Ostatnio przypadkiem dowiedziałem się sporo o lokalnej parachrześcijańskiej Wspólnocie ''Wieczernik'', zwłaszcza metodach prania mózgu i innych przewałach ponoć tam stosowanych w stopniu niezwykłym nawet jak na sektę [ gdy tego słuchałem nasuwały mi się skojarzenia z gnojeniem członków partii komunistycznej za pomocą upokarzających publicznych samokrytyk, wzajemnego donosicielstwa itp. - skądinąd akurat w tym wypadku dobrze by się stało, gdyby zainteresował się nimi Urban i jego współpracownicy, niestety zapewne mają to gdzieś bo jako grupa dysydencka wobec KK, choć z niego wyrosła, są im na rękę ], postanowiłem więc rzecz obadać i w ten oto sposób natrafiłem na ''kazania prorocze'' starszego-pastora-guru-przełożonego wielokrotnie tegoż ''kościoła'' p. Edwarda Ćwierza, szczególnie zaintrygowało mnie w nich ścisłe połączenie przesłania religijnego z politycznym i to o dość specyficznym charakterze - jakże zachwala nasz złotousty na początku niedawne ''polsko-rosyjskie pojednanie'' dokonane przez tw ''Zefira'' i agenta KGB, ok. 12 min. pojawia się baaaardzo ciekawa mapka a gdzieś po kwadransie gość wykłada kawę na ławę :
- Hmm... widzę, że facet ma bezpośrednie telepatyczne połączenie z Panem Bogiem, przypomina mi to ''siłę pozazmysłową'' innego lokalnego proroka [ zaiste Świętokrzyskie to magiczna ziemia ! - tu w co drugiej miejscowości mamy jakiegoś szamana przebranego dla niepoznaki za świra, menela czy polityka ], p. Wiesława Miernika z Suchedniowa :
- nie będę ukrywał, że wolę zdecydowanie pana Wieśka i to nie dlatego, że jest ''buddystą'' - jego odloty i nienachalne bynajmniej zbawianie innych za pomocą ''magicznego wisiorka'' wydają mi się mniej groźne, wręcz sympatyczne [ choć być może rodzina i znajomi mają inne zdanie ]. Co się zaś tyczy przesłania p. Ćwierza : co najmniej dziwnym jawi mi się tak bałwochwalczy kult Izraela mylnie utożsamiający ten biblijny ze świeckim przynajmniej nominalnie państwem, którego rację istnienia kwestionuje i to z pobudek religijnych wielu samych Żydów, dostrzegam też fundamentalną sprzeczność i niekonsekwencję w tym ekstatycznym filosemityźmie, który wielbiąc przedstawicieli ''narodu wybranego'' każe zarazem potępiać islam jako ''świątynię Demona'' [ patrz ok. 12 min. ] - niby skąd wzięły się w tej religii radykalne zakazy przedstawiania oraz jedzenia wieprzowiny, obrzezanie, kara ukamieniowania etc. nie mówiąc już o wspólnym semickim pochodzeniu arabskich muzułmanów i Żydów ? Niektórzy wprost mówią o islamie jako ''zwulgaryzowanym judaiźmie przystosowanym do potrzeb beduińskich koczowników'', dlatego jeśli już Żydzi mają być ''starszymi braćmi'' chrześcijan to muzułmanie powinni być ''młodszymi'' i w takim razie należałoby mówić o jakimś ''judeochrześcijaństwoislamie'' [ politpoprawny koszmarek ]. No i przede wszystkim jak u cholery ''mamy kochać muzułmanów nienawidząc ich religii'' ?! Najbardziej jednak w tym wszystkim zaintrygowała mnie rola jaką w swych mesjańskich lewitacjach p. Ćwierz przyznaje Polsce - co konkretnie znaczy, że mamy być ''darem dla innych narodów'' i ''pokornie dzielić się z nimi swymi bogactwami'' [ patrz ok. 11 min ] zwłaszcza zaś ''być ziemią Goszen dla ludu Izraela'' ?! Czyżby miały się spełnić proroctwa głoszone przez konkurencyjny ''zakon'' o powstaniu nad Wisłą jakiejś Judeopolonii i pan Edek wraz z współwyznawcami już zaczęli kombinować jak wygodnie umieścić się w tym przyszłym żydowskim apartheidzie rezerwując sobie rolę naszych kapo ? W każdym razie nie dziwota, że na kanale YT, gdzie umieszczono te ''niebiańskie słowa'' znajdują się także filmiki ze znanym paszkwilantem Grossem.
Przyznam że jestem zdumiony faktem iż nawet do Kielc dotarła ta iście biblijna plaga ''chrześcijańskiego syjonizmu'' rozpleniona szczególnie w Ameryce [ więcej na ten temat można poczytać w tym miejscu ], zresztą bałwochwalczy stosunek do Izraela i samych Żydów jest normą w tego typu sektach jak ''Wieczernik'', występuje również wśród zielonoświątkowców, jehowitów etc. [ dodam tylko, że z tego co mi wiadomo pod przykrywką chrześcijaństwa uprawiają one nawet nie judaizm czy new age ale wręcz jakieś frenetyczne neo-voodoo - w ich nomenklaturze nazywa się to ''charyzmatem'' ]. Rzecz jasna należy uważać aby w kontrze do tego nie odlecieć w równie kuriozalny sposób bo można skończyć jak ''trzecioświatowi faszyści'' z ich fuhrerem Ronaldinho Laseckim na czele - wystarczy poczytać jego kocopoły o ''syryjskim katechonie''. Nie podoba mi się nasze zaangażowanie w tamtejszy konflikt, przynajmniej nie w tak służalczej, niewolniczej wręcz formie [ jak słusznie zauważył Grzegorz Braun : ''do sojusznika nie wysyła się komornika'' ] ale nigdy nie przyszłoby mi na myśl wypisywać podobne natchnione brednie, w ogóle Ronald L. i Danek z jego nazigejowskim pałowaniem się ''jeźdźcami pustyni'' jawią mi się jako skarlała, parodystyczna wersja romantycznej insurekcyjnej tradycji na modłę ''za wasz i nasz tradycjonalizm'' - radzę oblukać tamże filmik z proassadowskiej demonstracji, widok katamitów z FaLLangi i autentycznych nazioli z ''Zadrugi'' wraz z tańcującymi Arabami zaiste wyborny !
To właśnie razi mnie najbardziej po obu stronach - za dużo romantyzmu a za mało trzeźwej kalkulacji [ ok, sam nie jestem pod tym względem czysty ale przynajmniej staram się a nie podsycam jeszcze swą słabość dorabiając sobie do niej żałosną ideologię ], ''nigdy z Żydami ew. muzułmanami nie będziem w aliansach'', zapamiętajcie sobie idioci : ''nie ma wiecznych przyjaciół ni wrogów, są tylko wieczne interesy'' ! Moja postawa w tej kwestii jest jasna : powinniśmy kierować się WYŁĄCZNIE polską racją stanu, nie rosyjską czy żydowską, chińską, amerykańską, arabską czy jakąś inną [ wyłożyłem to dobitnie i szczegółowo tutaj nie raz więc nie będę się powtarzał ]. Dlatego tak ważne jest aby nie ulec szantażowi którejkolwiek ze stron barykady na modłę bolszewicką ''kto nie z nami ten przeciw nam'' bo wygląda na to, że znowu jak to już nieraz bywało w naszej historii ''obce potencje'' próbują nas rozgrywać, uodpornić się na zalew chamskich inwektyw miotanych przez jednych i drugich, nic nie robić sobie z wyzwisk typu ''żydowski pachołek'', ''ruski agent'', ''pożyteczny idiota'', ''ubek'', ''mason'' i jeszcze gorszych, gwizdać na cały konflikt i nie dać się weń wciągnąć - jego pozorność ujął niezwykle celnie prof. Bartyzel w formule o ''partii liżących lakierki i partii liżących walonki'' a najlepszym dowodem jej trafności jest iż tak bardzo rozwścieczyła proizraelskiego do granic rozumu Foxa, że aż poświęcił rozprawie z nim dwa paszkwilanckie niemal wpisy : pierwszy i drugi, tamże w komentarzach min. moja polemika z jego ''tezami''. Natomiast co się tyczy ''kwestii żydowskiej'' to nie uważam ich za żaden ''naród wybrany'', ani na plus ani minus - jest wśród nich mniej więcej tylu samo co w innych nacjach wybitnych ludzi, przeciętniaków i nadzwyczajnych kanalii i nie widzę powodu aby nazwanie tych ostatnich po imieniu miałoby być jakimś ''antysemityzmem'' jak również by choćby z czystej przekory wobec nachalnej, nieznośnej wprost filosemickiej propagandy dawać posłuch rasistowskim bredniom. Doprawdy mam głęboko w [nie]poważaniu wszelkie mesjanizmy, obojętnie czy to żydowski, polski, ruski, amerykański lub jakikolwiek inny.
Na koniec ku przestrodze przytoczę parę zdań z książki, którą właśnie poczytuję - ''Kolosy na glinianych nogach [ studium guru ]'' autorstwa psychiatry Anthony Storra [ nieprzypadkowo bo w większości mowa tam o naprawdę klinicznych przypadkach ], konkretnie z rozdziału o Jimie Jonesie, lewackim profetycznym pojebie i zboku, który doprowadził do samobójczej hekatomby blisko 1000 wyznawców założonej przez siebie ''Świątyni Ludu'' w dżungli gujańskiej w 1978 r. :
''Choć Jones utrzymywał, że inspiruje go Bóg i był przekonującym kaznodzieją jego rzeczywiste przesłanie miało charakter raczej polityczny niż religijny, dotyczyło integracji rasowej i czegoś co określał mianem ''socjalizmu''. Jego nauki oparte były raczej na zwulgaryzowanej wizji marksistowskiej niż na religijnym objawieniu. Atakował Biblię jako agresywny tekst wspierający kapitalizm, niewolnictwo i dyskryminację rasową. Z pogardą wyrażał się o ''niebiańskim Bogu'' konwencjonalnego chrześcijaństwa twierdząc, że jego wyznawcy nie odczuwają potrzeby wiary w takiego Boga po tym, gdy przybył on jako ''wasz socjalistyczny Bóg robotniczy''. Mówił, że ''socjalizm jest jedyną drogą ku doskonałej wolności, sprawiedliwości i równości, doskonałej miłości w jej pełnym pięknie i świętości''. Z dumą podkreślał, że dostarcza swym wiernym dobra materialne do czego niezdolny jest ''niebiański Bóg''. [...] Jones twierdził, że ma boski dar jasnowidzenia. Posługiwał się nim opowiadając ludziom ich historie i wspominając o faktach z ich życia o których nie mógł wiedzieć. W rzeczywistości zatrudniał szpiegów, którzy odkrywali te tajemnice prowadząc tajne dochodzenia na temat różnych osób, włamując się do ich domów czy wręcz grzebiąc w ich śmietnikach. [...] Jones ogłosił się Bogiem ok. 1974 r. Wcześniej twierdził, że jest posłańcem bożym obdarzonym umiejętnością uzdrawiania, później mówił : ''przychodzę jako wasz Bóg socjalista''. Jego skłonność do przypisywania sobie boskiego statusu zwiększyły narkotyki. [...] jego żona Marcelline próbowała za pośrednictwem ich syna Stephana namówić go do zaprzestania przyjmowania narkotyków. Stephan odpowiedział jej : ''czy dobrze cię zrozumiałem, że mam podejść do Boga i powiedzieć mu, że jest narkomanem ?''
- ...
czwartek, 13 września 2012
wtorek, 14 sierpnia 2012
Piramidalna masońska bzdura.
Kontynuuję wątek ''rewizjonistyczny'' to jest przełamywania
uprzedzeń, którymi dotychczas się kierowałem, tym razem musiałem
porzucić moją niechęć do zajmowania się tematem masonerii, która po
prawdzie nie wzięła się znikąd bo niestety teren ten jest u nas
okupowany przez ubeków, autentycznych rasistów, skończonych wariatów lub
co najwyżej dyletantów - zresztą podejrzewam iż celowo pozwala się
zajmować tym takim podejrzanym indywiduom aby szanujące się jednostki
trzymały się odeń z daleka a to wielki błąd o czym za chwilę - albo też
samych wolnomularzy [ żeby wymienić choćby Tadeusza Cegielskiego, ojczulka Maxia ] a
więc nie mogących zachować odpowiedniego dystansu i podchodzących do
kwestii mniej lub bardziej bezkrytycznie. Ostatnio jednak pojawiło się
parę na tyle poważnych przesłanek, że zmusiły mnie do dość radykalnej
zmiany nastawienia, ot choćby wspomniane w tym miejscu jakiś czas temu
''Dzienniki petersburskie'' Zinaidy Gippius, które przypomnę są jednym z
najlepszych opisów rewolucji w Rosji nie tylko dzięki nieprzeciętnemu
talentowi literackiemu, ostremu jak brzytwa intelektowi i zmysłowi
obserwacji autorki ale również jej osobistej zażyłości z czołowymi
przedstawicielami ówczesnej antybolszewickiej lewicy Kiereńskim i
Sawinkowem, których znała z Wielkiego Wschodu Rosji... W indeksie osób
na końcu tej wydanej przez ''Czytelnik'' książki opracowanego przez
znakomitego tłumacza literatury rosyjskiej Henryka Chłystowskiego
przynależność do masonerii danego polityka jest wymieniana otwarcie bo
jest równie ważna jak partyjna czy jego pochodzenie do zrozumienia jego
motywacji i postawy - jeśli ktoś bierze fakt, iż wszyscy, dosłownie
wszyscy członkowie rewolucyjnego Rządu Tymczasowego byli wolnomularzami
za czysty przypadek to mogę mu tylko współczuć i polecić w zamian
bardziej odpowiadające jego poziomowi bezkrytyczne łykanie paszy
informacyjnej, którą codziennie karmią nas media. Z kolei Ludwik Haas w
swojej pracy pod pięknym tytułem ''Sekta farmazonii warszawskiej'' [
ciekawa książka i ciekawy autor skądinąd, choć jak dla mnie cieniem na
niej kładzie się jego lewicowe zaangażowanie ] wydanej w 1980 r. przez
PIW [ a więc kolejna poważna firma ] o pierwszym stuleciu polskiej
masonerii, siłą rzeczy głównie stołecznej, pisze o ważnym a
niedocenianym epizodzie w naszych dziejach istnienia Księstwa
Warszawskiego w ten sposób :
''[...] po utworzeniu Księstwa wolnomularze znaleźli się na najwyższych szczeblach hierarchii państwowej. Po ogłoszeniu konstytucji w [...] siedmioosobowej Radzie Ministrów czynnymi adeptami lożowymi byli kierownicy resortów : wojny ( ks. Józef Poniatowski ), spraw wewnętrznych i obrządku religijnego ( J.P. Łuszczewski ) oraz policji ( Aleksander Potocki ) [...] prezesem Rady Ministrów został Ludwik Gutakowski, kiedy zaś w listopadzie roku następnego zrezygnował z tego stanowiska [...] objął je Stanisław Kostka Potocki. Ministrem skarbu był w latach 1809-1811 Jan Węgleński, a od października 1811 Tadeusz Matuszkiewicz, który został niemalże dyktatorem całego życia wewnętrznego Księstwa. [...] Zatem wielu ministrów piastowało równocześnie godności w Wielkim Wschodzie. Wśród najwyższych dostojników administracji Księstwa [...], którzy wraz z ministrami wchodzili w skład Rady Stanu, nie brakło chadzających w ozdobnych fartuszkach. [...] Na wysokich i najwyższych szczeblach aparatu centralnego poszczególnych resortów znalazło się wielu adeptów ''sztuki królewskiej'', najwięcej chyba w ministerstwie wojny. Tu spośród 34 osób, które w latach 1807-1814 zajmowały stanowiska od szefa biura po sekretarza generalnego co najmniej 21 należało do lóż. Równie liczni byli członkowie wolnomularstwa wśród korpusu oficerskiego Księstwa. [... ] Podobnie kształtowała się sytuacja w wymiarze sprawiedliwości. Z trzech mianowanych w kwietniu 1808 prezesów Sądu Apelacyjnego, dwaj [...] byli wolnomularzami, zaś z 19 sędziów - co najmniej czterech. [...] Wszystkie te okoliczności sprawiały, że Warszawa zajmowała szczególne miejsce na mapie kontynentalnych placówek wolnomularskich - była jedyną stolicą w Europie Środkowo-Wschodniej, w której ''sztuka królewska'' nie tylko nie była oficjalnie zakazana, lecz wręcz aprobowana i powiązana wieloma nićmi z władzą państwową skupiając elitę wojskową i administracyjną Księstwa [...]''
- powtórzę bo może ktoś nie zatrybił i wśród tych nazwisk, funkcji i tytułów zagubił sedno : spośród szefów czołowych państwowych resortów w Księstwie Warszawskim takich jak wojsko, skarb, policja, sąd, administracja z premierem na czele a także nie wymieniona tu cenzura oraz wydawcy i redaktorzy głównych dzienników o wielu luminarzach ówczesnego życia artystycznego już nie wspominając, WSZYSCY należeli do takich czy innych lóż masońskich. Oczywiście pewnie jakiś Polaczek zaraz wyskoczy mi z ''a kurwa chuj pierdolić to, co mnie to obchodzi, to było dawno i nieprawda !'' - otóż bynajmniej chamusiu cholerny jeden, cwaniaczku w de ruchany, to są sprawy wbrew pozorom jak najbardziej aktualne, nie na darmo Żuławski w jednym z wywiadów mówił : ''To całe towarzystwo: Andrzejewski, Brandysowie, inni... A dlaczego ja w wieku 19 lat zostałem asystentem Andrzeja Wajdy? Przecież nie z ulicy, nie z naboru. To było to, co ja nazywam księstwem warszawskim'' zaś Haas w podsumowaniu wspomnianej książki wprost pisze o masonerii jako ''pepinierze polskiej inteligencji'' czyli jakby jej mateczniku, matrycy światopoglądowej, która w decydującym stopniu wpłynęła na kształt tej formacji umysłowej, właściwe jej pojęcia, język i wzorce zachowań - nie pojmie się nigdy tego co zwie się potocznie ''salonem'' wraz z okolicami [ bo przecież i Kaczyńscy się w tym mieszczą ] bez choćby elementarnej wiedzy o ''sztuce królewskiej'' i jej specyficznych rytuałach, jestem też przekonany, że gdyby zbadać rzecz całą można by odkryć ciągłość biograficzną, mimo katastrofalnej wyrwy jaką zostawiła ostatnia wojna, a przede wszystkim ideową.
