wtorek, 12 stycznia 2010

Mentalne pedalstwo.

Niedawno natknąłem się na śliczny nowy wierszyk Świetlickiego :

Wiersz doraźny

Wkurwić lewaka, obśmiać mentalnego pedała:
całe moje zadanie. A wieczność natychmiast
pyta: „A co ze mną?”. Poczekaj, kochana.
Bo przyjdzie czas na wieczność,
lecz najpierw koniecznie
obśmiać lewaka, wkurwić mentalnego pedała,
niska poezja, niewielkie zadania.

- i kilka cytatów z ''mistrza'' zaczerpniętych z artykułu w ''Przekroju'' : „Nie ma to związku z preferencjami seksualnymi. Ja tym brzydkim sformułowaniem nazywam ludzi o lepkich umysłach. O zniewolonych umysłach. Czasy się zmieniły, więc nie piszę »wkurwić zniewolonego umysła«, tylko tak”. [...] „Mój problem polega na tym, że ci prawicowcy, których spotykam, są ludźmi oczytanymi, sympatycznymi, kulturalnymi, bez agresji. Jakoś mam szczęście do prawicowców, nie spotykam oszołomów prawicowych. Nie spotykam takich, co mnie denerwują. Natomiast z tymi lewakami to jest tak, że ani ich lektury mi się nie podobają, ani poglądy na życie, ani roszczeniowość. Denerwują mnie strasznie”. - Ciekawe... [ całość do przeczytania tutaj , natomiast odpowiedź ''Krytyki Politycznej'' - bo o nich, i środowisku ''Ha-artu'' mowa - tuuu ].

...a jak już jesteśmy przy temacie ''KP'' to ostatnio miałem w moich peregrynacjach internetowych dość intensywny okres lewacko-prawacki - bo jeśli się ma mocno ugruntowany światopogląd uważam, że odwiedzanie takichże stron niczym nie szkodzi - poglądy, byle pewne i ''organiczne'', stanowią pancerz chroniący przed ewentualnymi trującymi miazmatami mentalnymi zawartymi na nich - natomiast pozwala zapoznać się z tematami nie poruszanymi raczej przez media ''gó-wnego nurtu'', a jedynie przez takie ''niszowe'' portale np. przejebaną politykę Izraela, czy mroczne strony historii Żydów, którzy jak każda nacja lub wspólnota ludzka mają różne brzydkie sprawki na koncie [ na których żerowanie antysemitów i zbrodniarzy nie pozwala dzisiaj głośno o nich mówić, co jednak tworzy fałszywy obraz jakiejś anielskiej niemalże społeczności bez skazy ], lub też przykłady krzyczącej niesprawiedliwości, bo jakoś tak się utarło nie wiedzieć czemu, że jeśli np. nie podoba ci się ''plan Balcerowicza'' czy kwestionujesz wysokość tzw. ''kosztów społecznych'' będących jakoby ''niezbędną ceną'' [ czyżby ? ] wprowadzanych reform, to jesteś zaraz jakimś oszołomem, faszystą, lewakiem albo komuchem [ a także ''frustratem żyjącym negacją'' ] - brednia, ale ''Wyborczej'' [ a teraz TVN-owi ] udało się jak widać wmówić to całkiem sporej grupie ludzi... Dlatego postanowiłem w ramach tej skromniutkiej kontrabandy, jaką tu uprawiam, powołać na tym blogu nowy dział : ''lewo<>prawo'' - gdzie umieszczam zarówno ''Krytykę Polityczną'' [ na marginesie muszę zauważyć, że z satysfakcją obserwuję dokonującą się od jakiegoś czasu ewolucję hasła ''Balcerowicz musi odejść'', które w latach 90-ych było synonimem ''buractwa'', a dzisiaj staje się w lekko tylko zmodyfikowanej postaci zawołaniem... wykształconych, wielkomiejskich, młodych inteligentów o radykalnie lewicowym nastawieniu ! mam kupę złośliwej radochy, gdy widzę jak Jacek Żakowski na łamach tejże ''Krytyki'' pisze dziś takie rzeczy, za które 10-15 lat temu wyzywał głoszących je ludzi od ''oszołomów'' - ''buraki'', co ? no tak - są czerwoni... gwoli sprawiedliwości dodam tylko, choć pewnie zdziwi to ''gazetowybiórczych liberałów'', że można znaleźć sporo osób krytykujących też rzekomo wspaniałe reformy Balcerowicza z pozycji jak najbardziej liberalnych ], ''Lewą nogą'' [ w ostatnim numerze czytałem ciekawe artykuły min. o kolonialnej polityce XIX-wiecznej Francji w Algierze, która cieszyła się poparciem wszystkich praktycznie ówczesnych stronnictw politycznych, nie tylko prawicowych i nacjonalistycznych, ale też lewicowych i liberalnych - autor przytacza słowa wybitnego intelektualisty liberalnego Alexisa de Tocqueville'a, twórcy słynnej do dziś ''Demokracji w Ameryce'' otwarcie popierającego brutalne pacyfikacje zbuntowanej arabskiej ludności ; a także tekst neomarksistowskiego filozofa Etienne Balibara o ''freudomarksiźmie'' traktujący min. o niezdolności marksizmu do prawidłowej interpretacji zwycięstwa narodowych socjalistów w Niemczech, a konkretniej autentycznego poparcia, jakim cieszyli się tam wśród ''proletariatu'' - każdy kto choć pobieżnie interesuje się tymi rzeczami wie jakim ciosem dla tej doktryny było zwycięstwo Hitlera w samym sercu, ''ojczyźnie proletariatu'' i entuzjazm mas dla jego nacjonalistycznej i rasistowskiej ideologii, co godziło w jej podstawowe dogmaty, stąd jej bezradność wobec tego zjawiska ; co zaś tyczy się wspomnianego tekstu ciekawa teza wyjściowa ginie niestety w zawiłej, typowej dla francuskiej ''post-humanistyki'' analizie, w neomarksistowsko-postnietzche'ańskiej retoryce doprawionej popłuczynami po ''psychoanalnizie'' od której zwoje mózgowe się filcują - to też przypadek innego pomieszczonego w tymże numerze obszernego artykułu Przemysława Wielgosza rojącego się od charakterystycznych dla marksistowskich mądrali pokracznych zwrotów w rodzaju : ''odsłonił związek owych gier z mechanizmem reprodukcji rozszerzonej kapitału pojmowanego jako bezpośredni wyraz określonej formy antagonistycznego uspołecznienia (a więc Althusserowski mechanizm skutku, w którym objawia się charakter społecznej struktury)'' - k..., o co chodzi ?!? ale i tam, gdy przebije się przez skorupę tego bełkotu można znaleźć wiele ciekawych informacji np. Wielgosz pokazuje pułapki tak modnej obecnie ( wciąż ) na lewicy polityki ''multikulti'' na przykładzie Nowej Zelandii, której władze po długiej walce prowadzonej przez tamtejszych autochtonów, czyli Maorysów, postanowiły w latach 90-ych w końcu jakoś zadośćuczynić wyrządzonym im przez białych kolonistów krzywdom poprzez oddanie zagrabionych ziem, czy przyznając lukratywne kontrakty w takich dziedzinach jak np. rybołówstwo, co bynajmniej jednak nie polepszyło ich statusu en masse, a jedynie nielicznej starszyzny poszczególnych plemion, wręcz zwiększając brutalnie ich wyzysk ponieważ odbywa się on teraz w ramach umocnionej wspomnianymi koncesjami barbarzyńskiej, rodowo-plemiennej struktury, i to rękami ich lepiej usytuowanych w tejże hierarchii rodaków ! ] oraz ''Le monde diplomatique'', jak i ''Frondę'' czy ''Falangę'' - na tej ostatniej czytałem jakiś czas temu ciekawy artykuł o programie przedwojennego ONR-u Piaseckiego, który dał mi sporo do myślenia i kazał inaczej spojrzeć na jego powojenne wybory : chodzi o to, że do dziś jego zdradę, pójście na kolaborację z komunistami, zaangażowanie w PAX i inne tego typu sprawy przedstawia się jako wymuszone przez pobyt w celi śmierci i przesłuchania NKWD, gdy tymczasem w świetle wyżej wspomnianego programu nie musiała to być decyzja aż tak dramatyczna, raczej powzięta pod naciskiem okoliczności wprawdzie, ale ewolucja a nie jakiś radykalny przełom - ostatecznie Polska jaką wyobrażali sobie przedwojenni falangiści nie odbiegała tak bardzo od PRL [ władza monopartii, centralne planowanie w gospodarce etc. ] zwłaszcza od czasu, gdy ''chamokomuna'' rozprawiła się z ''żydokomuną'' torując tym samym drogę do ustanowienia już prawdziwie ''narodowej'' władzy, co znalazło swe ukoronowanie w nieprzypadkowo jak widać tak hołubionym przez spadkobierców Piaseckiego reżimie gen. Jaruzelskiego : po prostu uznali, że jedyną skuteczną metodą powstrzymania komunistów i ich wpływu na masy jest przejęcie ich programu i jego interpretacja w duchu nacjonalistycznym, dlatego doktrynę ówczesnego ONR [ jak i ich dzisiejszych pogrobowców ! ] można bez przesady określić mianem ''narodowego komunizmu'' [ o tym intrygującym fenomenie i perwersyjnym, nieczystym związku łączącym nacjonalizm z komunizmem jeszcze kiedy indziej ]. Na koniec dorzucam coś ''dwa w jednym'' : blog ''nazbolski'', gdzie można przeczytać min. polskie tłumaczenia tekstów Ulrike Meinhof, słynnej terrorystki niemieckiej Frakcji Czerwonej Armii [ ach jak ja uwielbiam te nazwy ! ] czy Ernsta Niekitscha, czołowego przedstawiciela ''narodowego bolszewizmu'' pod którego wielkim wpływem był Goebbels.

