sobota, 17 sierpnia 2019

NaziNRD czyli dlaczego lewica nie ma prawa oskarżać Brygady Świętokrzyskiej.

...i to bez względu czy jest faktycznie o co, a niechby nawet, zgodzimy się chyba, że ktoś stojący po kolana w gnojówce nie ma prawa wypominać sąsiadowi zafajdanego podwórka. Nie od dziś jednak wiadomo, że ''lewusom'' wolno więcej np. Kretynyka Polityczna może wydawać ''Teorię partyzanta'' wybitnego skądinąd nazistowskiego jurysty Carla Schmitta i to nie jest bynajmniej ''propagowanie hitleryzmu'', gdzieżby tam. Podobnie jak i cała Nowa Lewica jednego ze swych ideowych patronów upatrywać bez żenady w ''duchowym naziście'' Heideggerze, którego epizod czynnego zaangażowania po stronie reżimu III Rzeszy trwał wprawdzie niecały rok, jednak nie porzucił go on dlatego, iż przejrzał na oczy, lecz fuhrer i reszta narodowosocjalistycznych oficjeli okazała się jak na jego gust zbyt ''drobnomieszczańska'' i za mało radykalna. Aczkolwiek respekt jakim darzyli filozofa goszyści - Foucault wymieniał jego nazwisko obok Nietzschego wśród swych największych ''intelektualnych odkryć'' - nie powinien dziwić, bowiem pana rektora koncepty ''reformy'' a tak naprawdę zniszczenia uniwersytetu antycypowały w tej mierze ekscesy paryskiego maja '68. Ostatnia chryja wokół upamiętnienia BŚ stanowi więc świetną okazję, by ukazać monstrualną hipokryzję i bezczelność ''obozu światłości i postępu'', bo już szlag mnie trafia, gdy widzę rozbestwione kurwie pokroju tow. Michała [ z tych Nowickich ], któremu jawne propagowanie na swym kanale YT o znamiennym tytule ''Odrodzenie komunizmu'' masowych morderców jak Lenin, Stalin, Mao itd. nie przeszkadza w kręceniu shitstormu na ten temat i miotaniu wściekłych anatem pod adresem NSZ. Weźcie się wpierw czerwone skurwysyny do rozliczenia po bolszewicku licznych wśród was nazistowskich kolaborantów o stricte marksistowskich zbrodniarzach już nie wspominając, to dopiero zyskacie niejakie prawo formułowania tego typu oskarżeń. Pisałem już o tym w kontekście wybitnych niemieckich naukowców jacy ze służby Hitlerowi i III Rzeszy płynnie przeszli do pracy na rzecz komunistów wielce za to przez nich honorowani, przypomnę więc tylko, iż chodziło o takich znamienitych niewątpliwie luminarzy świata nauki jak wynalazca mikroskopu elektronowego Manfred von Ardenne, dzięki któremu reżim narodowosocjalistyczny przeprowadził też pierwszą udaną transmisję telewizyjną w historii, czy Gustav Ludwig Hertz i chemik jądrowy Nikolaus Riehl, dwóm ostatnim ich żydowskie pochodzenie nie przeszkodziło pracować nad bronią jądrową dla Hitlera a później sowietów. Emblematyczną postacią uczonego-kolaboranta jest Peter Adolf Thiessen, ''wybitny specjalista w dziedzinie chemii fizycznej'' jak głosi jego oficjalny biogram, a zarazem zadeklarowany nazista, członek NSDAP już od połowy lat 20-ych, który widząc jawne bankructwo dotychczasowego ideologicznego sponsora pod koniec wojny nawiązał kontakty z komunistami i gładko przesiadł się do obozu z pozoru jedynie przeciwnego, dzięki czemu zakończył karierę naukową jako uhonorowany państwowymi odznaczeniami akademik NRD a nawet bezpartyjny członek Rady Państwa Niemiec Wschodnich na pocz. lat 60-ych. Wszyscy wyżej wymienieni byli faktycznymi twórcami radzieckiej bomby atomowej za co zostali odznaczeni nagrodą stalinowską w 1951 r., początkowo pracowali nad nią w tzw. ''szaraszce'', rodzaju obozu koncentracyjnego dla uczonych, gdzie jednak panowały wygody o których przebywający ''na wolności'' sowieccy naukowcy mogli zwykle tylko marzyć, a później w specjalnie dla nich wybudowanym luksusowym instytucie nieopodal kaukaskiego Suchumi, w bliskim sąsiedztwie ekskluzywnego letniska dla partyjnej wierchuszki, pod pieczą samego tow. Berii i Stalina rzecz jasna. Wspominam o tym pokrótce jeszcze raz, bo w przeciwieństwie do kolaboracji z Amerykanami nazistowskich naukowców takich jak Wernher von Braun o ich znamienitych kolegach dających dupy komunistom z kolei mało kto wie i zajmuje się tym tematem, podobnie jak i decydującym wpływem jaki włoscy faszyści mieli na rozbudowę radzieckiej marynarki wojennej [ szczegółowo omawiałem rzecz onegdaj w niniejszym wpisie ].

Idźmy dalej więc tym tropem - owszem, denazifikacja w radzieckiej strefie okupacyjnej początkowo przybrała bardziej srogie formy niż w jej zachodnich odpowiednikach, choć trzeba pamiętać, że i tu oskarżycielami często byli sami naziści jak późniejszy prokurator generalny NRD Ernst Melsheimer robiący za tamtejszego Wyszyńskiego, trudno też znając integralnie bolszewickie faktyczne bezprawie ocenić na ile represje dotknęły rzeczywistych oprawców narodowosocjalistycznego reżimu, a w jakiej mierze stanowiły jedynie wygodny pretekst dla władz rozprawy z przeciwnikami politycznymi, znając typowe dla komuny do dziś jak widać szafowanie epitetem ''faszysty'' w nieuzasadniony często sposób można spokojnie założyć, iż działo się tak w nader wielu przypadkach. Rychło jednak złagodzono represje z tych samych powodów co i po zachodniej stronie, z racji narastającej ''zimnowojennej'' konfrontacji należało przekonać do siebie jak największą część niemieckiego społeczeństwa, stąd już w lutym 1948 r. sowieci rozwiązali komisję denazyfikacyjną w swojej strefie okupacyjnej zamrażając tym samym oficjalnie proces rozliczeń do końca NRD, zaś w listopadzie następnego roku tzw. Izba Ludowa robiąca za fasadowy parlament zdominowany przez komunistów uchwaliła ustawę uchylająca kary dla byłych członków NSDAP i Wehrmachtu, wreszcie w 1952 przez aklamację przyznano tymże prawa obywatelskie. W międzyczasie już w maju '48 powołano koncesjonowaną przez komunistyczne władze Narodowo-Demokratyczną Partię Niemiec, zbieżność nazw z obecnie działającą NPD nieprzypadkowa, bowiem w zamyśle wschodnioniemieckiej partyjnej wierchuszki i jej radzieckich nadzorców miała ona robić za ugrupowanie ''rzekomo reedukowanych członków NSDAP'' i ''azyl dla wielu byłych oficerów Wehrmachtu'' takich jak jej długoletni przewodniczący Heinrich Homann albo nazistowski propagandzista Horst Dreßler-Andreß, ''aktor i reżyser, działacz radiowy i polityk NSDAP a także później w NRD'', czy wreszcie ''czerwony książę'', NRD-owski dyplomata w Iranie lat 70-ych Ferdinand Thun-Hohenstein a właściwie Ferdinand Judas Thaddäus Graf von Thun und Hohenstein [ zbieżność nazwisk z rodziną w którą wżeniła się znana ocipiała unioentuzjastka z PO bynajmniej przypadkowa:) ]. Nie wspominam już o całym legionie kapusiów Stasi rekrutujących się spośród byłych nazioli, którym za donosicielstwo wschodnioniemieckie służby zapewniały odpowiednią ochronę tak jak to stało się w przypadku Josefa Settnika, SS-mana z Auschwitz, który jako TW ''Erwin Mohr'' kablował na swoich parafian i kolegów z pracy, dzięki czemu do śmierci w 1986 r. nie poniósł kary za swoje zbrodnie. Zapewne podobnie było w przypadku wrocławskiego gestapowca Hansa Müllera odpowiedzialnego za deportacje miejscowych Żydów do obozów zagłady, jedna z jego ofiar, której udało się przeżyć wojnę rozpoznała go na ulicy w 1950, gdy ten odnalazł się już w nowej rzeczywistości jako członek partii komunistycznej a jakże, wprawdzie skazano go na dożywocie ale już w 1956 wyszedł na wolność na mocy amnestii, ''nie za darmo'' jak sądzę. Zresztą krysza ze strony Stasi nad swoimi nazistowskimi konfidentami przetrwała nawet upadek NRD czego dowodem obrona byłego SS-mana z Auschwitz jakiej podjął się ostatni minister MSW tegoż kraju Peter-Michael Diestel, później adwokat także wschodnioniemieckich ubeków. Jak ukazują dość niedawno ujawnione materiały partyjne z czasów NRD co najmniej 1/3 członków ichniej partii komunistycznej zamieniła tylko ''brunatną'' legitymację partyjną na ''czerwoną'', bodaj jednak największe stężenie przedstawicieli byłego reżimu panowało we wschodnioniemieckiej Nationale Volksarmee, która nie przypadkiem do złudzenia wręcz przypominała umundurowaniem hitlerowski Wehrmacht, bardziej niż armia RFN - jak ustalił parę lat temu wojskowy historyk Michael Wolffsohn : ''co czwarty pułkownik w Ministerstwie Obrony Narodowej NRD pochodził z Wehrmachtu, 60 proc. oficerów w Departamencie Szkolenia miało "brunatną" przeszłość, co trzeci oficer lotnictwa był wcześniej podkomendnym Hermanna Göringa, 75 proc. oficerów marynarki pochodziło z Kriegsmarine, w wywiadzie wojskowym NRD 45 proc. oficerów zostało wyszkolonych przez Abwehrę'', nie powinno to jednak nas szokować bowiem już w 1989 polski naukowiec, nieżyjący obecnie prof. Julian Stroynowski, wydał po angielsku słownik biograficzny "Kto jest kim w Europie Wschodniej", zawierający życiorysy nie tylko wyższych oficerów, ale i polityków z NRD. Można się z niego dowiedzieć, że wiceminister obrony NRD, Horst Stechbarth, był członkiem NSDAP od 1943 roku, a komendant Akademii Wojskowej, Konrad Adam, członkiem SA od 1932 roku. Generalny inspektor policji NRD, Rudolf Bammler, dowodził w 1939 roku atakiem na Westerplatte, a dowódca artylerii NAL, Johannes Zuckertort - ostrzałem Warszawy w 1939 i 1944 roku [ czyli fachowiec z imponującym doświadczeniem w swoim rzemiośle, sprawdzony w boju ]. Przytaczać podobnych przypadków można by jeszcze długo, ale i tego aż nadto na dowód, że ZSRR wykorzystywał nazistowskich kolaborantów w nie mniejszym stopniu co USA, gdy tylko minęła pierwsza furia odwetu zapewniając im bezkarność tak samo jak Zachód. 