Enyłej, postanowiłem w takim razie obszczać to terytorium i zasięgnąć informacji gdzie się tylko da z racji szczupłości i niepewności źródeł [ na Zachodzie masonologia jest najzupełniej normalną dziedziną wiedzy, od co najmniej kilkudziesięciu lat publikuje się tam obszerne prace na ten temat pisane przez fachowych historyków i tylko u nas dziwnie uznano to za rodzaj aktywności godny jedynie maniaków ], w ten sposób natrafiłem min. na wykład Stanisława Krajskiego o masonerii polskiej i nie tylko. Niestety należy on do wspomnianych na wstępie dyletantów, mimo że przytaczane przez niego informacje zwykle są wiarygodne jak np. ta o ''cywilnym'' charakterze rytu szkockiego i bardziej agresywnym, ''militarystycznym'' kierunku związanym z Wielkim Wschodem Francji, brak warsztatu naukowego powoduje, że główny wątek gubi się w szczegółach a cały wywód staje się chaotyczny, mówiąc wprost gość pieprzy trzy po trzy, poza tym popełnia rażące błędy metodologiczne powołując się na Wikipedię i tego typu źródła [ inna sprawa, że skoro podobne numery odstawiają takie ''salonowe'' naukawe ałturytety jak Paweł Śpiewak czy Gross to dlaczego panu Krajskiemu by nie wolno ? ], w pewnym momencie mówi tam jednak coś takiego : ''Masoni planują powołać jakąś Eurazję od Atlantyku do Pacyfiku i budują dlań stolicę, jest to Astana w Kazachstanie i jeśli w nazwie tego miasta przestawi się drugie S na początek wychodzi Satana'' - ooo koteczku, pomyślałem sobie, najwidoczniej pomyliłem się w twojej ocenie, pilnie potrzebne ci wdzianko z długaśnymi rękawami w którym mógłbyś czule się objąć ! Jednak dla porządku postanowiłem sprawdzić tą nieszczęsną Astanę, wklepałem ją w grafikę Gugla i... sam już nie wiem co mam o tym myśleć. Otóż stoi tam gigantyczna piramida ze stali i szkła nosząca pompatyczne miano ''Piramidy Pokoju i Pojednania'' [ łot da fak ?! - w każdym kto zna słynny motyw z dolara kształt i przeznaczenie tego budynku musi wzbudzać niepokojące skojarzenia ] podzielona na trzy kondygnacje : na najniższej znajduje się opera - jak powszechnie wiadomo ten rodzaj aktywności artystycznej jest integralną częścią tradycyjnej kultury Kazachów, którzy po całym dniu gnania swoich stad po stepie i wieczornej modlitwie do Allaha zasiadali wokół ogniska by przy lampce wytrawnego kumysu rozkoszować się ariami i kupletami, zwłaszcza Wagner cieszył się wśród nich szaloną popularnością i zapewne niejeden później ujeżdżał dzielnie swego rumaka marząc o Brunhildzie czy inszej walkirii, świat zna też wielu znakomitych tenorów-koczowników [ barytonami stają się jak se popiją ] a słynna Maria Callas nie była wcale jakąś tam Greczynką tylko pra-prawnuczką samego Czyngiz-chana. Mówiąc zaś serio trzeba w tym kontekście pamiętać, że opera to wbrew pozorom wcale nie tak niewinny gatunek jak to się zwykło mniemać kojarząc go ze snobistyczną rozrywką dla strupieszałych mieszczan, konserwatyzmem i ''kulturą wysoką'', którą rasowy, aryjski lewak oczywiście się brzydzi preferując bardziej plebejskie i dosadne rodzaje muzyki jak punk, techno czy hip-hop : każdy kto choć trochę interesuje się tematem wie iż taki ''Czarodziejski flet'' Mozarta to nic innego jak masoński rytuał inicjacyjny w konwencji dramatu muzycznego - proszę nie pukać się tak w czoło, nie wyczytałem tego u Henia Pająka, pisze o tym wybitny historyk idei i kultury europejskiej zwłaszcza XVIII stulecia Jean Starobinski w swych ''Emblematach rozumu'', w opracowaniach muzykologicznych czy biografiach Mozarta nie ukrywa się też iż był on zaangażowanym wolnomularzem. Radzę również sprawdzić jaką rolę odegrały poczciwe wydawałoby się opery Verdiego w tzw. zjednoczeniu Włoch [ tak zwanym bo w rzeczywistości był to brutalny podbój Południa przez Północ ] będącym w głównej mierze dziełem karbonariuszy czyli dosłownie ''węglarzy'' choć nie o górników tu bynajmniej się rozchodzi... Wracając do tej nieszczęsnej piramidy : na sklepieniu sali koncertowej weń znajduje się olbrzymie słońce, które zarazem stanowi podstawę na drugim, średnim poziomie okrągłego stołu wokół którego mają się gromadzić przedstawiciele wszystkich religii i przywódcy polityczni by się ''jednać'' zaś na samym szczycie, w przeszklonym wierzchołku umieszczono dziwny postument z wykonanym ze złota trójkątem z odciskiem dłoni ponoć samego prezydenta Kazachstanu Nazarbajewa... Oczywiście można to wszystko potraktować jako wyraz megalomanii tego byłego komunistycznego kacyka a obecnie lokalnego satrapy, problem jednak w tym iż w sąsiednim państwie regionu także rządził bliźniaczy wręcz jeśli chodzi o biografię i styl władania despota tzw. Turkmenbasza a jednak rozbudowywany przezeń stołeczny Aszchabad wygląda z grubsza tak, jak powinna stolica post-sowieckiego, muzułmańskiego kraju, który przeszedł szybko z nędzy do pieniędzy dzięki odkrytym na jego terenie złożom ropy i gazu, z jednym tylko wyjątkiem kuriozalnego obrotowego monumentu ze złotą figurą władcy na szczycie coby Ociec Narodu mógł zawsze zwracać się swym świetlistym obliczem ku słońcu no i przy okazji mieć oko na wszystko, ale nawet to od biedy jest w ''normie'' typowej dla tyranów szajby, tymczasem Astana-Satana nie przypomina niczego co mieściłoby się nie tylko w ichniej ale w ogóle jakiejkolwiek tradycji - te gigantyczne absurdalne stożki, kule i jajka, przytłaczające swym monumentalizmem promenady rodem z najbardziej odjechanych wizji Hitlera, Stalina czy Mao, to coś ochrzczone przez miejscowych słusznie wdzięcznym mianem ''miski dla psa'' czy w końcu kosmiczny latający spodek itp. sprawia wrażenie tworu obłąkanego, owładniętego utopijną manią architekta, jakiegoś masońskiego Nowego Jeruzalem dla pedziów biegających w fartuszkach wymachując przy tym cyrklami [ po co im one, żeby mierzyć sobie nimi fiuty czy jak ? ] lub naturalnej wielkości dekoracje do najbardziej tandetnego filmidła o Iluminatach czy Reptilianach. Oczywiście nie zamierzam bawić się w podobne klimaty bo nie chcę skończyć jak niejaki Piotr Marek wyglądający jak von Nogaj i tropiący symbole masońskie zaszyfrowane w biletach MPK Lublin czy choćby nasz lokalny ''pan Cytrynka'' co to nie chciał ''dać się wycisnąć'' i którego wiekopomnym dokonaniem jest uzupełnienie ankiety pracowniczej o pytanko : ''czy jesteś w diasporze ?'' [ choć to ostatnie akurat popieram, CV mogłoby wtedy wyglądać np. tak : ''jestem żydomasonem wielokrotnie wtajemniczonym we wszystkie otwory, Wielkim Młotkowym trzeciego stopnia jamajskiej loży ''Palaczy rumianku'', dlatego proszę stanowczo o zatrudnienie mnie inaczej moi bracia wolnokumacze i różomajtkowcy zrobią szanownemu pracodawcy za pomocą cyrkla i ekierki z dupy piramidkę a odbyt uczynią płonącym żywym ogniem na jej szczycie okiem Saurona - tak mi dopomóż Wielki Sternik, Krojczy i Hydraulik Wszechświata'' ] - moim zdaniem wyjaśnienie jest banalniejsze co nie znaczy, że mniej budzące grozę, bynajmniej : wiele wskazuje, że rządzącym obecnie światem autentycznie odjebało od nadmiaru bogactw i władzy, chyba faktycznie uwierzyli iż są ubermenschami posiadającymi boskie wręcz możliwości kreacyjne, najwidoczniej zwykła ustawka o podział łupów i zagarnięcie jak największej liczby ludzi, terytoriów i surowców już im nie wystarcza i chcą czegoś więcej i więcej i więcej... Nie powinno to budzić zdumienia w kimś kto ma jakie takie pojęcie o mechanizmach historii i wie, że władza jest największym i jedynym prawdziwym narkotykiem wobec którego wszelkie inne są żałosnymi namiastkami dla plebsu - skoro można jednym gestem wpływać na życie tysięcy czy milionów ludzi to określenie takiego przypływu ''woli mocy'' kopem czy odlotem zbyt zajeżdża pospolitością, bez żadnej przesady bardziej pasuje tu lucyferyczna ekstaza. Rzecz jasna te żałosne satanistyczne rojenia noszą na sobie piętno ludzkiej ułomności i jako takie skazane na porażkę, prawdziwa ironia losu polega bowiem na tym iż to właśnie nasze najgłębsze pragnienia a zwłaszcza najsilniejsze z nich potęgi i nieśmiertelności są źródłem naszej śmiertelnej nędzy, w nich samych znajduje się fundamentalna sprzeczność, pęknięcie uniemożliwiające ich spełnienie, szczególnie zaś tak wybujałego i absurdalnego jak to ostatnie. Dlatego np. nie wierzę w sprawstwo człowieka w ''globalnym ocipieniu'' [ o ile faktycznie ma ono miejsce bo za oknem obecnie jakoś tego nie widzę ] gdyż jeślibyśmy faktycznie stanowili zagrożenie dla tej planety ludzkość zostałaby bezwzględnie wyczesana z jej powierzchni przez naturę, nawet po katastrofie nuklearnej przetrwałoby życie i za jakiś czas znowu pojawiłyby się inne organizmy, być może zmutowane lub też jeszcze doskonalsze. Z tego samego powodu śmiać mi się chce gdy słyszę Stephena Hawkinga, który z iście lucyferiańską pychą buńczucznie prorokuje iż ''poznamy myśli Boga'' - nawet jeśli [ w co wątpię ], zakładając przy tym że On istnieje, to i tak nigdy nie będziemy posiadać Jego mocy więc takowa wiedza zdałaby się nam psu na budę a najprawdopodobniej obróciłaby się przeciwko niszcząc nas, rozsadzając swym ogromem nasze małe rozumki. Jak to mówią : ''nawet król szczurów jest w ostateczności tylko szczurem'', niemniej jednak przyznam, że dla takich szaraczków jak niżej podpisany marna to pociecha bo kiedy tej bandzie idiotów zwali się w końcu na łeb ich nowa wieża Babel mogą niestety przy okazji i nas pogrzebać w jej ruinach - obym się mylił !
No dobrze, ktoś może zapytać, ale co u cholery ma to wspólnego z jakimś ''wolnym mularstwem '' ?! Trzeba więc pokrótce przypomnieć genezę masonerii - otóż wywodzi się ona ze średniowiecznych bractw murarskich, nie chodzi tu jednak o jakiegoś pana Cześka czy Zenka, którzy zresztą za parę flaszek postawiliby lepiej to coś uchodzącego za pomnik ofiar komunistycznej sowieckiej zbrodni zwanej nie wiedzieć czemu ''pogromem kieleckim'' a co swą formą urąga ich pamięci, lub jakowychś pra-socjalistycznych ''przodowników pracy'' lecz, jak pisze Haas we wspomnianej na wstępie książce ''elitę zawodową rzemiosła-kunsztu budowlanego : muratorów, czyli - posługując się obecną terminologią - wielkich przedsiębiorców budowlanych, architektów i inżynierów oraz najliczniejszych w tym gronie kamieniarzy-artystów, jak również nowicjuszy wdrażających się w te umiejętności'' a, by zacytować z kolei Starobinskiego z rozdziału nomen omen ''Geometryczne miasto'', : ''architekt to więcej niż pedagog - to demiurg. W czasach gdy Bóg pojmowany jest jako Wielki Architekt [ mowa o XVIII w. ] architekt z kolei chce być Bogiem i uniwersalnym prawodawcą. Przypisuje sobie władzę racjonalnej organizacji przestrzeni materialnej w całym jej znaczeniu moralnym, faktycznie daje sobie władzę przeobrażania ludzkiego świata. Geniusz architekta nie zna granic. W szerszym ujęciu [...] wszystko leży w jego kompetencjach : polityka, moralność, ustawodawstwo, religia, rządy'' - aha, najwidoczniej więc mamy tu do czynienia z tymi co to ''wiedzą lepiej'', którzy uzurpowali sobie bezpodstawnie prawo do decydowania o życiu i śmierci pozostałej części ludzkości, ''nadludźmi'' rozsadzanymi przez chore ambicje i pełnymi pogardy wobec poddanych ich władzy ''gojów''... Można oczywiście machnąć na to ręką i potraktować jako nieszkodliwą w gruncie rzeczy formę rozrywki zblazowanych starych ciotek przebierających się w fartuszki i odprawiających jakieś kuriozalne rytuały po lasach pod gigantycznymi posągami sowy ze świecącymi oczami itp. bzdury będące przykrywką dla homoseksualnych orgietek, choć jak się zacznie odkrywać ilu wpływowych ludzi bierze udział w tych dziwnych zabawach mina zrzednie chyba nawet największemu wesołkowi ... Należy także mieć świadomość, że w takiej Francji normą rytuału wyborczego jest otwarte niemal zabieganie kandydatów na prezydenta o poparcie masonów i ci z nich, którzy nie dostąpią zaszczytu zaproszenia do ich solidnej betonowej siedziby w Paryżu jakoś dziwnie nie mają szans na to stanowisko. Natomiast na naszym gruncie poważnie niepokoić i dawać do myślenia powinien stan, w którym nie dysponujemy praktycznie żadną poważną pracą naukową krytyczną wobec masonerii [ chyba że ja czegoś nie wiem ] natomiast wyłączność nań posiadają ludzie mniej lub bardziej związani z wolnomularstwem a więc, powtórzę o czym wspomniałem na początku, nie posiadający niezbędnego dystansu w tej materii co stawia pod znakiem zapytania ich dorobek i budzi podejrzenie o propagandę. No i przede wszystkim może ktoś mi łaskawie wytłumaczy w takim razie co do kurwy nędzy robi piramida w Kazachstanie ?!
''[...] po utworzeniu Księstwa wolnomularze znaleźli się na najwyższych szczeblach hierarchii państwowej. Po ogłoszeniu konstytucji w [...] siedmioosobowej Radzie Ministrów czynnymi adeptami lożowymi byli kierownicy resortów : wojny ( ks. Józef Poniatowski ), spraw wewnętrznych i obrządku religijnego ( J.P. Łuszczewski ) oraz policji ( Aleksander Potocki ) [...] prezesem Rady Ministrów został Ludwik Gutakowski, kiedy zaś w listopadzie roku następnego zrezygnował z tego stanowiska [...] objął je Stanisław Kostka Potocki. Ministrem skarbu był w latach 1809-1811 Jan Węgleński, a od października 1811 Tadeusz Matuszkiewicz, który został niemalże dyktatorem całego życia wewnętrznego Księstwa. [...] Zatem wielu ministrów piastowało równocześnie godności w Wielkim Wschodzie. Wśród najwyższych dostojników administracji Księstwa [...], którzy wraz z ministrami wchodzili w skład Rady Stanu, nie brakło chadzających w ozdobnych fartuszkach. [...] Na wysokich i najwyższych szczeblach aparatu centralnego poszczególnych resortów znalazło się wielu adeptów ''sztuki królewskiej'', najwięcej chyba w ministerstwie wojny. Tu spośród 34 osób, które w latach 1807-1814 zajmowały stanowiska od szefa biura po sekretarza generalnego co najmniej 21 należało do lóż. Równie liczni byli członkowie wolnomularstwa wśród korpusu oficerskiego Księstwa. [... ] Podobnie kształtowała się sytuacja w wymiarze sprawiedliwości. Z trzech mianowanych w kwietniu 1808 prezesów Sądu Apelacyjnego, dwaj [...] byli wolnomularzami, zaś z 19 sędziów - co najmniej czterech. [...] Wszystkie te okoliczności sprawiały, że Warszawa zajmowała szczególne miejsce na mapie kontynentalnych placówek wolnomularskich - była jedyną stolicą w Europie Środkowo-Wschodniej, w której ''sztuka królewska'' nie tylko nie była oficjalnie zakazana, lecz wręcz aprobowana i powiązana wieloma nićmi z władzą państwową skupiając elitę wojskową i administracyjną Księstwa [...]''
- powtórzę bo może ktoś nie zatrybił i wśród tych nazwisk, funkcji i tytułów zagubił sedno : spośród szefów czołowych państwowych resortów w Księstwie Warszawskim takich jak wojsko, skarb, policja, sąd, administracja z premierem na czele a także nie wymieniona tu cenzura oraz wydawcy i redaktorzy głównych dzienników o wielu luminarzach ówczesnego życia artystycznego już nie wspominając, WSZYSCY należeli do takich czy innych lóż masońskich. Oczywiście pewnie jakiś Polaczek zaraz wyskoczy mi z ''a kurwa chuj pierdolić to, co mnie to obchodzi, to było dawno i nieprawda !'' - otóż bynajmniej chamusiu cholerny jeden, cwaniaczku w de ruchany, to są sprawy wbrew pozorom jak najbardziej aktualne, nie na darmo Żuławski w jednym z wywiadów mówił : ''To całe towarzystwo: Andrzejewski, Brandysowie, inni... A dlaczego ja w wieku 19 lat zostałem asystentem Andrzeja Wajdy? Przecież nie z ulicy, nie z naboru. To było to, co ja nazywam księstwem warszawskim'' zaś Haas w podsumowaniu wspomnianej książki wprost pisze o masonerii jako ''pepinierze polskiej inteligencji'' czyli jakby jej mateczniku, matrycy światopoglądowej, która w decydującym stopniu wpłynęła na kształt tej formacji umysłowej, właściwe jej pojęcia, język i wzorce zachowań - nie pojmie się nigdy tego co zwie się potocznie ''salonem'' wraz z okolicami [ bo przecież i Kaczyńscy się w tym mieszczą ] bez choćby elementarnej wiedzy o ''sztuce królewskiej'' i jej specyficznych rytuałach, jestem też przekonany, że gdyby zbadać rzecz całą można by odkryć ciągłość biograficzną, mimo katastrofalnej wyrwy jaką zostawiła ostatnia wojna, a przede wszystkim ideową.