Pozostając w temacie, kto ciekaw niech sięgnie po świeżą dość krytykę ''Krytyki Politycznej'' pióra Ziemkiewicza, i odpowiedź ze strony tejże poczynioną przez Tomasza Piątka, muszę też przyznać, że jestem pod wrażeniem iście bolszewickiej dezynwoltury z jaką przeczołgał starszych panów z Łodzi Kaliskiej w pomieszczonym na jej łamach felietonie Igor Stokfiszewski. No i świeża ''sensacja'' - Cezary Michalski zaczął się produkować na portalu ''Krytyki'' z czego się cieszę, bo ten facet za co się nie weźmie, to zaraz to sp...li [ sam zresztą to przyznaje : patrz zakończenie ] - tak było z przesławnymi prawicowymi [ ? ] ''pampersami'', tak samo z ''Dziennikiem'', mam nadzieję, że i tym razem zadziała jego ''fatum'' [ skądinąd dziwne, że wiedząc to zaordynowali sobie takie ''kukułcze jajo'' - co jak co, ale inteligencji nie można im odmówić - ? ] : najśmieszniejsze, że ten facet wciąż uważa się za prawicowca... ale nie o nim tu chciałem - w przydługim, nudnym i durnym skądinąd tekście inaugurującym jego obecność tamże zwróciło jednak moją uwagę takie intrygujące spostrzeżenie, cytuję :

Każdy z dziennikarzy, polityków, inteligentów, który miał okazję uczestniczyć w nieco bardziej prywatnej (o ile w stosunku do człowieka politycznego pojęcie prywatności ma jakikolwiek sens) rozmowie z Jarosławem Kaczyńskim, usłyszał od niego zawsze tę samą, gorzką deklarację: kiedy mówiłem, co myślę, o polskim status quo, o polskim Kościele, o polskiej tradycji, o polskich stosunkach społecznych i obyczajowych, kiedy w sposób jawny byłem jeszcze „żoliborskim konserwatystą”, moja partia w tym kraju zbierała 4,5 proc. głosów i nie wchodziła do parlamentu. Kiedy mówię moim obecnym językiem, kiedy stałem się tym, kim jestem dzisiaj, moja partia zbiera 20, 30 i więcej procent. I nie tylko wchodzę do parlamentu, ale mogę walczyć o władzę.

- niby żadna sensacja dla mnie, ale już dla medialnego mutanta karmionego paszą z ''GW'' i TVN-u, pozbawionego zmysłu samodzielnego myślenia, zapewne tak !

p.s. tym, których dziwić może fakt, że powołuję nowy dział zamiast umieścić wspomniane wyżej strony w już istniejących wyjaśniam, że przez ich jednak ''obcość ideową'' nie chcę wstawiać ich obok tych do których mi mniej lub bardziej bliżej w dziedzinie ''polityki'' czy ''idei'', zarazem są to rzeczy o takiej wadze, że nie sposób już zbyć ich mianem ''osobliwości''.

czwartek, 31 grudnia 2009

Walc[z] z Baszirem.

Jakieś dwa tygodnie temu byłem na seansie izraelskiego filmu ''Walc z Baszirem'' w kinie WDK-u : moje wrażenie generalnie w porządku, aczkolwiek nie uważam, żeby obraz był tak dobry jak to przedstawiano w bardzo pochlebnych z reguły recenzjach, ani też tak zły jak to pisano na Filmwebie [ patrz komentarze ]. Na uwagę zasługuje zwłaszcza ciekawa ścieżka dźwiękowa, świetnie dobrana do obrazu, natomiast jedynie zastrzeżenia mam co do fragmentarycznego przedstawienia tematu tzn. film wprawdzie nie rości sobie pretensji do całościowego obrazu konfliktu na Bliskim Wschodzie, skupia się tylko na jednym jego epizodzie jakim była inwazja Izraela na Liban na początku lat 80-ych, a konkretnie masakrze jakiej dokonali w czasie jej trwania chrześcijańscy falangiści na Palestyńczykach w obozach Sabra i Szatila, ale przez to w umyśle przeciętnego widza z Zachodu nie orientującego się bliżej w dziejach tego regionu powstaje nieprawdziwa wizja toczących się tam wojen - dla większego obiektywizmu warto byłoby chociaż wspomnieć również o masowych zbrodniach jakich dopuszczali się, i robią to nadal, muzułmanie na tamtejszych chrześcijanach z ludobójstwem Ormian podczas I wojny na czele, czy choćby ostatnimi zamachami w Iraku, lub o prawdziwej czystce etnicznej jakiej dokonali Żydzi w Palestynie w trakcie powstawania Izraela [ kto ciekaw znajdzie szczegóły w tym artykule ] i innych aktach terrorystycznych dokonywanych przez nich na Arabach i nie tylko [ bo jakby to dziwnie nie zabrzmiało dla zwykłego odbiorcy papy serwowanej przez ''wolne media'', największym jednostkowym zamachem terrorystycznym popełnionym w Palestynie pozostaje ten dokonany przez żydowskich terrorystów pod koniec lat 40-ych - chodzi o wysadzenie hotelu będącego wówczas siedzibą tamtejszych brytyjskich władz w wyniku którego śmierć poniosło blisko 100 osób ! ]. Nie zmienia to faktu, że film jest dobry i godny polecenia, na zachętę poniżej fragment :



... nie mówiąc już o tym, że moim zdaniem lepszy od ''Persepolis'', z którym skojarzenie od razu przyszło mi na myśl, a który też miałem okazję zobaczyć niedługo przed ''Walcem...'' na Youtube, gdzie dostępny jest w całości z polskimi napisami : oba obrazy przecież to takie animacje dla dorosłych, co nie oznacza bynajmniej jakiejś ostrej erotyki [ ta pojawia się w nich raczej śladowo ] ile podejmowaną przez nie ''dorosłą'' problematykę - w tym wypadku najnowsze dzieje Iranu postrzegane poprzez pryzmat historii rodziny lewicujących arystokratów z Teheranu, a konkretnie ich córki. To jest właśnie mój pierwszy zarzut do tego skądinąd dobrego obrazu - obrany punkt wyjścia powoduje pewne ''skrzywienie perspektywy'', patrzymy na to co wówczas się tam działo z pozycji środowisk lewicowych czy liberalnych, opozycyjnych wprawdzie wobec szacha, ale całkowicie marginalnych, nie mających tak naprawdę żadnego [ mimo chciejstwa Zachodu ] istotnego udziału w jego obaleniu : nawet najwięksi przeciwnicy reżimu ajatollahów muszą przyznać, że zwłaszcza w czasach Chomeiniego cieszył się on, ale również teraz za Ahmadinedżada cieszy nadal autentycznym poparciem znacznej części mieszkańców Iranu [ to podobnie jak w przypadku Chaveza kolejny dowód na to, że demokracja i wolność wcale nie muszą iść ze sobą w parze...]. Przy okazji - uderzająca i znamienna jest ta pogarda jaką demonstrują ci postępowi arystokraci wobec przedstawicieli niższych warstw społeczeństwa [ ichnich ''buraków'' ], którym ten religijny reżim umożliwił przecież emancypację, nawet jeśli oznaczało to obsadzanie całkowicie niekompetentnymi [ bo niewykształconymi ! ] ludźmi pewnych stanowisk, ale na tym do cholery polega demokracja, czyli rządy ludu, a więc tych tak znienawidzonych ''buraków'' przede wszystkim ! Nie przeszkadza im to jednak uważać się za ''demokratów'' walczących o ''wolność'' dławioną przez obskurancki reżim, i chodzić w aureoli własnej czystości : analogie aż narzucają się same... I to właśnie wzbudziło moją największą irytację, a raczej wkurwiło mówiąc wprost : ci szlachetni krewni - komuniści walczący o wolność... Tylko proszę mi nie pieprzyć, że się czepiam i ''szukam dziury w całym'', bo czy w takim razie wyobrażacie sobie nieskazitelnych nazistów walczących o wolność i tępionych za to okrutnie przez Żydów i komunistów ?! Poza tym gdyby to ten szlachetny stryjek czy wujek komunista-arystokrata zwyciężył, to on z kolei postawiłby przed plutonem egzekucyjnym ajatollahów tak jak oni jego, a te dziewczynki zamiast w czadory zakute zostałyby w mundurki z czerwoną chustą, zaś w obu wypadkach byłyby niewolone propagandową papą o rewolucji - jak nie islamskiej to komunistycznej ! Być może dla kogoś jest to jakaś istotna różnica [ w takim razie serdecznie mu współczuję i ubolewam nad stanem jego umysłu ], ale dla mnie to jeden chuj - dziękuję bardzo za ''wybór'' między totalitaryzmem ateistycznym a teistycznym ! Poza tym w pokazanej w krótkiej retrospektywie biografii stryjka-komunisty uderzyły mnie dwa niejasne i mocno cuchnące szczegóły : po pierwsze to z tego co można się zorientować gość uciekł do Związku Sowieckiego na długo przed wybuchem II wojny, a więc musiał przeżyć tam Wielką Czystkę, trzeba zaś pamiętać, że bardzo ważnym, a wciąż mało znanym jej elementem była tzw. ''dyrektywa narodowościowa'' na mocy której okrutnym represjom poddani zostali przedstawiciele mniejszości etnicznych zamieszkujących ZSRR, co warto podkreślić głównie Polacy - na blisko milion mieszkających tam wówczas naszych rodaków co najmniej 100 tysięcy zostało rozstrzelanych lub poddanych innym represjom [ łagier, przymusowe wysiedlenie ], dość powiedzieć, że spośród polonii w Leningradzie zginęli wtedy niemal wszyscy dorośli mężczyźni ! - ale dotyczyło to też Niemców nadwołżańskich, Koreańczyków i min. Irańczyków właśnie. Trzeba dodać przy tym, że przecież w tym samym czasie trwała też masowa czystka wśród komunistów różnych narodowości [ której ofiarą padła min. praktycznie niemal cała KPP, jak się okazuje ostatnio bynajmniej nie z powodów ideologicznych, ale narodowościowych właśnie ] i znanym faktem jest, że możliwość przetrwania [ co nie znaczy, że jego gwarancję ] w tej morderczej walce zapewniała gorliwość w denuncjowaniu swoich towarzyszy NKWD, a to oznacza ni mniej ni więcej, że skoro szlachetny krewniak to wszystko przeżył, to na pewno był skurwielem mającym krew na rękach wielu ludzi, których posłał de facto swoimi donosami pod mur [ argument, że musiał bo inaczej sam by zginął, można zbić choćby tym, że jak widać nie złamało to jego wiary w tą ohydną ideologię i zbrodniczy system, skoro postanowił go później zafundować swoim rodakom, którzy na szczęście postawili go za to również pod ścianę, szkoda tylko, że rękami innych zbrodniarzy ]. No i last but not least wspomina się tam coś o tym, że za młodu zaangażował się dość ostro w sprawę niepodległości Azerbejdżanu, a przecież przypominam sobie, że na początku lat 20-ych to Stalin z Dzierżyńskim właśnie położyli kres krótkiemu epizodowi niepodległości państw Zakaukazia, więc coś tu nie gra - albo niepodległość albo komunizm... Nie zmienia to wszystko jednak faktu, że obraz ciekawy i godzien polecenia. Na koniec dwie uwagi tylko - warto pamiętać patrząc choćby na perturbacje jakie przeżywa Teherańska Orkiestra Symfoniczna, czy działający przeważnie na emigracji irańscy kompozytorzy i wykonawcy, że w tym kraju granie i słuchanie Beethovena jest równie, jeśli nie bardziej wywrotową działalnością co słuchanie punka lub hip-hopu czy innego przejawu ''zgniłej cywilizacji Zachodu'' [ mimo że podobno uznaniem samego Ahmadinedżada cieszy się przykład rzeczywiście jej szczytowej dekadencji jakim jest słodkie plumkanie naszego rodaka skądinąd, tego pedała Liberace... ]. A po drugie : zwróćcie przy oglądaniu uwagę, że rzucającym się tam w oczy objawem swobody obyczajowej panującej na Zachodzie w kontraście z Iranem jest możność palenia w miejscach publicznych, na lotnisku czy w barze - oj, to już nieaktualne... Pod tym względem [ i nie tylko ] jak widać ''wolny świat'' zbliża się raczej do standardów obowiązujących w Iranie ajatollahów, lub III Rzeszy, która była pierwszym państwem na świecie, gdzie wprowadzono takiż zakaz, przeprowadzano masowe kampanie medialne piętnujące tytoń jako ''żydowski wynalazek'' służący podstępnemu osłabianiu tężyzny ''rasy aryjskiej'', a niektórzy naukowcy nawet zaczynają nieśmiało przebąkiwać, że podejmowane wówczas przez nazioli badania nad szkodliwością tegoż ''wynalazku'' wyprzedzały o kilka dekad te prowadzone obecnie zachowując swą wartość do dziś !

