrafiłem też na książkę gościa, byłego buddyjskiego mnicha, opisującego w niej nieznany dotąd szerzej epizod haniebnej kolaboracji buddystów, zwłaszcza różnych sekt zen, w Japonii w czasie II Wojny Światowej z ludobójczym, militarystycznym reżimem, jaki tam wówczas panował - nie tylko nie sprzeciwiali się [ poza nielicznymi wyjątkami ] jego zbrodniom, ale wręcz je gorąco popierali i dostarczali uzasadnień dla szowinizmu i rasizmu, na jakim był oparty ! Buddyzm został tam wtedy wprzęgnięty w machinę państwowego terroru stanowiąc niemal jego ideową legitymizację - lektura fragmentu tej książki wprowadzającego w jej treść pozwoli rozwiać jakiekolwiek złudzenia w tym względzie. Umieszczam to wszystko tutaj właśnie dlatego, że ''jestem'' buddystą, bo wychodzę z założenia, że zanim zacznie się wypominać brud na czyimś podwórku, lepiej przedtem oczyścić gnój na swoim... co polecam zwłaszcza zarozumiałym ''olowcom'' oraz inszym, którzy często agresywnie nabijają się z katoli - tylu kołtunów co wśród was nie ma chyba nawet w radiu Maryja !
Znamienne, że buntowi młodzieży w latach 60-ych [ a przecież popularność buddyzmu na Zachodzie wzięła się właśnie z ówczesnej fali zainteresowania religiami Wschodu ], jej sprzeciwowi wobec wojny w Wietnamie, amerykańskiego imperializmu i kultury rodziców odbywającemu się pod pacyfistycznymi hasłami, patronowali nie tylko zbrodniarze z przeciwnego obozu [ Mao, ''boski'' Che ], ale też, jak się okazuje, [ex] faszyści i wojskowi nacjonaliści...
A jak jesteśmy przy różnych fałszywych guru, to na koniec polecam jeszcze jeden tekst, tego samego gościa co na początku, tym razem o Grotowskim - podobnie jak autor mam do niego ambiwalentny stosunek : z jednej strony podoba mi się w nim to, że w przeciwieństwie do kontrkulturowych rewolucjonistów i proroków nie głosił radykalnej dychotomii Dobra i Zła i zbudowania absolutnie czystej utopii Nowego na zgliszczach Starego [ za co zresztą był wyzywany przez nich od ''reakcjonistów'' ], bo po młodzieńczym, stalinowskim epizodzie w ZMP doskonale zdawał sobie sprawę, że takie pragnienie to prosta droga do zbrodni i żałosnego skurwienia się [ gdyż najdoskonalszą realizacją idealnego ustroju społecznego jest obóz koncentracyjny, a absolutna równość i sprawiedliwość jest możliwa tylko w zbiorowej mogile ] - nie, on jednoznacznie mówił, że życie ma dwa bieguny, i ten drugi - fałszu, zdrady, codziennego zła jakie wyrządzamy innym i sami doświadczamy - jest niezbędny, chodzi zaś tylko o to, by go zrównoważyć, nie dać się w nim całkowicie pogrążyć, mieć jakąś przeciwwagę ku temu. Z drugiej jednak coraz wyraźniej widać nieuprzedzonym i niezaślepionym okiem, że podjął się zadania, które stanowczo go przerosło rozpętując przy tym siły, które wyrządziły szkodę nie tylko jemu, ale przede wszystkim jego zwolennikom, o czym świadczy choćby tragiczny los jego fenomenalnego aktora Ryszarda Cieślaka [ którego pamiętam z roli w mało znanym, bo i słabym powiedzmy sobie szczerze, polskim filmie z lat 70-ych ''Rekolekcje'', gdzie prezentował się jak autentyczny, rodzimy odpowiednik Iggy'ego Popa ! ], ale o tym już szerzej w artykule powyżej.
p.s. dorzucam jeszcze jeden tekst z tej serii dotyczący Junga - ciekawe wnioski.
niedziela, 30 sierpnia 2009
''Złowroga głowa Knuta'' - aneks.
''Jumi'' na stronie ''życia Kielc'' słusznie zwrócił mi uwagę, zasadniczo zgadzając się ze mną, że zapomniałem w kontekście całej tej sprawy być może o najważniejszym : miejscu, gdzie te wszystkie popiersia stoją. Rzeczywiście, umieszczenie podobizn niektórych przynajmniej postaci na skwerze poświęconym Szarym Szeregom jest skandalem, obrazą pamięci ich członków będących często ofiarami nie tylko terroru nazistów, ale i - o czym często się zapomina - komunistów. Poza tym, patrząc teraz na mój tekst z perspektywy paru dni już chłodniejszym okiem [ bo nie będę ukrywał, że pisząc go byłem lekko wk....] zauważyłem, że paradoksalnie nie dość jasno chyba i nie wprost na pewno wyłożyłem w nim tezę, która za nim stała, a brzmi ona :
nie mamy prawa protestować z powodu pomników nazistów, skoro zgadzamy się na istnienie takich samych komunistów
więc albo usuwając, lub nie dopuszczając do powstania tych poświęconym faszystom zróbmy to samo z tymi komuchom, albo też stawiajmy je jednym jak i drugim a nie wszczynajmy z tego powodu obłudnych afer !