Enyłej, postanowiłem w takim razie obszczać to terytorium i zasięgnąć informacji gdzie się tylko da z racji szczupłości i niepewności źródeł [ na Zachodzie masonologia jest najzupełniej normalną dziedziną wiedzy, od co najmniej kilkudziesięciu lat publikuje się tam obszerne prace na ten temat pisane przez fachowych historyków i tylko u nas dziwnie uznano to za rodzaj aktywności godny jedynie maniaków ], w ten sposób natrafiłem min. na wykład Stanisława Krajskiego o masonerii polskiej i nie tylko. Niestety należy on do wspomnianych na wstępie dyletantów, mimo że przytaczane przez niego informacje zwykle są wiarygodne jak np. ta o ''cywilnym'' charakterze rytu szkockiego i bardziej agresywnym, ''militarystycznym'' kierunku związanym z Wielkim Wschodem Francji, brak warsztatu naukowego powoduje, że główny wątek gubi się w szczegółach a cały wywód staje się chaotyczny, mówiąc wprost gość pieprzy trzy po trzy, poza tym popełnia rażące błędy metodologiczne powołując się na Wikipedię i tego typu źródła [ inna sprawa, że skoro podobne numery odstawiają takie ''salonowe'' naukawe ałturytety jak Paweł Śpiewak czy Gross to dlaczego panu Krajskiemu by nie wolno ? ], w pewnym momencie mówi tam jednak coś takiego : ''Masoni planują powołać jakąś Eurazję od Atlantyku do Pacyfiku i budują dlań stolicę, jest to Astana w Kazachstanie i jeśli w nazwie tego miasta przestawi się drugie S na początek wychodzi Satana'' - ooo koteczku, pomyślałem sobie, najwidoczniej pomyliłem się w twojej ocenie, pilnie potrzebne ci wdzianko z długaśnymi rękawami w którym mógłbyś czule się objąć ! Jednak dla porządku postanowiłem sprawdzić tą nieszczęsną Astanę, wklepałem ją w grafikę Gugla i... sam już nie wiem co mam o tym myśleć. Otóż stoi tam gigantyczna piramida ze stali i szkła nosząca pompatyczne miano ''Piramidy Pokoju i Pojednania'' [ łot da fak ?! - w każdym kto zna słynny motyw z dolara kształt i przeznaczenie tego budynku musi wzbudzać niepokojące skojarzenia ] podzielona na trzy kondygnacje : na najniższej znajduje się opera - jak powszechnie wiadomo ten rodzaj aktywności artystycznej jest integralną częścią tradycyjnej kultury Kazachów, którzy po całym dniu gnania swoich stad po stepie i wieczornej modlitwie do Allaha zasiadali wokół ogniska by przy lampce wytrawnego kumysu rozkoszować się ariami i kupletami, zwłaszcza Wagner cieszył się wśród nich szaloną popularnością i zapewne niejeden później ujeżdżał dzielnie swego rumaka marząc o Brunhildzie czy inszej walkirii, świat zna też wielu znakomitych tenorów-koczowników [ barytonami stają się jak se popiją ] a słynna Maria Callas nie była wcale jakąś tam Greczynką tylko pra-prawnuczką samego Czyngiz-chana. Mówiąc zaś serio trzeba w tym kontekście pamiętać, że opera to wbrew pozorom wcale nie tak niewinny gatunek jak to się zwykło mniemać kojarząc go ze snobistyczną rozrywką dla strupieszałych mieszczan, konserwatyzmem i ''kulturą wysoką'', którą rasowy, aryjski lewak oczywiście się brzydzi preferując bardziej plebejskie i dosadne rodzaje muzyki jak punk, techno czy hip-hop : każdy kto choć trochę interesuje się tematem wie iż taki ''Czarodziejski flet'' Mozarta to nic innego jak masoński rytuał inicjacyjny w konwencji dramatu muzycznego - proszę nie pukać się tak w czoło, nie wyczytałem tego u Henia Pająka, pisze o tym wybitny historyk idei i kultury europejskiej zwłaszcza XVIII stulecia Jean Starobinski w swych ''Emblematach rozumu'', w opracowaniach muzykologicznych czy biografiach Mozarta nie ukrywa się też iż był on zaangażowanym wolnomularzem. Radzę również sprawdzić jaką rolę odegrały poczciwe wydawałoby się opery Verdiego w tzw. zjednoczeniu Włoch [ tak zwanym bo w rzeczywistości był to brutalny podbój Południa przez Północ ] będącym w głównej mierze dziełem karbonariuszy czyli dosłownie ''węglarzy'' choć nie o górników tu bynajmniej się rozchodzi... Wracając do tej nieszczęsnej piramidy : na sklepieniu sali koncertowej weń znajduje się olbrzymie słońce, które zarazem stanowi podstawę na drugim, średnim poziomie okrągłego stołu wokół którego mają się gromadzić przedstawiciele wszystkich religii i przywódcy polityczni by się ''jednać'' zaś na samym szczycie, w przeszklonym wierzchołku umieszczono dziwny postument z wykonanym ze złota trójkątem z odciskiem dłoni ponoć samego prezydenta Kazachstanu Nazarbajewa... Oczywiście można to wszystko potraktować jako wyraz megalomanii tego byłego komunistycznego kacyka a obecnie lokalnego satrapy, problem jednak w tym iż w sąsiednim państwie regionu także rządził bliźniaczy wręcz jeśli chodzi o biografię i styl władania despota tzw. Turkmenbasza a jednak rozbudowywany przezeń stołeczny Aszchabad wygląda z grubsza tak, jak powinna stolica post-sowieckiego, muzułmańskiego kraju, który przeszedł szybko z nędzy do pieniędzy dzięki odkrytym na jego terenie złożom ropy i gazu, z jednym tylko wyjątkiem kuriozalnego obrotowego monumentu ze złotą figurą władcy na szczycie coby Ociec Narodu mógł zawsze zwracać się swym świetlistym obliczem ku słońcu no i przy okazji mieć oko na wszystko, ale nawet to od biedy jest w ''normie'' typowej dla tyranów szajby, tymczasem Astana-Satana nie przypomina niczego co mieściłoby się nie tylko w ichniej ale w ogóle jakiejkolwiek tradycji - te gigantyczne absurdalne stożki, kule i jajka, przytłaczające swym monumentalizmem promenady rodem z najbardziej odjechanych wizji Hitlera, Stalina czy Mao, to coś ochrzczone przez miejscowych słusznie wdzięcznym mianem ''miski dla psa'' czy w końcu kosmiczny latający spodek itp. sprawia wrażenie tworu obłąkanego, owładniętego utopijną manią architekta, jakiegoś masońskiego Nowego Jeruzalem dla pedziów biegających w fartuszkach wymachując przy tym cyrklami [ po co im one, żeby mierzyć sobie nimi fiuty czy jak ? ] lub naturalnej wielkości dekoracje do najbardziej tandetnego filmidła o Iluminatach czy Reptilianach. Oczywiście nie zamierzam bawić się w podobne klimaty bo nie chcę skończyć jak niejaki Piotr Marek wyglądający jak von Nogaj i tropiący symbole masońskie zaszyfrowane w biletach MPK Lublin czy choćby nasz lokalny ''pan Cytrynka'' co to nie chciał ''dać się wycisnąć'' i którego wiekopomnym dokonaniem jest uzupełnienie ankiety pracowniczej o pytanko : ''czy jesteś w diasporze ?'' [ choć to ostatnie akurat popieram, CV mogłoby wtedy wyglądać np. tak : ''jestem żydomasonem wielokrotnie wtajemniczonym we wszystkie otwory, Wielkim Młotkowym trzeciego stopnia jamajskiej loży ''Palaczy rumianku'', dlatego proszę stanowczo o zatrudnienie mnie inaczej moi bracia wolnokumacze i różomajtkowcy zrobią szanownemu pracodawcy za pomocą cyrkla i ekierki z dupy piramidkę a odbyt uczynią płonącym żywym ogniem na jej szczycie okiem Saurona - tak mi dopomóż Wielki Sternik, Krojczy i Hydraulik Wszechświata'' ] - moim zdaniem wyjaśnienie jest banalniejsze co nie znaczy, że mniej budzące grozę, bynajmniej : wiele wskazuje, że rządzącym obecnie światem autentycznie odjebało od nadmiaru bogactw i władzy, chyba faktycznie uwierzyli iż są ubermenschami posiadającymi boskie wręcz możliwości kreacyjne, najwidoczniej zwykła ustawka o podział łupów i zagarnięcie jak największej liczby ludzi, terytoriów i surowców już im nie wystarcza i chcą czegoś więcej i więcej i więcej... Nie powinno to budzić zdumienia w kimś kto ma jakie takie pojęcie o mechanizmach historii i wie, że władza jest największym i jedynym prawdziwym narkotykiem wobec którego wszelkie inne są żałosnymi namiastkami dla plebsu - skoro można jednym gestem wpływać na życie tysięcy czy milionów ludzi to określenie takiego przypływu ''woli mocy'' kopem czy odlotem zbyt zajeżdża pospolitością, bez żadnej przesady bardziej pasuje tu lucyferyczna ekstaza. Rzecz jasna te żałosne satanistyczne rojenia noszą na sobie piętno ludzkiej ułomności i jako takie skazane na porażkę, prawdziwa ironia losu polega bowiem na tym iż to właśnie nasze najgłębsze pragnienia a zwłaszcza najsilniejsze z nich potęgi i nieśmiertelności są źródłem naszej śmiertelnej nędzy, w nich samych znajduje się fundamentalna sprzeczność, pęknięcie uniemożliwiające ich spełnienie, szczególnie zaś tak wybujałego i absurdalnego jak to ostatnie. Dlatego np. nie wierzę w sprawstwo człowieka w ''globalnym ocipieniu'' [ o ile faktycznie ma ono miejsce bo za oknem obecnie jakoś tego nie widzę ] gdyż jeślibyśmy faktycznie stanowili zagrożenie dla tej planety ludzkość zostałaby bezwzględnie wyczesana z jej powierzchni przez naturę, nawet po katastrofie nuklearnej przetrwałoby życie i za jakiś czas znowu pojawiłyby się inne organizmy, być może zmutowane lub też jeszcze doskonalsze. Z tego samego powodu śmiać mi się chce gdy słyszę Stephena Hawkinga, który z iście lucyferiańską pychą buńczucznie prorokuje iż ''poznamy myśli Boga'' - nawet jeśli [ w co wątpię ], zakładając przy tym że On istnieje, to i tak nigdy nie będziemy posiadać Jego mocy więc takowa wiedza zdałaby się nam psu na budę a najprawdopodobniej obróciłaby się przeciwko niszcząc nas, rozsadzając swym ogromem nasze małe rozumki. Jak to mówią : ''nawet król szczurów jest w ostateczności tylko szczurem'', niemniej jednak przyznam, że dla takich szaraczków jak niżej podpisany marna to pociecha bo kiedy tej bandzie idiotów zwali się w końcu na łeb ich nowa wieża Babel mogą niestety przy okazji i nas pogrzebać w jej ruinach - obym się mylił !
No dobrze, ktoś może zapytać, ale co u cholery ma to wspólnego z jakimś ''wolnym mularstwem '' ?! Trzeba więc pokrótce przypomnieć genezę masonerii - otóż wywodzi się ona ze średniowiecznych bractw murarskich, nie chodzi tu jednak o jakiegoś pana Cześka czy Zenka, którzy zresztą za parę flaszek postawiliby lepiej to coś uchodzącego za pomnik ofiar komunistycznej sowieckiej zbrodni zwanej nie wiedzieć czemu ''pogromem kieleckim'' a co swą formą urąga ich pamięci, lub jakowychś pra-socjalistycznych ''przodowników pracy'' lecz, jak pisze Haas we wspomnianej na wstępie książce ''elitę zawodową rzemiosła-kunsztu budowlanego : muratorów, czyli - posługując się obecną terminologią - wielkich przedsiębiorców budowlanych, architektów i inżynierów oraz najliczniejszych w tym gronie kamieniarzy-artystów, jak również nowicjuszy wdrażających się w te umiejętności'' a, by zacytować z kolei Starobinskiego z rozdziału nomen omen ''Geometryczne miasto'', : ''architekt to więcej niż pedagog - to demiurg. W czasach gdy Bóg pojmowany jest jako Wielki Architekt [ mowa o XVIII w. ] architekt z kolei chce być Bogiem i uniwersalnym prawodawcą. Przypisuje sobie władzę racjonalnej organizacji przestrzeni materialnej w całym jej znaczeniu moralnym, faktycznie daje sobie władzę przeobrażania ludzkiego świata. Geniusz architekta nie zna granic. W szerszym ujęciu [...] wszystko leży w jego kompetencjach : polityka, moralność, ustawodawstwo, religia, rządy'' - aha, najwidoczniej więc mamy tu do czynienia z tymi co to ''wiedzą lepiej'', którzy uzurpowali sobie bezpodstawnie prawo do decydowania o życiu i śmierci pozostałej części ludzkości, ''nadludźmi'' rozsadzanymi przez chore ambicje i pełnymi pogardy wobec poddanych ich władzy ''gojów''... Można oczywiście machnąć na to ręką i potraktować jako nieszkodliwą w gruncie rzeczy formę rozrywki zblazowanych starych ciotek przebierających się w fartuszki i odprawiających jakieś kuriozalne rytuały po lasach pod gigantycznymi posągami sowy ze świecącymi oczami itp. bzdury będące przykrywką dla homoseksualnych orgietek, choć jak się zacznie odkrywać ilu wpływowych ludzi bierze udział w tych dziwnych zabawach mina zrzednie chyba nawet największemu wesołkowi ... Należy także mieć świadomość, że w takiej Francji normą rytuału wyborczego jest otwarte niemal zabieganie kandydatów na prezydenta o poparcie masonów i ci z nich, którzy nie dostąpią zaszczytu zaproszenia do ich solidnej betonowej siedziby w Paryżu jakoś dziwnie nie mają szans na to stanowisko. Natomiast na naszym gruncie poważnie niepokoić i dawać do myślenia powinien stan, w którym nie dysponujemy praktycznie żadną poważną pracą naukową krytyczną wobec masonerii [ chyba że ja czegoś nie wiem ] natomiast wyłączność nań posiadają ludzie mniej lub bardziej związani z wolnomularstwem a więc, powtórzę o czym wspomniałem na początku, nie posiadający niezbędnego dystansu w tej materii co stawia pod znakiem zapytania ich dorobek i budzi podejrzenie o propagandę. No i przede wszystkim może ktoś mi łaskawie wytłumaczy w takim razie co do kurwy nędzy robi piramida w Kazachstanie ?!
środa, 25 lipca 2012
Liber Ubekorum.
...czyli o tym, że pochodzenie ma znaczenie [ a jednak ] - za przykładem red. Lizka, który ostatnio jak wiadomo opublikował w swej gazetce tekst o Kaczyńskim seniorze jąłem sprawdzać z kolei jego oraz innych celebryckich znakomitości genealogię i przy okazji natrafiłem na rzecz wskutek której doznałem lekkiej iluminacji i wstrząśnienia :
''Jakub Wojewódzki rozpoczął swoją "karierę" od harcerskiej rozgłośni radiowej w latach 80-tych. Syn Bogusława Wojewódzkiego, funkcjonariusza SB i prokuratora PRL-owskiego wymiaru sprawiedliwości nie miał problemów z zatrudnieniem w kolejnych prywatnych stacjach telewizyjnych. Jego ojciec zapisał się w historii pełniąc rolę prokuratora z ramienia Prokuratury Generalnej w sprawie tzw. "prowokacji bydgoskiej" z 19 marca 1981 roku. Natomiast Michał Figurski jest synem Zbigniewa Figurskiego - ostatniego dyrektora generalnego Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego (FOZZ) i zastępcy likwidatora FOZZ. Jego rodzice poznali się w Moskwie, gdzie Maciej urodził się w 1973 roku. Przez jakiś czas mieszkali w Polsce, a potem znaleźli się w Bejrucie, Być może ojciec był dyplomatą albo dawnych agentem służb specjalnych. Oczywiście oni obaj nie są jedynymi potomkami prominentów peerelowskich, którzy dziś korzystają ze statusu "celebrytów" i są "dziennikarzami" . Można przywołać i innych: Monikę Olejnik, która pracę dziennikarki rozpoczęła z tytułem zootechnika, w 1982 roku, gdy w Polsce obowiązywał stan wojenny, prywatnie córkę Tadeusza Olejnika, wysokiego funkcjonariusza Służby Bezpieczeństwa; Grzegorza Miecugowa, dziennikarza radiowego w czasach PRL, syna Brunona Miecugowa, stalinowskiego dziennikarza, który zasłynął jako sygnatariusz tzw. " Apelu Krakowskiego" z roku 1953 wyrażającego poparcie członków ZLP dla stalinowskich władz, które na podstawie sfałszowanych dowodów dokonały aresztu duchownych katolickich. [ ... ] Wymieńmy jeszcze Hannę Lis z domu Kedaj, primo voto Smoktunowicz, która karierę dziennikarską rozpoczęła już w III RP w roku 1992 jako prezenterka Teleexpresu. Jest córką Aleksandry i Waldemara Kedaja, znanych peerelowskich dziennikarzy i tajnych agentów SB. Oboje zostali umieszczeni na słynnej "liście kanalii" Stefana Kisielewskiego.''
[ całość ]
- ... ?!? Gwoli uczciwości trza wspomnieć, że jak pisze ''Matka Kurka'', prawicowa jak najbardziej, ''po wojnie Rajmund Kaczyński, łagodnie mówiąc, nie był przeciwnikiem, ani nawet kontestatorem realnego socjalizmu. Koledzy z AK opuścili Rajmunda, byli tacy, którzy spluwali lub przechodzili na drugą stronę ulicy'' niemniej Lizek nie ma prawa mu to wypominać bo nie był on jednak taką gnidą jak ojciec pana redaktora - wojskowy politruk, ''wysoki oficer Ludowego Wojska Polskiego w Śląskim Okręgu Wojskowym'', który był ''w stanie wojennym gorliwym zwolennikiem stanowczego traktowania awanturującej się opozycji'' ! [ te i wiele innych ciekawych informacji o naszej gwieździe dziennikarstwa i niedoszłym prezydęcie można znaleźć w innym ''kurkowym'' wpisie - mnie szczególnie zaintrygował jego udział w zarządzie fundacji ''Pro Civili'', bardzo ciekawe towarzystwo... ] Jedyne co mnie tu jeszcze zastanawia to czy szanowny tatuś wywodzi swój ród znad Wołgi czy też Eufratu ? Bo to, że był ''pełniącym obowiązki Polaka'' jest niemal pewne.
Muszę w takim razie odszczekać to co dotąd utrzymywałem, że pochodzenie nie ma większego znaczenia ale jak widać srodze się myliłem [ tym bardziej iż jak pokazuje casus Lisów oprycznicy to jedna wielka rodzina... ] i porzucić niechęć do grzebania się w życiorysach. Oczywiście nie jestem deterministą bo istnieją nader liczne wyjątki od tej zasady np. Antoni Zambrowski, syn wysokiego stalinowskiego aparatczyka, obecnie związany ze środowiskami mocno prawicowymi o ile wręcz nie radiomaryjnymi itp., no i trzeba pamiętać, że podobnymi metodami posługują się w swoich prowokacyjnych manipulacjach sami ubecy, zarówno ci od ''Żydów'' jak i ''faszystów'', dlatego współczesna wersja słynnego ''Liber Chamorum'' powinna obejmować ich pomiot bez względu na pochodzenie. Tak czy siak - hau hau hauuuuuuuu !
Aż się prosi by zacytować w tym miejscu ''Pieśń Czerwonych'' z niedokończonej ''Gnomiady'' Janusza Szpotańskiego, mimo upływu blisko pół wieku niestety bardzo aktualnej, oto ona :
Do jasnej cholery,
my chcemy opery!
Operę, operę nam daj !
Niech dzwonią ordery,
niech pędzą humbery,
czerwony niech złoci się raj !
Niech skończą się ględy,
już renty, procenty
o dupę czas potłuc i kwita.
Socjalizm w sam raz
dla ciemnych jest mas,
a dla nas rycerska jest kita !
Niech boją się chamy,
na chamów my sramy,
cham jesteś bydlaku to cierp !
Ten kraj jest dla szlachty,
co z Tuły i Kiachty
na tankach przywiozła swój herb.
Niech zaczną się bale,
niech jarzą się sale,
muzyka, muzyka niech brzmi !
Zostanie wszak po nas
pustynia czerwona,
lecz dzisiaj panowie - to my !
Jakże w świetle powyższego kłamliwie i podle brzmi wściekłe jojczenie różnych lewaków choćby z ''Krytyki politycznej'' oskarżających o wszelkie nieszczęścia III RP ''kapitalizm'' i ''wolny rynek'' [ nawiasem mówiąc trzeba by i im przyjrzeć się bliżej pod tym samym kątem, wiem, że pałętał się wśród nich min. Michnik jr - Antoś ] - jak z tego jasno widać obecnie nam panujący system to nie żaden tak potępiany przez nich ''neoliberalizm'' ile raczej jakiś neofeudalizm w którym rządzi niemal kastowy porządek. Skądinąd jest coś niesamowitego w tym dziedziczeniu pańskich resentymentów przez tych właśnie, którzy mieli je unicestwić, fenomen ''czerwonej szlachty'' : najbardziej spektakularnym tego przykładem jest ''Gajowy'', którego przodkowie ponoć wysłużyli sobie u carskich jak i sowieckich zaborców swój ''hrabiowski'' tytuł i przywileje w nowym ustroju, oraz ''fyrst lejdy'', której rodzice z kolei zapałali do siebie uczuciem podczas pracy w ''organach'', gdy w pocie czoła ''utrwalali'' PRL... [ jakie to romantyczne ! ]
...kompletnie nie w temacie, ale skoro to mój blog chciałbym na koniec polecić uwadze szanownych czytelników dyskusję jaką odbyłem z proizraelskim ''Foxem'' pod wpisem na jego blogu [ zaś tutaj w komentarzu też mu troszkę dosrałem - jestem oczywiście pod nickiem ''Chehelmut'' ] oraz tekst ''antyizraelskiego filosemity'' Konrada Rękasa z lumpenkoserwatywnego portalu : warto czytać jednych i drugich by wyrobić sobie własne zdanie i nie wodzić się za nos zarówno Ruskim jak i Amerykanom, nie łykać tak bezkrytycznie propagandy na temat tego co ostatnio dzieje się w świecie [ i w co nasz rząd a pośrednio i my sami jesteśmy tak aktywnie zaangażowani ! ] bez względu jakiej by proweniencji nie była.
p.s. gdzieś wyczytałem, że słynna ''Stokrotka'' to nawet nie współ- ile etatowy pracownik byłej jak i obecnej bezpieki, funkcjonariuszka SB i ABW rzucona na trudny ''front medialny'' - oczywiście mowa o polnym kwiatuszku, ot tak sobie surrealistycznie, poetycko dywaguję... W każdym razie pilnie potrzebny jest przewodnik ''Chuj is chuj'' w Polszcze.
''Jakub Wojewódzki rozpoczął swoją "karierę" od harcerskiej rozgłośni radiowej w latach 80-tych. Syn Bogusława Wojewódzkiego, funkcjonariusza SB i prokuratora PRL-owskiego wymiaru sprawiedliwości nie miał problemów z zatrudnieniem w kolejnych prywatnych stacjach telewizyjnych. Jego ojciec zapisał się w historii pełniąc rolę prokuratora z ramienia Prokuratury Generalnej w sprawie tzw. "prowokacji bydgoskiej" z 19 marca 1981 roku. Natomiast Michał Figurski jest synem Zbigniewa Figurskiego - ostatniego dyrektora generalnego Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego (FOZZ) i zastępcy likwidatora FOZZ. Jego rodzice poznali się w Moskwie, gdzie Maciej urodził się w 1973 roku. Przez jakiś czas mieszkali w Polsce, a potem znaleźli się w Bejrucie, Być może ojciec był dyplomatą albo dawnych agentem służb specjalnych. Oczywiście oni obaj nie są jedynymi potomkami prominentów peerelowskich, którzy dziś korzystają ze statusu "celebrytów" i są "dziennikarzami" . Można przywołać i innych: Monikę Olejnik, która pracę dziennikarki rozpoczęła z tytułem zootechnika, w 1982 roku, gdy w Polsce obowiązywał stan wojenny, prywatnie córkę Tadeusza Olejnika, wysokiego funkcjonariusza Służby Bezpieczeństwa; Grzegorza Miecugowa, dziennikarza radiowego w czasach PRL, syna Brunona Miecugowa, stalinowskiego dziennikarza, który zasłynął jako sygnatariusz tzw. " Apelu Krakowskiego" z roku 1953 wyrażającego poparcie członków ZLP dla stalinowskich władz, które na podstawie sfałszowanych dowodów dokonały aresztu duchownych katolickich. [ ... ] Wymieńmy jeszcze Hannę Lis z domu Kedaj, primo voto Smoktunowicz, która karierę dziennikarską rozpoczęła już w III RP w roku 1992 jako prezenterka Teleexpresu. Jest córką Aleksandry i Waldemara Kedaja, znanych peerelowskich dziennikarzy i tajnych agentów SB. Oboje zostali umieszczeni na słynnej "liście kanalii" Stefana Kisielewskiego.''