Dobra, żeby odreagować powyżej przytoczone niemiłe fakty, a też pokazać, że Iran nie tylko pojebanymi militarystami i żądnymi władzy ajatollahami [ i komunistami ] stoi, na zakończenie umieszczam próbkę pięknej perskiej muzyki [ nie tylko muzyki... ] przysłaną mi niedawno przez znajomego, za co mu wielkie dzięki ! Pani nazywa się Azam Ali - w mojej prywatnej hierarchii Diamanda Galas nadal pozostaje absolutnym numero uno, i pewnie tak pozostanie, ale chyba właśnie przybyła jej poważna konkurencja...



...zachęcam też do odwiedzenia strony na Myspace nowego projektu muzycznego wyżej wspomnianego znajomego, rzecz nosi nazwę ''Purga'' i jest utrzymana w podobnym jak Azam Ali klimacie jakby ''neo-etniczności'' jak to sobie na prywatny użytek nazywam, organicznego połączenia tradycyjnych instrumentów z elektroniką, archaicznej transowości i skal przeniesionych w wirtualną przestrzeń [ zresztą ostatnio właśnie dość intensywnie drążę ten wątek w twórczości naszych wschodnich sąsiadów co mam nadzieję niedługo znajdzie wyraz na tym blogu ] - zapowiada się co najmniej interesująco.

piątek, 18 grudnia 2009

Wielki Ajatollah Ali Chamenei...

...ma zajebistą stronę - na zachętę poniżej parę znalezionych nań fot :

chórek hurysek ?


Ali a la Warchol


prawowierny transwestyta ?


głębokie spojrzenie w oczy podczas szczytowania...


perski mistrz kung fu


stoją na straży rewolucji [ islamskiej ] i nic się nie boją... [ kwiaty w karabinach, ale spojrzenie bynajmniej nie hippisowskie ]


te buzie mówią za siebie...


czy mogę zostać na chwilę sam na sam z tymi owieczkami ? ... [ - o co chodzi ?! ja im tylko niosę przesłanie Proroka ! ]


perski koks z ryżu ?! niemożliwe...


macie może coś Bukowskiego ?


od razu wiadomo kto tu rządzi !


tu wygląda jak Fidel wizytując wojska na froncie podczas wojny z Saddamem :


śpij męczenniku [ z kartonu ] ...


podoba mi się ten młodzieniec...


kobiety z karabinami - to lubię ! [ Kazia albo Madzia La Passionaria byłyby z nich dumne ! ]


ale ducha bojowego to ja tutaj nie widzę... [ jakieś nienowoczesne czy co ? nasze blachary, albo gimnazjalistki - bo to teraz czasami trudno rozpoznać - zaraz by im pokazały, jak postępują prawdziwe ''wyzwolone'' z mózgu kobiety ! ]


na odprawie u Ajatollaha :


chyba nie ta rączka... [ albo też Persowie to naród mańkutów ? ]


wierne i oddane fanki


ajatollah to ma klawe życie !


ale jedna nie słucha...



... a tak naprawdę to z tą ''fajnością'' strony Ajatollaha to ściema : z pomieszczonej nań galerii zdjęć wynika raczej, że ma dość nudne życie bo nic tylko przemawia, wizytuje, modli się, odbiera parady wojska etc. [ chociaż niewątpliwie jest wielu takich, których to niesamowicie kręci i mogliby tak w nieskończoność - władza to narkotyk, najsilniejszy i jedyny prawdziwy ! ] i to co powyżej to tylko bardzo subiektywny i niereprezentatywny bynajmniej wybór z masy nieciekawych, bo oficjalnych przeważnie fotografii. Ale jak ktoś dobrze zna angielski [ lub perski ] na tyle, by np. poczytać sobie umieszczone też tam przemówienia Wielkiego Ajatollaha, i chciałoby mu się później podzielić tą wiedzą przez internet czy bezpośrednio, to chętnie posłucham...