Bowiem uczciwie należy przyznać, iż rzetelne rozliczenie nazistowskiej przeszłości kulało jednako po obu stronach ''zimnowojennego'' sporu i jedynie naiwnością i ignorancją można tłumaczyć podawanie jej za wzór dla ''dekomunizacji'' - owszem, osądzono i posłano na szafot ponoszących największą odpowiedzialność przywódców, tych akurat oczywiście, którzy nie uciekli przed nią w samobójstwo jak sam fuhrer, ale tylko dlatego, że wymusili to zwycięzcy, natomiast rzecz cała zaczęła buksować kiedy przyszło do wymierzenia sprawiedliwości pomniejszym oprawcom, a był ich legion. Dobrze widać to na przykładzie tzw. III procesu norymberskiego podczas którego osądzono członków nazistowskiej ''nadzwyczajnej kasty'' sędziowskiej uwikłanej w rozliczne zbrodnie popełnione w imię narodowosocjalistycznego [bez]praw[i]a, szczególnie wstrząsający z naszej perspektywy jest przypadek niemieckiego jurysty Franza Schlegelbergera sprawującego na przełomie lat 1941/42 urząd komisarycznego ministra sprawiedliwości III Rzeszy, inicjatora niesłynnego ''Dekretu o Polakach'' sankcjonującego masowe mordy sądowe na naszych rodakach, na jego mocy dosłownie wystarczyło krzywe spojrzenie na Niemca by skazać na karę śmierci podczas ponurej parodii procesu. Został min. za to ukarany przez amerykańskich sędziów trybunału w Norymberdze dożywociem, ale jak pisze Sebastian Fikus w pracy o pozornych rozliczeniach z nazistowską przeszłością Niemców, już na pocz. lat 50-ych :

''Z powodu rzekomo złego stanu zdrowia został czasowo zwolniony z więzienia, a choroba przeciągnęła się do jego śmierci. Zmarł w 1970 roku, w wieku 94 lat. Będąc na wolności Schlegelberger zwrócił się do niemieckiej komisji weryfikacyjnej z wnioskiem o rehabilitację. Choć jego wyrok nigdy nie został uchylony czy skrócony przez sąd aliancki, to komisja weryfikacyjna uznała go za całkowicie niewinnego. Schlegelberger nigdy już nie powrócił do więzienia, w wyniku postępowania weryfikacyjnego mógł ubiegać się w Ministerstwie Pracy i Spraw Socjalnych o status sekretarza stanu w stanie spoczynku. Kiedy w Niemczech w 1951 roku średni zarobek wynosił 535 marek miesięcznie, to Ministerstwo przyznało Schlegelbergerowi pełną pensję w wysokości 2894 marek. Oprócz tego otrzymał wysokie odszkodowanie za każdy dzień spędzony w więzieniu alianckim. Ta uprzywilejowana pozycja, chciałoby się powiedzieć nestora narodowosocjalistycznego sądownictwa niemieckiego, nie była jakimś przypadkowym zbiegiem okoliczności czy efektem wsparcia kilku wpływowych przyjaciół. Prawnicy okazali się solidarną grupą zawodową. I nie miało tu znaczenia, czy ktoś pracował w tym zawodzie przed 1945 rokiem czy też nie.'' [ str 114-115 ] :


- tamże możemy wyczytać również, że ostatnie wyroki polityczne z czasów III Rzeszy unieważniono dopiero w 2009 r. ... Kurrwa, dekadę temu!!! I te skurwysyny pouczają nas o ''praworządności''?!? Znamienne też, że gdy jak podaje w jednym z wywiadów wspomniany badacz dobrych parę lat wcześniej, konkretnie :

''w 1998 roku Bundestag uchylał część politycznych wyroków III Rzeszy, to wśród nich były również takie, które dotyczyły kilkudziesięciu tysięcy obywateli polskich. Nikt wtedy o tym w Polsce nie powiedział i nie napisała o tym żadna prasa. I dalej tego nikt nie zauważa. Dla mnie to jest po prostu absurd.''


- słusznie, aczkolwiek biorąc pod uwagę jaki kapitał dominuje w naszych jedynie z nazwy mediach, szczególnie jeśli idzie o prasę właśnie, wcale nie powinno to tak dziwić. Swoisty podziw graniczący z perwersją może wzbudzać na jakie szczyty kazuistyki potrafili wznieść się niemieccy prawnicy korzystając ze swoich najlepszych tradycji by ochronić umoczonych w mordy sądowe towarzyszy, otóż posłużyli się oni w tym celu ni mniej ni więcej jak kodeksem drogowym... Tak, dokładnie, nie przejęzyczyłem się - wykorzystali lukę w prawie proponując taką interpretację paragrafu na mocy której jeżeli sprawca wypadku ze skutkiem śmiertelnym ujętego tu nie przypadkiem jako ''mord'' ofiary ''osobiście nie znał i nie miał z nią żadnych powiązań'', to jego czyn automatycznie należało potraktować jako „usiłowanie zbrodni”, w efekcie jak pisze Fikus :

 ''Miało to dla biurkowych zbrodniarzy hitlerowskich kluczowe znaczenie. Urzędnicy i oficerowie wydający polecenia mordów na ludziach, których nigdy nie widzieli, musieli być od tego momentu traktowani jako przestępcy, którzy swoich mordów zaledwie „usiłowali” (!). Ale co jeszcze ważniejsze, zgodnie z niemieckim systemem prawnym „usiłowanie zbrodni” przedawniało się po 15 latach, czyli w maju 1960 r.''

- dlatego w RFN skazywano, o ile w ogóle, zwykle jedynie stojących najniżej w hierarchii nazistowskiego terroru bezpośrednich oprawców, natomiast wydające im rozkazy elity III Rzeszy zapewniły sobie tym samym faktyczną bezkarność. To tyle jeśli idzie o ''samooczyszczanie się środowiska sędziowskiego'', tam jak i tutaj, bo w świetle opisanych nikczemności nie może dziwić gorące wsparcie jakie niemiecka ''nadzwyczajna kasta'' udziela swoim polskim kameraden w heroicznym oporze przed rozliczeniem się z własnym uwikłaniem, tym razem w komunistyczny reżim. Niezwykła z pozoru jedynie nazi-komunistyczna solidarność sięga zapewne głębiej, co najmniej czasów wojny a konkretnie szemranych układów w jakie wchodzili niemieccy komuniści osadzeni w obozach koncentracyjnych z ich władzami, jak podaje inny badacz Szymon Pietrzykowski w dostępnym w sieci artykule ''Złudne nieuwikłanie. III Rzesza w interpretacji antyfaszystowskiej - casus NRD'' :

''W relacjach z Buchenwaldu publikowanych w oficjalnym obiegu [ wschodnioniemieckiej propagandy ] komunistów zachwalano jako wzorowych współtowarzyszy nieobojętnych na krzywdę innych, w tym niekomunistycznych więźniów - Żydów, chrześcijan, socjaldemokratów czy świadków Jehowy. Zeznania świadków w procesach byłych członków załogi obozu, które szeroką falą poczęły się toczyć w Niemczech Zachodnich od wczesnych lat 60-ych, oraz późniejsze badania historyków podważyły ów romantyczny obraz. Jak się okazało nadreprezentatywna liczba osadzonych tam komunistów wypełniała rolę więźniów funkcyjnych, tzw. ''CZERWONI KAPO'' [ rote Kapos ] za cenę kolaboracji z SS uzyskiwali dodatkową żywność, którą niechętnie dzielili się z osobami nie będącymi komunistami, i przywileje znacząco zwiększające ich szanse na przeżycie.''

Podobnie działo się w Ravensbruck, gdzie pomagając nazistom w gnojeniu innych więźniów udało im się wejść w posiadanie broni a nawet radiostacji przez co gdy do obozu zaczęły zbliżać się oddziały Pattona i esesmani wpadli w panikę zamarkowali powstanie, mimo całego zamieszania i znakomitych warunków dla powodzenia buntu po kilku godzinach przy śladowym oporze ledwo zdobyli parę wieżyczek strażniczych tuż przed przybyciem Amerykanów, oczywiście komusza propaganda przedstawiła to później jako bohaterski akt ''samowyzwolenia'' kompletnie pomijając kluczową rolę wojsk USA. W rzeczonym artykule, do którego skądinąd mam sporo zastrzeżeń innego rodzaju ale to osobny temat, dobrze pokazano jak urzędowy ''antyfaszyzm'' służył zakłamywaniu historii w NRD, pozwalając przejść do porządku dziennego nad kłopotliwym dla każdego marksisty faktem powszechnego poparcia nazistów przez robotników a nawet akcesu licznych komunistów do NSDAP : przed 1933 r w Niemczech weimarskich istniała największa po ZSRR partia komunistyczna na świecie licząca setki tysięcy członków i miliony zwolenników, przy założeniu nieprzezwyciężalnego antagonizmu między obiema ideologiami powinna tam trwać permanentna wojna domowa po przejęciu władzy przez Hitlera, jak wiadomo nic takiego nie miało miejsca, nie tłumaczy tego terror wewnętrzny, który nigdy nie osiągnął w III Rzeszy choćby porównywalnych rozmiarów z bolszewicką Rosją, gdzieś ci ludzie musieli się więc podziać skoro zdecydowana większość nie została zamordowana ani nie siedziała po obozach czy uciekła za granicę, wyparowali? Pozwalało to również władzom NRD bagatelizować całkiem mordy na Polakach i Żydach głównej winy hitlerowskich Niemiec upatrując w konflikcie z Moskwą - lewicowa frakcja NSDAP w osobie Goebbelsa czy braci Strasserów jak i prorosyjski Haushofer mogliby jedynie przyklasnąć takiej postawie. 