[ całość ]
- ... ?!? Gwoli uczciwości trza wspomnieć, że jak pisze ''Matka Kurka'', prawicowa jak najbardziej, ''po wojnie Rajmund Kaczyński, łagodnie mówiąc, nie był przeciwnikiem, ani nawet kontestatorem realnego socjalizmu. Koledzy z AK opuścili Rajmunda, byli tacy, którzy spluwali lub przechodzili na drugą stronę ulicy'' niemniej Lizek nie ma prawa mu to wypominać bo nie był on jednak taką gnidą jak ojciec pana redaktora - wojskowy politruk, ''wysoki oficer Ludowego Wojska Polskiego w Śląskim Okręgu Wojskowym'', który był ''w stanie wojennym gorliwym zwolennikiem stanowczego traktowania awanturującej się opozycji'' ! [ te i wiele innych ciekawych informacji o naszej gwieździe dziennikarstwa i niedoszłym prezydęcie można znaleźć w innym ''kurkowym'' wpisie - mnie szczególnie zaintrygował jego udział w zarządzie fundacji ''Pro Civili'', bardzo ciekawe towarzystwo... ] Jedyne co mnie tu jeszcze zastanawia to czy szanowny tatuś wywodzi swój ród znad Wołgi czy też Eufratu ? Bo to, że był ''pełniącym obowiązki Polaka'' jest niemal pewne.
Muszę w takim razie odszczekać to co dotąd utrzymywałem, że pochodzenie nie ma większego znaczenia ale jak widać srodze się myliłem [ tym bardziej iż jak pokazuje casus Lisów oprycznicy to jedna wielka rodzina... ] i porzucić niechęć do grzebania się w życiorysach. Oczywiście nie jestem deterministą bo istnieją nader liczne wyjątki od tej zasady np. Antoni Zambrowski, syn wysokiego stalinowskiego aparatczyka, obecnie związany ze środowiskami mocno prawicowymi o ile wręcz nie radiomaryjnymi itp., no i trzeba pamiętać, że podobnymi metodami posługują się w swoich prowokacyjnych manipulacjach sami ubecy, zarówno ci od ''Żydów'' jak i ''faszystów'', dlatego współczesna wersja słynnego ''Liber Chamorum'' powinna obejmować ich pomiot bez względu na pochodzenie. Tak czy siak - hau hau hauuuuuuuu !
Aż się prosi by zacytować w tym miejscu ''Pieśń Czerwonych'' z niedokończonej ''Gnomiady'' Janusza Szpotańskiego, mimo upływu blisko pół wieku niestety bardzo aktualnej, oto ona :
Do jasnej cholery,
my chcemy opery!
Operę, operę nam daj !
Niech dzwonią ordery,
niech pędzą humbery,
czerwony niech złoci się raj !
Niech skończą się ględy,
już renty, procenty
o dupę czas potłuc i kwita.
Socjalizm w sam raz
dla ciemnych jest mas,
a dla nas rycerska jest kita !
Niech boją się chamy,
na chamów my sramy,
cham jesteś bydlaku to cierp !
Ten kraj jest dla szlachty,
co z Tuły i Kiachty
na tankach przywiozła swój herb.
Niech zaczną się bale,
niech jarzą się sale,
muzyka, muzyka niech brzmi !
Zostanie wszak po nas
pustynia czerwona,
lecz dzisiaj panowie - to my !
Jakże w świetle powyższego kłamliwie i podle brzmi wściekłe jojczenie różnych lewaków choćby z ''Krytyki politycznej'' oskarżających o wszelkie nieszczęścia III RP ''kapitalizm'' i ''wolny rynek'' [ nawiasem mówiąc trzeba by i im przyjrzeć się bliżej pod tym samym kątem, wiem, że pałętał się wśród nich min. Michnik jr - Antoś ] - jak z tego jasno widać obecnie nam panujący system to nie żaden tak potępiany przez nich ''neoliberalizm'' ile raczej jakiś neofeudalizm w którym rządzi niemal kastowy porządek. Skądinąd jest coś niesamowitego w tym dziedziczeniu pańskich resentymentów przez tych właśnie, którzy mieli je unicestwić, fenomen ''czerwonej szlachty'' : najbardziej spektakularnym tego przykładem jest ''Gajowy'', którego przodkowie ponoć wysłużyli sobie u carskich jak i sowieckich zaborców swój ''hrabiowski'' tytuł i przywileje w nowym ustroju, oraz ''fyrst lejdy'', której rodzice z kolei zapałali do siebie uczuciem podczas pracy w ''organach'', gdy w pocie czoła ''utrwalali'' PRL... [ jakie to romantyczne ! ]
...kompletnie nie w temacie, ale skoro to mój blog chciałbym na koniec polecić uwadze szanownych czytelników dyskusję jaką odbyłem z proizraelskim ''Foxem'' pod wpisem na jego blogu [ zaś tutaj w komentarzu też mu troszkę dosrałem - jestem oczywiście pod nickiem ''Chehelmut'' ] oraz tekst ''antyizraelskiego filosemity'' Konrada Rękasa z lumpenkoserwatywnego portalu : warto czytać jednych i drugich by wyrobić sobie własne zdanie i nie wodzić się za nos zarówno Ruskim jak i Amerykanom, nie łykać tak bezkrytycznie propagandy na temat tego co ostatnio dzieje się w świecie [ i w co nasz rząd a pośrednio i my sami jesteśmy tak aktywnie zaangażowani ! ] bez względu jakiej by proweniencji nie była.
p.s. gdzieś wyczytałem, że słynna ''Stokrotka'' to nawet nie współ- ile etatowy pracownik byłej jak i obecnej bezpieki, funkcjonariuszka SB i ABW rzucona na trudny ''front medialny'' - oczywiście mowa o polnym kwiatuszku, ot tak sobie surrealistycznie, poetycko dywaguję... W każdym razie pilnie potrzebny jest przewodnik ''Chuj is chuj'' w Polszcze.
wtorek, 19 czerwca 2012
Palę komitet [ i kotłownię ].
Długo nic tu się nie działo bo z powodu awarii kompa byłem wyłączony z internetowego obiegu co bynajmniej niespecjalnie mi przeszkadzało ale o tem potem, teraz zaś parę zaległych spraw :
Przede wszystkim ogłaszam ''urban und orban'' wszechosobisty bojkot dwóch kieleckich klubów ''Komitetu'' i ''Kotłowni'' i niniejszym namawiam do tego innych - ten pierwszy, jak sama nazwa wskazuje żerujący na PRL-owskim resentymencie podpadł mi dużym portretem ludobójcy Lenina i sierpomłotowym neonem [ ! ], parokrotnie zwracałem w związku z tym uwagę barmanom i samemu właścicielowi knajpy, ale bez odzewu, ostatecznie moja cierpliwość wyczerpała się po hucpie z ''oryginalnym'' napisem nad bramą Stoczni Gdańskiej, przywróceniem jej haniebnego miana ludojada, które nosiła za komuny [ zapewne za tą prowokację odpowiada ten ubek od ''krzyża z puszek'' i niedawnego przemarszu kacapskich kiboli, zaś udział tej szmaty Nieznalskiej w tym policyjnym performansie nie dziwi mnie biorąc pod uwagę ileż to już ''wyzwolonych'' i prowokacyjnych awangardzistów skończyło jako gorliwi funkcjonariusze aparatu totalniackiej propagandy ]. Nie wiem co się w tym kraju k... wyrabia ?! Może teraz czas na powrót równie oryginalnego patrona stadionu piłkarskiego w Katovitzach czy innym Breslau Adolfa Hitlera, a przecież i w naszym mieście dostojny gość przebywał nocując bodaj ''na zamku'' - może przynajmniej jakaś tablica pamiątkowa dla uczczenia prekursora zjednoczonej Ojropy ? Doprawdy nie mam pojęcia co ma w głowie właściciel wspomnianej knajpy, chyba siano albo zamieniła mu się z d..., przecież ten czerwony skurwiel wywłaszczyłby go natychmiast, zagonił do kopania rowów i zamęczyłby w końcu w obozie lub kazał rozstrzelać więc to tak jakby Żyd umieścił w swoim lokalu portret Hitlera i hakenkreuza ! Ignorantom i późno urodzonym nie chce mi się tłumaczyć dokładnie co mnie tak bulwersuje w całej sprawie, tym bardziej że zajmowałem się tym jakiś czas temu na drugim blogu, więc tam odsyłam, tutaj zaś zamiast obszernych wyjaśnień jedna tylko krótka za to wymowna i wstrząsająca scena zaczerpnięta z właśnie przeczytanych ''Dzienników petersburskich'' Zinaidy Gippius, obok ''Przeklętych dni'' Iwana Bunina jednego z najbardziej kapitalnych zapisów krwawego i absurdalnego koszmaru komunistycznej rewolucji w Rosji :
''Czy wiecie co to jest ''chińskie mięso'' ? Otóż ciała rozstrzelanych ''Czeka'', jak wiadomo, oddaje dla zwierząt w ogrodzie zoologicznym. I u nas i w Moskwie. Rozstrzeliwują zaś Chińczycy. I u nas, i w Moskwie. Ale w czasie mordowania i przy wysyłce ciał dla zwierząt Chińczycy spekulują. Nie wszystkie ciała wydają, te młodsze ukrywają i sprzedają jako cielęcinę. U nas - i w Moskwie. U nas na bazarze Siennym. Doktor N. kupił ''z kostką'' - poznał ludzką. Zaniósł do Czeki. Tam bardzo sugestywnie poradzili mu, żeby nie protestował, bo sam może trafić na bazar. [...] W Moskwie zatruła się cała rodzina.'' [ - w domyśle : trupim jadem... przyp. mój ]
- ... Komunistyczne skurwiałe szmaty, czerwone ścierwo - zaorać !!! I niech mi nikt tu nie pierdzieli o ''błędach i wypaczeniach'', wystarczy poczytać oficjalne wypociny Lenina w niczym nie ustępujące tym Hitlera, jak i odtajnione telegramy, rozkazy i stenogramy przemówień pokazujące jego prawdziwą twarz niepospolitego sadysty i wyjątkowo zajadłego skurwiela. Aby odsapnąć od tych mrocznych bolszewickich miazmatów polecam lekturę wulgarnego i wybornego pamfletu [ a może i nie ] ''Rozkoszna dupa Lenina'' - Henio Pająk w szczytowej formie, setnie się uśmiałem czytając o ''władczym Lejbie'' i ''marksistowskich pupciach'', nie przeszkadzało mi nawet, że autor to też komuch tylko z ''chamów'' wcale niezgorszych od ''internacjonalistów'', ale niech tam, niech się gryzie wzajem swołocz choć niestety w ostateczności, jak to mówią, ''kurwa kurwie łba nie urwie''... Tak czy siak olewam ''Komitet'' i zachęcam do tego innych, sam tam nie łażę a co najwyżej wpadam rzadko ze znajomymi bo nie chcę być apodyktycznym bubkiem narzucającym im swą wolę [ przecież nie jestem Leninem czy Trockim ! ], ale wtedy niczego nie zamawiam i sam nie pozwalam sobie stawiać bo dopóki będzie wisiał tam ''szatniarz'' i zbrodnicze symbole te chuje nie zarobią ode mnie ani złotówki !
Natomiast co się tyczy ''Kotłowni'' czyli niedawno ''otwartego'' [ skąd cudzysłów o tym za chwilę ] klubu na terenie ''Bazy Zbożowej'' [ tu niezbędne wyjaśnienie bo trafiają się czytelnicy tego bloga spoza regionu a to ważne w tym kontekście : ''baza'' to ośrodek kulturalny powstały na terenie dawnej zajezdni MO, będący w zamyśle przytuliskiem różnych ''alternatywnych'' projektów, stowarzyszeń, miejscem prób zespołów, wystaw, spektakli teatralnych itp. ] nie będę ukrywał, ucieszyłem się naiwnie, gdy usłyszałem, że ruszyła w końcu niespodziewanie i z kopyta jego budowa, bo projekt wisiał na stronie pomysłodawcy całego przedsięwzięcia kieleckiego muzyka Kinora od wielu lat [ choć właśnie ekspresowe niemal tempo jego finalizacji po tak długim czasie powinno mi się wydać podejrzane patrząc z dzisiejszej perspektywy ], tym bardziej iż na ''otwarciu'' miał zagrać Tomasz Stańko - nie jestem wprawdzie jakimś specjalnym fanem, ale cenię kilka jego wczesnych albumów, zresztą taki koncert szczególnie w Kielcach to niecodzienna okazja. Tymczasem dopiero ''za pięć dwunasta'' ogłoszono iż wstęp jest tylko ''za zaproszeniami'' [ nie było nawet najmniejszej wzmianki o tym we wcześniejszym info, które wisiało co najmniej na 2 miesiące przed, za to z mnóstwem niepotrzebnych pierdół i recenzji zachwalających artystę, tak jakby k... ludzie nie wiedzieli, kto to Stańko - zresztą może większość z tych, którzy wylądowali w końcu na sali faktycznie potrzebowała objaśnień... ], rzeczone zaś zaproszenia zostały rozdane jedynie wśród ''krewnych i znajomych królika''... Pal licho, gdyby chociaż sfinansowali przyjazd pana artysty z własnej kieszeni, ale na de facto prywatną imprezę Kiniora i prezydenta miasta Lubawskiego poszła kasa z budżetu Kielc, zapisana jeszcze przez tych bezczelnych kutafonów jako... środki na ''promocję miasta'' ! [ chyba wsobną, k... ] I przede wszystkim jaki sens do cholery organizować ZAMKNIĘTE OTWARCIE ?! A więc tak : mamy klub na który ponoć wydano blisko 700 000 zł [ ! ] z pieniędzy publicznych [ czyli naszych ], gdzie przeciętny mieszkaniec miasta nie ma wstępu czy to z powodu niedostąpienia łaski ''zaproszenia'' czy też zaporowych cen biletów [ np. na niedawny koncert Fałszującego Czesia kosztowały niemal 50 zł... ], pasujący bardziej do snobistycznego kompleksu z salonem spa itp. niż miejsca aktywności punków i hip-hopowców, z wyszynkiem oczywiście choć otwarty na terenie, który wg naszego złotoustego włodarza miał być miejscem wolnym od alkoholu [ bo formalnie podpada pod MOPR, ma min. prowadzić działalność edukacyjną i wychowawczą dla ''trudnej'' młodzieży itd. ] i faktycznie, sam wielokrotnie widziałem jak podczas imprez mundurowi od których aż się wtedy roiło wyłapywali z nadgorliwą zaciekłością gówniarzy za głupią puszkę piwa wlepiając im horrendalne mandaty, a tu proszę - ?! [ Kinior próbuje to pokryć żałosnym zakazem sprzedaży alkoholu również i w klubie w czasie trwania jego imprezy powziętym chyba w ostatniej chwili - a niech sp... ! ] Jedno wiem na pewno : coś tu śmierdzi i to mocno, najlepszym zaś dowodem, że jak słyszę przyssały się do tego miejsca różne Gocały-Czerwińskie [ dłuuugo by wyjaśniać kto zacz ] i insze ściemniacze a przecież nie od dziś wiadomo do czego ciągną muchy... Zastanawiam się tylko czy ten idiota Kinior jest niczego nieświadomym figurantem, przykrywką dla kręcenia wałów przez jakichś grubszych cwaniaków [ skądinąd rad bym wiedzieć cóż to za mili dyziowie na tejże focie z panem Włodzimierzem - domyślam się, że to ''zarząd'' a to podobnie jak ''prezes'' czy ''rada nadzorcza'' nie kojarzy mi się dobrze... ] czy też sam ma jakieś udziały w tym przekręcie ? [ zresztą i tak nikłym w porównaniu z ''lotniskiem'' w Obicach, a właściwie to już chyba kosmodromem biorąc pod uwagę ''zainwestowane'' weń pieniądze ] Patrząc z niedowierzaniem na jego rozkoszne pseudo-buddyjskie pitolenie o ''przylepności ego'' itp. na różnych forach stawiam chyba jednak na to pierwsze... Niezależnie jak się sprawa ma podpadł mi [ i nie tylko ] tym okrutnie a szkoda wielka bo przecież nie można powiedzieć iż jest beztalenciem i zerem, gość ma jakiś dorobek, ale firmując takie g... jakim w istocie okazała się niestety ''Kotłownia'' zaliczył chyba wtopę życia, oczadziały od nauk swego wielbiącego nieletnie cipki lamy nie dostrzega najwidoczniej, że stał się nadwornym pajacem Rumcajsa z magistratu - smutne. Obawiam się tylko, że kiedy to szambo w końcu wybije zaleje i pociągnie w gnój za sobą całą ''Bazę'' : oby do tego nie doszło !
W każdym razie olewam ciepłym moczem jego odbywającą się tamże w ten łyk-end ''Hasarapasę'' [ i do czego namawiam innych ] natomiast wybiorę się mniej więcej w tym samym czasie na otwarcie Wzgórza Zamkowego - cieszę się bardzo, że to miejsce ożyje [ oby ], choć wyburzenie zabytkowej bramy więzienia jakie się tam mieściło rozpierdzieliwszy którą Heda ''Szary'' uwolnił z łap ubeków tylu ludzi uważam za skandal, ale niech tam [ skądinąd jak oni tam teraz przeprowadzają ''rekonstrukcję historyczną'' - odstawiają pantomimę ? ] Nawet tutaj jednak musiał pojawić się zgrzyt : wśród uczestników zamkniętego [ a jakże ! ] ''panelu dyskusyjnego'' pod idiotycznym tytułem ''Czy jest miejsce na patriotyzm w zjednoczonej Europie?'' na inaugurację mieszczącego się w tym kompleksie ''Ośrodka Myśli Patriotycznej'' - jeśli mają wątpliwości to po jaką cholerę go otwierają ?! : najwidoczniej, żeby bić pianę podczas podobnych ''paneli'' i trzepać kasę przy okazji skutecznie obrzydzając patriotyzm innym - widzę... Miecugowa, a więc wyleniałego TVN-owskiego gwiazdorka bredzącego o ''demonach polskiego patriotyzmu'' ! W takim razie radzę pójść na całość i zaprosić raczej jakiegoś żyjącego jeszcze ubola, który wystąpi ze wzruszającą pogadanką jak to on ''budował'' polskę ludową [ nie napiszę tego z dużej litery, nie ma mowy ! ] kopiąc w pocie czoła w nery i rozłupując czaszki różnym ''bandytom'', zaś sam ''ośrodek'' przemianować na lojalistyczny poświęcając go tym wszystkim bohaterskim lizydupom zaborców i okupantów niosących nam przez wieki światło postępu i modernizacji, zamiast czcić świrów i inną niewdzięczną hołotę odrzucającą je w imię ''demonicznego'' [ i oczywiście ''antysemickiego'', ajajaj ! ] patriotyzmu. Z mieszczącym się w tym samym kompleksie zamkowym centrum ''dyzajnu'' czy czymś takim też jest niezła chryja : jak słyszę szefujący mu Cecuła ponoć wypadł z łask i nie został tam zaproszony na spotkanie, które sam zorganizował... eh. Tylko proszę nie pierdzielić mi, że to takie prowincjonalne błotko [ albo jeszcze lepiej : ''polskie piekło'' - kolejny temat do dyskusji w ośrodku ''patriotycznym'' ] i tak się dzieje jedynie w podobnych miastkach jak nasze, w większych jest tego g... zwyczajnie duuużo więcej i dlatego jest bardziej rozrzedzone, nie narzuca się tak jak tam, gdzie krótsza perspektywa pozwala ostrzej widzieć pewne mechanizmy - w tym przynajmniej prowincja ma przewagę nad metropoliami.