p.s. Korzystając z okazji chciałbym zaanonsować dwie nowe rzeczy na stronie : pierwszy to blog znajomego ''kielczechy'' - tak mi się ten pomysł, ta idea autentycznie spodobała [ no pomyślcie sami, czy to nie byłaby iście piorunująca mieszanka : polski zajob i czeski zwis ?! - pół katolik pół ateista, ćwierć asceta, w 1/8 onanista ! ] że może nawet uruchomię nowy dział pod tą nazwą tutaj - póki co wspomniany blog umieściłem w dziale ''Ludzie'' [ dla informacji zawiera on bardziej osobiste i luźne, mniej polityczne uwagi niż ''wolne kielce'' - o muzyce, lekturach, różnorakich peregrynacjach tu i tam, alkoholu... ].
A druga rzecz to będący już od jakiegoś czasu w dziale ''Polityka'' odnośnik do programu ''Pojedynek'' z TVP Historia, gdzie Sławomir Sierakowski z lewa, i Rafał Ziemkiewicz z prawa spierają się o znaczące postacie lub wydarzenia z naszej dawnej lub nie tak odległej, czasem niemal współczesnej historii - bardzo dobra rzecz, oglądając to po raz pierwszy miałem skojarzenia z ''Sondą'' [ chociaż to trochę inna formuła ], co dla mojego pokolenia może być chyba najwyższym komplementem : chodzi o znalezienie przez jego autorów dobrego pomysłu na program popularyzujący wiedzę, w tym wypadku historyczną, w sposób przystępny i ciekawy, a bez obniżania poziomu i zbędnego efekciarstwa, które tak mi przeszkadza w przypadku analogicznych programów na takich kanałach jak ''National Geographic'' czy ''Viasat History''. Jedyne zastrzeżenie budzi we mnie pewna dysproporcja występująca między prowadzącymi tzn. Ziemkiewicz jest bez wątpienia znakomitym publicystą i dziennikarzem, ale za to Sierakowski to jednak intelektualista i chociaż często racja jest po stronie tego pierwszego, to Sławek górując nad nim znajomością rzeczy nie tylko w kwestiach lewicowych potrafi to czasem sprytnie wykorzystać, stąd chyba lepiej na jego przeciwnika nadawałby się ktoś z wcale licznego przecież grona prawdziwych intelektualistów prawicowych, których się przez ten czas dochowaliśmy, takich choćby jak Tomasz Gabiś, Jacek Bartyzel czy Dariusz Gawin - oni by się na pewno nie dali zapędzić w kozi róg ! A pewnie sami zapędziliby tam Sierakowskiego, któremu szczerze mówiąc czasami się to należy, bo choć przy pierwszym zetknięciu byłem zbudowany i niemal zaszokowany kulturą prowadzonej tam dyskusji, tak korzystnie odróżniającej się od codziennej Palikotowo-Niesiołowsko-Wojewódzkiej pyskówy w mediach, to i towarzysza Sławomira zdarza się momentami ponosić, i wyłazi wówczas z niego typowa dla lewaka arogancja [ co to wszystko wie lepiej, nie słucha w ogóle argumentów drugiej strony i nie da się przegadać ], która aż prosi się o to, by ją usadzić paroma celnymi intelektualnymi sztychami. Trzeba jednak oddać mu sprawiedliwość, że jest niewątpliwie o wiele godniejszym przeciwnikiem, a nawet partnerem do rozmowy niż jakiś politruk z SLD w rodzaju przesławnej Joasi Senyszyn czy Tadzia Iwińskiego [ który skądinąd zyskał właśnie dopiero co zaszczytne miano ''Komucha roku'' w sondażu przeprowadzonym przez ''niezależną'' - głosowałem na niego i jestem dumny z jego sukcesu ! w pełni zasłużonego, bo naprawdę trzeba być wyjątkowym zjebem, żeby pouczać a propos ''boskiego Che'' rodowitego Kubańczyka Jose Torresa, że nie zna historii własnego kraju ! ] prezentując niebotycznie wyższy od nich poziom intelektualny i nierzadko ciekawe, niebanalne podejście w kwestiach lewicowych, daleko odbiegającego od sposobu, w jaki przywykło się je identyfikować w naszym kraju [ no bo czy do niedawna była możliwa w mainstream'owych mediach krytyka stanu wojennego z pozycji jak najbardziej lewicowych ? stąd być może ostatni wyskok ''Wojtusia'', który wywołał taką furię Millera-Fuhrera, to jego sprawka ? nie od dziś wiadomo, że ma on na Olejniczaka duży wpływ, przecież jakiś czas temu tyle się plotkowało, że to min. z jego poduszczenia SLD pozbyło się tak znienawidzonego przez środowisko ''Krytyki Politycznej'' ''neoliberalnego'' listka figowego w postaci ''udecji'' ], dlatego warto zobaczyć ten program - a także dlatego by nie być mentalnym dodoidem, którego ''gówno obchodzi co ktoś kiedyś napisał czy zrobił'' bo pewnie uważa, że jego parszywe ego stanowi centrum Wszechświata i tenże począł się chyba wraz z nim i wraz z nim zakończy. Nie, ten program nie jest przeznaczony dla takich mentalnych ciot, ale dla ludzi świadomych tego, że kształt rzeczywistości w której żyją jest efektem zdarzeń sprzed kilku, kilkudziesięciu, a nawet kilkuset lat, i bez choćby pobieżnej ich znajomości jest się tylko barachłem, z którym za pomocą prymitywnej demagogii, zwanej dzisiaj pijarem, można zrobić niemal wszystko, wmówić każdą brednię i wydymać w najbardziej ordynarny i bezczelny sposób !

sobota, 12 grudnia 2009

Czarni nacjonaliści vs. żydowscy nacjonaliści.

Parę ciekawych dość filmików znalezionych przypadkiem niedawno na Youtube :

- tu będzie widać, że chłopaki lubią sobie postrzelać [ a i sprzęt mają niezgorszy ], ale wbrew pozorom to nie będą skinheadzi, no chyba że syjonistyczni...



... tu natomiast niemal to samo, ale będzie za to widać jeszcze mapę ''Erez Izrael'', czyli ''Ziemi Izraela'' - takiego odpowiednika ''Polski od morza do morza'' dla żydowskich nacjonalistów, tu w wersji : ''od Nilu do Eufratu''... A także przekreśloną kopułę meczetu Al-Aksa na terenie dawnej świątyni Jerozolimskiej, który żydowscy rasiści z tej organizacji chcieli już kilkakrotnie [ i chcą nadal ] wysadzić w powietrze, oraz buźkę Meira Kahane, jej założyciela i przywódcy [ przed zobaczeniem tego klipu radzę ściszyć dźwięk, chyba że gustujecie w hebrajsko-francuskim rapie ] :



- a teraz coś z drugiej mańki : Kemi Seba - przywódca organizacji czarnych rasistów z Francji ''Plemię Ka'' [ Tribu Ka ], zwany trochę na wyrost ''francuskim Malcolmem X'' - napierdala na wg niego rasistowski i syjonistyczny francuski rząd z prezydentem Sarkozym [ wiadomego pochodzenia... ] na czele wysługujący się Izraelowi [ wg niego, powtarzam ] ; jakość obrazu nie najlepsza, za to dołączono wyraźne angielskie tłumaczenie sugestywnego, trzeba przyznać, przemówienia Kemi'ego [ twierdzę tak na podstawie tego, że nawet ja z moją ograniczoną - tak to nazwijmy - znajomością angielskiego mogłem się zorientować o co mniej więcej w tej wygłoszonej w nadsekwańskim narzeczu mowie chodzi ] :



- ''czarny burak'', co ? [ he he ]. Natomiast poniżej filmik prezentujący ''antysyjonistyczne'' ''porozumienie ponad podziałami'', jakie Kemi i jego organizacja zawarli z francuskim odpowiednikiem narodowych socjalistów... [ a więc ''rasiści wszystkich krajów łączcie się'' ?! przeciwko innym rasistom... ] :



Jak kogoś ciekawią szczegóły wzajemnych zatargów i zadym między czarnymi a żydowskimi rasistami we Francji polecam ciekawy artykuł na ten temat sprzed paru lat.

A jak już jesteśmy przy ''egzotycznych'' porozumieniach i podziałach jakie mają miejsce w tym kraju [ który lubi arogancko pouczać innych np. nas w kwestii ''tolerancji'', ''rasizmu'' i ''antysemityzmu'', a sam ma pod tym względem o wiele bardziej jak widać zafajdane konto ] to nie sposób na koniec nie wspomnieć choćby o kompletnie u nas nieznanym, a nad Sekwaną podobno szalenie popularnym komiku Dieudonne Mbala Mbala, pół Kameruńczyku pół Francuzie [ stąd to egzotyczne dość nazwisko ], o którym zrobiło się ostatnio głośno z powodu jego wizyty w Iranie u Ahmadinedżada, gdzie zabiegał o pieniądze na ''antysyjonistyczne'' filmy jakie zamierza nakręcić - jeden z nich będzie opowiadał o historii niewolnictwa za które jego zdaniem odpowiadają Żydzi, gdyż - cytuję : ''to jedyna szansa by pokazać czarnym prawdę o ich losie, bo Hollywood stało się zbrojnym ramieniem kultury syjonistycznej''... Tenże Dieudonne zmontował też przy okazji ostatnich wyborów do Euroburdelu ''antysyjonistyczny'' sojusz, ugrupowanie [ z ramienia którego startował tamże ] łączące min. wyżej wspomnianego Kemi Seba, jak i ludzi powiązanych z Le Penem [ który zresztą został niedawno ojcem chrzestnym dziecka Dieudonne ]. Póki co skoro nie możemy jeszcze zobaczyć tak ciekawie zapowiadających się obrazów, musi nam na razie wystarczyć choć ta mała próbka humoru pana Mbala Mbala poniżej : prześmiewczy kawałek o wdzięcznej nazwie ''SHOAHnanas'' [ przypomnę tylko, że ''shoah'' to hebrajska nazwa ludobójstwa nazistowskiego na Żydach... ] - ponieważ gość na początku będzie dość długo ''pliplał'', więc radzę poczekać trochę, aż się załaduje i zacząć od ok. 4 min. [ trochę więcej niż połowa ], miłej zabawy !



''Śmiszne'', nie ?

niedziela, 6 grudnia 2009

Klaus rządzi.