W tym kontekście dla nas szczególnie interesującym jest jak się rzeczy miały pod tym względem na terenach Polski wcielonych do Rzeszy w czasie wojny i tuż po niej - prawdziwych rewelacji jeśli o to idzie dostarcza znaleziona przy tej okazji praca historyka Adama Dziuroka ''Śląskie rozrachunki. Władze komunistyczne a byli członkowie organizacji nazistowskich na Górnym Śląsku w latach 1945-1956.'' dostępna w całości w sieci - polecam lekturę, zwłaszcza 2-go rozdz. IV-ej części pod wszystko mówiącym tytułem ''Przenikanie do struktur partyjnych i aparatu bezpieczeństwa'' bo potwierdza moje podejrzenia o kundlej genezie naszych powojennych elyt, na zachętę przywołam parę co smakowitszych ustępów :

''Byli członkowie organizacji nazistowskich dążyli do zamazania śladów swego zaangażowania w ruchu narodowosocjalistycznym a dobrym sposobem na ukrycie swej niechlubnej okupacyjnej przeszłości było wstąpienie w szeregi partii komunistycznej. Ludziom takim tym łatwiej było dostosować się do nowych warunków bo przecież już raz znaleźli się w podobnej sytuacji, gdy w czasie okupacji, z różnych zresztą względów, często oportunistycznych, wybrali obóz zwycięzców wstępując do organizacji nazistowskich. Najkorzystniejsze dla nich było wstąpienie do partii posiadającej władzę, a nie opozycyjnego wówczas PSL. [...] Z uwagi na niedobory kadrowe PPR przyjmowała w początkowym okresie wszystkich chętnych bez szczegółowego badania ich życiorysów a zachęty do wstępowania w szeregi partyjne były zamieszczane w gazetach. Później na Górnym Śląsku miał obowiązywać okólnik I sekretarza KW PZPR Romana Nowaka o przyjmowaniu do partii chętnych Niemców, a nawet byłych hitlerowców. [...] Mieszkańcy Śląska znając wojenne losy tych ludzi reagowali z oburzeniem na taką politykę personalną PPR. Nie dziwi w tych warunkach brak zaufania i wstrzemięźliwy stosunek Ślązaków do partii - oto opinia jednego z nich : ''W PPR były menty same. Tam był komyndant SA, tukej pierwszym sekretarzem.'' [ :))) ] W Chebziu robotnicy mówili między sobą, że nie wstąpią do partii, bo tam są sami esamani. [...] Mieszkańcy Śląska stroniący zasadniczo od działalności politycznej widzieli szereg podobieństw między partią komunistyczną a NSDAP np. w powiecie niemodlińskim ludzie traktowali PPR na równi z NSDAP czy SA a członkom tych ugrupowań nazistowskich nikt nie chciał narażać się podczas okupacji. Dlatego choć sporo osób wiedziało o przeszłości jednego z mieszkańców - byłego esamana, to bało się wystąpić przeciw niemu bo był członkiem PPR i prelegentem tej partii. [...] Byli członkowie Hitlerjugend zasilali szeregi komunistycznej organizacji młodzieżowej Związek Walki Młodych [ ZWM ] przekształconej w 1948 w Związek Młodzieży Polskiej [ ZMP ]. Polityka germanizacyjna okupanta poczyniła największe spustoszenie właśnie wśród dorastającej młodzieży kształcącej się w szkołach niemieckich. [...] Takie osoby nie miały też pewnych dylematów moralnych jakie dręczyły większość młodzieży autochtonicznej a wynikające z chrześcijańskiego wychowania, lata nazistowskiej indoktrynacji zrobiły w tej kwestii spore spustoszenie. Z zapałem neofitów wielu byłych członków Hitlerjugend zabrało się do pracy w nowej organizacji, jeden z nich został nawet przewodniczącym koła ZMP w jednym z mikołowskich zakładów przemysłowych. Na to zjawisko zwróciła uwagę kuria biskupia w Katowicach zauważając, że gorliwymi aktywistami ZMP zostawali w pierwszej kolejności byli członkowie Hitlerjugend. […] Do współpracy najłatwiej było pozyskać osoby najbardziej skompromitowane okupacyjną przeszłością. Na Śląsku szczególnym zainteresowaniem władz bezpieczeństwa cieszyli się byli agenci gestapo. Jeden z mieszkańców Katowic w 1945 r. twierdził, że ''agenci i konfidenci rekrutują się z Żydów, Polaków i Niemców a wśród nich jest dużo byłych agentów gestapo''. Stąd też metody postępowania komunistycznych władz bezpieczeństwa miały być przejmowane od gestapo. [...] Jeśli idzie o liczbę agentów w 1948 r. to Katowickie znalazły się na trzecim miejscu po województwach warszawskim i olsztyńskim, wg zaś zestawienia liczby informatorów z lipca tegoż roku WUBP w Katowicach posiadał ich najwięcej [ - nic dziwnego zresztą skoro jak szacują historycy samo katowickie gestapo miało ok. 2000 konfidentów i z tego tytułu odniosło niestety liczne sukcesy w gromieniu polskiego podziemia - przyp. mój ]. Na Śląsku w atmosferze skandalu czystek w aparacie bezpieczeństwa dokonał sam A. Zawadzki po tym jak szef WUBP Jurkowski powierzył ważne stanowiska państwowe osobom związanym wcześniej z gestapo. [...] Rozwiązanie problemu byłych członków organizacji nazistowskich wywoływało wśród ludności Śląska poczucie niesprawiedliwości. Nie chodziło już tylko o ich przenikanie do struktur partyjnych i aparatu bezpieczeństwa, ale ogólną atmosferę bezkarności za otwarte opowiedzenie się podczas okupacji po stronie nazizmu. ''Czy niedostrzeganie ze strony władz miejscowych oczywistej zdrady Polski nie może do żywego poruszyć i zaboleć przyglądających się temu ludzi wiernych Polsce przez cały okres okupacji ?'' - pytał retorycznie korespondent ''Polski Zachodniej'' podając przykład komendanta SA na teren Wisły, który ''zażywa absolutnej wolności [...] jeździ, szabruje i niczego mu nie brakuje, z wyjątkiem chyba jedynie... ptasiego mleka''. Taka sytuacja nie była według niego wyjątkiem na Śląsku.''

- z tego wynika, że jak w pozostałych częściach kraju tuż po wojnie komunista nie przypadkiem był synonimem bandyty, tak na Śląsku nazisty... Tak czy siak do partii zapisywała się zazwyczaj najgorsza ludzka szumowina, a nie żadni tam ''ideowcy''.

Na finał nie sposób pominąć uniwersytet w Greifswaldzie położonym pośrodku istnego północnoniemieckiego ''trójkąta bermudzkiego'' : pobliska Rugia stanowi okręg wyborczy Angeli ''Stasi'' Merkel skąd zaczęła swój triumfalny pochód po władzę, po drugiej stronie na bałtyckim wybrzeżu leży słynne Peenemunde, były tajny ośrodek z czasów II-ej wojny gdzie testowano rakiety V-2, nieopodal zaś wychodzi na ląd rura Nordstreamu i to niemal tuż obok składowiska odpadów nuklearnych po nieczynnej, gigantycznej elektrowni atomowej [ hej, a gdzie ekonielodzy? czemu Greenpeace nie bóldupi z tego powodu?! ]. Sama uczelnia, jeden z najstarszych niemieckich uniwersytetów, należała w okresie III Rzeszy do głównych ośrodków tzw. ''deutsche Ostforschung'' - ''badań wschodnich'' mających stanowić ideologiczno-naukową podbudowę nazistowskiej ekspansji w Europie Wschodniej i oczywiście z tego tytułu ziejących morderczym antyslawizmem, stąd nie dziwi, że do jej wykładowców należały takowe kanalie :

''Jednocześnie objął w 1933 funkcję Reichsleitera nazistowskiej organizacji Bund Deutscher Osten zajmującej się germanizacją mniejszości polskiej w przedwojennych Niemczech. Obie funkcje sprawował do 1937, gdy został profesorem Uniwersytetu w Greifswaldzie, a następnie w roku 1938 rozpoczął pracę w Abwehrze (Wydział II) jako ekspert do spraw Europy Wschodniej.''