Wracając do tekstu ''jumiego'' : polecam zwłaszcza lekturę przytoczonych tam wypowiedzi prof. Żaka z audycji w radiu Kielce - Pan Profesor najwyraźniej nie dostrzega elementarnej różnicy między zrozumieniem motywów działania pewnych ludzi a ich akceptacją. Ciekaw jestem, czy byłby równie wyrozumiały wobec najgłośniejszego polskiego kolaboranta [ co nie znaczy, że największego, bo ci akurat woleli raczej drugą stronę...] Emila Skiwskiego, redagującego w latach 44/45 gadzinowe pismo ''Przełom'', tym bardziej, że powodował nim jak się zdaje nie tyle antysemityzm, ile antykomunizm [ którego nabawił się oglądając ciała pomordowanych w Katyniu oficerów ]. Tego jednak, jestem o tym przekonany, pan Żak nie wybaczy nigdy, bo to grzech najcięższy ze wszystkich, zwłaszcza wtedy, gdy ''zoologiczny'' tzn. konsekwentny - i dlatego np. Józef Mackiewicz nigdy nie będzie miał w Kielcach pomnika, a już na pewno nie z rekomendacji Pana Profesora ! Rozbawiło mnie wielce jego tłumaczenie motywów Hamsuna - wynika z tego ni mniej ni więcej, że kolaborował z nazistami dlatego, że był takim... ''pre-ekologiem'' ! - to tak, jakby ktoś uzasadniał sympatię wobec Hitlera swoim wegetarianizmem... Ręce opadają, no ale czego spodziewać się po ''kieleckim autorytecie'' ? - Już samo w sobie to sformułowanie brzmi jak obraźliwy epitet...
Poza tym ja też nie lubię muzyki Pendereckiego, zarówno tej awangardowej, jak i zwłaszcza późniejszej, neo- czy post-romantycznej [ nadętej i ciężkiej jak mogą być tylko niemieckie, wagnerowskie kluchy, na których się wzoruje ], i nie cenię Picassa, nie uważam bynajmniej, by był on jakimś wielkim artystą, natomiast uwielbiam Strawińskiego [ na którym zaczyna się dla mnie, tak jak dla wielu kończy, ''art music'', i którego, dodajmy, w żaden sposób nie można nazwać wykreowanym przez postępowe elity zerem, wręcz przeciwnie : taki choćby Adorno odsądzał go od czci za jego nawiązania do muzycznej tradycji i ostro przeciwstawiał - bardzo arbitralnie, jak dzisiaj to widać - ''słusznemu'', bo ''awangardowemu'' Schonbergowi ], dlatego nieprzyjemnie mnie zaskoczyły jego antypolskie wypowiedzi, które przytoczył ''jumi''. No, ale jeśli chodzi akurat o ruski szowinizm, to nikt chyba pod tym względem nie przebije Dostojewskiego ! Dlatego będę się upierał, że większość znajdujących się w tej alei postaci zasługuje na upamiętnienie, chociaż oczywiście nie w tym miejscu, co do tego zgoda.
Przy okazji całej tej afery przypomniałem sobie o filmiku rejestrującym akcję, jaką dobre parę lat temu zorganizowała grupa znajomych [ a właściwie znajomych znajomych ] właśnie na tym skwerze, ''profanacji'' znajdujących się tam łbów - szczerze mówiąc takie to sobie, ale w tym kontekście nabiera nieoczekiwanego i całkiem aktualnego znaczenia, tym bardziej że, jak się okazuje, wiele z tych postaci rzeczywiście miało mocno czerwone nochale...
Na koniec chciałbym bardzo gorąco i serdecznie podziękować pani red. Lidii Cichockiej za to, że w ten oto dość nietypowy sposób zachęciła mnie do zapoznania się z twórczością norweskiego pisarza, z którą dotąd nie miałem tego szczęścia, i na pewno bym nie miał nadal, gdyby nie jej artykuł : w minionym już tygodniu nie zdążyłem, ale w tym na pewno popędzę do biblioteki wojewódzkiej, żeby wypożyczyć jakąś jego książkę [ o ile jeszcze jakaś będzie...], zaintrygował mnie, szczególnie w świetle wypowiedzi prof. Żaka, tytuł jednej z nich tam dostępnych : ''Błogosławieństwo ziemi'' - jestem przekonany, że po jej przeczytaniu zostanę ''ekologicznym nazistą'' dążącym do eksterminacji wszystkich zapaskudzających swą obecnością Matkę Ziemię nie - Aryjczyków, boć przecie już sam Karol Marks stwierdził, że : ''pieniądz jest tym żarliwym bogiem Izraela, wobec którego żaden inny bóg ostać się nie może [...] pozbawił on zatem cały świat - świat ludzi jak i przyrodę - jego właściwej wartości'', dlatego ''pogląd na przyrodę, zrodzony pod panowaniem własności prywatnej i pieniądza - to prawdziwa pogarda, faktyczne poniżenie przyrody, która wprawdzie istnieje w religii żydowskiej, ale tylko w urojeniu'' [ ! ] . Tak więc jeszcze raz składam dzięki na ręce pani redaktor, i Pana Profesora rzecz jasna też, w imieniu swoim i pewnie nie tylko - być może nawet w uznaniu zasług w popularyzacji w Kielcach twórczości Knuta Hamsuna należałoby założyć tutaj jakiś jego fanklub ''im. red. Lidii Cichockiej'' - ?!