...a konkretnie Klaus Kinsky - oto co przypadkiem znalazłem niedawno na Youtube : Kinsky w jedynym, niepowtarzalnym stylu elegancko wpierdala jakimś szmaciarzom, po czym wychodzi z ich dziwkami z baru -



...scena ta pochodzi z filmu Żuławskiego [ ojca ] ''Najważniejsze to kochać'' [ mam nadzieję, że to nie jest dobre tłumaczenie francuskiego oryginału ] z 1975 r. z Romy Schneider w roli głównej - znakomity [ mimo, że Żuławskiego, he he ], widziałem go jakiś czas temu i polecam jak najbardziej, na zachętę trochę pochodzących zeń fotosów z piękną, rozrywającą serce muzyką [ a i erotomani znajdą coś dla siebie... ] :



... a wszystko to dlatego, że wciąż jestem pod wrażeniem ''Diabła'' Żuławskiego [ jego mniej znany film, bodaj ostatni nakręcony w Polsce - tuż po ''Trzeciej części nocy'', zatrzymany w swoim czasie przez cenzurę, a niedawno odkryty na nowo ], który udało mi się zobaczyć parę dni temu na ''Ale Kino'' : przyznam, że podszedłem do tego trochę jak do jeża, ale w miarę oglądania mój stosunek zupełnie się zmienił, prawdziwe zapomniane arcydzieło moim zdaniem, chociaż zdaję sobie sprawę, że nie każdemu może odpowiadać taka romantyczno-wizyjna poetyka - mówiąc ''po ludzku'' gość dociska pedał na maksa, ale w zgodzie jak najbardziej z obraną konwencją, bo romantyzm przecież taki właśnie jest : pełen przesady i emocjonalnego rozchełstania. Zresztą, już za sam pomysł nakręcenia horroru [ gatunku z taką pogardą traktowanemu przez rodzimych twórców ! ], i to jeszcze osadzonego w naszej romantycznej tradycji, należy się gościowi szacunek - a właśnie, to naprawdę dziwne, że nikt dotąd poza nim nie próbował spojrzeć w ten sposób na nasze dziedzictwo, a przecież twórczość naszych romantyków, zwłaszcza Słowackiego chyba, aż się prosi wręcz o taką jej interpretację, jest pełna typowych motywów : zjawy, upiory, szpitale wariatów, cmentarne krypty, nocne obrzędy... To wszystko już tam jest ! Byłby to może znakomity sposób na jej ''rewitalizację'' w oczach współczesnych [ chociaż rzecz jasna w niewprawnych rękach mógłby się rychło przemienić w trywializację, ale nawet to byłoby lepsze od zmurszałych czytanek ] - no pomyślcie sami, czyż ''Dziady'' nie odpowiadają temu wprost idealnie ? Albo ''Nieboska...'' Krasińskiego ? A przy tym, warto to podkreślić, Żuławski nie jest dekonstruktorem, to wszystko w moim odczuciu mimo nowoczesnej konwencji osadzone jest w tradycji i z niej organicznie wyrasta, bo nie daj boże gdyby za coś takiego miał się wziąć jeden z naszych ''głośnych'' inscenizatorów, Jarzyna czy ten z irokezem, pastwiących się w swych teatrach nad klasycznymi dramatami, gdyż wyszłaby z tego jakaś współczesna politgramota z której dowiedzielibyśmy się pewnie, że Krasiński np. był żydożercą, a Słowacki homoseksualistą, a może nawet nekrofilem, tylko nic o tym nie wiedział... Można oczywiście dyskutować, czy rzeczywiście udało mu się nakręcić ''horror'', nie zmienia to jednak faktu, że film jest w porządku i godzien polecenia, także dla towarzyszącej obrazowi zajebistej muzyki - to wprost niewiarygodne, że skomponował ją Korzyński, tak, ten sam od Pana Kleksa ! Jestem dumny, że w tym kraju powstawały takie zawodowe, na światowym poziomie filmy - k.... dlaczego dziś się takich nie kręci ?!? I proszę mi nie pierdolić, że to kwestia kasy, bo to g... prawda ! [ ''państwowy mecenat'' zaś, za którym tak tęsknią rodzimi wyjadacze sprawił, iż reżyser musiał udać się na emigrację, a sam obraz stał się szerzej dostępny dopiero kilkadziesiąt lat później, właściwie dopiero teraz jest odkrywany ]. Film w całości można obejrzeć na Youtube [ wersja umieszczona poniżej jest lepszej jakości zarówno dźwięku jak i obrazu ], zaś na Ale Kino chodzi o tak kosmicznych porach, że nie warto nawet o tym wspominać, ot choćby dziś emisja po 1.00 w nocy...

''Diabła'' otwiera niesamowita, psychodeliczna niemal scena masakry dokonanej przez pruskie wojska w jakimś klasztorze, ni to więzieniu pełnym opętańców :



p.s. planowałem w tym miejscu zająć się czymś innym tzn. wyborem ''mistera i miss'' Europy, jak to złośliwie a trafnie nazwano, czyli Hermana van Rompuya [ van, nie Rompuy ! ] i ''czerwonej baronessy'' Ashton, ale stwierdziłem, że szkoda mi czasu na taką żenadę [ kto ciekaw, niech zobaczy poprzedni odcinek ''Trzeciego punktu...'', gdzie i tak na pewno omówili - i wyśmiali ! - to lepiej ode mnie ], zresztą gdyby pociągnąć to porównanie wypadłoby ono okrutnie dla obojga, bo choć to niewiarygodne, ale Herman van Rompuy [ że przypomnę to piękne imię i nazwisko, a zwłaszcza ich zestawienie ] wygląda dokładnie tak, jak się nazywa, zaś nasza ''baronessa'', choć ''czerwona'' [ a może właśnie dlatego ? ] przypomina typową wiktoriańską, zasuszoną i pomarszczoną śliwkę z wyższych sfer - dodać jej tylko binokle i wcisnąć w zapięty pod szyję gorset a mogłaby być przyzwoitką czy guwernantką ! Dlatego nie chcę się tu już pastwić nad tym [ znowu powiedzą, że ''żyję tylko negacją''...], powiem tylko tyle, że to kolejny objaw degrengolady tego kontynentu, o której wspominałem w poprzednim poście - trzeba to sobie wyraźnie uświadomić, że wielka historia dla Europy skończyła się [ ale nie historia w ogóle, wręcz przeciwnie : wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że ''urlop od Historii'' jaki zdały się wziąć bogate kraje Zachodu kończy się dla nich nieodwołalnie ! ]. Korzenie tej sytuacji tkwią co najmniej w zakończeniu II wojny, okresie, który jest kompletnie zakłamany w powszechnej świadomości tzn. przedstawia się go obecnie jako ''triumf Europy nad Hitlerem'' - owszem, przeszliśmy tą krótką, mroczną i ''średniowieczną'' noc nazizmu, ale teraz już wszystko jest i będzie pięknie, oczyściliśmy się z tych miazmatów przeszłości i będziemy tylko ''budować przyszłość'' w nowej, wspaniałej, zjednoczonej Europie, dzięki temu coraz bogatszej szczęśliwszej ! [ nikt przy tym jakoś nie zauważa - bo i by musiał pomyśleć... - że w tej wizji hitleryzm jawi się jako coś niepojętego, jakby to przybyło nie wiadomo skąd, chyba jakieś nazistowskie UFO musiało wylądować, nastąpiła pewnie inwazja naziludków, wyszedł z niego czarnoksiężnik Adolf, miał świecące oczy a z palców tryskały mu lasery i rzucił czar na tych biednych Niemiaszków, po prostu ich opętał, diabeł jeden ! ]. Wszystko pięknie, tylko że niestety to gówno prawda ! : w rzeczywistości Europa tą wojnę z Hitlerem przegrała, bo gdyby nie Amerykanie i Sowieci to Adolf i jego pogrobowcy do dzisiaj by tu rządzili, fakt ten zaś oznaczał utratę przez ten kontynent podmiotowej roli w polityce światowej, gdyż nie tylko Polska i kraje naszego regionu, które wpadły pod sowiecką okupację, wyszły z tego konfliktu zmiażdżone, ale też Niemcy, Francja, czy nawet rzekomo zwycięska Anglia. A jak już jesteśmy przy ''wujku Adolfie'' to na koniec, żeby zmienić ton na trochę mniej poważny sygnalizuję pojawienie się dwóch nowych ''pereł'' do mojej kolekcji ''osobliwości'' [ umieszczonych w tymże dziale ] : pierwszy to właśnie torcik dla niego [ wrzuciłem go tuż za ''Necrophilem'' ], istne cudo znalezione na blogu jakiegoś neonazistowskiego pojeba gdym szukał informacji o ''Ostarze'' niejakiego Adolfa Lanza i szerzonej przez niego ideologii [ o tym może kiedy indziej ], z tejże strony można też ściągnąć w PDF-ie polską wersję ''Mein kampf'' - oczywiście nie muszę mówić, że nie mogłem oprzeć się takiej okazji... No tak, jestem idiotą, teraz gdy się jawnie do czegoś takiego przyznałem ABW Bondaryka na pewno mnie ściągnie, a te ''narodowosocjalistyczne kulinaria'' będą dowodem w sprawie, zaś pseudo-liberalna szmata [ czy muszę mówić, że chodzi o ''GW'' ? ] dorobi mi za to gębę ''neonazisty'' [ może jeszcze za ''oszalały pracowniku/podnieca cię ludzki rozkład'' dostanie mi się od nekrofili... ], bo przecież nie wytłumaczę się, zgodnie zresztą z prawdą, tym że jestem miłośnikiem wyjątkowo złego humoru... Pozostaje mi więc tylko spożyć [ umieszczone zaraz za tortem dla A.H. ] ''maciczki'' czyli 3xM : Macice Młodych Macior - przysmak starożytnych Rzymian i oryginalny przepis na nie zaczerpnięty z zachowanej z tamtych czasów książki kucharskiej, mniam ! A, byłbym zapomniał : kapitalny wywiad Mazurka z Żuławskim - hardkorrr ! [ gość jest naprawdę wariat, inaczej czy miałby odwagę np. nazwać taką Rosati handlarą, a przesławną głowę tegoż rodu ''eurojadem'' ?! ]

niedziela, 29 listopada 2009

Żydzi nie istnieją !