Dobra, spuściłem trochę żółci, myślę jednak że słusznie, by jednak nie wyjść na ''malkontenta'', który wiecznie tylko szuka dziury w całym [ co zresztą uważam za pożyteczną działalność bo to ''całe'' wraz z nieodmiennie towarzyszącym mu kretyńskim i histerycznym optymizmem zajeżdża mi z deka totalniactwem ] na koniec dla równowagi wspomnę o pozytywach, pokrótce tylko bo jak zwykle post mi się znowu zgargantuizował niemożebnie : chciałbym w tym miejscu serdecznie podziękować Witkowi Gąsce za możliwość wysłuchania koncertu w nowo otwartej kieleckiej filharmonii - piękna sala i dobry koncert, zobaczyć i usłyszeć na żywo orkiestrę to kapitalne przeżycie dla każdego, kto lubi muzykę słuchać a nie otumaniać się nią [ skądinąd w pewnych dozach też ma to sens ] a już Michniewski dyrygujący nią ''z głowy'' to kompletna realna niemożebność, należy też docenić wysiłki Jacka Rogali przemycającego w programie niełatwy współczesny repertuar, mam nadzieję, że nie tylko w tym sezonie - oraz ''wolnym kielcom'', którym z kolei zawdzięczam zwiedzenie w dobrej kompanii podczas nocy muzeów ''ośrodka geoedukacji'' na Wietrzni robiącego duże wrażenie, niezwykle miłego dla oka przez swą umiejętnie łączącą kamień z drewnem i szkłem bryłę, bodaj jedna z niewielu trafnych inwestycji w naszym mieście.
I ostatnie ''ogłoszenie'' : niniejszym zawieszam ten blog zauważyłem bowiem, że internetowa absencja mi służy, komputer to fajne narzędzie ale też cholerny pożerca czasu wyjaławiający na dłuższą metę, dlatego chcę od niego odpocząć, poczytać coś, wyjść gdzieś a nie przesiadywać tylko przed nim ciągiem - no, zobaczymy... Rzecz jasna nie zarzekam się i zamierzam w wakacje wrzucić tu jeszcze jakiś kanikułowy wpis o pewnej zjawiskowej postaci z naszego regionu - ale o tym na razie sza.
Przede wszystkim ogłaszam ''urban und orban'' wszechosobisty bojkot dwóch kieleckich klubów ''Komitetu'' i ''Kotłowni'' i niniejszym namawiam do tego innych - ten pierwszy, jak sama nazwa wskazuje żerujący na PRL-owskim resentymencie podpadł mi dużym portretem ludobójcy Lenina i sierpomłotowym neonem [ ! ], parokrotnie zwracałem w związku z tym uwagę barmanom i samemu właścicielowi knajpy, ale bez odzewu, ostatecznie moja cierpliwość wyczerpała się po hucpie z ''oryginalnym'' napisem nad bramą Stoczni Gdańskiej, przywróceniem jej haniebnego miana ludojada, które nosiła za komuny [ zapewne za tą prowokację odpowiada ten ubek od ''krzyża z puszek'' i niedawnego przemarszu kacapskich kiboli, zaś udział tej szmaty Nieznalskiej w tym policyjnym performansie nie dziwi mnie biorąc pod uwagę ileż to już ''wyzwolonych'' i prowokacyjnych awangardzistów skończyło jako gorliwi funkcjonariusze aparatu totalniackiej propagandy ]. Nie wiem co się w tym kraju k... wyrabia ?! Może teraz czas na powrót równie oryginalnego patrona stadionu piłkarskiego w Katovitzach czy innym Breslau Adolfa Hitlera, a przecież i w naszym mieście dostojny gość przebywał nocując bodaj ''na zamku'' - może przynajmniej jakaś tablica pamiątkowa dla uczczenia prekursora zjednoczonej Ojropy ? Doprawdy nie mam pojęcia co ma w głowie właściciel wspomnianej knajpy, chyba siano albo zamieniła mu się z d..., przecież ten czerwony skurwiel wywłaszczyłby go natychmiast, zagonił do kopania rowów i zamęczyłby w końcu w obozie lub kazał rozstrzelać więc to tak jakby Żyd umieścił w swoim lokalu portret Hitlera i hakenkreuza ! Ignorantom i późno urodzonym nie chce mi się tłumaczyć dokładnie co mnie tak bulwersuje w całej sprawie, tym bardziej że zajmowałem się tym jakiś czas temu na drugim blogu, więc tam odsyłam, tutaj zaś zamiast obszernych wyjaśnień jedna tylko krótka za to wymowna i wstrząsająca scena zaczerpnięta z właśnie przeczytanych ''Dzienników petersburskich'' Zinaidy Gippius, obok ''Przeklętych dni'' Iwana Bunina jednego z najbardziej kapitalnych zapisów krwawego i absurdalnego koszmaru komunistycznej rewolucji w Rosji :
''Czy wiecie co to jest ''chińskie mięso'' ? Otóż ciała rozstrzelanych ''Czeka'', jak wiadomo, oddaje dla zwierząt w ogrodzie zoologicznym. I u nas i w Moskwie. Rozstrzeliwują zaś Chińczycy. I u nas, i w Moskwie. Ale w czasie mordowania i przy wysyłce ciał dla zwierząt Chińczycy spekulują. Nie wszystkie ciała wydają, te młodsze ukrywają i sprzedają jako cielęcinę. U nas - i w Moskwie. U nas na bazarze Siennym. Doktor N. kupił ''z kostką'' - poznał ludzką. Zaniósł do Czeki. Tam bardzo sugestywnie poradzili mu, żeby nie protestował, bo sam może trafić na bazar. [...] W Moskwie zatruła się cała rodzina.'' [ - w domyśle : trupim jadem... przyp. mój ]
- ... Komunistyczne skurwiałe szmaty, czerwone ścierwo - zaorać !!! I niech mi nikt tu nie pierdzieli o ''błędach i wypaczeniach'', wystarczy poczytać oficjalne wypociny Lenina w niczym nie ustępujące tym Hitlera, jak i odtajnione telegramy, rozkazy i stenogramy przemówień pokazujące jego prawdziwą twarz niepospolitego sadysty i wyjątkowo zajadłego skurwiela. Aby odsapnąć od tych mrocznych bolszewickich miazmatów polecam lekturę wulgarnego i wybornego pamfletu [ a może i nie ] ''Rozkoszna dupa Lenina'' - Henio Pająk w szczytowej formie, setnie się uśmiałem czytając o ''władczym Lejbie'' i ''marksistowskich pupciach'', nie przeszkadzało mi nawet, że autor to też komuch tylko z ''chamów'' wcale niezgorszych od ''internacjonalistów'', ale niech tam, niech się gryzie wzajem swołocz choć niestety w ostateczności, jak to mówią, ''kurwa kurwie łba nie urwie''... Tak czy siak olewam ''Komitet'' i zachęcam do tego innych, sam tam nie łażę a co najwyżej wpadam rzadko ze znajomymi bo nie chcę być apodyktycznym bubkiem narzucającym im swą wolę [ przecież nie jestem Leninem czy Trockim ! ], ale wtedy niczego nie zamawiam i sam nie pozwalam sobie stawiać bo dopóki będzie wisiał tam ''szatniarz'' i zbrodnicze symbole te chuje nie zarobią ode mnie ani złotówki !
Natomiast co się tyczy ''Kotłowni'' czyli niedawno ''otwartego'' [ skąd cudzysłów o tym za chwilę ] klubu na terenie ''Bazy Zbożowej'' [ tu niezbędne wyjaśnienie bo trafiają się czytelnicy tego bloga spoza regionu a to ważne w tym kontekście : ''baza'' to ośrodek kulturalny powstały na terenie dawnej zajezdni MO, będący w zamyśle przytuliskiem różnych ''alternatywnych'' projektów, stowarzyszeń, miejscem prób zespołów, wystaw, spektakli teatralnych itp. ] nie będę ukrywał, ucieszyłem się naiwnie, gdy usłyszałem, że ruszyła w końcu niespodziewanie i z kopyta jego budowa, bo projekt wisiał na stronie pomysłodawcy całego przedsięwzięcia kieleckiego muzyka Kinora od wielu lat [ choć właśnie ekspresowe niemal tempo jego finalizacji po tak długim czasie powinno mi się wydać podejrzane patrząc z dzisiejszej perspektywy ], tym bardziej iż na ''otwarciu'' miał zagrać Tomasz Stańko - nie jestem wprawdzie jakimś specjalnym fanem, ale cenię kilka jego wczesnych albumów, zresztą taki koncert szczególnie w Kielcach to niecodzienna okazja. Tymczasem dopiero ''za pięć dwunasta'' ogłoszono iż wstęp jest tylko ''za zaproszeniami'' [ nie było nawet najmniejszej wzmianki o tym we wcześniejszym info, które wisiało co najmniej na 2 miesiące przed, za to z mnóstwem niepotrzebnych pierdół i recenzji zachwalających artystę, tak jakby k... ludzie nie wiedzieli, kto to Stańko - zresztą może większość z tych, którzy wylądowali w końcu na sali faktycznie potrzebowała objaśnień... ], rzeczone zaś zaproszenia zostały rozdane jedynie wśród ''krewnych i znajomych królika''... Pal licho, gdyby chociaż sfinansowali przyjazd pana artysty z własnej kieszeni, ale na de facto prywatną imprezę Kiniora i prezydenta miasta Lubawskiego poszła kasa z budżetu Kielc, zapisana jeszcze przez tych bezczelnych kutafonów jako... środki na ''promocję miasta'' ! [ chyba wsobną, k... ] I przede wszystkim jaki sens do cholery organizować ZAMKNIĘTE OTWARCIE ?! A więc tak : mamy klub na który ponoć wydano blisko 700 000 zł [ ! ] z pieniędzy publicznych [ czyli naszych ], gdzie przeciętny mieszkaniec miasta nie ma wstępu czy to z powodu niedostąpienia łaski ''zaproszenia'' czy też zaporowych cen biletów [ np. na niedawny koncert Fałszującego Czesia kosztowały niemal 50 zł... ], pasujący bardziej do snobistycznego kompleksu z salonem spa itp. niż miejsca aktywności punków i hip-hopowców, z wyszynkiem oczywiście choć otwarty na terenie, który wg naszego złotoustego włodarza miał być miejscem wolnym od alkoholu [ bo formalnie podpada pod MOPR, ma min. prowadzić działalność edukacyjną i wychowawczą dla ''trudnej'' młodzieży itd. ] i faktycznie, sam wielokrotnie widziałem jak podczas imprez mundurowi od których aż się wtedy roiło wyłapywali z nadgorliwą zaciekłością gówniarzy za głupią puszkę piwa wlepiając im horrendalne mandaty, a tu proszę - ?! [ Kinior próbuje to pokryć żałosnym zakazem sprzedaży alkoholu również i w klubie w czasie trwania jego imprezy powziętym chyba w ostatniej chwili - a niech sp... ! ] Jedno wiem na pewno : coś tu śmierdzi i to mocno, najlepszym zaś dowodem, że jak słyszę przyssały się do tego miejsca różne Gocały-Czerwińskie [ dłuuugo by wyjaśniać kto zacz ] i insze ściemniacze a przecież nie od dziś wiadomo do czego ciągną muchy... Zastanawiam się tylko czy ten idiota Kinior jest niczego nieświadomym figurantem, przykrywką dla kręcenia wałów przez jakichś grubszych cwaniaków [ skądinąd rad bym wiedzieć cóż to za mili dyziowie na tejże focie z panem Włodzimierzem - domyślam się, że to ''zarząd'' a to podobnie jak ''prezes'' czy ''rada nadzorcza'' nie kojarzy mi się dobrze... ] czy też sam ma jakieś udziały w tym przekręcie ? [ zresztą i tak nikłym w porównaniu z ''lotniskiem'' w Obicach, a właściwie to już chyba kosmodromem biorąc pod uwagę ''zainwestowane'' weń pieniądze ] Patrząc z niedowierzaniem na jego rozkoszne pseudo-buddyjskie pitolenie o ''przylepności ego'' itp. na różnych forach stawiam chyba jednak na to pierwsze... Niezależnie jak się sprawa ma podpadł mi [ i nie tylko ] tym okrutnie a szkoda wielka bo przecież nie można powiedzieć iż jest beztalenciem i zerem, gość ma jakiś dorobek, ale firmując takie g... jakim w istocie okazała się niestety ''Kotłownia'' zaliczył chyba wtopę życia, oczadziały od nauk swego wielbiącego nieletnie cipki lamy nie dostrzega najwidoczniej, że stał się nadwornym pajacem Rumcajsa z magistratu - smutne. Obawiam się tylko, że kiedy to szambo w końcu wybije zaleje i pociągnie w gnój za sobą całą ''Bazę'' : oby do tego nie doszło !
W każdym razie olewam ciepłym moczem jego odbywającą się tamże w ten łyk-end ''Hasarapasę'' [ i do czego namawiam innych ] natomiast wybiorę się mniej więcej w tym samym czasie na otwarcie Wzgórza Zamkowego - cieszę się bardzo, że to miejsce ożyje [ oby ], choć wyburzenie zabytkowej bramy więzienia jakie się tam mieściło rozpierdzieliwszy którą Heda ''Szary'' uwolnił z łap ubeków tylu ludzi uważam za skandal, ale niech tam [ skądinąd jak oni tam teraz przeprowadzają ''rekonstrukcję historyczną'' - odstawiają pantomimę ? ] Nawet tutaj jednak musiał pojawić się zgrzyt : wśród uczestników zamkniętego [ a jakże ! ] ''panelu dyskusyjnego'' pod idiotycznym tytułem ''Czy jest miejsce na patriotyzm w zjednoczonej Europie?'' na inaugurację mieszczącego się w tym kompleksie ''Ośrodka Myśli Patriotycznej'' - jeśli mają wątpliwości to po jaką cholerę go otwierają ?! : najwidoczniej, żeby bić pianę podczas podobnych ''paneli'' i trzepać kasę przy okazji skutecznie obrzydzając patriotyzm innym - widzę... Miecugowa, a więc wyleniałego TVN-owskiego gwiazdorka bredzącego o ''demonach polskiego patriotyzmu'' ! W takim razie radzę pójść na całość i zaprosić raczej jakiegoś żyjącego jeszcze ubola, który wystąpi ze wzruszającą pogadanką jak to on ''budował'' polskę ludową [ nie napiszę tego z dużej litery, nie ma mowy ! ] kopiąc w pocie czoła w nery i rozłupując czaszki różnym ''bandytom'', zaś sam ''ośrodek'' przemianować na lojalistyczny poświęcając go tym wszystkim bohaterskim lizydupom zaborców i okupantów niosących nam przez wieki światło postępu i modernizacji, zamiast czcić świrów i inną niewdzięczną hołotę odrzucającą je w imię ''demonicznego'' [ i oczywiście ''antysemickiego'', ajajaj ! ] patriotyzmu. Z mieszczącym się w tym samym kompleksie zamkowym centrum ''dyzajnu'' czy czymś takim też jest niezła chryja : jak słyszę szefujący mu Cecuła ponoć wypadł z łask i nie został tam zaproszony na spotkanie, które sam zorganizował... eh. Tylko proszę nie pierdzielić mi, że to takie prowincjonalne błotko [ albo jeszcze lepiej : ''polskie piekło'' - kolejny temat do dyskusji w ośrodku ''patriotycznym'' ] i tak się dzieje jedynie w podobnych miastkach jak nasze, w większych jest tego g... zwyczajnie duuużo więcej i dlatego jest bardziej rozrzedzone, nie narzuca się tak jak tam, gdzie krótsza perspektywa pozwala ostrzej widzieć pewne mechanizmy - w tym przynajmniej prowincja ma przewagę nad metropoliami.
Dobra, spuściłem trochę żółci, myślę jednak że słusznie, by jednak nie wyjść na ''malkontenta'', który wiecznie tylko szuka dziury w całym [ co zresztą uważam za pożyteczną działalność bo to ''całe'' wraz z nieodmiennie towarzyszącym mu kretyńskim i histerycznym optymizmem zajeżdża mi z deka totalniactwem ] na koniec dla równowagi wspomnę o pozytywach, pokrótce tylko bo jak zwykle post mi się znowu zgargantuizował niemożebnie : chciałbym w tym miejscu serdecznie podziękować Witkowi Gąsce za możliwość wysłuchania koncertu w nowo otwartej kieleckiej filharmonii - piękna sala i dobry koncert, zobaczyć i usłyszeć na żywo orkiestrę to kapitalne przeżycie dla każdego, kto lubi muzykę słuchać a nie otumaniać się nią [ skądinąd w pewnych dozach też ma to sens ] a już Michniewski dyrygujący nią ''z głowy'' to kompletna realna niemożebność, należy też docenić wysiłki Jacka Rogali przemycającego w programie niełatwy współczesny repertuar, mam nadzieję, że nie tylko w tym sezonie - oraz ''wolnym kielcom'', którym z kolei zawdzięczam zwiedzenie w dobrej kompanii podczas nocy muzeów ''ośrodka geoedukacji'' na Wietrzni robiącego duże wrażenie, niezwykle miłego dla oka przez swą umiejętnie łączącą kamień z drewnem i szkłem bryłę, bodaj jedna z niewielu trafnych inwestycji w naszym mieście.
I ostatnie ''ogłoszenie'' : niniejszym zawieszam ten blog zauważyłem bowiem, że internetowa absencja mi służy, komputer to fajne narzędzie ale też cholerny pożerca czasu wyjaławiający na dłuższą metę, dlatego chcę od niego odpocząć, poczytać coś, wyjść gdzieś a nie przesiadywać tylko przed nim ciągiem - no, zobaczymy... Rzecz jasna nie zarzekam się i zamierzam w wakacje wrzucić tu jeszcze jakiś kanikułowy wpis o pewnej zjawiskowej postaci z naszego regionu - ale o tym na razie sza.
czwartek, 29 marca 2012
Duchowe trupojebstwo.