p.s przywołanie Marksa nasunęło mi jeszcze jeden szatański pomysł - dlaczego ta świetlana postać nie ma tutaj swojego pomnika [ zwłaszcza w tak antysemickim przecież mieście jak Kielce ] ?! Toż to skandal !!! Dlatego rzucam hasło : kielczanie - idźmy na całość ! Wznieśmy monumenty poświęcone Karolowi M., Engelsowi, Włodzimierzowi Iljiczowi, Hitlerowi [ też przecież socjalista, tyle że narodowy, i zaszczycił nas nawet swoją obecnością ], Stalinowi, Pol Potowi, Mao, Himmlerowi, Felkowi Dzierżyńskiemu [ rodak ! i to jeden z niewielu, którym się udało odcisnąć, a nawet rzekłbym wypalić piętno na dziejach świata, a tak niedoceniany...], Bermanowi [ dalibyśmy w ten sposób dowód, że już pozbyliśmy się antysemityzmu, skoro honorujemy tak postać, która odegrała znaczącą rolę w dziejach naszego kraju, szczególnie w ich okresie stalinowskim ], Hansowi Frankowi [ który twardą, gospodarską ręką zaprowadzał tu porządek wśród tępych, anarchistycznych mieszkańców będąc w ten sposób prekursorem UE ], Czyngiz-chanowi, Tutanchamonowi, Ramzesowi II, Katarzynie Wielkiej [ jako symbolowi kobiety władczej i wyzwolonej ] i jej koniowi z którym - ponoć - się pierd... - ''Caryca i jej ogier'' : czyż to nie wspaniały pomysł ? Zwłaszcza, gdyby jeszcze po wrzuceniu monety uruchamiałby się w tym pomniku mechanizm poruszający, przy wtórze emitowanych z ukrytego głośnika odpowiednich odgłosów, pewną jego część... Dzięki temu Kielce mogłyby się nawet znaleźć w awangardzie postępu, bo zoofile, nie tylko kieleccy ale z całej Polski, a pewnie i świata, mogliby zaczynać pod nim swoje ''parady równości'' w ramach słusznych postulatów tolerancji i równouprawnienia, kończące się rytualnym rżnięciem w zad pomniku dzika, a przesławne hasło ''don't give up, you are in Kielce !'' nabrałoby wtedy nowego i jakże intrygującego znaczenia, stając się może nawet ich naczelnym zawołaniem i hymnem !?
nie mamy prawa protestować z powodu pomników nazistów, skoro zgadzamy się na istnienie takich samych komunistów
więc albo usuwając, lub nie dopuszczając do powstania tych poświęconym faszystom zróbmy to samo z tymi komuchom, albo też stawiajmy je jednym jak i drugim a nie wszczynajmy z tego powodu obłudnych afer !
Wracając do tekstu ''jumiego'' : polecam zwłaszcza lekturę przytoczonych tam wypowiedzi prof. Żaka z audycji w radiu Kielce - Pan Profesor najwyraźniej nie dostrzega elementarnej różnicy między zrozumieniem motywów działania pewnych ludzi a ich akceptacją. Ciekaw jestem, czy byłby równie wyrozumiały wobec najgłośniejszego polskiego kolaboranta [ co nie znaczy, że największego, bo ci akurat woleli raczej drugą stronę...] Emila Skiwskiego, redagującego w latach 44/45 gadzinowe pismo ''Przełom'', tym bardziej, że powodował nim jak się zdaje nie tyle antysemityzm, ile antykomunizm [ którego nabawił się oglądając ciała pomordowanych w Katyniu oficerów ]. Tego jednak, jestem o tym przekonany, pan Żak nie wybaczy nigdy, bo to grzech najcięższy ze wszystkich, zwłaszcza wtedy, gdy ''zoologiczny'' tzn. konsekwentny - i dlatego np. Józef Mackiewicz nigdy nie będzie miał w Kielcach pomnika, a już na pewno nie z rekomendacji Pana Profesora ! Rozbawiło mnie wielce jego tłumaczenie motywów Hamsuna - wynika z tego ni mniej ni więcej, że kolaborował z nazistami dlatego, że był takim... ''pre-ekologiem'' ! - to tak, jakby ktoś uzasadniał sympatię wobec Hitlera swoim wegetarianizmem... Ręce opadają, no ale czego spodziewać się po ''kieleckim autorytecie'' ? - Już samo w sobie to sformułowanie brzmi jak obraźliwy epitet...