- jaja polegają na tym, że część tychże kadr profesorskich, które pozostały w NRD z równą żarliwością zaczęła wykazywać w swych pracach z kolei rdzenną słowiańskość niemieckich ziem:). Faktycznie, nieciekawe typy znalazły tam sobie przystań także po wojnie np. :

''Teresa Wróblewska dotarła do innego wybitnego na swój sposób naukowca z poznańskiej Reichsuniversitaet. Był nim profesor Hermann Voss, dyrektor Instytutu Anatomii. W piecu krematoryjnym jego zakładu spalono ciała kilku tysięcy Polaków i Żydów, ofiar poznańskiego Gestapo. Sam profesor nie był uczestnikiem, tylko świadkiem zbrodni. Nie był świadkiem obojętnym. W pamiętniku pod datą 15 IV 1941 roku zanotował: "Gdybyż to było można to całe polskie towarzystwo przepędzić przez takie piece. Wtedy nareszcie naród niemiecki miałby spokój na wschodzie". Po wojnie Hermann Voss osiadł na Uniwersytecie w Greifswaldzie (NRD), skąd w liście do polskiej autorki datowanym 11 VII 1978 pisał : "Mam 83 lata i potrzebuję tylko spokoju". Za jaką cenę osiąga się spokój ?'' [ str. 10 ] :


Do rangi symbolu urasta, że uczelnia zachowała przez cały okres istnienia NRD miano patrona Ernsta Moritza Arndta nadane jej po przejęciu władzy przez nazistów, z tą jedynie różnicą, iż o ile dla narodowych socjalistów był on głosicielem ''czystości'' narodu niemieckiego krytykującym mieszanie się kultur, pruskim patriotą agitującym przeciwko napoleońskiej okupacji nastawionym przy tym antyżydowsko, tak komuniści z kolei widzieli w nim wojującego z feudalnymi przywilejami bojownika o ''sprawiedliwość społeczną'' i wzór przyjaźni z Rosją - jak widać dla każdego coś miłego. Znamienne, że dopiero 2 lata temu Arndt przestał w końcu patronować greifswaldzkiemu uniwersytetowi - to tyle chyba jeśli idzie o rozliczanie się ze swoją nazistowską jak i komunistyczną przeszłością naszych zachodnich sąsiadów, nie dziwota więc, iż niezwykle imponują zarówno naszym folksdojczom jak i neobolszewickim kurwiom, jednako im serdeczne LGTB w dupę. Mnie jednak jako kielczanina szczególnie zainteresowało, że absolwentem tejże nazi-komunistycznej Alma Mater jest późniejszy SLD-owski minister edukacji ''narodowej'' Ryszard Czarny, związany z matecznikiem świętokrzyskiego z kolei ''uniwersytetu'' jakim była miejscowa WSP, gdzie był I-ym sekretarzem uczelnianej PZPR, niestety z jego biogramu na Wiki nijak wyczytać się nie da co konkretnie w Greifswaldzie studiował, bo raczej chyba nie na ''wojskowym wydziale medycznym istniejącym jako biuro Narodowej Armii Ludowej [ Nationale Volksarmee ]''... Byłżeby więc ostał się teologiem? [ w domyśle : protesranckim ] - tak czy siak szkolenie ideologiczne odchodziło tam obowiązkowo na wszystkich kierunkach na czele z instytutem marksizmu-leninizmu ofkors, coś mi więc mówi, że część przynajmniej wykładowców miała w tym zaprawę już za poprzedniego reżimu... no nic, grunt, że wszystkie Ryśki to fajne chłopaki.

Szczęść Boże!

sobota, 10 sierpnia 2019

Mundurowa komuna kontra ''tęczawa'' komuna.

Kaja Godek wygadała się ostatnio, że protestowała przeciwko politycznemu wiązaniu się Konfederacji ze środowiskiem nacjonal-komuchów PRL-owskiego ''trepa'' gen. Wileckiego, który to koncept obok JKM [ na którego zwala wprost odpowiedzialność za to z kolei Winnicki ] jak wynika pośrednio z jej słów miał lansować na wewnętrznym forum także Grzegorz Braun, za co została ukarana totalną marginalizacją przez liderów formacji a w końcu jak się okazało zmuszona do jej opuszczenia :



- całkiem możliwe biorąc pod uwagę skąd wyrastają nogi ''oficerowi prowadzącemu'' Brauna niejakiemu Skalikowi, gdy wspomnimy jeszcze niegdysiejsze dile Winnickiego z byznesmenem Oparą od którego zajeżdża WSIą, oraz niedawne żale niechętnej ''tęczystom'' córki Jaruzelskiego, która strasznie bóldupi, że tu rozbestwiona antykomuna obala pomniki ''patriotów''-kolaborantów jak Berling a miejscowej lewicy tylko cztery litery LGTB we łbie, wreszcie ujawnioną niedawno służbę w ZOMO jednego z konfederackich kandydatów dr Czeniaka, wszystko to zaczyna układać się w pewną całość, obraz potwierdzający moje przypuszczenia jakie wyraziłem jeszcze na początku tego roku z okazji politycznego zaangażowania sabbatajskiego reżysera, przypomnę :

 ''...wygląda to po mojemu na urabianie pod nowe polityczne rozdanie w obliczu narastającej kompromitacji PiS, stworzenie ''prawej prawicy'' z córką Jaruzelskiego na czele prowadzącą hufce ''rewolucji konserwatywnej'', wspomnianych w tytule ''ułanów rakowieckich'' 2 i nowe ''stowarzyszenie Grunwald'' złożone obecnie z ''narodowej'' frakcji WSI i PRL-owskich trepów co ''pedałów nie lubio'', i obawiam się, że całkiem spora grupa nadwiślańskich tumanów kupi ten propagandowy, parciany szit.''

https://stanczyk1.blogspot.com/2019/01/gietrzwad-grunwald-czyli-uani.html 

Nie poruszam jednak tematu wewnątrzkonfederackich przepychanek partyjnych by doszukiwać się ewentualnej ''ruskiej agentury'' wpływu, bo to domena nieudolnych reżimowych propagandzistów jak Ssakiewicz stąd ostawiam im to, natomiast spór ten rzuca ciekawe światło na ambiwalentny stosunek lewicy, wewnętrzną kontrowersję ideologiczną w jej obozie i polaryzację postaw co do kwestii homoseksualizmu - z jednej strony niezaprzeczalnym faktem jest stwierdzenie komunistycznych korzeni ruchu LGTB, większość jego czołowych działaczy i przywódców była czynnie zaangażowana w propagowanie zbrodniczej, totalniackiej ideologii by wymienić choćby trans-ciotę Harry'ego Haya, fundatora jeszcze na pocz. lat 50-ych XX w. tzw. Mattachine Society, ''homofilnej'' jak sama się określała organizacji będącej matecznikiem ''tęczyzmu'' na długo przed burdami w Stonewall, oraz neopogańskiej i eko-pedalskiej sekty ''Radical Faeries'' :

- [ cizio wygląda jak ''tęczawy'' moher:))) ] ...czy macho-lesbę, towarzyszkę Leslie Feinberg po której niezaprzeczalnie widać było orientację, nie tylko seksualną :
- najwyraźniej była lewodłonna...

'' Remember Me as a Revolutionary Communist'' :

https://www.jacobinmag.com/2014/12/leslie-feinberg-as-a-revolutionary-communist/ 

Znamienne, że sami bolszewicy tuż po dokonanym przez się zamachu stanu zwanym ''rewolucją'' jednym z pierwszych dekretów zalegalizowali homoseksualizm unieważniając wszystkie przepisy carskiego kodeksu karnego kryminalizujące takowe praktyki, długoletni ''ludowy'' komisarz zdrowia i faktyczny twórca sowieckiego systemu jego ochrony Nikołaj Siemiaszko wyraźnie sprzyjał ''rewolucji seksualnej'', libertynizmowi obyczajowemu także w tej materii jako narzędziu służącemu destrukcji tradycyjnej, patriarchalnej jak i ''burżuazyjnej'' rodziny, zgodnie zresztą z intencjami samego ''wodza rewolucji'', choć Lenin jak przystało na radykalnego rewolucjonistę był do bólu drobnomieszczański w swoich przyzwyczajeniach i trybie życia, poza romansem z Inessą Armand przypieczętowanym swoistym ''menage a trois'' z Krupską, która pogodziła się ze swoim losem niczym porządna żona w patriarchalnym stadle, nie udowodniono by zaraził się syfilisem w paryskich burdelach ni tam chadzał, ani też gejowskich relacji jakie miały łączyć go z Zinowiewem czy ''władczym Lejbą'' - historie o tym ostatnim rozpowszechniane przez Henryka Pająka aczkolwiek na swój ''koszarowy'' sposób zabawne noszą najwyraźniej charakter ubeckiej dezinformacji wyrażając typową dla resortowej komuny pogardę wobec ''zniewieściałego'' lewactwa. Dyrektor ''instytutu higieny społecznej'' w Moskwie dr. Grigorij Batkis w opublikowanej w I-ej poł. lat 20-ych zeszłego stulecia broszurze pod wymownym tytułem ''Rewolucja seksualna w Rosji [ bolszewickiej ]'' wypowiadał się z najwyższą atencją o sodomii jako ''całkowicie naturalnej'' czynności honorowanej wręcz przez komunistyczne władze, nie minęła jednak dekada jak musiał to odszczekać w ramach rytualnej partyjnej samokrytyki, bowiem zmienił się radykalnie klimat ideologiczny sprzyjający dotąd ''pedałowaniu'' - ciekawe, że depenalizacja homoseksualizmu dotyczyła jedynie bolszewickiej Rosji i potem także Ukrainy, natomiast w praktyce nigdy nie objęła pozaeuropejskich krajów przyłączonych najczęściej siłą do Sojuza, szczególnie muzułmańskich, co więcej już w 1923 r. Azerbejdżan oficjalnie wprowadził zakaz stosunków seksualnych między mężczyznami, po czym za jego przykładem poszły w 1926 r. Uzbekistan a rok później Turkmenia. Zaznaczyć przy tym należy, że republiki radzieckie dysponowały jedynie formalną autonomią, systemowe oszustwo polegało na tym, iż kluczowe stanowiska zdecentralizowanej struktury państwowo-sowieckiej były obsadzone funkcjonariuszami ściśle scentralizowanej, totalitarnej partii komunistycznej, a więc wspomniany proces nie mógłby mieć miejsca gdyby nie cieszył się wsparciem jakiejś części przynajmniej bolszewickiego przywództwa, w domyśle zapewne frakcji stalinowskiej pod której przewodem najwyraźniej dochodziły w ten sposób do głosu, przejmowały władzę w de facto eurazjatyckim państwie czynniki ''turańskie'' niechętne płynącym z Okcydentu wpływom libertyńskim, które mogły odbierać jako ''imperializm kulturowy'' białego człowieka, podany tylko w nowym wydaniu - rzecz godna obadania. W każdym razie wprowadzenie z inicjatywy Stalina na początku 1934 r. do sowieckiego kodeksu karnego art. 121 kryminalizującego pederastię jako ''działalność kontrrewolucyjną i antypaństwową'' karaną 5-ioma latami łagru, i represje ze strony NKWD jakie na homoseksualistów w ZSRR wskutek tego spadły, było jak widać jedynie zwieńczeniem zmian w tej materii mających tam miejsce co najmniej od połowy poprzedniej dekady, znamienne przy tym, iż podobnie jak w III Rzeszy penalizacji podlegały tylko kontakty seksualne między mężczyznami a nie lesbijskie, feministki na równi z konserwatywną obyczajowo endokomuną mogą traktować to jako dowód na ''patriarchalny'' charakter stalinowskiej tyranii, totalitarny ''kult jednostki'' jako ''ojca narodu'' surowo niczym ''pater familias'' obchodzącego się z członkami rodziny, regularnie obijaną partią-matką cierpiącą na syndrom ''żony alkoholika'', o zwykłych obywatelach poddanych opresji i kaprysom psychopaty u władzy już nie wspominając. Teza takowa jest o tyle jednak idiotyczna, że zakłada jakoweś ''uwstecznienie'' reżimu a to bzdura akurat - podobnie jak socrealizm nie był tak naprawdę żadnym ''realizmem'', lecz jak przekonująco wykazał Boris Groys dokładnie tak samo jak awangarda artystyczna wyrażał rzeczywistośc urojoną komunistycznej utopii stosując jedynie bardziej użyteczne z propagandowego punktu widzenia, naśladujące ''mimetyzm'' środki, tak i podyktowana pragmatycznymi wymogami ''totale Mobilmachung'' stalinowska fabrykacja rodziny nie oznaczała w żadnym stopniu nawrotu do obalonych co dopiero w niezwykle brutalny sposób dawnych patriarchalnych stosunków, zwyczajnie reżimowi potrzebne było mięso armatnie i bydło robocze, stąd konieczność zaprzęgnięcia ludzkich ''czynności reprodukcyjnych'' w służbie systemu i bezlitosny ich wyzysk, to zaś wymagało tępienia szkodzących temu praktyk jak aborcja czy pederastia właśnie, bolszewicy odrzucili nieprzydatne im już narzędzia opresji społecznej po ich wykorzystaniu po czym przeszli do nowej ''mądrości etapu'', tylko i aż tyle. Odpowiadało to więc logice systemu komunistycznego i jego militarystycznej, kolektywistycznej naturze do której ''wesołkowate'' parady pasują niczym siodło krowie, parafrazując ''klasyka'' : wyobrażacie sobie takową w maoistowskich Chinach lub Korei Płn. ? Zajebiście wyglądaliby ci maszerujący w równych szeregach i jednako umundurowani geje w takt marszowej muzyki, na finał musieliby zapewne zasalutować wodzowi rewolucji zbiorowym wzwodem na rozkaz : ''pały, baczność!!!'':))). Z drugiej strony należy przyznać, iż propagandowe plakaty z czasu krótkotrwałej dość ''przyjaźni'' stalinowsko-maoistowskiej [ maskującej zresztą brutalny neokolonialny wyzysk Chin przez sowiecką Rosję ] noszą tak wyraźny niezamierzenie [?] homoseksualny podtekst, że aż zęby bolą :