Ponieważ temat nazi-gejostwa wychodzi mi już z-bokiem więc teraz zajmę się dla odmiany ich przeciwnikami - właściwie to chciałbym tylko korzystając z okazji zarekomendować film i książkę, w pierwszym przypadku chodzi o izraelski dokument ''Zniesławienie'', nie będę się na jego temat rozpisywał bo wystarczająco dobrze zrobił to już niejaki Jerzy Szygiel na swoim blogu, dlatego pokrótce tylko wyjaśnię, że jest on krytyką politycznej instrumentalizacji nazistowskiego ludobójstwa na Żydach, manipulacji jakie popełnia nań Izrael dla swych doraźnych korzyści i zbijania finansowego kapitału przez wpływowe żydowskie organizacje na tej tragedii. Świetny dokument w mojej ocenie, mocno obrazoburczy i rozpierdzielający klisze mentalne wbite nam do łbów przez massmedia, zawierający kilka naprawdę mocnych scen np. gdy Abe Foxman, wyjątkowy skurwiel, psychopata i cynik, gość stojący na czele walczącej z ''antysemityzmem'' organizacji otwarcie przyznaje się do żerowania na antyżydowskich uprzedzeniach, albo dyskusja z grupą czarnych na Brooklynie podczas której jeden z Murzynów powołuje się na ''Protokoły Mędrców Syjonu'' [ he he ], największe wrażenie wywarł na mnie widok rozhisteryzowanych izraelskich nastoli w Oświęcimiu, jakichś seansów ideologicznej czarnej magii jakim się tam oddają urobieni wcześniej odpowiednio przez swych demonicznych ''opiekunów'', bledną przy nich nawet najbardziej niesmaczne wyskoki towarzyszące posmoleńskiej żałobie - toż to dopiero ''narodowa nekrofilia'' ! Przejmujące i budzące grozę jest też patrzenie na bogatych i wpływowych zlaicyzowanych Żydów, którzy duchową pustkę oszukują nędzną namiastką politycznej ''religii Holocaustu'' sprokurowaną w tym celu specjalnie przez cwaniaków pokroju Foxmana, ostatnio jeden z tych dupków dał pokaz typowej arogancji bredząc przy okazji o ''polskich obozach''. Film w całości można obejrzeć w tym miejscu - nie będę ukrywał, że widziałem go po raz pierwszy jakieś pół roku temu na filo-NOPowskim portalu, jednak udzielający się tam narodowi komuniści ekscytując się tak nim dowiedli, że są tumanami kompletnie nie kumającymi jego przesłania : przecież ten tekst Finkelsteina [ dla mnie postać budząca największą sympatię w dokumencie, choć on za bardzo jednak przegina w drugą pro-palestyńską stronę, ale nie tutaj ] o ''paru idiotach malujących swastyki na murach'' to właśnie o nich - ?! Moje największe zdumienie wzbudza jednak coś innego : nie pojmuję panującej wśród nich wrogości wobec Izraela skoro jest to państwo mimo liberalnej pozłoty de facto mocno nacjonalistyczne, militarystyczne i wyznaniowe w którym nie istnieją śluby cywilne, religia ma olbrzymi wpływ również na świeckich obywateli, obowiązkowa służba wojskowa obejmuje nawet kobiety, prowadzące niesłychanie agresywną politykę wobec sąsiadów [ wyobrażacie sobie, że otwarcie wygrażamy Ruskom iż zbombardujemy ich instalacje nuklearne czy mieszamy Niemiaszkom powołując na ich terenie ruch Serbołużyckich autonomistów wspierając ich nawet bronią i szkoląc im bojowników ? - dopiero by było ! ], gdzie otwarcie głosi się dumę z własnego pochodzenia i jego wyjątkowość zaś w sferze ekonomicznej przez długi czas nie panowały bynajmniej idee wolnorynkowe lecz coś w rodzaju kibucowego korporacjonizmu - toż to heroiczna ''narodowa wspólnota tworząca'' z ich najbardziej mokrych snów ! Stosunek do izraelsko-palestyńskiego konfliktu jest jednym z najlepszych probierzy absurdalnego splątania polskiej polityki : z jednej radykalni nacjonaliści zwalczający zaciekle radykalnie nacjonalistyczny projekt jakim jest u swych założeń Izrael, z drugiej lewica reagująca na najmniejszą choćby wzmiankę o narodzie histerycznymi wyzwiskami od ''faszystów'' i czyniąca sobie z pogardy i nienawiści wobec niego wręcz punkt honoru na rzecz wydumanej ponadnarodowej, klasowej lub ''ojropejskiej'' wspólnoty, w tej akurat sprawie otwarcie opowiada się za prawem do narodowego samostanowienia dla Palestyńczyków i wspiera ich z gruntu nacjonalistyczne, w dodatku mocno zabarwione religijnie postulaty - nic się tu kupy nie trzyma. Nawiasem mówiąc mam do was pytanie nieudane czerwone pomioty [r]ewolucji - dlaczego ''Polak-katolik'' jest zły a ''Palestyńczyk-muzułmanin'' dobry, natomiast Żydzi tutaj są ''cacy'' tam zaś ''be'', no - ?! Jeśli chodzi o moje zdanie w tej sprawie to mam zbyt mało danych by się autorytatywnie wypowiadać, generalnie uważam że powinniśmy się jak zawsze kierować przede wszystkim polskim interesem narodowym ten zaś wg mnie nie uzasadnia angażowania się po żadnej ze stron konfliktu, jeśli już to w obronie tych, którzy najbardziej cierpią na walce między Żydami a muzułmanami a do których chyba mimo wszystko cywilizacyjnie nam najbliżej tzn. arabskich i ogólnie wschodnich chrześcijan oraz tych nielicznych Żydów, którzy przeszli na chrystianizm za co jedni i drudzy znoszą prześladowania - prawdziwe, nie takie jak geje - od swych ziomków. Rzecz jasna nie postuluję jakiegoś bliskowschodniego prometeizmu bo to przekracza nasze siły, chodziłoby raczej o ujmowanie się za nimi na forum międzynarodowym i wspieranie materialnie w miarę możności zaś w sferze politycznej i gospodarczej wobec silniejszych powinniśmy być maksymalnie elastyczni nie krępując sobie rąk zaangażowaniem po żadnej ze stron, wybierając tą akurat, która w danym momencie nam się opłaca lecz nigdy za mocno by nie zamykać sobie furtki z drugiej - może to cyniczne, ale taka jest polityka i musimy się tego wreszcie nauczyć do k... nędzy zamiast pierdzielić o ''moralnym porządku rzeczy'' [ nawet katolik powinien zdawać sobie sprawę, że od wygnania pierwszych rodziców z Raju i do ponownego przyjścia Chrystusa nie ma co na to liczyć, zwłaszcza wśród rządzących ]. Czy to jest nacjonalizm ? - być może lecz nie flag, haseł i krzykliwych gestów lecz mojego tyłka. Ktoś może zarzucić mi cynizm lub że jest to niewystarczający argument, gdy przyjdzie zaryzykować nawet życiem w obronie swego kraju ale po pierwsze to mój tyłek i żaden inny i do jego zachowania potrzebuję wspólnoty której jestem częścią i miejsca w którym żyję, od ich powodzenia zależy jego kondycja i tylko debil lub ''europejczyk'', co zresztą wychodzi na jedno, nie zdaje sobie z tego sprawy. Nie mam też nic przeciwko wzniosłym słowom i patriotycznym rytuałom jako takim lecz jeśli nie są one osadzone mocno w czymś materialnym zwyczajnie okazują się puste - umierać można w obronie dobrej matki a nie psychopatycznej macochy, której obraz skreślił na pierwszych stronach ''Transatlantyku'' Gombrowicz. Zwyczajnie nie chcę żyć w jakiejś pierdolonej ''Ojropie'', gdzie trzeba będzie zapierdalać za grosze u bauera, kacapa, mośka czy innego Tatara, który będzie poniżał mnie i robił w ch... a może nawet chciał zabić jak to nie tak dawno bywało tylko dlatego, że z racji swego pochodzenia jestem dlań ''rasą niższą''.
Natomiast co się tyczy wspomnianej na wstępie książki jest to praca pt. ''Kiedy i jak wynaleziono naród żydowski'' autorstwa niejakiego Shlomo Sanda, wprawdzie nie do końca się z nim zgadzam bo pisana jest z pozycji demoliberalnych, niemniej rzecz ciekawa, może nawet w niektórych wnioskach wręcz rewelacyjna - generalnie jej teza brzmi iż to co nazywa się ''narodem żydowskim'' jest dość świeżym konstruktem powstałym na gruzach wspólnoty przede wszystkim religijnej obejmującej najróżniejsze ludy na skutek jej postępującej laicyzacji i do tego stopnia sztucznym, że trudno tu mówić nie tylko o jednorodności etnicznej lecz wobec diasporowego rozproszenia również historyczno-kulturowej [ chyba że za podstawę weźmie się Torę i Talmud, przez wieki fundamenty żydostwa ale co w takim razie począć ze świeckim Żydem skoro wielu z nich nie można nawet nazwać Semitami ? ]. Faktycznie do dziś nie wyjaśniono jak rolniczo-pasterskiemu ludowi zamieszkującemu Palestynę [ i który pozostał takim aż do najazdu muzułmanów w VII w. n.e. ] udało się stworzyć silne wspólnoty kupiecko-rzemieślnicze w innych częściach Imperium Romanum - nie tłumaczy tego ani zbyt nieliczna migracja ani rzekome wygnanie po upadku zelockiego powstania i zburzeniu Drugiej Świątyni : Sand przekonująco wykazuje, że nawet Rzymianie nie dysponowali technicznymi możliwościami eksterminacji czy wysiedlenia co najmniej kilkusettysięcznej wspólnoty i zresztą nie stosowali takich metod zaś Babilon i Asyryjczycy dokonywali tej operacji jedynie wobec elit bo również przekraczało to ich siły mimo zbrodniczych przechwałek zawartych w pozostałych po nich inskrypcjach. Pan Shlomo tłumaczy ten fenomen twierdzeniem, że pierwotny judaizm był religią opartą na prozelityźmie, nawracaniu - rzecz wyparta i zapomniana tak przez religijnych jak i świeckich Żydów - zanim nie zastąpiły go i prześcignęły o wiele skuteczniejsze w tym chrześcijaństwo a potem islam. Podobnie jeśli chodzi o genezę nieformalnego ''Jidiszlandu'', ogromnej i dynamicznej wspólnoty żydowskiej na terenie Europy środkowo-wschodniej - nie można tego tłumaczyć tak jak dotąd emigracją z zachodu kontynentu bo żyjące tam grupy były na to zbyt nikłe i odizolowane a poza tym ich pogarda wobec ''Ost-Juden'' była wręcz przysłowiowa, ani też ucieczką przed prześladowaniami w Hiszpanii tamtejszych Żydów bo zdecydowana większość z nich przeniosła się w rejony pozaeuropejskie, dlatego też pochodzących stamtąd nazywa się Sefardyjczykami od ''Sefarad'' - hebrajskiej nazwy muzułmańskiej Iberii, w przeciwieństwie do europejskich Aszkenazyjczyków. Sand aby to wyjaśnić przywołuje Chazarów, turecki lud koczowniczy, którego władcy mieli przejść we wczesnym średniowieczu na judaizm i któremu udało się zbudować potężne państwo, tzw. kaganat rozciągający się na rozległych terenach od ukraińskich stepów aż po Morze Kaspijskie obejmujący najróżniejsze ludy, również słowiańskie, z których część prawdopodobnie pod ich wpływem także przyjęła żydowską wiarę. Po jego upadku i pogromie jaki sprawili mu Warego-Rusowie a później ostatecznie Mongołowie ich pozostałości ruszyły na północ i zachód, gdzie zapewne dochodziło do ograniczonego choćby prozelityzmu i mieszania się z miejscową ludnością [ to tłumaczyłoby dlaczego tylu Żydów ma europejskie rysy twarzy i jasne włosy ] - wspominał o tym niedawno, choć w nieco inny, swoisty sposób Fox na swoim blogu. Tak czy siak książka godna uwagi [ ja wyczaiłem ją przypadkiem w bibliotece wojewódzkiej ] choć remedium na konflikt żydowsko-arabski jakie proponuje autor jest moim zdaniem kompletnie utopijne i z czapy, z czego zresztą poniekąd on sam zdaje sobie sprawę - tworzenie jakiegoś ''multikulti'' na wzór Holandii w obecnych bliskowschodnich warunkach to jakiś kosmos, tym bardziej że i Holendrzy coraz bardziej od tego odchodzą i to w mocno nieprzyjemny również dla nas Polaków sposób - vide ostatnie wyskoki Wildersa.
To tyle jeśli chodzi o Semi- i antych.
p.s. gdyby dla kogoś nie było to czytelne wyjaśniam że tytuł wpisu nawiązuje do podłych wyzwisk pod adresem posmoleńskiej żałoby, piekielnego hejterstwa jakie wówczas wylewało się zwłaszcza z rynsztoka ''Kretynyki Pederastycznej'' [ w którym utonęło kilka w miarę sensownych głosów krytycznych tam zamieszczonych, bo przecież nie jest tak że jestem im przeciwny, chodzi mi o ich poziom, sam mam sporo dystansu do Kaczyńskiego a już ch... mnie strzela jak słyszę o ''96 męczennikach'' - co, Szmaja i Jaruga-Nowacka też ?! ] oraz ohydnego procederu jaki na nazistowskim ludobójstwie uprawia Izrael i gangsterzy typu Foxmana czy Liebermana, zwłaszcza zaś prania mózgów któremu poddają młodych Żydów, naprawdę sceny ich zbiorowej histerii w miejscu tragedii sprawiają, że cierpnie skóra, zobaczcie i przekonajcie się sami.
Natomiast co się tyczy wspomnianej na wstępie książki jest to praca pt. ''Kiedy i jak wynaleziono naród żydowski'' autorstwa niejakiego Shlomo Sanda, wprawdzie nie do końca się z nim zgadzam bo pisana jest z pozycji demoliberalnych, niemniej rzecz ciekawa, może nawet w niektórych wnioskach wręcz rewelacyjna - generalnie jej teza brzmi iż to co nazywa się ''narodem żydowskim'' jest dość świeżym konstruktem powstałym na gruzach wspólnoty przede wszystkim religijnej obejmującej najróżniejsze ludy na skutek jej postępującej laicyzacji i do tego stopnia sztucznym, że trudno tu mówić nie tylko o jednorodności etnicznej lecz wobec diasporowego rozproszenia również historyczno-kulturowej [ chyba że za podstawę weźmie się Torę i Talmud, przez wieki fundamenty żydostwa ale co w takim razie począć ze świeckim Żydem skoro wielu z nich nie można nawet nazwać Semitami ? ]. Faktycznie do dziś nie wyjaśniono jak rolniczo-pasterskiemu ludowi zamieszkującemu Palestynę [ i który pozostał takim aż do najazdu muzułmanów w VII w. n.e. ] udało się stworzyć silne wspólnoty kupiecko-rzemieślnicze w innych częściach Imperium Romanum - nie tłumaczy tego ani zbyt nieliczna migracja ani rzekome wygnanie po upadku zelockiego powstania i zburzeniu Drugiej Świątyni : Sand przekonująco wykazuje, że nawet Rzymianie nie dysponowali technicznymi możliwościami eksterminacji czy wysiedlenia co najmniej kilkusettysięcznej wspólnoty i zresztą nie stosowali takich metod zaś Babilon i Asyryjczycy dokonywali tej operacji jedynie wobec elit bo również przekraczało to ich siły mimo zbrodniczych przechwałek zawartych w pozostałych po nich inskrypcjach. Pan Shlomo tłumaczy ten fenomen twierdzeniem, że pierwotny judaizm był religią opartą na prozelityźmie, nawracaniu - rzecz wyparta i zapomniana tak przez religijnych jak i świeckich Żydów - zanim nie zastąpiły go i prześcignęły o wiele skuteczniejsze w tym chrześcijaństwo a potem islam. Podobnie jeśli chodzi o genezę nieformalnego ''Jidiszlandu'', ogromnej i dynamicznej wspólnoty żydowskiej na terenie Europy środkowo-wschodniej - nie można tego tłumaczyć tak jak dotąd emigracją z zachodu kontynentu bo żyjące tam grupy były na to zbyt nikłe i odizolowane a poza tym ich pogarda wobec ''Ost-Juden'' była wręcz przysłowiowa, ani też ucieczką przed prześladowaniami w Hiszpanii tamtejszych Żydów bo zdecydowana większość z nich przeniosła się w rejony pozaeuropejskie, dlatego też pochodzących stamtąd nazywa się Sefardyjczykami od ''Sefarad'' - hebrajskiej nazwy muzułmańskiej Iberii, w przeciwieństwie do europejskich Aszkenazyjczyków. Sand aby to wyjaśnić przywołuje Chazarów, turecki lud koczowniczy, którego władcy mieli przejść we wczesnym średniowieczu na judaizm i któremu udało się zbudować potężne państwo, tzw. kaganat rozciągający się na rozległych terenach od ukraińskich stepów aż po Morze Kaspijskie obejmujący najróżniejsze ludy, również słowiańskie, z których część prawdopodobnie pod ich wpływem także przyjęła żydowską wiarę. Po jego upadku i pogromie jaki sprawili mu Warego-Rusowie a później ostatecznie Mongołowie ich pozostałości ruszyły na północ i zachód, gdzie zapewne dochodziło do ograniczonego choćby prozelityzmu i mieszania się z miejscową ludnością [ to tłumaczyłoby dlaczego tylu Żydów ma europejskie rysy twarzy i jasne włosy ] - wspominał o tym niedawno, choć w nieco inny, swoisty sposób Fox na swoim blogu. Tak czy siak książka godna uwagi [ ja wyczaiłem ją przypadkiem w bibliotece wojewódzkiej ] choć remedium na konflikt żydowsko-arabski jakie proponuje autor jest moim zdaniem kompletnie utopijne i z czapy, z czego zresztą poniekąd on sam zdaje sobie sprawę - tworzenie jakiegoś ''multikulti'' na wzór Holandii w obecnych bliskowschodnich warunkach to jakiś kosmos, tym bardziej że i Holendrzy coraz bardziej od tego odchodzą i to w mocno nieprzyjemny również dla nas Polaków sposób - vide ostatnie wyskoki Wildersa.
To tyle jeśli chodzi o Semi- i antych.
p.s. gdyby dla kogoś nie było to czytelne wyjaśniam że tytuł wpisu nawiązuje do podłych wyzwisk pod adresem posmoleńskiej żałoby, piekielnego hejterstwa jakie wówczas wylewało się zwłaszcza z rynsztoka ''Kretynyki Pederastycznej'' [ w którym utonęło kilka w miarę sensownych głosów krytycznych tam zamieszczonych, bo przecież nie jest tak że jestem im przeciwny, chodzi mi o ich poziom, sam mam sporo dystansu do Kaczyńskiego a już ch... mnie strzela jak słyszę o ''96 męczennikach'' - co, Szmaja i Jaruga-Nowacka też ?! ] oraz ohydnego procederu jaki na nazistowskim ludobójstwie uprawia Izrael i gangsterzy typu Foxmana czy Liebermana, zwłaszcza zaś prania mózgów któremu poddają młodych Żydów, naprawdę sceny ich zbiorowej histerii w miejscu tragedii sprawiają, że cierpnie skóra, zobaczcie i przekonajcie się sami.
środa, 22 lutego 2012
''Aryjska męska zmysłowość''...
Kreśląc parę tygodni temu poprzedni bezpretensjonalny i nieco głupawy [ a co ] mówiąc wprost wpis nie spodziewałem się, że rzeczywistość poczyni doń wkrótce znacznie cięższy gatunkowo aneks. Otóż kilka dni temu zupełnie przypadkiem natrafiłem na świetną i intrygującą stronę ''kompromitacje'' pokazującą wpadki bardziej lub mniej [u]znanych postaci naszego światka intelektualnego i politycznego. Podoba mi się, że jej autor, niejaki Ebenezer Rojt, jedzie równo i sprawiedliwie tak po Grossie jak i Łysiaku, nie oszczędza nie tylko Paligłupa, ''La pasionarię'' Środę czy Żuławskiego ale nawet Herberta czyniąc to wprawdzie nie bez pewnej dozy złośliwości ale zarazem w sposób wyważony i racjonalny, nie tak emocjonalnie i dosadnie jak ja czasem [ niestety podobny poziom argumentacji jest poza moim zasięgiem stąd wybrałem mniej zobowiązującą blogową konwencję ]. W tym kontekście będzie mnie jednak konkretnie interesować coś innego - na rzeczonej stronie odkryłem sensacyjnie dla mnie brzmiące wypowiedzi pełne antyżydowskiej fobii i typowej dla pederastów mizoginii naszego bodaj najwybitniejszego kompozytora Karola Szymanowskiego ! Aż nie mogę się powstrzymać by wrzucić tu co smakowitsze ''cycaty'', na początek co ''pan artysta'' miał do powiedzenia o Żydach :
''Gdyby Żydzi nie nienawidzili tak [stale?], tak bezlitośnie nas Aryjczyków i gdyby tą nienawiścią nie wypełniali po brzegi swego życia - umarliby chyba ze wstrętu do samych siebie. Żyd filozof to contradictio in adiecto. Gdy Żyd zejdzie na chwilę ze swej naturalnej drogi, która jest bezwzględnym niszczycielstwem wszystkiego, co jest mu obce, instynkt w tej chwili zwraca się przeciw niemu i zabija go bezlitośnie. [ ... ]
Zdobyć się w dziejopisarstwie na drobiazgową rewizję, bezstronną i bezlitosną krytykę historii pierwszych wieków chrześcijaństwa [...]. Po pierwsze: najwcześniejsze chrześcijaństwo, jako ruch sekciarski w łonie tylko i tylko! żydostwa! Niech więc nawet contradictio, zaprzeczenie, przeciwny biegun jego istoty - ale jedynie w sferze tegoż żydostwa, w tej niewspółmiernej nam orbicie obcej planety, która niespodziewanie przecięła naszą w jakimś punkcie zderzenia, wywołując najstraszniejszą dziejową katastrofę.