Poza tym ja też nie lubię muzyki Pendereckiego, zarówno tej awangardowej, jak i zwłaszcza późniejszej, neo- czy post-romantycznej [ nadętej i ciężkiej jak mogą być tylko niemieckie, wagnerowskie kluchy, na których się wzoruje ], i nie cenię Picassa, nie uważam bynajmniej, by był on jakimś wielkim artystą, natomiast uwielbiam Strawińskiego [ na którym zaczyna się dla mnie, tak jak dla wielu kończy, ''art music'', i którego, dodajmy, w żaden sposób nie można nazwać wykreowanym przez postępowe elity zerem, wręcz przeciwnie : taki choćby Adorno odsądzał go od czci za jego nawiązania do muzycznej tradycji i ostro przeciwstawiał - bardzo arbitralnie, jak dzisiaj to widać - ''słusznemu'', bo ''awangardowemu'' Schonbergowi ], dlatego nieprzyjemnie mnie zaskoczyły jego antypolskie wypowiedzi, które przytoczył ''jumi''. No, ale jeśli chodzi akurat o ruski szowinizm, to nikt chyba pod tym względem nie przebije Dostojewskiego ! Dlatego będę się upierał, że większość znajdujących się w tej alei postaci zasługuje na upamiętnienie, chociaż oczywiście nie w tym miejscu, co do tego zgoda.
Przy okazji całej tej afery przypomniałem sobie o filmiku rejestrującym akcję, jaką dobre parę lat temu zorganizowała grupa znajomych [ a właściwie znajomych znajomych ] właśnie na tym skwerze, ''profanacji'' znajdujących się tam łbów - szczerze mówiąc takie to sobie, ale w tym kontekście nabiera nieoczekiwanego i całkiem aktualnego znaczenia, tym bardziej że, jak się okazuje, wiele z tych postaci rzeczywiście miało mocno czerwone nochale...
Na koniec chciałbym bardzo gorąco i serdecznie podziękować pani red. Lidii Cichockiej za to, że w ten oto dość nietypowy sposób zachęciła mnie do zapoznania się z twórczością norweskiego pisarza, z którą dotąd nie miałem tego szczęścia, i na pewno bym nie miał nadal, gdyby nie jej artykuł : w minionym już tygodniu nie zdążyłem, ale w tym na pewno popędzę do biblioteki wojewódzkiej, żeby wypożyczyć jakąś jego książkę [ o ile jeszcze jakaś będzie...], zaintrygował mnie, szczególnie w świetle wypowiedzi prof. Żaka, tytuł jednej z nich tam dostępnych : ''Błogosławieństwo ziemi'' - jestem przekonany, że po jej przeczytaniu zostanę ''ekologicznym nazistą'' dążącym do eksterminacji wszystkich zapaskudzających swą obecnością Matkę Ziemię nie - Aryjczyków, boć przecie już sam Karol Marks stwierdził, że : ''pieniądz jest tym żarliwym bogiem Izraela, wobec którego żaden inny bóg ostać się nie może [...] pozbawił on zatem cały świat - świat ludzi jak i przyrodę - jego właściwej wartości'', dlatego ''pogląd na przyrodę, zrodzony pod panowaniem własności prywatnej i pieniądza - to prawdziwa pogarda, faktyczne poniżenie przyrody, która wprawdzie istnieje w religii żydowskiej, ale tylko w urojeniu'' [ ! ] . Tak więc jeszcze raz składam dzięki na ręce pani redaktor, i Pana Profesora rzecz jasna też, w imieniu swoim i pewnie nie tylko - być może nawet w uznaniu zasług w popularyzacji w Kielcach twórczości Knuta Hamsuna należałoby założyć tutaj jakiś jego fanklub ''im. red. Lidii Cichockiej'' - ?!