 - niechudo... zwłaszcza ostatni podpadający pod gejowską, a wręcz ''interseksualną'' pedofilię, niczym Polański i Zanussi w jednym, ilustrację chińskimi znakami ''mądrości etapu'' : aby życie miało smaczek itd. Intrygująco w tym kontekście prezentuje się późny artykuł Maksyma Gorkiego ''Proletariacki humanizm'' z 1934 r., gdzie maluje ziejący komunistyczną ''[no]womową nienawiści'' obraz ''dekadenckiej'' faszystowskiej młodzieży jako ''zmobilizowanych przez siły kapitału niezdrowych fizycznie i moralnie oddziałów wyczerpanego społeczeństwa burżuazyjnego, młodych potomków alkoholików i syfilityków, histerycznych dzieci "drobnej burżuazji dotkniętych skutkami wojny 1914-18'' itd., przeciwstawiając im kolektywistyczne bolszewickie społeczeństwo złożone z dziarskich Młodziaków, w którym ''homoseksualizm korumpujący młodych ludzi jest uznawany za społecznie przestępczy i karalny'', dla ilustracji tego na finał przytaczając dobitne, sarkastyczne powiedzenie : ''zniszczcie homoseksualistów, a faszyzm zniknie'' pijąc w tym zapewne do trzódki Ensta Röhma [ znamienne, iż na jednym wydechu potępia w następnym zdaniu ''antysemityzm'' narodowosocjalistycznego reżimu ]. Ciekawą przyznajmy argumentacją posługują się przy tym publikujący ten wybitnie niepoprawny obecnie politycznie tekst jakowiś ''trzecioświatowi maoiści'', otóż zwracają oni uwagę, iż właściciele niewolników gwałcili nie tylko niewolnice, ale i niewolników właśnie - czemu nie skoro jak wykazaliśmy niedawno gejowscy kapo w niemieckich obozach pracy przymusowej bezwzględnie wymuszali na podległych ich władzy więźniach świadczenie ''usług seksualnych'', mówiąc wprost dawanie dupy, opornych zaś bestialsko gwałcąc, dlaczego więc takowe odrażające praktyki nie mogłyby mieć miejsca na plantacjach, znamienny jest brak wzmianek o tym w oficjalnej ''antykolonialnej'' propagandzie demonstrując jej monstrualną hipokryzję w tej materii, zresztą wyobrażacie sobie głównonurtowe hollywoodzkie filmidło np. Tarantino, gdzie ukazano by jak biały plantator gwałci swego czarnego niewolnika? [ choć podejrzewam, iż motyw ten jest regularnie eksploatowany przez gejowskie porno, lecz wybaczcie, nie mam najmniejszej ochoty by to weryfikować...:) ]. Niewątpliwie współczesną lewicę męczy swoiste ''schizofreniczne rozdarcie'' : z jednej pomstuje ona gromko na ''wyzysk człowieka przez człowieka'' w miejscu pracy, albo przez imperialistów-kolonialistów poddanych ich władzy ludów", generalnie prezentuje totalny rewolucjonizm jeśli idzie o ekonomię i politykę, ''sprawiedliwość społeczną'', ''humanizm'' itepe, ale jeśli idzie o obyczajówkę przystaje nagle ochoczo na przedmiotowe traktowanie się wzajem ludzi, już można wedle niej być w tym libertarianinem jak chuj, wolna amerykanka, pełen indywidualizm i każdy ''wolnoć Tomku w swoim domku'', żaden tam kołchoz czy insza '’komuna obyczajowa'', ale ''jedyny i jego sex-własność'', ''samoposiadanie'', kontraktualizm społeczny, czyli w przypadku libków międzyjednostkowy itd. - coś mię tu się nie zgrywa, gdyż ''dobrowolność'' nie czyni tu żadnej różnicy, boć przecież imperialna ekspansja i kolonializm nie byłby nigdy możliwy w takiej skali jaką przybrał w historii bez przyzwolenia części przynajmniej kompradorskich elit podległych państw i nader licznych askarysów rekrutujących się spośród miejscowej ludności, których trzeba było nagrodzić za wierną służbę - każdemu kogo interesuje kwestia antykolonializmu powinna być znana praca Frantza Fanona, który opisywał ten mechanizm perwersyjnej zależności między panem a niewolnikiem z brutalną szczerością. Jak powiadam nie mój cyrk nie moje małpy, więc z mojej perspektywy cieszy nawet, że lewica pogrąża się w ''tęczawej'' demencji politycznej, byle tak dalej, niemniej próbuję zrozumieć co każe jej przedstawicielom wznoszącym dziarsko gromkie okrzyki ''precz z kapitalizmem'' maszerować w jednym szeregu z przedstawicielami JP Morgan itp., bo jeśli sądzi ona, że ''zinfiltruje'' od środka system, albo ''oszuka'' go w ten sposób, to nie trzeba być geniuszem, by przewidzieć, że skończy się to podobnie jak w przypadku wspomnianych wyżej bolszewickich frajerów, którym jak okazało się w rezultacie ''kapitaliści sprzedali nawet sznur na którym ich powiesili'' - a więc powodzenia! Tak czy siak da się pogodzić radykalnie lewicowe zaangażowanie z potępieniem homoseksualizmu jako ''prawicowej konspiracji'' carskich arystokratów i faszystów jak to wykazywał choćby w 1936 r. stalinowski prokurwator Nikołaj Krylenko, piszę zaś o tym zwłaszcza ku przestrodze konserwatywnej części opinii publicznej, aby nie dała się nabrać na rzekomą ''zachowawczość'' PRL-owskich trepów i sowieciarzy, bowiem w ostateczności jak niezwykle trafnie zauważył Nicolas G. Davila : ''Wielobarwność rewolucyjnych pochodów niepostrzeżenie szarzeje, przybierając zimny kolor policyjnego uniformu'' - słowa te nabierają szczególnej aktualności zwłaszcza dziś w obliczu narastającej fali zamordyzmu w Europie ubranej dla niepoznaki w ''tęczawe'' barwy, gdy codziennością stają się obrazy niesłychane jeszcze parę lat temu, policjanci i żołnierze w pełnym rynsztunku z bronią gotową do strzału na ulicach miast, transportery opancerzone i bramki już nie tylko na lotniskach ale i dworcach kolejowych, agenci w cywilu w samolotach i pociągach etc., do rangi symbolu urasta tu sesja Bundestagu, gdzie uchwalono za jednym posiedzeniem legalizację pedalskiej parodii ''małżeństw'' i cenzurę prewencyjną w internecie, a jeśli sądzicie, iż ''tęczawa agenda'' tajnej policji okaże się lepsza od jej dawnej patriarchalnej, ''seksistowskiej'' postaci... 

Dobranoc, gamonie.

sobota, 3 sierpnia 2019

Edek Ćwierz - banalny przypadek prowoka.