Pansemityzmowi można jedynie przeciwstawić "panaryjskość", a nie jednakowe wysiłki tych lub owych narodowościowych grup. Powinny o tym pamiętać "endecje" wszystkich krajów Europy i nie budować w dążeniu do kulturalnych odrębności nieprzeniknionych murów pomiędzy sobą. [ - to też trochę a propos tych, którzy mylą nacjonalizm z rasizmem - przyp. mój ]
Żydzi ze zwykłą sobie wprawą mieszają karty, szwindlują i wsuwają się pierwsi na opuszczone przez nas z rumowisk placówki, wytwarzając niejasne złudzenie, że kroczą na czele "prawdziwej" kultury. [ ... ] Wykształconym Żydom przy całej sprawności i złożoności ich inteligencji brakuje zazwyczaj głębi w sądach na tematy sztuki i filozofii. Jest to jakiś brak intuicji, którego przyczyna tkwi w wyjałowieniu i zubożeniu wyobraźni, właściwym narodowi postarzałemu już i wyczerpanemu długotrwałym istnieniem, i co za tym idzie, w niezwykłej łatwości nastawienia się na rzeczy powierzchowne, pozbawione prawdziwie głębokiego znaczenia. [ ... ] Zauważyłem, że szlachetni ludzie tej rasy są przeważnie bezgranicznie smutni. Można by powiedzieć, że każdy z nich (nie ma ich wielu!), pozbawiony złości, przebiegłości, tchórzostwa i innych cech charakteryzujących jego pospolitych współbraci - wreszcie ujmowany jako sama esencja czystego geniuszu rasy - zdaje się dźwigać na swych barkach całe znużenie wieków przeżytych przez jego naród, całe znużenie tej zbyt starej kultury, nieskończone zmęczenie istnienia zbyt długiego i zaiste zbyt tragicznego. [ ... ] Sądzimy, że w rozważaniu spraw sztuki kwestia rasowego pochodzenia jej twórców jest pierwszorzędnej wagi, ze względu na zasadnicze nasze stanowisko, a także z powodu rozpowszechnionego szeroko mniemania o impotencji semickiej rasy w sztuce. Nie przesądzając tej kwestii, należy przyznać, iż autorytet historii zdaje się potwierdzać tę hipotezę. [ ... ] Pozostawiając na razie na boku kwestię, o ile artystyczna twórczość Żydów da się rozwinąć na rasowym swym podłożu, musimy stwierdzić, że udział ich w naszej twórczości, aczkolwiek niewątpliwy i zataczający - zwłaszcza dziś - szerokie kręgi, nie był nigdy decydującym o losach nowej sztuki. Na ogół dałby się on zdefiniować w ten sposób, iż gdy tylko geniusz aryjski odkrył nie zbadany jeszcze, nowy teren, natychmiast talenty semickie eksploatowały teren ten w mniej lub więcej wartościowy sposób. Kryją się w tym niewątpliwie cechy naśladownictwa i snobizmu, właściwego tej rasie.''
[ całość ]
I na koniec tego wątku już jazda po bandzie, passus rzucający pewne światło na niezaprzeczalny fakt nadreprezentacji homoseksualistów wśród nastawionych wrogo wobec Żydów [ i zwykle też chrześcijaństwa ] rasistów :
''Albowiem Żydzi nie stworzyli niczego! Nie stworzyli [...] metafizyki [...] nie stworzyli sztuki i filozofii. [...] Nie stworzyli niczego także i w miłości. Zawsze byli mężami i żonami, czasem nałożnicami - ale nigdy kochankami. Bali się "grzechów sodomskich" i "przeciw naturze", nie przynoszących bezpośredniej korzyści, czyli potomstwa. Tak więc [...] oni to po wsze czasy coitus nazwali miłością i na tej elementarnej formule zbudowali całą etykę seksualną, znakomity odpowiednik ich życiowego utylitaryzmu.''
- Ebenezer referując te ciotowskie brednie złośliwie i błyskotliwie pisze dalej :
''Ich hebrajska Biblia to prawdziwe nieszczęście. "Jakim siłom, jakiej diabelskiej doprawdy presji zawdzięczamy fakt, że ta okropna, zasadniczo wroga nam, aryjczykom, księga już ponad 2000 lat zatruwa nasz organizm - nad tym nie będę się rozwodził". Nawet Pieśń nad pieśniami to jedynie "piękna pornografia, idealnie wyrażająca zwierzęcy (bestialski) seksualizm tej rasy". No i na dobitkę wspomina się w niej o tych okropnych kobiecych piersiach! Fe! [ ... ] To właśnie ta zatruta przez żydostwo etyka płciowa tak brutalnie i niegodziwie potępia aryjskie rozkosze męskiej zmysłowości. [ ... ] Tak oto prywatna apologia homoseksualnych skłonności kończy jako groźny fantazmat prześladującego sodomitów Żyda.''
Oto zaś prawdziwie pedalski seksizm zawarty na kartach rękopisu na szczęście nieopublikowanej jedynej próby literackiej Szymanowskiego pod pretensjonalnym [ w gejowskim stylu ] tytułem ''Efebos'' poświęconej właśnie, jak to celnie ujął Ebenezer, ''aryjskiej męskiej zmysłowości'' że powtórzę jeszcze raz ten jakże piękny zwrot - wg Karolka ciało kobiety ''ujawnia swój [...] macierzyński utylitaryzm" i stawia ją w porządku estetycznym o wiele niżej od przyjemnie zbudowanego młodzieńca. Jej piersi sterczą niczym ośle uszy, biodra ma "zbyt rozwinięte i potężne", "zbyt grube łydki", "zbyt szeroko zakrojony brzuch", a wszystkie te fatalne jakości cielesne obliczone są wyłącznie "na te nieprzyjemne miesiące, gdy kobieta mimo woli przemienia się w jucznego wielbłąda.'' - itd. w ten deseń : oszczędzę sobie rozwijania tego wątku, kto chce niechże przeczyta cały tekst, gdzie rzecz wyłożono dokładnie i ze smakowitymi, lub niesmacznymi wedle uznania szczegółami.
Rzecz jasna nie przytaczam tych bzdur tutaj po to by jak histeryczny tuman z ''Nigdy więcej'' żądać napiętnowania Szymanowskiego jako ''faszysty'' i zakazu wykonywania jego utworów [ aczkolwiek nigdy mi się one nie podobały przez swój przesłodzony, nieco ciotowski właśnie liryzm, ale to tylko moja prywatna i dyletancka opinia, nic poza tym ] lub aby wykazać, że każdy homoseksualista musi być zaraz naziolem [ bynajmniej - sam kiedyś spotkałem całkiem sympatycznego geja malującego święte obrazki... ], tym bardziej zaś nie iż człowiek nie cierpiący Żydów automatycznie winien być pedziem lub lesbą. Chciałbym jedynie uświadomić postępowym kołtunom a i tym tradycjonalistycznym również, że sprawa nie wygląda tak prostacko jak to sobie jedni i drudzy imaginują iż tu ''obóz tolerancji, rozumu i oświecenia'' kontra ''obskuranckie, faszystowskie homofoby'' lub też ''zdrowa, tradycyjna wspólnota'' tam zaś tylko ''Żydy'', ''pedały'' i ''masony'' razem - ooo nie, to zbyt piękne by było prawdziwe. Natomiast co się tyczy samego kompozytora żadne wypisywane przezeń brednie nie unieważnią poczesnego miejsca jakie zapewnił on sobie w naszej [ i nie tylko ] kulturze przez swe utwory [ analogicznie jak np. Szymborska mimo jej haniebnych peanów na cześć Lenina-ludojada ''nowego człowieczeństwa Adama'' wg słów poetki ]. Mam również nadzieję, że nikt nie wysnuje z powyższego, iż jestem jakimś oburzonym filosemitą [ a fe ! ] - w tej akurat kwestii obce jest mi pro- jak i anty- : staram się patrzeć na Żydów realistycznie mimo niewątpliwej tragedii jaka ich spotkała [ każdy kto tutaj próbuje ją kwestionować niech pamięta, że jedziemy z nimi na tym samym wózku i o wiele rozsądniejszą strategią jest uporczywe wykazywanie im, że nie byli jedyni a Oświęcim powstał najpierw jako obóz zagłady Polaków, przynajmniej ich elit, a dopiero później zaczął pełnić rolę ośrodka antysemickiej eksterminacji ], bez post-holocaustowego kiczu każącego przemieniać byle nędzną, cuchnącą, pogrążoną w błocie żydowską mieścinę pełną obskuranckich chasydów skąd co bardziej uzdolnione jednostki spierdalały gdzie tylko mogły w jakiś magiczny sztetł rodem z malunków Chagalla z lewitującymi nad dachami w świetle Księżyca eterycznymi postaciami. Zarazem jednak nie dam sobie wmówić iż ta lub jakaś inna nacja, rasa albo organizacja [ obojętnie czy są to masoni czy jezuici ] odpowiada za całe zło świata, nawet jeśli faktycznie jej przedstawiciele mają widoczną nadreprezentację w największych gremiach kierowniczych w stosunku do swej rzeczywistej liczby, ale to zbyt mało by wyciągać tak radykalne i zwyczajnie prostackie wnioski : z jednej strony rzeczywistość opiera się na tyle przewidywalnych mechanizmach iż poddaje się w dużym stopniu manipulacji, z drugiej jednak jest zbyt nieogarniona, nie na miarę jakiegokolwiek człowieka aby mógł on nad nią całkowicie zapanować. Na dowód, że jakiekolwiek filo- [ jak i oczywiście anty- ] sentymenty są mi obce przytoczę na koniec cytat z dziennika prowadzonego w getcie przez Emanuela Ringelbluma umieszczony w przypisie do demaskacji fałszerstw Grossa jakiej dokonał Ebenezer - jest to ważne szczególnie w aktualnym kontekście tzw. ''odzyskiwania majątku'' przez różne, często mocno szemrane, ''organizacje żydowskie'' wymuszające go de facto bezczelnym terroryzowaniem rzekomym ''rasizmem'' i wyolbrzymianiem faktycznie haniebnego zjawiska ''szmalcownictwa'' :
''W notatce [ ... ] traktującej o nienawiści do żydowskiej policji, [ Ringelblum ] pisze, że ludzie teraz, po wywózkach z Umschlagplatzu, przypominają, "kto ponosi winę za masowy mord i dochodzą do przekonania, że dużo zawiniła w tym policja żydowska. Niektórzy uważają nawet, że jedynymi winowajcami tego wszystkiego są policjanci żydowscy". [ ... ] "Policja żydowska miała bardzo złą opinię jeszcze przed wysiedleniem. W przeciwieństwie do policji polskiej, która nie brała udziału w łapankach do obozu pracy, policja żydowska parała się tą ohydną robotą. Wyróżniała się również straszliwą korupcją i demoralizacją. Dno podłości osiągnęła ona jednak dopiero w czasie wysiedlenia. Nie padło ani jedno słowo protestu przeciwko odrażającej funkcji, polegającej na prowadzeniu swych braci na rzeź. Policja była duchowo przygotowana do tej brudnej roboty i dlatego gorliwie ją wykonała. Obecnie mózg sili się nad rozwiązaniem zagadki: jak to się stało, że Żydzi - przeważnie inteligenci, byli adwokaci (większość oficerów była przed wojną adwokatami) - sami przykładali rękę do zagłady swych braci. Jak doszło do tego, że Żydzi wlekli na wozach dzieci i kobiety, starców i chorych, wiedząc, że wszyscy idą na rzeź". "Okrucieństwo policji żydowskiej było bardzo często większe niż Niemców, Ukraińców, Łotyszy". "Policja żydowska dała w ogóle dowody niezrozumiałej, dzikiej brutalności. Skąd taka wściekłość u naszych Żydów? Kiedy wyhodowaliśmy tyle setek zbójców, którzy na ulicach łapią dzieci, ciskają je na wozy i ciągną na Umschlag? Do powszechnych po prostu zjawisk należało, że zbójcy ci za ręce i nogi wrzucali kobiety na wozy [...]. Bezlitośnie, z wściekłością obchodzili się z ludźmi, stawiającymi opór. [...] Każdy Żyd warszawski, każda kobieta i każde dziecko mogą przytoczyć tysiące faktów nieludzkiego okrucieństwa i wściekłości policji żydowskiej". "W toku akcji policja żydowska bardzo szybko zdemoralizowała się do cna. Wypuszczała ze swych łap tylko tych, którzy dawali okup. [ ... ] Szabrem w getcie zajmowali się praktycznie wszyscy. W pierwszym rzędzie chętnie zajmowała się nim zdemoralizowana do cna policja żydowska, ale także - jak smutno konstatował Emanuel Ringelblum - zwykli żydowscy sąsiedzi ("Od razu po zabraniu kogoś sąsiedzi wdzierali się do mieszkania i wszystko pustoszyli. Nazywano to w żargonie okupacyjnym "szabrem" ). W późniejszym zaś okresie, gdy getto znacznie się już wyludniło, nie zabrakło i Polaków, "przede wszystkim wyrostków aryjskich.''
- pewnie zaraz usłyszę, że winę za to zbydlęcenie ponosi nieludzka sytuacja w jakiej się nie ze swojej winy znaleźli : zgoda tylko dlaczego w takim razie nie stosuje się podobnej taryfy ulgowej wobec będących wówczas w niewiele lepszej opresji Polaków ?!
''Gdyby Żydzi nie nienawidzili tak [stale?], tak bezlitośnie nas Aryjczyków i gdyby tą nienawiścią nie wypełniali po brzegi swego życia - umarliby chyba ze wstrętu do samych siebie. Żyd filozof to contradictio in adiecto. Gdy Żyd zejdzie na chwilę ze swej naturalnej drogi, która jest bezwzględnym niszczycielstwem wszystkiego, co jest mu obce, instynkt w tej chwili zwraca się przeciw niemu i zabija go bezlitośnie. [ ... ]
Zdobyć się w dziejopisarstwie na drobiazgową rewizję, bezstronną i bezlitosną krytykę historii pierwszych wieków chrześcijaństwa [...]. Po pierwsze: najwcześniejsze chrześcijaństwo, jako ruch sekciarski w łonie tylko i tylko! żydostwa! Niech więc nawet contradictio, zaprzeczenie, przeciwny biegun jego istoty - ale jedynie w sferze tegoż żydostwa, w tej niewspółmiernej nam orbicie obcej planety, która niespodziewanie przecięła naszą w jakimś punkcie zderzenia, wywołując najstraszniejszą dziejową katastrofę.
Pansemityzmowi można jedynie przeciwstawić "panaryjskość", a nie jednakowe wysiłki tych lub owych narodowościowych grup. Powinny o tym pamiętać "endecje" wszystkich krajów Europy i nie budować w dążeniu do kulturalnych odrębności nieprzeniknionych murów pomiędzy sobą. [ - to też trochę a propos tych, którzy mylą nacjonalizm z rasizmem - przyp. mój ]
Żydzi ze zwykłą sobie wprawą mieszają karty, szwindlują i wsuwają się pierwsi na opuszczone przez nas z rumowisk placówki, wytwarzając niejasne złudzenie, że kroczą na czele "prawdziwej" kultury. [ ... ] Wykształconym Żydom przy całej sprawności i złożoności ich inteligencji brakuje zazwyczaj głębi w sądach na tematy sztuki i filozofii. Jest to jakiś brak intuicji, którego przyczyna tkwi w wyjałowieniu i zubożeniu wyobraźni, właściwym narodowi postarzałemu już i wyczerpanemu długotrwałym istnieniem, i co za tym idzie, w niezwykłej łatwości nastawienia się na rzeczy powierzchowne, pozbawione prawdziwie głębokiego znaczenia. [ ... ] Zauważyłem, że szlachetni ludzie tej rasy są przeważnie bezgranicznie smutni. Można by powiedzieć, że każdy z nich (nie ma ich wielu!), pozbawiony złości, przebiegłości, tchórzostwa i innych cech charakteryzujących jego pospolitych współbraci - wreszcie ujmowany jako sama esencja czystego geniuszu rasy - zdaje się dźwigać na swych barkach całe znużenie wieków przeżytych przez jego naród, całe znużenie tej zbyt starej kultury, nieskończone zmęczenie istnienia zbyt długiego i zaiste zbyt tragicznego. [ ... ] Sądzimy, że w rozważaniu spraw sztuki kwestia rasowego pochodzenia jej twórców jest pierwszorzędnej wagi, ze względu na zasadnicze nasze stanowisko, a także z powodu rozpowszechnionego szeroko mniemania o impotencji semickiej rasy w sztuce. Nie przesądzając tej kwestii, należy przyznać, iż autorytet historii zdaje się potwierdzać tę hipotezę. [ ... ] Pozostawiając na razie na boku kwestię, o ile artystyczna twórczość Żydów da się rozwinąć na rasowym swym podłożu, musimy stwierdzić, że udział ich w naszej twórczości, aczkolwiek niewątpliwy i zataczający - zwłaszcza dziś - szerokie kręgi, nie był nigdy decydującym o losach nowej sztuki. Na ogół dałby się on zdefiniować w ten sposób, iż gdy tylko geniusz aryjski odkrył nie zbadany jeszcze, nowy teren, natychmiast talenty semickie eksploatowały teren ten w mniej lub więcej wartościowy sposób. Kryją się w tym niewątpliwie cechy naśladownictwa i snobizmu, właściwego tej rasie.''
[ całość ]
I na koniec tego wątku już jazda po bandzie, passus rzucający pewne światło na niezaprzeczalny fakt nadreprezentacji homoseksualistów wśród nastawionych wrogo wobec Żydów [ i zwykle też chrześcijaństwa ] rasistów :
''Albowiem Żydzi nie stworzyli niczego! Nie stworzyli [...] metafizyki [...] nie stworzyli sztuki i filozofii. [...] Nie stworzyli niczego także i w miłości. Zawsze byli mężami i żonami, czasem nałożnicami - ale nigdy kochankami. Bali się "grzechów sodomskich" i "przeciw naturze", nie przynoszących bezpośredniej korzyści, czyli potomstwa. Tak więc [...] oni to po wsze czasy coitus nazwali miłością i na tej elementarnej formule zbudowali całą etykę seksualną, znakomity odpowiednik ich życiowego utylitaryzmu.''
- Ebenezer referując te ciotowskie brednie złośliwie i błyskotliwie pisze dalej :
''Ich hebrajska Biblia to prawdziwe nieszczęście. "Jakim siłom, jakiej diabelskiej doprawdy presji zawdzięczamy fakt, że ta okropna, zasadniczo wroga nam, aryjczykom, księga już ponad 2000 lat zatruwa nasz organizm - nad tym nie będę się rozwodził". Nawet Pieśń nad pieśniami to jedynie "piękna pornografia, idealnie wyrażająca zwierzęcy (bestialski) seksualizm tej rasy". No i na dobitkę wspomina się w niej o tych okropnych kobiecych piersiach! Fe! [ ... ] To właśnie ta zatruta przez żydostwo etyka płciowa tak brutalnie i niegodziwie potępia aryjskie rozkosze męskiej zmysłowości. [ ... ] Tak oto prywatna apologia homoseksualnych skłonności kończy jako groźny fantazmat prześladującego sodomitów Żyda.''
Oto zaś prawdziwie pedalski seksizm zawarty na kartach rękopisu na szczęście nieopublikowanej jedynej próby literackiej Szymanowskiego pod pretensjonalnym [ w gejowskim stylu ] tytułem ''Efebos'' poświęconej właśnie, jak to celnie ujął Ebenezer, ''aryjskiej męskiej zmysłowości'' że powtórzę jeszcze raz ten jakże piękny zwrot - wg Karolka ciało kobiety ''ujawnia swój [...] macierzyński utylitaryzm" i stawia ją w porządku estetycznym o wiele niżej od przyjemnie zbudowanego młodzieńca. Jej piersi sterczą niczym ośle uszy, biodra ma "zbyt rozwinięte i potężne", "zbyt grube łydki", "zbyt szeroko zakrojony brzuch", a wszystkie te fatalne jakości cielesne obliczone są wyłącznie "na te nieprzyjemne miesiące, gdy kobieta mimo woli przemienia się w jucznego wielbłąda.'' - itd. w ten deseń : oszczędzę sobie rozwijania tego wątku, kto chce niechże przeczyta cały tekst, gdzie rzecz wyłożono dokładnie i ze smakowitymi, lub niesmacznymi wedle uznania szczegółami.