p.s przywołanie Marksa nasunęło mi jeszcze jeden szatański pomysł - dlaczego ta świetlana postać nie ma tutaj swojego pomnika [ zwłaszcza w tak antysemickim przecież mieście jak Kielce ] ?! Toż to skandal !!! Dlatego rzucam hasło : kielczanie - idźmy na całość ! Wznieśmy monumenty poświęcone Karolowi M., Engelsowi, Włodzimierzowi Iljiczowi, Hitlerowi [ też przecież socjalista, tyle że narodowy, i zaszczycił nas nawet swoją obecnością ], Stalinowi, Pol Potowi, Mao, Himmlerowi, Felkowi Dzierżyńskiemu [ rodak ! i to jeden z niewielu, którym się udało odcisnąć, a nawet rzekłbym wypalić piętno na dziejach świata, a tak niedoceniany...], Bermanowi [ dalibyśmy w ten sposób dowód, że już pozbyliśmy się antysemityzmu, skoro honorujemy tak postać, która odegrała znaczącą rolę w dziejach naszego kraju, szczególnie w ich okresie stalinowskim ], Hansowi Frankowi [ który twardą, gospodarską ręką zaprowadzał tu porządek wśród tępych, anarchistycznych mieszkańców będąc w ten sposób prekursorem UE ], Czyngiz-chanowi, Tutanchamonowi, Ramzesowi II, Katarzynie Wielkiej [ jako symbolowi kobiety władczej i wyzwolonej ] i jej koniowi z którym - ponoć - się pierd... - ''Caryca i jej ogier'' : czyż to nie wspaniały pomysł ? Zwłaszcza, gdyby jeszcze po wrzuceniu monety uruchamiałby się w tym pomniku mechanizm poruszający, przy wtórze emitowanych z ukrytego głośnika odpowiednich odgłosów, pewną jego część... Dzięki temu Kielce mogłyby się nawet znaleźć w awangardzie postępu, bo zoofile, nie tylko kieleccy ale z całej Polski, a pewnie i świata, mogliby zaczynać pod nim swoje ''parady równości'' w ramach słusznych postulatów tolerancji i równouprawnienia, kończące się rytualnym rżnięciem w zad pomniku dzika, a przesławne hasło ''don't give up, you are in Kielce !'' nabrałoby wtedy nowego i jakże intrygującego znaczenia, stając się może nawet ich naczelnym zawołaniem i hymnem !?
piątek, 28 sierpnia 2009
Afera ''głowy Knuta''.
Kielce to magiczne miasto. Nie tylko znane już w Polsce, a może i w szerokim świecie ze swoich odjechanych, psychodelicznych wręcz pomników - mamy przecież tablice przykazań na Kadzielni, pomnik dzika, ofiar 11 września, a także ''pogromu'', który tak naprawdę był komunistyczną zbrodnią, to zaś co ma upamiętniać to smutne wydarzenie przypomina... powiedzmy, że pewien specyficzny dość ''obiekt użyteczności publicznej'', z którym doskonale komponuje się stojący po drugiej stronie ulicy pomnik Unii Europejskiej : o tym ostatnim dowiedziałem się ze zdumieniem niedawno, gdyż wcześniej brałem to za przykład skandalicznego niechlujstwa, jakby ktoś nieopatrznie zostawił resztki po jakiejś budowie, dwa wybrakowane kloce betonu w samym centrum miasta... [ jakiś czas temu wpadliśmy ze znajomymi na pomysł jeszcze jednego pomnika, który stanowiłby godne zwieńczenie tej kosmicznej serii : gigantyczny POMNIK WĄSA - prezydentowi Lubawskiemu ku rozwadze niniejszym poddaję ] Ale nie tylko pomniki wprawiają w tym mieście w zdumienie i nie o nich chciałem tu mówić, ale o zdumiewających zdarzeniach, które tutaj mają jakże często miejsce - ot, choćby parę dni temu widzę na pierwszej stronie ''Echa'' dużymi, tłustymi czcionkami wybity tytuł : ''Wielbił Hitlera, teraz stanie na cokole ?'', zaintrygowany zajrzałem więc do artykułu poniżej, i dowiedziałem się, że chodzi o Knuta Hamsuna, norweskiego pisarza noblistę, a raczej o jego popiersie, które ma stanąć na skwerze Szarych Szeregów między parkiem a Kadzielnią, co autorka tekstu uznała za skandal jako że literat ten rzeczywiście był mocno zaangażowany w popieranie Adolfa i nazizmu [ tak na marginesie dowiedziałem się przy tej okazji, że groziła za to Hamsunowi kara śmierci, zamieniona tylko ze względu na jego już podeszły wiek na konfiskatę mienia i dożywotni dozór psychiatryczny [ ! ], natomiast skazano za to samo także jego żonę i syna, i to na kilka lat obozu koncentracyjnego ! od razu przyszło mi na myśl, co by było, gdyby w ten sam sposób ukarano za popieranie Lenina lub Stalina i sławienie komunizmu jakiegoś znanego artystę czy intelektualistę... do dziś uchodziłby za męczennika, obrońcę ''wolności'' i ''demokracji'' jak jakiś Allende czy inny Che-dolf ], zaś w dzisiejszym tzn. piątkowym ''Echu'' gazeta ta dumnie doniosła o ''sukcesie'' swojej kampanii [ bo i kielczan zaangażowano w to zachęcając ich do oddawania głosów w tej sprawie na forum i