...albo szabes-goja, folksdojcza i ruskiej k... ew. apatrydy jeśli komu brzmi to zbyt obcesowo - miałem poruszać zupełnie inne tematy, ale nie mogę przejść obojętnie nad głośnym ostatnio przypadkiem pewnego kieleckiego sekciarza, który dostał w końcu swoje ''5 minut'' przebijając w tym mocno przywiędłą, zdychającą już chyba definitywnie gwiazdę pastora Chujeckiego, mowa rzecz jasna o chucpie ''radosnego świętowania'' przez władze ''Wolnego Miasta'' Gdańska rocznicy niemieckiej napaści na Polskę ''marszem pojednania'', gdzie rzeczony pajac robi za słupa czyli oficjalnego ''organizatora''. Ponieważ za Edziem kryje się nie tylko jakiś niemiecki pastorzyna, ale i jako zapewne jego oficer prowadzący niegdysiejszy ''wizjoner biznesu'' Andre Gąsiorowski, także gorliwy zielonoświątkowiec czyli ''judeochrześcijanin'' sensu stricto, posiadający przy tym mocne prorosyjskie koneksje, więc cała rzecz wygląda na prawdziwy ''trójkąt kaliningradzki'' z jednym wierzchołkiem sięgającym daleko od południowych granic Polski do pewnego bliskowschodniego kraju... Potwierdzałoby to więc moją intuicję, że ruchy sekciarskie podobnie jak ''ekonielogiczne'' czy LGTB są formą jawnej agentury wpływu pełniąc prowokatorską rolę [ przypominam tylko, że w niedawnych protestach ''organizacji pozarządowych'' w Czechach również prym wiedli protestanccy ''teologowie'' ], zaś przykład takich typów jak Edek czy inny świecki świątek świętokrzyski Bogdan Białek żywym dowodem, iż Kielce to nie żaden tam ''kleryków'' a zwyczajny Ubeków, i jak resortem miasteczko to stało tak stoi tworzącym tu prawdziwy ''głęboki samorząd'', robiąc za poligon służb nie tylko krajowych, ale może nade wszystko Wschodu i Zachodu o ''dalekim Południu'' już nie wspominając, wszystkich mających jednako interes, choć z różnych powodów w utrzymywaniu fikcji rzekomego ''pogromu'' - nie jest to bynajmniej przejaw jakowejś prowincjonalnej megalomanii, bo serdecznie chromolę takową ''sławę'', a jedynie stwierdzenie faktu, i w tym - i TYLKO w tym sensie - to rzeczywiście ''miasto przeklęte''. Miejsce prowokacji też nie wybrano przypadkowo - po dziwnym zaiste zamachu na Adamowicza pojawiły się na ''Sputniku'' wypowiedzi Rosjan czynione niby to żartem o Gdańsku jako ''przedłużeniu obwodu kaliningradzkiego'', wiadomo, że ''tragicznie zmarły'' prezydent miasta, niegdysiejszy ''twardy prawicowiec'' przecież, regularnie biegał co roku z wiązankami na cmentarz żołnierzy radzieckich by podziękować ''wyzwolicielom'', i został się krwawo teleportowany akurat, gdy zaczęło palić mu się pod tyłkiem z powodu wychodzenia na jaw licznych popełnianych przezeń machloj [ nie wspominając już o kompletnie nieuzasadnionej ekonomicznie sprzedaży Niemcom miejskiej spółki dostarczającej mieszkańcom energię i innych koncesjach czynionych podczas jego rządów na rzecz Berlina i UE ], pora więc by taki profesjonalny dziennikarz śledczy jak Tomasz Piątek zabrał się za zdemaskowanie działającej tam mafii sołncewskiej i jej powiązań z lokalnymi, prominentnymi politykami:). Szydzę, ale wygląda na to, iż całe Trójmiasto faktycznie może stanowić prototyp ''kondominium niemiecko-rosyjskiego pod żydowskim zarządem powierniczym'', a właściwie żydo-masońskim biorąc pod uwagę tamtejsze rozbuchane wolnomularskie tradycje czego sami ''dyskretni'' nie ukrywają [ i im należy dawać tu posłuch a nie Krajskiemu, który wprawdzie coś tam słyszy, ale nie wie dokładnie w którym kościele ], stąd rzeczony marsz fakt ten miałby przypieczętować pojednaniem między dawnymi rywalami dokonanym ponad naszymi głowami na trupie ''białej Polski'' jak na paradzie w Brześciu Litewskim we wrześniu '39 - skojarzenia są ewidentnie, tym bardziej, że przecież sowiecki dowódca towarzyszący podczas niej hitlerowskiemu generałowi Guderianowi był Żydem, nazywał się Kriwoszein...

Nie będę rozpisywał się o tytułowym pajacu, bom już to nieco uczynił dobrą prawie dekadę temu, przywołam więc sam początek archiwalnego posta po resztę chętnych do zapoznania się z całością odsyłając do zalinkowanego niżej tekstu :

''Ostatnio przypadkiem dowiedziałem się sporo o lokalnej parachrześcijańskiej Wspólnocie ''Wieczernik'' [ której nieformalnym guru był i nadal jest Edek ], zwłaszcza metodach prania mózgu i innych przewałach ponoć tam stosowanych w stopniu niezwykłym nawet jak na sektę - gdy tego słuchałem nasuwały mi się skojarzenia z gnojeniem członków partii komunistycznej za pomocą upokarzających publicznych samokrytyk i wzajemnego donosicielstwa...''

http://stanczyk1.blogspot.com/2012/09/ex-oriente-lux.html

- skądinąd jakże proroczy tytuł... Najwidoczniej także posiadam dar ''boskiego channelingu'' jakim obdarzony został pastor Ćwierz co każe mu uparcie głosić ''słowo'' twierdząc, że ma bezpośrednie połączenie z niebiańską centralą umożliwiające staremu błaznowi odbiór komunikatów od jakiegoś pana tytułowanego przezeń ''bogiemysraela'' czy cuś w ten deseń, tylko o tym jeszcze nie wiem, ale ''oświeceni w duchu'' być może mi to już objawią, byle nie lampą w oczy. Niestety zalinkowane w tekście filmy z zapisami ''widzeń'' i natchnień proroczych psychopaty wyparowały, znamienne, a szkoda bo były tam niezłe numery typu ostry wjazd na pełnej kurwie już na wstępie : ''drodzy bracia i siostry! właśnie odbyło się niedawno głosowanie w ONZ nad uznaniem państwa palestyńskiego, ale nie lękajcie się, Izrael ma sojuszników...'' i takie tam [ skądinąd cóż za skandaliczne upolitycznienie religii, czemu choćby lokalna gejzeta Wybiórcza nie protestowała?! ], ale i z tego co pozostało na YT można wywnioskować o co idzie naprawdę w gdańskiej chucpie np. w poniższym wystąpieniu Edek wyłożył jasno tak, że bardziej już nie można, iż jako naród mamy być ''owcami'' a właściwie baranami ślepo obstającymi za Izraelem i kajać się za ''cudze winy'' nie tylko wobec Żydów ale i Niemców - tak, nie przejęzyczyłem się - a nawet Ukraińców [ pewnie za ''rzeź wołyńską'' ] oraz Rosjan - jak wnioskuję tych ostatnich prowokowaliśmy przecież nieustannie swym głupim oporem przed ''słowiańskim braterstwem'' zmuszając ich do naparzania nas knutem, nahajką, zsyłek na Syberię a później bolszewickich rozstrzeliwań jak podczas ''operacji polskiej'' czy w Katyniu itp. - czyniąc to praktycznie w nieskończoność, stać pod wirtualnym pręgierzem gdy trzeba 100 lat i dłużej, bowiem wedle złotoustego pastora ''nie ma końca naszej pokucie''! : 