Rzecz jasna nie przytaczam tych bzdur tutaj po to by jak histeryczny tuman z ''Nigdy więcej'' żądać napiętnowania Szymanowskiego jako ''faszysty'' i zakazu wykonywania jego utworów [ aczkolwiek nigdy mi się one nie podobały przez swój przesłodzony, nieco ciotowski właśnie liryzm, ale to tylko moja prywatna i dyletancka opinia, nic poza tym ] lub aby wykazać, że każdy homoseksualista musi być zaraz naziolem [ bynajmniej - sam kiedyś spotkałem całkiem sympatycznego geja malującego święte obrazki... ], tym bardziej zaś nie iż człowiek nie cierpiący Żydów automatycznie winien być pedziem lub lesbą. Chciałbym jedynie uświadomić postępowym kołtunom a i tym tradycjonalistycznym również, że sprawa nie wygląda tak prostacko jak to sobie jedni i drudzy imaginują iż tu ''obóz tolerancji, rozumu i oświecenia'' kontra ''obskuranckie, faszystowskie homofoby'' lub też ''zdrowa, tradycyjna wspólnota'' tam zaś tylko ''Żydy'', ''pedały'' i ''masony'' razem - ooo nie, to zbyt piękne by było prawdziwe. Natomiast co się tyczy samego kompozytora żadne wypisywane przezeń brednie nie unieważnią poczesnego miejsca jakie zapewnił on sobie w naszej [ i nie tylko ] kulturze przez swe utwory [ analogicznie jak np. Szymborska mimo jej haniebnych peanów na cześć Lenina-ludojada ''nowego człowieczeństwa Adama'' wg słów poetki ]. Mam również nadzieję, że nikt nie wysnuje z powyższego, iż jestem jakimś oburzonym filosemitą [ a fe ! ] - w tej akurat kwestii obce jest mi pro- jak i anty- : staram się patrzeć na Żydów realistycznie mimo niewątpliwej tragedii jaka ich spotkała [ każdy kto tutaj próbuje ją kwestionować niech pamięta, że jedziemy z nimi na tym samym wózku i o wiele rozsądniejszą strategią jest uporczywe wykazywanie im, że nie byli jedyni a Oświęcim powstał najpierw jako obóz zagłady Polaków, przynajmniej ich elit, a dopiero później zaczął pełnić rolę ośrodka antysemickiej eksterminacji ], bez post-holocaustowego kiczu każącego przemieniać byle nędzną, cuchnącą, pogrążoną w błocie żydowską mieścinę pełną obskuranckich chasydów skąd co bardziej uzdolnione jednostki spierdalały gdzie tylko mogły w jakiś magiczny sztetł rodem z malunków Chagalla z lewitującymi nad dachami w świetle Księżyca eterycznymi postaciami. Zarazem jednak nie dam sobie wmówić iż ta lub jakaś inna nacja, rasa albo organizacja [ obojętnie czy są to masoni czy jezuici ] odpowiada za całe zło świata, nawet jeśli faktycznie jej przedstawiciele mają widoczną nadreprezentację w największych gremiach kierowniczych w stosunku do swej rzeczywistej liczby, ale to zbyt mało by wyciągać tak radykalne i zwyczajnie prostackie wnioski : z jednej strony rzeczywistość opiera się na tyle przewidywalnych mechanizmach iż poddaje się w dużym stopniu manipulacji, z drugiej jednak jest zbyt nieogarniona, nie na miarę jakiegokolwiek człowieka aby mógł on nad nią całkowicie zapanować. Na dowód, że jakiekolwiek filo- [ jak i oczywiście anty- ] sentymenty są mi obce przytoczę na koniec cytat z dziennika prowadzonego w getcie przez Emanuela Ringelbluma umieszczony w przypisie do demaskacji fałszerstw Grossa jakiej dokonał Ebenezer - jest to ważne szczególnie w aktualnym kontekście tzw. ''odzyskiwania majątku'' przez różne, często mocno szemrane, ''organizacje żydowskie'' wymuszające go de facto bezczelnym terroryzowaniem rzekomym ''rasizmem'' i wyolbrzymianiem faktycznie haniebnego zjawiska ''szmalcownictwa'' :
''W notatce [ ... ] traktującej o nienawiści do żydowskiej policji, [ Ringelblum ] pisze, że ludzie teraz, po wywózkach z Umschlagplatzu, przypominają, "kto ponosi winę za masowy mord i dochodzą do przekonania, że dużo zawiniła w tym policja żydowska. Niektórzy uważają nawet, że jedynymi winowajcami tego wszystkiego są policjanci żydowscy". [ ... ] "Policja żydowska miała bardzo złą opinię jeszcze przed wysiedleniem. W przeciwieństwie do policji polskiej, która nie brała udziału w łapankach do obozu pracy, policja żydowska parała się tą ohydną robotą. Wyróżniała się również straszliwą korupcją i demoralizacją. Dno podłości osiągnęła ona jednak dopiero w czasie wysiedlenia. Nie padło ani jedno słowo protestu przeciwko odrażającej funkcji, polegającej na prowadzeniu swych braci na rzeź. Policja była duchowo przygotowana do tej brudnej roboty i dlatego gorliwie ją wykonała. Obecnie mózg sili się nad rozwiązaniem zagadki: jak to się stało, że Żydzi - przeważnie inteligenci, byli adwokaci (większość oficerów była przed wojną adwokatami) - sami przykładali rękę do zagłady swych braci. Jak doszło do tego, że Żydzi wlekli na wozach dzieci i kobiety, starców i chorych, wiedząc, że wszyscy idą na rzeź". "Okrucieństwo policji żydowskiej było bardzo często większe niż Niemców, Ukraińców, Łotyszy". "Policja żydowska dała w ogóle dowody niezrozumiałej, dzikiej brutalności. Skąd taka wściekłość u naszych Żydów? Kiedy wyhodowaliśmy tyle setek zbójców, którzy na ulicach łapią dzieci, ciskają je na wozy i ciągną na Umschlag? Do powszechnych po prostu zjawisk należało, że zbójcy ci za ręce i nogi wrzucali kobiety na wozy [...]. Bezlitośnie, z wściekłością obchodzili się z ludźmi, stawiającymi opór. [...] Każdy Żyd warszawski, każda kobieta i każde dziecko mogą przytoczyć tysiące faktów nieludzkiego okrucieństwa i wściekłości policji żydowskiej". "W toku akcji policja żydowska bardzo szybko zdemoralizowała się do cna. Wypuszczała ze swych łap tylko tych, którzy dawali okup. [ ... ] Szabrem w getcie zajmowali się praktycznie wszyscy. W pierwszym rzędzie chętnie zajmowała się nim zdemoralizowana do cna policja żydowska, ale także - jak smutno konstatował Emanuel Ringelblum - zwykli żydowscy sąsiedzi ("Od razu po zabraniu kogoś sąsiedzi wdzierali się do mieszkania i wszystko pustoszyli. Nazywano to w żargonie okupacyjnym "szabrem" ). W późniejszym zaś okresie, gdy getto znacznie się już wyludniło, nie zabrakło i Polaków, "przede wszystkim wyrostków aryjskich.''
- pewnie zaraz usłyszę, że winę za to zbydlęcenie ponosi nieludzka sytuacja w jakiej się nie ze swojej winy znaleźli : zgoda tylko dlaczego w takim razie nie stosuje się podobnej taryfy ulgowej wobec będących wówczas w niewiele lepszej opresji Polaków ?!
piątek, 3 lutego 2012
Anty nazi-gej.
Z góry uprzedzam, że niniejszy wpis będzie jarmarczny i głupawy, choć i tak nie dorówna w tym względzie takim pajacom w mundurach jak pewien kiepski komediant usiłujący zabić się strzałem w policzek albo doradca wojskowy Króla Bula wygrażający hakerom stanem wyjątkowym [ jak widać stara szkoła ''tępych sowieckich trepów'' im. gen. Jaruzelskiego trzyma się dobrze ], zresztą na te i podobne tematy napisali już wystarczająco wiele foxmulder, brulionman czy A. Ścios, polecam też przy okazji wpis wolnych kielc o naszym lokalnym granitowo-betonowym Midasie. Ja natomiast oddam się teraz niefrasobliwemu sowizdrzalstwu, które dedykuję tym zwłaszcza, którzy uważają ten blog za przeintelektualizowany [ tych natomiast, którzy z kolei sądzą iż stoczył się na tabloidowy pysk odsyłam do najnowszego posta na moim drugim blogu, ''papierowym tygrysie'' gdzie w nieco bardziej wyszukany acz dobitny sposób dokonuję intelektualnego rozbioru zbrodniczych głupot Lenina-ludojada, przy okazji dostaje się też Marksowi i Kuroniowi ]. Zdecydowanie nie będzie tu potrzebna głowa, zajmę się za to niższą częścią ciała, jej by tak rzec symetrycznym odpowiednikiem... Ale, dodam dla jasności, wyłącznie jej żeńską wersją i to wydatnie, oraz jedynie kolorową, żółtą lub czarną postacią, z czego wynika iż grupą która najbardziej może się wskutek tego poczuć wykluczona i represjonowana są nazi-geje - sorry chłopaki, nie mam fotek Ernsta Rohma w akcji i nie chcę mieć, więc bez obrazy ale wypierdalajcie !
Tytułem wstępu coby pokrótce wyjaśnić skąd taki pomysł zaświtał w mej obłąkanej łepetynie : gdzieś pod koniec zeszłego jeszcze roku byłem na dobrym koncercie Belzebonga w kieleckim ''Woorze'' - nie sądziłem, że może istnieć metal dla palących zioło a jednak : potężne, zapętlone riffy, hipnotyczna, rytualna perkusja, zero niemal solówek, pogłosy i mnóstwo dymu, jednym słowem odurzający grom wprost z czarciego tyłka ! Po powrocie do domu jąłem więc buszować po Jutubie w poszukiwaniu koncertowych ujawnień kapeli a siłą prostego skojarzenia nasunęła mi się myśl o nieodżałowanym Kobongu, że warto byłoby przypomnieć sobie utwory tej kapitalnej polskiej formacji, która onegdaj zdewastowała mocno rodzimą scen[k]ę, toteż wklepałem ich nazwę w wyszukiwarkę i oprócz paru znanych dobrze kawałków niespodziewanie gdzieś u dołu wyskoczył jakiś ''anoman kobong'' - ?! Zaintrygowany kliknąłem na filmik i oto co za widok ukazał się mym zdumionym oczętom [ radzę zacząć od 1.50 bo się trochę rozkręcają ] :
- cóż, z tej strony ich nie znałem... Najwidoczniej wokalista zgolił obfitą brodę, postanowił zmienić płeć a nawet rasę i w dodatku przeszedł przyspieszony kurs kręcenia biodrami - ? Jednak kiedy mój oszołomiony umysł ocknął się poczęło mi świtać iż coś tu jest nie tak, więc postanowiłem sprawdzić kto zacz ta pani co potrafi wprawiać swe krągłości w ruch wirowy przeczący niemal fizyce i okazało się, że to niejaka Inul Daratista, prawdziwa gwiazda z tego co zdołałem się zorientować indonezyjskiej odmiany popu zwanej ''dandut'' [ - to onomatopeja od charakterystycznego odgłosu tabli w ścieżkach muzycznych do bollywoodzkich filmów skąd pochodzi ten gatunek ]. Oto pokaz jej ''możliwości'', blisko siedmiominutowa kompilacja mogąca przyprawić o zawrót głowy i oczopląs - mnie najbardziej rozwalił ten pląsający karzeł ok. 3.50 min. i tuż po tym miejsca dla vip-ów pod sceną : nie, to nie pomyłka bo w tym akurat przypadku z tej właśnie perspektywy najlepiej widać to o co chodzi...
- teraz rozumiem co mieli na myśli nasi tłumacze przekładając ''Dirty danZing'' jako ''Wirujący seks''... Rzecz jasna trza pamiętać, że to tylko insza muzyka pop [ na pewno nie bardziej kretyńska od naszej za to o ile bogatsza, że tak powiem, wizualnie ! ] i byłoby krzywdzące sprowadzać do niej tamtejszą wyrafinowaną tradycję muzyczną, chodzi mi oczywiście przede wszystkim o gamelan w jego odmianie balijskiej jak i jawajskiej itp. - skądinąd umiejętne połączenie jej z bardziej złożonymi gatunkami zachodniego popu, rocka, jazzu czy muzyki współczesnej mogłoby zapewne dać wspaniałe efekty, niestety póki co nic mi o tym nie wiadomo, na razie wiem tylko iż na Jutubie można znaleźć sporo indonezyjskiego punka. A właśnie - natrafiłem przy okazji na blog Polaka pracującego i pomieszkującego w Indonezji, oto co pisze na ten temat :
''W Indonezji, wśród młodzieży słucha się raczej rocka, nawet częściej niż popu. Od lekkich gitarowych brzmień, aż po haevy metal. Aczkolwiek słuchanie heavy metalu jest często uważane za „anarchistyczne”, wbrew religii muzułmańskiej. Część piosenek o treściach niezgodnych z religią jest tam całkowicie zabroniona (nie znaczy, że nie słuchana).''
[ całość - sporo lokalnych, nieco egzotycznych dla nas smaczków ] I na koniec tego wątku jeszcze jedno zaskakujące odkrycie - szukając informacji o Inul niespodziewanie dowiedziałem się, że jedną z głównych indonezyjskich celebrytek za przeproszeniem jest pani o swojsko brzmiącym nazwisku, niejaka Tamara Bleszynski : bez szału ale to ciekawe wiedzieć że na drugim końcu świata robi prawdziwą karierę Polka po, hm, mieczu i to taka całkiem całkiem...
Nie jestem natomiast w stanie odtworzyć jakimż to sposobem natrafiłem niedawno na Jutubie na profil ''Butterfly models'' promujący czarne brytyjskie modelki, tutaj ważne jest tylko, że moją uwagę przykuła zwłaszcza jedna z nich - Rozina Zira [ de domo Mwanahiba ]
- czy muszę jeszcze tłumaczyć czemu... Podobni mi czekoladowi zboczeńcy mogą podziwiać jej piękną sesję zdjęciową, oblukać kulisy innej gdzie się pręży i uroczo uśmiecha lub oszałamiające profile jej i koleżanki tego co jest właściwym tematem tego wpisu [ wiem, że coś nie tak z gramatyką ale trudno mi się skupić... ], wreszcie wejść - nie w, ale na jej stronę by tam np. obaczyć taką oto zacną serię fot. A tu już kompletny killer - te obfite czarne poślady pochłoną każdego nazistowskiego, aryjskiego kutasa, nawet Whitezilla chyba nie dałby im rady, co najwyżej trza by przywołać z zaświatów na ratunek Johna Holmesa, człowieka-legendę ps. ''35 cm'' : patrzcie i podziwiajcie ! Jakby tego było mało insza czarna pani, kawał kobity, nie może się doczekać białaskiego kochasia i marzy o jego wstrętnych owłosionych łapskach na swoim pokaźnym biuście - koniec świata... Czarna rasa nie przetrwa, biała zresztą też - przepadnie w piździe Matki Ziemi [ to zresztą chyba nie najgorszy koniec, prawda ? ].
Teraz dopiero przyszło mi do głowy [ a jednak ! ], że ten wpis mógłby nosić równie dobrze tytuł ''O d... kolorowej Maryni'' - ale nie wiem, czy w tym wypadku jakaś policja myśli nie mogłaby się do mnie dopieprzyć o rasizm - ? Inna sprawa iż teraz po uchwaleniu odpowiednich przepisów będą mogli dopierniczyć się praktycznie o wszystko, ale nie kalajmy rozpominaniem tych chujów tego poświęconego krągłym damskim pupom posta.
Tytułem wstępu coby pokrótce wyjaśnić skąd taki pomysł zaświtał w mej obłąkanej łepetynie : gdzieś pod koniec zeszłego jeszcze roku byłem na dobrym koncercie Belzebonga w kieleckim ''Woorze'' - nie sądziłem, że może istnieć metal dla palących zioło a jednak : potężne, zapętlone riffy, hipnotyczna, rytualna perkusja, zero niemal solówek, pogłosy i mnóstwo dymu, jednym słowem odurzający grom wprost z czarciego tyłka ! Po powrocie do domu jąłem więc buszować po Jutubie w poszukiwaniu koncertowych ujawnień kapeli a siłą prostego skojarzenia nasunęła mi się myśl o nieodżałowanym Kobongu, że warto byłoby przypomnieć sobie utwory tej kapitalnej polskiej formacji, która onegdaj zdewastowała mocno rodzimą scen[k]ę, toteż wklepałem ich nazwę w wyszukiwarkę i oprócz paru znanych dobrze kawałków niespodziewanie gdzieś u dołu wyskoczył jakiś ''anoman kobong'' - ?! Zaintrygowany kliknąłem na filmik i oto co za widok ukazał się mym zdumionym oczętom [ radzę zacząć od 1.50 bo się trochę rozkręcają ] :
- cóż, z tej strony ich nie znałem... Najwidoczniej wokalista zgolił obfitą brodę, postanowił zmienić płeć a nawet rasę i w dodatku przeszedł przyspieszony kurs kręcenia biodrami - ? Jednak kiedy mój oszołomiony umysł ocknął się poczęło mi świtać iż coś tu jest nie tak, więc postanowiłem sprawdzić kto zacz ta pani co potrafi wprawiać swe krągłości w ruch wirowy przeczący niemal fizyce i okazało się, że to niejaka Inul Daratista, prawdziwa gwiazda z tego co zdołałem się zorientować indonezyjskiej odmiany popu zwanej ''dandut'' [ - to onomatopeja od charakterystycznego odgłosu tabli w ścieżkach muzycznych do bollywoodzkich filmów skąd pochodzi ten gatunek ]. Oto pokaz jej ''możliwości'', blisko siedmiominutowa kompilacja mogąca przyprawić o zawrót głowy i oczopląs - mnie najbardziej rozwalił ten pląsający karzeł ok. 3.50 min. i tuż po tym miejsca dla vip-ów pod sceną : nie, to nie pomyłka bo w tym akurat przypadku z tej właśnie perspektywy najlepiej widać to o co chodzi...
- teraz rozumiem co mieli na myśli nasi tłumacze przekładając ''Dirty danZing'' jako ''Wirujący seks''... Rzecz jasna trza pamiętać, że to tylko insza muzyka pop [ na pewno nie bardziej kretyńska od naszej za to o ile bogatsza, że tak powiem, wizualnie ! ] i byłoby krzywdzące sprowadzać do niej tamtejszą wyrafinowaną tradycję muzyczną, chodzi mi oczywiście przede wszystkim o gamelan w jego odmianie balijskiej jak i jawajskiej itp. - skądinąd umiejętne połączenie jej z bardziej złożonymi gatunkami zachodniego popu, rocka, jazzu czy muzyki współczesnej mogłoby zapewne dać wspaniałe efekty, niestety póki co nic mi o tym nie wiadomo, na razie wiem tylko iż na Jutubie można znaleźć sporo indonezyjskiego punka. A właśnie - natrafiłem przy okazji na blog Polaka pracującego i pomieszkującego w Indonezji, oto co pisze na ten temat :
''W Indonezji, wśród młodzieży słucha się raczej rocka, nawet częściej niż popu. Od lekkich gitarowych brzmień, aż po haevy metal. Aczkolwiek słuchanie heavy metalu jest często uważane za „anarchistyczne”, wbrew religii muzułmańskiej. Część piosenek o treściach niezgodnych z religią jest tam całkowicie zabroniona (nie znaczy, że nie słuchana).''
[ całość - sporo lokalnych, nieco egzotycznych dla nas smaczków ] I na koniec tego wątku jeszcze jedno zaskakujące odkrycie - szukając informacji o Inul niespodziewanie dowiedziałem się, że jedną z głównych indonezyjskich celebrytek za przeproszeniem jest pani o swojsko brzmiącym nazwisku, niejaka Tamara Bleszynski : bez szału ale to ciekawe wiedzieć że na drugim końcu świata robi prawdziwą karierę Polka po, hm, mieczu i to taka całkiem całkiem...
Nie jestem natomiast w stanie odtworzyć jakimż to sposobem natrafiłem niedawno na Jutubie na profil ''Butterfly models'' promujący czarne brytyjskie modelki, tutaj ważne jest tylko, że moją uwagę przykuła zwłaszcza jedna z nich - Rozina Zira [ de domo Mwanahiba ]
- czy muszę jeszcze tłumaczyć czemu... Podobni mi czekoladowi zboczeńcy mogą podziwiać jej piękną sesję zdjęciową, oblukać kulisy innej gdzie się pręży i uroczo uśmiecha lub oszałamiające profile jej i koleżanki tego co jest właściwym tematem tego wpisu [ wiem, że coś nie tak z gramatyką ale trudno mi się skupić... ], wreszcie wejść - nie w, ale na jej stronę by tam np. obaczyć taką oto zacną serię fot. A tu już kompletny killer - te obfite czarne poślady pochłoną każdego nazistowskiego, aryjskiego kutasa, nawet Whitezilla chyba nie dałby im rady, co najwyżej trza by przywołać z zaświatów na ratunek Johna Holmesa, człowieka-legendę ps. ''35 cm'' : patrzcie i podziwiajcie ! Jakby tego było mało insza czarna pani, kawał kobity, nie może się doczekać białaskiego kochasia i marzy o jego wstrętnych owłosionych łapskach na swoim pokaźnym biuście - koniec świata... Czarna rasa nie przetrwa, biała zresztą też - przepadnie w piździe Matki Ziemi [ to zresztą chyba nie najgorszy koniec, prawda ? ].
Teraz dopiero przyszło mi do głowy [ a jednak ! ], że ten wpis mógłby nosić równie dobrze tytuł ''O d... kolorowej Maryni'' - ale nie wiem, czy w tym wypadku jakaś policja myśli nie mogłaby się do mnie dopieprzyć o rasizm - ? Inna sprawa iż teraz po uchwaleniu odpowiednich przepisów będą mogli dopierniczyć się praktycznie o wszystko, ale nie kalajmy rozpominaniem tych chujów tego poświęconego krągłym damskim pupom posta.
Subskrybuj:
Posty (Atom)