... a przynajmniej tak zdaje się uważać izraelski historyk z którym ukazał się w ostatnim weekendowym wydaniu ''Rzepy'' wywiad zawierający te pozornie absurdalne tezy - pozornie, bo już niejedna tak szokująco i niewiarygodnie prezentująca się rzecz okazywała się prawdą. Nie przesądzam rzecz jasna, gdyby jednak rzeczywiście tak było, to byłby to cios zarówno dla żydowskich nacjonalistów [ czyli syjonistów ] i filo- czy raczej ''anty-antysemitów'' [ już wyobrażam sobie ich głupie miny, jeśli okazałoby się, że to, czego tak zaciekle bronili nigdy nie istniało... ] jak i może jeszcze bardziej dla faktycznych antysemitów [ świat by im się zawalił, życie straciło sens i smak bo obiekt ich nienawiści wyparował... co oni by ze sobą wtedy poczęli, biedacy ! ] i to tych nie- jak i semickich [ tzn. Arabów ]. A właśnie, jak już jesteśmy przy semickich antysemitach to Tomasz Gabiś postawił kiedyś inną równie paradoksalną, ale mającą jak najbardziej racjonalne podstawy tezę, że być może za jakiś czas doczekamy się ''rehabilitacji'', lub przynajmniej mocnego zrelatywizowania [ ulubione słówko wszystkich postępowców ] w zbiorowej świadomości postaci Hitlera, i to bynajmniej nie przez jakąś ''narastającą falę faszyzmu'', skinheadów czy Steinbach itp. klimaty, ale z zupełnie nieoczekiwanej strony : rosnącej w błyskawicznym tempie populacji muzułmanów w Europie ! Już nie tak dawno ocenzurowano wystawę w islamskiej dzielnicy Berlina poświęconą muftiemu Jerozolimy, skądinąd krewnego Jasera Arafata, który mocno zaangażował się po stronie Hitlera, i z którego inicjatywy powstały nawet muzułmańskie dywizje Waffen SS [ o których jakoś nie można było usłyszeć podczas trwającej w latach 90-ych na terenie byłej Jugosławii wojny, zaś o czetnikach i ustaszach jak najbardziej ] masakrujące wówczas chrześcijańską, prawosławną, serbską ludność, nam zresztą tego typu formacje chyba też dały się we znaki w trakcie Powstania w Warszawie, ze szczególnym uwzględnieniem popełnianych przez nie gwałtów i bestialskich mordów na bezbronnych cywilach. Trzeba przy tym pamiętać, że z ich perspektywy, dotyczy to zresztą nie tylko Arabów, ale w ogóle wszystkich nacji byłych kolonii europejskich, działania Hitlera jawią się nieco [ a może nawet mocno ] inaczej np. oglądałem kiedyś na Planete ciekawy dokument o kompletnie tutaj nieznanej, a bynajmniej nie marginalnej postaci [ Gandhi widział w nim nawet swojego następcę w Kongresie Narodowym ] indyjskiego nacjonalisty Czandry Bose'a - tym, co poróżniło go z Gandhim były zapatrywania na sposób zrzucenia brytyjskiego jarzma : Bose nie był bynajmniej zwolennikiem ahimsy, lecz wywalczenia sobie niepodległości zbrojnie, i w tym celu szukał sprzymierzeńców na początku w ZSRR, Stalin jednak nie wiedzieć czemu go olał, więc zwrócił się w stronę Hitlera i Japończyków [ warto też nadmienić, że pozostawał pod bardzo mocnym urokiem obu totalizmów, i wiele z zaczerpniętych z nich rozwiązań zamierzał wcielić w życie w wyzwolonych przez siebie i swych zwolenników Indiach ]. Adolf przyjął go nawet w Wilczym Szańcu i w tymże dokumencie była scena z metra w jakimś indyjskim mieście, nie wiem Delhi czy Mumbaju, gdzie widać było na ścianie wielkie graffiti lub szablon stanowiący dokładne odwzorowanie zdjęcia z tego właśnie spotkania, gdy obaj ściskają sobie w przyjacielskim geście ręce, co dla występujących w nim Hindusów nie było wcale czymś kompromitującym, wręcz przeciwnie, gdyż tam to właśnie Churchill jest postacią znienawidzoną, więc siłą rzeczy ktoś, kto z nim walczył nabierał w ich oczach cech pozytywnych. Historycy dopiero teraz zaczynają nieśmiało przebąkiwać o tym, że cios zadany przez Niemcy i Japonię ówczesnym europejskim mocarstwom kolonialnym, przede wszystkim Francji i Anglii, był dla ciemiężonych przez nie ludów ''kolorowych'' jeśli nie wyzwoleniem, to na pewno jego preludium, bo gdy ich elity przekonały się o słabości swoich niedoszłych panów, niemożliwe stało się już proste restytuowanie ich władztwa nad nimi, czego niestety nie skumali np. tacy Francuzi i przez swoją głupotę wepchnęli niemal całe Indochiny w łapy komunistów, bo nieprzypadkowo jedyny kraj w tym regionie niebędący w ich ręku [ warto o tym pamiętać, że Birma, Laos, Wietnam czy Kambodża nadal rządzone są przez czerwonych, tylko przeflancowanych na kapitalizm tak jak w Chinach ] czyli Tajlandia pozostał takim tylko dlatego, że w okresie francuskiej ekspansji kolonialnej zdołał zachować niepodległość, a komuniści sprytnie powyższe wykorzystali, zgodnie zresztą z dyrektywami Lenina jeszcze, podciągając swoją sprawę pod słuszne przecież dążenia wyzwolicielskie i niepodległościowe tych krajów. Kto wie, może więc niedługo usłyszymy o Hitlerze jako bojowniku walki z ''żydowskim imperializmem'', a różne niedobitki generacji paryskiego maja przypomną o prekursorskich względem UE działaniach narodowych socjalistów w dziedzinie opieki socjalnej, zdrowotnej [ zgadnijcie gdzie po raz pierwszy wprowadzono prawny zakaz palenia papierosów i kiedy w Niemczech 1 maja stało się oficjalnym świętem państwowym - hm ? ] czy budowy autostrad ?

A póki co pozostając w szerokim świecie informuję o powołaniu przeze mnie na tym blogu nowego działu ''Świat'' - dlatego, bo wkurwia mnie ignorancja panująca w tej materii w Polsce : dla przeważającej liczby rodaków Europa i Stany wciąż zdają się być centrum świata, ze zmiennym tylko rozłożeniem akcentów [ - kiedyś leżeliśmy na kolanach przed Ameryką, teraz włazimy w dupę i żałośnie umizgujemy się UE ], gdy tymczasem w błyskawicznym tempie stają się, zwłaszcza Europa, tegoż peryferią, co ogłupiony usypiającym medialnym bełkotem naród jako się rzekło nie zauważa. Najlepiej tragiczny stan polskiej świadomości w tym względzie skomentował parę lat temu jakiś dziennikarz zajmujący się ''world music'' - powiedział, że gdyby przeprowadzono sondaż w którym zadano by proste wydawałoby się pytanie ''jak wg pana-pani wygląda świat ?'' wyniki byłyby zadziwiające, bo okazałoby się, że na początku XXI wieku w umysłowości przeciętnego Polaka lub Polki ziemia jest płaska ! : rozciąga się od Polski na zachód i poprzez ocean do Ameryki, a poza tym nic nie ma - psiogłowcy, centaury, stożkogłowi ! Świadczy o tym choćby podśmiewanie się różnych zadowolonych z siebie kretynów z propozycji Antoniego Dudka wysuniętych w reakcji na tekst Ziemkiewicza, o którym jakiś czas temu tu wspominałem - przypomnę, chodziło o projekt szukania porozumienia z Chińczykami przeciwko Rosjanom a pośrednio także Niemcom aby częściowo przynajmniej wypełnić dotkliwą lukę powstałą wskutek porażki dotychczasowej koncepcji bezpieczeństwa Polski budowanej w oparciu o sojusz ze Stanami : nikt z tych rozbawionych debili jakoś nie zauważa, że Obama jest pierwszym prezydentem w historii tego kraju, który występuje wobec Chin w roli petenta... Kurwa, gdyby jeszcze 20 lat temu ktoś mi powiedział, że doczekam czasów, w których chińscy komuniści będą uczyć amerykańskiego prezydenta kapitalizmu - ?! [ bo to oni właśnie powstrzymali jego socjalistyczne, etatystyczne zapędy grożąc odcięciem kredytów, a ponieważ Amerykanie są tak naprawdę bankrutami i siedzą teraz de facto w ich kieszeni, więc Obama posłusznie podkulił ogon pod siebie, a nawet by im się przypodobać wykopał Dalajlamę i zapomniał o ''prawach człowieka'', których był przecież tak żarliwym obrońcą... no, ale w przypadku własnego kraju to nic nie kosztuje, co innego gdy w grę wchodzą Chiny i reszta świata, która ma je gdzieś ]. Kazałbym mu wtedy stuknąć się w głowę, najlepiej czymś ciężkim, a tak... Takich przykładów wskazujących na rosnące w błyskawicznym tempie uzależnienie świata zachodniego od krajów, które przywykliśmy określać pogardliwym mianem ''Trzeciego świata'', a więc tego gorszego, można by znaleźć znacznie więcej, ot choćby niedawna afera ze skandalicznym wydaniem przez Brytyjczyków Libii ich agenta odpowiedzialnego za głośny w latach 80-ych zamach terrorystyczny na samolot pasażerski, znany jako katastrofa nad Lockerbee - więcej niż prawdopodobne, że chodziło o korzystny i niezwykle ważny ze strategicznego punktu widzenia kontrakt energetyczny dla Anglii. Jeśli jednak chodzi o Muchomora Kadafiego to co innego mnie ostatnio rozpierdzieliło : gdzieś w prasie natrafiłem zupełnie przypadkiem na małą, niepozorną notatkę [ a takie przeważnie właśnie zawierają istotne informacje, o ile umie się kojarzyć pewne fakty i dośpiewać sobie całą resztę zgodnie z dobrze pojętą ''teorią spiskową'' ], że rząd Włoch zawarł specjalną umowę z Libią na mocy której włoska straż graniczna będzie teraz przekazywać złapanych przez siebie nielegalnych imigrantów Libijczykom - jeśli się wie, jak poważny problem mają Włosi z tymiż emigrantami, którzy dosłownie zalewają Sycylię i południe kraju płynąc tam czym bądź z Afryki, i domyśla się co takiego mogą im robić służby specjalne Kadafiego, kiedy włoscy pogranicznicy wepchną ich posłusznie w ich łapska, jasnym się staje, że Europejczycy wykorzystują ten ohydny reżim [ pewnie suto go przy tym opłacając ] żeby wykonał za nich brudną robotę, bo nikt nie patrzy na ręce libijskim siepaczom i nie muszą się oni czuć skrępowani jakimikolwiek konwencjami czy prawami, a po ''szkole'' jaką dadzą niedoszłym imigrantom, o ile ją przeżyją, ci zapewne dwa razy pomyślą, zanim znowu zdecydują się przepłynąć na lichej łódce czy pontonie morze Śródziemne ! To zaś oznacza ni mniej ni więcej, że te wszystkie frazesy o ''demokracji'' i ''prawach człowieka'' są tylko zasłoną dymną, za pomocą której Europa cynicznie próbuje chronić swój coraz bardziej kurczący się ''dobrobyt'' przed napierającymi na nią masami ludzi z innych rejonów świata, co zresztą byłoby jak najbardziej sensowne, gdyby nie było tak obłudne - i proszę mi nie pierdolić, że dzieje się tak dlatego, bo we Włoszech rządzi ten ohydny, prawicowy Berlusconi, bowiem ultra-lewicowy i progresywny jak cholera [ ostatnio np. uczy w szkołach 13-latki masturbacji ] Zapatero w Hiszpanii nie jest pod tym względem wcale lepszy !