Gratuluję szczerości Edziowi tak otwartego przyznania, że wywodzi się z rodu szmalcowników i pogromowców, bo jak inaczej mam rozumieć wypowiedziane przezeń słowa, iż to ''nasi ojcowie i dziadowie'' dokonali mordów na Żydach, ale czemu bezczelnie obciąża winą za to także i mnie, tak się składa potomka polskich ofiar hitlerowskiej okupacji, którym podobne mu kurwie usiłują przyprawić gębę rzekomych ''pomocników nazistów''?! Pomijam już, że stosuje przy tym potępioną przez trybunał w Norymberdze odpowiedzialność zbiorową podpadając tym samym pod ''holocaustowe'' paragrafy, skandalicznie rozmywa winę stawiając niemal otwarcie powojenne deportacje ludności niemieckiej i gwałty popełniane na niej masowo przez czerwonoarmistów przecież na równi z okrucieństwami i ludobójczym bestialstwem Niemców wobec Polaków podczas okupacji, nie zająknął się ani słowem, że komendantem wymienionych w tym kontekście przezeń obozów w Świętochłowicach i Jaworznie był żydowski zbrodniarz Salomon Morel, który wraz z innymi żydowskimi przeważnie oprawcami nie skrywał wcale żądzy odwetu na Niemcach jaka nimi kierowała przy czynionych tam mordach, i że zdechł on bezpiecznie w Izraelu do końca chroniony przez władze tegoż kraju przed monitami polskich władz dopominającymi się o wymierzenie mu sprawiedliwości za zbrodnie jakie popełnił jako funkcjonariusz UB także na Bogu ducha winnych Polakach itd. itp. Najbardziej kuriozalne, że w swej głupocie nawet nie spostrzegł, iż rzekomo typowy dla Polaków ''kompleks ofiary'' który nam wypomina jeśli już stokroć bardziej tyczy ubóstwianych tak przezeń Żydów nie pozwalając im skonfrontować się z tą oto gorzką prawdą o sobie samych, że nie tylko podlegali prześladowaniom, lecz i niejednokrotnie sami stawali się oprawcami innych nacji, stąd nie brak w ich historii pospolitych zbrodniarzy, handlarzy niewolników a nawet ludobójców nie ustępujących w niczym Hitlerowi pokroju Lwa Bronsztejna-Trockiego, ba - ''koszerni'' zdarzali się nawet wśród nazistów! Co do mnie nie mam najmniejszego problemu z przyznaniem, iż również bywali Polacy z krwią rzesz ludzkich na rękach by wymienić choćby Dzierżyńskiego, ale też nie będę przepraszał Rosjan za niego ani nie mają oni prawa żądać tego ode mnie, bo jako się rzekło nie uznaję zbiorowej odpowiedzialności jakiej hołduje pastor Edek kierujący się kategoriami rodem z epoki plemiennych hord i klanowej vendetty, od dość dawna też postuluję rozszerzenie lustracji także na współpracę z Niemcami i chętnie poznałbym personalia rodzimych agentów Gestapo i szmalcowników, wszakże pod warunkiem, że ujawniono by przy tym żydowskich współpracowników niemieckich zbrodniarzy nie czyniąc tu podszytych ledwo skrywanym rasizmem rozróżnień, a nade wszystko ilu z tych polskich i żydowskich szmalcowników i agentów Gestapo po wojnie przewerbowało się na ubeckich konfidentów, funkcjonariuszy bezpieki, członków partii komunistycznej itd. bo jak sądzę wiele by to wyjaśniło nie tylko z historii PRL, ale i tego co obecnie doświadczamy - wzorcowa pod tym względem jest biografia Zbigniewa Safjana, papy byłego sędziego TK, który wstąpił na ochotnika do hitlerowskiego ORMO, służąc w nim pomagał Niemcom zwalczać polską partyzantkę i wywozić Żydów do obozów zagłady po czym wskutek zmiany frontów płynnie przedzierzgnął się w politruka LWP wydając na śmierć siłą wcielonego do ''polskawego'' wojska żołnierza AK jaki nieopatrznie zwierzył mu się z zamiaru ucieczki i zasilenia jednej z ''leśnych band'' stawiających opór komunistom, mimo takich ''zasług'' wskutek wyjawienia w końcu jego ''brunatnej'' przeszłości został wprawdzie zdegradowany, lecz dalej kontynuował pomyślnie karierę w PRL jako bezpieczniacki kapuś by zakończyć ją już w ''wolnej Polsce'' szefowaniem pismu ''Słowo żydowskie'', gdzie nagłaśniał brednie o rzekomym ''pogromie'' w Jedwabnem : cóż, nie od dziś wiadomo, że ''na złodzieju czapka gore'' stąd pierwszy jest on do obarczana innych odpowiedzialnością za swe winy, tak jak Edek i reszta jemu podobnych. Skończony tuman sam przyznaje, że ''pogrom kielecki'' dokonali przede wszystkim żołnierze, milicjanci i funkcjonariusze UB, nie zająknie się jednak przy tym, że wojsko to i pozostałe z wymienionych zbrojnych formacji były bezwzględnie podporządkowane rozkazom radzieckiego hegemona, komendantem wojskowym Kielc był wówczas klasyczny przykład tzw. POP-a czyli ''pełniącego obowiązki Polaka'' mjr. Wasyl Markiewicz [ jakie śliczne, ''typowo polskie'' imię ], sam ''pogrom'' - fenomen z definicji spontaniczny i oddolny całkiem - miał mieć miejsce tuż pod oknami lokalnej bezpieki i parę minut drogi od siedziby sowieckich służb a dawnej Gestapo w mieście, miasteczku wówczas właściwie pełnym uzbrojonych po zęby sowieciarzy i kręcących się wszędzie patroli jakie tylko w okresie od grudnia 1945 do listopada 1946 aresztowały za różne wykroczenia ponad 1500 jedynie żołnierzy i funkcjonariuszy komunistycznych służb, o byłych i obecnych partyzantach oraz zwykłych cywilach nie wspominając, jakim więc cudem się pytam?! No cóż, jeśli jak lansowana ostro przez Białka Tokarska-Bakir zastępuje się fakty faktyszami - a przypominam, że definicja tych drugich brzmi, iż ''autonomiczna rzeczywistość'' i ''konstrukcja'' są synonimami - można serio z miedzianym czołem twierdzić, że to dlatego, iż ''sowieci nie chcieli się wtrącać w polskie sprawy'' : rok po zakończeniu wojny, gdy nadal trwały walki z oddziałami antykomunistycznego podziemia niszczonymi bezwzględnie przez potężne zgrupowania radzieckich wojsk stacjonujących w kraju! [ to tak jakby oznajmić bezczelnie Hindusom czy Chińczykom, że ''Brytyjczycy nie chcieli wtrącać się w ich sprawy w XIX w.'' ]. Edek nie wspomni też, że ówczesne ''polskawe'' władze zdominowane przez żydowskich komunistów podległych bezpośrednio Moskwie mianowały sprawujących kluczowe w czasie ''pogromu'' stanowiska w regionie szefa UB i wojewody kieleckiego dwóch byłych komunistycznych partyzantów posiadających już doświadczenie w mordowaniu Żydów nabyte podczas wojny, mowa tu odpowiednio o sowieckim agencie Władysławie Spychaju-Sobczyńskim oraz gestapowskim kapusiu Eugeniuszu Iwańczyku-Wiśliczu : w 1954 r. skazany przez PRL-owski sąd za takowe zbrodnie zaledwie na osiem lat więzienia został dowódca tzw. II Brygady AL „Świt” Tadeusz Maj ps. ''Łokietek'', jak zeznał w trakcie procesu, gdy w lipcu 1944 r. zgłosiło się do jego grupy 12 Żydów (w tym jedna kobieta), którzy chcieli wstąpić do partyzantki obecni przy tym wyżej wymienieni pełniący przy oddziale rolę ''komisarzy'' kazali mu ich zabić co też uczynił wraz z resztą bolszewickich podwładnych, podobne mordy dokonali wspólnie jeszcze na co najmniej kilkudziesięciu uciekinierach z gett, i mimo że komunistyczne władze powtórzę z całym naciskiem zdominowane przez Żydów posiadły dokładne informacje o tym już w 1945 r., a więc zanim powstał X Departament MBP, podobne ''wyczyny bojowe'' jak i dezercja w czasie walk w lasach Siekierno-Rataje bynajmniej nie przeszkodziły Majowi w błyskotliwej karierze - został szefem Prokuratury Wojewódzkiej w Łodzi a następnie attaché handlowym w Atenach i członkiem Rady Naczelnej ZBoWiD. Toż samo tyczy Spychaja i Wiślicza, którzy nie ponieśli dotkliwych konsekwencji swych czynów, wprawdzie zdegradowani z czasem na stanowiska attache w Bułgarii czy dyrektora PGR, ale dopiero po śmierci Stalina i jakaś specjalna krzywda im się nie stała, do końca pełnili niechby i poboczne stanowiska w systemie reżimu, swoi nie dali im zginąć jak to w mafii.

Mógłbym przytoczyć jeszcze wiele faktów kwestionujących dobitnie kłamstwo ''pogromu'' czy nawet ''prowokacji'' i wskazujących jednoznacznie na sprawstwo w mordzie radzieckich władz okupacyjnych a także podległej im niemal niewolniczo ówczesnej ''polskawej'' administracji zdominowanej przez żydowskich komunistów np. ścisłą współpracę polityczną jaka miała wtedy miejsce między ZSRR a syjonistami o której pisał nie kto inny jak obecny dyrektor ''Polin'' Dariusz Stola itd., ale nie ma to większego sensu w konfrontacji z ochujałym do szczętu charyzmatykiem, protesranckim sekciarzem i bezmyślną trzodą jego wyznawców opornych jednako na racjonalną argumentację, bowiem wiernych maksymie Lutra iż ''rozum to diabelska k...''. Nie może więc zdumiewać zachowanie dziwnie pobudzonego pastora Ćwierza dziękującego wylewnie i uniżenie swym aryjskim mocodawcom, nie mam pojęcia co on bierze ani co mu dolega, ale że jest mocno pierdolnięty to pewne :



- żeby gratulować Niemcom ministra brutalnie obsobaczającego Polaków... Tyle że co ta sprzedajna kurwia ma zrobić skoro Prusacy podali mu pomocną dłoń ratując upadający biznes : zbijają się zeń w necie teraz, iż jest ''pastorem 100-osobowego kościoła'' czy zboru raczej, jednak fakty mają się tak, że to pieśń przeszłości, owszem tak było w czasach świetności ''Wieczernika'' w latach 90-ych, dziś ostało się tam parę osób na krzyż, dosłownie Edek i jego rodzina + kilka naprawdę klinicznych, beznadziejnych przypadków sekciarskiego opętania i tyle. Dlatego szczeka posłusznie na krótkiej finansowej smyczy, bo co mu pozostało, musiałby inaczej skonfrontować się z tą oto smutną prawdą o sobie, że poświęcił życie kompletnemu g..., stąd ''gorliwy judeochrześcijanin'' poparł żarliwie w ostatnich wyborach prezydenckich Bronka Komorowskiego, gdyż ten wedle jego opinii miał być ''człowiekiem zgody i pojednania'' oraz posiadać ''potencjał bycia ojcem narodu'' - tak, mowa o mściwym skurwysynie nasyłającym bezpiekę na ludzi śmiących pisać o nim brzydkie rzeczy w necie, zachęcającym do napierdalania sztachetami swoich przeciwników politycznych, pazernej kanalii jaka podjebała na odchodne z pałacu prezydenckiego nawet ekspres do kawy i żyrandol [ prawdziwy zeń strażnik! ], skończonym tumanie i bydlaku, WSIoku robiącym Polsce obciach na cały świat! Zaiste pastorzyna musi dysponować metafizycznym ''trzecim okiem'' pozwalającym mu w tej kreaturze dopatrzeć się tego wszystkiego, czego ja trzeźwo czyli przyziemnie patrząc nie jestem w stanie :



- najohydniejsza w tym wszystkim jest ta świętoszkowata obłuda jaką ocieka Ćwierz i jemu podobni, wciskane nam bezczelnie przez nich infantylne ''kochajmy się'' maskujące brutalny cynizm polityczny, nie ma bodaj nic bardziej obrzydliwego jak gdy ostatnie kurwy i złodzieje drapują się w togi ''autorytetów moralnych''. I nie usprawiedliwia wcale Edzia nawet, że być może on rzeczywiście wierzy w bzdety jakie głosi robiąc tu za klasycznego ''pożytecznego idiotę'', jestem przekonany, że ci co się nim wysługują głęboko nim pogardzają, trudno się zresztą dziwić obserwując jego pajacowanie widocznie chyba dla wszystkich poza nim samym, mówiąc wprost żałosny zeń typ stąd można by mu odpuścić, gdyby nie był przy tym prawdziwym szkodnikiem, zakochanym w sobie do autyzmu psychopatą, którego przypadłość wykorzystują naprawdę ciężkie skurwiele jak Andre G. i jego kamanda, chuj im serdecznie w dupę.