telefonicznie ] pod wymownym tytułem : ''Nie będzie w Kielcach popiersia piewcy nazizmu'', co, dodajmy, uniemożliwił sam prezydent Lubawski, właśnie co z urlopu powracając, i jak widać przywracając porządek w mieście [ z czego płynie oczywisty wniosek, że dla istnienia porządku w Kielcach istnienie pana Lubawskiego jako prezydenta jest konieczne ]. Przyznam, że cała ta ''afera'' wprawiła mnie w lekkie zdumienie [ żeby nie określić dosadniej ] i konsternację, ponieważ mój wewnętrzny, wyjątkowo złośliwy, demon podpowiadał mi, że gdyby przepatrzeć życiorysy postaci, których popiersia umieszczono na tym skwerze, pewnie co najmniej połowa, o ile nie więcej, nie mogłaby się tam z różnych powodów w ogóle znaleźć, postanowiłem więc zweryfikować to jakże plugawe przypuszczenie, i udałem się w tym celu po południu na rzeczony skwer. Już przy samym wejściu, od strony parku, doznałem szoku : plejadę ''szacownych głów'' otwiera oblicze Picassa, do którego przecież jak ulał pasowałoby miano ''piewcy komunizmu'' ! A dalej jest tylko gorzej... Dlaczego zamyka z kolei [ lub otwiera z drugiej strony jak kto woli ] ten długi szereg popiersi Stanisław Lem, wybitny prozaik [ podobnie jak Hamsun ], ale zaangażowany mocno w popieranie stalinowskiego reżimu w Polsce ? Co porabia wśród nich Xawery Dunikowski, po wojnie twórca pomników ''wyzwolicieli'' z Armii Czerwonej [ zasługujących na to miano tak samo jak Wermacht w '41 r. ], ''uhonorowany'' orderem ''budowniczego Polski Ludowej'' w '49 r. ? A Hasior - twórca pomnika poświęconego ''utrwalaczom władzy ludowej'' na Podhalu [ nie chodziło bynajmniej o Janosika...] ? Jakoś nie słyszałem, by umieszczenie popiersi tych panów wzbudzało jakieś kontrowersje, nikt nie wszczynał z tego powodu żadnych awantur, ciekawe czemu... Jeśli zaś chodzi o samych ''faszystów'', to co w takim razie robią tam popiersia, czy raczej głowy Salvadora Dali czy Bergmana ?! Ten pierwszy, przypomnę, poparł reżim gen. Franco, który wprawdzie mimo dorobionej mu przez międzynarodową lewicę gęby ''faszysty'' nie był nim, ale jedną z istotnych, popierających go sił byli hiszpańscy, faszyzujący niewątpliwie Falangiści, a na arenie międzynarodowej Mussolini i Hitler [ tak jak przeciwny obóz Stalin i ZSRR ], którego oblicze zresztą umieścił na jednym ze swoich obrazów właśnie Dali, co było powodem awantury i jego zerwania z pozostałymi surrealistami, ostro dryfującymi wówczas w drugą [ ? ] stronę, jak choćby Louis Aragon, który posunął się do pisania wierszy wysławiających sowiecką bezpiekę [ to tak, jakby jakiś poeta postanowił napisać poemat na cześć Gestapo albo SS ! ]. Jeśli zaś chodzi o Bergmana, to wystarczy zajrzeć do jego znakomitej autobiografii ''Laeterna magica'', gdzie zupełnie otwarcie pisze o swojej młodzieńczej fascynacji Hitlerem, którego gorącym zwolennikiem pozostał do końca wojny odrzucając wszystkie informacje o nazistowskim ludobójstwie i obozach śmierci jako ''aliancką propagandę'' [ skąd my to znamy ? ], i swoim szoku, gdy w końcu dotarło do niego, że to jednak była prawda... Pytam więc : jak to się stało, że tak światłe grono jak komisja zatwierdzająca typy twórców, którzy staną na skwerze Szarych Szeregów, a w której zasiadają przecież takie wybitne kieleckie autorytety, w dodatku tak zasłużone w walce z zakorzenionym tu antysemityzmem, jak Jerzy Daniel czy prof. Żak, mogła w ogóle dopuścić do tego niewątpliwego zaszczytu, jakim jest uwiecznienie ich obliczy na kieleckim skwerze, takie niegodne tego faszystowskie miernoty ?! A przecież nie chodzi tylko o politykę : jak się domyślam cel całego przedsięwzięcia jest edukacyjny, coby mieszkańcy, zwłaszcza młodsi mogli się dowiedzieć o różnych znamienitych rodakach oraz inszych i brać z nich przykład. Co więc w takim razie robi wśród nich Jimi Hendrix ?! Jebaka i narkoman, facet, który publicznie, na oczach tysięcy ludzi kopulował na koncercie z własną gitarą, którą następnie podpalił i roztrzaskał o scenę [ nihilista ! ] - ?! Nie wspominając już o prawdziwej galerii pederastów : Szymanowskim, Gombrowiczu, Warholu... Chociaż to akurat ostatnio jest raczej cool a nawet w modzie, więc może w takim razie kieleccy homoseksualiści powinni oddawać im cześć spotykając się uroczyście pod ich popiersiami, a ''Gabinet'' zacznie promować ''kulturę wysoką'' i zamiast pedalskiego disco będą tam puszczać ''Mity'' albo ''Harnasi'' ? Hmm... Na