Dobra, wracając do samego działu : na razie umieściłem w nim trzy rzeczy, po pierwsze ''Portal Spraw Zagranicznych'' jak sama nazwa wskazuje zawierający aktualne informacje i komentarze na temat wydarzeń na świecie, które przeważnie rzadko przebijają się na czołówki naszych serwisów informacyjnych, a także pogłębione, bardziej obszerne analizy procesów o fundamentalnym znaczeniu zachodzących w odległych od nas rejonach, o których nie mamy najczęściej żadnego pojęcia, a mają one, lub będą miały w najbliższej przyszłości wpływ na nasze życie, o wiele większy niż ''integracja europejska'' itp. pierdoły [ warto też podkreślić, że portal ten jest pluralistyczny, nie lansuje z tego co przynajmniej udało mi się dotąd zauważyć jedynej słusznej, prawo- lub lewicowej wizji tegoż świata ]. Jako drugi wrzuciłem Międzynarod.[owy] Przegląd Polit.[yczny] - fachowe pismo o zdecydowanej przewadze wyżej wspomnianych analiz, mające też wyraźniejszy profil ''ideowy'', ale na tyle rzetelne, że potrafiące oddać sprawiedliwość przeciwnikom politycznym [ np. niedawno przeczytałem tam ciekawy artykuł o Chavezie mimo krytycznego tonu przyznający, że cieszy się on w swoim kraju faktycznie sporą popularnością - rzeczywiście temu politykowi fatalnie niedocenionemu przez przeciwników udało się umiejętnie grając na resentymentach nacjonalistycznych i populistycznych przekonać do siebie i swojej ''wizji'' ( iście ''postmodernistycznej'' ! ) znaczną część ludności Wenezueli, zwłaszcza tą najuboższą, mimo że jej status za jego rządów ani na jotę się nie poprawił, a nawet wręcz pogorszył jeszcze ! za to dał im nadzieję - i nic poza tym : dupokracja... w każdym razie płynie z tego jasny wniosek, że tyran może rządzić z poparciem mas, i demokracja jak widać wcale nie musi oznaczać automatycznie jakiejś przeciwwagi wobec tyranii czy dyktatury, ale to już jest temat na inny wpis, zbyt obszerny by się nim tu teraz zajmować ]. W końcu jako trzecią wrzuciłem stronę wydawnictwa ''Sprawy Polityczne'' i czasopisma o takim samym tytule - po wejściu trzeba kliknąć na zakładkę ''magazyn'' i potem już na poszczególne numery : część co najmniej, raz większa raz mniejsza, artykułów jest dostępna w PDF ; reszta jak powyżej. Na razie więc tyle, ale będę pewnie tą listę jeszcze sukcesywnie uzupełniał, zaś sam dział umieściłem między ''Polityką'' a ''Muzyką''. Naprawdę zachęcam do lektury bo bez pobieżnej przynajmniej znajomości wydarzeń zachodzących w Azji, Afryce czy Ameryce Łacińskiej przypominamy dzieci we mgle, lub żeby użyć mniej kwiecistej metafory jesteśmy jak pijani ignoranci, bo to tam teraz dzieje się prawdziwa historia, a nie na tym pogrążającym się w maraźmie i skretynieniu, goniącym resztkami dawnej świetności kontynencie, na którym przyszło nam obecnie żyć. Wyjaśnieniem jednak przyczyn tego stanu rzeczy zajmę się może już w następnym wpisie.

Na koniec by jakoś ''spuentować'' ten światowy temat polecam zajebiste reportaże Dariusza Rosiaka z Afryki, ukazujące się co jakiś czas w sobotnich wydaniach ''Rzepy'' : z Kenii, z południowego Sudanu [ - ten szczególnie mnie rozwalił ], wreszcie ostatni o działającej na pograniczu kilku środkowoafrykańskich państw tzw. Armii Oporu Pana [ śliczna skądinąd nazwa, co ? ] krwawego pojeba Josepha Kony'ego - wiele ciekawych spostrzeżeń, nie tylko na temat miejscowych stosunków, ale także niewesołych refleksji jakie nasuwają się w związku z opisaną tam działalnością różnych szlachetnych gównojadów z poza- jak i rządowych organizacji ''niosących pomoc biednym'' a tak naprawdę służących nabijaniu kabzy nie wahającym się zarabiać na ludzkim nieszczęściu oszustom i złodziejom wszelkiej maści i ras a także budowaniu ciepłych posadek, synekur i karier wyżej wspomnianych [ co za genialny sposób na życie : jeździsz se po świecie nie narażając przy tym tyłka, bo nie wyściubiasz nosa z hotelu i jesteś pierwszym do spierdalania a przede wszystkim masz taką możliwość, gdy zaczyna się jakaś chryja, ''pomagasz biednym'' i jeszcze na tym godziwie zarabiasz na sutą emeryturkę ! ] oraz towarzyszących temu wszystkiemu absurdów. Przede wszystkim zaś świetny tekst prof. Andrzeja Nowaka z ''Arcanów'' o imperialnej polityce Rosji : dotąd działania carskiego imperium względem Rzeczpospolitej w XVIII i XIX stuleciu widziano wyłącznie z naszej perspektywy, ''polonocentrycznie'', niezależnie od jego postępowania na swoich południowych i wschodnich rubieżach, tymczasem krakowski historyk przekonująco pokazuje, że nie sposób rozpatrywać tej polityki w oderwaniu od pozostałych kierunków rosyjskiej ekspansji, bowiem carscy czynownicy i generał-gubernatorzy wykorzystywali często doświadczenia nabyte podczas rozbiorów i tłumienia powstań w Polsce później w trakcie podbojów na Kaukazie czy Dalekim Wschodzie i vice versa, a więc trzeba patrzeć na nią jako na pewną metodyczną całość, modyfikowaną tylko nieznacznie do warunków w danym miejscu, przeprowadzaną - trzeba to przyznać - z żelazną konsekwencją, i tym bardziej perfidną, że w tym systemie podbici stawali się ciemiężycielami rozgrywanymi przeciw sobie przez carat, co dotyczy niestety i Polaków, jak choćby przywoływany w tekście książę Adam Czartoryski, który jako carski minister nadzorował skrupulatnie podbój Azerbejdżanu, i dlatego właśnie był później najgroźniejszym i najzacieklej zwalczanym przez carat jego wrogiem, bo poznał od wewnątrz i przejrzał jego metody [ całość tekstu dostępna w PDF ].

wtorek, 24 listopada 2009

''W stalinowych kufonach'' - aneks.

Oto te parę obiecanych tekstów, żeby już zamknąć ten cholerny temat - na początek fragment niezwykle ciekawego wywiadu Mazurka z Leonem Tarasewiczem [ nie ''konserwatystą'', prawda ? ] zamieszczonego tydzień temu w ''Rzepie'' :

[...]Te różne światy – pański i pańskiej uczennicy – w jednym są zgodne. „Obraz powinien zawsze bronić się tylko malarstwem, a nie dodanym sensem i pozaartystycznym kodem” – mówił pan.[...]Ucieka pan od dopisywania obrazom innego niż malarski sensu, ideologii.

Sam język malarski jest tak bogaty, choć delikatny, że warto się nim zajmować. Przypomina mi się obrazek z radzieckiego „Krokodiła”, gdzie dwaj imperialistyczni kolekcjonerzy patrzą na płótno, na którym jest tylko jedna maleńka kropka, i jeden mówi do drugiego: „Ileż w tym obrazie nienawiści!”.[...]

To jak w takim razie, sądząc po sztuce, wygląda kondycja Polski?

Widać, że staje się krajem otwartym. Polscy artyści rozwijają się dzięki współpracy z galeriami zagranicznymi i młodsze pokolenie malarzy stoi bardzo dobrze. Tyle tylko, że oni, tworząc tu, wystawiają za granicą, budując tamtejszą wrażliwość, nie naszą. No ale dopóki nie będzie zdrowego systemu wspierania sztuki…

Przez państwo?