Nie będę rozkminiał powiązań fundacji Edzia z niemieckimi, izraelskimi a być może i rosyjskimi bliźniaczymi organizacjami, choć pewnie można by natrafić tu na wiele ciekawych informacji, bo to robota dla dziennikarzy śledczych i nade wszystko kontrwywiadu, aczkolwiek co do ostatniego patrząc na to co się ostatnio wyprawia w Ojczyźnie naszej, jak bardzo obce służby rozbestwiły się całkiem jawnie urządzając sobie imprezy na nominalnie już chyba tylko naszym terenie można zwątpić o jego istnieniu, obym się mylił stąd miejmy nadzieję nienaiwnie zostawiam resztę roboty profesjonalistom, zresztą tego co przytoczyłem aż nadto by wyrobić sobie zdanie. Na koniec więc tylko kilka świadectw byłych wyznawców ''Wieczernika'' by dobitnie wykazać co to za chujnia, pochodzących z protestanckiego foruma aby nie było, że to jakowaś ''katolska propaganda'' : 

''Wspólnota tętniła życiem. Konferencja za konferencją ("Złap Ducha", "Nowy Początek", festyn "Od nudów do cudów"), wyjazd za wyjazdem. Była moda na padanie do tyłu, zwłaszcza gdy jakiś "prorok"położył na kogoś ręce. Oczywiście była cała masa "proroctw"typu: "Bóg cię kocha i ma plan na twoje życie"... "jesteś cenny w oczach Boga"... "Bóg ma dla ciebie dobre rzeczy"... itp. itd. Przy tym wszyscy padali "pod mocą"na ziemię i przeżywali uniesienia duchowe. [...]  Pastorem oczywiście została pani z USA, osoba z charyzmą, umiejąca kierować mężczyznami i nadawać im "duchowy kierunek", na co zresztą sami dobrowolnie przystali. [...] Pani pastor często jeździła zagranicę, gdzie poznawała różnej maści posługujących. Jeśli ktoś jej pasował duchowo, to miał szanse być zaproszony do nas, żeby "ubogacić nas duchowo". To duchowe rozpoznawanie pani pastor polegało na, jak to ona określała, "wysuwaniu duchowych antenek" i odbieraniu "fal", jakie ktoś wysyłał. Metoda iście kosmiczna! Jeśli fale liderki i tego kogoś zgrywały się, to było OK, a jeśli czuła jakiś zgrzyt, to siłą rzeczy kontaktów nie utrzymywano. Czasem pani pastor "zapalały się"też jakieś "czerwone światełka"... [...] Innym ulubionym tematem kazań były relacje: w kościele, chłopak - dziewczyna, mąż - żona i jakiekolwiek tylko. Relacje, relacje, relacje... Do znudzenia. Szczególnie wałkowano relacje on - ona, bo w "Wieczerniku" było wiele młodzieży na wydaniu. Nauczania dla "singli" i małżeństw były niemal na porządku dziennym i nie mam nic przeciwko nim, ale ile można? Efekt tych nauk wydawał mi się czasem marny. Pomimo takiego ogromu nauk na te tematy i tak albo ktoś z kimś wpadł, albo nie wytrzymał do ślubu, albo kompletnie nie umiał poradzić sobie w tych sprawach. Zresztą pani pastor koniecznie próbowała zaszczepić na gruncie polskim obyczaje amerykańskiej młodzieży, więc wysłuchiwaliśmy "nauk", że chłopak to powinien mieć pieniądze, żeby zaprosić dziewczynę do kawiarni, że dziewczyny to powinny traktować siebie jak księżniczki, a w ogóle to najlepiej spotykać się z kilkoma osobami naraz, ot tak, bez zobowiązań. No i wyrosło w "Wieczerniku" kilka "księżniczek", które trzeba było obskakiwać i służyć im, a które, jak to było w pewnym przypadku, przed podjęciem decyzji o ewentualnym zamążpójściu czy narzeczeństwie sprawdzały najpierw stan konta i portfela "oblubieńca". [...] Bywały i takie sytuacje, gdy jakiś mężczyzna przyszedł do kobiety i prosił ją, żeby ta uwolniła go, bo czuł się kontrolowany i manipulowany. Na tym przykładzie zobaczyłam jak nie utwierdzone w wierze niewiasty są kształtowane na modłę wieczernikową, jak stają się typowymi "produktami""Wieczernika", czyli kobietami silnymi, niezależnymi, manipulującymi innymi dla uzyskania osobistych korzyści, którym wmówiono, że mają jakieś tam namaszczenie albo że są "generałami wstawiennictwa". Niektóre z nich do dziś nie mogą sobie ułożyć prywatnego życia, bo mają zbyt wygórowane mniemanie o sobie i swoim posłannictwie, co jest "zasługą"wieczernikowego nauczania. Oczywiście często nauczano o przywództwie kobiet. Podkreślano szczególnie rolę Dobory albo Pryscylli (Dz 18,18.26). Ten drugi przykład był szczególnie "udany": Pryscylla była ważniejsza od Akwili, bo... była przed nim wymieniona! Takie było tłumaczenie. Przyplątało się też "rodzenie w duchu". Akcję zaczęła pani pastor, która pewnego dnia zaczęła wydawać z siebie dziwne dźwięki, zrobiła się czerwona na twarzy, stękała, jęczała i trzymała się za brzuch. To niby miało być wypełnianie się słowa z Listu do Galicjan 4,19. Znalazło się wielu chętnych, głównie dziewczyn, którzy chcieli to samo i kładziono na nich ręce, by też "rodzili w duchu". Mnie te manifestacje przerażały, a nie zachęcały, bo były po prostu upiorne! Kiedyś na spotkaniu jeden z liderów tarzał się po ziemi ze śmiechu razem z jednym z wieczernikowców. [...] Dowiedzieliśmy się też ciekawej rzeczy, że główna kwatera diabła w Polsce znajduje się... na Giewoncie! Bardzo poważnie poinformował nas o tym na jednym ze spotkań pewien lider. Bo na tej górze jest krzyż... Dziwię się, że do tej pory wieczernikowcy nie zorganizowali wyprawy na Giewont, nie rozmontowali stalowej konstrukcji i nie utworzyli tam bazy wypadowej dla celów ewangelizacji. Po takim odkryciu przebudzenie przyszłoby migiem! A tak męczą się do tej pory... [...] Nie byłam też na wspomnianym wyżej Jacku Winterze, ale też słuchałam kaset. Oprócz rewelacji o papieżu, można było też doświadczyć tam "Ojcowskiego serca Boga"- jak to ładnie było nazwane. A polegało to na tym, że Winter przytulał wszystkich mocno, bo podobno takie przesłanie odebrał od Boga, żeby przez to okazać miłość... Niemal wszyscy garnęli się więc do przytulania, co miało ich wewnętrznie uzdrowić. Jakiś małżonek nie chciał za bardzo puścić żony do tego "uzdrowienia", to się na niego oburzyła i strasznie to przeżywała. Na spotkaniu tym dużo było mówione też o złotym pyle spadającym z nieba na wybranych Bożych i o złotych plombach. Pył oczywiście się pokazał (ktoś go tam ponoć widział), ale złotymi zębami nikt nie został "ubłogosławiony". Jednym z "cudów"pokonferencyjnych była wędrująca kołdra. Pewien z członków "Wieczernika"dzielił się później na spotkaniu świadectwem jakoby to kołdra sama go w nocy przykryła, bo on sobie nie przypomina, żeby ją na siebie naciągał. Oczywiście miało to wydźwięk głęboko duchowy. W czasie słuchaniu tych kaset płakałam, bo uświadomiłam sobie, jakimi bzdetami byli karmieni tam ludzie i było mi ich po prostu szkoda. [...] Pod koniec mojego pobytu w "Wieczerniku"pojawił się pomysł na utworzenie grup "komandosów"do zdobywania terenów dla Pana. Miały one odwiedzać najbardziej "strategiczne"miejsca w Polsce (czyli najbardziej opanowane przez diabła) i przeganiać je stamtąd. Chyba były jakieś plany odwiedzenia Częstochowy, może Lichenia - nie pamiętam dokładnie. Dla "rozgrzewki"próbowano chyba zdobyć dla Pana kielecką katedrę. Znajoma z pracy widziała tam starszych wieczernikowych, jak kręcili się po świątyni i bardzo dziwnie zachowywali. Chyba nie byli tam po to, żeby się pomodlić... Były też plany wypraw na cmentarze, żeby i stamtąd wygnać złe duchy. Kiedy niedawno dzieliłam się tymi przykładami z siostrą z obecnej społeczności, w której jestem, a która przez wiele lat była głęboko zaangażowana w okultyzm, stwierdziła, że nie widzi różnicy między tym, co robiła kiedyś, zajmując się czarami a tym, co wyprawia "Wieczernik". Przybywało też "generałów wstawiennictwa"(a właściwie głównie "generałek"). A to wszystko w celu zdobywania miast dla Pana przez jakąś armię Joela. I znów posłużono się Starym Testamentem, a konkretnie wyrwanymi z kontekstu zdaniami z Księgi Joela...'' itd. itd. 

''Pastor Irena mieszka w Jerozolimie i oczekuje na przyjście Pana do Jerozolimy aby go przywitać w imieniu Wieczernika. Otworzyła mały hotel w Jerozolimie i mieszka sobie tam, a na stronie Wieczernika prosi o pieniądze na swoje utrzymanie. [...] Na "ewangelizacji" Wieczernika w dniu 23 maja 2010 w Kielcach w Parku Miejskim stał ich namiot z napisem: "Interpretacja snów za darmo" - kojarzy mi się to raczej z jakimiś wróżkami czy targami psychotronicznymi niż z Kościołem.''

''Komandosi Pana'' na stos z łysogórską czarownicą :

 http://www.wieczernik.pl/baba-jaga-swietokrzyska

I historia apostazji na finał, ku przestrodze entuzjastów ''ruchów charyzmatycznych'', ''odnowy w Duchu Św.'' i ''czytaczy Biblii'' infiltrujących KK od środka, który niestety nie jest wolny od tej zarazy [ np. na konferencji ''pojednania'' na kolanach z Niemcami i Żydami, z której wystąpienie Edka zostało przytoczone wyżej jako pierwsze produkował się także bp Ryś ] :

https://religie.wiara.pl/doc/471842.Kosciol-Chrzescijanski-Wieczernik-Od-odnowy-do-zerwania