koniec, pokrótce i już zupełnie serio, moje rzeczywiste stanowisko w tej sprawie, aby nie było niedomówień : nie twierdzę bynajmniej, że osiągnięcia artystyczne czy intelektualne, jakiekolwiek by one nie były, mogły unieważniać różnorakie podłości polityczne czy prywatne zasłużonych w innych dziedzinach ludzi. Jeśli np. Szymborska, lub Miłosz, lub Hamsun właśnie czy Heidegger sprostytuowali się mocno w pewnym okresie swojego życia, a tak przecież było, to powinniśmy o tym pamiętać, aby mieć pełny ich obraz i oddać im sprawiedliwość [ a nie zakrzykiwać histerycznie tych, którzy o tym przypominają, jak to się działo choćby w przypadku naszych noblistów ]. Ale też nie uważam, aby te niegodziwości mogły unieważniać ich dokonania, o ile oczywiście były one realne - skoro z perspektywy widać wyraźnie, że dany twórca czy naukowiec był obdarzony prawdziwym talentem, a nie tylko wyniesionym z powodów czysto koniunkturalnych lub ideologicznych zerem, i jego dzieło przetrwało próbę czasu, to dlaczego mamy odrzucać cały jego dorobek ?! Żeby to zilustrować podam dwa przykłady z osobistego doświadczenia : jednym z moich ulubionych twórców jest Gottfried Benn, poeta i pisarz, którego eseje wydane parę lat temu po polsku w tomie pt. ''Po nihiliźmie'' są jedną z najlepszych rzeczy jakie w ogóle czytałem, a który gorąco poparł Hitlera i nazistów po dojściu przez nich do władzy - wprawdzie później napisał świetny paszkwil na III Rzeszę, ale to było dopiero podczas wojny, natomiast wcześniej to sami naziści mu podziękowali, bowiem był ekspresjonistą, to zaś nie odpowiadało konserwatywnemu pod tym względem Hitlerowi [ chociaż w innych dziedzinach było on prawdziwym rewolucjonistą...]. Ponieważ jestem antynazistą, jestem także antykomunistą : interesuję się trochę muzyką [ rzeczywiście ] współczesną - moim ulubionym kompozytorem jest Iannis Xenakis, Grek żyjący i tworzący we Francji, który skomponował co najmniej kilka utworów, które rozkładają mnie na łopatki np. jego utwór ''Shaar'' z '82 r. jest najlepszą rzeczą jaką dotąd słyszałem i chyba usłyszę już w swoim życiu, a początek choćby innej jego kompozycji, ''Jonhaies'' polecam tym wszystkim, którzy pieprzą, że w muzyce współczesnej brak pięknych melodii lub sądzą, że jedyni wybitni współcześni twórcy to ''ich troje'', czyli Penderecki, Górecki i Kilar ; a przecież Xenakis był wg dzisiejszych standardów prawdziwym komunistycznym terrorystą, walczącym po stronie ''czerwonych'' w toczącej się w Grecji pod koniec lat 40- ych krwawej wojnie domowej - przy konstruowaniu bomby ładunek eksplodował mu w rękach, cudem przeżył, ale stracił dłoń, miał sparaliżowaną połowę twarzy i szklane oko, później musiał uciekać do Francji bo w ojczyźnie skazano go na karę śmierci, cholera wie co tam robił. Jego ''zaangażowanie'' polityczne, któremu na dodatek pozostał właściwie wierny do końca życia, budzi oczywiście moją najwyższą odrazę, czy jednak mam z tego powodu mówić, że jego twórczość mnie ''nie zachwyca, skoro zachwyca'' ?! Powiedzmy to sobie szczerze : gdybyśmy z pobudek moralnych mieli odrzucić i skazać na zapomnienie twórczość artystów i myślicieli, trzeba by zniszczyć większość zbiorów muzealnych i spustoszyć biblioteki, a w filharmoniach nie byłoby za bardzo co i komu wykonywać, bo np. taki Wagner... a Herbert von Karajan... eh - I można by tak bez końca, sięgając coraz dalej w przeszłość, np. czy mamy prawo kwestionować naukowy geniusz Newtona, dlatego że prywatnie nie był, mówiąc baardzo oględnie, zbyt ciekawą postacią, fanatycznym antytrynitarzem niemal patologicznie nienawidzącym katolików, z lubością oddającym się lekturze propagandowych protestanckich broszur opisujących z detalami tortury jakim poddawani byli księża i zakonnice w Anglii za panowania Henryka VIII i jego córki Elżbiety ? Albo Einsteina, który zachował się wyjątkowo podle w stosunku do swojej ciężko chorej na raka żony, zostawiając ją w tym czasie dla młodszej kobiety ? Zapewniam, że gdyby komuś się chciało i miał dostęp do odpowiednich źródeł, mógłby przy grzebaniu w życiorysach różnych pomnikowych [ wydawałoby się ] postaci znaleźć wiele tego typu plugawych, skrzętnie pomijanych w oficjalnych biogramach i zaskakujących niejednokrotnie szczegółów. Na tym kończę, bo muszę zabrać się za lekturę Hamsuna, do czego i państwa zachęcam.
wtorek, 11 sierpnia 2009
Cmok, cmok !