Ależ skąd! Państwo musi sobie odpuścić kontrolowanie sztuki i kształtowanie jej rynku.

Artyści zwykle żądają od państwa pieniędzy.

Państwo nie ma tworzyć administracji zajmującej się sztuką, tylko kreować mechanizm, dzięki któremu to klasa średnia będzie mogła chodzić do galerii i kupować tam obrazy. Sztuka ma trafiać do odbiorcy, a nie jest nim państwo, tylko ludzie.

Malarze mówią więc: „Dajmy więcej pieniędzy państwowym galeriom, a one kupią więcej obrazów i pokażą ludziom”.

Bzdura! Przez taki mechanizm pieniądze trafiałyby tylko do uznanych twórców, których lubią i cenią ludzie na państwowych etatach. Tymczasem kołem zamachowym rynku sztuki muszą być małe prywatne galerie. To one ryzykują swoje pieniądze, a za konkurencję mają ludzi z instytucji państwowych, których nikt nie kontroluje i którzy kupują, co chcą, bo nie wydają własnych pieniędzy.

Państwo w ogóle ma abdykować ze sfery sztuki?

Dopiero na szczycie tej drabiny mogą stać duże organizmy państwowe. Dlaczego ktoś nie może ufundować stypendium dla malarza i odpisać sobie tego od podatku, mieć ulgę? Przecież te pieniądze poszłyby na rozwój sztuki. Nie bójmy się, państwo by nie straciło, w końcu takich odklejonych od rzeczywistości wariatów nie ma wielu.

Na razie artystów wspiera państwo. To ono funduje stypendia, daje nagrody.

A pieniądze giną przelewane z urzędów do ministerstwa, potem z jednego resortu do drugiego, wreszcie do galerii i wszędzie żyją z nich urzędnicy. Zostawcie te pieniądze ludziom! Oni sobie poradzą.

Artysta błagający o wolny rynek – to niebywała rzadkość. Uwielbiam pana za to!

Tak się dzieje w całym cywilizowanym świecie zachodnim. Ja wiem, że na początku pojawi się mnóstwo kiczu, ale pozwólmy ludziom żyć w kiczu, by z czasem ich gusty się rozwijały, by powstawała wyższa sztuka.

Może mówi pan, bo panu jest dobrze. A co mają zrobić młodzi ambitni artyści?

Ależ oni już teraz żyją z tego, co sprzedadzą w galeriach prywatnych! Kto z nich ma szanse na te stypendia czy na zakupy robione przez państwowe galerie?! Kilka osób.

Często sztucznie kreowanych.

Otóż to. [...]

całość do przeczytania tutaj.

Poniżej zaś cytat, który jest moją odpowiedzią na tekst który ''małe a'' zamieścił pod zdjęciem tych przesławnych posągów - rzecz tym bardziej interesująca, że pisana z pozycji jak najbardziej lewicowych, więc przecząca podziałom ''nietolerancyjny motłoch [ katolicki, a jakże ! ] vs. światli [ postępowi ] artyści'' : to mój głos w obronie takich strasznych rzeczy jak przyzwoitość i potrzeba respektowania pewnych tabu i norm, tak w sztuce jak i życiu, dzięki którym są one w ogóle możliwe i do zniesienia :

''W tej samej kawiarni bywał niejaki Arnold Bronnen, o którym warto powiedzieć kilka słów. Był na ogół lewicowy, nosił tasiemkę zamiast krawata, rzadko się golił i nie strzygł włosów. Napisał sztukę podtytułem „Vatermord”, która cieszyła się wielkim powodzeniem. Występuje w niej matka, ojciec i syn. Matka nie kocha ojca, syn nie kocha ojca ani matki. Centralnym zagadnieniem sztuki jest wyzwolenie. Nie od czegoś albo od kogoś, tylko w ogóle. Syn, aby się wyzwolić, zakłuwa ojca sztyletem na scenie, mówiąc że nie ojca zabił, tylko symbol, który go gniótł. Matka, której mąż seksualnie nie wystarczał, powiada synowi że go rozumie, rozbiera się na scenie do naga – przy zaciemnionych światłach – i zamierza oddać się synowi-mordercy, który ją jednakowoż odtrąca, mówiąc że jest wolny i takim chce pozostać. W tym miejscu kurtyna spada.

Wspominam tę sztukę dlatego, że jest bliźniaczo podobna do wielu sztuk i filmów, granych i wyświetlanych teraz w Ameryce i w Europie. Są one sporządzane według tej samej recepty: trochę Edypa, odrobina Starego Testamentu, dużo Krafft-Ebinga i krew. I wszystko pod hasłem wyzwolenia i rewolucyjnego wzlotu ku gwiazdom. Krafft-Ebing, jeśli któryś z czytelników nie pamięta, napisał wciąż jeszcze najobszerniejszą i pewnie najlepszą książkę o zboczeniach seksualnych. Napisał ją w ubiegłym stuleciu, ale obecnie stała się ona niewyczerpanym źródłem pomysłów powieściowych, teatralnych i filmowych wielu autorów, wśród których trafiają się również polskie nazwiska. Nie można się tym autorom dziwić, bo ostatecznie każdy zarabia jak może. Zjawiskiem o wiele bardziej groźnym jest to, że utwory o których mowa cieszą się, podobnie jak w swoim czasie„Vatermord”, ogromnym powodzeniem u publiczności i że wynosi je pod niebiosa krytyka. Zjawisko jest groźne dlatego, że zwiastuje nadchodzący totalizm. Zwiastowała go w Niemczech na dziesięć lat przed Hitlerem sztuka Bronnena i dużo jej z ducha pokrewnych, a teraz sygnalizują go takie same sztuki i filmy w innych krajach. Jestem najgłębiej przekonany że jest tak jak napisałem, choć nie jest łatwo wytłumaczyć, dlaczego tak jest, trzeba by napisać cały traktat. Ale głównie dlatego, że babranie się we krwi i deptanie ludzkiej godności, wraz z domieszką seksualnej krzepy i nadludzko-wyzwoleńczych bzdur jest źródłem, z którego wypływają totalistyczne rzeki.

Wspominam owego Bronnena z jeszcze jednego powodu. Stał się później, za hitlerowskich czasów, głośnym i jednym z czołowych pisarzy. Miał początkowo trudności, bo jego ojciec, niestety, był Żydem. Pokonał jednak tę przeszkodę w sposób prosty i pełen wdzięku. Namówił mamę, aby przysięgła że w stosownej chwili zdradziła męża z gwarantowanym nie-Żydem.''

[ Wacław Solski ''Moje wspomnienia'' ]

Na koniec zabawny artykuł, który znalazłem dzisiaj właśnie - o tym, jak ''wspaniale'' mieszka się w tworach postępowych architektów, czyli o przeciekającej awangardzie i sztuce współczesnej widzianej z perspektywy sprzątaczki [ dosłownie ! ].

Muszę się jednak pokajać, posypać głowę popiołem przed przedstawicielami ''obozu światłości'' i ja niegodny ciemnogrodzianin, demoniczny burak z ciemnej strony mocy przyznać tu muszę, że jest coś, co korzystnie odróżnia[ło] te ''rzeźby'' od reszty podobnych im kieleckich ''pomników'' - ich pobyt w naszym mieście miał charakter czasowy... i już ich tutaj nie ma [ co z satysfakcją zauważyłem wracając w zeszłym tygodniu z ''Moskwy'' z późnego seansu ''Morfiny'' Bałabanowa, jaki miał miejsce w ramach mini-festiwalu filmów rosyjskich ''Sputnik'', któren się tam odbył w tym czasie ]. Ach, gdybyż tak mogło się stać z pozostałymi [ to dobre słowo ! ] ''dziełami'' ! - A może by tak podzielić się naszym ''bogactwem'' z innymi, hm ? Nie mam tu na myśli tylko innych miast w Polsce czy nawet w Europie, ale całą resztę świata w ogóle - niech usłyszą o nas w najdalszych zakątkach tej planety ! Opieczętować ten badziew nalepką ''don't give up - you are'' wiadomogdzie, i wysłać jak najdalej, najlepiej na jakiś tropikalny atol lub inną Syberię, gdzie istnieje spora szansa zaginięcia przesyłki... lub że ktoś z tych nie znających się na Wielkiej Sztuce barbarzyńców mylnie to przez swoją ignorancję zrozumiawszy zrobi z tego coś pożytecznego przerabiając na żyletki lub budując porządny, z solidnego materiału wykonany szalet [ tak potrzebny przecież w Trzecim Świecie ! ]. A jeszcze ma nam przybyć chyba nowy, bo słyszałem coś o inicjatywie czy to odnowy, czy też zbudowania na nowo pomnika [ grobu ? ] ofiar tzw. ''pogromu'', chociaż akurat nazwisko Cecuły wśród członków czuwającego nad tym komitetu gwarantuje pewnie coś lepszego od tego nieszczęsnego ''podarku dla antysemitów'', który miał upamiętniać to wydarzenie, a tylko straszy w centrum i jest pośmiewiskiem [ ale nikt nie ma odwagi głośno tego powiedzieć w obawie przed wiadomo czym ], bo ta jego ''Menora'' to jeden z niewielu pozytywnych raczej wyjątków w tej ''pomnikowej menażerii'', chociaż i tu dotarło do mnie parę krytycznych głosów, że można by przynajmniej lepiej zabezpieczyć, jakoś oznakować czy co, teren wokół, bo już kilku ludzi o mało się nie wypierdzieliło wpadając na nią gdy jechali rowerem po ciemku [ tam w pobliżu jest spora ścieżka rowerowa, że przypomnę ], a wiadomo przecież, że cykliści i antysemici...