Władymirowi Władymiryczowi nawet koń je z ręki...
Boże, on jest prawie jak jakiś syberyjski Rambo ! Na pewno poraża tam tymi promieniotwórczymi okularami jakiś ukrytych w tajdze lub stepie ''terrorystów'' - w przerwach oczywiście między dymaniem mongolskich kucyków... A ja wiele bym dał, by zobaczyć jak doi obfitą przecież mleczarnię frau Merkel !
W każdym razie dementuję ohydną plotkę, że ''car KGB'' bije konia - nic podobnego, on jest dobrym władcą : jak coś mu nie pasuje, po prostu tylko po cichu skręca mu kark...
Brunatni z wierzchu, czerwoni w środku.
Nie tak dawno obchodzono kolejną rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego : nie zamierzam włączać się tu w spór o sensowność tego przedsięwzięcia, bo zbyt mało o tym wiem, a brak mi [ w przeciwieństwie, takie odnoszę wrażenie, do większości zabierających głos w tej sprawie ] na tyle bezczelności, by wypowiadać autorytatywnie banały na ten temat [ kto ciekaw, niech przeczyta, co Wildstein o tym pisze ], natomiast pragnę umieścić tu krótki cytat, pasujący na tę okoliczność jak ulał, pochodzący z książki ''Rewolucja konserwatywna w Niemczech 1918 - 33'' będącej wyborem tekstów czołowych przedstawicieli tego mało u nas znanego niestety, a niezwykle interesującego ówczesnego ruchu politycznego, czy raczej ideologicznego, a konkretnie z zamieszczonego tam eseju głównego teoretyka ''narodowego bolszewizmu'' [ dość marginalnego, ale wpływowego nurtu na scenie politycznej Weimaru, będącego jak sama jego nazwa wskazuje syntezą nacjonalizmu i komunizmu : dość powiedzieć, że przez pewien czas, a właściwie do końca, pozostawał pod jego wpływem sam dr. Goebbels, którego zaciekły antysemityzm, co warto podkreślić, nie wynikał bynajmniej z pobudek rasistowskich [ gdyż to uważał za mrzonki ! ], lecz... socjalistycznych, bowiem, jak się wyraził, ''każdy konsekwentny socjalista musi być antysemitą, gdyż Żyd jest inkarnacją kapitalizmu'' ] Ernsta Niekischa pt. ''Prawo Poczdamu'' [ czyli Prus, rozumianych tu jako synonim państwa totalnego, totalizmu ] :
''Z pewnością - gdyż sprawy znajdują się w biegu - pewnego dnia spiętrzą się radykalnie napięcia między Niemcami a Rosją. Dojdzie do walk o przywództwo w obrębie wschodniego kręgu kultury i władzy, jakie do tej pory toczyli ze sobą Niemcy i Francuzi. Wisła stanie się Renem wschodu, Warszawa Strasburgiem, Polska skąpaną we krwi Burgundią, sporną Alzacją. Ale będą to walki konkurujących przeciwników w obrębie tego samego kręgu kulturowego - a niezależnie od tego, jak przebiegać będą, ów krąg kulturowy trwać będzie pod znakiem Poczdamu [ tzn. - przypomnę jeszcze raz - totalizmu ], jak umierający zachód trwał pod znakiem Rzymu i Paryża, który przejął jego dziedzictwo.''
Prorocze słowa - a pisane w 1931 r. : wszystko się spełniło, zwłaszcza to ''skąpanie we krwi''...
Jeśli ktoś ciekaw jest dowiedzieć się czegoś więcej o niemieckiej ''konserwatywnej rewolucji'', polecam znakomity [ jak zwykle ] obszerny esej Tomasza Gabisia temu poświęcony.
''Z pewnością - gdyż sprawy znajdują się w biegu - pewnego dnia spiętrzą się radykalnie napięcia między Niemcami a Rosją. Dojdzie do walk o przywództwo w obrębie wschodniego kręgu kultury i władzy, jakie do tej pory toczyli ze sobą Niemcy i Francuzi. Wisła stanie się Renem wschodu, Warszawa Strasburgiem, Polska skąpaną we krwi Burgundią, sporną Alzacją. Ale będą to walki konkurujących przeciwników w obrębie tego samego kręgu kulturowego - a niezależnie od tego, jak przebiegać będą, ów krąg kulturowy trwać będzie pod znakiem Poczdamu [ tzn. - przypomnę jeszcze raz - totalizmu ], jak umierający zachód trwał pod znakiem Rzymu i Paryża, który przejął jego dziedzictwo.''
Prorocze słowa - a pisane w 1931 r. : wszystko się spełniło, zwłaszcza to ''skąpanie we krwi''...
Jeśli ktoś ciekaw jest dowiedzieć się czegoś więcej o niemieckiej ''konserwatywnej rewolucji'', polecam znakomity [ jak zwykle ] obszerny esej Tomasza Gabisia temu poświęcony.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)